netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie i wspólne mieszkanie

94 odpowiedzi18 182 wyświetleniazałożony przez smashm, 31.03.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie i wspólne mieszkanie

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 95 z 95 ]

66 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-04-14 12:38:31)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
jjbp napisał/a:

Dla mnie ta sytuacja to jakiś absolutny szczyt upokorzenia. Już pal licho jaki ten wasz zwiazek był, w tym momencie dajesz po sobie jeździć jak pan sobie zażyczy. Naprawdę polecam schować do kieszeni wszelkie rozważania co jest z klasą, co bez klasy i wystawienie go za drzwi. Szczególnie że informacja "zmieniam zamki w przyszły czwartek, do tego czasu spakuj i zabierz proszę swoje rzeczy. To moja ostateczna decyzja, powodzenia" nie jest żadnym plaskiem w twarz i zachowaniem bez klasy.

Krzyczę do Ciebie ma forum i wale pięściami w drzwi, okna w co tam chcesz - błagam miej minimum szacunku do siebie i swojego stanu psychicznego i wymiksuj się z tego NATYCHMIAST. Przecież to Cię zjada od środka, im dłużej to ciągniesz tym ciężej będzie się wygrzebać.

Może to się zdawać trudne ale to serio najłatwiejsza rzecz pod słońcem. Jak nie chcesz mu mówić w twarz to napisz SMS.

Pełna zgoda ,ta klasa bywa mocno przereklamowana i bywa wymówką dla nie dość że tłumienia uczuć to jeszcze zatrzymuje w obawach
Autorko co on takiego może znowu ujawnić i komu ?
Zastanów się czy to ostatnie to też uzasadnianie obaw i trzymanie samej siebie na smyczy.
Sytuacja ciebie przerasta to wspólne mieszkanie po rozstaniu i emocje maja prawo takie być a nie inne,czasem tak jest że ktoś ma nas taki właśnie wpływ ,a różne łamańce myślowe nawet te słuszne w stronę uniezależniania uczuć od byłej bliskiej osoby, nie pomagają jedynym wyjściem jest wywalenie faceta i koniec,a nie rozmyślanie i uodparnianie się, które ma odwrotny skutek bo nakręcasz się jeszcze bardziej szamocząc,mocując dusząc uczucia i nadajesz facetowi jego zachowaniu zbyt wielkie znaczenie dla siebie samej.
Taka walka wewnątrz jak widzisz wzmacnia niektóre uczucia .Odcinanie się widząc kogoś na co dzień łatwym nie jest,nie jest też czyś co robimy nagminnie i mamy w tym wprawę to trudna sztuka .Widok i zachowania takie w życiu coś wywołują mimo woli jakieś reakcje które widzisz po sobie ,choćby ten stan "chaotyczny" ,chęć unikania konfrontacji,zaduszanie wielu żali,gniewu,złości itp.

67 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-14 12:35:37)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

autorko, potrzebujesz pomocy. naprawdę idz do tego terapeuty.
szukasz problemów zastępczych i wygląda na to że żyjesz przeciwko sobie teraz. tzn Twoje decyzje są na Twoją niekorzyść.
Moze bliskim nie tyle kończy się cierpliwość co nie wiedzą co się z Tobą dzieje.
odetnij się od gościa, bo to żródło twoich nieszczęść jest. Ale żeby to zrobić potrzebujesz wsparcia, inaczej będziesz u niego szukać tego czego nie znajdziesz.
będzie lepiej, ale po kolei:
1.terapeuta
2. powiedzenie komuś bliskiemu i przyznanie przed sobą że potrzebujesz pomocy
3. zero kontaktu z tamtym

innych rzeczy które mi tu przychodzą do głowy nie rozwijam, bo Ci z mojej strony niepotrzebne.

68 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-14 13:07:44)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Macie wszyscy rację. Dziękuję za wszystkie wypowiedzi i konstruktywną krytykę. Zakomunikuję mu dzisiaj, że ta sytuacja jest dla mnie nie do wytrzymania i musi się wyprowadzić w trybie natychmiastowym.

Bliscy wiedzą, jedni się martwią, jedni mówią, że się jeszcze zejdziemy, inni mówią, że sama winna jestem sobie.

Niestety, weekend to nie wymówka z mojej strony, osoba leżąca w domu i wymagająca pełnej opieki i pielęgnacji, każdy weekend musi z nią ktoś być. Wyjście na dłużej niż pół godziny w grę nie wchodzi, z uwagi na działające sprzęty wspomagające taką osobę.

Zgodziłam się na to wspólne zamieszkiwanie bo było mi go trochę szkoda, bo to ja pierwsza powiedziałam, że jestem nieszczęśliwa i chce się rozstać. Bo lata i sentyment, bo się razem wyprowadzaliśmy, masa gratów, nie same ciuchy. Dlatego też, że na samym początku myślałam, że może potrzeba czasu na przewartościowanie pewnych tematów i się zejdziemy. Dodatkowo, awantury były na porządku dziennym przez ten ostatni miesiąc, no to raz chciałam pokazać, że nie jestem taka pierdol**ta.  Bo zawsze jak komuś zrobiłam coś przykrego, to to do mnie wróciło. Bo teraz hotele są zamknięte, no to gdzie ma pójść. Masę pomysłów w głowie miałam. Zawsze tak robię, często kosztem siebie. Potrafię być egoistką jeśli chodzi o bzdury, jak chodzi o poważne tematy to się "samoumartwiam". Mówią, że jestem naiwną frajerką i bywam za miła.

69

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Musisz odciąć się od niego i to jak najszybciej, bez skrupułów i jakichkolwiek pytań z jego strony. Boisz się, że ujawni coś złego o Tobie, a jaką masz pewność, że nie zrobi tego później? Co ma być, to będzie, są sprawy na które nie mamy żadnego wpływu. Musisz mu powiedzieć, że ma się wyprowadzić, najlepiej jak wrócisz z weekendu żeby go już nie było. Czasem trzeba zrobić ostre cięcie, po to żeby ratować siebie. A ty musisz się ratować i to szybko! Bądź w końcu dobra dla samej siebie.

70

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Smashm - nie musisz nikomu niczego udowadniać.
Nie musisz udowadniać swojemu ex, że jesteś fajna, uczciwa, że masz klasę - bo on ma to bardzo głęboko w poważaniu.
U Was nastąpiło jakieś totalne pomieszanie i poplątanie prawdziwych ról.
To Twoje mieszkanie, i w obecnej sytuacji on jest Twoim gościem. Nie wyobrażam sobie gościa, który w jawny sposób okazywałby niezadowolenie ze zwyczajów, jakie panują np. w moim domu. Cmokał mi, albo komentował pod nosem, kiedy ja wychodzę na balkon.
Takie zachowanie, to moim zdaniem taki poziom buractwa, że aż brakuje skali aby to należycie określić.

To Ty jesteś u siebie. To Ty możesz wychodzić na balkon 100 razy w ciągu godziny. I do kuchni 200 razy. I chodzić po korytarzu 500 razy.
A on - który pasożytuje na Twojej grzeczności - powinien siedzieć w kącie na dupiu i cieszyć się z tego, że ma darmowy dach nad głową i całkiem wygodny kąt.

To nie jest Twój problem, że on niby nie ma dokąd pójść, tylko jego.
Niech sobie pod namiot idzie. Do szałasu. Do hostelu, na pokój/ stancję, niech sobie mieszkanie wynajmie.
Normalni ludzie ogarniają takie rzeczy w kilka dni.
Miał wystarczająco dużo czasu na to, żeby sobie zorganizować czy znaleźć jakiekolwiek inne lokum.
Nie zrobił tego dlatego, że mu się nie chce, i dlatego że doskonale wie, że Ty pozwolisz mu nadal pasożytować na sobie, bo masz nadzieję, że przez to wrócicie do siebie.
Tymczasem jest to jasne jak słońce, że nie wrócicie do siebie, a on będzie sobie swobodnie korzystał z Twojego mieszkania dopóki nie będzie mógł się przeprowadzić do matki swojego dziecka.
Zobaczysz. To nie będzie ani koniec kwietnia, ani koniec maja - a jedynie wtedy, kiedy ona da mu zielone światło.
Do tego czasu Ty zadręczysz siebie sama i zapijesz się na śmierć.

71 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-04-14 19:38:20)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Podpisuje sie pod postem Isabeli.

Rzucenie mu terminu do kiedy ma się wyprowadzić już jest zachowaniem się mega w porządku. Wszystko ponadto (przekładanie terminu, odraczanie wyprowadzki, dyskusje z nim) jest gruba przesadą a nie uprzejmością

72

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

I to bardzo gruba przesada. Normalny człowiek w takich okolicznościach sam by się szybko ewakuował. Przecież nie ma nic fajnego w takiej sytuacji. A jemu to nie przeszkadza, to nic innego jak zwykłe chamskie wykorzystywanie. Wie, że ma na Ciebie wpływ, że w głębi serca na coś liczysz i na tym żeruje. Daj mu ostateczny termin. Jeżeli do tego czasu się nie wyniesie, to mu 'pomóż'. Jeżeli w dalszym ciągu będziesz łagodna, to z każdym dniem będziesz 'zabijać' siebie. I to dla kogoś, kto po prostu jest tego niewarty ...

73

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dzisiaj przez SMS poprosiłam uprzejmie o wyprowadzkę do końca weekendu. On się upiera, że nie ma gdzie, że ma pokój od 1 maja i do tej daty się wyniesie, ale ma wyjechać na cały następny weekend a od dzisiaj podobno sie pakować. Nie przyjęłam tych argumentów kazałam wynosić się do końca weekendu, wskazując, że mnie ta sytuacja przerasta, nie odpowiada mi i już wystarczy. Efekt finalny to pokłócenie się, on moich argumentów nie przyjmuje, ja nie chce słuchać, że on tu ma zostać do maja. Jeśli tego nie zrobi wymienię zamki. Przykro mi, on nie ma żadnych wyrzutów sumienia, nie interesuje go kompletnie jak ja się czuje. Nic. Mieliście racje, jego powolne pakowanie się nie było spowodowane jakąkolwiek refleksją, a tylko i wyłącznie załatwieniem tej wyprowadzki w sposób, który pasuje tylko jemu. Na dodatek pokusił się o komentarz wobec mojej osoby, że gdybym codziennie nie piła to mógłby ze mną porozmawiać osobiście ale się przeze mnie nie dało. Jest mi okropnie przykro, czuję straszną pustkę po tym człowieku, nie wiem czemu za nim płaczę, skoro mnie tak okrutnie potraktował. Jestem w morzu rozpaczy i nie wiem, naprawdę nie wiem jak się podnieść. Czy chociaż ten jeden krok, to postawienie granicy jest wreszcie lepszym w dobrą stronę?

74 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-04-15 11:07:06)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Z pewnością to dobry krok.Trzymam kciuki.
A to wino to daruj sobie teraz jednocześnie nie przejmuj się docinkami eksa powiedział taką niby słuszną racje, intencje jego jednak są niejasne dociąć też Ci nie omieszkał,ale tak po prawdzie ucieczka w popijanie to nie jest najlepszy sposób na uczucia,kompletnie nie chce Ci sugerować alkoholizmu,czy potencjalnego uzależnienia,ale alkohol ma pewien wpływ na Twoje samopoczucie i nastrój alkohol w skutkach jest depresantem na dłuższą metę,nie namawiam też do abstynencji za wszelką cenę bo to czubiaste jest widzieć wszędzie alkoholików i latać za ludźmi namawiając ich do abstynencji uszczęśliwiając jednocześnie na siłę  ,pomimo tego że samemu jest się niepijącym to nie mam takich zwyczajów nie jestem też trzeźwościowym aktywistą smile,jednak z doświadczeń życiowych nie tylko moich i nie tylko innych alkoholików wiem że z uczuciami i emocjami skuteczniej i zdrowiej radzić jest sobie na trzeźwo ,przytomnie na żywca,choć z początku wydaje się to trudniejsze i niby bardziej bolesne. Nawet w takich stanach w jakim jesteś,te stany mają to do siebie że towarzyszy im przeświadczenie że nie miną i że zawsze tak będzie ,to nieprawda mijają i Tobie też miną ,tylko zadbaj o siebie z troską po prostu.
Trzymaj się .

75

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Wreszcie zadbałaś o siebie :-)
Gratuluję decyzji i działania!

76

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dziękuję za dobre słowa, mam nadzieję, że on dostosuje się do mojej prośby i wyniesie się jak najszybciej. Czuję się po tej całej zadymie naprawdę okropnie, jestem zmęczona i boję się jutra. Wiem, że ten moment, w którym zacznę widzieć jak on sie pakuje i wynosi będzie też cięzki. Mam przeświadczenie, że do końca kwietnia będzie okropnie i że tak samo będzie również później.

77

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Ależ ja się cieszę z Twojej decyzji, brawo brawo brawo.

Co do pakowania się - ja jak bylam w podobnej sytuacji i zerwalam z chłopakiem to na czas jego wyprowadzki przeniosłam się do rodziców. Było mi łatwiej zwłaszcza że mieliśmy małe mieszkanko więc bycie tam razem świeżo po rozstaniu byłoby niezręczne. Może coś takiego też byłoby dla Ciebie dobra opcja? W końcu mowa o raptem kilku dniach.

78

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Dzisiaj przez SMS poprosiłam uprzejmie o wyprowadzkę do końca weekendu. On się upiera, że nie ma gdzie, że ma pokój od 1 maja i do tej daty się wyniesie, ale ma wyjechać na cały następny weekend a od dzisiaj podobno sie pakować. Nie przyjęłam tych argumentów kazałam wynosić się do końca weekendu, wskazując, że mnie ta sytuacja przerasta, nie odpowiada mi i już wystarczy. Efekt finalny to pokłócenie się, on moich argumentów nie przyjmuje, ja nie chce słuchać, że on tu ma zostać do maja. Jeśli tego nie zrobi wymienię zamki.

Mam nadzieję, że wystarczy Ci siły na bycie konsekwentną.
On będąc gościem w Twoim domu nie może nie przyjmować Twoich argumentów. Koniowi niech to sobie zamelduje, że mu się coś nie podoba.
To tak, jakby przyszedł Ci do domu ktoś obcy. Z ulicy. Albo jakikolwiek znajomy. I powiedział, że on teraz będzie u Ciebie mieszkać, bo nie ma gdzie się podziać. I do czasu aż nie znajdzie czegoś innego masz go znosić u siebie i podporządkować się jemu.
Problem, że on teraz nie ma dokąd pójść nie jest Twoim problemem, tylko jego.
I miał naprawdę mnóstwo czasu na znalezienie rozwiązania.
A to jego pakowanie się ... powoli obrasta legendą. Pakowanie odcinek 7 i pół ...

smashm napisał/a:

Przykro mi, on nie ma żadnych wyrzutów sumienia, nie interesuje go kompletnie jak ja się czuje. Nic. Mieliście racje, jego powolne pakowanie się nie było spowodowane jakąkolwiek refleksją, a tylko i wyłącznie załatwieniem tej wyprowadzki w sposób, który pasuje tylko jemu.

Oczywiście, że nie ma wyrzutów sumienia.
Ty jesteś środkiem do jakiegoś celu. Rzeczą, której używa dla utrzymania własnego komfortu.
Nie jesteś dla niego kimś. Jesteś czymś.
Czymś co ma służyć do tego, żeby miał dach nad głową z wygodami do czasu, aż będzie się chciał wyprowadzić. Oto kim jesteś.

smashm napisał/a:

Na dodatek pokusił się o komentarz wobec mojej osoby, że gdybym codziennie nie piła to mógłby ze mną porozmawiać osobiście ale się przeze mnie nie dało.

Wiedział, że Cię to zrani i zaboli. Powiedział tak, bo chciał Cię dotknąć i upokorzyć.
Celowa podłość.

smashm napisał/a:

Jest mi okropnie przykro, czuję straszną pustkę po tym człowieku, nie wiem czemu za nim płaczę, skoro mnie tak okrutnie potraktował. Jestem w morzu rozpaczy i nie wiem, naprawdę nie wiem jak się podnieść. Czy chociaż ten jeden krok, to postawienie granicy jest wreszcie lepszym w dobrą stronę?

Nie ma w tym, że płaczesz i rozpaczasz po zakończeniu związku NIC złego. Nic dziwnego. Nic niestosownego.
Potrzebujesz czasu, spokoju i własnej przestrzeni do tego, żeby przejść przez żałobę. Żeby się wypłakać, zrozumieć, mieć czas na refleksję. Tymczasem teraz dusisz w sobie te emocje, bo nie możesz ich swobodnie przeżyć we własnym domu, gdyż ktoś stroi fochy o to, że w ogóle ośmielasz się tam przebywać i korzystać ze swojej własnej przestrzeni.

79

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Zobaczysz autorko, kilka tyg po jego wyprowadzce bez kontaktowania się i skupieniu się na swoich sprawach poczujesz sie już trochę (a może nawet o wiele) lepiej smile

80

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

To jego okrutne zachowanie może pozwoli mi się szybciej podnieść, mam taką nadzieję. Inną sprawą jest też to, że będzie mi na pewno dużo ciężej finansowo. Niestety. A już kompletnie inną to to, że się obawiam, że nie będę już ufała ludziom, drugi raz spotyka mnie taka sama historia, zaręczyny,4 lata i facet odchodzi.

81

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

To jego okrutne zachowanie może pozwoli mi się szybciej podnieść, mam taką nadzieję. Inną sprawą jest też to, że będzie mi na pewno dużo ciężej finansowo. Niestety. A już kompletnie inną to to, że się obawiam, że nie będę już ufała ludziom, drugi raz spotyka mnie taka sama historia, zaręczyny,4 lata i facet odchodzi.

No i powinnaś dziękować losowi, że teraz poznałaś jego oblicze, bo nic was prawnie nie łączy. Rozstania są bolesne, zwłaszcza gdy kochaliśmy. Nie ważne, że często to było tylko wyobrażenie i pobożne życzenia, zwyczajnie serce krwawi, ale to przejdzie. On ci w tym pomoże, bo okazuje się być świnia, która nie potrafi zachować się jak należy.
Jeżeli się jednak nie wyprowadzi, tylko będzie ciągnąć to do końca kwietnia, to trudno, musisz zacisnąć zęby i nie dać się mu prowokować, musisz mu jasno zakomunikować, że jak mu się nie podoba, to won.
Jesteś silna, choć w to nie wierzysz, ale dasz radę. Bądź dla siebie dobra, po prostu dobra. Ty  jesteś ważna, nie on, bo on stracił swoją szansę.

82

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Mam nadzieję, że jednak tę jedną rzecz będzie dla mnie umiał zrobić i się zmobilizuje, bo czuję się jakbym była na skraju załamania nerwowego. Nie wiem czemu, skoro zrobiłam dobrze, to czuję się naprawdę aż tak parszywie sama ze sobą. Wiecie, jakie to jest głupie, ale ja się naprawdę do końca łudziłam, że on coś zrobi, że jednak będzie chciał zawalczyć o nas, a on kompletnie nic nie zrobił i to mnie tak boli, że ja tak mało znaczyłam, że mnie wyrzucił jak śmiecia. To mieszkanie jest przeklęte, to już 4 para, która się w nim rozstaje sad Dzisiaj mam paskudny dzień, użalania się nad sobą...

83

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

"Wiecie, jakie to jest głupie, ale ja się naprawdę do końca łudziłam, że on coś zrobi, że jednak będzie chciał zawalczyć o nas, a on kompletnie nic nie zrobił i to mnie tak boli, że ja tak mało znaczyłam, że mnie wyrzucił jak śmiecia"

Jestem prawie 7 miesięcy po zdradzie i porzuceniu, a cały czas mam
DOKŁADNIE takie samo odczucie.
Doskonale Cię rozumiem, bo wściekłość miesza się z żalem, a u Ciebie to mieszkanie razem podgrzewa jeszcze tą mieszankę.
U mnie niby ostygła, ale tak naprawdę to wcale nie.
W każdym razie, bądź konsekwentna. On pewnie zarzuci Ci złośliwość, możesz to zbyć milczeniem, jak dasz radę, i pomyśl sobie, że smrodu którego on narobił, i tak nic nie przebije.

84

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Mam nadzieję, że jednak tę jedną rzecz będzie dla mnie umiał zrobić ...

Przestań to postrzegać w takich żebraczych kategoriach!!
To żadna przysługa.

On niczego nie robi DLA CIEBIE.
Jak właścicielka mieszkania żąda wyprowadzki, to on ma zasrany obowiązek się wynieść i kropka.

Nie ma tu też pola do dyskusji i -pożal się Boże - ARGUMENTÓW.
Nie musisz mu niczego tłumaczyć ani argumentować.

Dorośnij wreszcie.

85

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Hmmm... odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje? Może ma, może nie ma, ale niezbyt pomaga. Jak pisałam nie oczekiwałam poematów pochwalnych na swój temat, ale czy odrobina życzliwości nie mogła by być na porzadku dziennym?

86

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
noben napisał/a:
smashm napisał/a:

Mam nadzieję, że jednak tę jedną rzecz będzie dla mnie umiał zrobić ...

Przestań to postrzegać w takich żebraczych kategoriach!!
To żadna przysługa.

On niczego nie robi DLA CIEBIE.
Jak właścicielka mieszkania żąda wyprowadzki, to on ma zasrany obowiązek się wynieść i kropka.

Nie ma tu też pola do dyskusji i -pożal się Boże - ARGUMENTÓW.
Nie musisz mu niczego tłumaczyć ani argumentować.

Dorośnij wreszcie.


Nigdzie nie wyczytałam, że Autorka jest właścicielką mieszkania, myślę, że wynajęła je na siebie, ale on partycypował w kosztach, dlatego też zgodziła się na początku na jego mieszkanie do końca kwietnia.

Nie zmienia to faktu, że jeżeli on otwarcie mówi, że do niej nic nie czuje i kręci się wokół innej, to powinien zwinąć manatki, a nie wylewać swoich frustracji na dziewczynie, która cierpi. Może jakoś tam kochał, ale mu już przeszło i tak też się zdarza, ale nie usprawiedliwia to jego fatalnej postawy.
Autorko, przetrwaj ten trudny czas, dasz radę, tylko nie patrz na niego jak na utracony skarb, tylko na wrzód, który w końcu zniknie i znowu będziesz szczęśliwa.

87

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Mieszkanie należy do mojej rodziny, ja z niego korzystam, dlatego mówię ze jest moje, bo planuje niebawem je odkupić. A przynajmniej planowałam bo jestem 4 para, której się tu udało jedynie rozstać. I złe mi się kojarzy obecność Tak czy tak nikt nie wynajmował go jemu, ale nam, w sytuacji jego zmiany planów życiowych wydaje się oczywiste ze to ja tu zostaje nie on.

Staram się patrzeć w ten sposób ze był gnojem, ale mi szkoda moich emocji, uczuć i zmarnowanych 4 lat

88

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Hmmm... odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje? Może ma, może nie ma, ale niezbyt pomaga. Jak pisałam nie oczekiwałam poematów pochwalnych na swój temat, ale czy odrobina życzliwości nie mogła by być na porzadku dziennym?

Ale w tych wszystkich postach nie chodzi o to, żeby być dla Ciebie miłym i się caćkać tak, żeby broń boże nie urazić - tylko pokazać Ci, jak ta sytuacja wygląda z boku. A czy tego chcesz czy nie, wygląda tak jak Noben napisała. Niestety, nie zawsze słyszymy to, co chcemy. Nie zawsze czyjaś opinia jest miła i uprzejma. I bardzo dobrze, bo w wiekszości przypadków autorzy potrzebują mocnego tąpnięcia, potrzęsienia nimi. I dosłownie - lania. I nikt nie robi tego z potrzeby wyżycia się czy bycia chamskim. Po prostu jak czyta się niektóre argumenty, niektóre sytuacje to się nie da inaczej skomentować.
Także nie traktowałabym tego jak przytyk, tylko fakt, który trzeba przemyslec, szczegolnie jak zauważa to obca osoba i to nie jedna.

89 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-04-16 08:12:50)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
KoloroweSny napisał/a:
smashm napisał/a:

Hmmm... odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje? Może ma, może nie ma, ale niezbyt pomaga. Jak pisałam nie oczekiwałam poematów pochwalnych na swój temat, ale czy odrobina życzliwości nie mogła by być na porzadku dziennym?

Ale w tych wszystkich postach nie chodzi o to, żeby być dla Ciebie miłym i się caćkać tak, żeby broń boże nie urazić - tylko pokazać Ci, jak ta sytuacja wygląda z boku. A czy tego chcesz czy nie, wygląda tak jak Noben napisała. Niestety, nie zawsze słyszymy to, co chcemy. Nie zawsze czyjaś opinia jest miła i uprzejma. I bardzo dobrze, bo w wiekszości przypadków autorzy potrzebują mocnego tąpnięcia, potrzęsienia nimi. I dosłownie - lania. I nikt nie robi tego z potrzeby wyżycia się czy bycia chamskim. Po prostu jak czyta się niektóre argumenty, niektóre sytuacje to się nie da inaczej skomentować.
Także nie traktowałabym tego jak przytyk, tylko fakt, który trzeba przemyslec, szczegolnie jak zauważa to obca osoba i to nie jedna.

Popieram. Noben ma racje, ze obchodzisz się z nim jak z jajkiem. I ze sobą w sumie tez. Rozumiem, ze rozstanie Cie boli, ale fakt, jaki to typ człowieka, powinien ten ból uśmierzyć. Wiesz, jak to wyglada? Ano tak, ze Twój największy problem w całej tej historii to nie zmarnowane lata i nieudany związek, tylko fakt, ze on Cię nie chce. Wyglada na to, ze wbrew pozorom nie wyciągasz wniosków. Bo jakoś za często ten temat, ze on w ogóle nie żałuje rozstania i spływa to po nim jak po kaczce, a nawet ze on po Waszym rozstaniu odetchnął - pojawia się w Twoich postach. Jeśli on by teraz nagle zmienił front i chciał dalej tworzyć związek, to byś na to przystała? Sama sobie odpowiedz na to pytanie. Ale jeśli odpowiedz brzmi tak, to wiedz, ze masz problem.

Jeszcze słowo w temacie tego dorośnij, które tu padło. Wiesz, ze osoba dojrzała nie sięga po alkohol w sytuacji kryzysowej? Bo to pójście po linii najniższego oporu. I żadne rozwiązanie problemu. Wręcz przeciwnie. Ja nie dałabym sobie uciąć głowy, ze te jego słowa, ze porozmawialibyście, gdybys codziennie nie sięgała po alkohol to była z jego strony czysta złośliwość. Bo alkohol na pewno w niczym nie pomaga. Sięganie po alkohol w kryzysie jest słabe. Picie na jego oczach tym bardziej.

Piszesz, ze Twoja rodzina uważa, ze sama jesteś sobie winna. Ano jesteś. Ja tez nie umiałabym rozczulać się nad osoba, która świadomie weszła w toksyczny i nierokujący związek (co jak było niejednokrotnie pisane, było widać od początku), a teraz przeżywa, ze związek się rozpadł. I tak - poziom Twojej „dorosłości” ma ogromny wpływ na to, jak Twoja sytuacja dzisiaj wyglada. To nie kwestia pechowego mieszkania ani w ogóle pecha, tylko Twoich wyborów. Teraz tez wybierasz topienie smutków w alkoholu, czczą gadkę i mówienie do ściany, a nie podjęcie konkretnych działań (zmiana zamków) i zmianę swojej sytuacji. Zamiast wyrzucić go za drzwi, a smutki przez okno, tolerujesz jego obecność w Twoim mieszkaniu, a smutki topisz w alkoholu (nie wiesz, ze smutki potrafią pływać? wink). On ciagle u Ciebie mieszka, bo mu na to pozwalasz. To naprawdę wyglada tak, ze liczysz na to, ze on zmieni zdanie i postanowi z Tobą zostać. W przeciwnym razie na tym etapie, gdy on puszcza mimo uszu Twoje słowa o wyprowadzce, już dawno wymieniłabyś zamki. Nie rozumiesz, ze on się nie wyprowadzi tylko dlatego, ze Ty tak chcesz? Albo bierzesz sprawy w swoje ręce i wymieniasz zamki (tylko niech Ci nie przyjdzie do głowy go o tym uprzedzać), albo dalej pozwalasz mu dyktować warunki i się wykorzystywać. Decyzja jak zawsze należy do Ciebie. Ale rozmawianie z nim o wyprowadzce po raz kolejny jest pozbawione sensu i zwyczajnie słabe. Bo to tak jakbyś mówiła do głuchego. Bo on jest głuchy na Twoje słowa i to się nie zmieni. Albo się z tym godzisz, albo zmieniasz swoją  sytuacje. Sama. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.

90 Ostatnio edytowany przez polis (2021-04-16 09:50:29)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Hmmm... odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje? Może ma, może nie ma, ale niezbyt pomaga. Jak pisałam nie oczekiwałam poematów pochwalnych na swój temat, ale czy odrobina życzliwości nie mogła by być na porzadku dziennym?

Postaw granicę. Jak Ci nie odpowiada sposób w jaki ktoś mówi/pisze, to powiedz/napisz coś w stylu: "Masz rację, ale nie podoba mi się sposób w jaki to mówisz."

Swojemu byłem też zacznij stawiać granicę. Ewidentnie masz z tym problem i ludzie wchodzą Ci na głowę, a były to już bezczelnie Ci wchodzi na głowę i wykorzystuje to na maxa.

91

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Hmmm... odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje? Może ma, może nie ma, ale niezbyt pomaga. Jak pisałam nie oczekiwałam poematów pochwalnych na swój temat, ale czy odrobina życzliwości nie mogła by być na porzadku dziennym?

Czasami ostrzejsza uwaga na otrzeźwienie jest wskazana, szczególnie jak ktoś wpada w samozachwyt, a nie wydaje się to jakkolwiek uzasadnione. U Ciebie raczej nie widzę takiej potrzeby, sama sobie dokopujesz ;-), a i rodzina dokłada swoje.

Po prostu weź odpowiedzialność za siebie, bo jedyną osobą, którą powinnaś się teraz przejmować i zaopiekować jesteś Ty sama.
Twój facet ma kumpli, niech go ktoś przygarnie, nie Twój problem i nie licz też na to, że on w rewanżu za Twoje dobre serduszko, odwdzięczy się Tobie. Powiedziałaś A, teraz wystarczy być konsekwentnym i przejść do B,C,..., w żadnym wypadku nie cofaj się.

92

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

odpowiedz w stylu dorośnij wreszcie, nie za bardzo miła. A napewno nie jest konstruktywna. Czy poziom mojej dorosłości ma jakikolwiek wpływ na to jak się dzisiaj czuje?

Poziom Twojej (nie)dorosłości ma kluczowy wpływ na to gdzie dziś jesteś i jak się czujesz.
Problem, który dostrzegam, polega na tym, że czujesz głęboką konieczność tłumaczenia się każdemu ze wszystkiego.
Tak jakbyś szukała zgody i akceptacji dla każdego własnego kroku.
Z automatu stawiasz się na pozycji podrzędnej i podporządkowanej.
To jest mocno nie fair wobec samej siebie.

Przyjmij do wiadomości fakt, że NIE MASZ obowiązku tłumaczyć ani argumentować nikomu własnych decyzji dotyczących TWOJEGO życia i mienia.

Ty podejmujesz decyzję, że nie chcesz tego lub owego osobnika u siebie w mieszkaniu.
I koniec.
Koniec.
Rozumiesz?
KONIEC

Dalej nie ma już nic, żadnego pola do dyskusji, argumentów, tego czy on ma pokój od maja czy od grudnia.
Dalej są tylko drzwi.
Drzwi Twojego mieszkania, drzwi Twojego życia, przez które może wejść tylko ten, komu pozwolisz.

Boże, jak ja to pięknie ujęłam...

93

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Pięknie Noben, naprawdę.
Tylko, że smashm nie chce takiej decyzji podjąć.
Bo ma nadzieję, że dopóki on fizycznie jest, to jeszcze coś ugra. Jakoś wybłaga u niego ten powrót, jakoś go do tego skłoni.
Podejmując decyzję radykalną - i doprowadzając do również fizycznego dystansu między nimi - nie będzie już miała na to szans.

94

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dokładnie. Boisz się go wykopać, bo liczysz na zmianę zdania przez tego człowieka. A dobrze wiesz, ze takie radykalne wykopanie to ostateczna, nieodwracalna decyzja, po której na 100% on Cie juz nie bedzie chciał.
Może czas bycia uczciwą z samą sobą właśnie nadszedł?

95

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Smashm jak u Ciebie? O ile tu jeszcze zaglądasz smile

Posty [ 66 do 95 z 95 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie i wspólne mieszkanie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026