Ostatnie kilka stron stanowiło odejście od tego, co towarzyszyło temu wątkowi od jego początku, czyli odnoszenie się do mojej przeszłości. Teraz znów ten temat został przywołany. Pytanie po co? Czy naprawdę chcecie, żebym co któryś tam post rozrywał przed Wami szaty i bił się w pierś? Zwłaszcza, że swoje błędy poznałem i uczę się, by ich nie popełniać, a przyszłość daje nadzieję, na odmianę mojego samotnego losu. Nie lubię tego ciągłego szukania winowajcy. Ale specjalnie dla Ciebie Penta odpowiem Ci w ten sposób. Patrzysz na świat zero-jedynkowo, a on nie jest taki. Nie jest czarno-biały. Życie zwłaszcza w relacjach międzyludzkich bywa skomplikowane. Przykładowo, czy w sytuacji gdy starałem się poderwać dziewczynę, jedną, drugą, trzecią, byłe m dobry dla niej, robiłem to najlepiej jak w swoim mniemaniu potrafiłem (i uważałem, że tak być powinno), a ona wybrała innego, to czy to też moja wina? Może ktoś powie, że tak, bo przecież nie byłem taki jak tamten inny facet, ale czy aby na pewno byłaby to uczciwa ocena? To tylko przykład pokazujący złożoność tematu. Ja bym proponował nie patrzeć już na to kto był winny, a kto nie. To, że popełniałem błędy szukając dziewczyny, będąc na przykład za mało śmiały, za mało zdecydowany, to fakt bezdyskusyjny. Ale czasami ten brak zainteresowania dziewczyn i tak bez mojego działania (na plus czy minus) miał miejsce niezależnie i to również jest fakt.
Kobiet się nie podrywa przez bycie dobrym. Dla tego poszła do innego. I tak , to tylko i wyłącznie twoja wina.