Jesteś bardzo sympatyczną osobą, ale mocno wycofaną. I dlatego masz problem z facetami, bo widać nie chce im się zbliżać i zabiegać. A szkoda, bo dlatego właśnie trafił Ci się jakiś cienias. Związek wykształconej, mądrej kobiety z tzw. hydraulikiem rzadko się udaje. Chyba że facet jest super w łóżku, wtedy głupotę można wybaczyć. Ale i tak nie za długo. On to czuł i dlatego Tobą poniewierał. A Ty się bronić nie umiesz i doszukujesz się dziury w sobie. A tej dziury nie ma.
Jesteś mocno niedowartościowana, jakby rodzice kochali Cię za coś, za Twoje osiągnięcia. I jesli ten cienias Cię zostawił, to uruchomił w Tobie problem z odrzuceniem. Ty reagujesz jak małe dziecko na odrzNie warto.
Idż na terapię - dla siebie i swojej dobrej przyszłości. Cienias tylko uruchomił w Tobie Twój problem, sam jest tylko cieniasem i nie warto rozkminiać co cienias miał na myśli. Bo na pewno coś głupiego.
Nie traktuj tego, co on mówi, jako najświętszą prawdę! Ile jest w tym jego racji, a ile Twojego poczucia "powinnam być lepsza, powinnam bardziej się starać" bla bla? Jesteś logicznie myślącym człowiekiem, spójrz na to chłodno. Czy naprawdę człowiek, który wobec Ciebie jest agresywny, zasługuje na to, żeby jego słowa były dla Ciebie świętością i wyznacznikiem Twojego dalszego życia?
To stwarza zagrożenie także na przyszłość, wynikające z uzależniania poczucia własnej wartości od tego, co mówi i sugeruje partner i/lub inni ludzie, a nie od tego co się samemu na swój temat myśli. To nie powinno, nie może być tak, że przeglądamy się w czyichś oczach i w zależności od tego, co tam widzimy, przekładamy to na swój sposób postrzegania własnej osoby.
68 2020-08-08 13:44:37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-08-08 13:46:45)
Niezły spadek po związku dostałaś: myślenie (bo to nie jest uczucie), że jesteś głupia i bezwartościowa. Co przeżywasz myśląc tak o sobie? A ponieważ tak o sobie myślisz, to i złą jesteś, że przegrałaś rywalizację o to, kto jest lepszy. Tylko... czy w bliskiej relacji, w związku, naprawdę o to chodzi, by komukolwiek cokolwiek udowadniać? By czuć się lepszym człowiekiem? By wygrać?
Twierdzisz, że musisz światu udowadniać, że nie jesteś... (i tu litania). Mam dla Ciebie złą nowinę, światu jest wszytko jedno. Pomyśl jednak, dlaczego TY uważasz, ze musisz to zrobić? Dlaczego tak bardzo zależy Ci na opinii innych?
Skoro i poprzedni "facet" i ten kiepsko Cię traktowali a Ty na to się zgadzałaś, to... pomyśl o sobie. Znajdź przyczyny, dla których na takie zachowania wobec siebie pozwalasz. Bo przecież można być miłym i jednocześnie stawiać granice, nie pozwalając na stosowanie przemocy, bycie miłym nie jest równoznaczne z byciem uległym. Z jakichś jednak powodów skleiłaś te dwa pojęcia.
(...) Czasami zaczynam czuć, że facet do niczego nie jest mi potrzebny, sama umiem o siebie zadbać, sama podróżuje, czytam książki, mam swoj rytm dnia, seks nie sprawia mi aż takiej przyjemności... (...)
I znowu mylisz myślenie z uczuciami. Masz jednak rację, skoro jesteś samodzielną, to nikt (w tym facet) nie jest Ci potrzebny, nie musisz nikogo używać. Będąc w zdrowym partnerskim związku nie traci se wolności, nie traci się samodzielności i umiejętności decydowania o sobie.
Kiedy pozwolisz sobie na bycie niedoskonałą? Kiedy przestaniesz się winić za to, że jesteś człowiekiem?
Determinacji w walce o siebie życzę.
Dzisiaj zadzwonił o 12 w nocy, był chyba ze znajomymi, słyszałam tylko jakiś pijany bełkot między nimi, pytam się o co chodzi, nie odpowiada, po minucie się rozłączyłam
Dzisiaj zadzwonił o 12 w nocy, był chyba ze znajomymi, słyszałam tylko jakiś pijany bełkot między nimi, pytam się o co chodzi, nie odpowiada, po minucie się rozłączyłam
Po co odebrałaś? Dlaczego?
liliki9090 napisał/a:Dzisiaj zadzwonił o 12 w nocy, był chyba ze znajomymi, słyszałam tylko jakiś pijany bełkot między nimi, pytam się o co chodzi, nie odpowiada, po minucie się rozłączyłam
Po co odebrałaś? Dlaczego?
Dokładnie!
Lili, jeśli z jakichś względów nie chcesz go blokować, to chociaż przynajmniej nie odbieraj jego telefonów i nie odpisuj na wiadomości. Przecież on widzi, że może sobie z Tobą robić, co chce. Kto wie, czy nie bawili się z kolegami w zakłady - odbierze w środku nocy, czy nie odbierze? ![]()
Z tego, co czytałam, to dalej wchodzisz z nim w dyskusje, jak pisze do Ciebie. Przecież widzisz, jak to na Ciebie wpływa destrukcyjnie... Po co to sobie robisz? Jemu i tak nic nie przegadasz, nie przetłumaczysz, tylko się ośmieszasz, a on ma ubaw. Najlepiej w ogóle nie czytaj jego wiadomości, bo tylko się nakręcasz negatywnymi emocjami. I po co? Z takimi osobami się ucina kontakt. A z takimi facetami, jak on, to się w ogóle o niczym nie dyskutuje, bo szkoda na nich czasu.
Coraz poważniej zaczynam zastanawiać się czemu tak naprawdę ten wątek ma służyć
.
CatLady napisał/a:liliki9090 napisał/a:Dzisiaj zadzwonił o 12 w nocy, był chyba ze znajomymi, słyszałam tylko jakiś pijany bełkot między nimi, pytam się o co chodzi, nie odpowiada, po minucie się rozłączyłam
Po co odebrałaś? Dlaczego?
Dokładnie!
Lili, jeśli z jakichś względów nie chcesz go blokować, to chociaż przynajmniej nie odbieraj jego telefonów i nie odpisuj na wiadomości. Przecież on widzi, że może sobie z Tobą robić, co chce. Kto wie, czy nie bawili się z kolegami w zakłady - odbierze w środku nocy, czy nie odbierze?Z tego, co czytałam, to dalej wchodzisz z nim w dyskusje, jak pisze do Ciebie. Przecież widzisz, jak to na Ciebie wpływa destrukcyjnie... Po co to sobie robisz? Jemu i tak nic nie przegadasz, nie przetłumaczysz, tylko się ośmieszasz, a on ma ubaw. Najlepiej w ogóle nie czytaj jego wiadomości, bo tylko się nakręcasz negatywnymi emocjami. I po co? Z takimi osobami się ucina kontakt. A z takimi facetami, jak on, to się w ogóle o niczym nie dyskutuje, bo szkoda na nich czasu.
Faktycznie, dzisiaj znowu napisał, jednak nie odczytałam jego wiadomości - zaznaczyłam ignoruj i trafiają do spamu. Wcale się przez to lepiej nie czuję, ale pewne granice zostały przekroczone. To nie jest tak, ze był dla mnie nikim i jest mi obojętny, albo chcę mu zrobić na złość - po prostu kontakt z nim po rozstaniu sprawia mi ból. Chciałabym już o tym zapomnieć i iść dalej. Najgorsze jest poczucie, że robię komuś krzywdę itp. Nie wiem co on tam napisał, pewnie że przez pomyłkę zadzwonił w nocy albo coś, żeby mnie zdenerwować, wątpię żeby przeprosiny.
Jak wychodzi się z choroby to proces zdrowienia nie trwa godzinę czy dwa dni. A tu toksyna lała się strumieniami przez 4 miesiące. A pewnie i dłużej, licząc poprzedni związek. To zrozumiałe, że nie czujesz się lepiej, bo nie do końca jeszcze wierzysz, że podjęłaś dobrą decyzję.
Dopiero po jakimś czasie przejrzysz na oczy i zobaczysz, w jakiej chorej sytuacji byłaś, wpędzając się w poczucie winy bo bronisz swoich granic...
Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Nie po co on pisze tylko po co Ty tu piszesz jeśli nie słuchasz co jest Ci radzone?
No chyba że oczekujesz iż ktoś napisze - wracaj do niego bo on bardzo Ciebie kocha tylko nie potrafi tego okazać. Pomogło? tego oczekujesz?
Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Jezu dziewczyno, ogarnij się. Bo nikt tutaj za Ciebie walczyć nie będzie. Co więcej, jak będziesz mieć rady wszystkich w odwłoku, to za chwile nikt Ci tu nie będzis odpisywał, bo po co?
Wygląda to tak jakbyś chciała, żeby wszyscy Cię głaskali po głowie, bo Ty taka biedna glupiutka jesteś i nie umiesz się odciąć od faceta.
Mozemy Cię wspierać, tak. Ale nie wtedy kiedy Ty nawet nie masz zamiaru iść do przodu.
(...) Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Ty tak serio?
79 2020-08-10 19:36:39 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-08-10 19:46:31)
Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Im więcej piszesz o nim tym mniej mam wątpliwości .
Przecież to świr ,to co świr ma robić - świruje.
Pisze do Ciebie po to ,żeby zajmować Tobie uwagę bawi go to, widocznie ma bardzo i strasznie puste życie, takie dręczenie daje mu chore emocje ,może wtedy rozkminiać i pławić się w jakimś świecie fantazji i wymyślać projektować jaki to pisanie ma wpływ na Ciebie.W ten sposób ma złudzenie panowania nad Tobą
Tak nie wygląda nawet wypalona miłość - to świr po prostu rodzaj dręczyciela,prześladowcy, no nie wiem potencjalnego stalkera podglądacza albo coś w ten deseń.
Nie wiem czemu mam wrażenie że wcale nie czytasz odpowiedzi użytkowników,a jest tu na forum cała masa osób które przeszły bardzo podobne rzeczy po rozstaniu jak Ty i dały sobie radę, między innymi ignorując, odcinając się, nie odpowiadając,nie czytając i blokując takich osobników co pomogło w dochodzeniu do równowagi i wyjściu z jakiegoś uzależnienia od emocji.
Nie karm świra swoją uwagą w żaden sposób jemu chodzi o to żebyś rozkminiała to dlaczego on to robi pisze co myśli i czuje, karmi ego Twoją uwagą, obawami. smutkiem i Twoją złością bo to świr.Podejrzewam że jakiś sposób Ciebie też kręci to jego świrowanie a na pewno wzbudza ciekawość i emocje.
Tutaj Twoja konsekwencja i cierpliwość mur milczenia może pomóc w końcu kiedyś odpuści jeżeli oczywiście nie jest ekstremalnym przypadkiem psychopaty.
Chociaż przez jakiś czas Twoje milczenie może go ekscytować jak nie da Ci spokoju to nie wahaj się zgłosić sprawę na policję oni bywają naprawdę czasem zadziwiająco skuteczni w takich sprawach .
liliki9090 napisał/a:Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Im .W ten sposób ma złudzenie panowania nad Tobą
To nie jest złudzenie, on nad nią panuje. Przecież ona nawet wiadomości od niego skasować nie potrafi, musi podejrzeć, bo by ją ciekawość zjadła. Zablokować go też nie potrafi. Chociaż ja raczej obstawiam, że nie chce, że czeka na miłe słowo, na przeprosiny, na dowód, że on zrozumiał, że się zmienił... Dla niej. Jak tylko słodkie słowo pytanie, to liliki od razu poleci jak ma skrzydłach.
Liliki, kogo Ty oszukujesz? Jakby Ci faktycznie zależało na zapomnieniu o nim, to byś go zablokowała, a Ty tylko czekasz na kolejną wiadomość. Z wypiekami na twarzy cytujesz nam każda z nich...
Ten wątek to strata czasu.
paslawek napisał/a:liliki9090 napisał/a:Ok zerknełam na wiadomości bez otwierania, napisał "podobał Ci sie seks ze mna?". Nie wiem co mam myśleć o nim. Po co on do mnie tak pisze?
Im .W ten sposób ma złudzenie panowania nad Tobą
To nie jest złudzenie, on nad nią panuje. Przecież ona nawet wiadomości od niego skasować nie potrafi, musi podejrzeć, bo by ją ciekawość zjadła. Zablokować go też nie potrafi. Chociaż ja raczej obstawiam, że nie chce, że czeka na miłe słowo, na przeprosiny, na dowód, że on zrozumiał, że się zmienił... Dla niej. Jak tylko słodkie słowo pytanie, to liliki od razu poleci jak ma skrzydłach.
Liliki, kogo Ty oszukujesz? Jakby Ci faktycznie zależało na zapomnieniu o nim, to byś go zablokowała, a Ty tylko czekasz na kolejną wiadomość. Z wypiekami na twarzy cytujesz nam każda z nich...
Ten wątek to strata czasu.
Masz racje nieprecyzyjne słowo "złudzenie" powinno być raczej (silne )poczucie panowania.
Dlatego tym bardziej on nie może mieć kompletnie żadnych zwrotów i żadnych info od Autorki .
Niech sobie "pod murem milczenia " kombinuje,spekuluje,interpretuje itp aż się zawiesi.
Zachęcacie autorkę, by zrezygnowała z powietrza, którym oddycha. ![]()
Zachęcacie autorkę, by zrezygnowała z powietrza, którym oddycha.
Ale o co tu chodzi?? Trochę nie rozumiem tego wyrażenia..
84 2020-08-13 16:57:58 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-08-13 17:39:55)
Eh...czytam Wasze rady, ale jednak nie uważam go za psychopatę itp. Wysłał przedwczoraj nasze wspólne zdjęcie, napisał, że szkoda że tak to się wszystko potoczyło; że nigdy nie miał zamiaru mnie skrzywdzić i że jest dobrym człowiekiem. Odpisałam, że wiem. Koniec. Nie kontaktuję się z nim więcej, chcę to mieć za sobą.
Czuję się skrzywdzona, oszukana itp ale to moja wina - mogłam wcześniej zareagować, zauważyć.
Obecnie spotyka się z jakąś młodszą ode mnie blondi imprezowiczką, gwiazdką, zupełne moje przeciwieństwo z charakteru itp. Myślę, że pasują do siebie. Jednak trochę trudno przełknąć fakt, że rzucił mnie dla kogoś takiego, w takich chwilach mocno kwestionuje się swoją wartość, tym bardziej że dziewczyna robi błędy ortograficzne (on pewnie nie zauważy, bo też je robi) a mi wytykał, że jestem "nieogarnięta"... Chyba, że to, że nie jestem przebojowa i zawsze byłam skryta to to nieogarnięcie. I to, że jestem jeszcze taka naiwna i nie potrafię manipulować facetami.
Dałam się nabrać na jego czułe słówka i zapewnienia o miłości. Skoro tak mówił i był taki natarczywy i zaangażowany, to czemu ja teraz cierpię a u niego wszystko w porządku.
Eh...czytam Wasze rady, ale jednak nie uważam go za psychopatę itp.
.
Czuję się skrzywdzona, oszukana itp ale to moja wina - mogłam wcześniej zareagować, zauważyć.
.
Tak tak, to 100%-owy gentleman i w dodatku romantyk. Wszystko Twoja wina, takie ciacho Ci uciekło do jakiejś blond wywłoki...
Tak jak pisałam: strata czasu ten wątek.
Pas
Tak, tak.
Codziennie nie kontaktujesz się z nim coraz bardziej.
87 2020-08-14 12:25:24 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-08-14 12:28:40)
Ja po prostu próbuje sobie ułożyć to w głowie. Wiem teraz, że tak jak od kilku tygodni był dla mnie niemiły i czepiał się wszystkiego, posądzał o niewierność bezpodstawnie, tak ta dziewczyna zaczęła lubić jego wszystkie posty na fb, więc podejrzewam że po prostu zawróciła mu w głowie. czuję się oszukana, bo nie powiedział mi tego wprost tylko chciał mnie na koniec jeszcze przetestować i znalazł głupi powód do rozstania, zjadl za darmo obiad i miał seks. Potraktował mnie jak przedmiot i na koniec mi mówi, że nie miał zamiaru mnie skrzywdzić i jest dobrym człowiekiem.
Tak, jest klamliwym dwulicowym prostakiem i wszystkie zarzuty wobec mnie były nieprawdziwe, ale i tak czuję się fatalnie. Bo byłam miła, w porządku itp.bo nie potrafię kogoś potraktować bez szacunku. Ten swiat jest popieprzony.
Układanie w głowie skutecznie blokuje, ale może - jak zwykle - o to chodzi, uczucia.
Może więc zamiast układać sobie w głowie, zrobisz porządek ze swymi uczuciami? Porządek, czyli pozwolisz sobie na przeżycie wszystkich powstałych na skutek rozstania, także, a może przede wszystkim, tych nieprzyjemnych.
Ja po prostu próbuje sobie ułożyć to w głowie. Wiem teraz, że tak jak od kilku tygodni był dla mnie niemiły i czepiał się wszystkiego, posądzał o niewierność bezpodstawnie, tak ta dziewczyna zaczęła lubić jego wszystkie posty na fb, więc podejrzewam że po prostu zawróciła mu w głowie. czuję się oszukana, bo nie powiedział mi tego wprost tylko chciał mnie na koniec jeszcze przetestować i znalazł głupi powód do rozstania, zjadl za darmo obiad i miał seks. Potraktował mnie jak przedmiot i na koniec mi mówi, że nie miał zamiaru mnie skrzywdzić i jest dobrym człowiekiem.
Tak, jest klamliwym dwulicowym prostakiem i wszystkie zarzuty wobec mnie były nieprawdziwe, ale i tak czuję się fatalnie. Bo byłam miła, w porządku itp.bo nie potrafię kogoś potraktować bez szacunku. Ten swiat jest popieprzony.
Zmartwię Cię... świat nie jest popieprzony, ludzie sami niepotrzebnie komplikują sobie życie. Zamiast bezproduktywnie rozbijać g**** na atomy zajmij się swoimi emocjami i uporządkowaniem tego co masz w głowie. Były to przeszłość, dlatego czas się od tego odciąć i pójść dalej, a nie przeżywać jakiś darmowy obiad i seks. Lepiej byś się poczuła gdyby on Tobie za ten seks i obiad teraz zapłacił ? Wiesz czego chcesz ? Inni Ciebie nie rozumieją, a Ty siebie i swoje emocje rozumiesz ?
Zmartwię Cię... świat nie jest popieprzony, ludzie sami niepotrzebnie komplikują sobie życie.
Nie, świat jest popieprzony. Popieprzone jest to, że wartościowa kobieta wybiera takiego parszywego przystojnego gnoja i daje się mu wykorzystywać. Popieprzone jest to, że taki hedonistyczny łachudra dostaje uczucie na jakie nie zasługuje manipulując i krzywdząc dobrą osobę i nikt mu za to mordy nie odbije. To z pewnością na tym świecie jest popieprzone!
Wiem, że może wypowiedź nie do końca potrzebna w temacie, ale nóż się w kieszeni otwiera jak czytam o takich parszywcach jak ten facet...
Z czystej ciekawości, jest jakiś ciąg dalszy tej historii ?
Spotykałam się z facetem od 4 miesięcy, poznany przez internet. Mieszka daleko, bo 75 km ode mnie. Wcześniej to nie był problem, ale odkąd przeprowadziłam się trochę dalej, jest. Wczoraj byłam u niego, samochodem. Poszliśmy na plażę, obiad (zapłaciłam za nas) [Dodam, że jak zaprosił mnie na 1sze urodzny siostrzeńca to ja kupiłam prezent za 70 zł, od nas.] W swoim domu kazał mi pokazać komórkę, bo mówiłam , że słabo działa gps. Nie chciałam, więc od razu zaczął mówić, że nie będziemy razem. Po chwili mu dałam, chociaż nie lubię jego braku poszanowania mojej prywatności. Poza tym ciągle podejrzewa, że mam kogośna boku, że się z kimś inmnym spotykam - chorobliwe zazdrosny. Ja oczywiście z nikim innym nie miałam kontaktu, tak naprawdę to był mój pierwszy prawdziwy chłopak.
Od razu zmienił podejście, zainicjował seks. Wcześniej jak nie chciałam tego robić w dzień mówił, że mam go gdzieś, nie tęsknię itp. Poszliśmy na plażę. Poprosiłam go, żeby zrobił mi zdjęcie. Nie chciał moim telefonem, tylko swoim. Taka mała głupota. Powiedziałam, że nie chcę. Po chwili spaceru powiedział, że to oficjalnie nasze ostatnie spotkanie. Nic nie odpowiedziałam, wróciłam z płaczem do jego domu, wzięłam swoje rzeczy (byli jego rodzice) i pojechałam do siebie. Pisał mi na messengerze dokąd zmierzam, nie odpowiedziałam. Jeszcze go minęłam pod jego domem, spytał "{nawet się nie pożegnasz?" Nic nie powiedziałam. Dzisiaj on na facebooku publikuje relacje z meczu, jakby nigdy nic. Całą noc bolała mnie głowa i płakałam. Postanowiłam się do niego nie odzywać. Czuję się opuszczona, samotna i potraktowana bez szacunku. Zostawił u mnie kapcie. Odesłać mu je? Jak się zachować? Żeby zrozumiał, że tak się nie robi, że kogoś skrzywdziłWcześniej to on pisał "kocham cię", ciągle domagał się uwagi. Naprawdę bardzo się starałam. Nie jestem kłótliwa, nasze kłótnie zawsze kończyły się moją ugodą. Próbowałam ratować tą relację. Rozumiem, że można chcieć się rozstać, ale w taki sposób...Dodam, że ostatnio stał się dla mnie chamski, dzień przed urodzinami napisał mi "wyjdź za mąż za kota" jak wysłałam mu zdjęcie kotki wziętej przeze mnie niedawno. W ten dzień mówił mi, żebym się ogarnęła (nie wiem dokładnie czemu, jestem samodzielna, zarabiam na siebie, on mieszka z rodzicami i liczy każdy grosz), zaczął mi wyrzucać, że mam za krótki kabel do ładowarki (!?) i robić z tego problem...jak na plaży napomknęłam o wspólnych wakacjach to powiedział "zobaczymy czy zasłużysz" o mieszkaniu "nie sugeruj się mną, nam nie jest po drodze", starałam się to puszczać mimo uszu, a jednak... Byłam skołowana, bo na plaży też mnie całował, mówił, że pięknie wyglądam.
Heh, ten koleś to jakiś totalny nieudacznik i w dodatki debil. Zaniepokoiło mnie to co napisałaś "starałam się to puszczać mimo uszu". Po co? Stawiaj granice i ich broń! Trzeba było mu wtedy zrobić taką awanturę, żeby uciekła w podskokach. Ucz ludzi szacunku do siebie a to zrobisz za pomocą wyznaczenia granic i broniąc ich.
Volver napisał/a:Zmartwię Cię... świat nie jest popieprzony, ludzie sami niepotrzebnie komplikują sobie życie.
Nie, świat jest popieprzony. Popieprzone jest to, że wartościowa kobieta wybiera takiego parszywego przystojnego gnoja i daje się mu wykorzystywać. Popieprzone jest to, że taki hedonistyczny łachudra dostaje uczucie na jakie nie zasługuje manipulując i krzywdząc dobrą osobę i nikt mu za to mordy nie odbije. To z pewnością na tym świecie jest popieprzone!
Wiem, że może wypowiedź nie do końca potrzebna w temacie, ale nóż się w kieszeni otwiera jak czytam o takich parszywcach jak ten facet...
Dokładnie, a potem te dobre kobiety zostają same z wyboru, bo nie wierzą w miłość.
Teraz zobaczyłam, że przypadkiem wzięłam też jego ładowarkę...Chyba muszę mu odesłać te kapcie i ładowarkę
Wyrzuć do śmieci te rzeczy razem z nim- tak gdzie ich miejsce ![]()
A jak książę się odezwie to mu nie odpisuj. Poblokuj wszędzie. Gwarantuje Ci, że odezwie się prędzej, czy później i w momencie kiedy to zrobi ty będziesz szczęśliwa.
To trochę jak z bumerangiem, jeśli dobrze rzucisz to on wróci ![]()
95 2020-09-05 04:31:12 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2020-09-05 04:33:59)
Droga, na tym swiecie sa zli ludzie. Toksyczni. Trafilas na takiego.
Oceniam ze masz szczescie ze to sie skonczylo, bo chwile poboli a za dwa lata nie bedziesz pamietac. Rob sie na bostwo i szukaj fajnych kolesi, ktorzy Cie docenia.
Niestety wsrod nas facetow jest sporo gnoi ktorzy zaliczaja laski i wykorzystuja ich naiwnosc. Szczegolnie jak sa przystojni, bo czuja ze moga. Nigdy nie wiesz, ale idz do przodu i zostaw to, choc pewnie bardzo Ci sie podobal, itd. Zostaw i skup sie na czyms co ma przyszlosc.
96 2020-09-05 11:39:22 Ostatnio edytowany przez Ajko (2020-09-05 11:40:23)
Całe szczęście, że tak się zakończyła ta historia. Bo groziło ci dłuższe życie z takim pasożytem. Teraz najważniejsza sprawa to zajęcie się sobą. Masz do przepracowania poczucie własnej wartości, a ten związek pokazał to bardzo mocno jak nic dla siebie nie znaczysz.
Podobnie jak kilka osób wyżej jestem zdania, ze masz bardzo niskie poczucie własnej wartości, co ten koleś doskonale wykorzystuje.
Posłuchaj sobie na YT filmików Tatiany Mitkowej (wielokrotnie polecanej na tym forum), w szczególności tego "Dlaczego nie wolno zbyt długo rozpaczać?/Kto ma szanse zostać zmanipulowany?" https://www.youtube.com/watch?v=20TJ6zcxm7s
"Ofiara manipulacji jest zawsze osobą dobrą, ufną, wrażliwą i oceniającą ludzi według siebie. To Jej największy błąd. Wychodząc zamąż za manipulanta po jakimś czasie może spotkać kolejnego manipulanta-psychopatę, który zostanie jej mężem. Albo kochankiem. Dlatego, że dopóki brakuje Jej wiedzy, będzie chodziła w kółko i trafiała na te same grabie. Póki się nie zmieni będzie ciągle przyciągała do siebie podleców. Dlatego, że ofiara manipulanta nigdy nie jest dla siebie samej wartością..."
98 2020-09-08 10:39:57 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-08 10:51:59)
Cześć pisałam już o tym kiedyś, ale było to w trakcie znajomości.
1,5 roku temu poznałam pierwszego faceta - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, na pierwszym spotkaniu. Miałam 28 lat i czułam że muszę już mieć to za sobą. On mi się bardzo podobał.
Pierwszy szok rano, gdy on idzie do domu. Ja bardzo nieśmiała, skryta, nie wiedziałam jak się zachować. On nie odzywa się dzień. Czuję się strasznie. Piszę dramatycznie. On uspokaja, że jeszcze musi przemyśleć. Wierzący katolik.
W skrócie znajomość trwała ok 10 miesięcy. 2 spotkania na żywo, telefony, pisanie. On nie chciał nic więcej. Szybko zaczął traktować mnie po chamsku. Ja chyba czekałam na jakieś przeprosiny, docenienie. Nie, że to było nic co między nami zaszło. Na koniec mnie zablokował. Nie wytrzymałam jego chamskich odzywek, tego traktowania. Napisał że mam borderline i potrzebuje pomocy, że mam 2 minuty żeby coś napisać, a potem blokuje wszelki kontakt.
Parę miesięcy temu wysłałam maila pojednawczego, że był dla mnie ważny, przepraszam za moje emocjonalne reakcje, dojrzałam. Raczej w stylu że chcę tylko odmówić kontakt, nie ze chce cos więcej. Zignorował. Jestem zablokowana.
Był moim pierwszym, byłam zauroczona. Traktowałam go jak najważniejszego mężczyznę. Przez ostatnie pół roku jakoś sobie radziłam, poznałam nowego. Myślę o tamtym zdarzeniu często. Boję się, że wpadnę w obsesję. Nie wiem, w jakiej kategorii to odczytywać, czuję się jakbym miała traumę po jakimś gwałcie, a sama tego chciałam. Czuję się upokorzona, odarta z godności. Dużo się mu zwierzałam. Nie potrafię sobie zracjonalizować tego. Czasami wpadam w depresję, w domu bałagan, ja wchodzę w tryb praca, dom, spanie. Jakby ktoś odebrał mi kobiecość, nadzieję na miłość. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mówią mi, że to za długo już trwa. A ja nic na to nie poradzę.
Ostatnio ogarnęła mnie taka złość, że chciałam mu zrobić cos złego, dać w pysk, żeby poczuł to wszystko. Innego dnia mam myśli samobójcze, nie wyobrażam sobie życia z tym z tyłu głowy. Co z tego że będę może szczęśliwa z innym, on mnie nie chciał, potraktował jak przedmiot i wyrzucił, zablokował. Tamto przekłada się na nowy związek, facet mówił mi, że coś mi w głowie siedzi, że myślę o innym. Czasami zbiera mi się na płacz jak zada jakieś pytanie w stylu czy kochałam kogoś, czemu jesteś taka skryta. Wiem, że dużo rzeczy nie mogę mówić. Już się nie zwierzam, boję się odrzucenia. Zawsze tego się bałam, dlatego tak długo byłam sama. Tak jakby koszmar się ziścił. Moja mama mówi, że to wszystko moja wina. Moje zachowania, to że zostałam odrzucona i to, że do dzisiaj się tym przejmuję.
Czytałam że niespełniona miłość boli najbardziej. Tutaj dochodzi to, że oddałam mu najcenniejsza rzecz jaką może dać kobieta.
Szukam zrozumienia.
Jak na mój gust, powinnaś skorzystać z pomocy psychologa.
100 2020-09-08 10:58:17 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-08 11:17:46)
Jak na mój gust, powinnaś skorzystać z pomocy psychologa.
Korzystalam, niestety argumenty w stylu zachował się jak narcyz, manipulant, to było toksyczne, czy chciałabyś być z kimś takim? Itp nie pomagają. To, że jestem uległa, podatna na manipulacje, niedoświadczoną, wrażliwa to wiem. To, że muszę stawiać granice to wiem. Że muszę wybaczyć i iść dalej wiem.
Ale teraz pytam się jak to po ludzku interpretować, nie jako psycholog tylko człowiek.
Czy tylko ja mam takie ciężkie przeżycia? Czy to faktycznie są rzeczy, które mogą wpędzić w taki zły stan?
Jaki jest tego mechanizm? Czytałam o tych wszystkich ghostingach itp i usprawiedliwiam się tym, że to zadziałało podobnie..
Mam prawo być zła? Upokorzona? Czy przesadzam
P. S. Nie mam borderline - potwierdzone przez psychiatrę i psychologa.
https://www.netkobiety.pl/t123482.html
Masz dwie strony naszych rad. Sytuacja jest analogiczna. Zamiast pozwolic sobie na zapomnienie, to Ty przezywasz i piszesz pojednawcze maile. Po co?
Cześć pisałam już o tym kiedyś, ale było to w trakcie znajomości.
1,5 roku temu poznałam pierwszego faceta - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, na pierwszym spotkaniu. Miałam 28 lat i czułam że muszę już mieć to za sobą. On mi się bardzo podobał.
Pierwszy szok rano, gdy on idzie do domu. Ja bardzo nieśmiała, skryta, nie wiedziałam jak się zachować. On nie odzywa się dzień. Czuję się strasznie. Piszę dramatycznie. On uspokaja, że jeszcze musi przemyśleć. Wierzący katolik.
W skrócie znajomość trwała ok 10 miesięcy. 2 spotkania na żywo, telefony, pisanie. On nie chciał nic więcej. Szybko zaczął traktować mnie po chamsku. Ja chyba czekałam na jakieś przeprosiny, docenienie. Nie, że to było nic co między nami zaszło. Na koniec mnie zablokował. Nie wytrzymałam jego chamskich odzywek, tego traktowania. Napisał że mam borderline i potrzebuje pomocy, że mam 2 minuty żeby coś napisać, a potem blokuje wszelki kontakt.
Parę miesięcy temu wysłałam maila pojednawczego, że był dla mnie ważny, przepraszam za moje emocjonalne reakcje, dojrzałam. Raczej w stylu że chcę tylko odmówić kontakt, nie ze chce cos więcej. Zignorował. Jestem zablokowana.Był moim pierwszym, byłam zauroczona. Traktowałam go jak najważniejszego mężczyznę. Przez ostatnie pół roku jakoś sobie radziłam, poznałam nowego. Myślę o tamtym zdarzeniu często. Boję się, że wpadnę w obsesję. Nie wiem, w jakiej kategorii to odczytywać, czuję się jakbym miała traumę po jakimś gwałcie, a sama tego chciałam. Czuję się upokorzona, odarta z godności. Dużo się mu zwierzałam. Nie potrafię sobie zracjonalizować tego. Czasami wpadam w depresję, w domu bałagan, ja wchodzę w tryb praca, dom, spanie. Jakby ktoś odebrał mi kobiecość, nadzieję na miłość. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mówią mi, że to za długo już trwa. A ja nic na to nie poradzę.
Ostatnio ogarnęła mnie taka złość, że chciałam mu zrobić cos złego, dać w pysk, żeby poczuł to wszystko. Innego dnia mam myśli samobójcze, nie wyobrażam sobie życia z tym z tyłu głowy. Co z tego że będę może szczęśliwa z innym, on mnie nie chciał, potraktował jak przedmiot i wyrzucił, zablokował. Tamto przekłada się na nowy związek, facet mówił mi, że coś mi w głowie siedzi, że myślę o innym. Czasami zbiera mi się na płacz jak zada jakieś pytanie w stylu czy kochałam kogoś, czemu jesteś taka skryta. Wiem, że dużo rzeczy nie mogę mówić. Już się nie zwierzam, boję się odrzucenia. Zawsze tego się bałam, dlatego tak długo byłam sama. Tak jakby koszmar się ziścił. Moja mama mówi, że to wszystko moja wina. Moje zachowania, to że zostałam odrzucona i to, że do dzisiaj się tym przejmuję.Czytałam że niespełniona miłość boli najbardziej. Tutaj dochodzi to, że oddałam mu najcenniejsza rzecz jaką może dać kobieta.
Szukam zrozumienia.
Tak naprawdę to co przeżywasz ten gniew, to tak naprawdę wreszcie stanięcie po swojej stronie, ja bym to nazwała zdrowieniem z tamtej relacji. Tylko ten gniew nie ma ujścia. Pójdź gdzieś na odludzie, albo w domu jak jednorodzinny i nie ma nikogo weź coś, patyk, klapka i napier**laj i krzycz. Wykrzycz ten gniew, ten zawód, krzywdę, którą doznałaś, nienawiść, którą czujesz. Przeklinaj jak będziesz miała ochotę i napier**laj. Wykrzycz wytłucz wszystko co byś chciała mu za to co ci zaserwował zrobić. Potem obejmij siebie sama, popłacz jak przyjdzie potrzeba i powiedz (oczywiście jak będziesz gotowa), że sobie wybaczasz, ze dałaś się nabrać, że nie miałaś szans wiedzieć, że to manipulant. Jemu nie musisz wybaczyć, tylko sobie pozwól na nie zadręczanie siebie. Wtedy za czasów tego toksycznego związku byłaś taka jeszcze nie skażona niepowodzeniem, odrzuceniem. Taka byłaś niewinna. Bardzo mocno się zaangażowałaś i zaufałaś, komuś kto okazał się toksyczny. Ty chciałaś dać od siebie to co normalnie działa w normalnym związku, z normalnym człowiekiem, ale niestety trafił ci się manipulant.
To nie twoja wina, nie słuchaj mamy, rodzic chce dobrze, ale w przypadku swoich dzieci zazwyczaj nie potrafi dać wsparcia.
Rób to tyle razy ile potrzebujesz, twoja udręczona cześć ciebie czeka na twoje zrozumienie, na to, że chociaż ty jedna ją przytulisz i powiesz nie miałaś szans bo trafiłaś na oszusta i pozwól sobie na nowe. Powodzenia kochana.
liliki9090 napisał/a:Cześć pisałam już o tym kiedyś, ale było to w trakcie znajomości.
1,5 roku temu poznałam pierwszego faceta - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, na pierwszym spotkaniu. Miałam 28 lat i czułam że muszę już mieć to za sobą. On mi się bardzo podobał.
Pierwszy szok rano, gdy on idzie do domu. Ja bardzo nieśmiała, skryta, nie wiedziałam jak się zachować. On nie odzywa się dzień. Czuję się strasznie. Piszę dramatycznie. On uspokaja, że jeszcze musi przemyśleć. Wierzący katolik.
W skrócie znajomość trwała ok 10 miesięcy. 2 spotkania na żywo, telefony, pisanie. On nie chciał nic więcej. Szybko zaczął traktować mnie po chamsku. Ja chyba czekałam na jakieś przeprosiny, docenienie. Nie, że to było nic co między nami zaszło. Na koniec mnie zablokował. Nie wytrzymałam jego chamskich odzywek, tego traktowania. Napisał że mam borderline i potrzebuje pomocy, że mam 2 minuty żeby coś napisać, a potem blokuje wszelki kontakt.
Parę miesięcy temu wysłałam maila pojednawczego, że był dla mnie ważny, przepraszam za moje emocjonalne reakcje, dojrzałam. Raczej w stylu że chcę tylko odmówić kontakt, nie ze chce cos więcej. Zignorował. Jestem zablokowana.Był moim pierwszym, byłam zauroczona. Traktowałam go jak najważniejszego mężczyznę. Przez ostatnie pół roku jakoś sobie radziłam, poznałam nowego. Myślę o tamtym zdarzeniu często. Boję się, że wpadnę w obsesję. Nie wiem, w jakiej kategorii to odczytywać, czuję się jakbym miała traumę po jakimś gwałcie, a sama tego chciałam. Czuję się upokorzona, odarta z godności. Dużo się mu zwierzałam. Nie potrafię sobie zracjonalizować tego. Czasami wpadam w depresję, w domu bałagan, ja wchodzę w tryb praca, dom, spanie. Jakby ktoś odebrał mi kobiecość, nadzieję na miłość. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mówią mi, że to za długo już trwa. A ja nic na to nie poradzę.
Ostatnio ogarnęła mnie taka złość, że chciałam mu zrobić cos złego, dać w pysk, żeby poczuł to wszystko. Innego dnia mam myśli samobójcze, nie wyobrażam sobie życia z tym z tyłu głowy. Co z tego że będę może szczęśliwa z innym, on mnie nie chciał, potraktował jak przedmiot i wyrzucił, zablokował. Tamto przekłada się na nowy związek, facet mówił mi, że coś mi w głowie siedzi, że myślę o innym. Czasami zbiera mi się na płacz jak zada jakieś pytanie w stylu czy kochałam kogoś, czemu jesteś taka skryta. Wiem, że dużo rzeczy nie mogę mówić. Już się nie zwierzam, boję się odrzucenia. Zawsze tego się bałam, dlatego tak długo byłam sama. Tak jakby koszmar się ziścił. Moja mama mówi, że to wszystko moja wina. Moje zachowania, to że zostałam odrzucona i to, że do dzisiaj się tym przejmuję.Czytałam że niespełniona miłość boli najbardziej. Tutaj dochodzi to, że oddałam mu najcenniejsza rzecz jaką może dać kobieta.
Szukam zrozumienia.Tak naprawdę to co przeżywasz ten gniew, to tak naprawdę wreszcie stanięcie po swojej stronie, ja bym to nazwała zdrowieniem z tamtej relacji. Tylko ten gniew nie ma ujścia. Pójdź gdzieś na odludzie, albo w domu jak jednorodzinny i nie ma nikogo weź coś, patyk, klapka i napier**laj i krzycz. Wykrzycz ten gniew, ten zawód, krzywdę, którą doznałaś, nienawiść, którą czujesz. Przeklinaj jak będziesz miała ochotę i napier**laj. Wykrzycz wytłucz wszystko co byś chciała mu za to co ci zaserwował zrobić. Potem obejmij siebie sama, popłacz jak przyjdzie potrzeba i powiedz (oczywiście jak będziesz gotowa), że sobie wybaczasz, ze dałaś się nabrać, że nie miałaś szans wiedzieć, że to manipulant. Jemu nie musisz wybaczyć, tylko sobie pozwól na nie zadręczanie siebie. Wtedy za czasów tego toksycznego związku byłaś taka jeszcze nie skażona niepowodzeniem, odrzuceniem. Taka byłaś niewinna. Bardzo mocno się zaangażowałaś i zaufałaś, komuś kto okazał się toksyczny. Ty chciałaś dać od siebie to co normalnie działa w normalnym związku, z normalnym człowiekiem, ale niestety trafił ci się manipulant.
To nie twoja wina, nie słuchaj mamy, rodzic chce dobrze, ale w przypadku swoich dzieci zazwyczaj nie potrafi dać wsparcia.
Rób to tyle razy ile potrzebujesz, twoja udręczona cześć ciebie czeka na twoje zrozumienie, na to, że chociaż ty jedna ją przytulisz i powiesz nie miałaś szans bo trafiłaś na oszusta i pozwól sobie na nowe. Powodzenia kochana.
Dziękuję,
Przykre, że Cię to spotkało, ale to było dawno, czasu nie cofniesz. W tej chwili się po prostu zadręczasz. Czy on Ci odebrał kobiecość? Nie. Uprawiałas z nim seks. Tyle. Chciałaś go uprawiac (bo co innego, jakbyś została zmuszona). Co prawda myślałaś, że inaczej się to skończy, ale nie udało się. Nie jesteś jedyna. Większość ludzi nie jest przez całe życie z tymi, z którymi mieli pierwsze zbliżenie. Tak po prostu się zdarza. Efekt jest taki, że Ty rozmyślasz o tym jak ukarałabyś i strzeliła w pysk faceta, zalewasz się jadem... A on w tym czasie sobie na luzie żyje swoim życiem. Ty się zadręczasz, trujesz swoją głowę. Po co? Musisz iść dalej i to jedyna droga.
Mi się wydaje, że to kwestia myślenia, że dałaś mu coś co kobieta ma najcenniejsze. Cnotę. Myślę, że mamy cenniejsze rzeczy. To jest takie nasze wychowanie katolickie i kultura, że trzeba sie czuć źle bo się straciło coś co co no właśnie co.
Nie straciłaś więcej czasu dla niego a to jest znacznie cenniejsze, czas. A nie jedna noc, możliwe że nawet nie było tak fajnie. A może być z innym. Jeszcze możesz przeżyć mnóstwo cudownych chwil, nie rozdrapuj tego.
Nasza wartość to nie tylko blona dziewicza.
106 2020-09-08 17:25:39 Ostatnio edytowany przez madoja (2020-09-08 17:26:16)
Czy tylko ja mam takie ciężkie przeżycia?
Szczerze to uważam że nie. Jesteś po prostu mało doświadczona, późno zaczęłaś i nie wiedziałaś jakimi dupkami potrafią być ludzie (nie pisze że faceci, bo kobiety też). Podobno do 30-tki człowiek ma złamane serce średnio 3 razy. Bardzo wiele osób przechodzi dokładnie to co Ty teraz - wściekłość, niezrozumienie sytuacji, poczucie odrzucenia i nieustanne pytania "dlaczego".
Jeśli nie chcesz do psychologa, to może czytaj książki o rozstaniu, o toksycznych ludziach, jak leczyć złamane serce (mi pomagały). Lub pomyśl o innym psychologu? Albo pisz tu, czytaj innych - sama zobaczysz jak mnóstwo ludzi przeżywa podobną sytuację.
I czy ja wiem czy 1,5 roku to już tak długo? To było Twoje pierwsze doświadczenie, pierwsza miłość - uważam że na przestrzeni całego życia 1,5 roku to nie jest dużo. Bardzo się zawiodłaś na kolesiu... i to byłoby dziwne gdyby szybko Ci przeszło.
Jest w Tobie dużo gniewu - może spróbuj wizualizowac sobie że macie spotkanie i wygarniasz mu wszystko, nawet go tłuczesz, kastrujesz go np. odcinając mu jądra, kaleczysz jego skórę (haha, wiem że głupie, ale to pomaga!). Krzycz w poduszkę, albo kup worek treningowy (serio).
Poza tym dużo czytaj jak sobie radzić z rozstaniem, oraz po prostu pozwól by upłynęło jeszcze trochę czasu.
Nie zrozumiałam czy zaczęłaś nowy związek? jeśli nie, to idź czasami na randkę - niekoniecznie żeby zaczynać coś nowego, ale żeby się rozerwać, nie myslec tyle o tym dupku. A nuż trafi się nagle fajny facet i zapomnisz o tamtym?
Ponieważ oba Twoje wątki dotyczyły tego samego, zostały połączone w jeden. Dodatkowo proszę, byś zapoznała się z Regulaminem Forum i w przyszłości nie dublowała wątków.
Ponieważ oba Twoje wątki dotyczyły tego samego, zostały połączone w jeden. Dodatkowo proszę, byś zapoznała się z Regulaminem Forum i w przyszłości nie dublowała wątków.
Wątki dotyczyły dwóch różnych facetów, dwóch różnych sytuacji.
Cyngli napisał/a:Ponieważ oba Twoje wątki dotyczyły tego samego, zostały połączone w jeden. Dodatkowo proszę, byś zapoznała się z Regulaminem Forum i w przyszłości nie dublowała wątków.
Wątki dotyczyły dwóch różnych facetów, dwóch różnych sytuacji.
W takim razie wygląda na to, że źle odebrałam Twój post. Bardzo Cię przepraszam. Możesz kontynuować ten wątek, lub założyć jeszcze raz kolejny.
Z drugiej strony watek dotyczy dokladnie takiej samej sytuacji. Liliki, opisalas to tak chaotycznie, ze nic z tego nie idzie zrozumiec.
Najpierw mialas jednego faceta, ktory Cie rzucil po seksie, a potem mialas tego stad, ktory tez Cie rzucil? Dobrze rozumiem?
Twoj problem nie dotyczy tego, ze jeden Cie rzucil i drugi tylko tego, ze takich facetow sobie wybierasz, do takich Cie ciagnie. To musisz przepracowac, a nie marudzic i narzekac, ze dalej myslisz o tym pierwszym.
111 2020-09-09 14:27:09 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-09 14:55:07)
Z drugiej strony watek dotyczy dokladnie takiej samej sytuacji. Liliki, opisalas to tak chaotycznie, ze nic z tego nie idzie zrozumiec.
Najpierw mialas jednego faceta, ktory Cie rzucil po seksie, a potem mialas tego stad, ktory tez Cie rzucil? Dobrze rozumiem?
Twoj problem nie dotyczy tego, ze jeden Cie rzucil i drugi tylko tego, ze takich facetow sobie wybierasz, do takich Cie ciagnie. To musisz przepracowac, a nie marudzic i narzekac, ze dalej myslisz o tym pierwszym.
Pierwszy facet użył mnie na jedną noc, potem się wycofał. Pół roku utrzymywaliśmy kontakt, który sprawiał mi dużo cierpienia, podczas niego niepotrzebnie się otworzyłam.
Z drugim jestem w związku od pół roku, miesiąc temu rzucił mnie tak jak w temacie, ale wrócił do mnie po paru tygodniach.
Od miesiąca bardzo źle się czuję, obie sytuację się jakby na siebie nałożyły i uderzyły z podwójna siłą. Czuję się ostatnio bardzo słabo. Głównie przez tego pierwszego, przez to jak się ponizylam i to, że uznał mnie za nic, za chora psychicznie. Przeglądałam się w jego oczach jako kobieta.
W obecnej relacji zachowuje się poprawnie, trzymam emocje na wodzy, ale to wynika z nadmiernej przezorności i leku przed byciem tak samo potraktowana.
Czuję się tak źle, że chciałabym ze sobą skończyć.
To nie tak, że takich sobie facetów wybieram. Pierwszy był poukładany, wierzący itp. To moje emocjonalne reakcje go wystraszyły. On szuka kogoś na poważnie, do założenia rodziny. Dał mi do zrozumienia, że jestem tylko ładna. Mówił, że też inteligentna, ale jak się zastanawiał czy coś do mnie czuje, to stwierdził że mu mnie tylko żal. Podobno przestałam go kręcić jak zaczęłam być zbyt emocjonalna. To, że był moim pierwszym powiedziałam mu dopiero w ostatniej rozmowie. Bardzo chciałam, żeby mnie zrozumiał.
Nawet mojego pojednawczego maila, którego żałuję, zignorował.
Ogólnie jestem bardzo spokojna i wyrozumiała, ale to wszystko się we mnie kumuluje od jakiegoś czasu. Zanim coś powiem do obecnego faceta, 3 razy myślę,czy powinnam. Nie zwierzam się, nie mówię, że źle się czuję.
Powinnas isc na terapie. Nie ma tak naprawde innej opcji.
Tez uwazam, ze powrot do tego obecnego faceta jest bledem, ale to zobaczysz z czasem.
Sądzę, że nie były, a właśnie obecny wybranek (choć cisną mi się na usta zgoła inne określenia) jest powodem Twojego okropnego samopoczucia.
A czemu do niego wróciłaś?
Źle się czujesz i mu nic nie mówisz? Hamujesz się, ważysz słowa zanim je wypowiesz ? Boisz się, że obrazi się, jak powiesz coś nie tak ?
To nie tak, że takich sobie facetów wybieram.
Lili kochana! A co z tym obecnym??? Świadomie go wybierasz!!!
Choć wiesz, jaki był, jak Cię potraktował
Za jakiś czas znów będziesz płakać, że czujesz się upokorzona, wykorzystana, użyta... A tym razem robisz to na własne życzenie
Aż mi się smutno zrobiło, choć Cię nie znam
Dlaczego z nim jesteś?
Dziewczyna nałogowo obwinia się o wszystko jak leci że ,chce seksu,że pragnie bliskości w związku,że jest zaradna i zdobyła wykształcenie,jest na swój sposób samodzielna
straszne rzeczy sobie robisz Autorko poczucie winy jest jak choroba.Łatwo taką dziewczynę omotać .
Cześć pisałam już o tym kiedyś, ale było to w trakcie znajomości.
1,5 roku temu poznałam pierwszego faceta - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, na pierwszym spotkaniu. Miałam 28 lat i czułam że muszę już mieć to za sobą. On mi się bardzo podobał.
Pierwszy szok rano, gdy on idzie do domu. Ja bardzo nieśmiała, skryta, nie wiedziałam jak się zachować. On nie odzywa się dzień. Czuję się strasznie. Piszę dramatycznie. On uspokaja, że jeszcze musi przemyśleć. Wierzący katolik.
W skrócie znajomość trwała ok 10 miesięcy. 2 spotkania na żywo, telefony, pisanie. On nie chciał nic więcej. Szybko zaczął traktować mnie po chamsku. Ja chyba czekałam na jakieś przeprosiny, docenienie. Nie, że to było nic co między nami zaszło. Na koniec mnie zablokował. Nie wytrzymałam jego chamskich odzywek, tego traktowania. Napisał że mam borderline i potrzebuje pomocy, że mam 2 minuty żeby coś napisać, a potem blokuje wszelki kontakt.
Parę miesięcy temu wysłałam maila pojednawczego, że był dla mnie ważny, przepraszam za moje emocjonalne reakcje, dojrzałam. Raczej w stylu że chcę tylko odmówić kontakt, nie ze chce cos więcej. Zignorował. Jestem zablokowana.Był moim pierwszym, byłam zauroczona. Traktowałam go jak najważniejszego mężczyznę. Przez ostatnie pół roku jakoś sobie radziłam, poznałam nowego. Myślę o tamtym zdarzeniu często. Boję się, że wpadnę w obsesję. Nie wiem, w jakiej kategorii to odczytywać, czuję się jakbym miała traumę po jakimś gwałcie, a sama tego chciałam. Czuję się upokorzona, odarta z godności. Dużo się mu zwierzałam. Nie potrafię sobie zracjonalizować tego. Czasami wpadam w depresję, w domu bałagan, ja wchodzę w tryb praca, dom, spanie. Jakby ktoś odebrał mi kobiecość, nadzieję na miłość. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mówią mi, że to za długo już trwa. A ja nic na to nie poradzę.
Ostatnio ogarnęła mnie taka złość, że chciałam mu zrobić cos złego, dać w pysk, żeby poczuł to wszystko. Innego dnia mam myśli samobójcze, nie wyobrażam sobie życia z tym z tyłu głowy. Co z tego że będę może szczęśliwa z innym, on mnie nie chciał, potraktował jak przedmiot i wyrzucił, zablokował. Tamto przekłada się na nowy związek, facet mówił mi, że coś mi w głowie siedzi, że myślę o innym. Czasami zbiera mi się na płacz jak zada jakieś pytanie w stylu czy kochałam kogoś, czemu jesteś taka skryta. Wiem, że dużo rzeczy nie mogę mówić. Już się nie zwierzam, boję się odrzucenia. Zawsze tego się bałam, dlatego tak długo byłam sama. Tak jakby koszmar się ziścił. Moja mama mówi, że to wszystko moja wina. Moje zachowania, to że zostałam odrzucona i to, że do dzisiaj się tym przejmuję.Czytałam że niespełniona miłość boli najbardziej. Tutaj dochodzi to, że oddałam mu najcenniejsza rzecz jaką może dać kobieta.
Szukam zrozumienia.
Cześć Lili, twój opis przypomina mi syndrom "wdowy po alfie" (ang. alpha widow). Są to kobiety które tęsknią za byłym partnerem lub kochankiem. Ten były partner pozostawił po sobie tak ogromne wrażenie, że kobieta widzi w nim swój ideał i wspomina go przez całe życie. Problem jest taki, że tak napiętnowana kobieta nie znajdzie już partnera który mógły dorównać tamtemu. Nie jest to dlatego, że obiektywnie nie ma lepszych mężczyzn. Jest tak dlatego że psychika tej kobiety wyolbrzymia zalety byłego i niekorzystnie porównuje nowych partnerów do niego. Taka kobieta nie zazna już szczęścia w związkach z mężczyznami. Mężczyzna, który zwiąże się z taką kobietą, nigdy nie dostanie tego co dostałby ten były i również nie znajdzie szczęścia z nią.
Ta dynamika "wdowy po alfie" została w romantyczny sposób pokazana w filmie "Titanic", gdzie młodziutka Rose przeżyła krótki romans z Jack'iem. Potem do końca życia za nim tęskniła, mimo że miała męża.
Podobnie, Katy Perry nagrała piosenkę "The One Who Got Away", która świetnie ilustruje taką sytuację:
Lili, twój przypadek wygląda na perfekcyjny sztorm. Wydajesz się być bardzo wrażliwa. Byłas wtedy dziewicą. Długo czekałaś na partnera. Długo ten związek ciągnął się na odległość, kiedy idealizowałaś tego mężczyznę. Bardzo się zakochałaś. Kompletnie mu zaufałaś i wylałaś przed nim swoje serce i duszę. Związek zakończył się nagle jakby uciął nożem bez wyjaśnień. Teraz te wspomnienia męczą cię nawet w nowych związkach.
Żeby dopełnić diagnozy, musisz odpowiedzieć na kluczowe pytanie: jak wspominasz ten związek? Jeśli wspominasz ten związek w pozytywnym świetle, jeśli nadal ten mężczyzna to twój ideał i tęsknisz za nim, to niestety jesteś taką "wdową po alfie".
118 2020-09-10 01:12:59 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-10 10:49:21)
liliki9090 napisał/a:Cześć pisałam już o tym kiedyś, ale było to w trakcie znajomości.
1,5 roku temu poznałam pierwszego faceta - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy raz, na pierwszym spotkaniu. Miałam 28 lat i czułam że muszę już mieć to za sobą. On mi się bardzo podobał.
Pierwszy szok rano, gdy on idzie do domu. Ja bardzo nieśmiała, skryta, nie wiedziałam jak się zachować. On nie odzywa się dzień. Czuję się strasznie. Piszę dramatycznie. On uspokaja, że jeszcze musi przemyśleć. Wierzący katolik.
W skrócie znajomość trwała ok 10 miesięcy. 2 spotkania na żywo, telefony, pisanie. On nie chciał nic więcej. Szybko zaczął traktować mnie po chamsku. Ja chyba czekałam na jakieś przeprosiny, docenienie. Nie, że to było nic co między nami zaszło. Na koniec mnie zablokował. Nie wytrzymałam jego chamskich odzywek, tego traktowania. Napisał że mam borderline i potrzebuje pomocy, że mam 2 minuty żeby coś napisać, a potem blokuje wszelki kontakt.
Parę miesięcy temu wysłałam maila pojednawczego, że był dla mnie ważny, przepraszam za moje emocjonalne reakcje, dojrzałam. Raczej w stylu że chcę tylko odmówić kontakt, nie ze chce cos więcej. Zignorował. Jestem zablokowana.Był moim pierwszym, byłam zauroczona. Traktowałam go jak najważniejszego mężczyznę. Przez ostatnie pół roku jakoś sobie radziłam, poznałam nowego. Myślę o tamtym zdarzeniu często. Boję się, że wpadnę w obsesję. Nie wiem, w jakiej kategorii to odczytywać, czuję się jakbym miała traumę po jakimś gwałcie, a sama tego chciałam. Czuję się upokorzona, odarta z godności. Dużo się mu zwierzałam. Nie potrafię sobie zracjonalizować tego. Czasami wpadam w depresję, w domu bałagan, ja wchodzę w tryb praca, dom, spanie. Jakby ktoś odebrał mi kobiecość, nadzieję na miłość. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mówią mi, że to za długo już trwa. A ja nic na to nie poradzę.
Ostatnio ogarnęła mnie taka złość, że chciałam mu zrobić cos złego, dać w pysk, żeby poczuł to wszystko. Innego dnia mam myśli samobójcze, nie wyobrażam sobie życia z tym z tyłu głowy. Co z tego że będę może szczęśliwa z innym, on mnie nie chciał,
Cześć Lili, twój opis przypomina mi syndrom "wdowy po alfie" (ang. alpha widow). Są to kobiety które tęsknią za byłym partnerem lub kochankiem. Ten były partner pozostawił po sobie tak ogromne wrażenie, że kobieta widzi w nim swój ideał i wspomina go przez całe życie. Problem jest taki, że tak napiętnowana kobieta nie znajdzie już partnera który mógły dorównać tamtemu. Nie jest to dlatego, że obiektywnie nie ma lepszych mężczyzn. Jest tak dlatego że psychika tej kobiety wyolbrzymia zalety byłego i niekorzystnie porównuje nowych partnerów do niego. Taka kobieta nie zazna już szczęścia w związkach z mężczyznami. Mężczyzna, który zwiąże się z taką kobietą, nigdy nie dostanie tego co dostałby ten były i również nie znajdzie szczęścia z nią.
Lili, twój przypadek wygląda na perfekcyjny sztorm. Wydajesz się być bardzo wrażliwa. Byłas wtedy dziewicą. Długo czekałaś na partnera. Długo ten związek ciągnął się na odległość, kiedy idealizowałaś tego mężczyznę. Bardzo się zakochałaś. Kompletnie mu zaufałaś i wylałaś przed nim swoje serce i duszę. Związek zakończył się nagle jakby uciął nożem bez wyjaśnień. Teraz te wspomnienia męczą cię nawet w nowych związkach.
Żeby dopełnić diagnozy, musisz odpowiedzieć na kluczowe pytanie: jak wspominasz ten związek? Jeśli wspominasz ten związek w pozytywnym świetle, jeśli nadal ten mężczyzna to twój ideał i tęsknisz za nim, to niestety jesteś taką "wdową po alfie".
Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pierwszy raz w życiu czułam się kobieco, kochana i uwielbiana, przez te parę godzin. Potem zauroczył mnie swoim humorem, inteligencją, cierpliwością, stanowczością . Do czasu. Wiem, że to moja wina, że go straciłam, bo byłam w takim szoku jak sobie poszedł i się nie odezwał, że wysłałam dramatycznego smsa. On się wystraszył, i już nie było odwrotu. Czułam się coraz gorzej, a on nie wiedział czemu. Mówił, że w takim razie mam nie pisać. Potem traktował mnie na dystans co mnie bardzo bolało i mimo że nie byłam wprost zdesperowana, to byłam sfrustrowana i pełna pretensji.
Codziennie o nim myślę. Wiem, że już nikogo takiego nie spotkam. Widziałam go 2 razy w życiu i mam tylko 3 jego zdjęcia, prawie nie pamiętam jak wygląda. Wiem, że już go nigdy nie zobaczę. Marzyłam o spotkaniu go na chwilę, nic więcej. To by mi wystarczyło. Powoli zaciera mi się jego obraz, już nie pamiętam jego głosu, jedynie to, że był bardzo męski. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Czułam się wysłuchana, bezpiecznie. Co jest ironią, bo to były tylko skrawki uczucia, mi to wystarczyło. Powracam do chwil w których zachowałam się jak nastolatka, co go ode mnie odsunęło, i myślę, co by było gdybym zachowała się inaczej, nie powiedziała tego i tamtego.
Przez lata byłam samotna i to był pierwszy facet, który namówił mnie na randkę, nawet pierwsza jego wiadomość była długa i osobista, że widział mnie już wcześniej, pamięta, co słuchałam kiedyś. Jak go zobaczyłam to wiedziałam, że to ten.
Teraz już go powoli przestaje idealizować w miarę jak zaciera się jego obraz. Jestem zła na siebie że ta miłość do niego nie pozwoliła mi zachować się godnie, odwrócić i odejść,kiedy wiedziałam, że on nie da mi tego co bym chciała. Ciągnęło się to tyle czasu i była to dla mnie udręka.
Nikt mi się nie podoba. Obecny facet jest trochę podobny do niego, niestety tylko z wyglądu. Nie działa na mnie jak tamten. Miałam profil na portalu randkowym i dosłownie żaden facet mi się nie podobał.
Myślę, że będę sama i już się z tym pogodziłam. Chyba, że stanie się jakiś cud i znów w kimś się tak zakocham.
Czuję się bardzo słabo, że on nawet nie dał mi szansy, tak źle potraktował a ja mu to jakby wybaczyłam i napisałam, że jak chce to może napisać itp. Zbagatelizowałam to, co się stało. W swoich oczach źle wyglądam. Całe życie byłam niezależna, nigdy się nie narzucalam. Tu zostałam odtrącona, wywalił mnie drzwiami to weszlam oknem jak mówi moja mama, zachowałam się bez jaj, honoru. To najbardziej boli. Teraz najchętniej bym mu przywaliła tylko po to, by to odzyskać.
Nawet znalazłam jego profil na portalu randkowym, że szuka miłej poukładanej kobiety do Poważnej relacji. Mam ochotę mu powiedzieć że wykorzystał moja niewinność użył sobie bez intencji kontynuacji związku potem udawał przyjaźń...
119 2020-09-10 13:30:36 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-09-10 13:34:46)
Lili, czasu się cofnąć nie da. Wybacz sobie to, co się stało. Nie wiedziałaś, jak się sytuacja rozwinie, nie byłaś w stanie tego przewidzieć.
"Co może przyjść, tego nigdy nie wiesz,
za całe zło przestań winić siebie,
wiarę masz, siłę masz, by zmienić to" /"Antidotum" Kasia Kowalska/
Jak wspomniałam, czasu nie cofniesz. Nie masz wpływu na to, co było. ALE masz wpływ na to, co jest i będzie. A co jest teraz? Poczytaj swój wątek od początku jeszcze raz i zapytaj samą siebie, dlaczego wróciłaś do tego faceta. Wracając do niego, niejako pozwalasz na tamte zachowania, które Ciebie raniły i wystawiasz się na kolejne.
Temu pierwszemu facetowi nie umiałaś pokazać granic, czego wciąż nie umiesz sobie wybaczyć i żałujesz. Ale jeszcze możesz pokazać te granice obecnemu facetowi.
Raptem miesiąc temu o tym samym 'ideale' napisałaś tak:
Ten był zupełnym przeciwieństwem, na początku. To on o mnie zabiegał, był bardziej zaangażowany. Nawet mówił, że on jest dobrym człowiekiem i ma dobre intencje, nie to co tamten. Tamten był zimny jak głaz, jakby nie miał uczuć, a ten wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej emocjonalny niż ja.
Teraz z kolei:
Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pierwszy raz w życiu czułam się kobieco, kochana i uwielbiana, przez te parę godzin. Potem zauroczył mnie swoim humorem, inteligencją, cierpliwością, stanowczością . Do czasu. Wiem, że to moja wina, że go straciłam, bo byłam w takim szoku jak sobie poszedł i się nie odezwał, że wysłałam dramatycznego smsa. On się wystraszył, i już nie było odwrotu. Czułam się coraz gorzej, a on nie wiedział czemu. Mówił, że w takim razie mam nie pisać. Potem traktował mnie na dystans co mnie bardzo bolało i mimo że nie byłam wprost zdesperowana, to byłam sfrustrowana i pełna pretensji.
I perełka:
Codziennie o nim myślę. Wiem, że już nikogo takiego nie spotkam. Widziałam go 2 razy w życiu i mam tylko 3 jego zdjęcia, prawie nie pamiętam jak wygląda.
Ale nikogo jakiego nie spotkasz? Zimnego, takiego, który przez kilka godzin potraktował Cię tak, jak tego oczekiwałaś, a potem, kiedy już osiągnął swój cel, za nic miał Ciebie samą i Twoje uczucia?
Naprawdę uważasz, że jest za kim tęsknić, kogo idealizować i stawiać za wzorzec w odniesieniu do innych relacji? Zdajesz sobie sprawę, że zauroczyłaś się w kimś, kogo widziałaś raptem dwa razy w życiu, kto szybko się ulotnił, pokazując w ten sposób, że nie jest Tobą zainteresowany, a mimo to dramatyzujesz i już wiesz, że nie ma dla Ciebie lepszej przyszłości? Tak, to był naprawdę baaaardzo wyjątkowy ktoś! I naprawdę świetną skalę sobie wyznaczyłaś, bo jeśli to ma być ten niedościgły wzór, to strach się bać, jak postrzegasz innych.
Liliki, kiedy wreszcie zaczniesz myśleć racjonalnie i logicznie???
Cześć Lili, twój opis przypomina mi syndrom "wdowy po alfie" (ang. alpha widow). Są to kobiety które tęsknią za byłym partnerem lub kochankiem. Ten były partner pozostawił po sobie tak ogromne wrażenie, że kobieta widzi w nim swój ideał i wspomina go przez całe życie. Problem jest taki, że tak napiętnowana kobieta nie znajdzie już partnera który mógły dorównać tamtemu. Nie jest to dlatego, że obiektywnie nie ma lepszych mężczyzn. Jest tak dlatego że psychika tej kobiety wyolbrzymia zalety byłego i niekorzystnie porównuje nowych partnerów do niego. Taka kobieta nie zazna już szczęścia w związkach z mężczyznami. Mężczyzna, który zwiąże się z taką kobietą, nigdy nie dostanie tego co dostałby ten były i również nie znajdzie szczęścia z nią.
Och wow, ni8gdy tego terminu nie słyszałam. A tak wiele wyjaśnia.
Tylko - jak się wyleczyć z wdowieństwa po alfie?
Też tak miałam kiedyś i akurat mi sesje z psychologiem pomagały.... Trochę wyjaśnił mi rzeczy i to co w tym związku nie grało....
Spotykałam się z facetem od 4 miesięcy, poznany przez internet. Mieszka daleko, bo 75 km ode mnie. Wcześniej to nie był problem, ale odkąd przeprowadziłam się trochę dalej, jest. Wczoraj byłam u niego, samochodem. Poszliśmy na plażę, obiad (zapłaciłam za nas) [Dodam, że jak zaprosił mnie na 1sze urodzny siostrzeńca to ja kupiłam prezent za 70 zł, od nas.] W swoim domu kazał mi pokazać komórkę, bo mówiłam , że słabo działa gps. Nie chciałam, więc od razu zaczął mówić, że nie będziemy razem. Po chwili mu dałam, chociaż nie lubię jego braku poszanowania mojej prywatności. Poza tym ciągle podejrzewa, że mam kogośna boku, że się z kimś inmnym spotykam - chorobliwe zazdrosny. Ja oczywiście z nikim innym nie miałam kontaktu, tak naprawdę to był mój pierwszy prawdziwy chłopak.
Od razu zmienił podejście, zainicjował seks. Wcześniej jak nie chciałam tego robić w dzień mówił, że mam go gdzieś, nie tęsknię itp. Poszliśmy na plażę. Poprosiłam go, żeby zrobił mi zdjęcie. Nie chciał moim telefonem, tylko swoim. Taka mała głupota. Powiedziałam, że nie chcę. Po chwili spaceru powiedział, że to oficjalnie nasze ostatnie spotkanie. Nic nie odpowiedziałam, wróciłam z płaczem do jego domu, wzięłam swoje rzeczy (byli jego rodzice) i pojechałam do siebie. Pisał mi na messengerze dokąd zmierzam, nie odpowiedziałam. Jeszcze go minęłam pod jego domem, spytał "{nawet się nie pożegnasz?" Nic nie powiedziałam. Dzisiaj on na facebooku publikuje relacje z meczu, jakby nigdy nic. Całą noc bolała mnie głowa i płakałam. Postanowiłam się do niego nie odzywać. Czuję się opuszczona, samotna i potraktowana bez szacunku. Zostawił u mnie kapcie. Odesłać mu je? Jak się zachować? Żeby zrozumiał, że tak się nie robi, że kogoś skrzywdziłWcześniej to on pisał "kocham cię", ciągle domagał się uwagi. Naprawdę bardzo się starałam. Nie jestem kłótliwa, nasze kłótnie zawsze kończyły się moją ugodą. Próbowałam ratować tą relację. Rozumiem, że można chcieć się rozstać, ale w taki sposób...Dodam, że ostatnio stał się dla mnie chamski, dzień przed urodzinami napisał mi "wyjdź za mąż za kota" jak wysłałam mu zdjęcie kotki wziętej przeze mnie niedawno. W ten dzień mówił mi, żebym się ogarnęła (nie wiem dokładnie czemu, jestem samodzielna, zarabiam na siebie, on mieszka z rodzicami i liczy każdy grosz), zaczął mi wyrzucać, że mam za krótki kabel do ładowarki (!?) i robić z tego problem...jak na plaży napomknęłam o wspólnych wakacjach to powiedział "zobaczymy czy zasłużysz" o mieszkaniu "nie sugeruj się mną, nam nie jest po drodze", starałam się to puszczać mimo uszu, a jednak... Byłam skołowana, bo na plaży też mnie całował, mówił, że pięknie wyglądam.
Nie bedziesz z nim szczęśliwa jeżeli jestes na tyle silna i go szanujesz powiedz co myślisz o nim może to mu pomoże zrozumieć ale nie brnij w ten związek lepiej
Raptem miesiąc temu o tym samym 'ideale' napisałaś tak:
liliki9090 napisał/a:Ten był zupełnym przeciwieństwem, na początku. To on o mnie zabiegał, był bardziej zaangażowany. Nawet mówił, że on jest dobrym człowiekiem i ma dobre intencje, nie to co tamten. Tamten był zimny jak głaz, jakby nie miał uczuć, a ten wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej emocjonalny niż ja.
Teraz z kolei:
liliki9090 napisał/a:Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pierwszy raz w życiu czułam się kobieco, kochana i uwielbiana, przez te parę godzin. Potem zauroczył mnie swoim humorem, inteligencją, cierpliwością, stanowczością . Do czasu. Wiem, że to moja wina, że go straciłam, bo byłam w takim szoku jak sobie poszedł i się nie odezwał, że wysłałam dramatycznego smsa. On się wystraszył, i już nie było odwrotu. Czułam się coraz gorzej, a on nie wiedział czemu. Mówił, że w takim razie mam nie pisać. Potem traktował mnie na dystans co mnie bardzo bolało i mimo że nie byłam wprost zdesperowana, to byłam sfrustrowana i pełna pretensji.
I perełka:
liliki9090 napisał/a:Codziennie o nim myślę. Wiem, że już nikogo takiego nie spotkam. Widziałam go 2 razy w życiu i mam tylko 3 jego zdjęcia, prawie nie pamiętam jak wygląda.
Ale nikogo jakiego nie spotkasz? Zimnego, takiego, który przez kilka godzin potraktował Cię tak, jak tego oczekiwałaś, a potem, kiedy już osiągnął swój cel, za nic miał Ciebie samą i Twoje uczucia?
Naprawdę uważasz, że jest za kim tęsknić, kogo idealizować i stawiać za wzorzec w odniesieniu do innych relacji? Zdajesz sobie sprawę, że zauroczyłaś się w kimś, kogo widziałaś raptem dwa razy w życiu, kto szybko się ulotnił, pokazując w ten sposób, że nie jest Tobą zainteresowany, a mimo to dramatyzujesz i już wiesz, że nie ma dla Ciebie lepszej przyszłości? Tak, to był naprawdę baaaardzo wyjątkowy ktoś! I naprawdę świetną skalę sobie wyznaczyłaś, bo jeśli to ma być ten niedościgły wzór, to strach się bać, jak postrzegasz innych.
Liliki, kiedy wreszcie zaczniesz myśleć racjonalnie i logicznie???
Myślę, że juz nigdy z mojej strony nie będzie takiego czystego, niewinnego uczucia. Po tej sytuacji zaczęłam dużo czytać na temat psychologii związków, zobaczyłam, że to wszystko opiera się na prostych mechanizmach. Ja udaję niedostępną - jego to przyciąga. Ja otwieram się, zbliżam - przestaję być interesująca. Zachowuję się szczerze, emocjonalnie - ucieka.
Gdybym wiedziała o tym wcześniej, grałabym. Błędem było, że tak szybko poszłam z nim do łóżka. Gdyby nie to, nie otworzyłabym się przed nim od razu i tak bardzo. To wywołało we mnie taki szok, że sobie odszedł tak nagle, a ja czekałam na to całe życie, że nie myślałam logicznie i pisałam do niego dramatyczne teksty, które tak go wystraszyły, że nie było potem żadnej szansy na jakiekolwiek uczucie z jego strony.
Z nowym facetem zaczęłam już niestety grać, myśleć. Nie jest to szczere i czyste. Już nie ufam tak bardzo. Wiem, że jak mu się odwidzi to wszystkie jego słowa stracą znaczenie. Nie potrafię prawdziwie pokochać po tym, co cna temat miłości z psychologicznego punktu widzenia. Teraz jest to dla mnie zwykła manipulacja mózgu a nie piękne, wartościowe uczucie. Na pewno nie ze strony mężczyzny. Bo nie potrafię sobie logicznie wytłumaczyć, czemu zostałam tak potraktowana przez pierwszego. Byłam niewinna, czysta, nieskażona wyrachowaniem.
Myślę, że juz nigdy z mojej strony nie będzie takiego czystego, niewinnego uczucia. Po tej sytuacji zaczęłam dużo czytać na temat psychologii związków, zobaczyłam, że to wszystko opiera się na prostych mechanizmach. Ja udaję niedostępną - jego to przyciąga. Ja otwieram się, zbliżam - przestaję być interesująca. Zachowuję się szczerze, emocjonalnie - ucieka.
Gdybym wiedziała o tym wcześniej, grałabym. Błędem było, że tak szybko poszłam z nim do łóżka. Gdyby nie to, nie otworzyłabym się przed nim od razu i tak bardzo. To wywołało we mnie taki szok, że sobie odszedł tak nagle, a ja czekałam na to całe życie, że nie myślałam logicznie i pisałam do niego dramatyczne teksty, które tak go wystraszyły, że nie było potem żadnej szansy na jakiekolwiek uczucie z jego strony.
Z nowym facetem zaczęłam już niestety grać, myśleć. Nie jest to szczere i czyste. Już nie ufam tak bardzo. Wiem, że jak mu się odwidzi to wszystkie jego słowa stracą znaczenie. Nie potrafię prawdziwie pokochać po tym, co cna temat miłości z psychologicznego punktu widzenia. Teraz jest to dla mnie zwykła manipulacja mózgu a nie piękne, wartościowe uczucie. Na pewno nie ze strony mężczyzny. Bo nie potrafię sobie logicznie wytłumaczyć, czemu zostałam tak potraktowana przez pierwszego. Byłam niewinna, czysta, nieskażona wyrachowaniem.
Przesadzasz. Gdyby to tak dzialalo, to ludzie nie braliby slubow, bo slub zawsze jest otwarciem sie i zblizeniem. No chyba, ze masz zamiar uciekac sprzed oltarza.
W zwiazku nie mozna grac i udawac. Wlasnie o szczerosc chodzi, tylko tez o znalezienie kogos, komu zaufasz i kogo szczerosc docenisz, bo inaczej to bez sensu. Ten facet z tego zwiazku na to nie zasluguje i tyle. Czujesz to, wiec grasz.
A przestan grac, rzuc go i poszukaj takiego, ktorego faktycznie pokochasz.
126 2020-09-15 11:02:46 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-15 11:53:22)
Znów wpadłam w sidła natrętnych myśli o tamtej relacji sprzed roku. Po co pisałam tego maila pojednawczego...Którego on zignorował. Po co pisałam wcześniejszego maila, jeszcze z takimi zwierzeniami o tym, jaka jestem słaba, że wiem, że nie mam wiele do zaoferowania w związku, że nie chciałam nic więcej, że się zakochałam,...To nie on odebrał mi godność i dumę, to ja ją sobie odebrałam. Nie mogę sobie z tym poradzić. Jeszcze to, że jestem dalej zablokowana. Jakbym była albo niebezpieczna, chora psychicznie jak mi mówił, albo po prostu żałosna, nic nie warta
Nie wiem, czy to, że był to mój pierwszy facet i było to pierwsze i jedyne silne uczucie ma większe znaczenie. Nie potrafię zapomnieć, uznać za nieważne to, co było.Tak jakbym zaprzeczała sobie.
Najgorsze jest to uczucie, że muszę mu coś udowonić, że to nieprawda, co mówił i jak mnie potraktował, że się mylił. Nie chcę żyć dla niego,tylko dla siebie.
Ktoś może mi wyjaśnić z psychologicznego punktu widzenia to uwikłanie?
Byłam u psychiatry, powiedział,że leki tu niepotrzebne chyba że chcę, że mam iść na psychoterapię. Że to zaburzenia depresyjno lękowe. Zapisałam sięna psychoterapię, ale zastanawiam się, co to pomoże. Ja wiem, że byłam niedoświadczona, nie mam się co winić itp Wytłumaczcie to mojemu sercu i duszy, którą przed nim otworzyłam, a które zostały przemielone i odtrącone.
Wcześniej bałam się mężczyzn, byłam bardzo wstydliwa i nieśmiała. Dlatego do 28 r życia nie byłam nawet na randce. On mi nie uwierzył, bo przecież jestem ładna i zgrabna. Powiedziałam mu o tym w ostatniej rozmowie. Tego,że nigdy nie miałam kontaktu z mężczyzną też się wstydziłam.
Czuję,że to co było we mnie dobre, wartościowe on przewartościował, użył i uznał, że jednak nie. "sorry, ale nie chcę" "nawet gdybym mieszkał koło ciebie nie chciałbym z tobą być" "sorry, ale musisz sobie znaleźć męża"-jak mu powiedziałam, że boję się już pisać, bo odpisuje po chamsku. nie narzucałam mu się, nie mówiłam, że jestem zakochana, nie wypisywałam. przez miesiąc pisałam z nim jak z kolegą, a i tak mi na koniec wypalił "ja nie odmawiam nikomu przyjaźni, ale ty domagasz się szczególnej uwagi" " pisz maile zamiast na whatsappie, rzadziej ale dłużej" "facet pisze pierwszy jak chce być z kobietą, ja chcę być tylko kumplem" - bolały mnie te słowa, żałuję, że nie zareagowałam szybciej, myślałam, że zgodzę się na koleżeństwo (bo czułam, że związek by nie wypalił, z mojego powodu - mam mało znajomych, nigdy nie byłam w związku, tego też się bałam), ale to mnie jeszcze bardziej upokarzało, w środku czułam, że mnie wykorzystał, użył, a teraz nawet o bycie zwykłą koleżanką muszę się starać, nie ma do mnie szacunku, muszę się go domagać, prosić...Oczekiwałam w środku przeprosin za ostatnie spotkanie, które skończyło się bardzo źle, zostawił mnie samą zapłakaną na przystanku wieczorem, sama jechałam do domu do innego miasta, nawet nie zadzwonił czy dotarłam na miejsce.po co ja to robiłam, przez pół roku....to mnie naprawdę przetrąciło psychicznie, jak zawsze byłam wrażliwa, niepewna w kontaktach z ludźmi, niepewna siebie. On o tym wie,że był w sumie jedyną osobą, z którą wtedy rozmawiałam.
A ja to wszystko, co zrobił mi złego potraktowałam lekko, z przymrużeniem oka, że napisałam mu maila z przeprosinami, rozgrzeszającego, jak chcesz to napisz....Jak się podnieść z tego, po takiej krzywdzie na kobiecej psychice ale też po uczuciu braku dumy, godności itp. Naprawdę przez parę dni byłam tak wściekła, że chciałam żeby stało mu się coś złego.
Trzeba być bardzo silnym, albo trzeba być psychopatą, żeby iść dalej jakby się nic nie stało. Nie mszcząc się, nie myśląc, nie rozpamiętując. Nie mając wyrzutów sumienia, nie płacząc, nie będąc wściekłym na siebie i skołowanym. Te wszystkie jego docinki tak się we mnie kumulowały, te spotkania z któych wychodził potem nie kontaktując się, ja musiałam się do niego dobijać, że jak 2 czy 3 razy wybuchłam, to uznał mnie za wariatkę.
Nikt mnie nigdy tak lekceważąco, tak okrutnie nie potraktował. Osoba, przed którą się otworzyłam i ktoś, kogo pokochałam.
Nie wiem, jak dalej żyć. Nic mnie nie cieszy, czuję uderzenia gorąca, nie potrafię się skoncentrować, planować. Jakby ktoś zgwałcił mnie, moją duszę i wyrzucił na śmietnik. A ja się nie broniłam, jeszcze na koniec przeprosiłam, a on tylko spojrzał na mnie z pogardą i poszedł sobie dalej. Tak mi się to teraz jawi. Na zewnątrz jesteś ładna, mądra, ogarnięta, samodzielna. Moi rodzice mnie bardzo wspierają. Ja znam swoją wartość,zawsze znałam. To, że została odebrana mi moja duma i ktoś uznał, że jednak nie jesteś taka, że to co masz nie jest cenne, nie potrafię sobie tego ułożyć w głowie.
Na koniec mi wystawił diagnozę, że mam borderline i że potrzebuję pomocy. Wspaniałomyślnie mnie zablokował.
Szukałam wytłumaczenia swojego złego samopoczucia, natrafiłam na artykuły o związkach narcyzów z osobami empatycznymi, bardzo dużo rzeczy się zgadza w jego zachowaniu i w moich reakcjach na nie. Na co dzień jestem stabilną, spokojną, bezkonfliktową osobą. Wykonuję poważny zawód, jestem lekarzem, prowadzę własną działalność, w pracy jestem doceniana za profesjonalizm. To też nie daje mi spokoju, on wie, co robię, gdzie pracuję, jakie stanowisko.
Znalazłam go na portalu randkowym, gdzie pisze, że szuka miłej i poukładanej kobiety do poważnej relacji.
Największy błąd, jaki popełniasz, to dokonując własnej samooceny przez pryzmat tej jednej znajomości i faceta, który okazał się niedojrzałym gnojkiem z zerową empatią. Co prawda twierdzisz, że znasz swoją wartość, że na innych polach czujesz się dobrze sama ze sobą, ale moim zdaniem to tylko mrzonka, bo osoba z wysokim poczuciem własnej wartości nie prosi o uczucie, nie przeprasza, kiedy to druga strona powinna przeprosić, nie pozwala się tak upokarzać za chwilę uwagi i namiastkę bliskości, a przede wszystkim nie traci gruntu pod nogami, kiedy okaże się, że ktoś jej nie chce.
Umówmy się - to boli zawsze, bo odrzucenie tak po ludzku nas dotyka, ale z zasady nie działa aż tak destrukcyjnie, jak w Twoim przypadku.
Jestem przekonana, że psychoterapia to jest to, czego dziś najbardziej potrzebujesz, żeby się z tym wszystkim uporać i - jak napisałaś - poukładać to sobie w głowie.
Największy błąd, jaki popełniasz, to dokonując własnej samooceny przez pryzmat tej jednej znajomości i faceta, który okazał się niedojrzałym gnojkiem z zerową empatią. Co prawda twierdzisz, że znasz swoją wartość, że na innych polach czujesz się dobrze sama ze sobą, ale moim zdaniem to tylko mrzonka, bo osoba z wysokim poczuciem własnej wartości nie prosi o uczucie, nie przeprasza, kiedy to druga strona powinna przeprosić, nie pozwala się tak upokarzać za chwilę uwagi i namiastkę bliskości, a przede wszystkim nie traci gruntu pod nogami, kiedy okaże się, że ktoś jej nie chce.
Umówmy się - to boli zawsze, bo odrzucenie tak po ludzku nas dotyka, ale z zasady nie działa aż tak destrukcyjnie, jak w Twoim przypadku.Jestem przekonana, że psychoterapia to jest to, czego dziś najbardziej potrzebujesz, żeby się z tym wszystkim uporać i - jak napisałaś - poukładać to sobie w głowie.
Myślę dokladnie tak samo. To jak Cie potraktowal ten facet to jedno Autorko a to jak Ty to odebralas i przenioslas na swoja samoocene to drugie (i w tym drugim aspekcie problem lezy niestety wylacznie w Tobie). Tak jak napisala Olinka odrzucenie ma prawo bolec, zlamane serce ma prawo bolec ale jezeli Ty sie po tym czujesz jak zgwalcona na ciele i umysle to powiem szczerze nie dziwie sie facetowi ze Cie zablokowal i jestem w stanie uwierzyc ze zrobil to poniekad dla Twego dobra. Na jego miejscu tez balabym sie ze kazde moje kolejne slowo moze byc dla Ciebie jak cios w serce i umysl a ze on jest jaki jest to nietrudno byloby mu dowalic Ci jeszcze bardziej nawet nie zamierzajac.Poza tym jakos nie wierze ze nawet gdybyscie poprzestali na stopie kolezenskiej to nie dazylabys zeby jednak to przenies na wyzszy poziom a on najwidoczniej tego nie chcial.
Takie doswiadczenie ma prawo bolec, masz prawo czuc zlosc, zal, rozczarowanie ale to powinno minac a na pewno nie powinno rzutowac na Twoja samoocene bo to nie jakis facet swiadczy o tym kim jestes, co znaczysz i ile jestes warta. Jesli wiec postrzegasz siebie tak jak postrzegasz to cos bardzo niedobrego zadzialo sie w Twojej glowie na co absolutnie lekiem najlepszym jest wlasnie psychoterapia. Leki od psychiatry moga tez pomoc ale tylko fizycznie ukoja skolatany organizm, przytlumia lek, zlosc ale nie zmienia magicznie Twojego sposobu myslenia o samej sobie i o tym ze porzucenie przez faceta nie jest swiadectwem o Tobie. A to jest Twoj najwiekszy problem o ktory trudno obwiniac kogokolwiek, nawet tego kolesia.
Weźmy jeszcze pod uwagę, że przecież była to bardzo niedługa znajomość oraz że Lilika w zasadzie bez podstaw obdarzyła uczuciem kogoś, kogo nawet dobrze nie znała. Jeśli do tego dodać fakt, że tych kilka godzin urosło w jej psychice do rangi czegoś wyjątkowo ważnego, bo nigdy wcześniej tego nie doświadczyła, to mamy bardzo zaburzony obraz relacji. Tak nie wygląda miłość, tak nawet nie wygląda związek, a jedynie krótka, przelotna znajomość, która zakończyła się szybciej niż na dobre zaczęła. Jeśli więc ktoś taki z hukiem zburzył spokój i całe dotychczasowe myślenie o sobie, to coś tu jest mocno nie tak.
130 2020-09-15 17:50:18 Ostatnio edytowany przez liliki9090 (2020-09-15 17:56:28)
Weźmy jeszcze pod uwagę, że przecież była to bardzo niedługa znajomość oraz że Lilika w zasadzie bez podstaw obdarzyła uczuciem kogoś, kogo nawet dobrze nie znała. Jeśli do tego dodać fakt, że tych kilka godzin urosło w jej psychice do rangi czegoś wyjątkowo ważnego, bo nigdy wcześniej tego nie doświadczyła, to mamy bardzo zaburzony obraz relacji. Tak nie wygląda miłość, tak nawet nie wygląda związek, a jedynie krótka, przelotna znajomość, która zakończyła się szybciej niż na dobre zaczęła. Jeśli więc ktoś taki z hukiem zburzył spokój i całe dotychczasowe myślenie o sobie, to coś tu jest mocno nie tak.
Nawet nie on, bardziej moje rozpaczliwe, żałosne zachowanie i miotanie się. Które trwało prawie rok, bo nie umiałam tego zakończyć z godnością, tylko ciągle dawałam szanse, starałam się naprawić. Wyszłam na zdesperowaną wariatkę bez godności. Tego nie umiem sobie wybaczyć.
nie on , tylko moje reakcje. on zachował się jak zwykły facet. ja nigdy wcześniej się nikomu nie narzucałam ani nie zwierzałam. chyba że psychoterapeucie, a to i tak w o wiele mniejszym stopniu.
Nie wolno tak zwierzać się obcym ludziom. A ja poczułam taką bliskość jak nigdy wcześniej. Na początku był opiekuńczy, czułam się bezpiecznie rozmawiając z nim, czułam jego zainteresowanie mną, a tego mi zawsze brakowało.