Rossanko, nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi z tym rozwijaniem.
Po prostu dla mnie faceci, których spotykałam, byli za szybcy. Mam czerdzieści cztery lata, ale drażni mnie argument, jaki zdarzyło mi się usłyszeć: "Dorosła jesteś, nie zachowuj się jak nastolatka".
Dorosły człowiek postępuje w zgodzie z sobą.
Zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć po pierwszej randce (w ramach zmiany schematów, spotkaliśmy się szybko, znajomość była z internetu): "Piegusie, jak ja bym chciał się z Tobą kochać" - to był pan, który średnio podobał mi się z wyglądu, był sporo starszy, ale na tyle sympatyczny, że zdecydowałam się zweryfikować pierwsze wrażenie i umówić się na kolejne spotkanie, ale odechciało mi się po tej odzywce. Napisałam mu, że jednak zdecydowalam się wycofać z tej znajomości.
Inny - też takie szybkie spotkanie bez zbędnych ceregieli - był bardzo sympatyczny i można powiedzieć, że zaiskrzyło nam na tym spotkaniu, ale gdy mnie brał za rękę, czułam się mocno speszona. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią, a mieszkam w niedużym środowisku, gdzie wiele osób mnie zna, podobał mi się ten człowiek i miło było w jego towarzystwie, ale na takie poufałości nie czułam się gotowa. Po dłuższym czasie odezwał się do mnie, zaproponował ponowne spotkanie, ale nagabywał, czy dostanie buziaka. Odechcialo mi się, nie lubię być stawiana pod ścianą.
Było podobnych sytuacji więcej. Zaczęłam wpadać w paranojęm, że to może ze mną coś nie tak.
Było to dla mnie na tyle dojmujące, że poruszałam ten problem na forum i to do znudzenia.
Pod wpływem tych dyskusji między innymi mam teraz odwagę wyraźnie powiedzieć, czego oczekuję, ale i tak usłyszałam od jednego: "Dziwne masz podejście".
Nawet teraz kipi we mnie, gdy wspominam te historie. Po prostu mnie to WKURRRR...