Cieszę się, że zajrzałaś (opcjonalnie zajrzałeś, bo zapewne są tu też panowie) do tego wątku. Ten wpis będzie długi, więc zdaję sobie sprawę, że nie każdy doczyta go do końca. To zrozumiałe i tym bardziej będzie mi miło, jeśli ktoś jednak przeczyta całość. Nagród dla wytrwałych nie przewiduję, ale kto wie, może poprzez ten wpis dowiesz się czegoś nowego, coś Cię rozbawi, zaciekawi a może nawet sprawi, że po policzku spłynie łza? Tego nie wiem, mam jednak nadzieję, że nikogo ten wpis nie przyprawi o ciarki wstydu. Jednak na wszelki wypadek polecam (pomimo ciepłej pogody) zaopatrzyć się do czytania w jakiś sweter, bluzkę, ciepłą herbatę lub kawę.
Pierwsza, najważniejsza rzecz. Po co w ogóle piszę o takich rzeczach i to jeszcze na forum dla kobiet? Na pewno nie po to, jak mogłoby się wydawać, że chcę wzbudzić litość, a poprzez to czyjeś zainteresowanie. Nie, to nic z tych rzeczy. Nie jest to też jakiś ekshibicjonizm emocjonalny. To coś w rodzaju coming outu. Nie wiem czy też tak czasami macie, ale czasami gdy trapi Was jakiś problem, coś Was boli, chcecie się tym podzielić z innymi, by ten problem nie był już tylko w Was, by się z nim oswoić poprzez poinformowanie o nim innych. Myślę, że u mnie o to w tym chodzi.
Coś o mnie? Mam 33 lata, mieszkam i pracuję w Warszawie. Jestem pogodnym chłopakiem, który lubi potrawy z ziemniaczków oraz kolory zielony i niebieski. Jestem wesoły, skory do żartów, ale zawsze przy tym odpowiedzialny. Lubię wolny czas spędzać zarówno aktywnie (sport, spacer, taniec: lindy hop, charleston, boogie woogie) jak i bardziej biernie, siedząc i popijając kawkę ze śmietanką. Raczej ekstra - niż introwertyk.
Nie miałem nigdy dziewczyny. Bach! Ta informacja już do końca pozostanie w głowie każdemu, kto zechce przeczytać cały mój opis. Pewnie zastanawiacie się dlaczego chłopak w tym wieku zawsze był i w sumie to wciąż jest sam? Czy jest z nim coś nie tak? Może jest wyjątkowo nieatrakcyjny, brzydki, odpychający? Może ma paskudny charakter, albo jest nieśmiały? A może to on jest zbyt wybredny i nie chciał nigdy żadnej dziewczyny, która się nim interesowała? Zazwyczaj w tym momencie staram się wytłumaczyć, dlaczego wyszło tak, a nie inaczej, że nie miałem nigdy dziewczyny. Analizowałem wiele sytuacji, odnosiłem także do swojego życia ogólne trendy, na przykład to czym według mnie często kierują się współczesne kobiety. Co bym Wam nie napisał na temat powodów mojej samotności, braku powodzenia u dziewczyn to i tak nie jestem Wam w stanie udowodnić, czy to co napisałem to prawda. Ona, to jest prawda oczywiście jak w każdym przypadku jest i myślę, że po tylu latach analiz jest mi ona znana. I tak jak najczęściej to w życiu ( w przeciwieństwie do fikcji literackiej czy filmowej) bywa, jest bardzo prozaiczna. Na pytanie dlaczego nie miałem nigdy dziewczyny najłatwiej byłoby odpowiedzieć, że tak wyszło. Starałem się, a jakże, miałem wiele pomysłów, powiem nawet nieskromnie, że niektóre były ciekawe, ale nic to nie dało. Starałem się zainteresować niejedną dziewczynę, ale nie wyszło. Co ważne, naprawdę nigdy nie miałem i nie mam pretensji do którejkolwiek dziewczyny o to, że mnie nie chciała.
Często czytam opinie osób, w których mowa, że najpierw trzeba odnaleźć szczęście w życiu, dopiero potem można kogoś szukać. Nie do końca zgadzam się z tą opinią. Dlaczego? Ponieważ nie każdy potrafi odnaleźć się w samotności. Przykładem mogę być ja. Samotność nie daje mi szczęścia, które daje mi kontakt z ludźmi. Dodam, że ta samotność trwa cały czas, od lat, To wśród ludzi czuję się sobą, jestem wtedy wesoły i pogodny. Chcę budować swoją szczęśliwą przyszłość z kimś, nie samotnie. Gdybym szedł za takimi radami jak ta, o której wspominałem, byłbym skazany na samotność do końca życia, bo będąc sam nie potrafię być szczęśliwy. I tu dochodzę do ważnej kwestii. Pragnienie bliskości drugiej osoby, chęć życia dla niej, dzielenia się sobą, oddawania jej każdego dnia części siebie, to właśnie powoduję, że szukałem i szukam dziewczyny, w nadziei, że może i mnie któraś znajdzie i w następstwie tego, oboje odnajdziemy miłość. Nie chodzi mi o sam fakt: „bycia z kimś”, zapełnienia pustki w moim życiu, albo założenie związku, jako jeden z celów w życiu, do „odhaczenia” na jakiejś liście. Na pewno tak nie jest. Nie uzależniam szczęścia od tego, czy z kimś będę, ja po prostu sam nie potrafię być szczęśliwy. „Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.” Ja się chcę dzielić, całe życie na to czekam.
Każdego z Nas różnią życiowe doświadczenia, a także perspektywy, to jak patrzymy na pewne rzeczy. Różnimy się charakterami i osobowościami. Stąd właśnie to co piszę, może nie znaleźć zrozumienia wśród wielu z Was. Bo kto mając za sobą doświadczenia (niestety często także trudne) życia w związku, zrozumie chłopaka, który nie miał nigdy takiej możliwości by żyć z kimś, czuć jego bliskość? Zbyt łatwo można kogoś pochopnie ocenić, nie znając jego życiowych doświadczeń. To co czujemy, jakie mamy potrzeby, to są subiektywne odczucia opierające się na naszych życiowych doświadczeniach i codziennych obserwacjach otaczającego Nas świata. Coś co jest dobre dla jednego, nie musi być dobre dla drugiego. Nasze charaktery i potrzeby się różnią, więc nie ma uniwersalnych rad dla każdego. Niby to oczywiste, ale jak życie pokazuje, nie zawsze.
Czuję się niepełnowartościowym mężczyzną. Nie wiem nie tylko co to seks, ale także nie mam pojęcia jak wygląda pocałunek, jak to jest iść z dziewczyną za rękę przez miasto. Chciałbym zaznać tego, jak i (może nawet bardziej od seksu) przytulenia przez dziewczynę, ale z biegiem lat zaczynam się obawiać, że nie będzie mi to dane, skoro do tej pory się nie udało.
Ktoś się zastanowi, ale dlaczego nie skorzystam z usług płatnego seksu. Odpowiedź jest dla mnie oczywista. Nie chcę tego robić, zwłaszcza, że już tyle lat tego nie zaznałem, z kimś, kto jest w stanie ze mną to zrobić tylko ze względu na pieniądze. Nie chcę tego robić na czas, niemalże mechanicznie. Nieraz sobie myślę, że w tych sprawach erotycznych, niech nie będzie uczucia między mną, a jakąś kobietą, ale niech będzie między mną a nią jakiś rodzaj obustronnej chęci, pociągania, chemii. I wtedy taki seks dla mnie miałby sens. Za pieniądze tego nie ma. Poza tym co mi da taki pojedynczy stosunek za pieniądze? Sam fakt utraty dziewictwa w ten sposób na samą myśl dołuje mnie jeszcze bardziej. Bo co zmieni w tym zakresie? Czy nagle dziewczyny zaczną mną interesować się jeszcze bardziej? A czy za pieniądze też są pocałunki i wszystko to co sprawia, że między kobietą a mężczyzną jest intymna atmosfera? Co z pieszczotami, co z erotyzmem? Jako prawiczek taki mechaniczny seks za pieniądze to nie dla mnie.
Ten fakt braku inicjacji, co może być dla Was dziwne, jest dla mnie powodem smutku. Jestem przez to zdołowany. Nie ukrywam, że czuję, że straciłem coś, co innym przychodzi w naturalny sposób. I że tych straconych lat już nie odzyskam.
Słyszałem, albo czytałem nieraz od dużo młodszych osób o ich pożyciu erotycznym. Myślę sobie, jak Wy to robicie, jak Wam się to udaje?
Jestem zdrowym, dobrze zbudowanym (również w tych ekhm miejscach intymnych) i to jeszcze bardziej budzi moją frustrację, że nie mogę spróbować: „jak to jest”. A chciałbym…
Ten seks, to wszystko co z nim związane, nie tylko sam stosunek, ale cała intymna otoczka, to mimo wszystko towarzyszyło mi w pragnieniach przez całe dotychczasowe życie. Teraz staram się to wygasić, by nie frustrować się jeszcze bardziej. Przypomniał mi się fragment filmu: „Podziemny Krąg” (uwaga, mały spoiler). W pewnym momencie jedna z bohaterek tego filmu, ciężko chora na raka kobieta, praktycznie umierająca, mówi, że chciałaby jeszcze zaznać w życiu… seksu. Pamiętam gdy to obejrzałem pierwszy raz, jak mnie to zniesmaczyło. Pomyślałem sobie, niedługo umrzesz, a o takich rzeczach myślisz. Wierzcie mi lub nie, ale teraz, w sytuacji, w której sam jestem, nie wiedząc czy kiedykolwiek zaznam bliskości kobiety, w pełni rozumiem słowa tej kobiety z filmu, jak i jej pragnienie. To niezwykłe, jak zmienił się mój punkt widzenia.
Ktoś, kto doszedł do tego momentu może się zastanawiać, po co to napisałem, czemu to służy? Przecież nie zainteresuje przez to nikogo. Chciałem się z Wami tym wszystkim podzielić, za dużo tego we mnie było.
Świat, w którym przyszło Nam żyć, nie dość, że nie jest taki jaki sobie wymarzyłem, to bywa gorszy, niż w moich najczarniejszych snach. Właśnie dlatego czasami mam wrażenie, że to co mnie otacza to właśnie jakiś straszny sen, z którego nie mogę się obudzić.
Ale mimo że nadziei jest już niewiele, jest jeszcze we mnie jej wątły płomień, która podpowiada mi, że może kiedyś logika mnie zawiedzie i mój los się odmieni, że nie będę sam, że jeszcze na mojej twarzy pojawi się szczery, niewymuszony uśmiech.
W avatarze mam swoje zdjęcie, żebyście wiedzieli (choćby z czystej ciekawości), jak wygląda człowiek, którego dobór naturalny wypchnął na boczny tor. To też rodzaj comming outu. Przed ukończeniem 30 lat, nigdy, ale to nigdy nie przyznałbym się do tego, że nie miałem nigdy dziewczyny, że jestem prawiczkiem. Teraz, gdy nawet nie wiem czy kiedyś ktoś mnie zechce, czy doświadczę inicjacji, przestało mi zależeć na tym, co ludzie pomyślą. Takiego comming outu nie dokonałbym w pracy, wśród znajomych. Czuję, czytając Wasz problemy, że tu mogę, że nie spotka mnie ostracyzm.
Dziękuję wszystkim, którzy doczytali ten tekst, aż do tego momentu. Podziwiam Was za wytrwałość. Ja bym nie dał rady. ![]()