Olinka napisał/a: Żeby nie było - nie miałam na celu Cię urazić i mam nadzieję, że tak się nie stało, po prostu wyraziłam własne spostrzeżenie, bo ile razy wspomniałeś o elastyczności, a trochę tych razów było
, notabene tonem dosyć kategorycznym, tyle razy coś mi w tym lekko zgrzytało
.
Generalnie znów można powiedzieć, że tak jak Ty w jednych kwestiach jesteś elastyczny, a w innych nie, tak inni mogą mieć na przykład dokładnie odwrotnie albo zupełnie inaczej. Kwestią wzajemnego zrozumienia, ale też troski, jest chęć wyjścia sobie na przeciw i ułatwianie życia tam, gdzie jest to możliwe.
Jeśli zaś chodzi o tytułowe nieszczęsne nocowanie, to i ja jak najbardziej mogłabym spać w namiocie, choćby z sentymentu za dawnymi czasami, ale tutaj mamy wesele, które jest jednym z tych wydarzeń, na których kobieta chce wyjątkowo dobrze wyglądać, co z kolei wymaga pewnego rodzaju przygotowań, a te w obecności innego mężczyzny są zwyczajnie krępujące. Krępujące jest też chodzenie w bieliźnie nocnej, poranne przebudzenie, jeśli ktoś chrapie, to także chrapanie, a oprócz tego każdy może mieć jeszcze jakieś swoje hopla.
Szkoda, że Autor nadal nie wspomniał jakie argumenty przedstawiła partnerka. O ile w ogóle przedstawiła, bo jeśli pojawiło się tylko "nie, bo nie", to w sumie trochę słabo. Osobiście jeśli o coś proszę albo z czymś się nie zgadzam, mam w zwyczaju argumentować z czego wynika moje stanowisko. Odpowiednia argumentacja naprawdę potrafi zdziałać cuda, bo przecież wszyscy jesteśmy tylko (i aż) ludźmi i mamy jakieś tam swoje opory, dziwactwa czy słabości, a kiedy się o nich głośno powie, to często temat zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Nie ma mowy o żadnym urażeniu 
Tak naprawdę zbyt mało zostało tutaj przedstawione i właśnie nie padły żadne konkretne argumenty, jakie mogłaby przedstawić dziewczyna. Bo jeśli to ma być coś w stylu: " Nie, bo nie i już!", to niestety doradzałbym cofnięcie się do piaskownicy, bo tego typu "argumentacja" jest raczej właściwa dla kilkuletnich dzieci.
Jeśli nawet pewne potrzeby czy odczucia mogą być obce dla jednych a oczywiste dla drugich, to w tym wypadku uderza mnei jedna rzecz: dlaczego dziewczyna kategorycznie żąda, aby to ON załatwił ewentualny zastępczy nocleg, gdziekolwiek by to nie było poza miejscem wesela? Pomijając fakt, że jednak szukał, to nie widzę w tym niczego zdrożnego, aby dziewczyna im to ogarnęła, skoro jej zależy tak bardzo na wygodzie i komforcie, jeżeli dla niej najważniejsza jest ta cała emocjonalno-romantyczno-intymna otoczka wesela? Czy to naprawdę zbrodnia czy niektakt, kiedy to ona by przejęła stary pod tym względem? Zastanawia mnie to też w kontekście innych spraw czy problemów, jakie miewają ludzie, kiedy to jedna strona będzie zawsze oczekiwać od drugiej aktywnych działań a każdy sprzeciw czy próba pośredniego rozwiązania przyniosą foch albo urażoną dumę, jeszcze ZANIM w ogóle dojdzie do czegoś, co ma naruszyć czyjeś granice? Nie mówię, żeby kompletnie olewać potrzeb partnera i nie uwzględniać go nigdy w działaniu, ale właśnie mieć tez swoje granice i nei pozwalać, aby to zawsze na swojej głowie wszystko spoczywało.
Podawane tutaj alternatywne opcje, łącznie z rezygnacją z poprawin czy wyjazdu samego Autora nie znajdują jakoś aprobaty. Nie wiem, mogę się mylić, ale wydaje się, jakby ona oczekiwała, że załatwienie wszystkiego będzie należało do Autora. Nie wiadomo jka oni się tam dostają, do kiedy wesele trwa i czy ktoś w ogóle mógłby ich odwieźć..Przypuszczam, że jeśli nie dojdzie do takiego, konkretnego rozwiazania, jakiego ONA oczekuje, to Autor będzie potem miał "ciche dni".
W całej tej historii podziwiam po prostu trochę to, że ktoś potrzebuje aż tak idealnie dopiętych warunków, żeby w ogóle móc się dobrze bawić na tej imprezie. Perspektywa "niewygody"(nie wiemy dokładnie o co chodzi) podczas jednej nocy vs całonocna impreza. Trochę może tu grać rolę fakt, że jeśli nie zna się w ogóle osób na takiej imprezie, to i tak człowiek czuje się nieco wyobcowany, choćby i przyjechał z partnerem.
Wiadomo, że to raczej nierealne, ale co by należało zrobić, jeśli ten nocleg byłby odległy nie o 30, ale o 50 czy 100 km? Raczej wtedy intuicja podpowiada, że bardziej opłaca się dotrwać do końća i zrezygnować z poprawin, bo inaczej, jak? Jechać na kilka godzin się przespać te kilkadziesiąt km w jedną stronę a potem z powrotem?
ps. Mimo wszystko, jestem zaskoczony, że niektórym Paniom by to nie przeszkadzało.. 