netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

1 020 odpowiedzi112 961 wyświetleńzałożony przez malina5512, 15.04.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Strony Poprzednia 1 … 14 15 16

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 976 do 1 021 z 1 021 ]

976

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Zebrał się sabat.
Przypomina mi się stare powiedzenie, "trzymajmy się kupy, kupy nikt nie ruszy"
Jednak ja jestem indywidualistką i nie potrzebuję kupy, czy grupy. Potafię myśleć samodzielnie.

Straszenie Moderatorkami ?
Obrażanie zastraszanie, eh

Wierzę w to, że Moderatorki są mądrymi kobietami i dostrzegają pewne rzeczy.

Bóg jedyny wie ile wcieleń może mieć jedna osoba.

Dla mnie to nie problem, bo ja mam soje życie.
Natomiast niektóre osoby można tu spotkać o każdej porze dnia ni nocy.

977

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Super.
A więc pozostało nam czekać i nie czytać pierduł-ja nie czytam i wkręcić się nie dam. To za poważny wątek. Bolesny. Ja żyłam z kimś takim,ale nie daliśmy rady. Ja bo już nie potrafiłam zaufać,on bo nie podszedł uczciwie do terapii.

978

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Tak, to poważny wątek.
Nie Wy jesteście jego założycielkami z tego co zauważyłam i to nie miejsce do wypisywania pierduł

979

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
iruda napisał/a:

Ta cała bezsensowna pisanina użytkownika mały duszek jest niezgodna z regulaminem.
Na forum nie obrażamy innych uzytkowników!

Ja nie czytam postów małego duszka9poza  nr.1), wystarczyło  mi parę linijek pierwszego na tym forum. Po co się szarpać? Lukrecja ma rację, ignorancja jest jedynym sposobem na takie indywidua. Jak bardzo trzeba być zaburzonym, aby wpaść na pomysł, że wszystkie n a tym wątku jesteśmy jedną osobą? Tak może myśleć ktoś kto sam tak robi. 
HM   Niech pisze, mnie nie wzrusza, bo nie czytam:) Ja już nie czuję potrzeby naprawiania i  przekonywania innych do moich poglądów. Patrzę na to tak: jakże musi być nieszczęśliwa osoba, która wchodzi na forum żeby innym powiedzieć, że są głupi?  Biedna kobieta, Inteligencja też nie najwyższych lotów.
Poczytaj ostatnie posty na tym wątku i dodaj 2+2.
Zadałam ostatnio wiele pytań, co dostałam  w odpowiedzi?
Post, którego nie przeczytałam.
Na innym wątku jak pisze Adele, zrobiła to samo. Ale tam popełniła błąd. Była sama.
Jak chcę się dowiedzieć z kim mam do czynienia wchodzę na pierwszy post danej osoby. I ot co znalazłam smile cyt:

Od jakiegoś czasu czytam różne wątki tu na forum i ogarnia mnie przerażenie ile jest nieszcześliwych kobiet, borykających się z problemami w swoich związkach.
Przychodzą tu, aby znaleść dobre słowo, którego napewno brak im w życiu codziennym, żeby znaleść może pocieszenie, może zrozumienie, może iskierkę nadzieji.
W sumie nie wiedziałam do jakiego wątku dopisać swoje refleksje i postanowiłam tu.
Obok tych Kobiet, o których pisałam wyżej, jest ktoś, kto postanowił zabawić się w domorosłego lekarza.
Nie chodzi mi o to , że nie mamy do czynienia z uzależnieniami, lub innymi problemami natury emocjonalnej, ale o
- wkładanie wszystkich do jednego wora,
- ocenianie zachowań i związków,
- plucie jadem, tak jakby ktoś chciał powiedzieć - mnie to spotkało, dlaczego inne mogą mieć lepiej, a co!
Wszyscy są chorzy, uzależnieni ( nie mówie, że nie), współuzależnieni, naiwni, zmanipulowani.
Jednym słowem szpital psychiatryczny.
Tylko - grupy, DDA, SLAA, AA
Tak to napewno wszystko rozwiąże.
Po pierwsze, ludzie latami się kształcą i zdobywają doświadczenie, żeby pomagać ludziom w takich sytuacjach.
Chciaż i tak mogą jedynie pomagać w ten sposób, że wskażą drogę, natomiast i tak całą cieżką pracę musi każdy wykonać sam.
A tu co mamy, osoby, które na podstawie swoich doświadczeń i przeczytaniu kilku książek :
- diagnozują,
- zlecają "odpowiednie" terapie i zachowania,
- oceniają
Przecież nie każdy, kto wypije alkohol jest alkoholikiem,
nie każdy facet, który zdradza jest seksoholikiem ,
nie każda kobieta, która kontroluje, czy stara się o związek jest współuzależniona.
Pokażcie mi kobietę , która została zdradzona i nie kontroluje, nie wykazuje się brakiem zaufania, otóż każda!!!!!!! czy to znaczy, że jest współuzależniona!!!!!!!!!!!!
Uważam, że osoby, które tutaj tak wszystko wiedzą i bez podstaw i uprawnień diagnozują same powinny się leczyć, bynajmniej nie ze współuzależnienia, ale...........
Czy komuś przyszło do głowy, że każdy człowiek jest inny?
Każdy ma inny stopień wrażliwości
Mało tego, każdy związek i przypadek jest inny.
Jest to wyjątkowo egoistyczne podejście.
Czy komuś przyszło do głowy, że nie będąc fachowcem może komuś zrobić krzywdę i pod wpływem tego wszystkiego naprawdę zrobić coś, co nie bedzie dla niego korzystne?
A człowiek, jeśli ma takie problemy, naprawdę szuka deski ratunku i bezkrytycznie poddaje się temu.
Apeluję do tych wszystkich oświeconych, które wiedzą wszystko, dobijają i oceniają, zastanówcie się, czy aby :
- nie karmicie tym swojego ego, swojego niskiego poczucia własnej wartości?
- czy nie możecie się pogodzić z faktem utraty kontroli nad swoim życiem i dlatego tyle w Was jadu,
- czym jest poparta Wasz wiedza, kilkoma książkami, czy może te spotkania, czy jak to się nazywa "grupy" Was tak oświecają.
Czy przyglądanie się operacji, daje uprawnienia do stawiamia diagnozy i przeprowadzania operacji samu!!!!!!!!!!!!!!!
Myślę, że nie.
Ja myślę, że to są doskonałe metody do tego, żeby nie widzieć swojego prawdziwego problemu.
Gdyby ktoś , jak to pisze zdrowiał, nie wpędzał by innych do doła, nie siedział 24 h na forum.
No tak , ale jak ktoś leczy katar, to napewno po jakimś czasie zdrowieje , nie zauważając , że w miedzy czasie drąży go poważniejsza choroba, ale udajmy, że jej nie ma , bo po co się nią zajmować, może lecząc katar i tamta zniknie sama.
Można i tak, tylko nie krzywdźmy innych, wspierajmy choćby dobrym słowem, skoro napisali tu po to, żeby szukać zrozumienia.
Tak napisał mały duszek:):):)
Czy est tu ktoś, kto uzyskał wsparcie od w/w ? smile
)

980 Ostatnio edytowany przez A-86 (2012-05-15 02:35:49)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
kachna66 napisał/a:

Ok jak możesz odpowiedz mi na pytanie-co myślisz o kimś, kto nigdy nie jadł zupy pomidorowej,a szeroko sie  wypowiada, o jej obrzydliwym smakiem?

Ale może ją po prostu powąchał? Nie samym wkładaniem jęzora do zupy się ją ocenia. O smaku zupy decyduje też zapach. Jak coś śmierdzi - nie tykam. Więc rozumiem ludzi, którzy robią tak samo. Jak coś na wstępie wygląda jak wygląda (swoją postawą nie zachęcasz) to po co brnąć dalej skoro można mieć coś innego równie sycącego a do tego przyjemniejszego w konsumpcji?


iruda napisał/a:

Niniejszym konczę temat z duszkiem i A-86, ponieważ tu nie miejsce na przepychanki.

Widzę tu pewną niekonsekwencję... Chyba Cię jednak emocje ponoszą... Końca nie widać...


l_ukrecja napisał/a:

Super.
A więc pozostało nam czekać i nie czytać pierduł-ja nie czytam i wkręcić się nie dam. To za poważny wątek. Bolesny. Ja żyłam z kimś takim,ale nie daliśmy rady. Ja bo już nie potrafiłam zaufać,on bo nie podszedł uczciwie do terapii.

Ten wątek Cię więc już nie dotyczy? Dobrze zrozumiałam? Co więc tu robisz?

kachna66 napisał/a:

Czy est tu ktoś, kto uzyskał wsparcie od w/w ?

To było pytanie takie serio serio? To ja się zgłaszam. Tak, otrzymałam od małego duszka wsparcie. Jest to jak na razie jedyna osoba, która zrozumiała moje indywidualne podejście do sprawy. I mnie w tym wsparła. Nie wstydziła się interweniować kiedy się rzucałyście na mnie jak na świeże mięso. Nie bała się tego. I dziękuję jej za to!


-----

Dzisiaj miałam cięższy dzień, mało spałam, miałam sporo do załatwienia. Ale mimo zwątpień udało się nam wygrać bitwę i też dodatkowo mocno podbudować:)  Dzień uważamy za bardzo udany:)

-----
I tak jeszcze dla ludzi nowych, nie bezpośrednio do opisywanych osób. Niech sobie ludzie 'z zewnątrz' sami ocenią czy się z tym zgadzają. Chcę po prostu umożliwić im spojrzenie z innej perspektywy na ten temat, bo omamione tym wszystkim w/w mogą coś przeoczyć. Dajmy im szansę spojrzeć od mojej strony (skoro od Waszej się już dostatecznie napatrzyły) i wybrać co wolą:
Post #960 zamieszczony przez użytkownika kachna66 pozostawiłam bez odpowiedzi. Wg mnie po prostu ktoś kto ma w dupie innych i w sumie samego siebie raczej nie potrzebuje komentarza.. Chaos jaki tam pokazała moim zdaniem ślicznie opisuje jej stan wewnętrzny. Proszę na to po prostu spojrzeć i samemu krytycznie to ocenić. Już ocenia ludzi w kolejnych postach a nie potrafi naprawić swoich jakże prostych i przyziemnych błędów. I to jest to jej 'próbowanie'. Nie wróciła do poruszonych tam przez siebie tematów więc pewnie uważa, że tym postem ze mną wygrała. I tu psikus - aż przykro mi go było czytać. Mam sporo tam do napisania, ale myślę, że ona sama doskonale wie co mam jej do powiedzenia, więc co się będę uniżać jaśnie pani... W jednym z w/w postów wyraźnie widać, że jej się odechciało cokolwiek poprawiać. Czy to jest dobry przykład dla chorych/zdrowiejących osób? Odpuszczanie banalnych przyziemnych spraw? Jak to rokuje na przyszłość? Z postami trochę jak z życiem - jest czas na poprawę. Później nie ma już jak. W normalnym życiu 'siła wyższa' za nas nic po czasie nie poprawi. Ślad zostanie. Dlatego uważam, że trzeba się na każdym poziomie życia uczyć robienia czegoś od razu dobrze, zastanawiania się zanim coś się zrobi, nie działania pod wpływem emocji (co jest ciężkie, ale nie niewykonalne) a w razie potknięcia jak najszybszego naprawiania błędów. Inaczej nie ma odwrotu. A tego u tej pani nie zauważyłam. Ale to taka moja ocena. I takie tu dostają inne osoby - oceniane jest ich postępowanie. Więc że tak powiem - dołączam się do 'tradycji' tego wątku. Ta pani robi często oceny i to w często w postach skierowanych do mnie. A granice w ocenie 'wycieczek osobistych' są bardzo cienkie, i pewnie dla każdego człowieka inne. Nie pozwolę sobie wleźć na głowę. Takie sztuczki proszę stosować sobie w grupkach.

Dostałam nawet na wstępie radę, żeby uciekać od partnera, zostawić go. Czy to odpowiedni temat na takie rady? Tym bardziej po poście, że chcemy walczyć o związek? I skoro ja też powinnam się leczyć to może mój partner powinien mnie zostawić a nie ja jego? Coś tu jest nie halo.. jakieś babskie podlizusy żeby kolejną 'feministkę' sobie zjednać... to coś mi się tu bardzo nie podoba.. I wypowiada się tu tona osób, która nie chce żyć bądź nie żyje z partnerem. Jedynie 'wyjękują' jak im źle było. A gdzie coś odnośnie tematu wątku?

Faktycznie, czytając posty użytkowników kachna66 i iruda mam wrażenie, że nie ma różnicy w sposobie myślenia. Żadnej. I szczerze - naprawdę często je mylę.

Może mały duszek i ja mamy podobny tok myślenia, ale dlaczego my jesteśmy na tym forum niechciane a 'szanowne panie' kachna66 i iruda się tu mogą szarogęsić? Jest 2:2 ilościowo, no jakby nie było...

Teksty 'w Twoim wieku' odnoszące się do mnie uważam za obraźliwe, dyskryminujące i umniejszające. I dyskwalifikują piszącą to panią w moich oczach...

---

Drogie 'starsze panie' (odn. stażu na tym wątku) - widzę, że uwielbiacie się wkręcać w takie zabawy oceniające innych, besztać osoby o innym podejściu do problemu niż Wasz, ale żeby któraś z Was potrafiła to przystopować i KONTYNUOWAĆ sensownie wątek, to już problem.. To ta Wasza siła? To jest to wspieranie będących z uzależnionymi w związkach? Smutne...

Odnośnie jeszcze tego po co się odzywałam i opisywałam NASZĄ (byłego i moją) sytuację - jedna z nowych użytkowniczek poprosiła o posta osoby, które żyją z osobami uzależnionymi. Zależało jej na tym, więc widocznie ma ten problem. To kiedy napisałam jak jest u mnie to zostałam za to zbesztana.. Ja tego nie napisałam dla Was, czy dla Waszej oceny, a tym bardziej dla mnie. Pisałam to dla tej nowej, która naprawdę potrzebowała odrobiny chociaż nadziei. Możecie być z siebie dumne za śliczne zdiagnozowanie mojej 'choroby' (o którą się nie prosiłam! a wciskacie innym coś czego same nie potraficie ogarnąć!)... to Wasze zaślepienie i 'chęć niesienia pomocy NIEpotrzebującym' nie pozwoliło Wam na pomoc tamtej osobie...

981

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ha wiedziałam!!!
Nie będzie odpowiedzi:)
ZERO znajomości tematu i ostatni post jakby żywcem wyjęty z głowy małego duszka:) 2+2zawsze=4
Trochę  tylko się postarałam , podpuściłam i wylazło:)
Moja ostatnia uwaga do A-26/mały duszek :perfekcjonizm i kontrola siebie i innych,z naciskiem na innych, jest jednym z głównych objawów współuzależnienia,a wyzbycie się konieczności naprawiania wszystkiego w sobie i w innych,  to objawy zdrowienia.Poczytaj zanim udzielisz kolejnej rady, lub zabierzesz gdzieś głos,bo znowu wyjdziesz na głupka-ignoranta.
Pozdrawiam wszystkie niedoskonałe, zdrowiejące, ale jakże wspaniałe dziewczyny.

982

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Na naszym forum nie ma miejsca na wzajemne obrażanie siebie. Bardzo proszę o konstruktywną dyskusję na konkretny temat, który macie w temacie wątku i dbanie o wysoki poziom forum. W przeciwnym przypadku będą wyciągne regulaminowe konsekwencje.

983

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
A-86 napisał/a:
kachna66 napisał/a:

Ok jak możesz odpowiedz mi na pytanie-co myślisz o kimś, kto nigdy nie jadł zupy pomidorowej,a szeroko sie  wypowiada, o jej obrzydliwym smakiem?

Ale może ją po prostu powąchał? Nie samym wkładaniem jęzora do zupy się ją ocenia. O smaku zupy decyduje też zapach. Jak coś śmierdzi - nie tykam. Więc rozumiem ludzi, którzy robią tak samo. Jak coś na wstępie wygląda jak wygląda (swoją postawą nie zachęcasz) to po co brnąć dalej skoro można mieć coś innego równie sycącego a do tego przyjemniejszego w konsumpcji?


iruda napisał/a:

Niniejszym konczę temat z duszkiem i A-86, ponieważ tu nie miejsce na przepychanki.

Widzę tu pewną niekonsekwencję... Chyba Cię jednak emocje ponoszą... Końca nie widać...


l_ukrecja napisał/a:

Super.
A więc pozostało nam czekać i nie czytać pierduł-ja nie czytam i wkręcić się nie dam. To za poważny wątek. Bolesny. Ja żyłam z kimś takim,ale nie daliśmy rady. Ja bo już nie potrafiłam zaufać,on bo nie podszedł uczciwie do terapii.

Ten wątek Cię więc już nie dotyczy? Dobrze zrozumiałam? Co więc tu robisz?

kachna66 napisał/a:

Czy est tu ktoś, kto uzyskał wsparcie od w/w ?

To było pytanie takie serio serio? To ja się zgłaszam. Tak, otrzymałam od małego duszka wsparcie. Jest to jak na razie jedyna osoba, która zrozumiała moje indywidualne podejście do sprawy. I mnie w tym wsparła. Nie wstydziła się interweniować kiedy się rzucałyście na mnie jak na świeże mięso. Nie bała się tego. I dziękuję jej za to!


-----

Dzisiaj miałam cięższy dzień, mało spałam, miałam sporo do załatwienia. Ale mimo zwątpień udało się nam wygrać bitwę i też dodatkowo mocno podbudować:)  Dzień uważamy za bardzo udany:)

-----
I tak jeszcze dla ludzi nowych, nie bezpośrednio do opisywanych osób. Niech sobie ludzie 'z zewnątrz' sami ocenią czy się z tym zgadzają. Chcę po prostu umożliwić im spojrzenie z innej perspektywy na ten temat, bo omamione tym wszystkim w/w mogą coś przeoczyć. Dajmy im szansę spojrzeć od mojej strony (skoro od Waszej się już dostatecznie napatrzyły) i wybrać co wolą:
Post #960 zamieszczony przez użytkownika kachna66 pozostawiłam bez odpowiedzi. Wg mnie po prostu ktoś kto ma w dupie innych i w sumie samego siebie raczej nie potrzebuje komentarza.. Chaos jaki tam pokazała moim zdaniem ślicznie opisuje jej stan wewnętrzny. Proszę na to po prostu spojrzeć i samemu krytycznie to ocenić. Już ocenia ludzi w kolejnych postach a nie potrafi naprawić swoich jakże prostych i przyziemnych błędów. I to jest to jej 'próbowanie'. Nie wróciła do poruszonych tam przez siebie tematów więc pewnie uważa, że tym postem ze mną wygrała. I tu psikus - aż przykro mi go było czytać. Mam sporo tam do napisania, ale myślę, że ona sama doskonale wie co mam jej do powiedzenia, więc co się będę uniżać jaśnie pani... W jednym z w/w postów wyraźnie widać, że jej się odechciało cokolwiek poprawiać. Czy to jest dobry przykład dla chorych/zdrowiejących osób? Odpuszczanie banalnych przyziemnych spraw? Jak to rokuje na przyszłość? Z postami trochę jak z życiem - jest czas na poprawę. Później nie ma już jak. W normalnym życiu 'siła wyższa' za nas nic po czasie nie poprawi. Ślad zostanie. Dlatego uważam, że trzeba się na każdym poziomie życia uczyć robienia czegoś od razu dobrze, zastanawiania się zanim coś się zrobi, nie działania pod wpływem emocji (co jest ciężkie, ale nie niewykonalne) a w razie potknięcia jak najszybszego naprawiania błędów. Inaczej nie ma odwrotu. A tego u tej pani nie zauważyłam. Ale to taka moja ocena. I takie tu dostają inne osoby - oceniane jest ich postępowanie. Więc że tak powiem - dołączam się do 'tradycji' tego wątku. Ta pani robi często oceny i to w często w postach skierowanych do mnie. A granice w ocenie 'wycieczek osobistych' są bardzo cienkie, i pewnie dla każdego człowieka inne. Nie pozwolę sobie wleźć na głowę. Takie sztuczki proszę stosować sobie w grupkach.

Dostałam nawet na wstępie radę, żeby uciekać od partnera, zostawić go. Czy to odpowiedni temat na takie rady? Tym bardziej po poście, że chcemy walczyć o związek? I skoro ja też powinnam się leczyć to może mój partner powinien mnie zostawić a nie ja jego? Coś tu jest nie halo.. jakieś babskie podlizusy żeby kolejną 'feministkę' sobie zjednać... to coś mi się tu bardzo nie podoba.. I wypowiada się tu tona osób, która nie chce żyć bądź nie żyje z partnerem. Jedynie 'wyjękują' jak im źle było. A gdzie coś odnośnie tematu wątku?

Faktycznie, czytając posty użytkowników kachna66 i iruda mam wrażenie, że nie ma różnicy w sposobie myślenia. Żadnej. I szczerze - naprawdę często je mylę.

Może mały duszek i ja mamy podobny tok myślenia, ale dlaczego my jesteśmy na tym forum niechciane a 'szanowne panie' kachna66 i iruda się tu mogą szarogęsić? Jest 2:2 ilościowo, no jakby nie było...

Teksty 'w Twoim wieku' odnoszące się do mnie uważam za obraźliwe, dyskryminujące i umniejszające. I dyskwalifikują piszącą to panią w moich oczach...

---

Drogie 'starsze panie' (odn. stażu na tym wątku) - widzę, że uwielbiacie się wkręcać w takie zabawy oceniające innych, besztać osoby o innym podejściu do problemu niż Wasz, ale żeby któraś z Was potrafiła to przystopować i KONTYNUOWAĆ sensownie wątek, to już problem.. To ta Wasza siła? To jest to wspieranie będących z uzależnionymi w związkach? Smutne...

Odnośnie jeszcze tego po co się odzywałam i opisywałam NASZĄ (byłego i moją) sytuację - jedna z nowych użytkowniczek poprosiła o posta osoby, które żyją z osobami uzależnionymi. Zależało jej na tym, więc widocznie ma ten problem. To kiedy napisałam jak jest u mnie to zostałam za to zbesztana.. Ja tego nie napisałam dla Was, czy dla Waszej oceny, a tym bardziej dla mnie. Pisałam to dla tej nowej, która naprawdę potrzebowała odrobiny chociaż nadziei. Możecie być z siebie dumne za śliczne zdiagnozowanie mojej 'choroby' (o którą się nie prosiłam! a wciskacie innym coś czego same nie potraficie ogarnąć!)... to Wasze zaślepienie i 'chęć niesienia pomocy NIEpotrzebującym' nie pozwoliło Wam na pomoc tamtej osobie...

Jesteś w lesie dziewczyno i nie wiesz,nie rozumiesz nic. A ode mnie proszę się odstosunkować wink

984 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-05-15 09:49:25)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
A-86 napisał/a:

Teksty 'w Twoim wieku' odnoszące się do mnie uważam za obraźliwe, dyskryminujące i umniejszające. I dyskwalifikują piszącą to panią w moich oczach...

To było zdaje sie do mnie??
Bardzo jestem tym przejęta wink
Tekst "w Twoim wieku" miał na celu pokazanie mojej osobistej drogi jaka przeszłam pomiedzy 25-tym a 38 rokiem zycia; gdzie w tym młodszym wydawało mi sie, ze sobie radzę i sie wyzbyłam sama wielu różnych przypadłości i przywar, a w 38 obudziłam sie z ręką w nocniku.
I to by było na tyle w temacie, bo myślę, że większośc zrozumiała to, co trzeba.

----------------------------------------------------------------------
Ja tez myśle że A-86 i mały duszek to ta sama osoba, bo rozkręca sie niesamowicie nic nie wnosząc do meritum tego wątku.

Szkoda tylko, że to forum nie ma opcji ignoruj.

985

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Otrzymałyście już ostrzeżenie od moderatorki. Jeśli dalej będziecie ignorować nasze prośby, Wasze posty niezwiązane z tematem dyskusji będą bezwzględnie usuwane.

986

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Zawsze wychodziłam z założenia, że po to Bóg dał mi rozum i inteligencję, żebym czyniła z tych darów użytek, rozwijając się, czyniąc dobro oraz wyjście z pomocą do tych, którzy tego potrzebują.
Niejednokrotnie zetknęłam się z agresją, potępieniem i niezrozumieniem, to jednak utwierdzało mnie w przekonaniu, że moja droga jest dobra.

Korzystając z tego daru jakim jest rozum, nigdy nie potrzebowałam ukrywać się za fasadą kogoś innego, nigdy nie potrzebowałam grupy ludzi, żeby dostrzec swoje słabości, ponieważ samo życie mi je pokazywało.
Cały czas pomagał mi fakt, że jestem indywidualistką.
Nie nie chcę tu powiedzieć, że zawsze byłam idealna, nie popełniałam błędów.
Popełniałam jak każdy, tylko zauważyłam pewną prawidłowość, za moje błędy płaciłam słono.

Uważam, że to co rządzi naszym życiem, to nie rozum, a uczucia, tak to one popychają nas do takiego czy innego działania, każdego z nas , bez wyjątku.

Bo np., polityk walczący o władzę, nie czyni tego dla samej władzy, ale dlatego, że uczucia jakie daje mu władza są mu potrzebne i tak jest zawsze, przykłady można mnożyć.

Często na forum czytałam rady typu, zostaw go, nie daj się , nie pozwól sobie, wyznacz granice  itp.
A ja uważam, że podejście z sercem, przede wszystkim oddanie serca drugiej osobie czyni cuda.

Bo co się dzieje, gdy w sposób agresywny próbujemy przeforsować swoje racje, włożyć kogoś w schematy, kontrolując każdy jego ruch, mówiąc co ma robić, stosujemy szantarz emocjonalny okazując foch jeżeli ten człowiek nie spełni naszej listy życzeń?

Napotykamy opór, eskalację tych zachowaniń, stwarzanie pozorów wzrowego zachowania, ukrywanie i zejście do podziemia , czyli otrzymujemy ułudę, a nie szczerość której potrzebujemy.

Tak reaguje każdy człowiek, nie tylko uzależniony, często zapominamy, że osoba uzależniona też jest człowiekiem, który
ma swoje uczucia
ma prawo myśleć inaczej
ma prawo stosować swoje metody, niekoniecznie zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Uzależnienie przecież u takiej osoby nie pojawiło się tak sobie , z powietrza, powstało ono na skutek czegoś, co napewno nie było odczuciami przyjemnymi i budującymi.

Często mówimy - jak on, czy ona mógł mi to zrobić
Coż wtedy się nasuwa, ano zostało zranione nasze rozbuchane EGO

On nam to zrobił ?, nie jemu coś zrobiono i on zrobił to przede wszystkim sobie, my byłyśmy tylko na linii ognia.

Trzeba dostrzec też inną kwestię.
Niejedna kobieta zadaje sobie pytanie - dlaczego akurat mnie to spotkało?

Ano wszystko dzieje się po coś, nie trzeba traktować tego jako porażkę, tylko kolejne doświadczenie, które było potrzebne na drodze naszego rozwoju, żebyśmy stały się lepsze, doskonalsze.

Zmienijąc magnetyzm naszych myśli jetseśmy w stanie przyciągnąć to czego potrzebujemy, a nie to czego nie chcemy.
To zdanie zawsze napotyka opór, ponieważ wiadomo, że nikt nie chce złych rzeczy, a jednak im bardziej skupiamy się na tym czego nie chcemy, tym wiecej tego właśnie dostajemy i koło się zamyka, gdyż właśnie to w nas budzi złość, agresję i popycha nas do działania, żeby dostać tego jeszcze wiecej.

TRZEBA ZWYCZAJNIE ZMIENIĆ MAGNETYZM SWOICH MYŚLI.

Ktoś może zadać pytanie jak to zrobić? tak wiem to trudne, ale nie niemożliwe, mam jednak dobrą wiadomość, trudne tylko na początku, potem jak dostrzega się nagrody jest już tylko lepiej.

Staram się pomagać ludziom chociaż mój sposób jest dość niekonwencjonalny, zaobserwowałam również negację, ale jest wiele osób, którym pomogłam na tyle, że są w równowadze z samym sobą i to uważam za swój osobisty sukces.

Jestem dumna z tego, że jestem kobietą, prawdziwą, nie dyktatorem w spódnicy skupiającym się na sobie.

Cechami kobiety jest delikatność ,wrażliwość, serce.
Kobieta ma prawo okazywać słabość , nie radzić sobie ze wszystki i nie jest to żadna ujma.

Zgadza się nie cierpię feministek, bo jak świat światem tylko mężczyzna i kobieta są w stanie tworzyć harmonijną całość.

Często spotykałam się z radami " zostaw g....ja"

Tylko nikt zagubionej kobiecie nie poradził skutecznie co potem!!!!

To tak do przemyślenia dla wrażliwych i dostrzegających w sobie pewną " pustkę" kobiet na pokrzepienie serc, że nie wszystko jest horrorem i nie wszystko jest beznadziejne.
To nie są porażki!!! to są doświadczenia potrzebne do naszego rowoju!!!

987

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witam
moja historia jest dosyć długa bo juz 12 letnia, mój mąż jest sexoholikiem, ale zdałam sobie z tego sprawę tak do końca dopiero teraz i gdyby nie nasza 9 letnia  córeczka nie byłoby nas(chociaż z tym dylematem ciagle walczę...nas już nie ma, tylko jest spokój dziecka).
Mój mąż ogladał pornografię od zawsze, nawet po tym jak sie kochaliśmy - byliśmy w łóżku razem. Potem były przelotne znajomości, romannsiki, ale zona czasem nie musi widzieć wszystkiego, walczyłam, ale teraz juz nie mam siły...
To co mnie wzruszły w Waszych potsach to czułe słówka "kocha" "tęsknie"-nic nie znaczące i ciągłe jego dopominanie że ja juz nic nie mówie.
Nie mówię bo nie potrafię patrzeć na tą obłudę. Mój ojciec duzo pił, wiem jak to jest z człowiekiem który jest uzależniony i zawsze sobie obiecywałam, że jak mnie się to przytarfi to wystawię za drzwi - a mnie cóż przytrafiło się ale w wersji sexoholizm.
I teraz naprawde nie wiem co jest gorsze, bo alkohlik przynajmnije dla otoczenia jest rozmpoznawalny a sexoholik- czuły kochający -mąż,- tatuś, jak mam wytłumaczyć to dziecku że mama ma  dosyć bo tata ogląda agencje towarzyskie, ma przelotne romanse.
Atraszliwe to trudne a ja chce być tylko kochaną kobietką (kiedyś odrzuciłam zaloty chłopaka który był we mnie zakochany po uszy) i tak myślę że teraz za to dostaje, ale drugi raz tego samego błedu nie popełnię.

Trzymajmy się razem, szukam teraz jakiejś grupy wspierającej na śląsku, może macie jakiś dares, bo chciałbym z kimś pogadać.

988

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Rybka, jeśli masz ochotę pogadać, bardzo proszę napisz.
Myślę że jestem w stanie pomóc, a napewno nie zaszkodzę.
Trzymaj się

989

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Niestety, nie wiem czy na śląsku działa grupa S-anon, bo w tej chwili jest nieaktywna strona sanon.pl ale napisz do dziewczyn na adres wspolnota@sanon.pl i zapytaj.
Ewentualnie mozesz skorzystać z grup SLAA (uzależnieni od seksu i miłości), ponieważ współuzależnieni tez chodzą.
Mozesz tez zapytac w osrodku leczenia uzależnień w swoim mieście o grupę prowadzoną przez terapeutą lub isc na terapie indywidualną.

990

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Chciałam podziękować małemu duszkowi,za pisanie na tym wątku.Jej posty dały mi dużo do myślenia i bynajmniej nie chodzi  o to, co o mnie,czy do mnie pisała.Analizowałam Jej posty, nie dlatego że wydawały mi się wartościowe, ale jeżeli ktoś poświęca mi tyle czasu analizując moje słowa tak bardzo je negując, oskarżając i deprecjonując, to uznałam że warto się im przyjrzeć.Coś musi to oznaczać.
Przeczytałam wszystkie posty małego duszka  i powiem że jestem w szoku. Bo nie wiem po co one były?Po co mały duszek tu pisał? Co chciał uzyskać? Konia z rzędem temu kto to wie smile Znalazłam w nich oskarżanie i negację myślenia innego niż autorki. Nie tylko w moim kierunku, ale do wszystkich  i za każdym razem mówi: Ja nie oceniam, nie oskarżam, piszę to co myślę.A jednocześnie taki jaskrawy przejaw nietolerancji,tak silna potrzeba zmiany myślenia u wszystkich . To są przecież osiowe objawy współuzależnienia.
Życie z człowiekiem uzależnionym od seksu nie jest proste, i każdy sam zdecyduje czy i jak będzie to życie będzie wyglądało. Rozumiem  takie postępowanie, rozumiem bo sama to przechodziłam.

mały duszek napisał/a:

Kachna
Czy myślisz, że wogóle ktoś ma ochotę i poejmnie jakiś wysiłek, żeby Cie zmieniać.
A żyj sobie w tym swoim chorym świecie i zdrowiej po swojemu nikomu nic do tego, tylko przestań narzucać innym swoje chore sposoby.

Ale przecież ciagle piszesz, że zajmujesz się sobą.

I jeszcze piszesz, że umiesz słuchać, nie masz zamiaru natomiast się wczuwać, no bo przecież gdyby psycholog się wczuwał, to by zwariował.

Z tego wnioskuję , że uważasz się w dodatku za światowej klasy specjalistę psychologa.
W innym wątku, jako iruda poszłaś o wiele dalej, że niby pracujesz ze studentami.

Boże, widzisz to i nie grzmisz.

Jak długo będziesz miała potrzbę kontrolować nawet to co myślą inni i dostawać furii jaśli będą myśleć inaczej.
Twoje wąskie horyzonty myślowe oparte są zaledwie na kilku książkach.
Mam wrażenie , że już sama nie wiesz kim jesteś.

Jeśli ktoś ma potrzebę mieć tyle osobowości, to chyba coś jest nie hallo!!!

Pomyślałam"może faktycznie narzucam komuś mój punkt widzenia. Oto moje słowa na temat grup:

kachna66 napisał/a:

Ja nie rozumiem twojego podejścia do grup, bo Ja zawsze byłam inna, ale nie mam zamiaru Cię przekonywać do zmiany zdania,bo to by znaczyło ze nie szanuje twojego.Jeszcze dwa lata temu próbowałabym Cię przekonać do zmiany zdania, bo to Ja wiem ze się mylisz. Ale własnie dzięki grupie wiem ze to bzdura, Grupa pomogła Mi i wielu innym, ale nie koniecznie wszyscy musza na nią uczęszczać ."(....)
Każdy ma swój czas i mówi tyle ile chce i co chce i na ile jest gotowy.
Chcesz to się wczuwasz, chcesz i potrafisz to rozumiesz.Samowolka,ale tylko co do  mówienia,rozumienia,czy ilości użytej empatii.To się robi na grupie, ale nie to jest ważne co się robi, ale co się wynosi z grupy.
Jako współuzależniona, empatią mogłabym się podzielić z kilkoma osobami, ale nie zawsze jej używam, zajmuję się tym uczuciem dość dokładnie i u Mnie dobre  słuchanie i nie musi iść w parze z wczuwaniem się(ciekawe po ilu sesjach psycholog-terapeuta wczuwający się miałby dość swojej pracy) i rozumieniem.
Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie kolega i mówi"zastrzeliłem swoją mamę bo nie zrobiła mi naleśników, a tak miałem na nie ochotę i tak Ją prosiłem".Jak bardzo będziesz się wczuwać w Jego problem pt. miałem ochotę, prosiłem? Czy będziesz w stanie zrozumieć jego postępowanie?. Czy to że go nie rozumiesz, i nie chcesz/nie potrafisz się wczuć w jego problem, będzie znaczyło że twoje słuchanie nie jest dobre, bo pozbawione tych czynników którymi obwarowałaś "dobre słuchanie"?
Raz Ja napisałam i Iruda napisała,-na grupie nie daje się rad-to po co twoje dywagacje na temat doradzania?

Nie widzę tu narzucania. Natomiast  jak nazwał byś te słowa?:

mały duszek napisał/a:

TRZEBA ZWYCZAJNIE ZMIENIĆ MAGNETYZM SWOICH MYŚLI.

Czy mogłabyś napisać coś więcej na ten temat? Nie jest sztuką napisać co trzeba zrobić, opowiedz jak Ty to zrobiłaś i co przez to zyskałaś?  Czy potrafisz opowiedzieć?
Dajesz gotowe rozwiązanie, Ty wiesz co trzeba zrobić.

mały duszek napisał/a:

Uważam, że tylko ludzie, którzy nie potrafią samodzielnie myśleć potrzebują stereotypów, żeby móc się gdzieś wpasować, w jakiś schemat, bo przecież gdzieś przynależeć muszą i jeśli jest ABC to trzeba robić DEF, nic wiecej, a broń Boże wsłuchać się w siebie i zacząć myśleć i odpowiadać za własne życie , są to ludzie którzy bez grupy nie potrafią funkcjonować, muszą się przeglądać w oczach innych i tam szukać akceptacji.

Jak wytłumaczysz sprzeczność tych dwóch postów? A może nie ma tu żadnej sprzeczności? Może napisałaś tak, dlatego że uważasz Mnie i inne osoby chodzące na  grupy za niepotrafiące  samodzielnie myśleć i funkcjonować, to Ty jesteś Tą która wie co "trzeba" ? Muszę to przemyśleć.
Choć twoje "zmienić magnetyzm myśli",w moich uszach, brzmi trochę jak "abra kadabra" , nie będę się nastawiać negatywnie, bo taka już jestem, nie znam nie oceniam. Dlatego poczekam, na wytłumaczenie co to ta "zmiana m....".

mały duszek napisał/a:

Carnes, no cóż chłopina dawno temu napisał co wie, przeprowadził badania wcale nie obiektywne bynajmniej, coś tam stworzył, zgarnął kase i dla Ciebie on jest guru? albo ta druga z książki "koniec współuzależnienia"
Schematy, schematy, schematy i w dodatku stworzone dawno temu, a świat już tak poszedł do przodu.
Nie rozumiem, jak można na własne życzenie robić sobie taką krzywde i swoje życie opierać na takich rzeczach.
To rozpamiętywanie, analizowanie swoich zachowań , swoich wad i zalet, może doprowadzić tylko do jednego, do psychozy.
Bo jak świat światem, ludzie zawsze będą mieli wady i zalety, zachowania, lepsze lub gorsze ,które często są wynikiem sytuacji i opieranie swojego życia na podstawie kilku napisanych dawno temu książek to dopiero brak odpowiedzialności.

Schematy nie zostały stworzone dawno temu, ale dawno temu zostały, zauważone i rozpoznane i nazwane.
Tak ludzie zawsze będą mieli wady i zalety, zachowania lepsze i gorsze. Ale zachowania ,które uniemożliwiają noremalne funkcjonowanie typu: siedzenie przed komputerem kilka godzin dziennie, oglądanie porno i onanizowanie się przy tym, notoryczne zdrady, fizyczne czy emocjonalne czy wirtualne romanse,są zaburzeniami zachowania i osobowości, nie wadami Każdy z Nas ma prawo ze swoim życiem robić co chce. Można szanować lub podważać autorytety, można zaburzenia nazywać wadami, można godzić się lub nie na zachowania partnera, można zaufać psychologii i analizować swoje zachowania lub nie. Bez względu na to jak postąpimy nikomu nic do tego.
Prawda jest jednak taka, że jak seksoholizm nazwiemy wadą, będziemy umniejszać znaczenie psychologii jako nauki i będziemy deprecjonować metody w niej stosowane, to tu też jest  coś nie halo. Bo tak patrząc z boku po co to zdrowej osobie? Zdrowy człowiek powie nie ufam, nie lubię, nie chcę iść drogą, którą pokazuje psychologia i nie muszę nikomu tłumaczyć dlaczego. Ja będę zmieniać magnetyzm..........bo tak chcę To jest ok. każdy ma prawo decydować co zrobi ze swoim życiem. Ale jeżeli negujesz działanie grup (mimo że w nich nie uczestniczyłaś),  podważasz kompetencje autorów książek, cenionych na całym świecie (mimo że nie czytałś),  skuteczność terapii(a sama jej nie przeszłaś),w końcu poddajesz w wątpliwość zdrowienie, moje i innych dziewczyn, to też tu jest coś nie halo. Dlaczego mi to nie pasuje? Bo piszesz tak:

mały duszek napisał/a:

Natomiast bulwesuje mnie fakt w jak ograniczony i lekkomyślny sposób tu na tym forum każdą osobę z problemami natychmiast przypina się łatkę współuzależnienia uznając to jako pewnik, chociaż nigdy się tej osoby nie widziało, nie badało, a co gorsze niektóre osoby uznają się w tym zakresie specjalistami.
Bo to , że ktoś ma jakieś tam symptomy nie daje wyłączności do postawienia takiej diagnozy, ponieważ takie symptomy występują też w innych problemach niż współuzależnienie.

i to również Ty:

mały duszek napisał/a:

Natomiast zawsze uważałam , że człowiek o szerokim horyzoncie myślowym jest w stanie spojrzeć na inny punkt widzenia i przynajmniej zastanowić się.

po czym piszesz

mały duszek napisał/a:

TRZEBA ZWYCZAJNIE ZMIENIĆ MAGNETYZM SWOICH MYŚLI.

Szkoda że nie dałaś Nam szansy spojrzeć na twój punkt myślowy, tylko skupiłaś się na negatywnej ocenie naszego.

mały duszek napisał/a:

... są osoby, które w grupach czują się fatalnie, może są indywidualistami, może nie mają potrzeby przeglądać się w oczach innych, oglądać swoich zachowań u innych.

Nigdy tego nie negowałam. Nie protestuję, jak ktoś nie chodził na grupę wsparcia, wypowiada się na jej temat  negatywnie, pytam skąd takie zdanie.Ale mimo tego jestem wdzięczna małemu duszkowi. To spowodowało, że przyjrzałam się swoim postom,znalazłam tam rzeczy, których sobie nie uświadamiałam.I Będę nad sobą pracować, analizować i w ten sposób zmieniać moje myślenie. Chyba że ktoś mi pokaże inny łatwiejszy sposób.

991

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ja już wiem, czemu wasi partnerzy się o seks dopraszają, na forum się przesiaduje dniami i nocami, co ?

Okej, ja już sobie idę, nie było mnie tu, moderatorki też przepraszam smile

992 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-05-20 20:14:15)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Myslę, ze i mały duszek i A-86 właśnie pożegnały sie z forum (na innym wątku), na którym udzieliły mnóstwo wsparcia i nie zostały odpowiednio docenione:

mały duszek napisał/a:

2012-05-18 10:03:10
Nie będę wiecej pisać na tym forum, bo
- jest ono przesiąknięte bardzo negatywnym nastawieniem do innych ludzi, a szczególnie do ludzi o innym punkcie widzenia,
- wsparcie jest tylko pozorne, nierozwijające
- są osoby nieszczere, potrzebujące tworzenia innych postaci w celu przeforsowania swojego zdania,
- bardzo negatywnie wpływa na moją psychikę,
- pokazuje, że tak naprawdę ludzie nie dostrzegają innych aspektów, tylko usilnie starają się o to , żeby problem zdominować ich życie.

Przyznam, ze posty małego duszka także dawały mi do myślenia i zaczełam sobie juz wmawiać, że to nie współuzależnienie i uzależnienie sa moim największym problemem, tylko hipochondria, usilne szukanie problemy tam, gdzie go nie ma.
W zwiazku z tym, że trochę przepracowałam na grupach (które nic nie dają wink , to złość, która sie pojawiała po takich postach powodowała szukanie w sobie głeboko, co mnie denerwuje, co w zdecydowany sposób przekłada sie na moje relacje z mezem i dziećmi, bo zamiast sie wściec na maksa i pozostawić po sobie popiół i zgliszcza, mówię sobie "pomyśl, dlaczego sie wkurzyłas, na co w sobie, co dotknęli inni, dlaczego pozwoliłaś, aby inna osoba cie dotknęła".
W sumie dobrze.

Anechoreta napisał/a:

Ja już wiem, czemu wasi partnerzy się o seks dopraszają, na forum się przesiaduje dniami i nocami, co ?

Ależ płytko rozumujesz, płytko. Cokolwiek wiesz o uzależnieniach???
Mój sie nie dopraszał, wolał wirtualne miłości od realnego życia.
Jak było między nami dużo seksu, to sie nakręcał na więcej i perwersyjniej - i tego szukał gdzie indziej.
Istotą uzależnienia jest kłamstwo, manipulacja i drugie życie, a także przymus pewnych zachowań i ich eskalacja, a nie wyłącznie potrzeby seksualne.

993

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
iruda napisał/a:

Ależ płytko rozumujesz, płytko. Cokolwiek wiesz o uzależnieniach???

Ale humoru to ty za grosz nie masz dziewczyno. Weź parę głębokich wdechów, każdy ma jakieś problemy w życiu, trzeba raz na jakiś czas się z nich pośmiać, to pozwala otrzeźwić trochę punkt widzenia.

Nie chciałem z żaden sposób cię urazić i przepraszam.

iruda napisał/a:

Jak było między nami dużo seksu, to sie nakręcał na więcej i perwersyjniej - i tego szukał gdzie indziej.

Więcej to chyba lepiej, nie ? Co do perwersji się nie wypowiem, bo nie chcę wchodzić w prywatne szczegóły, o szukaniu gdzie indziej też nie.

Ale może istniała możliwość realizacji przynajmniej części z nich, jakiś kompromis, kto wie, może by się spodobało ??

994

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
Anechoreta napisał/a:

Więcej to chyba lepiej, nie ?

Tak? ale nie więcej ze mną. "Nakręcał" sie czatując z kimś innym, albo na stronach porno, a ze mną tylko kończył. Szczerze mówiąc średnio mi taka relacja odpowiada.

Ale może istniała możliwość realizacji przynajmniej części z nich, jakiś kompromis, kto wie, może by się spodobało ??

A poczytaj sobie chociażby Carnes "Od nałogu do miłości".
Tu nie chodzilo o to, by spełniała zachcianki stara żona, tylko, żeby był ciągle młody haj, czyli ciągle szukanie i gonienie króliczka.

A tak w ogóle to jakoś ogarniasz o co chodzi w tym wątku ?

995

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Iruda ,a mi tak naprawdę żal małego duszka. Dawno nie widziałam tak bardzo nieświadomej swoich uczuć osoby, pełnej zaprzeczeń i wyparć. Ma Ona bardzo silną potrzebę wspólnoty, uczestniczenia w grupie o czym świadczy jej pobyt na forum, znajomość osób i treści tego wątku. Bardzo chce pomagać innym, przecież po to tu weszła,żeby Nas zmienić,pokazać błędy jakie popełniamy. Pobyt tu wpływa na nią negatywnie bo nikt nie zrozumiał tego co chciała przekazać.

996

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Kachna, nie żartuj sobie smile
A najlepiej zabrzmiało "znajomośc osób" - żeby uważać, że 5 różnych osób to jedna i ta sama...

997

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

smile smile smile na jednej fali

998

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Wracając do pytania głównego - jak żyć?
Ja póki co, po rozważeniu wszystkich "za i przeciw", staram sie życ z moim m., ale nie za bardzo blisko, ponieważ ciagle jestem bardzo podatna na zranienie. Gdy zbyt dużo oczekuję, to zbyt mocno przeżywam porażkę.
Często zapominam, ze od człowieka chorego nie mogę oczekiwać, zeby nagle był zdrowy, nie mogę oczekiwać, zeby nagle umial coś, czego nigdy nie umiał.
Uczę sie dbać o swoje emocje, dzięki tym dziewczynom z Al-anon i S-anon, które w rozwoju duchowym sa dużo dalej niż ja, uczę sie rozpoznawać swoje ukryte motywy i potrzeby dzięki pracy nad sobą w SLAA.
Na razie mamy abstynencję seksualną całkowitą - to tez potrzebne. Jezeli zbudujemy dobrą relację, to ta sfera tez ma szansę wrócić. Jezeli nie bedzie relacji, to dla mnie seks nie ma z tą osobą sensu.

999

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Cytuję za portalem Onet, z The Times. Może komuś to coś wyjaśni, bo to opinia człowieka z drugiej strony barykady.

-----

Uzależniony od prostytutek

To, co mnie wkurza podczas debaty o prostytucji, to spekulowanie na temat motywów, jakby chodziło o jakiś niesamowity sekret, który odkryć może tylko zespół genialnych psychologów: ?Dlaczego to zrobił??, ?Jak się czuł??, ?Jak tak mógł? Co go skusiło? Przecież ma dziewczynę!?, ?Czy jego penis jest mikroskopijnie mały??, ?Musiał odczuwać podświadomą żądzę zabicia swojej matki?.
Przez sześć lat byłem uzależniony od prostytutek. Wszystkie symptomy jak z podręcznika: przyspieszony puls, hiperwentylacja, niezdolność do odejścia, po tym jak opadała czerwona mgiełka pożądania, niesamowity haj przed i totalny, miażdżący dół po wszystkim, beznadziejne próby wymazania wstydu, nawet na kilka minut ? zazwyczaj poprzez kupowanie seksu. Dlaczego pożądałem prostytutek jak ćpun nowych dragów? Chciałem niczego nie czuć, zapomnienie sprawdza się doskonale po złym dniu w pracy lub na kacu.

Przede wszystkim, pozwólcie mi skruszyć kilka mitów o klientach, zwanych zwyczajowo ?Johnami?. Nigdy nie byłem: brzydki, bezrobotny, śmierdzący, intelektualnie niedorozwinięty, niepiśmienny, niewykształcony lub dumny z tego, co robiłem. Jak większość ludzi, mogę być dobrym kumplem, ale mogę też okazać się idiotą. Zawsze miałem dobre, chociaż ciut na dystans, stosunki z moją rodziną (z ręką na sercu mogę powiedzieć, że lubię moją matkę). Przez większą część mojego dorosłego życia miałem też dziewczyny.

Jestem młody (35 lat) i dzięki Bogu żonaty z dziewczyną, która zna moją przeszłość i której nigdy bym nie zdradził. To prawda, w przeszłości piłem za dużo, a żądza płatnego seksu zanikała tak samo jak żądza papierosa ? dopiero wtedy, kiedy ?wysychałem?. Wszyscy nałogowcy pragną tego stanu, kiedy nic innego nie ma znaczenia. Docierałem tam dzięki alkoholowi, a następnego dnia, przy akompaniamencie kaca, dzięki seksowi. Nazywałem to dylematem hedonisty.

Jako nastolatek zostałem wysłany do wyłącznie męskiej szkoły z internatem, gdzie czułem się samotnie, nienawidząc mentalności grupowej. Straciłem dziewictwo w wieku 15 lat, ale tak jak wszyscy chłopcy z mojego otoczenia, moje pierwsze doświadczenia seksualne związane były z kobietami w magazynach porno. Skończyłem szkołę jako chłopak średniego wzrostu i temperamentu (z odrobiną porywczości), z umiejętnością odnoszenia się do przeciwnej płci na poziomie poniżej przeciętnej.

Moim problemem nie było to, że nie potrafiłem przelecieć kobiety, po prostu nie potrafiłem z nimi rozmawiać. Mój pierwszy raz miał miejsce w moje 18. urodziny w Amsterdamie. Byłem pijany i pod wpływem narkotyków wraz z sześcioma znajomymi ze szkoły, którzy zdecydowali, że w planach mamy odwiedzenie burdelu. Czy czułem, że przekraczam jakąś granicę? Niespecjalnie. Nie mogłem po wszystkim wstać, a kiedy zaczęło się zbiorowe przechwalanie ? słowo ?ogier? było wtedy na topie ? skłamałem. Pamiętam, że myślałem wtedy: ?To było gorsze od stracenia dziewictwa!? Doświadczenia tamtej nocy nie wywołały u mnie nałogu płatnej miłości. Ale pozostały lekcje znane mi już z pornografii: że kobiety istnieją tylko w jednym celu.

Nie wiem, skąd wzięła się teoria, jakoby z usług prostytutek korzystał jeden na dziesięciu mężczyzn. Moim zdaniem, przynajmniej 50-60 proc. odwiedziło którąś z nich przynajmniej raz w życiu. Nie wydaje mi się, by mężczyźni lubili na ten temat rozmawiać nawet między sobą, ale od czasu do czasu komuś się wypsnie, zazwyczaj podczas popijawy. Mowa jest o ?miłej Szwedce?, ?dobrej? lub ?profesjonalnej? dziewczynie. ?Dobra? oznacza, że wszystko udawała i dobrze ukryła obrzydzenie dla twojej osoby. Co do ?profesjonalizmu?... Przyjaciel opowiedział mi o pewnym miejscu w Chelsea, gdzie się udał: siedziały tam dwie kobiety, oglądające ?Przyjaciół?. ?Wybierz jedną?, usłyszał. Jego zdaniem nieprofesjonalne było to, że dziewczyna, której nie wybrał, była wyraźnie z tego faktu zadowolona. ?Odeszła w radosnych podskokach?, jak mi powiedział.

Trzeba mieć nie po kolei w głowie, by myśleć że prostytutka lubi uprawiać z tobą seks. Ale docenisz każdą kobietę, która pozwoli na zawieszenie niewiary. ?Dobra? prostytutka nie patrzy na zegarek w połowie, nie daje ci też znać, że przez płacenie za seks stałeś się ucieleśnieniem wszystkiego, czego w mężczyznach nienawidzą kobiety.

Dlaczego mężczyzna idzie do prostytutki? By ją przelecieć ? tak brzmi skrócona wersja odpowiedzi. Pomyłką jest wiązanie płatnego seksu z uczuciami. Lepiej myśleć już o braku uczuć, odrobinę strasznej pustce, niemożności seksualnego i emocjonalnego komunikowania z partnerem. Przelecenie prostytutki nie rozwiązuje problemów emocjonalnych. Nie leżysz na jej łóżku, tłumacząc jej swoje problemy sercowe, nie próbujesz jej uratować z ponurych okowów zawodu. Dlaczego mężczyzna potrzebuje prostytutki, jeśli ma cudowną dziewczynę w domu? Niezależnie od wspaniałości urody i charakteru kobiety, z którą sypia, potrzebuje czegoś innego, a potem jeszcze czegoś innego. Czasami chodzi o wyrwanie się z otaczającej rzeczywistości, szczególnie dzięki nienawiści do samego siebie. Nigdy nie miałem tej samej prostytutki dwa razy.

Swoją drugą prostytutkę kupiłem cztery lata po pierwszej. Byłem w centrum Londynu, na kacu i zobaczyłem wizytówkę w budce telefonicznej. Przez głowę przeleciała mi myśl: ?Jeśli zadzwonię pod ten numer, mogę za pięć minut uprawiać seks?. Nagle pragnienie seksu stało się tak fizycznie intensywne, że miałem problemy z oddychaniem.

Dziesięć minut później leżałem na cienkim materacu ze starszą Angielką. Wspomnień nie mam żadnych, ale biorąc pod uwagę alkoholowy bałagan, jakim stawało się powoli moje życie, sam fizyczny akt przyniósł ukojenie. Na jakieś osiem minut życie stawało się bańką, piersiami i łonem, pokojem pełnym waty. Potem dochodziłem do siebie, a pokój opuszczała nieznana mi kobieta. W powietrzu unosił się, niezależnie od okoliczności, zapach wybielacza.

W chwili, kiedy przestałem korzystać z prostytutek, powoli zacząłem dochodzić do trzycyfrowego wyniku. W najgorszym okresie spotykałem się z trzema kobietami tygodniowo, zazwyczaj w Soho, gdzie wtedy można było kupić ?full serwis? za 20 funtów. Żądza seksu zawsze była najmocniejsza na kacu. Niepokój jest wielkim afrodyzjakiem.

Wyszedłem od prostytutki tylko dwa razy ? kiedy okazała się mieć ponad 50 lat, a raz kiedy dziewczyna była przykuta łańcuchem do łóżka (nie wiedziałem, czy to część jej numeru, czy też prawda). To kolejny mit o tym biznesie, że klient poczuje się jak Richard Gere i uratuje kobietę z jej tarapatów. Co zrobisz, dasz swojej prostytutce pięć tysięcy funtów? Nie mogłem uwierzyć, że niektóre z dziewczyn, które spotkałem, pracują w tej branży. Jedna Niemka była bardzo wyedukowana ? musiało się jej w życiu przytrafić coś złego. Próbowałem ją odnaleźć i dać jej numer telefonu znajomego, który mógł dać jej pracę, ale lokal został zamknięty.

Niektórzy mężczyźni twierdzą, że idą tam dla rozmowy, ale litości, nie idziesz do burdelu rozmawiać. ?Cześć?, mówi ona. ?Cześć?, odpowiadasz. ?Skąd jesteś??. ?Z Neapolu?, odpowiada. ?Byłem we Włoszech!?, odpowiadasz, jak totalny palant. ?Skąd ty jesteś??, pyta ona, totalnie nie zainteresowana odpowiedzią. ?Erm, z Anglii?, odpowiadasz. I to by było na tyle.

Najdłuższa rozmowa, jaką przeprowadziłem, polegała na omówieniu tego, co moja prostytutka robiła na siłowni. Ale większość z nich nie rozmawia. W telewizorze w pokoju może iść film porno, żebyś poczuł atmosferę. Gdzieś w twoich myślach obrzydzenie dla samego siebie miesza się z przekonaniem, że nie jesteś taki zły, że musiała spać z gorszymi typami. Prostytucja to poniżające doświadczenie dla obydwu stron. Jako klient musisz dużo zapłacić, a twoje samopoczucie cierpi na tym strasznie. W większości przypadków masz życiowe problemy i w większości przypadków prostytutka może to samo powiedzieć o sobie.

Prostytutka na Berwick Street powiedziała raz mojemu znajomemu, że przypomina jej byłego i ?w ramach promocji? zrobili to bez prezerwatywy. Był oczywiście pijany, a po wszystkim niesamowicie przestraszony. Czy to była jej zemsta? Czy miała nie po kolei w głowie? Czy miała HIV? Czy on teraz też miał HIV?

Istnieje paru totalnie szczęśliwych nałogowców: czujemy się jak outsiderzy i dlatego robimy to, co robimy. Ale kiedy poszedłem na spotkanie AA, zobaczyłem pokój pełen ludzi dokładnie takich samych jak ja. Czułem się wyalienowany, a tutaj nagle spotkałem całą masę ludzi opowiadających o sobie dokładnie tak, jakbym mógł to zrobić ja sam.

Opisywali pięć, dziesięć, piętnaście minut przed piciem, narkotykami, grą w pokera lub seksem, kiedy szalejesz, kiedy myślisz że nie możesz tego zrobić. Opisali ten stan umysłu, to ?nie powinienem tego robić?, zabierające dech wrażenia podczas aktu i patetycznie wstydliwą pustkę po wszystkim. Opisali rozmyślanie o potencjalnych konsekwencjach i podążanie za zewem nałogu mimo wszystko. Opisali uczucie wyjątkowości i izolacji. Po chwili zdałem sobie sprawę z najwstydliwszej prawdy: wcale nie byłem inny od nich.

Wywiad przeprowadziła STEFANIE MARSH

1 000 Ostatnio edytowany przez kashya (2012-09-22 11:45:56)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witajcie,
po raz pierwszy wypowiadam się w tym wątku - jestem na początku tej drogi, którą wy mimo bólu idziecie. Chciałabym zapytać kto wytrwał w związku?
Tak jak pisała Kachna w swoim pierwszym poście, weszłam tu żeby znaleźć kogoś, komu się udało. Wiem że słowo 'udało się' mozna różnie rozmieć, więc uściślę- kto został ze swoim ZDRAJCĄ i dalej chce z nim być? i co się zmieniło na lepsze? i ile czasu minęło od chwili gdy podjęłyście decyzję, że próbuje?

z góry dziekuję za odpowiedź.

Interesuje mnie zwłaszcza dalszy los małżeństwa maliny, bo u mnie niestety jest baaaaaardzo podobna historia sad

malina, prosze odezwij się, a jeśli pozostałe dziewczyny wiedzą że ona tu  juz nie wchodzi a mają z nią jakiś kontakt to proszę... przekażcie jej zeby sie do mnie dezwała.

u mnie trzy miesiace, z czego na miesiac wyjechałam zeby nabrac dystansu. on chodzi na mityngi SLAA i SA, chodził na terapie indywidualna ale pani terapeutka go 'porzuciła' z przyczyn niezaleznych i teraz szukamy nowego miejsca (na wtorek jestesmy umowieni na spotkanie z krzysztofem tylskim- podobno sie zna na tym, zobaczymy...). ja od poniedziałku zaczynam terapie DDA (dwa procesy terapeutyczne w jednym czasie niewskazane wiec wybrałam ten bardziej pierwotny problem, mysle ze wspoluzaleznienie zawrze sie w nim).

1 001

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Widzę, że od prawie roku nikt nie pisał w tym wątku. Szkoda bo jest ważny i potrzebny. Ja też jestem współuzależniona od mojego męża seksoholika. Znamy się 7 i pół roku. Po ślubie jesteśmy ponad 4.
Gdy dowiedziałam sie po raz pierwszy, że on ogląda porno i chodzi na czaty erotyczne, nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Chodziłam po mieście i rozmyślałam co robić.
Zastanawiałam się wtedy czy nie odwołać ślubu i nie zostawić go.
Niestety zabrakło mi odwagi. Całe życie będę żałować, że nie miałam wtedy w sobie dość siły, by odejść. Czułam ogromny wstyd.
Jakoś to zagłuszyłam wszystko. Choć przez pewien czas chodziłam na nauki przedmałżeńskie i wszystko mówiło: to jest zły pomysł, to jest zły pomysł, TO JEST ZŁY POMYSŁ. Zagłuszyłam i wyszłam za niego.

Pierwsze miesiące były piękne, spokojne, bezpieczne.
I rok po ślubie trach! Na wspólnym laptopie znalazłam zdjęcia obcych kobiet.Nawet nie aktorek czy modelek porno, takich zwykłych kobiet, rozebranych. Kłamał, że nie rozmawiał z kobietami, tylko z facetami o ich żonach. Wyłam z bólu. W jednej chwili zrozumiałam jaki błąd popełniłam.
Przez całą noc chodziłam po okolicy, płakałam. Byłam w jakimś amoku.
Wróciłam, dałam się przeprosić. Ale odtąd i tak już nigdy nie było naprawdę dobrze. Zawsze na dnie czaił się strach i nieufność.
Okresy kiedy starałam się ufać i żyć normalnie przeplatały się z takimi, kiedy coś znajdywałam, zapis historii w komputerze, urywek rozmowy. Robiłam totalną awanturę.

Dwa lata po ślubie kolejny raz, trzy lata znowu. On się zarzekał, że to nic nie znaczy, kłamał w żywe oczy. Czasem przyznawał że to silniejsze od niego, że nie potrafi przestać. W zeszłym roku było apogeum. Jedna afera w maju, druga w listopadzie. NIe rozmawialiśmy ze sobą z miesiąc. Coś się dla mnie skończyło. Zaczęłam się przygotowywać do samodzielnego życia. Zagroziłam mu że się wyprowadzę, kazałam mu szukać terapii. Poszedł na jakąś grupę wsparcia. Dałam szansę, ale widzę że nie ma w nim przekonania do tego, nie angażuje się. W sumie nawet nie wiem czy nadal tam chodzi. Uzaleznionemu nie wolno wierzyć w ani jedno słowo.

Kilka dni temu znów odkrycie. Najlepsze że już go nie szpieguję, nie sprawdzam. Oduczyłam się tego dla siebie. Po prostu podeszłam niespodziewanie i zobaczyłam znów livechata na jego monitorze. I znów kłamstwa w żywe oczy, znów zapieranie się.

Odciełam się od niego. Nawet nie podejmuję rozmów, nie chce mi się. Napisał mi wczoraj długiego maila o tym jak to mu trudno, nawet jeszcze nie odpisałam. Wiele razy prosiłam o szczerość, oferowałam swoją pomoc. Już wystarczy.

Przeszłam jakiś etap, chyba krok milowy. Już nie krzyczę, nie robię awantury, nie proszę, nie pytam. Nie mam ochoty słuchać kłamstw. Coś we mnie umarło. Czasem jak jestem sama, to sobie popłaczę nad swoim losem, nad dziećmi, których nie będę miała, nad marzeniami, które się już nie spełnią. Ale jemu nie robię wyrzutów. Mówię po prostu - lecz się, jak nie, to nie ma dla nas żadnej przyszłości. Do niego to i tak nie trafia. Nawet jak się wystraszy że naprawdę mogę odejść to co z tego. Będzie dobrze przez miesiąc, dwa, a potem powtórka z rozrywki. Rezygnuję. Nie widzę sensu w jakiejkolwiek walce. Nie ma sensu go prosić o nic, namawiać, starać się czy udowadniać.
Mamy wspólną firmę. Ok mogę z nim pracować, mogę pomieszkać rok czy ile tam bedzie trzeba. Nadejdzie czas, że się po prostu wyprowadzę. Nic więcej nie pozostało...

1 002

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Bardzo dobrze, że zaczęłaś walczyć o siebie, nie bój się radykalnych kroków. Radzę się jak najszybciej wyprowadzić i złożyć papiery rozwodowe, bo masz przecież cały czas szanse na poznanie kogoś kto Cie pokocha szczerze i kogo Ty pokochasz. Nie zabieraj sobie tej szansy przez jakiegoś padalca. Sama napisałaś, że pracować z nim możesz, to dobrze, znaczy, ze jesteś na tyle silna, ze się od całej sprawy odseparowujesz. Duzapanna, walcz o siebie i daj sobie szansę smile Pozdrawiam i trzymam kciuki

1 003

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dzięki za dobre słowo Nirvanko. Narazie niestety nie mam możliwości się wyprowadzić. Dopiero co założyłam firmę, jeszcze nie zarabiam na tyle żeby się utrzymać zupełnie samodzielnie. Narazie separuję się od niego emocjonalnie. W zeszłym roku żyłam tak przez jakiś czas. Mieszkaliśmy w osobnych pokojach, nie rozmawialiśmy, nie zastanawiałam się nad tym co on robi, co się z nim dzieje. Zajmowałam się tylko sobą. Było mi ciężko, ale jednocześnie czułam się taka wolna jak daaawno temu. Tak cudownie wolna.

1 004

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witaj,

ten wątek chyba przestał żyć nie bez przyczyny. Nie wiem zresztą, czy się w niego wczytałaś. Mąż bohaterki był uzależniony od prostytutek. Dała mu rok i mimo, że on coś tam niby pracował nad sobą (nie pamiętam dobrze, ale chyba nwet mu wyszło) ona zdecydowała się odejść. I zapewne nic nie pisze, bo jest szczęśliwa.
Mi się wydaje, że z uzależnionym od seksu nie da się żyć, ale to Twoje życie i Twoje decyzje.
Zapraszam do grupy wsparcia dla kobiet kochających za bardzo - będziesz tam pasowała.

Co mi się rzuciła w oczy:

Czasem jak jestem sama, to sobie popłaczę nad swoim losem, nad dziećmi, których nie będę miała, nad marzeniami, które się już nie spełnią. Ale jemu nie robię wyrzutów. Mówię po prostu - lecz się, jak nie, to nie ma dla nas żadnej przyszłości. Do niego to i tak nie trafia. Nawet jak się wystraszy że naprawdę mogę odejść to co z tego.

A skąd takie wnioski??? Jeszcze wszystko przed Tobą i wspaniały los i dzieci, spełnione marzenia. Warto odzyskać siebie, im szybciej, tym szybciej zaczniesz w to wierzyć i uśmiechać się.
Domyślam się, że jesteś bardzo młoda, zapewne około 30ki, czyli to najlepsze lata Twojego życia.
Skoro już podjełaś decyzja (a jak sama napisałaś straszenie nie pomaga, bądź konsekwętna i faktycznie odejdź). I może jednak spróbuj się wyprowadzić. To bardzo pomoże. Na wątku dziewczyny Ci opowiedzą, jak niemożliwe w tym względzie staje się możliwe i jak wiele to daje.

1 005

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Zwyczajnie nie mam za co się teraz wyprowadzić. Nie wiem ile potrwa zanim się finansowo odkuję, może z pół roku, może więcej.

Dlaczego mówię o utraconych marzeniach? Bo jak wychodziłam za mąż to z myślą że to na całe życie. I generalnie jestem zdania że zawsze warto naprawiać, wybaczać. No chyba że ktoś nie chce wybaczenia i nie robi nic jak mój mąż. Do tego jestem osobą wierzącą i nie bardzo mogę się pogodzić z tym, że miałabym budować rodzinę z kimś nowym.
Nie mówię że tak się nigdy nie zdarzy, ale nie jest to coś o czym potrafię i chcę teraz myśleć.

1 006

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dlatego zostaw teraz to myślenie, choć jest łatwiej gdy nie mamy czarnych myśli, że rozpad tego małżeńśtwa, stanowi rozpad całego życia. Łatwiej przez to przejść, gdy się ma jakąś nadzieję.
Jeśli jesteś wierząca, w tej sytuacji spokojnie możesz starać się o unieważnienie małżeństwa. Ale jakie to na ten moment ma znaczenie.
Wiele dziewczyn pisze jak Ty, co do wyprowadzek, a jednak potem okazuje, że się da. Istotne jest to na czym teraz się skupić, ale sama musisz odrkyć, co tak naprawdę jest najważniejsze.

1 007

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witaj, DużaPanno:)

Posłuchaj, marzeń się nie traci. Marzenia jeśli nadal są w Tobie to będą pomagały Ci się ogarnąć, tylko odpowiednio o nie zadbaj. Nie patrz na to co było, bo i tak już w sobie zamknęłaś rozdział swojego małżeństwa. I niestety (stety!) ale nie masz innego wyjścia jak nadać marzeniom nowego kształtu. Najważniejsze teraz to mocno wziąć się w garść, odstawić emocje na bok i zacząć chłodną kalkulację. Określ konkretnie czego byś teraz chciała od życia, i uruchom wyobraźnię - co mogłabyś/powinnać zrobić żeby sobie stworzyć choć zalążek tych planów?

Nie myśl na razie o budowaniu rodziny z kimś nowym bo się najnormalniej w świecie przestraszysz tych niby ogromnych zmian obecnego życia. Żeby to miało kiedykolwiek jakiś sens to najpierw Ty sama musisz się ogarnąć i stać silniejszym człowiekiem. Trzeba zlikwidować obecną nieciekawą sytuację. Więc zacznij małymi kroczkami:) Skończ to nieudane małżeństwo najszybciej jak tylko możesz, bo to Cię będzie ciągle psychicznie ograniczać. Emocje będą się przebijać, wiem, ale od tego mamy rozumki, żeby te emocje gasić kiedy przeszkadzają. Stań się samodzielną kobitką, która z cierpliwością będzie dzień po dniu układać kolejne elementy nowego życia - i zrobi to dokładnie tak jak chce!:) To tylko i wyłącznie Twoje życie, nikt Ci go nie poukłada, więc zrób dla samej siebie wszystko co tylko Ci trzeba:)


Jak dokładnie wygląda Twoja sytuacja finansowa? Spójrz realnie na to ile zarabiasz i oceń podstawowe wydatki, takie naprawdę niezbędne minimum potrzebne do życia. Jaką masz możliwość uzyskania tymczasowej pomocy finansowej od rodziny? Wynajęcie własnej ciasnej klitki nie jest kosztowne. I naprawdę lepszy czasem wynajęty ciasny pokój niż mieszkanie z osobą, która niszczy nas psychicznie. Może się wydawać, że się człowiek pogodził z sytuacją, że patrzy na kiedyś bliską osobę już z dystansem, ale mimo wszystko nadal ze sobą mieszkacie, nadal wspólne kąty i przedmioty tworzą podświadomie dawne odczucia. Stwórz sobie nową czystą kartę. Możesz z nim pracować? Jeśli z czystym sumieniem twierdzisz, że tak, to próbuj. Ale całą resztę życia, która Was łączy, wg mnie powinnać wyczyścić do zera. Jeśli ma chodzić tylko o wspóllną pracę to zrób żeby tak realnie było.

Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu. Na pewno będzie on lepszy od tego, który był, bo jesteś bogatsza o nowe doświadczenia - one właśnie pomogą Ci lepiej spożytkować nadchodzący czas:)  Początki wszystkiego są trudne, bo nigdy się nie wie jak się życie potoczy, czy uda się zrealizować wielkie plany. Czasem wręcz się człowiek boi planów, bo to się może wiązać po raz kolejny z bolesnym rozczarowaniem. I to jest zrozumiałe. ALE - strach i uciekanie przed sobą do dobrych rzeczy nie prowadzą. Najważniejsze jest co chcesz osiągnąć, a środki do dojścia do celu stworzysz sobie z tego co Ci życie pod nos podsunie. Bądź twórcza w każdej sekundzie życia:) Naucz się wykorzystywać każdą sytuację do własnego rozwoju i przekierowuj ją na swoją korzyść:)

Wiem, że człowiek w ciężkim stanie widzi wszystko jako całość, myśli ogólnikami, z czego powstaje jedna wielka tragedia i bezsensowność dalszego istnienia. Zmiany mogą przytłaczać, szczególnie jeśli się już coś osiągnęło, rozwinęło. Ale spójrz na szczegóły tego co masz w tej chwili - ile spraw odpuściłaś, ile w sobie niepotrzebnie zmieniłaś żeby stworzyć swoje pseudo-szczęście z tym człowiekiem. Wygrzeb wszystkie te momenty a zobaczysz jak się sama teraz zbuntujesz przeciwko temu jak wtedy postąpiłaś. Wierz mi, jeśli sobie to mocno uświadomisz, to więcej nie dopuścisz do takich samych potknięć, bo nie będziesz chciała wylądować w takim samym miejscu jak teraz. Nie warto robić nic wbrew temu co się czuje, a szczególnie wbrew temu co się realnie widzi, bo lepszych dowodów nie można mieć. Przecież sama to doskonale wiesz. Każdy nasz pierwszy świadomie popełniony błąd, powodujący już na wstępie dyskomfort, doprowadzi prędzej czy później do upadku. A po co czuć się niespokojnie kiedy można zrobić coś sensownego i zdrowego dla siebie?:)

Życzę Ci wszystkiego dobrego, i naprawdę wierzę w Twoje możliwości. Bardzo trzeźwo widzisz sytuację, a to już ogromny krok do przodu. Przyszła pora na nowe plany (oparte na starych, udoskonalonych, i już trzeźwych marzeniach) i ich stopniową realizację:)

1 008

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dokonałam epokowego odkrycia smile Prawdziwym moim problemem jest pustka w moim sercu. Szukałam zawsze czegoś co ją wypełni. Myślałam że to będzie mąż. Gdy go spotkałam, uczepiłam się go.
Moim problemem nie jest mąż seksoholik. Gdyby nie on, spotkałabym kogoś innego równie dysfunkcyjnego. A gdybym spotkała kogoś normalnego to i tak szybko bym ten związek rozwaliła.
Nie jestem ofiarą męża seksoholika. Jestem ofiarą siebie samej, swojego dzieciństwa, braku poczucia wartości i tego że w drugim człowieku szukam ukojenia i bezpieczeństwa. Jestem taką amebą, która tylko chce jakoś przetrwać, bo nie wie za bardzo co miałaby robić innego. Chciałam domu, męża, dzieci, bo myślałam, że to będzie taka moja bezpieczna przystań. Nie przystań, by się w niej chronić po burzach dnia codziennego. Przystań by w niej siedzieć i nic nie robić.
Teraz się okazuje, że goniłam za wiatrem i nadal nie mam nic.
Dylemat na dziś - jak i czym wypełnić pustkę w życiu?

1 009

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Jeszcze raz Cię zapraszam na Grupę wsparcia dla kobiet kochających za bardzo. Proponuję czytać od początku, choć temat długi jak rzeka, wyniesiesz z niego wiele.
Do tego polecam blogi terapia przez pisanie, moje dwie glowy, uzaleznienie od milosci i stronę Kobiece Serca.

Na wątku dostaniesz spis lektur.

Jak wątek poczytasz zobaczysz jak dziewczyny, czyli każda z nas powolutku wypełniała tą pustkę w sercu, a taka obserwacja innych to najlepsza droga, by znaleźć własny sposób.

1 010

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dzięki raki. Spróbuję przebrnąć przez wątek grupy wsparcia.

1 011

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Przyznam Ci sie szczerze, ze mi sie udalo tylko przez kilkadziesiat stron smile Ale wiele mi to dalo - jak i po prostu bycie w tym watku. Dziure mam juz w sobie bardzo malutka.

1 012

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dziewczyny,
trochę czasu zajęło mi przeczytanie wszystkich wątków.
Jakie to przykre, że ludzie tak się ranią.
W jednym ze swoich postów opisałam swoją historię. Za 2 miesiące rodzę ale zdecydowałam się wyprowadzić od ojca naszego nienarodzonego dziecka. Gdybym dowiedziała się zanim zaszłam w ciąże problemu wszystko byłoby dużo prostsze ale mleko już się rozlało.
Nie wiem jak żyć po czymś takim i z taką osobą, doświadczenia i wewnętrzna siła każdej z Was jest inna chociaż mianownik zawsze jest tutaj ten sam. Partner ( nazywam go tak bo nie potrafię znaleść innego odpowiednika) postanowił pójść na terapię i zrobić coś ze sobą żeby mnie odzyskać ale chyba też samego siebie. W jego przypadku jest tak, że on za seks nie płaci, jest bardzo przystojnym mężczyzną , z wysokim IQ i poza tym, że kobiety same ładują się mu do łóżka rownież siedzi na róznych portalach przez które również umawia się na realne spotkania.
Skoro on sam doszedł do wniosku, że sam sobie nie poradzi z tym problemem, chciałabym mu pomóc, chociażby dla naszego dziecka. Nie wiem czy będę w stanie, czy będę chciała wrocic do niego, chociaż to świeże u mnie jeszcze + typowe hormony ciązowe czytając to forum widze jak wielkim cierpieniem i bólem jest trwanie przy takim mężczyźnie. Czy moze lepiej zdecydować się na to samotne macierzynstwo i jakos powoli odzyskac spokoj duszy. W kazdym badz razie na dzien dzisiejszy stwierdzilam, ze mu pomoge- nic już więcej stracic nie mogę, chyba tylko zyskać. A poniewaz nie znam zadnego dobrego terapeuty nie mam pojecia do kogo się udać. Może Wy jestescie mi w stanie pomoc? Najlepszym rozwiazaniem byłoby gdyby było to gdzies w Poznaniu albo w  Katowicach?
rownież jeżeli któraś z Was miałaby ochotę pojsc na kawę/soczek/ciastko/cokolwiek żeby porozmawiac byloby mi bardzo miło. nie znam nikogo kto mialby ten sam problem a wiadomo, ze najlepiej porozmawiac z kims kto ma podobne doswiadczenia.
Chcialam podac tutaj adres mailowy ale w zwiazku z tym, że jestem nowym uzytkownikiem portal blokuje mi jego podanie takze jezeli ktoras z Was mialaby ochotę sie spotkac/wymienic doswiadczeniami prosze o zostawienie kontaktu a napewno sie odezwe.
pozdrawiam

1 013 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-02-09 03:27:17)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

.....

1 014

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ma wysokie IQ ale inteligencje emocjonalną ma  na poziomie dziecka bo równowaga musi być.
Dla informacji czym jest inteligencja emocjonalna http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_emocjonalna
Ciekawe co by twój partner powiedział gdybyś to ty zrobiła to mechanicznie z jakimś facetem smile

1 015

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Nie musisz wklejać definicji int emocjonalnej bo doskonale wiem co to jest jak i również to, że "mój partner" ma jej duży deficyt.

Próbuje znaleść tutaj kogoś kto ma podobne doświadczenia do moich i będzie mi/nam w stanie pomóc.

Spokojnej niedzieli


MarekP napisał/a:

Ma wysokie IQ ale inteligencje emocjonalną ma  na poziomie dziecka bo równowaga musi być.
Dla informacji czym jest inteligencja emocjonalna http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_emocjonalna
Ciekawe co by twój partner powiedział gdybyś to ty zrobiła to mechanicznie z jakimś facetem smile

1 016

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
MarekP napisał/a:

Ma wysokie IQ ale inteligencje emocjonalną ma  na poziomie dziecka bo równowaga musi być.
Dla informacji czym jest inteligencja emocjonalna http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_emocjonalna
Ciekawe co by twój partner powiedział gdybyś to ty zrobiła to mechanicznie z jakimś facetem smile

No cóż, nie wiem jak się ma twoje IQ ale sądząc z treści to nie jest za wysokich lotów. Ani to odpowiedź, ani pomoc o którą prosi Chatonek, ani to niczego nie wnosi, ani nikomu nic nie daje. Ale jak podnosi poczucie własnej wartości !!!!! Nareszcie mogę powiedzieć że jest gu..pi.  Uff pomyliłam się ,  jednak coś komuś daje "sam sobie napisałem i sam siebie dowartościowałem"  Gratulacje możesz powiedzieć, że dziś zadbałeś o siebie.

Chatonek napisałam do ciebie na e mail który mi podałaś. Pozdrawiam.

1 017

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Chatonek- pamiętam Twój wątek. To piękne, że chcesz mu pomóc. Moja siostra poszła pomóc swojemu do MONARU i dostała jedną radę "zrobimy wszystko by Pani od niego odeszła". Co? Ja chcę mu pomóc-mówiła. Proszę Panią NIGDY mu Pani nie pomoże, nie pozwalając mu odpowiadać za swoje błędy. Lepiej- w końcu Pani będzie winna jego niepowodzeń.

Czyli idąc za głosem specjalistów. Niech on szuka takowej pomocy, a nie Ty za niego. To ON MA SIĘ starać, tylko wtedy jak włoży wysiłek w proces zdrowienia to powinnaś się DOPIERO zastanowić czy być z nim.

Kochanie, wiem że teorie teoriami, a życie życiem. Masz dziecko + drugie w drodze. Zgłoś się do specjalisty sama, nie musisz odpowiadać za innych (z tego co pamiętam robiłaś tak w dzieciństwie- DDA lub DDD)

1 018

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
sluuu napisał/a:

Chatonek- pamiętam Twój wątek. To piękne, że chcesz mu pomóc. Moja siostra poszła pomóc swojemu do MONARU i dostała jedną radę "zrobimy wszystko by Pani od niego odeszła". Co? Ja chcę mu pomóc-mówiła. Proszę Panią NIGDY mu Pani nie pomoże, nie pozwalając mu odpowiadać za swoje błędy. Lepiej- w końcu Pani będzie winna jego niepowodzeń.

Czyli idąc za głosem specjalistów. Niech on szuka takowej pomocy, a nie Ty za niego. To ON MA SIĘ starać, tylko wtedy jak włoży wysiłek w proces zdrowienia to powinnaś się DOPIERO zastanowić czy być z nim.

Kochanie, wiem że teorie teoriami, a życie życiem. Masz dziecko + drugie w drodze. Zgłoś się do specjalisty sama, nie musisz odpowiadać za innych (z tego co pamiętam robiłaś tak w dzieciństwie- DDA lub DDD)

Amen.
Problem polega na tym, że na początku drogi nie bardzo wiadomo jak to zrobić żeby nie chcieć i nie pomagać. Ale jedno jest pewne, dziewczyna ma intuicję i w dobrym kierunku podąża, na te spotkanie znaczy się i wymianę doświadczeń. smile

1 019

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Masz rację, pewnie sam powinien kogoś poszukać, nie wiem może nawet to robi bo wyjechałam z naszego domu. Nie kontaktowałam się z nim przez tydzień, on sam najpierw napisał a potem zadzwonił, że nie chce nas stracić i że chce pójść na terapię bo chyba sam wie, że nie potrafi sobie sam z tym poradzić. Wydawałoby się to nawet śmieszne, Pan Prezes, autorytet dla innych, trochę nieśmiały ale w biznesie przebojowy jak mało kto i po raz pierwszy w życiu prosi o pomoc. Wiem, że nie osiągnął jeszcze dna od którego mógłby się odbić, może jeszcze żadna niczym go nie zaraziła, może jeszcze wierzy że do niego wrócę. A nawet jeśli nie niejedna znajdzie się na moje miejsce, jest bardzo przystojny,inteligentny, bogaty, tylko ten "mały defekt". Wiem, że są kobiety które potrafiłyby to zaakceptować i żyć z nim.
Przez to, że zawsze musiałam sobie radzić sama, może dlatego teraz myślę że też się jakoś wykaraskam.
Te wszystkie doświadczenia które miałam myślę, że uczyniły mnie lepszym człowiekiem, bardziej otwartym na innych i ich rozumiejących.
Tak mi się wydaje, że człowiek który przeżył w swoim życiu jakąś traumę zyskuje jakąś taką mądrość życiową i potrafi doceniać nawet drobne rzeczy.
Kiedy poszłam do nowej pracy,pamiętam, że dziewczyny za bardzo nie chciały mnie poznać i trzymały na dystans. Co innego z mężczyznami. Dopiero po czasie jak już mnie poznały stwierdziły, że na początku wydawało im się, że "taka ładna dziewczyna na pewno będzie wredna i zarozumiała" a okazało się, że jest trochę nieśmiała i wcale nie ma takiego paskudnego charakteru. Pozory tak często mylą. Co do tej terapii nie jestem jakoś ogromoną huraoptmistką , wolę się nie nastawiać, że mu pomoże i że będzie tak jak kiedyś. Bo tak jak kiedyś nigdy nie będzie ale jeżeli jest jakaś szansa, że mogę mu pomóc to chcę spróbować a jeżeli się okaże że to nic nie da przynajmniej nie będę miała żalu do siebie, że nie spróbowała.
Parafrazując słowa bohaterki ostatniego filmu Larsa Von Triera , pewnie dla "mojego partnera" zachód słońca był dla  zawsze za mało spektakularny:)

Kachna66- dziękuję za odpowiedź:)

sluuu napisał/a:

Chatonek- pamiętam Twój wątek. To piękne, że chcesz mu pomóc. Moja siostra poszła pomóc swojemu do MONARU i dostała jedną radę "zrobimy wszystko by Pani od niego odeszła". Co? Ja chcę mu pomóc-mówiła. Proszę Panią NIGDY mu Pani nie pomoże, nie pozwalając mu odpowiadać za swoje błędy. Lepiej- w końcu Pani będzie winna jego niepowodzeń.

Czyli idąc za głosem specjalistów. Niech on szuka takowej pomocy, a nie Ty za niego. To ON MA SIĘ starać, tylko wtedy jak włoży wysiłek w proces zdrowienia to powinnaś się DOPIERO zastanowić czy być z nim.

Kochanie, wiem że teorie teoriami, a życie życiem. Masz dziecko + drugie w drodze. Zgłoś się do specjalisty sama, nie musisz odpowiadać za innych (z tego co pamiętam robiłaś tak w dzieciństwie- DDA lub DDD)

1 020

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Chatonek- trzymam kciuki. Pamiętaj, że sam fakt że zapiszę się na terapię nie jest jeszcze niczym specjalnym. To jest długa droga, którą powinien przejść sam.

Posty [ 976 do 1 021 z 1 021 ]

Strony Poprzednia 1 … 14 15 16

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026