Czesc Wam Dziewczyny
Egon, gratulacje. Ciesze sie, ze masz chwilke wytchnienia. Ja takiej slodyczy mam na codzien az mi sie uszami wylewa.Zawsze duzo gadalismy przez telefon, a teraz to juz nic innego nie robimy oprucz gadania. Bywa tez i seks przez telefon. Ogolnie marcepan w czekoladzie oblany lodem. Powinnam byc zadowolona, a ja czegos sie doszukuje, czegos pragne, za czyms tesknie, za czyms, czego moj maz mi juz nigdy nie da, za czysta miloscia, prosta, nieskomplikowana, taka, ktora sie nie nudzi codziennoscia, nie szuka wrazen, nie zapomina. Dzis kolejka mojego zycia wjechala na gore, ale to dlatego, ze wczoraj sobie pouzywalam. Powiedzialam wszystko to, o czym mowila Kasia, ze to on jest odpowiedzialny, ze to on ma zone i rodzine, ze nawet nie potrafie jej obwiniac a jemu nie potrafie wierzyc, i nie wierze, ze nie byl podniecony. I tak od slowa, do slowa, wyciagnelam Biblie, zdjecia dzieci i moja obraczke i powiedzialam mu, zeby przysiegal. I przysiagl, z jedna rega na Bibli, ze zdjeciami dzieci w drugim reku, przysiegal zegnajac sie, ze wszystko co mi powiedzial jest prawda, ze niczego nie ukryl, ze juz wiecej nic mi nie moze powiedziec, chyba ze to, co ja bede chciala. Czy wierze? Nie wiem... Trudno w to uwierzyc, ale spedzilismy tyle lat ze soba. Zapytal, czy mi ulzylo. Powiedzialam prawde, ze nie, ale jak cos sie stanie, bede wiedziala, ze klamal. Nie wiem, czy kiedys sie z tego podzwigne. Czy je jestem taka glupia i naiwna, czy on jestb taki s...syn, gdzie jest chocby jakas czesc prawdy? Nigdy sie nie dowiem.