U mnie to tak - zauważyłam - jest, że kotłuje mi się w głowie, kotłuje, aż tu pyk! Jestem gotowa, albo jestem spokojna itd. Coś się wydarza, ktoś coś powie i zaskoczy jakaś klapka.
To Adela mnie zainspirowała i Paslawek poniekąd.
Też mnie drażnią plastikowe opakowania w Biedronce, ale moja jest bardzo dogodnie usytuowana, praktycznie najbliższy większy sklep w pobliżu. Lubię w niej to, że wszystko kupię w jednym sklepie i nie muszę latać tu po mięso, tam po proszek do prania itd. I rzeczywiście bardzo długo czynna (cóż... nie ja o tym decydowałam, a propos wyzysku pracowników).
Swoją drogą ostatnio w jednym z "moich" szmateksów zwróciłam uwagę na coś, co zawsze pomijałam: handlują również chemią, jakimiś proszkami do prania, płynami do płukania itd. Skusiłam się niedawno na kapsułki piorące i jestem zadowolona, a cena była nie do pogardzenia. Następnym razem, jak mi się coś z domowej "przemysłówki" skończy, zajrzę do nich znowu.
P.S. Pozaglądałam kilka postów wyżej i wyczytałam u Paslawka, że czasem nuży codzienność. Proste, a jakie prawdziwe i trafne.
Dokładnie to zdarza mi się czasami odczuwać. Ma się dosyć myślenia, co zrobić na obiad, wstawania do pracy, upierdliwego sprzątania itd.
Na obiady znalazłam sposób. Poszperałam w przepisach kulinarnych w poszukiwaniu bardzo szybkich dań. Dziś kuchnia Piegowatej serwuje biedronkowego, eeee, tzn. indyczego fileta z zielonym groszkiem z mrożonki. Podlałam to wszystko wodą, dodałam śmietany i przypraw, poddusiłam razem - wyszło całkiem przyzwoicie. Do tego kasza gryczana, bo gotuje się piorunem. Ciekawe co na to moje dziecię.
A jak już o codzienności i urozmaiceniach mowa, to "kijowe" towarzystwo z mojego miasta ogłosiło wznowienie wspólnego latania z kijami. Super, polatam z nimi chociaż od czasu do czasu. Towarzystwo działa mobilizująco.
No, dobra, czas już na mnie. Pozdrawiam zacne i szacowne grono ![]()




