Opowiem Wam historie.
Byla sobie kobieta,ktora pierwszy maz zostawil sama z malym dzieckiem,po trzech miesiacach od slubu.
Lzy,rozpacz,komplenty brak wiary a siebie i swoja kobiecosc. Ale majac lat 20cia pare i male dziecko,czlowiek nie ma innego wyjscia,jak "pozbierac" sie do kupy i isc dalej.
Z czasem oswoilam sytaucje,dziecko dawalo mi duzo radosci i pochlanialo praktycznie calosc mojego czasu.Nie szukalam nikogo, z kim chcialabym wedrowac razem przez zycie. .Bylo kilku mezczyzn zainteresowanych i to bardzo,ale nie mialam ochoty.....Bylo dobrze,tak jak bylo.
A potem zmienilam prace i poznalam jego.Uosobienie spokoju,ciepla,troskliwosci.Taki Pan Niedzisiejszy.On do tej pory twierdzi,ze z kego strony byla to milosc od pierwszego wejrzenia,porazenie piorunem.Strasznie dlugo sie staral .Byl taki cierpliwy,niczego nie przyspieszal,po prostu taki Dobry Czlowiek.
Milos przyszla,a z nia komplikacje.
Od poczatku mowilam,ze nie wchodzi sie do tej samej wody dwa razy.Mowilam,ze nigdy za niego nie wyjde.Zabralo mu to szesc lat,zyby mnie do tego przekonac.Kochalam,powiedzialam tak.Jestesmy malzenstwem od 11tu lat.Przez caly czas zylam w przekonaniu,ze Dobry Pan Bog dal mi tego czlowieka,zeby wynagrodzic mi wszystko,przez co przeszlam.Az do 4go listopada.Nigdy tego nie zapomne,bylam w pracyi nagle poczulam
(nie ubarwiam i nie dramatyzuje),jakby przeszycie strzala.Wiedzialam,przez siedem warstw mojej skory,ze byl z inna kobieta.
Jak zwykle,od 16tu lat przyjechal po mnie do pracy.Na pytanie:" jak ci minal dzien" ,odpowiedzial,ze owszem,dodbrze.Nie wytrzymalam,nastapil wybuch.Powiedzialam,ze wiem,ze byl z inna.Zrobilam to celowo w samochodzie,bo nie mogl od tego uciec.Jego reakcja mnie przerazila.Milalam wrazenie,ze albo dostanie zawalu,albo dosiegnie go wylew.....
Po powrocie do domu wyszlam i chdzilam do 2giej w nocy po opustoszalych ulicach.Nawet mnie nie szukal.
Zajelo mu trzy dni,zeby sklamac.Tak,byl w burdelu,pytal o "uslugi" ale z tamtad wyszedl.Wiedzialam ,ze klamie.Po trzech tygodniach moich blagan ,wymiotow powiedzial,ze byl z prostytutka.Pierwszy i ostatni raz.
Najgorsze bylo to,ze nie moglam z nikim o tym porozmawic.Nie mogalm powiedziec o tym matce,ze wzledu na jej stan zdrowia i fakt,ze ona jest przekonana,ze zlapalam Pana Boga za nogi.Tak, jak wszyscy (wzorowe malzenstwo) I ja tez tak myslalam przez cale 11cie lat.
Nie bede Was zanudzac i zaczne sie streszczac.Po dalszych 3ch miesiacach moich prosb,grozb,wyszlo na jaw,ze ten "sport" UPRAWIA OD 30TU LAT.
Oczywiscie,zapytany "dla czego",jedyna odpowiedzia, jaka otrzymalam bylo "nie wiem".
Przegadalimy chyba ze 4ry doby.
Chodzi na terapie.Mowi,ze kocha i jestem dla niego najwazniejsza. Nie wierze w nic.Kiedy mowi,ze jest sroda,sprawdzam kalendarz......
Probujemy to jakos rozlorzyc na czynniki pierwsze.Boze,jak cizko jest podjac ta najwazniejsza decyzje: dac mu szanse,czy isc osobna droga.
Jestem tak zmeczona....i po raz pierwszy w moim zyciu taka strasznie chuda i taka siwa.
Przepraszam Was wszystkie,ze wylalam to tutaj,ale wierze,ze problem,ktory sie podzielilo,jest polowa problemu.
Jezeli macie podobne doswiadczenia(albo nie),prosze jedynie o opinie,bo wiem ,ze ostateczna decyzja,ktorej tak usiluje nie podejmowac,jest tylko moja
Pozdrawiam goraco