.
Post mi , kurrrrna, wcięło. Wysyłam test.
Dobra, na razie nie wcina. Jadę 
Więc tak...
Dzień miałam megapozytywny, bo jak słońce świeci i śnieg lśni tysiącem diamentów, to nic mi więcej nie trzeba do szczęścia. Zachwycona szłam do pracy i myślałam, jaka jestem bogata, mając tysiące klejnotów u stóp
Bardzo pozytywnie wpływa na mnie taka dawka promieni i światła, jestem "na baterie słoneczne". Chce się żyć!
Co do wychowywania dzieci, podzielam zdanie Eli, podoba mi się jej rozsądek.
Bardziej istotny od pieniędzy jest właściwy stosunek do nich.
Bratu mojego męża i bratowej powodzi się bardzo dobrze, stać ich na wiele, ale ich dzieci nie mają przewrócone w głowach. wiedzą, co to obowiązki i praca. Starsza córka dorabiała sobie za granicą i w kraju na swoje wydatki i dla własnej satysfakcji. Szwagierka trzyma dyscyplinę i porządek.
W moim domu rodzinnym biedy może nie było, ale temat niedoborów finansowych był obecny. Wyniosłam z niego przekonanie pt. "Nie stać mnie". Dziś owszem, żyję raczej skromnie, ale w ostatnim półroczu pozwoliłam sobie na nieco śmielsze wydawanie pieniędzy i okazało się, że z torbami nie poszłam, a cel, na który wydałam większą sumę przyniósł mi mnóstwo satysfakcji. Daleka jestem od szastania groszem, ale sporą ulgą jest, że jednak mogę sobie na to i owo pozwolić. Dawniej mój lęk, że zabraknie pieniędzy, przybierał absurdalne rozmiary. Było tak w małżeństwie, potem, gdy odeszłam, okazało się, że wcale aż tak tragicznie z finansami nie jest. Kwestia umiejętnego gospodarowania i tyle.
Moje piętnastoletnie rodzicielskie doświadczenie mówi mi, że nie do przecenienia jest tzw. wyczucie. Nie ma uniwersalnych recept na wychowanie dzieci. Każde jest inne, inną ma wrażliwość, temperament, uwarunkowania. Co sprawdza się z jednym, zupełnie może nie poskutkować z drugim. Zauważam też, że czasami na plon trzeba poczekać, zasiane kiedyś ziarno kiełkuje i wyrasta nie od razu. Ale jaka satysfakcja po czasie! Nie ma co panikować i wychodzić z siebie, gdy coś czasem pójdzie nie tak, bo to wpisane w rodzicielstwo i życie w ogóle.
Ale żeby tak różowo nie było, lęk nie jest mi obcy. Mam w swoim otoczeniu dwie rodziny, gdzie synowie zeszli na złą drogę, wdali się w dopalacze. Skutkiem są poważne kłopoty ze zdrowiem psychicznym.
Rozmawiałam o tym z moim synem, ostrzegałam. Nie daj Boże...
Pocieszam się, że syn to facet z bardzo mocno zaznaczonym własnym zdaniem i byle kto go nie przekabaci.