Malina, hmmm wlasnie z jednej strony jade, ale z drugiej czuje jakos tak jakbym jecachela za kare. Boje sie, boje sie byc sama, boje sie co sie bedzie dzialo jak mnie nie bedzie i sama nie wiem jeszcze czego.
Boje sie, ze bede tam w Polsce i bede caly czas myslala.
Powiedz Malina jak u Ciebie, jak sobie radzisz z tym wszystkim.
Powiedz czy doszlas z czym do ladu? czy jest jakas poprawa?
Ja wyjezdzam w poniedzialek.
Napisze napewno swoje przemyslenia, internet bede miala tylko w takiej kawiarni nie tam gdzie bede.
Obawiam sie jednak, ze trzy tygodnie to dla mnie bedzie zbyt dlugo.
Chyba jestem jakas masochistka, boje sie wyjsc na chwilke z tego horroru, nie wiem na czym to polega, ale siedzac w nim czuje sie jakos bezpieczniej niz bedac daleko.
Podobne tematy
Egon, jak ja dobrze znam ten strach......Irracjonalny,paralizujacy,ktory tak obezwladnia.
Pytasz,jak sobie radze,hmmm,zalezy od dnia.
Jak uda mi sie o tym wszystkim nie myslec przez pare godzin,to jestem nieomalze szczesliwa ( ale niestety,zdarza sie to rzadko).
W pozostale dni.....,lepiej nie pytaj.
Staram sie za wszelka cene dojsc do ladu z sama soba i zebrac resztki sil,zeby kompletnie sie nie rozsypac na kawalki.
Powiem Ci dlaczego tkwimy w tym horrorze,bo juz jestesmy z nim "zaprzyjaznone".
Wiem,brzmi absurdalnie,ale taka jest prawda.
Obie boimy sie ruszyc w prawo
(CZYTAJ: zostawic tych popaprancow i zaczac od nowa,bo wiek juz nie ten,lepszy diabel,ktorego znasz) i inne takie brednie.
I boimy sie ruszyc w lewo
(CZYTAJ: zostac z nimi,dac im jeszcze jedna szanse,bo znow nawala,zawioda i znow nas skrzywdza).
Ja coraz czesciej rozwazam opcje zycia w pojedynke.Nie wiem,czy mam na tyle sily i ochoty,zeby sie z tym wszystkim szarpac.............
To spostrzezenie na dzisiejszy wieczor,a jutro pewnie sie to zmieni,bo niestety w dalszym ciagu rozum mowi uciekaj,
a serce podszeptuje zostan i sprobuj raz jeszcze.
Egon,
wiem,ze trzy tygodnie to dlugo,ale podejdz do tego tak; to Twoj czas i tylko Twoj.ODPOCZNIJ!!!
Na to co sie bedzie dzialo podczas Twojej nieobecnosci i tak nie masz wplywu,wiec prosze,nie martw sie na zapas.
Postaraj sie zrelaksowac i wiem,ze bedzie ciezko,ale staraj sie o tym nie myslec.
Baw sie dobrze i do uslyszenia.
Bede tu zagladala,w razie,gdybys mnie potrzebowala.
Pozdrawiam
Malina i inne kobietki.
Dawno sie nie odzywalam, jestem w tej chwili w Polsce, tak jak pisalam.
Wreszcie udalo mi sie z podlaczeniem do internetu.
Myslalam, ze tutaj wypoczne, ale jestem tak zagubiona, jest jeszcze gorzej niz jak tkwilam w tym wszystkim.
Prawde mowiac nie wiem co mam ze soba zrobic.
Wiem, tak, mam czas dla siebie, ale co z tego jak nie wiem co mam z nim zrobic, chyba wroce do domu, ale z drugiej strony mysle ze moze dobrze mi zrobi ta rozlaka. Boje sie jednak, ze on teraz moze robic co zechce, a ja nie mam zadnej wiedzy na ten temat.
Wiem chore jest takie myslenie. Dzisiaj powinnam cos dla siebie zrobic, w koncu mam dzisiaj urodziny, tylko nie wiem co.
To co pisze teraz napewno jest haotyczne, ale tak mam teraz w glowie, jeden wielki haos.
Powiedzcie jak mam przetrwac jeszcze te 1,5 tygodnia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam Malina, Twoja obecnosc bardzo duzo dla mnie znaczy
Egon,
w dniu urodzin,przyjmij prosze moje serdeczne zyczenia.
Zycze Ci tego wszystkiego,czego sama sobie zyczysz.
Przede wszystkim,zycze Ci duzo spokoju, poukladania emocji i wyjscia na prosta!
Jak ja dobrze znam to uczucie totalnego zagubienia.I uwierz mi ,to niekoniecznie zalezy od tego,gdzie sie
w danej chwili znajdujesz.........
Prosze Cie(chociaz wiem,ze to trudne),odpocznij i nie martw sie tym,co on robi.To do niczego nie prowadzi.
Przykro mi Egon,ze moja odpowiedz jest taka lakoniczna,ale od trzech dni siedze w odmetach.
A bylo juz tak dobrze........
Tydzien spokoju,demony jakby przysnely,a ja naiwna,myslalam,ze tak zostanie juz na zawsze.
Myslalam,ze jak zloze pozew o rozwod,to przyniesie mi to jakas ulge.Bede miala bardziej sprecyzowany kierunek
i cel.
I owszem,przez pare dni,a teraz powrot do "normy".
Trzyamj sie i glowa do gory.
To wszysko sie ulozy(jestem tego pewna)
Ja postanowilam odpoczac od tego wszystkiego i w sobote wyjezdzam na tydzien.
Jestem w "dziurze",w ktorej nie ma nawet telefonu,w domu w szczerym polu.
Albo dojde z tym wszystkim do ladu,albo kompletnie zwarjuje.
Do uslyszenia(mam nadzieje)po 21 sierpnia.
Malina , dziekuje za zyczenia, bardzo dziekuje.
Twoja wypowiedz nie jest lakoniczna, zdaje sobie sprawe z Twojego stanu, bo mam to samo. Kilka dni jest dobrze, ale przychodzi moment kiedy wszystko wraca.
Ale powiem jedno, maz wczoraj powiedzial , zebym wracala bo jest mu zle.
Nie wiem czy tak jest naprawde, czy sam nie chce mnie wypuscic z tego wszystkiego, chyba nawzajem jestesmy od siebie uzaleznieni.
Wiec w czwartek wracam, rano wyjezdzam, ale mam jeszcze tydzien dla siebie.
Malina mysle, ze nawzajem mozemy sobie pomoc.
Milo slyszec, ze wyjezdzasz odpoczac, podziwiam, chyba nie dalabym rady, ale Ty jestes silniejsza .
Pisz jak tylko bedziesz mogla
czesc dziewczyny.
czytam wasze posty i płacze... płacze bo spotkało mnie to samo.jestem młodą dziewczyną,nigdy bym niepomyślała że spotka mnie taki ból!!!
to już tydzien od kiedy dowiedziałam się od męża że mnie zdradził!!!! sam sie przyznał ,,bo miał straszne wyrzuty sumienia.zdradził mnie dwa razy,raz jak byłam w ciązy i jak nasz syn miał 2lata....
to już tydzien walki,walki o przetrwanie,dałam nam szanse,poniewaz niepotrafie przekreślić naszych wspólnych 8 lat razem.
mąż mnie zdradził w burdelu!! tak mi wstyd tak mi zle,chciałabym odejsc z tego świata,usnąć i się nieobudzić.
po 8 latach bycia razem wreszcie mój mąż się zmienił,docenił mnie,jesteśmy przyjaciólmi jak nigdy.on bardzo chce być ze mną,żałuje bardzo i kocha.powiedział że jestem wspaniałą kobietą...pytam dlaczego teraz? dlaczego teraz tak czuje...mówi że i w tym ma racje ze nigdy nierozmawialiśmy ze sobą tak szczerze,bo faktem jest że się nam nieukładało,bylismy za granica 4 lata.na zdrade nie ma wytłumaczenia,ale po tym wszystkim jest miedzy nami inaczej.on cierpi i płacze razem ze mną,to nie jest gra,to poprostu czuje,czuje od niego tą miłosc...myśle ze warto sprobowac ,,,czas pokaze czy jestem na tyle silna aby wytrwac.bo jest ok a za chwile dostaje ataku i przed oczami mam jego z inna kobieta.kocham go a zarazem nienawidze.!!! zawsze sobie mowilam ze gdy maz mnie zdradzi to niema przebacz!!! a teraz sama znalazłam sie w takiej sytuacji i co ?... niewyrzuciłam go z mego serca choc tak boli tak mocno krwawi serce:(((( czy musiało do tego dojsc żeby on sie zmienil,teraz mnie kocha,mowi ze chce dozyc ze mna starosci ,,chce miec córeczke i jest ze mna szcześliwy,załuje tego co zrobił mi 2 lata temu.myśle ze to jest szczere,czuje to. ale nieobiecuje mu ze dam rade,jest to bardzo świeze... czas pokazee...
Witaj Agnieszkao, bardzo Ci wspolczuje, bo dopiero wchodzisz na ta smutna droge ratowania swojego malzenstwa. Uwierz mi, bedzie dluga i nie wiem, czy kiedys sie skonczy. Mnie maz zdradzil po 18 latach malzenstwa, 19 bycia razem. W sposob dziwny, zenujacy, niewytlumaczalny. Bylo to rok temu. Do dzisiaj emocje klebia sie we mnie, gotuja jak lawa pod wulkanem i co jakis czas wybuchaja strumieniami ciezkiej depresji. Nie potrafie tego zrozumiec, nie potrafie sie z tym pogodzic, nie potrafie tego wybaczyc. Dalam szanse, ale to raczej szansa dla mnie, zebym nie musiala zalowac, zastanawiac sie ,czy dobrze zrobilam odchodzac, nie wyobrazac sobie jak uklada sobie zycie z inna, ale tez nie wiem, czy dam rade. Trzy dni temu powiedzial, ze dziekuje mi ze pozwolilam mu zostac, a raczej ze mnie nie stracil. Ale ile mnie stracil wiem tylko ja. Tak, kocham go nad zycie, ale juz zupelnie inaczej. A moze to tylko jest szacunek dla tych wspolnie spedzonych lat, moze tylko swiadomosc zlozonej przysiegi malzenskiej. Czasem jeszcze udaje mi sie poczuc ta czysta, niczym nieograniczona, niemalze balbochwalcza milosc, ale bardzo zadko. To, co kiedys dawalo mi sile do zycia, z czego czerpalam niewyobrazalna energie, dawalo mi spelnienie, dzis jest tylko przyjemne. Kiedys, zasypiajac przytulona do jego plecow, czulam sie bezpieczna, jakbym po ciezkim dniu przybila do upragnionego portu. Dzis tylko czuje cieplo i ciezar otaczajacej mnie reki. Moze jeszcze kiedys wroci, to co bylo, choc nie ludze sie. Czeka Cie, jak wiele z nas tutaj, zycie w cieniu zdrady, obecnosc tej swiadomosci w kazdej chwili dnia i nocy, obrazy w Twojej glowie, ktore dlugo nie beda mogly zniknac. Ciezka droga przed Toba i nikt nie powie Ci, ze warto. Zrobil to dwa razy, wiele dziewczyn jest zdania, ze kto odwazyl sie raz, bedzie mial na swoim koncie nastepne. Dzis sie tego nie boje, wiem ze kolejny raz to po prostu dyskwalifakacja, calkowita, bo juz nawet chyba we mnie nie byloby nawet garsteczki uczucia, ktore kazalo by mi walczyc. Teraz on mowi kocham, ja mysle, aco robiles do tej pory, mowi, to nie mialo znaczenia, a ja - to dlaczego tak boli, on - jestes pierwsza i ostatnia kobieta mojego zycia, ja - szkoda, ze nie jedyna, on - chce sie z toba zestarzec, ja - ciekawe, czy straczy ci wytrwalosci... I tak w kolko, kazde slowe jak ironia i jak cios wymierzony prosto w serce. Czy powiedzial Ci dlaczego to zrobil? Czy tylko przepraszam, wiecej nie bede? Moj walczy juz rok, jest przeslodki, nawet w narzeczenstwie taki nie byl. Szkoda tylko, ze juz nie robi to na mnie wrazenia, ze juz nie potrafie sie tym cieszyc. Prubuje zebrac do kupy resztki moich uczuc i cieszyc sie nimi, cieszyc tak dlugo jak sie da. Z tego co piszesz, jestes bardzo zraniona, a jest to jedna z najpaskudniejszych ran, nie goi sie , nie zarasta blizna, roztwiera sie co chwila, saczy i ropieje. Sama nie wiem, ile bede potrzebowac czasu, zeby z czystym sumieniem moc powiedziec, ze bylo warto przejsc przez ta meczarnie, dac ta szanse. Abys Ty szybciej poukladala swoje uczucia i mogla cieszyc sie od nowa swoim malzenstwem. Im wiecej z nas da rade, im wiecej z nas odzyska spokoj, milosc, tym wiecej bedzie wiadomo, ze warto.
Witam aga333 dziękuje że napisałaś . masz całkowitą racje ,ze tego się nigdy niezapomni:( ta rana będzie otwarta całe życie.boję się,że znów mnie zdradzi,chociaż zapewnia że nie! ale po tym wszystkim zaufanie do tego człowieka niewróci.Pytasz czy powiedział mi dlaczego? tak powiedział...źle mu było ze mną,ja po porodzie bardzo się zmieniłam,dla mnie sex mogł nieistniec! szczerze niechciało mi się kochać,i myśle że to było przyczyną zdrady.jak kazdy facet potrzebuje seksu,ja mu go niedałam.miałam cięzki porod kleszczowy,bardzo to przezyłam.po drugie myśle ,że on niebył na tyle dojrzały aby mnie zrozumieć! przed ślubem kochaliśmy się po kilka razy dziennie,ja po porodzie sie zmieniłam.nietłumacze sobie tego że to moja wina,ze to ja! jeżeli człowiek jest nieszczęsliwy to powinien odejść,zawsze tak uważałam,"źle ci to odejdz a pozniej idz do innej" a zrobił odwrotnie.szczerze w tej chwili niema znaczenia czy zrobił to 1 czy 2 razy,,,teraz niemyśle o tym... ZROBIŁ TO!!!! i to boli. tylko pytam go jak mogłeś się tak ponizyc ,tak nisko upaść aby iść do burdelu,gdy sie o tym dowiedziałam miałam odruchy wymiotne:( te kobiety są brudne,wszyscy je pier... to jest przerazające.pytałam go i wyzywałam czy dobrze ci było z taką kur.. a on że NIE. jak on mógł dotykać inną!! BOŻE JAK TO BOLI!!!!!!!! zastanawiamy się nad terapią,myślimy o tym aby iść do psychologa,niewiem czy to cos zmieni.
Dałam mu szanse,obiecał że jej niezmarnuje...jest teraz człowiekiem cudownym nawet lepszym niz przed ślubem...pytam dlaczego? dlaczego musiało dojsc do takiej tragedi aby wreszcie docenić...czuje się jakbym była z nowym człowiekiem. jakie to straszne uczucie KOCHAĆ I NIENAWIDZIEĆ! patrze na niego w jego oczy mam ochote dać mu w morde....ale nie. dlaczego miłość jest taka wielka? dlaczego kocham go tak bardzo że jestem w stanie żyć z nim po tym wszystkim...myśle sobie jestem głupia nierob tego,odejdz!! a pozniej mowie sobie dam rade,musze bo... kocham go.
1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
Ciesze sie Agnieszko, ze odnajdujesz swoja milosc. Ja do dzisiaj, mimo ze cudowna przemiana mojego meza trwa juz rok, mam wrazenie, ze to fikcja, ze ktoregos dnia otworze oczy i zobacze mojego meza z inna. Albo zwyklego dupka, ktorym zdarzalo mu sie byc, albo kogos calkiem mi obcego i obojetnego. Najbardziej boli mnie to, ze jak chcialabym pozbyc sie jej z mojego zycia, to musialabym pozbyc sie tez i meza. Dziekuje za Twoje piekne slowa, za to ze, przypomnialas mi, czym jest milosc. Nie przejmuj sie mna dzisiaj, to tylko jeden z gorszych dni. Jutro znow bede go kochac nad zycie, jutro nie bede miala odruchow wymiotnych na jego widok, jutro znow bedzie najwazniejsz w moim zyciu.
Agnieszko, rozumiem Twoj bol, swiadomosc, ze on dotykal inne jest nie do zniesienia, wiem. Jakakolwiek bliskosc przywoluje ta swiadomosc i wtedy jest blokada. Tym bardziej , ze to nie byly kobiety, tylko tak wygladaly, a w srodku jedno wielkie g............no.
Jak dwa tygodnie temu wyjezdzalam do polski, moj moz obiecal, ze to koniec, ze mnie kocha i nie moze bezemnie zyc. Jak bylam w domu faktycznie bylo oki i mialam nadzieje, ze tak pozostanie, ale ledwo wyjechalam, sprawdzilam jego poczte ( on nie wie , ze mam haslo) i co?
I dowiedzialam sie , ze byl na czacie , nawiazal kolejny romans, pisal z nia , wysylala mu zdjecia bynajmniej nie paszportowe, a on prosil o wiecej.
Wyslalam na swoja poczte , ta "korespondencje" i zrobilam awanture oczywiscie. Musialam zastosowac fortel, ze niby on przez przypadek wyslal ja do mnie zamiast do niej. Nie jest biegly w komputerach, wiec to dziala. Nie jest biegly, ale szlajac sie po czatach i romansowac z roznymi zdzirami potrafi cholera.
Znowu obiecal, ze to koniec, przyznal, ze ma problem i twierdzi ze nie wie laczego to robi, nie wie rozumiecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Uzgodnilismy, wlasciwie on zecydowal, ze pojdzie na terapie, bo tak dluzej zyc sie nie da.
Nie mam juz sily, jestem tak slaba.
W czwartek wracam do domu, powiedzcie mi prosze, co wam przychodzi do glowy, jak mam sie zachowac, kocham go, ale musze przeciez wyciagnac jakies konekwencje, zeby nie myslal, ze zrobil , przeprosil i jest oki, do nastepnego razu.
Pomozcie mi.
Jzedze do Polski autem sama i wracam sama, to jest 14 godzin jazdy, wiec bede miala duzo czasu na przemyslenia, boje sie, ze im bede blizej domu, tym bede bardziej zdenerwowana.
Juz nie mam sily
wiecie co! facet to świnia! i powiem wam że do głowy przychodzą mi różne myśli...
żeby zrobić to co on!
tylko chyba nie ma to sensu,ale jednak myśle o tym...
jest mi bardzo cięzko:((( chodzę po domu i niewiem co mam robić,tylko mysle i myśle.
egonschiele Bardzo ci współczuje,szczerze niewiem co ci doradzić? to zalezy wszystko od siły Twojej miłości... Ja swojemu męzowi już nigdy nie zaufam,chociaż on obiecuje.Ale po takim czymś już nigdy nie bedzie tak samo,niestety:(
ja przezywam cos podobnego choc nprawde nie wiem co o tym myslec.prztpadkiem przeczytalam sms napisany przez niego do jakiejs na portalu randkowym ze jest ze mna bo nie moglby zyc bez dzieci.ale to niby zabawa .dla mnie pierwszy szok po 11 latach.myslalam ze jestesmy dwiema polowkami jablka co za bzdura. telefon chowany przedemna. po roku mail ze jakas suk... jest zamyslona i rozkojazona w zwiazku z nim i on piszacy potajemnie .niby nic sie nie dzialo ale po tym jak przeczytalam jednego meila on sie wkurzyl bylo wiele cichych dni i dystans. on zrobil sie podejrzanie mily i niby jest ok ale juz nigdy mu nie zaufam i czuje sie pusta w stosunku do niego i jego kocham nie robi juz na mnie wrzenia
Szczerze dziewczyny, ja tego nie ogarniam ...Nie potrafię zrozumieć-jak można iść do burdelu, zapłacić drugiemu człowiekowi by się poniżył, uprzedmiotowił, sponiewierał-wyjść stamtąd i położyć się obok żony, która mówi "kocham cię"...i żyć jak by się nic nie stało...kim trzeba być żeby móc tak funkcjonować...potworem? A potem w ramach poprawy samopoczucia (bo jakieś zdychające sumienie kwiczy) iść powiedzieć kobiecie, która rodziła mu dziec,i że waliłem inną jak mięso...ale ciebie kocham...czy ci faceci nie mają honoru, godności, szacunku do rodziny i samego siebie, czy ich można jeszcze nazwać mężczyznami? czy tylko słowo "śmieć" pasuje?
Agnieszko...to, że nie miałaś ochoty na seks po ciężkim porodzie jest normalne...i nie daje mu powodu do zdrady-bo sądzę, że gdyby twój facet dochodził do zdrowia po trudnym zabiegu i wymagałoby to rezygnacji z seksu przez dłuższy okres czasu-to nie biegła byś do innego...tylko opiekowała byś się mężem. Przecież po takim czymś nie ma już normalnego życia...można związek sklejać rok, dwa, dziesięć...tylko czy oni są warci tego by z nimi być? Niedawno moja ciocia zostawiła męża, który też był kur..rzem - najpierw zamieszkała w innym pokoju, dała sobie czas by przemyśleć czy zostać czy odejść- jednak ból i obrzydzenie nie dawały jej spokoju- spakowała siebie i córkę i odeszła- bez słowa- pytałam się jej czy nie żałuje-tyle lat razem no i dzieci - mówi, że nie dała rady sobie z tymi sprzecznymi uczuciami (miłością, żalem, nienawiścią) i woli być sama - bo nareszcie ma od tego co się stało święty spokój. Nie mówię, że też powinnaś odejść, ani zostać...to już twoja decyzja - ja ci życzę dużo siły, cokolwiek postanowisz.
Tak jutro w nocy jade do domu i naprawde nie wiem jak sie zachowac po powrocie do domu.
odam , ze przyznal sie, ze pisal z nia takze na gg i sms, no bo przeciez co mial zrobic jak podala mu telefon, no nie mial wyjscia przeciez.
Wlasnie przez takie zdziry moje i Wasze dziewczyny zycie jest takie jakie jest.
Ona ma meza i tez go oszukuje.
Nie , nie twierdze, ze mezczyzni sa bez winy w takiej sytuacji, ale nie moge sie oprzec wrazeniu, ze najgorsze rzeczy robia sobie kobiety nawzajem.
Chcialabym tylko aby ktoras z Was napisala mi jakby sie zachowala w tej sytuacji, macie doswiadczenie, ja tez wiem, ale opinia innych zyczliwych dziewczyn bardzo by mi pomogla.
Jestem zagubiona i nie mam sily, jak mam zareagowac jak zajade.
Z jednej strony bardzo tesknie i rzucialabym mu sie na szyje, a druga czesc mnie czuje odraze do tego wszystkiego
"moj moz obiecal, ze to koniec, ze mnie kocha i nie moze bezemnie zyc. "
porażka ten twój mąż- wystarczy, że się odwrócisz, znikniesz na chwilę a te obietnice tracą dla niego wartość...jak widać żyć bez ciebie też umie - zawsze nawiąże nową znajomość, która go pocieszy kiedy akurat ciebie nie ma - a czy kocha ...nie wiem,...wiem tyle, że zdradza cię emocjonalnie i nie szanuje. Teraz pewnie cię przeprosi, obieca poprawę, powie że kocha...a za kilka dni, tygodni znów dostaniesz "nożem w plecy"...zrób jak uważasz, ale szczerze wątpię, że nagle stanie się szanującym ciebie, wiernym mężem...w końcu tyle "atrakcji" na niego czeka..i chyba on wybrał już co dla niego ważniejsze.
ja mam podobne doswidczenia wybaczylam raz i poeiedzialam ze wiecej szans nie ma. ale traz po latach znowu podejrzewam zdrade tylko ze maz sie pewnie do tego nie przyzna. wiem ze mnie oszukuje i jak zaczelam otym mowic ze go sprawdzilam byly afery. potem zaczelam go olewac do granic mozliwosci,to bylo straszne.po kilku tygodniach tak po prostu z dnia na dzien cos sie w nim zmienilo jakby na wszystkim zaczelo mu zalezec i przyznal ze myslal ze to koniec.codziennie po kilka razy mowi ze kocha,ale juz mu nie wierze.slowo-kocham nie ma juz dla mnie znaczenia. nadal przylapuje go na klamstwach.nienawidze go a w moim sercu jest tylko pustka. zranil mnie i juz nigdy mu nie zufam.jestem z nim tylko dla dzieci.nawet nie potrafi byc ze mna szczery. nic nie boli tak jak zycie.
jak facet zrobi cos raz za plecami to bedzie probowal a niktore baby to prawdziwe zdziry przez ktore trzeba cierpiec. ta ktorej namietne meile odkrylam do mojego meza ma dziecko i meza ktorego oszukuje-suka.a mojemu malzonkowi pwnie jej zal za nieudane zycie w zwiazku i sie tak zlitowal. co robic jak z tym dlej zyc?czuje ze jeszcze troche i cos we mnie peknie mam juz dosc...................
desperatka przykro mi że tak cierpisz:( jestem w stanie Cię zrozumieć,bo sama doświadczyłam zdrady od ukochanej osoby.
dopiero na tym forum uświadomiłam sobie jak wiele kobiet cierpi!!!
Mój mąż też obiecuje,ale wiem że juz nigdy mu nie zaufam,pod tym względem jego słowa są dla mnie jak powietrze...Zdradził mnie 2 razy !
Masakra!!
Powiedziałam sobie ,że gdy nie wytrzymam i się rozejdziemy ZOSTANE LESBIJKĄ!!! bo każdy facet to świnia!
Pozdrawiam i życzę wytrwałości i duzo siły!!!
AgnieszkaWroc, mam nadzieje, ze ta wzmianka o zmianie orientacji to tylko zart. Wiem dokladnie co cie boli, zreszta jak kazda z nas na tym forum. Mimo wszystko wierze, ze gdzies jest taki facet, na ktorego zasluguje, ktory najpierw bedzie myslal o mnie, dopiero pozniej o sobie, ktoy zamiast rozlaczyc telefon, bo powiem cos nie tak, powie - czemu mnie ranisz, przeciez tak cie kocham, ktory poda mi kapcie, bo wlasnie weszlam do domu, ktory przytuli mnie, kiedy zywam naczynia, bo wlasnie akurat przechodzi obok mnie, ktory wezmie mnie za reke, kiedy ogladamy razem film, ktory przyniesie ciepla herbate, kiedy boli mnie glowa, ktory zadzwoni w srodku dnia, tylko po to, zeby uslyszec moj glos i zrobi to wszystko, nie po to, zeby zmazac winy, zamydlic oczy, tylko dlatego, ze kocha mnie tak bardzo, jak ja jego, ktory spojrzy w moje oczy i bedzie tam widzial tylko troske i milosc do niego, a nie bol i rozczarowanie. Myslisz, ze to moga byc jeszcze nasi mezowie?
aga widzisz pomimo , ze ja jestem mlody robie to wszystko czego ty pragniesz....i co z tego??skoro istnieja kobiety ktore tego docenic nie potrafia.....ktorym to nie wystarcza
151 2010-08-21 17:48:21 Ostatnio edytowany przez aga333 (2010-08-21 17:48:51)
Tez zaluje, ze ludzie mijaja sie jak pociagi we mgle. Przez krotka chwile sa tak blisko, a potem dystans tylko sie zwieksza. Tak sobie mysle, ze ja mialam ogromni duzo szczescia, w koncu pociagi moj mojego meza mknely obok siebie przez 18 laPrzeciez moglo byc inaczej. A mozet. To kawal czasu. Dla mnie wciaz jednak za krotko. Przeciez moglo byc inaczej. A moze jednak nie?
Czy uważacie, że takie objawy jak: bardzo częste oglądanie pornografii (od młodzieńczych lat przez około 4 lata) w ukryciu przed swoją partnerką oraz masturbacja podczas tych seansów to są wystarczające znaki aby nazwać kogoś seksoholikiem? Czy takie zachowania mogą świadczyć o tym, że mój partner wykazuje inne zachowania o których jeszcze nie wiem, np podwójne życie?
Agnieszka321,
niestety ,zadna z nas nie jest ekspertem w tej dziedzinie.
Wrzuc na google seksoholicy i poczytaj.
Tak,jak we wszystkich uzaleznieniach,to indywidualna sprawa.
Niektorzy wpadaja w alkoholizm po 3 piwach dziennie,inni potrzebuja butelki wodki,zeby osiagnac ten sam efekt.
Mam nadzieje,ze to nie dotyczy Ciebie bezposrednio..................
Jezeli jednak to niestety stalo sie Twoim udzialem, coz dziewczyno,uciekaj,i to szybko,bo to rownia pochyla!!!!
To zawsze,niestety dziala tak samo................. ,z czegos bardzo zlego,przeradza sie w cos jeszcze gorszego
Nigdy nie win siebie,bo to nie tak funkcjonuje......
Pozdrawiam Cie goraco
załóżmy, że to nie jest seksoholizm - tylko uzależnienie od pornografii... Uważacie, że od razu powinnam od niego odejść?
Rozmawialas z nim? Co powiedzial, moze to jeszcze nic strasznego?
aga333 i malina - choć noszę coś w majtkach nie w staniku, czytając Wasze posty czuję się jakbym pisał je sam, też staram się, kocham, nienawidzę i czekam. czytałem artykuł - moją pierwszą myślą było za......ć sk.....a je......o w d.....ę tak jak stoi. Teraz chyba wyślę padalcowi prezent, tylko nie wiem co?
agnieszka321 - Twój facet nie jest jeszcze stracony. po mojemu:może miał przed Tobą dziewczynę która dała mu dużo wrażeń łóżkowych ale nic więcej. On Cię kocha bo dajesz mu coś ważniejszego, tylko nie wie jak przejść od fantazji do czynów (jednocześnie szacunek i wstyd przed Tobą). Pogadaj z nim o fantazjach erotycznych, "rozjedz "go w łóżku i nie tylko pare razy i powiedz "żeby się trochę postarał bardziej". trochę wyobrażni dziewczyno! zobaczysz jak to zadziała. daj Wam trochę czasu(parę miesięcy) i jeśli nie przestanie tego robić - powiedz że odchodzisz i dlaczego konkretnie. inaczej wpędzisz się w kompleksy i sama coś zrobisz głuupiego. zrób to dla siebie - ty sie z tym męczysz. on robi sobie sam dobrze!
Witam Was dziewczyny i chlopaku
Jestem w domu, musialam sie pozbierac przez dobre pare dni.
Juz nie wiem co mam z tym wszystkim robic, nie bylo mnie te prawie trzy tygodnie i to co odkrylam po powrocie wstrzasnelo mna okrutnie.
Pisalam wczesniej, ze moj maz na czacie w trakcie mojej nieobecnosci poznal nowa zdzire.
Okazalo sie , ze rozmawial z nia do 3 w nocy na gg i przez telefon, uprawial z nia cybersex, ba nawet planowali dziecko miec, zalosne.
Zostalam histerii, bo ona pisala smsy o 1 w nocy, dzwoni do niego, on sie miota.
Najbardziej bezczelne jest to, ze powiedzial mi , ze to sie juz powoli konczy bo ONA!!!! powiedziala, ze to nie ma sensu.
Powiedzialam , ze ona jest nikim i nigdy nie powinna sie miedzy nami pojawic i nie ona powinna o niczym decydowac.
Powiedzial, ze nie uwaza tego za zdrade, bo przeciez nikogo nie dotykal. I na dodatek on sam to zalatwi, bo to nie moja sprawa.
( Skad moge wiedziec)
Jak przjechalam natychmiast chcialam jechac spowrotem, zabral mi kluczyki, telefony i pieniadze, powiedzial ze za nic w swiecie mnie nigdzie nie pusci.
Nie mam juz sil, siedze w domu, patrze w sciane i nie wiem co mam robic, nie wiem.
Gdybym mieszkala w Polsce, moze byloby mi latwiej.
Wszystko nie ma sensu
158 2010-08-27 10:05:20 Ostatnio edytowany przez aga333 (2010-08-27 10:07:03)
Wiesz co Egon? Mysle, ze powinnas zalozyc zaje fajna bielizne, ubrac sie sexi, potem przy swoim chlopaku na lozku powleczonym w jakas ciemna atlasowa posciel- ciemno niebieska lub w kolorze wina, przy swoim chlopaku, patrzac mu prosto w oczy, powinnas sie powolutku rozebrac, tak aby pozostac w samej bieliznie i ponczochach, polozyc sie na lozku i wijac sie zrobic sobie dobrz raczka, a potem ubrac sie i wyjsc. Potem wyslac mu smsa, ze zaslugujesz na to, aby on kochal ciebie conajmniej tak, jak Ty kochasz siebie sama. Jesli nie potrafi, niech znika w matrixie. Zrozumialam to dopiero po roku od zdrady, jestaem zaje....sta kobieta. Nie dlatego, ze jestem super ladna, bo nie jestem, nie dlatego, ze jestem super zgrabna, bo nie jestem, nie dlatego, ze jestem supr madra, bo nie jeste, ale dlatego, ze jestem szczera, prostolinijna, mam wielkie serce, jestem wielkoduszna, wspolczujaca, wybaczajaca, potrafie kochachac oddajac cala siebie, nie mam sklonnosci do matactwa, a moja wade (ze zapominam o trym, ze mam swiete prawo wymagac tego samego, co sama daje)n bardz latwo wyprostowac. Dzis rozumiem, ze z nim czy bez niego dam rade, moze bedzie ciezko, moze bedzie smutno, ale dam rade, bo jestem zaje...sta. I jesli on tego nie doceni, napewno znajdzie sie ktos, kto to zrobi. TY tez jestes ZAJ....STA.
Dupekdo2, powiel historie na tym forum, podziel sie z nami swoja. Dopoki nie powiesz dokladnie w jakiej jestes sytuacji i co Cie spotkalo, nie bedziemy mogli Ci doradzic w kwestii prezentu.
159 2010-08-31 00:24:08 Ostatnio edytowany przez malina5512 (2010-08-31 00:43:24)
Egon,
strasznie mi przykro !
Mialam nadzieje,ze przez te trzy tygodnie odpoczniesz i nabierzesz dystansu.
I wierzylam to,ze Twoj partner zrozumie,co mogl stracic.
Nie wiem,ci Ci powiedziec,oprocz tego,co chyba jest prawda,co mowia.. mozna zjesc beczke soli z facetem,a prawdy
i tak sie nie dowiemy.
Trzymaj sie kobieto i z czalego serca zycze Ci podjecia wlasciwej decyzji TYLKO DLA CIEBIE.
Dziekuje Malina
Decyzji? wlaściwej?
Ja juz nie wiem, czy jestem w stanie podjac jakokolwiek decyzje, a co dopiero wlasciwa.
Jest dla mnie mily, poswieca mi czas i widzi, ze jestem posepna, poprostu nic nie mowie, bo slowa nie moge wydusic jak go widze.
Napisalam do niego email, ale nie przeczytal, ba nawet boi sie go otworzyc, wiec napisalam list i wreczylam mu go przy stole, mowiac, ze nie odejdzie az go nie przeczyta.
Napisalam
Nie zalezy Tobie na mnie ( twierdzi ze zalezy mu najbardziej na swiecie ), bo :
- w obliczu tego co sie wydazylo ( zdrada) dalej mnie oszukujesz,
- nie masz zamiaru zerwac kontaktu z ta baba , ktora sobie znalazles,
- wykorzystujesz moje uczucie i myslisz, ze cokolwiek zrobisz i ile bedziesz mnie ranil i tak bede z Toba,
- robisz wszystko, zeby mnie stracic,
- bo Ci nie wystarczam
Chce wiedziec, czego oczekujesz, bo nie mam zamiaru dzielic sie Toba z nikim.
Chce wiedziec na jakich zasadach mam z Toba byc.
Jezeli na takich jak do tej pory, to nie zgadzam sie.
Nie bede dluzej tolerowac :
-zdrady
-klamstwa
-oszustwa
-innych miedzy nami
Nie chce dalej horroru.Mniej cywilna odwage powiedziec, czego chcesz.
Dodam, ze nie odzywam sie juz dwa dni, on wie ze mam dosc.
Wiecie co zrobil, zeby mi bylo lepiej i zebym niej cierpiala? nie nie poprawil sie, nie rozmawia, nie przestal oszukiwac.
Poprostu jak jedzie do pracy chowa komputer!!!!!!!!
Tak to wlasnie jest najlepsze wyjscie z sytuacji i tym samym udowodnil, ze ma cos do ukrycia, bo po co chowac komputer jak nie ma sie nic do ukrycia.
Nagroda za wspaniale wybrniecie z sytuacji powinna byc adekwatna, tylko nie wiem jaka, macie jakis pomysl?
Egon,
po pierwsze - duze brawa za zdecydowanie i to podane w tak swietnej formie!!!
po drugie - " " za jasne sprecyzowanie,czego nie bedziesz tolerowala!!!
po trzecie - to odebralo mi mowe,bo coz mozna powiedziec o jego zachowaniu!!!!
Z jednej strony,mowi,co mowi,poswieca Ci czas,a z rugiej.....no wlasnie.....
Pomyslu w tej chwili nie mam zadnego,bo po prostu wbilo mnie w fotel.
Zycze i Tobie,i sobie,zeby wreszcie stal sie cud i niech ta chora sytuacja sie juz wreszczie skonczy,obojetnie w ktora strone!
Dlaczego nie mamy sily,zeby dupka kopnac w d....pe i zaczac wszystko od nowa,na naszych warunkach?
Pozdrawiam Cie goraco,trzymaj sie i daj znac czy cos ruszylo do przodu
Dziekuje za slowa uznania, sa dla mnie bardzo wazne, bo trudno mi o zdecydowanie, ale widzisz Malina do jakiej desperacji zostalam doprowadzona.
Zobaczymy co sie wydazy, powiem na biezaco, nie dlatego ze chce zmuszac Was i Ciebie Malina do sledzenia mojej historii, ale dlatego, ze to ciekawy przypadek i moze komus sie przydadza takie informacje pt " obsluga faceta"
Przepraszam , ze ironia przezemnie przemawia, ale juz mam tak dosc, ze sama chyba nie potrafie reagowac prawidlowo.
On w dalszym ciagu jest przekonany, ze niczego zlego nie zrobil, eh
AAAAAAAAAA, jeszcze o jednej bezczelnosci nie napisalam, powiedzial, zebym byla spokojna bo to sie juz powoli konczy!!!!!
to - czytaj , znajomosc z ta baba.
Wiecie co mam ochote zrobic? namieszac jej troche w zyciu, tak jak ta szmata miesza w moim, zadzwonic do niej do domu i wszystko powiedziec jej mezowi, jaka ma puszczalska w domu, mysle ze nie bylby zadowolony.
Ale z drugiej strony, ambicja mi na to nie pozwala, rozmawiac o tej szmacie.
A z reszta, co to za roznica, nie bedzie ta , to bedzie inna, przeciez takich zdzir jest pelno, szkoda, ze tak malo jest wartosciowych.
Egonschiele ...co do zdzir...to bez obrazy, ale myślę, że największą jest twój mąż. Ja bym mu ten komp zabrała, zgrała wszystkie jego wypociny itd...i wniosła spr. o rozwód- ty będziesz na rzęsach stawać, pisać do niego, rozmawiać, prosić ..a on ...powoli kończy romans- kończy to się powoli wasze małżeństwo- b0 twój mąż to chodzący bezmózgi penis (przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony) żal...
Egon,
nigdy,przenigdy nie znizaj sie do tego poziomu!
Niczego nie osiagniesz,oprocz watpliwej,chwilowej satysfakcji.
To on w koncu musi dorosnac i zrozumiec,o co mu w zyciu chodzi.
Zastanow sie,jaka opcja jest najlepsza dla CIEBIE.
Alexytymia,
mam wrazenie,ze albo jakis mezczyzna skrzywdzil Cie tak bardzo,ze ziejesz jadem (mam takie wrazenie po przeczytaniu wiekszosci Twoich postow),albo jestes tak zagorzala feministka,ze z gory uwazasz ich za gorszy gatunek(z czym,czytajac wiekszosc wpisow,trzeba sie zgodzic)
Alex, tez mam takie wrazenie jak Malina, ale nie moge sie tak do koncza nie zgodzic z tym co napisala Alex, moze dlatego, ze jestem teraz w takim stanie?
Nie moge podjac zadnej decyzji,
przestalam miec zdanie na jakikolwiek temat,
nie moge racjonalnie myslec i funkcjonowac,
nie potrafie sobie poradzic sama ze soba,
nie moge sie zmusic do jakiegokolwiek dzialania,
juz nawet nie potrafie miec emocji.
Czy to jest normalne?
Nie to juz jest chore.
Widac, osoby takie jak ja, uczciwe wobec kogos kogo kochaja nie sa w cenie, bo wystarczy , ze zrobie jakikolwiek ruch zeby odejsc, on goni kroliczka, dlaczego? bo czuje ze ucieka.
Nie wiem jaki mam zajac stanowisko.
Powiem Wam dla ciekawosci ciag dalszy z wczorajszego dnia.
Wieczorem przeczytalam smsy, ktore do niej pisal w ciagu dnia.
1. Chce byc z Toba w piatek na gg ( dlatego w piatek , bo wie ze musze wyjechac i wroce dopiero w sobote)
2. Mysle o tobie jak sie budze, mysle jak zasypiam, mysle w ciagu dnia i czekam na twoj sms, nie moge bez ciebie funkcjonowac.
3. we wrzesniu jade do polski i bardzo chce sie z toba spotkac.
Powiedzialam, ze to czytala, twierdzi, ze to tylko takie pisanie, ze nie ma zamiaru sie z nikim spotykac i nigdzie we wrzesniu nie jedzie.
I nie rozumie dlaczego traktuje to jako zdrade, przeciez tylko pisal.
I nie ma to zadnego znaczenia, ze tylko ja sie licze, haha
Jak mozna pisac takiego rzeczy do kogos i twierdzic, ze to nie ma znaczenia, albo jestem glupia, albo mam zwidy.
Malino...żaden mężczyzna mnie nie skrzywdził (na szczęście), sama żyje ze świetnym facetem i nie mieści mi się w głowie to co zrobili wam mężowie...nie jestem też ziejącą jadem feministką, po prostu wkurza mnie to , że można tak krzywdzić 2 człowieka, tak go upokarzać, zadawać mu tyle cierpienia ( to samo tyczy się kobiet raniących w okrutny sposób swoich partnerów). Może zbyt ostro pochodzę do tych spraw, a może wy nie dość ostro? nie wiem...Żal mi kobiet które latami tkwią w chorych związkach, ja mam szczęśliwy dom, tatę który moją mamę "nosi na rękach" już 29 lat i jak widzę jak żyją kobiety zdradzane, nieszanowane przez mężów, poniżane to mi ich żal, żal że tkwią w takich toksycznych związkach, często naiwnie licząc na zmianę partnera- a ich życie mija i nie ma w nim szczęścia, miłości , zaufania...tylko tyle lęku i smutku.
Nie uważam mężczyzn za gorszy gatunek, ja po prostu nie znoszę ludzi (kobiet i mężczyzn) którzy świadomie, niszczą innym życie, rujnują komuś psychiczne i fizyczne zdrowie., dla zabawy, rozrywki sprawiają że komuś pęka serce...tak masz racje takich ludzi nie znoszę i jestem wobec nich może zbyt szczera...Może czasem za mocno "wczuwam" się w czyjąś sytuację ( jeśli was to wkurza ok , nie będę:) ) , ale może dzięki temu ktoś ocknie się i zrozumie, że w martwym związku nie warto tkwić, nie warto dawać "tysiąca" szans, nie wartko godzić się na takie życie....a czasem warto zawalczyć o swoje szczęście i zostawić to co złe za nami. Jeśli zmian na lepsze nie ma ...mimo próśb, dawania szans, mimo łez...to czasem trzeba powiedzieć sobie dość. Taki mam charakter, ale nie raz znajomym, przyjaciołom otworzyłam oczy, zmusiłam ich do zastanowienia się nad daną sytuacją i do zmiany jej na lepsze, do podjęcia trudnych kroków, do zawalczenia o samego siebie i nie raz słyszałam później "dziękuje".
Alex, podziwiam Cie. Wszystko co piszesz to prawda.
Masz racje.
Ja nie jestem tak silna i stanowcza.
Pogubilam sie w tym wszystkim i nie potrafie w tej chwili racjonalnie myslec.
Ale wiem, ze musi uplynac troche czasu i zaczne myslec racjonalnie, tylko nie wiem kiedy to nastapi.
Nieraz mysle, ze to wszystko mi sie sni, ale wiem ze to chyba samoobrona, zeby do konca nie zwariowac.
Naprawde szczerze podziwiam takie kobiety jak Ty i duzo bym dala zeby taka byc
ALE NIE POTRAFIE TERAZ
nie mam sily
Axytymia,
to ,ze wczuwasz sie w czyjas sytuacje nie jest bledem.
Wyjasnilas swoj punkt widzenia i zrobilas to bardzo celnie i obrazowo.
A ze stwierdzeniem : "ja po prostu nie znoszę ludzi (kobiet i mężczyzn) którzy świadomie, niszczą innym życie, rujnują komuś psychiczne i fizyczne zdrowie., dla zabawy, rozrywki sprawiają że komuś pęka serce...tak masz racje takich ludzi nie znoszę", zgodzimy sir chyba wszystkie.
Wiesz, czasami kubel zimnej wody moze zdzialac cuda
Pozdrawiam i zycze Ci,zebys przenigdy nie doswiadczyla tego,co jest naszym udzialem.
Co do poglądów na związek...to tak zostałam po prostu wychowana, by nie pozwalać siebie krzywdzić, by oczekiwać od partnera tego samego co ja mu daje...że bez zaufania, szacunku, miłości i wierności - nie ma związku- a jeśli ktoś z premedytacją mnie skrzywdzi, to nie zasługuje na mnie. Tak mnie nauczył tato i mama...sami tworzą od 28 tal partnerski związek, bez awantur, kłótni, ..dalej chodzą za rączkę, kochają się...I ja też chciałam mieć faceta, który będzie moim przyjacielem i miłością, który będzie mnie szanował, któremu wiem że mogę ufać, który ma podobne poglądy na to jak ma wyglądać związek, ...jestem z nim szczęśliwa od 7 lat.
Szczerze Ci zazdroszcze tego,ze wzrastalas w rodzinie,ktora byla tak przykladowa.
Nie wszystkie mialysmy takie szczescie i prawdopodobnie,to sie bedzie wloklo za nami do koncz zycia.
Zycze Ci,z calego serca nastepnych,szczesliwych lat w zwiazku,w ktorym jestes.
Szczerze,mam nadzieje,ze bedziesz jedna z nielicznych(czytajac posty),ktorej sie uda.
Zycze Wam szczescia na nastepne X lat.
Alexytymia wszystko w tym co piszesz jest wiele racji (ja też skrzywdziłam).
Ale tak się zastanwiam ostatnio, również w kontekście mojej historii, co z tymi kobietami, które tkwią z związkach, będąc zdradzane i nie mają co do tego w ogóle świadomości. To moim zdaniem największe okrucieństwo. Gdy mężczyzna nadto jest z kobietą, będąc nieszczęśliwym i samotnym i nie ma na tyle odwagi (bo przecież musi wypełnić stereotyp odpowiedzialnego męża i ojca rodziny), by albo podjąć autentyczną walkę o związek i odnaleźć w nim sowje szczęście albo odejść i pozwolić tej kobiecie być faktycznie szczęśliwą z kimś innym, a zamiast tego substytuuje sobie szczęście zdradzając. Nie wierzę w to, że gdy jedna osoba jest w związku samotna i nie kocha może tej drugiej (kochającej) dać prawdziwe szczęście. Miłość dla spełnienia musi być odwzajemniona. I jestem święcie przekonana, że taka kobieta podświadomie zdradę i swoje nieszczęście wyczuwa tylko nie może ich realnie uchwycić. To się odbija nie tylko na jej samopoczuciu, ale także dzieciach, a taki tchórz zwyczajnie na to pozwala. Na odczucie tego właśnie świetnym przykładem jest Malina, gdy o niczym nie wiedziała, ale jedynie coś wewnątrz ją przeszyło, że on jest z inną. Jednak zobaczcie ile czasu zajęło jej uwiadomienie sobie tego - i jaki to cud, że do tego uświadomienia w ogóle doszło. I myślę, że ból, kóry teraz odczuwa to nie tyle wiedza o zdradzie, ale ta krzywda odczuwana gdzieś przez skórę przez wiele lat, dlatego jest on tak wielki. I ta wieloletnia niewiedza może moim zdaniem uczynić największe spustoszenie w psychice.
Piszesz o martwych związkach. Kobiety często mają więcej udwagi, by to dostrzec i jakoś się z tego wydobyć, mężczyźni raczej będą tkwić w nieskończoność. Ale jak czasem wydobyć się z martwego związku, w którym są jeszcze dzieci i z pozoru przecież poza tą cholerną martwicą nic się nie dzieje (a jeśli się dzieje, to się o tym nie wie)?
I jeszcze jedno- nie wierzę, że w związku, w którym pomiędzy partnerami jest jeszcze jakaś resztka uczucia, zdrady, a raczej romansu, nie można w końcu dostrzec. Jeśli się jej nie widzi to znaczy, że faktycznie ów związek w ogóle już nie istnieje.
Oczywiście historia Maliny jest nieco inna, bo to nie tylko zdrada, ale przede wszystkim choroba. No i brak tu było zaangażowania emocjonalnego.
Zima,
madrze piszesz....
Kiedy,Twoim zdaniem,wiemy,ze zwiazek jest martwy?
Tak,jak pisalam wczesniej,ja milalam to szczescie(nieszczescie),interpretacja dowolna,zeby"zalapac".
Pomyslcie Kobiety,takie miejsca uciech znajduja sie pod kazda szerokoscia eograficzna.
Sam fakt,ze prosperuja,swiadczy o tym,ze gdzie jest popyt,tam jest podaz.
Ile kobiet jest przekonanych,ze zyja w swietnych zwiazkach,ile kobiet nie ma bladego pojecia,gdzie ich mezowie spedzaja czas i pieniadze?
Zadna z nas nidgy nie mysli o tym,ze burdele istnieja.
A istnieja i maja sie dobrze..........
W swietle ostatnich badzan wynika,ze 80% mezczyzn,ktorzy z tych "uciech" korzystaja,to zonaci mezczyzni.......
Dale do myslenia
Kiedy jest martwy? Zależy pewnie od związku. Jednak tak jak napisałam wcześniej:
"I jeszcze jedno- nie wierzę, że w związku, w którym pomiędzy partnerami jest jeszcze jakaś resztka uczucia, zdrady, a raczej romansu, nie można w końcu dostrzec. Jeśli się jej nie widzi to znaczy, że faktycznie ów związek w ogóle już nie istnieje."
jeśli romansu się nie dostrzega, to moim zdaniem nie ma już nic. Co do innych stuacji nie wiem, każdy przypadek jest inny.
Miałaś mnóstwo szczęścia.
Słyszałam kiedyś o historii kiedy maż poszedł do burdelu i spotkał tam swoją żonę (i to jest historia niestety prawdziwa), więc tyczy się to również kobiet.
Dziewczyny jeśli Was tyle to kosztuje. Jeśli Was doprowadza do ruiny psychicznej i fizycznej, to czy nie warto zawalczyć o siebie? Postawić na siebie? Co to jest, żeby schowanie, czy zabranie komputera do pracy było załatwieniem sprawy. Jeśli on nie chce zmienić swoich powiedzmy przyzwyczajeń to nic tu nie pomoże.Na byłeżony.pl są kobiety,które mają podobne problemy.Jedne zawalczyły, inne niestety za późno, albo wcale i żyją w koszmarze niepewności i tak na prawdę upokorzenia.
witaj! jeśli facet od 30 lat korzysta z takich usług to juz sie z tego nie "wyleczy".i nie warto wierzyć ze tego chce,chodz moze faktycznie chce ale nie potrafi z tym sobie poradzić-to jest silniejsze od niego.tak samo jest to jak alkoholik,narkoman itd. ale nie zebym ich broniła(co to, to nie!w żadnym wypadku) lecz ten kto naprawde kocha i naprawde chce to zmienic zadne uzależnienie mu w tym nie przeszkodzi by być naprawde szczesliwym! jeśli dasz mu szanse,moze i na poczatku bedzie dobrze lecz z czasem powroci do starych "nawykow" sobotnich,albo jakis tam inno dniowych. nie ma wiec sensu tego kontynuować. z facetem uzaleznionym od seksu nie da sie normalnie zyc. jesli mu nie wystarcza jedna kobieta ktorej przysiagl przy ołtarzu wierność,trudno.jego wielka strata,lecz przyjdzie ten czas ze jego uśpione sumienie sie obudzi lecz na wszelakie działania przewaznie jest za późno... to jest tak samo jakby facet cie "zeszmacał" tyle ze pocichu.a niektorzy to głośno i wprost powiedza co np.o tobie myśla tak jak mi to sie zdarzyło...niestety...ale lepiej wczesnie niż wcale..
176 2010-09-04 09:51:17 Ostatnio edytowany przez Mau3 (2010-09-04 09:52:16)
Widzę, że nie włączył mi się link Byłychżon http://www.byłeżony.pl/ Zajrzyj tam.
Zobaczysz, że nie tylko Ty błędy popełniasz ![]()
Dobre pytanie, co zrobić jeśli tkwimy w martwym związku a są małe dzieci i nie chcemy ich skrzywdzić... Moja najlepsza przyjaciółka żyła z rodzicami, których nic poza wzajemną obojętnością i córką nie łączyło...Latami patrzyła na teatr, który jej rodzice odgrywali przed nią i rodziną...teraz się wyprowadziła z domu, lata w takiej rodzinie bardzo jej skrzywiły pogląd na małżeństwo, rodzinę, panicznie boi się zaufać jakiemukolwiek facetowi... Kiedyś z jej mamą rozmaiłyśmy i zapytałam się jej po co tyle lat się męczą ze sobą, nie rozmawiają (chyba że o opłatach) totalnie jak obcy ludzie...a ona mi tekstem, że byli razem by stworzyć córce normalną rodzinę...tylko, że ten układ...nie miał nic wspólnego z rodziną...dwoje obcych ludzi a między nimi zagubione dziecko, któremu skrzywili psychikę. Najpierw jako dziecko była świadkiem kłótni, awantur, zdrad (rzekome miłe panie , które gdzieś tam będąc z tatą poznawała), potem jak była starsza i widziała "że jej dom jest inny, że rodzice jakoś inaczej się zachowują, że czegoś tu brakuje" wkręcała sobie, że to jej wina lub że coś "musi" zrobić by się rodzice pokochali...z czasem zrozumiałą, że oni się nie kochali od lat, ale wtedy była już dorosła. Sama mi powiedziała, że mogli się rozstać, a tak zrobili z jej dzieciństwa koszmar. Myślę, że jak związek "zdycha" i nie widać nadziei ani chęci by go ratować, a są małe dzieci...to lepiej się rozstać i nie fundować pociechom tego co przeżyła moja przyjaciółka. A kiedy związek jest martwy?...chyba wtedy kiedy tak czujemy..że nie ma już w nim nic co by nam sprawiało radość, a nasz partner jest nam obojętny- tak jak jego kłamstwa czy zdrady- już nas nie rusza- bo nie mamy siły już o nic walczyć. Tak mi się wydaje..może się mylę . A co do udawanej miłości z poczucia obowiązku i pocieszania się na boku ...żałosne, tchórzliwe i w zasadzie źle się to skończy dla udającego, jej/jego partnera/ki i dzieci...ile można grać, zanim się psychicznie zniszczy samego siebie i innych? nie wiem, dla mnie to chore.
Myślę, że jak związek "zdycha" i nie widać nadziei ani chęci by go ratować, a są małe dzieci...to lepiej się rozstać i nie fundować pociechom tego co przeżyła moja przyjaciółka. A kiedy związek jest martwy?...chyba wtedy kiedy tak czujemy..że nie ma już w nim nic co by nam sprawiało radość, a nasz partner jest nam obojętny- tak jak jego kłamstwa czy zdrady- już nas nie rusza- bo nie mamy siły już o nic walczyć. Tak mi się wydaje..może się mylę . A co do udawanej miłości z poczucia obowiązku i pocieszania się na boku ...żałosne, tchórzliwe i w zasadzie źle się to skończy dla udającego, jej/jego partnera/ki i dzieci...ile można grać, zanim się psychicznie zniszczy samego siebie i innych? nie wiem, dla mnie to chore.
też mi sie tak wydaje. gdy juz brak zrozumienia i wstępuje w nasze życie obojętoność nie ma tego po co dłużej ciągnąć.nie ma to sensu. z czasem przyzwyczajamy sie do złego traktowania i tak w nim tkwimy,gdyż nie potrafimy powiedzieć.DOŚĆ! dost tego wszystkiego co przez ciebie wycierpiałam....
A tak wlasciwie kobiety, czy wiecie jak zyc z czlowiekiem uzalenionym od sexu?
Nie mam juz sily
jestem zalamana, zdesperowana, zniechecona, umieram
Sa cztery wyjcia:
1)kopnac w d....pe i skonczyc z tym wszystkim, i zaczac od nowa- solo
2)probowac zrozumiec i wybaczyc,odzielic to co bylo gruba kreska i zaczac od nowa w duecie
3)udawac,ze nic nas to nie obchodzi i planowac zemste
4)przejsc nad tym do porzadku dziennego,dzielic z nimi przestrzen,ale nie zycie.
Egon,
ja tez mam parszywy dzien i tez sie miotam.
Prowokuje go codziennie.
Do takiego stopnia,ze kazdy inny juz dawno by wzial dupe w troki...........
Bez przerwy wrcam do tematu i przynajmniej dziesiec razy dziennie,przypomonam mu o tym,jakim jest gnojem.........
Ja chyba podswiadomie,robie wszystko,zeby to on powiedzial :"mam tego dosc "i odszedl.
Wtedy mialabym czyste rece i moglabym sie nad soba uzalac,ze teraz jestem porzucona.
Trzymaj sie.
181 2010-09-07 23:14:43 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-09-07 23:15:14)
"A tak wlasciwie kobiety, czy wiecie jak zyc z czlowiekiem uzalenionym od sexu? Nie mam juz sily
jestem zalamana, zdesperowana, zniechecona, umieram"
- nie wiem, czy da rade z nim żyć...może tylko da radę żyć obok niego...a od takiego życia lepsza już jest samotność, bo daje szansę na to że będzie lepiej, a związek z nim nie daje nic prócz bólu.
Alexytymia,
nic dodac,nic ujac.
Dzielenie przestrzeni z czlowiekiem,ktory rani i ktorego sie nie kocha to samobojstwo.
Ale jak ma sie to do dzielenia przestrzeni z czlowiekim,ktory tak strasznie zranil,a ktorego sie jeszcze kocha?
(albo kocha sie tylko wyobrazenie o nim)
183 2010-09-08 00:05:47 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-09-08 00:11:12)
Nie da się zyć, moja ciocia probowala, wuj przeszedł dwie terapie w tym jedną w osrodku MONAR,nie udało się, to bardzo chorzy ludzie i nie da się tego całkiem wyleczyć najwyżej nad tym zapanować, bo |"alkoholik" zawsze pozostanie "alkoholikiem".
Jednak są tacy co z tego wyszli ale ogromnym kosztem rodzin, leczy sie to w osrodkach uzależnień, psychologiczna terapia to zdecydowanie za mało, potrzebne sa leki, pomoc psychiatry i seksuologa.
Dziewczyny, bardzo cięzka próba przed Wami, powinnyscie zdać sobie sprawę z czym macie do czynienia, jeżeli nie bedą się leczyć to nigdy nie przestana. Życzę dużo siły.
Dziekuje Maja84.
Mysle,ze (przynajmniej u mnie,po dziewieciu miesiacach terapii),wiem,z czym mam do czynienia.
Niestety,niewiele osob zetknelo sie z tym problemem(Boze,co ja wypisuje-na szczescie).
Tak,jak alkoholicy,moga sie leczyc,moga nie pic przez lata.....
Az przyjdzie ten dzie,kiedy powiedza sobie: ok,nie pilem przez X lat,moge sobie strzelic piwko.... i wszystko wraca ze zdwojona sila.
Dzieki za zyczenia.masz racje ,potrzebujemy sily.Jezeli uda nam sie ja wykrzesac......
Najgorsza jest ta niepewnosc.....byl,nie byl,kiedy pojdzie?
Parszywy nalog,bo niszczy nie tylko tego,kto w nim siedzi.Niszczy wszystko i wszystkich,ktorzy maja z takim czlowiekiem cokolwiek wspolnego.
To odsztalca realia( za kazdym razem inna kobieta,inne oczy,piersi,dlonie,inny sex).
To rujnuje wiezi i zaufanie.
Ze wzglegu na to,co robili,maja kompletny bigos w glowie i jest im z tym zle.
Wszystko,w co swiecie wierzylam,stalo sie utopia.
Wiem,ze mnie kocha,czuje to.........
Ale jaka to milosc?
Chora,wypaczona.......
Kocham go i nienawidze...................
Dobrze,ze jest ich tak niewielu.
Pozdrawiam Cie maja84
Oczywiscie,że Cię kocha i bardzo potrzebuje Twojej milosci i wsparcia, bo to bardzo chory człowiek.
Ma do Ciebie zaufanie, skoro sie przyznał, sam też sobie z tym nie radzi i czuje się źle.
Może to co napiszę zabrzmi głupio, ale masz "szczęście" w nieszczęściu bo trzydziesci lat temu ten problem nie był zdefiniowany i nikt tego nie leczył a "samodzielne" odstawienie kończyło się u chorego ciężką depresją.
Myślę,że tu miłość wszystko zwycięży tylko wspierajcie się wzajemnie, nie poddawaj se.
Maja, zdaje sobie sprawe juz w czym z nim siedze, wiem ze to choroba i wiem ze straszna.
Wiem, ze mnie kocha, bo inaczej juz by zrezygnowal.
Malina, sama siebie nie poznaje, z radosnej , milej i kochajacej kobiety zrobila sie ze mnie gderajaca, nieszczesliwa baba niedowytrzymania!!!!!
Malina, powiedz jak sobie z tym poradzic, bo ja tez codziennie, nieraz kilka razy wylewam na nim swoje zale i widze, ze jest u kresu wytrzymalosci.
Wiem, ze mnie potrzebuje, kocha, ale co z moim bolem, zalem za to wszystko?
Powiedzcie, jakie motody zastosowac.
Powiedz Malina jak spowodowac, jak ugrysc sie w jezyk, zeby ciagle nie wracac, zeby dac odetchnac.
Ledwo dzisiaj pojechal do pracy, ja nie moglam sie powstrzymac, zeby mu napisac strasznego smsa, to zaczyna byc silniejsze odemnie.
Nie moge zaznac spokoju , zanim mu nie nawrzucam.
Widze , ze sie stara, widze ze ma sieczke w glowie, a ja zamiast przeczekac , to dolewam oliwy do ognia.
Nie moge przestac i jest coraz gorzej, nie z nim, a ze mna
Wyzej napisalam, ze ledwo pojechal do pracy, a ja wyslalam mu strasznego smsa, odpisal mi :
" Nie mysl prosze Cie o tym, bo sama swoimi myslami sie pograzysz,
tylko tu nie ma zadnej tragedii jak sobie wyobrazasz, tez mysle o Tobie"
Tylko, ze ja juz nie wiem co ja mam myslec
188 2010-09-09 00:07:35 Ostatnio edytowany przez malina5512 (2010-09-09 00:08:09)
Maja84,
jestes jedna z nielicznych osob,ktore to tematu podeszly w taki wlasnie sposob.
Stokrotne dzieki za slowa otuchy.
Nie wiem,jak sie to wszystko skonczy...........
Pozdrawiam Cie goraco i zycze wszystkiego dobrego.
Egon,uwierz,gdybym wiedziala jak sobie z tym poradzic,bylabys pierwsza,ktorej dalabym recepte.
Nie wiem i samej kiepsko mi idzie....
Jestem tez ostatnia osoba,ktora da Ci przepis,jak trzymac jezyk za zebami....
U mnie,w tej chwili,to funkcjonuje tak,ze dziennie,dla zasady,wykewam na niego wiadro g...na,bez przerwy go prowokuje,zeby to on powiedzial,ze ma dosc i idzie w diably.
Powiem Ci cos jeszcze.......
Wszystkie dziewczyny mowia zrob cos dla siebie(i maja calkowita racje,niewazne,ze nam,akurat w tej chwili na niczym nie zalezy),wiec poszlam no najdrozszego fryzjera w miescie.Zmienilam kompletnie to,co na glowie (na zmiany w glowie,niestety jeszcze nie czas)
Po wyjsciu,idac do samochodu,zaczepil mnie dzieciak niewilele starszy od mojego syna,obsypujac mnie komplementami.W pierwszej chwili,nie powiem,poczulam sie przyjemnie.
A potem znow wscieklosc-skoro moge byc atrakcyjna dla swudziesto-paro latka,dlaczego duren z ktorym dziele zycie tego nie widzi?!
I znow "powrot do zrodel".Tak,jak powiedziala moja terapeutka"gdybys wygladala jak miss Polonia,to by niczego nie zmienilo.I tak by poszedl.........
Co do Twojego sms-a,nie dziwie sie.
Jego odpowiedz tez mnie nie dziwi.U mnie to samo.Tylko,ze ja juz w nic nie wierze.Wiem,ze mam podstawy,zeby sie tak zachowywac,ale z drugiej strony,co,jezeli on mowi prawde,a ja mam jakas paranoje i sama kopie sobie w tylek?
Ach... zycie.Przeciez mamy tylko jedno na tym padole(ciekawe,czemu od wiekow uzywamy wlasnie tego slowa,
a przeciez nie kojarzy sie dobrze).
Ponoc czas jest najlepszym lekarzem............Coz,czas pokaze.
W tej chwili mam tego serdrcznie dosyc.Marze o tym,zeby zamknac oczy,a rano znalezc kartke od Boga z jasna instrukcja co mam robic.
Zycze Ci Egon spokojnej nocy i spokojnego dnia,bo w naszej sytuacji,to juz i tak sukces.
Podobno agencja to coś bardzo noramlnego według lekarza u którego wczoraj odbyliśmy wizyte był to"seksuolog" - oboje jestemy tak zdegustowaniu, bo Pan doktor po przedstawieniu sytuacji stwierdził, że 50 wizyt to nie tak dużo na faceta 35 letniego, to srednio 1 w m-cu , a facet ma potrzeby codziennie i powinnam sie cieszyć , że nie chodzi kilka razy w tyg. Ja byłam w szoku, mój partner również, że nie był wogole obiektywny, był w szoku ze podłaskał go prawie za to po głowie, do tego powiedział , że masturbacja 2-3 razy dziennie byłaby wiekszym problemem niż 1 wizyta w m-cu w agencji.
Do tego wizyta trawała 25 min - 200zł
Mój parter oczywiście powiedział, że jesli mam ochotę to możemy iść jeszcze do kobiety seksuloga.
i co WY na to?
możecie wyobrazić sobie jak on mnie zazłościł, szukałam tam czegoś innego, a nie przekonywanie mnei , że agencja to cos lepszego niz laska poderwana w klubie , bo częściej laski w klubie mogą mieć jakiegos "syfa" niż ku..... !
"szukałam tam czegoś innego, a nie przekonywanie mnei , że agencja to cos lepszego niz laska poderwana w klubie , bo częściej laski w klubie mogą mieć jakiegos "syfa" niż ku..... !
I to sie akurat zgadza OLIVIA.
Ja tez to uslyszalam.Podobno w agencjach musza miec badania wykonanae raz w miesicu.
My tez trafilismy na buca sexuologa,ktory prawie stwierdzil,ze to zadna dewiacja!
Zupelnie inne podejscie do tematu ma psycholog( choc tez sanowczo twierdza,ze facet ma do sexu zupelnie inne podejscie i naprawde moze bardzo kochac partnerke,a sex z d.....wka,traktuje jak czynnosc czysto fizjologiczna (co dla mnie nie jest zadnym pocieszeniem)
Moim zdaniem,psycholog jest lepszym rozwiazaniem.Poszperaj i znajdz takiego,ktory ma doswiadczenie w temacie.
Inaczej stracicie kase,a wizyty nie na wiele sie zdaja.
Coz moge Ci powiedziec po meczacych,czaso i kaso chlonnych dziewieciu miesiacach.
Moj maz twierdzi,ze mu to pomaga.
Widze,ze podchodzi do tego zupelnie inaczej niz na poczatku.Mowi,ze zrozumial istote problemu i wie,jak z tym walczyc.
Jezeli chodzi o mnie,to jestem nastawiona bardziej sceptycznie.Czasami te wizyty to nic innego,jak przyslowiowe pieprzenie o d...pie Maryny...........(chodzimy na terapie odzzielnie-on ma sesje z facetem,ja z babka).
Oboje jednak sa zgodni co do tego,ze to dopiero poczatek drogi.
Jak juz sie uporamy z tym g.....nem,to bedziemy musieli zaczac wspolna terapie jak odbudowac zaufanie,jak wmocnic wiezi miedzy nami i jak z soba rozmawiac.
Szczerze,nie wiem,czy dam rade dotrwac do tego etapu.
Zycze Ci z calego serca duzo sily i cierpliwosci.
I jeszcze jedno.Uwazam,ze zadna terapia nie pomoze,jezeli facet bedzie chcial tam pojsc.........
Twoj partner musi przede wszystkim zrozumiec,jak Cie takim zachowaniem krzywdzi i ze sa granice,ktorych w zwiazku sie nie przekracza.
To i tak duzy pozytyw,ze Ci o tym powiedzial i chce cos z tym zrobic.
Uswiadomienie sobie problemu,to podobno pierwszi i najwazniejszy krok.
Trzymaj sie
Laski w agencji są badane ? a kto zagląda w te badania?? pytam mojego partnera widziales te badania, a on że nie , wiec głupotą jest mówienie , że laski są lepsze niż te w klubach bo laska z klubu zaliczy jednego kolesia na weekend, a laska w agencji ma ich nawet 10 jednej nocy.
Wiem, że nie przetrawie tego, mimo , że to się działo przed naszym poznaniem, mimo , że on mówi, że teraz ma mnie i ze mna ma tak jak lubi i , że nie ma czego szukac w agencjach.....ale do kiedy tak bedzie? 2-3 lata? az sie nie znudze mu ...... a jakos nie widzi mi sie przebierania w fatałaszki i odgrywanie "kurewki" przez cale zycie, bo czasami normlany sex tez moze byc ok. Jak mówił , jego poprzednie partnerki były bardzo spokojne w łóżku, miały mało fantazji i nie były otwarte na nowe pozycje. Ale ile w tym prawdy? to wie tylko on.
A moze dla wyrównania szans , tez bede chodzila na boki i placila za sex? oglądałam oferty i są fajni faceci w cenie 200-300zł
hehheh albo znajde sobie kochanka zeby nie czuc się żle
Tyle , że to chyab nie prowadzi do nikąd ![]()
Masz racje,wynikow badan,faktycznie chyba nikt nie oglada.
Uwazam.ze powinnas docenic to,ze sie przyznal.
Pytasz,co bedzie za dwa,trzy lata- tego,niestety nikt nie przewidzi......
A do glow im tez nie wejdziemy.
Niespecjalnie wiem,o wyrownaniu jakich rachunkow mowisz,przeciez to dzialo sie zanim poznal Ciebie.
Porozmawiaj z nim szczerze,czego od tego zwiazku oczekuje i postaw jasne i czytelne granice,ktore sa nieprzekraczalne.
Nie wiem jak się z Wami przywitać- bo to już prawie druga w nocy, ale nie mogąc spać. Na pewno wiecie jaki mam problem- dokładnie taki jak Wy. Podejrzewałam to od pewnego czasu, ale teraz mam pewność i to, przykro mówić- przez głupotę i naiwność męża. Nigdy nie sprawdzałam ani jego komórki, ani komputera. Ale byliśmy na działce i nieopatrznie zostawił włączonego kompa,(zawsze ma zabezpieczonego tysiącem haseł a ja jestem słabiutka z obsługi tego "zwierzęcia"). Mąż poszedł do sklepu a ja , ponieważ nagle coś się zacięło w komputerze zaczęłam włączać różne ikony....Po 15 minutach zwymiotowałam w krzakach....Nie tylko zdjęcia panienek ale również na skypie "czekoladkowa dupcia", "seksblondi" itd, rejestracja na portalach typu "przelećmnie", zdjęcia biustów i majtek panienek z pracy...nawet nie mogę o wszystkim pisać!!!!!!!!!!!Jesteśmy 3 miesiące po ślubie(!!!) Dla każdego z nas to drugie małżeństwo, mamy po 45 lat. Nie pomogły rozmowy i płacze i wyzywanie z mojej strony, on się zaciął- powiedział że wszyscy faceci tak robią, a on już nie będzie skoro mi to przeszkadza. Byłam w szoku, ale uwierzyłam mu. Niestety niedługo trwała ta moja "wiara", siedzi , kiedy myśli, że śpię i ogląda dalej, co robi jak mnie nie ma wolę nie myśleć. Komputera pilnuje jak skarbu, zabiera go do pracy i nawet na spacery z psem. Jestem kłębkiem nerwów i nie wiem co robić, jest ze mną coraz gorzej, z uśmiechniętej optymistki zrobiłam się zgorzkniałą, wystraszoną kobietą, jakby przybyło mi 10 lat....Znalazłam Wasze forum- jakbym czytała o sobie!Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie!!!!!!!!!!!!!!!
P.S. Psycholog lub seksuolog, który twierdzi, że "agencja jest lepsza, bo tam nie można złapać "syfa" jest godnym pożałowania "specjalistą". To tak jakby powiedział alkoholikowi, żeby zamiast pół litra wypił 10 piw, bo chmiel dobrze robi na włosy, albo narkomanowi, żeby zamiast heroiny przestawił się na kokę... To jawne przyzwolenie na brnięcie dalej w nałóg! Tłumaczenie nie tylko głupie ale wręcz żałosne...
EKSPERCI ![]()
Sayonara, tak dobrze Cie rozumiem, ja to wszystko odkrylam jakis rok temu. Walcze i walcze, juz nie mam sil. Tylko, ze u mnie to jest juz smsy z realnymi kobietami, wyznamia i dalej twierdzi, ze to nic takiego przeciez i tylko mnie kocha.
Jestem zmeczona, wykonczona i nie wiem co dalej.
Ja to wszystko przezywam wlasnie od dluzszego czasu.
Jestesmy w podobnym wieku co Ty i Twoj maz.
Ja nie wiem do czego to wszystko prowadzi, nie wiem.
Tak bardzo chcialabym Cie pocieszyc, ale moge powiedziec tylko jedno, takie potrzeby mezczyzn, naszych mezczyzn wzbudzaj we mnie obrzydzenie nie do opisania.
Pisz o wszystkim co czujesz, myslisz, wiesz mnie to pomaga