Anna Renard Proste, ale jak się jest sfrustrowanym, ziejącym nienawiścią do kobiet przegrywem, to nic na to nie pomoże 
Zaraz nazwie mnie simpem, ale świadczy to tylko o jego poziomie. Można się przerzucać oskarżeniami, typu "incel" "simp", ale po co, skoro i tak to niczego nie wnosi do sprawy..
"Tok myślenia" mówi sam za siebie..
Pozostanę przy swoim zdaniu, bo nie mam zamiaru prowadzić dyskusji z kimś, kto na siłę w**dziela się z butami w czyjeś życie i decyduje o tym jak ono ma wyglądać a do tego jeszcze wypala tutaj z jakimiś żądaniami typu "zarzeknij się!" pokazując swój stosunek do kobiet czy do ludzi w ogóle..(wydaje mu się, że jest bogiem i pozjadał wszystkie możliwe rozumy, bo z jego postów wydziera taka arogancja i pycha, że aż zaczynam się zastanawiać, jak on w ogóle z kimkolwiek się dogaduje..
Naprawdę nie warto..
Co do koleżanek, to ja chyba mam nieco inną definicję..:)
Regularnie i w miarę często, to się człowiek spotyka, jak nie z partnerem czy rodziną, to z PRZYJACIÓŁMI. Myślę, że określenie "przyjaciel" jest raczej zarezerwowane dla nielicznych, takich, z którymi czujemy dużo lepszy kontakt i z którymi znamy się naprawdę długo, dobrze się rozumiemy. Sam mogę powiedzieć, że znjamocyh czy kolegów/koleżanek mam wiele, ale przyjaciół nielicznych.
Natomiast kwestia bycia zajętym czy tez nie, niczego nie wyklucza, bo w dużej mierze ludzie się widują, ale zwykle wspólnie, w większych grupach spędzając ze sobą czas. Ja nie oczekuje od koleżanek, sczególnie tych zajętych, że bedę się z nimi widywał regularnie na stopie nieoficjalnej, bo rzeczywiście ich partnerzy mogą sobie coś pomyśleć, niezależnie jak bardzo o swojej uczciwości będę zapewniał ja lub owa koleżanka. Spośród moich znajomych przeciwnej płci, które są zajęte, to raczej nigdy nie spotykam się z nimi sam, bez ich partnerów lub w większej liczbie ludzi, bo wiadomo z góry, jakie łączą nas relacje. Wiadomo z góry także, że zajęta osoba będzie w pierwszej kolejności planować czas z partnerem a potem dopiero ze znajomymi, ale nie będzie biec na zawołanie do tego czy innego kolegi..Chyba, żę to przyjaciel, tylko wtedy wkracza się już na grząską ścieżkę..Zależy to pewnie od stopnia zażyłości czy charakteru znajomości między nimi, ale warto uważać jak się to rozwija..
Aha, przyjaciół czy dobrych znajomych przeciwnej płci można w sumie mieć i być z nimi blisko, bez "ryzyka" nawiązania bliższej relacji, jeśli ta osoba zupełnie nas fizycznie nię pociąga.
Akurat ma to miejsce u mnie..(tzn z mojej strony, nie wiem, jak w przeciwną
)