Cześć wszystkim, mam pewien problem i nie wiem, jak to wszystko ugryźć, dlatego liczę na Wasze opinie. Od kilku lat jestem w związku z rozwodnikiem, który ma dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa. Jego była żona jakiś czas temu zaczęła układać sobie życie na nowo z innym partnerem. Rozstali się głównie przez różnice w oczekiwaniach wobec życia, co oboje otwarcie przyznali.
Aktualnie razem z moim partnerem jesteśmy na etapie kupna domu i planujemy powiększenie rodziny. Niedawno dowiedziałam się, że jego była żona rozważa przeprowadzkę do miejscowości, w której my zamierzamy zamieszkać. To około 100 km od jej obecnego miejsca zamieszkania, a powodem ma być to, aby dzieci mogły częściej widywać się z ojcem. Oczywiście rozumiem, że dzieci są ważne, ale zastanawia mnie, na ile to szczera decyzja, a na ile próba trzymania mojego partnera w swoim zasięgu.
Rozmawiali na ten temat przez telefon i on starał się przekonać ją, żeby wynajęła coś bliżej nas, bo to faktycznie ułatwiłoby kontakty z dziećmi. Z jednej strony doceniam jego troskę o dzieci, ale z drugiej czuję, że ta sytuacja wprowadza niepotrzebne napięcia w naszym życiu.
Dodam jeszcze, że nasza przeprowadzka miała być dla nas nowym początkiem – mój partner sam zaproponował, żebyśmy zamieszkali gdzieś dalej, bo chciał odciąć się od dawnych znajomości i rozpocząć poważne życie razem. Tymczasem mam wrażenie, że trochę na własne życzenie ściąga swoją przeszłość za sobą, i nie wiem, jak mam się w tej sytuacji odnaleźć.
Jak byście to odebrali? Czy jestem przewrażliwiona? Dodam, że dzieci mają z nami dobry kontakt – spędzamy razem weekendy, święta, wakacje – ale teraz boję się, że zamiast naszej wspólnej przyszłości, znowu znajdziemy się w środku relacji, którą on próbował zostawić za sobą.