netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

1 020 odpowiedzi112 963 wyświetleniazałożony przez malina5512, 15.04.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Strony Poprzednia 1 … 12 13 14 15 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 846 do 910 z 1 021 ]

846

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Guziczek
Czesc bardzo trudnej drogi, a moze ta najtrudniejsza masz za soba. Wiesz przed czym stoisz, z czym musisz sie zmirzyc. Nie podejmiesz decyzji w ciagu kilku dni. Moj maz nie jest seksoholikiem. Mam najmniejsze prawo udzielac Ci jakich kolwiek rad. Nawet tak naprawe nie jestem w stanie sobie wyobrazic, z czym musicie sie zmierzyc, wy zony seksoholikow. Kiedys myslalam, ze jak maz mnie zdradzi, zniose to dumnie, wielkodusznie mu wybacze. Boze... Zalamalam sie, stracilam prawie poltora roku zycia. Czy kiedys mu wybacze? Nie wiem, ale prubuje. Czy zapomne? Nigdy! Ale wspomnienia sa coraz bledsze, coraz mniej bola... Prubuje tylko powiedziec, ze to co nam sie wydaje, bardzo sie rozni od rzeczywistosci. Nie podejmiesz decyzji w kilka dni i nie rob tego. Pozwol, aby decyzja dojrzala w Tobie, abys byla pewna, czego chcesz, tak zeby pozniej nie zalowac i nie miec wyrzutow. Masz prawo do wybaczenia, tak samo masz prawo do odjscia, ale decyzje musisz podjac sama. Zawsze warto sprubowac. Jestem z Toba

847

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Guziczek, witamy Cie serdecznie.
Milo , ze z nami jestes.
Wlasciwie nie wiem nawet jak to ujac, milo ze chcesz z nami sie dzielic swoim problemem i oczywiscie masz nasze wsparcie.
Ale nie milo, ze okolicznosci sa takie, ze musisz tego wsparcia szukac.
Wiem , to niesprawiedliwe, ze zwykle lafiryndy nie doswiadczaja takich rzeczy, tylko kobiety wrazliwe i wartosciowe.

Kachna
Nawet nie wiesz jak bardzo ja tez bym sie dolaczyla, ale to chyba dla mnie zbyt daleko, ale bede z Wami .

848 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-02-25 18:48:28)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

http://www.youtube.com/watch?v=Vyp-xDdbXdw
Malinko, popłakałam się jak posłuchałam tego co wysłałaś na forum. Bardzo trafne!!!!Pozdrawiam Was- Nas wszystkie!!!

849

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

GUZICZEK,
naprawde mi przykro,ze znalazlas sie w naszym gronie.......
Szukasz czegos,co da Ci sile.
Czy my wszystkie ( w tym watku ),poobijane i  tak zmeczone mozemy Ci te sile dac?

Dziewczyno,
nie bede prawila komunalow,cytuje Ciebie :

<< Gdy już pogodziłam się z tym, że zaczynam od początku, bez niego - on postanowił wrócić.
To było w tym tygodniu, jestem poza domem, wszystko więc było telefoniczne. Dzisiaj wracam. I strasznie się boję. Nie czuję radości, że wrócił, a ogromny strach. Równocześnie wiem, że mnie potrzebuje. Jest sexoholikiem...>>

Co jest dla Ciebie priorytetem?
- strach i brak radosci?
- potrzeba pomocy,bo jest uzalezniony?

Co Ty z tego masz?
Czy Ty go kochasz i wiesz,ze warto zawalczyc?( odpowiedz sobie ZUPELNIE SZCZERZE - bo od tego beda zalezec przyszle losy Waszego zwiazku)

Pewnie,ze Cie potrzebuje - tylko na jakiej zasadzie?

Chce zmienic swoje zycie,jest swiadom,ze uzaleznienie rujnuje jego i wszystkie relacje ,w ktorych jest i bedzie wchodzil w przyszlosci?

Czy moze potrzebuje Ciebie,zebys sie nim zaopiekowala i przymykala oko?

Tylko on,( zakladajac,ze jest uczciwy ),moze Ci odpowiedziec na to pytanie.
Czy jestes gotowa,zeby je zadac?
Na ile mu ufasz?
I na ile bedziesz mu mogla ufac w przyszlosci?
Nie sugeruje  niczego......
Nie ma gotowych odpowiedzi,nie ma recepty.
Kazda z nas,w tej sytuacji, musi rozwazyc kazde za i przeciw.

Tylko Ty wiesz,jak wygladal Wasz zwiazek.
Tylko Ty mozesz sobie odpowiedziec na pytanie: czy ja go kocham?
Czy jestes w stanie dac mu wsparcie i szanse na naprawe tego,co spieprzyl ?

GUZICZEK,
zycze CI duuuzooo sily.
Bedziesz jej potrzebowala,niezaleznie,w ktora strone zamierzasz sie udac......

Mam nadzieje,ze u Ciebie bedzie to mialo jakis lagodniejszy przebieg.
I z calego serca Ci tego zycze!

Jezeli masz pytania i watpliwosci - postaramy sie pomoc,choc fachowcami w " tej " dziedzinie ,niestety ,nie jestesmy.......
To raczej beda rady z serca,niz rozumu.

Trzymam za Ciebie kciuki - zastanow sie,czego TY chcesz .

850

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dziękuję za odpowiedzi. Wiem, że sama muszę sobie z tym poradzić i w sumie radziłam od kilku tygodni, ale poczułam, że już nie mogę. Dziękuję Wam za to, że jesteście, za zainteresowanie, za kontakt. Nie mogę porozmawiać o tym z nikim ze znajomych, bo najzwyczajniej zdaję sobie spawę z tego, że nie będą w stanie mnie zrozumieć. Tego nie jest w stanie zrozumiec nikt, kto nie sprawdził siebie w podobnej sytuacji.

Ta najtrudniejsza rozmowa wciąż przed nami, wciąż na nas czeka. Oboje wiemy, że musimy się przed nią uspokoić, żeby nie żałować potem słów. A były już słowa, które na zawsze będą boleć. Aga - masz rację, one na pewno z czasem będą blednąć, ale wciąż będą.

Malinko, Twoje pytania są trudne, ale nie uciekam od nich, sama je sobie wciąż zadaję. I wciąż nie znam odpowiedzi...
Całe życie ufałam mu bezgranicznie, bardziej niż sobie. Czułam, że mnie kocha, że kocha mnie bardziej niż ja jego. A teraz mam tylko gruzy i muszę otrzymać od siebie samej pozwolenie na nową budowę.

851

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Guziczek to co przeszłaś jest bardzo zbliżone do historii  niejednej z Nas piszących na tym forum. A pewnie również wielu czytających kobiet, które nie mają odwagi napisać. Szczególnie ostatnio różnie się tu działo.

Nie każdy chce słyszeć że jest niedowartościowany. Jak przechodzimy traumę chcielibyśmy raczej pocieszenia, podania ręki niż przytrzymania głowy pod wodą, do momentu aż nie zrozumiemy że to nie walka tylko pomoc.

Kobieta która żyje w szczęśliwym związku i dowiaduje się że to była tylko ułuda, to czuje się tak jakby sufit jej spadł na głowę. I potrzebuje pomocy aby się wydostać spod tego gruzu.
Nie jest jej potrzebny ktoś kto ciągnie ją za ręce stojąc na kupie kamieni pod którą Ona leży. 

Tak jak Ci dziewczyny napisały każda z nas musiała najpierw wydostać się spod kupy kamieni, potem trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co dalej, czego ja chcę.

Jedno jest pewne nie da się tego  załatwić podczas jednej rozmowy, choćby trwała tydzień.
Masz czas na decyzję.

Poczytaj posty innych dziewczyn, podjęcie decyzji nie załatwia wszystkiego, bo z tą decyzją dalej trzeba żyć.

Mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę , że do stołu rozmów zasiadasz z pozycji siły. I to ty stawiasz warunki.

Nie wiem czy twój mąż jest seksoholikiem.
Jeżeli jest seksoholikiem to musi się leczyć. Uzależnienie samo nie odejdzie. A na pewno powinien iść do psychiatry czy psychologa żeby potwierdził czy zaprzeczył.

Decyzję o leczeniu musi podjąć sam, kobieta może wskazać drogę ale nie zmusić, bo leczenie nie odnosi skutku.
Niektórzy uważają że postawienie sprawy -jak nie pójdziesz się leczyć to nie będziemy razem- to szantaż.
Nic bardziej mylnego. Ty szanujesz jego wybory i masz prawo aby on uszanował twoje. Masz prawo nie chcieć żyć z nieleczącym się seksoholikiem i dajesz mu wybór.  To On chce wrócić.

A Ty masz wątpliwości co z tym zrobić.
Znam to, w głębi mnie chciałam z nim żyć, ale na moich warunkach.
Przede wszystkim leczenie.
Mamy 3 dzieci. Dwoje już dorosłych, ale jednemu jeszcze  kilka lat brakuje. wchodzi w taki wiek że nie zgodziłabym się na to aby zafundować mu w tym wieku taki obraz życia rodzinnego.

Daj sobie czas. Bo to jedyne co teraz masz.

852

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Mariposa, wiem, że wiele z Was tutaj ma podobne przeżycia, co ja - dlatego tu jestem, to Waszego głosu potrzebuję, Waszej siły i Waszych doświadczeń.
Sama nie wiem czy wciąż przechodzę traumę. Najbardziej boję się, że zobojętnieję. Wtedy nie da się już nic zrobić.

Dziękuję za Twoje słowa. Za przypomnienie mi, że mam czas. "Czas, mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel" jak śpiewa Anja Ortodox.

853

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Aga,

Czytam właśnie całą historię tego forum.
Napisałaś coś niesamowicie mądrego, coś, co powinien wiedzieć każdy, kto traci siebie i swoje życie, że nikt nie zabierze mu wspomnień:

" Wiem, to bylo podle,ale jedna z dziewczyn napisala, ze dostajemy taki krzyz, jaki mozemy udzwignac. Piekne slowa,staram sie o nich zawsze pamietac i czerpac wiare, ze ta walka,ktora tocze dzisiaj ma sens i jutro przyniesie zwyciestwo. Przeciez przez tyle lat mialas piekne zycie. Ja swojego za nic bym nie oddala. Z drugiej strony staram sobie to wszystko tlumaczyc w jakis pokretny sposob, ze tyle w zyciu doswiadczylam, milosc, cudowna, ogromna, niepowtarzalna, i z drugiej strony ten bol, i wszystko pomiedzy. Jakze bogate jest moje zycie. Tak naprawde bede mogla to ocenic dopiero z perspektywy czasu."

Dziękuję.

854

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Dziewczyny,
znow potrzebuje Waszej rady.....
Moj ex zaprasza mnie na nasze ostatnie wakacje - zgadnijcie, gdzie?!
Co ja mam o tym myslec?
Czy to kolejna manipulacja?
Czy to moze jego proba,zebysmy zostali " przyjaciolmi"?
Czy jak pojade,bede konformistka?
Czy jak odmowie,bede wiedzma?

Chce pojechac,bo uwielbiam ta wyspe ( to ta pragmatyczna ja i wiem,ze jak nie teraz ,to juz nigdy tam nie zawitam).
Czy jadac z nim,znow bede " podatna " na jego argumenty?

Wiecie co?
Jak to zwerbalizowalam i przeczytalam - doszlam do wniosku,ze zle ze mna........
Ja zawsze taka " wiedzaca", a teraz dylemat w takiej prostej sprawie.......

Nie wiem,co zrobic.

Jakies spostrzezenia?

855 Ostatnio edytowany przez mariposa (2011-02-28 09:58:09)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ja wierzę w przyjaźń byłych partnerów tylko wtedy gdy decyzja o rozstaniu podejmują wspólnie "Nie łączy nas już miłość - ale wspólnie spędzone chwile dają nam możliwość pozostania w przyjaźni"
Po rozpadzie  związku w którym jedno krzywdziło  drugiego nie ma miejsca na przyjaźń.

Jeżeli na 100% jesteś pewna że to koniec, to nic Ci tam nie grozi.Ten wyjazd nie zmieni twojego nastawienia. A skoro jest to twoje marzenie, to dlaczego nie skorzystać ? Przecież nikt Cię nie będzie do Niego przywiązywał. Nie masz żadnych zobowiązań w stosunku do Niego, nie musisz spędzać z nim każdej chwili.

Natomiast jeżeli nie masz 100% pewności to czego się obawiasz?

Manipulacji? Jesteś za inteligentna, żeby się dać nabrać. Mógł ją stosować wtedy gdy nie zdawałaś sobie sprawy że Tobą manipuluje. Ale teraz ?

Natomiast jeżeli nie jesteś pewna swojej decyzji to czego się boisz?
Że po takim wyjeździe podejmiesz jakąś decyzję?
Przecież o to Ci chodzi.
Że nie będziesz nadal pewna co zrobić? To znaczy tylko tyle ,że nic się nie zmieni.

A w końcu to twoje wymarzone wakacje.

Malinko odpowiem na twoje pytania, jak ja to widzę.
1. myślę że to nie jest kolejna manipulacja, a ruch rozpaczy z jego strony, ma nadzieję że potrafi Cię przekonać jak Cię kocha. Manipulacja jest wtedy ,gdy manipulowany nie zdaje sobie sprawy z celu jaki chce osiągnąć manipulant.
2. On nie chce być tylko twoim przyjacielem. Bo to tylko jest niemożliwe. Może być również ,ale nie tylko.
3. Konformistka  hm. Boisz się że ulegniesz temu faktycznemu czy wyobrażonemu wpływowi?
Na faktyczny to za późno bo już jesteś kuta na cztery nogi. A wyobrażonego chyba w tobie nie ma.
3. Jak odmówisz to komu będzie bardziej przykro? Stać Cię na to żeby sobie sprawić taką przykrość? Wiesz że prawdopodobnie nigdy już nie będziesz miała takiej okazji.
I tak będziesz wiedźmą DLA SIEBIE.
4. Zawsze możesz postawić warunek "Żadnych argumentów, żadnych zachowań typu ............."

Chcesz tam jechać i tylko to się liczy. Bo teraz tylko Ty się liczysz.

856

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Mariposa,

dziekuje.

857 Ostatnio edytowany przez egonschiele (2011-02-28 18:26:21)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Malinko
Moje zdanie jesli moge?
1. Z zasady nie wierze w przyjazn miedzy kobieta i mezczyzna, bo:
- przyjazn to zaufanie,
- tworzy sie wiez emocjonalna,
- to wspolne spedzanie czasu,
- to zwierzenia ze swoich problemow itp
a od tego juz krok do zaangazowania.
2. w trakcie takiej przyjazni, gdy kazda ze stron zaczyna ukladac sobie zycie, zawsze kluje gdy jedna z osob uklada sobie zycie z kims   innym.
Jezeli jedna ze stron ma kogos innego, to po przyjazni, bo tamta strona nie zniesie bylej, czy bylego, a po drugie nikt nie zgodzi sie zeby pilegnowac przyjazn z bylym czy byla i spedzac czas.
To tak apropos przyjazni.
Odnisnie wyjazdu, to mysle, ze on nie przestal Ciebie kochac, a mysle tez ze Tobie tez nie jest obojetny i mysle tez ze pojedziesz na te wakacje.
Oczywiscie, ze ma powod , ze Tobie to zaproponowal i powiem Tobie jaki.
No i oczywiscie, ze chce sie z Toba zaprzyjaznic
To moja opinia

858

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Malinko
Jedz koniecznie, swieze oteczenie, swieze doznania, swiezy punkt widzenia... Aby to wszystko przywolalo usmiech na Twojej twrzy...

859

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ciagle sie waham.
Macie racje - jadac nie trace niczego - moge tylko zyskac.......
Spedze czas,gdzie kocham go spedzac,naladuje baterie na szesc miesiecy.

Dzieki,ze jestescie.
Przesle Wam wirtualnie tyle slonca i ciepla,ile bede mogla.

860

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witam wszystkich.
Jak wchodziłam pierwszy raz na to forum miałam jeden cel : znaleźć kogoś komu się udało. Czy są kobiety które żyją z seksoholikami i są szczęśliwe i czy są seksoholicy którzy zwalczyli nałóg i żyją w "trzeźwości" seksualnej. Niestety na forum tego nie znalazłam. Natomiast spotkałam takie kobiety. I dziś wiem że można. Obiecałam sobie wtedy, że jak zobaczę światełko w tunelu to nie będę tego ukrywać  smile Tylko opowiem wam jak Ja do tego doszłam.  Byłam zawsze sceptycznie nastawiona do wszelkiego rodzaju leczenia innego niż :tabletka, zastrzyk czy operacja. Nie wierzyłam w niekonwencjonalne metody leczenia, psychologia też była dla mnie trochę jak "czary mary" . Jako niedowiarek skorzystałam z pomocy lekarza specjalizującego się w medycynie chińskiej. Namówili mnie do tego przyjaciele. Rezultaty jakie osiągnęłam po tym leczeniu zaskoczyły najbardziej mnie. Nie może tu być mowy o typowej sytuacji "jak w coś bardzo wierzymy to się spełni" bo ja nie wierzyłam. Jak dowiedziałam się o uzależnieniu mojego M, zaufałam psychologii. Wiem że wiele z was nie wierzy tak jak ja i nie jest w stanie uwierzyć. Trwacie w zaklętym kręgu, z którego nie potraficie się wydostać. A może nie jest to kwestia wiary, tylko wstydu? Wstydzicie się iść i opowiedzieć co robi mąż i jak was traktuje? Przyznam że nie jest to łatwe. Najgorzej było mi otworzyć się na grupie dla współuzależnionych. Na pierwszym spotkaniu miałam powiedzieć z czym przychodzę i czego oczekuję od grupy. Najpierw wypowiadały się stałe uczestniczki, potem miałam ja zabrać głos. Zorientowałam się że wszystkie żyją z alkoholikami, są współuzależnione od alkoholu. Jak ja się źle czułam ze świadomością co muszę opowiedzieć. Ponieważ każdy mówi tam ile chce o sobie, to przychodziło mi nawet na myśl, żeby powiedzieć, że nie jestem gotowa na zwierzenia. Ale zdałam sobie sprawę że muszę to przełamać, dla siebie. Nie mamy obowiązku opowiadać całemu światu o naszych problemach, to że ukrywamy uzależnienie przed przyjaciółmi czy rodziną  nie jest oznaką wstydu. To są nasze tajemnice i każdy związek je posiada. Nie możemy  mieć wyrzutów z tego powodu. Natomiast jeżeli decydujemy się na psychologa i grupę terapeutyczną, to szczerość
jest konieczna. Możemy powiedzieć jedno zdanie ale zgodne z prawdą. Na całym  świecie leczenie seksoholizmu polega na psychoterapii. My też jesteśmy chore bo jesteśmy współuzależnione i tylko psychoterapia może nam pomóc. Dopóki współuzależniony sobie tego nie uświadomi będzie żył tak jak żyje. Będzie walczył bez widocznych zmian, w miarę upływu czasu będzie coraz gorzej bo niestety tu sam czas nie zaleczy ran bo za dużo nam ich zadano. Rany są głębokie i zabrudzone, a to już jeden krok do zakażenia czy gangreny.
Dziewczyny napiszcie jakie macie doświadczenia  z psychologami. Niech napiszą również te które nie wierzą w ten rodzaj pomocy.

861

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ja mam dobre doświadczenia - bardzo. Ja osobiście i ludzie wokół mnie, choć nie każdemu zawsze od razu udawało się trafić idealnie. Moim zdaniem to nie kwestia doświadczenia z psychologami, a po prostu samej terapii, która jako grupowa (nawet bez psychologa) czy indywidualna, gdy w nią wejdziemy z autentyczną wolą pracy nad sobą pomimo zniechęcenia, niechcenia, konieczności przełamywania się, aby zająć się tym co byśmy chcieli zostawić z boku. Bo właśnie to co chcemy odłożyć na półkę stanowi największy nasz problem

Ja wierzę, że to pomaga i uważam, ze tak faktycznie to my pomagamy sobie sami - wzajemnie, bo bez woli walki żaden psycholog nas nie uzdrowi.

862 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-04-06 01:27:52)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witajcie Kobiety,

wrocilam wczoraj I z marszu do roboty (dobrze,ze jeszcze jest).

Mowi sie tutaj ? jak latasz tanimi liniami -nic nie jedz,bo cie otruja.

Ja lecialam BA.
I jak zwykle u mnie bywa,uwierzylam bajerom- lecisz z BA = mozesz jesc.
Nic bardziej mylnego!

Po dotarciu do hotelu,jedyna czescia apatramentu,ktora znalam na pamiec i po ciemku ? byla lazienka.
Trwalo to ponad 24 godz, potem trzeba bylo wezwac medyka.
Przyjechal i momentalnie zabrano mnie do szpitala.
W Varadero medycy,po dwoch dniach doszli do wniosku,ze lepiej bedzie,jak mnie przetransportuja mnie do  Havany.
Co tez uczynili ( jeden z nielicznych krajow.w ktorym naprawde troszcza sie o turystow)
Bylam naprawde w kiepskiej kondycji ? salmonella. Jakiez trywialne. I to na wakacjach....
Ale podano mi na tacy prawde oczywista? moj system immunologiczny nie funkcjonuje tak,jak powinien,
( zasluga dziada,podejrzewam, nie ? jestem pewna,ze to jego zasluga).
Lezalam sobie w szpitalnym lozku,zamiast na plazy ? a ZDRAJCA ,caly czas u mojego boku.
Paru dni nie pamietam,bo bylo ze mna naprawde kiepsko.
Jak juz troche sie pozbieralam,powiedzialam mu,zeby pojechal do Varadero,bo to przeciez glupie,zebysmy oboje siedzieli w szpitalu. Odmowil.
Taki,kurde troskliwy........
Musze przyznac,ze pod wplywem lekarstw i wczesniejszych doswiadczen,przeszlo mi przez mysl.ze to ZDRAJCA,dosypal mi czegos,zeby sie wykazac....
Paranoja.

Tak wic,reasumujac ? pojechalam po slonce,a dalej wygladam jak personalna z mlyna.
Musialam przedluzyc pobyt i po powrocie przedstawic wszystkie notatki,sporzadzone przez tamtejszych doktorow,zeby potwierdzic wiarygodnosc moich slow.......

Wyobrazacie sobie ? leciec na Cube po to,zeby lezec w szpitalu przez dwa tyg.?!

Wszechswiat mnie jednak nie lubi....



Strasznie  tu cicho.......

Ale to chyba dobrze ? mysle,ze uporalyscie sie z problemami.

Pozdrawiam Was Wszystkie cieplutko.

863

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Znow post pod postem.Przepraszam moderatorki-
nie moge sie dostac na Interie,co nie znaczy,ze ignoruje wiadomosci,ktore mam w skrzynce odbiorczej.....
Odpisze,jak bede mogla.
Spijcie dobrze.
I udanego jutra!

864

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Malinko Kochana
Tak sie ciesze, ze juz jestes.
Smutno mi tylko z powodu Twoich szpitalnych wakacji, bo nie tak miala byc.
Jak sie ogarniesz daj znac
Trzymaj sie kochana

865

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Malinko,
Ja się nie uporałam, ale zaglądam tu, bo to mój temat i mój ból.
Mam chwile, kiedy myślę "a może ..." a potem przychodzi kolejna myśl - "no way, nie dam rady, pamiętam każde kłamstwo i to już we mnie zostanie".
Chciałabym bardzo móc jeszcze raz uwierzyć, ale coś pękło i nigdy nie będzie takie samo, a że pęlkło w newralgicznym miejscu, to "obiekt" jest już zupełnie do niczego.
Twój zdrajca przynajmniej przy Tobie tkwił. Mój, mimo pięknych deklaracji, zapewne poszedłby się opalać smile

866

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ja bym ze zdrajcą nie poleciała, za Chiny Ludowe! Nawet na Malediwy. Nigdy. Samolot (każdy) i każda wyspa jest za mała dla nas dwojga. On mi się całkowicie nie mieści.
Ale, faktycznie, przeleżeć egzotyczne wakacje w szpitalu, to przewrotność losu. A może los chciał Cię uchronić przed zbyt dużym wpływem zdrajcy i, na wszelki wypadek, odgrodził Cię od niego sztabem lekarzy i pielęgniarek?

867

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Nie, Marynarko. Los Malince chciał zasugerować, że zdrajca jest jak salmonella.
Nerwy, rzyganie i zero słońca.

868

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Szkoda, że tak boleśnie los ją poucza. Mogła przecież leżeć na plaży, korzystać z uroków Kuby gorącej i mieć zdrajcę gdzieś, żeby mu unaocznić, jeśli jeszcze się łudzi. A tak? Rzygam na Twój widok???

869

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
marynarka napisał/a:

Szkoda, że tak boleśnie los ją poucza. Mogła przecież leżeć na plaży, korzystać z uroków Kuby gorącej i mieć zdrajcę gdzieś, żeby mu unaocznić, jeśli jeszcze się łudzi. A tak? Rzygam na Twój widok???

To ja zapisuje sie na liste oczekujacych na korzystanie z urokow Kuby.... jeden warunek..zeby nie byl zonaty, za to moze byc mlodszy big_smile

870

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witaj Malinko
Dobrze, ze juz wrocilas.
Ja uwazam, ze jest to inny znak. Sila wyzsza chciala Ci pokazac, ze mimo krzywdy jaka Ci wyrzadzil mozesz na niego liczyc.
Wiekszosc z nas jest wsciekla na swoich ZDRAJCOW. Bedzie bolec jeszcze bardzo dlugo, ale nie kazdy jest zly.
Niektorzy sa naprawde uzaleznieni i chca z tym cos zrobic. Nie mozna ZDRAJCOW wsadzic do jednego kosza.
Niektorzy chca nad soba pracowac.
Mi sie nie udalo, ale nie wierze, ze Twoj jest taki sam.
Jest dobry, kocha Cie i okazuje to. Mozesz na niego liczyc, chociaz sprawil Ci tak wiele przykrosci, bolu swoim uzaleznieniem.
Teraz pewnie mi sie dostanie od inny kobietek, trudno, ale ja wierze w przemiane jezeli naprawde kochaja i im zalezy.
Oni to inny swiat, niedojrzali chlopcy. Musi upasc na dno, aby stal sie mezczyzna. Utrata Ciebie i Twoje odkrycie bylo tym jego dnem.

871

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ella, odemnie nie dostanie sie Tobie.
Popieram Twoje slowa i jestem przekonana, ze jest jak piszesz.
A to, ze ciezko, wiemy wszystkie
ze bardzo boli tez wiemy, ale nie mozna wydac jedego wyroku dla wszystkich
i z gory przesadzac o wszystkim

872 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-08 18:09:08)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Drogie Siostry,
Nie żebym chciała wrzucać do jednego wora ... ale mam tylko jedno pytanie - której się udało? Ja, kiedy odkryłam ten koszmar STRASZNIE chciałam ratować. Jako umysł analityczny, wielopłaszczyznowo kształcony, postanowiłam poszukać odpowiedzi w słowie pisanym, literaturze naukowej, statystykach, na forach. Niestety. Zero pocieszenia, znikąd nadziei. Więc postanowiłam być tą pierwszą, której się uda MIMO WSZYSTKO. W nagrodę otrzymałam kolejną zdradę i kolejne, jeszcze bardziej zwyrodniałe kłamstwa.
Ja naprawdę WSZYSTKIM próbującym dobrze życzę. Mnie się nie udało, a raczej jemu się nie udało. A jak się nie udaje całę życie mimo sięgania dna po wielokroć, to znaczy, że taki już mają hardware i całkiem dobrze im się z tym żyje i szkoda naszego czasu, żeby się o tym znów i znów przekonywać.
Bo zdrada, bez względu na to czy w wykonaniu seksoholika czy pospolitego łajdaka jest jak rekin ludojad - jak raz sskosztuje ludzkiego mięsa, to potem nic mu już tak nie smakuje i będzie szukał, aż znajdzie.

873

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Tarantella ja znam osobiście takie małżeństwa którym się udało. Żyją ze sobą i są szczęśliwi, Nie wiem czy nam się uda. Widzę zmiany zachodzące w moim zdrajcy. A trwa to od kilku miesięcy. Nie wiem czy jestem jedną z tych nielicznych którym się udało. Ale taki mam wredny charakter, że nie polegam na statystykach, bo tam rzadko spotykamy  100% . No i ja z tym swoim charakterkiem muszę się przekonać pod jaki procent podpadam. A to mi daje czas na oswojenie się z myślą, że drugi raz nie wybaczę. Bo jeszcze bardziej od statystyk i wkładania do jednego worka nie lubię jak ktoś robi ze mnie durnia. I będzie to robił do czasu aż się nie dowiem . Ale że mimo wszystko dobry człowiek jestem, to raz odpuszczę , ale drugi raz nie. Dlatego mimo jego deklaracji dozgonnej wierności i miłości, jestem przygotowana na wszystko. Ne pozbywam się dowodów na sprawę rozwodową, nie pozostawiam wątpliwości mojemu zdrajcy co będzie gdy.... Robię wszystko aby moje życie nie było uzależnione i zamknięte w jego świecie. Kocham Go ale nie tak jak kiedyś, teraz moja miłość, jest chłodna, kalkuluje, niewylewna i nieufna. On to wie i czuje  bo bynajmniej tego nie ukrywam. Wiem że jak bym nie spróbowała, byłoby mi gorze z niewiedzą co by było gdyby....:)

874

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Masz rację, Kachna. Wszystkim powtarzam to, co kiedyś mi powiedziała moja polonistka - życie tak, żeby nawet mimo niepowodzeń móc sobie powiedzieć - przynajmniej próbowałam. Ja też musiałam spróbować i przynajmniej się przekonałam. Podziwiam CIę, ja nie mogłam znieść tej mojej chłodnej miłości, czujnej, 50%-towej, gotowej na najgorsze. Masz w sobie moc.

875

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witajcie dziewczyny!
Malinko kochana ,bardzo mi przykro, że swój urlop spędziłaś w szpitalu sad Ale moja kumpela zawsze mi mówiła, kiedy na wycieczkach czegoś nie zdążyłyśmy zwiedzić, odwiedzić- " Cudownie, to znaczy, że mamy tu wrócić w bardziej odpowiednim czasie". Da Ciebie pewnie ten czas nie był "odpowiedni"- obawiałaś się spojrzeń byłego,bolesnych wspomnień i jeszcze niepewności swoich uczuć i reakcji. Wiesz co smile ja myślę ( mimo całego współczucia ze względu na chorobę) , że tak miało być, to jak kolejny etap terapii- ON się, że tak powiem "sprawdził".Mały kroczek z jego strony,ale jakże ważny. Ktoś może powiedzieć, że to nic takiego, ja tak nie uważam. Brutalnie napiszę- mój "ukochany",jak miałam zwykłą grypę żołądkową, zamykał się w pokoju z...komputerem ( i tym, co w nim "najważniejsze"), a ja ledwo szłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Brak szacunku do mnie, troski i zainteresowania. Coraz częściej myślę o tak zwanej mądrości życiowej, jakże życiowej- "trzeba coś stracić, aby to docenić". I coraz częściej , pomimo tego że bardzo kocham męża, myślę sobie co stracę rozstając się z nim- nie będę patrzyła ze strachem na wszystko co kojarzy się z seksem ( normalna, porządna, zgrabna dziewczyna na ulicy, którą wcześniej traktowałam jak przepiękną kobietę), nie będę podskakiwała przy każdym dźwięku smsa mojego męża, wyjdę na cały dzień na zakupy i sprawi mi to radość, bo nie będę myślała,co mój małżonek robi w tym czasie, nie będę miała potrzeby kontrolowania historii czyjegokolwiek komputera, nikt mi nie powie,że nie siedzi z onani*ującymi się panienkami na skypie, a ja jestem idiotką.Mówi to kłamiąc i patrząc mi prosto w oczy( nie tylko ja to widziałam,bo mam świadków).Tak,boję się stracić miłość, ale i tak powoli ją tracę,to się dzieje wolniej,ale się dzieje. Mój mąż nie dopuszcza myśli o swojej chorobie, nie chce się leczyć,uważa, że "wszyscy faceci tak robią". A w dodatku mnie traktuje jak mało ważny mebel w domu.Praktyczny i do pewnego stopnia niezbędny,ale nagrodą dla niego to, że jeszcze JEST.

876 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-08 22:52:19)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Sayonara,
Jak ja Cię rozumiem. Dokładnie tak to wygląda. Każde jego wyjście/wyjazd/dłuższe zostanie w pracy/siedzenie przy komputerze/każdy mój wyjazd - wprawić w drążczkę mogło wszystko. Nigdy, przenigdy wcześniej w stosunku do moich partnerów nie byłam kontrolująca, sprawdzająca, grzebiąca a tu nagle obudziło się we mnie TO COŚ koszmarnego, upadlającego mnie.
Dziś już tego nie mam, bo jego nie ma, bo go wyprosiłam ze swojego życia z całą tą huśtawką kłamstwa-obietnice, zdrada-przebaczanie i za każdym razem, jak pojawia się tęsknota i nostalgia przypominam sobie te wszystkie razy, kiedy po kolejnym plugawym kłamstwie w zaparte, prosto w oczy odkrywałam kolejne obrzydliwe prawdy. Jak sobie to przypomnę, to myślę sobie - jestem wolna, nie boję się niczego, bo wszystko co najgorsze już mnie spotkało i TEGO nie będzie.
Nie będzie ciągłego stanu gotowości bojowej, i tego ciągłego odzierania z nadziei, wiary i ufności.
Dziś jestem wolna, chociaż umęczona i poturbowana ale to się da zregenerować. Moja godność za jakiś czas byłaby nieregenerowalna.
I jeszcze żeby przynajmniej gwiazdki z nieba mi przynosił, ale nie. Też byłam zapleczem infrastrukturalnym. Przestałam nawet czuć się kobietą a tylko jakimś babochłopem, który ze wszystkim musi sobie poradzić sam, bo on jest: zajęty, zmęczony, zapomniał, ma dość przypominania, w o góle ma dość.
Więc tak naprawdę ze wszech miar było warto. Przynajmniej nie nagięłam się do jego pokrętnej, chorej psychiki.
Bo mnie podoba się moja psychika - taka normalna i nie zwichrowana. Gdybym się dostosowała do niego, to mogłabym się nie spodobać komuś, kto mi jest jeszcze być może w życiu sądzony - NORMALNY.

877

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Tarantella podczas pierwszej wizyty mój psycholog mi powiedział "nic w życiu nie dzieje się przypadkowo, może ma Pani coś ważnego do zrobienia, ale żeby to zrobić musi Pani przejść to co teraz się dzieje". Nie podoba mi się to. To co przeszłam nie jestem w stanie opisać, zrozumieć może to tylko inna kobieta zdradzona. Ale cały czas zastanawiam się po co mi to było ?
I tak pomału  odnajduję sens tych słów. Całe moje życie starałam się postępować uczciwie, szczerość uważałam za najwyższą wartość w życiu. I nagle dowiedziałam się że człowiek którego obdarzyłam pełnym zaufaniem okazał się najgorszym kłamcą na świecie. Nie mam żalu do kobiet z którymi mnie zdradzał, one też były jego ofiarami, niech tylko mi nie wchodzą w drogę. Były nawet bardziej wykorzystane niż ja, bo były po prostu narzędziami, których używał do zaspokojenia swoich potrzeb. Nie jest mi ich żal, bo one wiedziały że jest żonaty i dostały po prostu zapłacone że wyciągały rękę  nie po swoje, a myślę że to nie koniec, że jeszcze dostaną nie raz w życiu cios za bycie "kochanką". Nie życzę nikomu źle ale nie mam wpływu na to. Żal mam tylko do mojego zdrajcy.
Myślę że moją miłość nie mogłabym określić na 50%, bo po prostu nie wierzę, że taka istnieje. Tak jak nie wierzę w miłość "za bardzo". Bo albo kogoś kochasz na 100% albo wcale. Natomiast uczucia towarzyszące mogą być różne. Można kogoś kochać, a nie lubić, nie ufać mu, itd. Ponieważ mam dobrą pamięć, zdolność kojarzenia faktów i świetną intuicję, bo wymieniałam po kolei wszystkie kobiety z którymi mnie mój M zdradzał. Niestety nie wiedziałam że moja intuicja jest tak dobra, bo ją zagłuszałam, nie reagowałam na sygnały wysyłane przez nią. Nie było żadnych realnych przesłanek na jego zdrady, a mimo wszystko do niektórych osób czułam awersję, a do innych nie. Paradoksem jest że wiedziałam o wszystkich wizytach mojego M u tych kobiet, oczywiście myślałam, ze idzie tam do pracy. Nie zawsze czułam niepokój, jak szedł pracować do jakiejś kobiety, ale jak się okazało, niepokój pojawiał się w właściwych momentach. Dziś wiem że moja intuicja jest silna i uczę się z niej korzystać. Nie ufam bo wiem że nie zasłużył na to zaufanie, nie sprawdzam, nie kontroluję, bo nie jest tego wart. Szkoda mi  mojego czasu, mam intuicję i wiem że mogę na niej polegać. Teraz czytam w nim jak w otwartej książce, odrzuciłam zaufanie które nie pozwalało dojść intuicji do głosu. Moje poczucie własnej wartości zawsze było wysokie, to ono nie dopuściło, myśli o zdradzie, jako rzeczy niemożliwej. To że dostał szansę zasługuje dwóm rzeczom. Po pierwsze, że sprawiał pozory dobrego męża i po drugie, ze jest to uzależnienie, które trwało już jak się poznaliśmy. Przez wiele lat fizycznie mnie nie zdradzał, działo się to dopiero kilka ostatnich lat, ale tak jak alkoholik potrzebuje coraz więcej, a potem jego tolerancja na alkohol spada i albo się zapije albo spadnie na dno  i się odbije tak samo jest z seksoholikiem. I wiem że On upadł na dno. Kobiet z którymi mnie zdradzał nie szanował, nie były ani ładna, ani inteligentne, ani młodsze, ale chętna zaspakajać jego najniższe instynktów.
Nie musiał z nimi  spędzać czasu, kupować im kwiatów, mówić miłych słówek. Wszystko co robił było wyliczone na jedno - żądza do zaspokojenia.
Uważam że warto dać szansę mimo tego że to co opisywałam jest straszne. A warto bo nie płakałam przez niego nigdy wcześniej, czułam się doceniana, piękna, i kochana. Dlatego spróbuję, ale tylko raz.

878

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Walcz, Kochana, walcz. Obojętne, jak to wszystko się skończy, wygrasz Ty.

879 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-04-10 02:10:31)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Kobiety,

jak dobrze miec ta swiadaomosc,ze jestescie i towarzyszycie mi przez cala droge.

Widze,ze mamy dwa obozy :

- skoncz ta farse,bo tracisz czas i enrgie na krwiopijce i wampira emocjonalnego,czlowieka,ktory sie nigdy nie zmieni....

- zawalcz, on sie naprawde stara - istnieje szansa...

Nie,zebym miala cos przeciwko.

WRECZ PRZECIWNIE...

To moze wydac sie dziwne,ale cieszy mnie fakt,ze Kachna dala swojemu niewiernemu mezowi szanse na naprawe zwiazku,dala szanse ich milosci
- moze inaczej - dala szanse niewiernemu na udowodnienie,ze nie jest juz smieciem
( nic na poziomie personalnym Kachna - moj tez jest SMIECIEM),dala mu szanse,zeby smiec mogl sie wykazac.

Jak,tylko ONA  wie....
I tylko Ona powie dosc, kiedy uzna,ze to,co robi zdrajca jest niewystarczajace,badz traci falszem.

I mamy Tarantelle- wg mnie - fenomenalna kobiete.

Diagnoza - DZIAD ,ktoremu dala szanse ,doszedl do wniosku,ze szansa,to przyzwolenie na jeszcze jeden wybryk.
I Ona nie bedzie tego wiecej tolerowala.

I CHWALA JEJ ZA TO!

Dojrzala do decyzji,wie,czego chce.
Skonczyla sie zabawa w ciucu babke,ktora on tak lubil, a Jej nikt nie zapytal,czy chce brac udzail w tej maskaradzie (tak,jak z reszta nas).

I wiecie co?
Ta Kobieta zasluguje na najwyzszy szacunek i wsparcie...
Ogarnac sie po czyms takim,tak szybko i ustawic priorytety - czapki z glow.
Ciesze sie,ze z tego wybrnelas,z minimalnym szwankiem dla zdrowia.

Takie zycie...

Takie wybory...

Kachna i Ty ..... i  ja   ciagle zamknieta gdzies pomiedzy..........

TARANTELLA  - musze przyznac sie do zbrodni : ukradlam Twoja koncepcje,a raczej pomysl na rodzinna spowiedz....
mam nadzieje,ze nie bedziesz mnie ciagala po sadach.....

"Rodzinne spotkanie" za dwa tygodnie

Nie mam pojecia,jak potoczy sie moje  zycie....
Naprawde bylo mi milo goscic Was wszystkie.
Jestescie wspaniale,wyjatkowe,walczace,poddajace sie.
Pozwalajace tej nawalnicy przejsc.
Tak po prostu.

Wiecie co?

Dziekuje,ze weszlam na to forum - poznalam niesamowite idywidualnosci.
FENOMENALNE KOBIETY...

SLABE,A TAK SILNE.
SILNE,A TAK SLABE.

Pomagajmy sobie na wzajem,bez tworzenia " obozow",uzyjmy naszej madrosci i smutnego doswiadczenia,zeby pomoc innym,bez ciaglego udzwadniania,kto ma racje.

I tu przyklad - zalozmy,ze do i z pracy dojezdzam miejskim autobusem.
Codziennie,od szesciu tygodni na tylach tegoz,siedzi OSOBA z uporczywym kaszlem.
Kaszle i kaszle,a mnie " bierze".
Dlaczego?
Przeciez nie zanm tej OSOBY.
Ani mnie parzy,ani ziebi....
Denerwuje mnie tylko ten kaszel.
Czemu?
- bo to moze byc cos,czym sie zaraze
- bo dziala mi na nerwy sam dzwiek tego kaszlu
Tak na wszelki wypadek,udaje sie do apteki i kupuje cos na kaszel i chowam do torebki.

Kolejny dzien - i znow kaszlaca OSOBA.
Nie wytrzymuje - musze jej dac ten syrop.
Nigdy,tak naprawde nie zastanawilam sie,co jest przyczyna tego kaszlu:
-przeziebienie
-chroniczne podraznienie gardla,spowodowane np.farba,ktora powyzsza osoba maluje mieszkanie
-astma
-alergia
-gruzlica
-rak pluca.
Nastepnego dnia - to samo - znow ten kaszel.
Nie wytrzymuje, ide  na "tyly" autobusu i podaje OSOBIE butelke syropu - mowiac,jak bedziesz zazywala 3 x diennie,objawy ustapia....
Czuje,ze zrobilam swoje.
OSOBA,portaktowana syropem,kompletnie nie wie,co z nim zrobic,bo przeciez,ja w calym staraniu sie,zeby OSOBA przestala kaszlec,nie zadalam sobie najmniejszego trudu,zeby poznac przyczyny jej kaszlu....

Czy,podajac jej syrop,kierowalam sie empatia,czy tylko checia zniwelowania tego uporczywego kaszku,ktory tak strasznie dzailal mi na nerwy?

Taka mala dygresja-
zastanawia mnie ciagle,swojego rodzaju fenomen.
Ten watek,przez niektore Kobiety,zostal zaszufladkowany,jako " tredowaty".

OK. Z tym mozna zyc.....
My,"tredowate",jestesmy gorsze.
Nie posiadamy wielu cech,ktore inne Kobiety nabyly w trakcie czytania lektur( my nie czytamy,bo my polglowki jestesmy)a wiadomo -madrzy i glupi nie sa zagrozeniem,tylko polglowki....
Zastanawia mnie tylko jedna rzecz....
Te Madre i Oswiecone ,i znajace recepte, ach ,przeciez nie moge zapomniec o prosciutkim moralnym kregoslupie,
te nieomylne,wypowiadaja sie na nasz temat,w zupelnie innych watkach.
Ciekawe czemu?
Masz zastrzezenia,cos Ci nie pasuje?
Jestes przeciez tak SILNA,czemu nie zamieszczasz swoich uwag i dywagacji w miejscu do tego przeznaczonym?
Na watku,w ktorym powinnas to zrobic?
Na watku,ktory Cie tak denerwuje (moze nie tyle sam watek,ile postawy Kobiet,ktore uczciwie i do bolu pisza,co czuja i z czym nie potrafia sobie poradzic - I NIE GRAJA HEROIN!!)


Czyz zycie,samo w sobie jest tak szalenczo nieprzewidywalne?

Pozdrawiam Wszystkie,ktore widza i ten aspekt.
Te,ktore maja"zalozony punkt widzenia "i czuja sie bardzo silne, bo .................
Tez goraco pozdrwawiam.

I bardzo prosze,zycie bedzie latwiejsze dla nas wszystkich,kiedy uwagi dotyczace,konkretnego problemu,mozna bedzie znalezc w jednym miejscu......
Ale do tego potrzeba sily ?!

Pozdrawiam Was/Nas wszystkie,biorace sie z zyciem za bary.

880

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Droga Malinko,
Dziękuję za te słowa pochwały, rumienię się smile

Wiesz przecież, to nie do końca jest tak, że się uporałam. Wczoraj przeczytałam jednym tchem książkę "Sposób na kłamcę", przedtem "Gdy twój partner łże jak pies", przedtem "Porady na zdrady". Za każdym razem dziwię się, jak mogłam być tak straszliwie ślepa, jak mogłam wypierać OCZYWISTE fakty i symptomy, jak straszliwą idiotkę dawałam z siebie robić. I to głównie złość mi pomaga zmierzyć się z tym koszmarem. To głównie niestety pewność, że ten koszmar nie skończyłby się NIGDY daje mi moc wytrwania w postanowieniu. Ale ja jestem w łatwiejszej sytuacji. Mój psychofag jest człowiekiem w określonym wieku. Zdążył "wypracować" sobie historię, która po pierwsze powinna mi była dużo powiedzieć na samym początku i skutecznie mnie odstraszyć, po drugie nasz związek trwał "tylko" 4 lata a nie np. 20.
Tak więc, jak już zebrałam wszystkie niezbędne fakty z jego przeszłości (np. cztery poprzednie partnerki i ich zeznania, poczta nabita mailami od kolejnych, słowa jego dzieci - "daruj sobie tego śmiecia, zniszczy ci życie, jak każdemu do kogo się zbliżył"), to zasłona z oczu opadła.
Sama nie wiem, jak udało mi się wygenerować w sobie tyle miłości, żebu przez te cztery lata oszukiwać siebie i swój organizm, który na poziomie somatycznym sygnalizował - żyjesz w jakiejś totalnej shizie, uciekaj!
Bo, widzicie, socjopaci dzielą się na dwie kategorie - jedni rozkochują w sobie kobiety, żebu dobrać się do ich pieniędzy, inni - żeby ukraść kobietom uczucia, żeby doprowadzić je do skrajnych emocji i tym się żywi ich chora psyche. Jak już sobie zdałam sprawę, że byłąm tylko OBIEKTEM, to się wyprostowałam. Nie wiem jednak, jak bym się zachowywała, gdyby okoliczności były inne - gdybym byłą np. pierwszą partnerką tego człowieka od początku jego "kariery", gdyby jego "kariera" nie nosiła tak ewidentnych objawów w postaci opowiadania kolejnym kobietom DOKŁADNIE TYCH SAMYCH tekstów, gdyby jego własna rodzina nie świadczyła przeciwko niemu ...

Pewnie nadal wyobrażałabym sobie, że to biedny miś potrzebujący mojej pomocy i to wahanie, ta niepewność rozerwałaby mną na strzępy.

Dlatego nie dziwię się żadnej dziewczynie, która próbuje. Bo jeśłi ja mimo tylu ewidentnych sygnałów ostrzegawczych dałam temu śmieciowi szansę, to jak można jej nie dać komuś, kto być może rzeczywiście TYLKO na chwilę zboczył.

Po tym horrorze, który przeszłąm dla mnie jednak na dzień dzisiejszy nie ulega kwestii, że już nie byłabym w stanie dać szansy nikomu więcej. To okazało się zbyt wypalające, poniżające, destrukcyjne dla mojej psychiki. Ja musiałabym dosłownie zgwałcić swój umysł, żeby nagiąć się do jego - chorej, żeby to zaakceptować i w tym żyć. Stąd odwaga i determinacja mimo OGROMNEGO strachu - co dalej, jak żyć, jak pożegnać się ze swoimi marzeniami o przyszłości, jak uwolnić się od jego obrazu.

A przecież prawda jest taka, że on NAPRAWDĘ NIE ISTNIAŁ. To, co żyło ze mną przez cztery lata to były tylko moje fantazje na jego temat. Wymyśliłam go sobie takim na podstawie tego kitu, który mi wcisnął na samym początku i karmił mnie nim stwarzając zupełnie nieprawdziwy ale pasujący mi obraz misia skrzywdzonego przez okrutny los, pazerne i chore psychicznie partnerki, niewdzięczne dzieci, podstępnych pracodawców. Kupiłam to i teraz za to płacę - muszę pracowicie dzień po dniu wygrzebywać ze swojego mózgu te fałszywe czipy, które mi tam wszczepił.

Moja rada dla wszystkich jest jedna - bardzo dokłądnie weryfikujcie to co słyszycie z tym, co widzicie. Nie dajcie sobie niczego wmówić, bo "o człowieku świadczą owoce jego".

Malinko. Jeśli chodzi o spotkanie rodzinne, to z przyjemnością użyczam Ci praw użytkowania. To dość dobry sprawdzian - mój się wykpił stosując bardzo przebiegłą metodę - "dołożę wszelkich starań, żeby spełnić to twoje życzenie ALE ona napewno się nie zgodzi a na siłę jej nie przyciągnę." Doskonale rozegrane. Przez ponad rok namawiał ją nie do takich rzeczy a na jedno spotkanie mu się, rozumiesz, nie uda smile

881

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ja świadomie decyduję się na budowanie życia z S. Wiedząc o chorobie od początku. Nie potrafię się wycofać. Nie potrafię przekalkulować. On niczego nie obiecuje i nie przysięga. Widzi swój problem. Autentycznie się chce leczyć i to robi.

882 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2011-04-10 15:11:20)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Malinko jako panna mieszkałam z rodzicami w bloku, w którym było ok 100 mieszkań, czyli 100 rodzin. Mieszkała tam kobieta, która była rozwiedziona i miała dwoje dorastających synów, którzy dość szybko wyprowadzili się od niej. Jak wyjechali na studia,to już do niej nie wrócili, pożenili się i zamieszkali ze swoimi żonami osobno. Pani ta była bardzo elegancka, zadbana i miała dobrą pracę i była sympatyczna. Lubiła informować znajomych jak często odwiedza fryzjera, kosmetyczkę, kino, i teatr. Opowiadała o proszonych obiadkach i kolacjach, na które była zapraszana przez przyjaciół. W swoim mniemaniu robiła to tak sprytnie, że nikt Ją nie posądzał o przechwalanie się. Mimochodem podczas rozmowy wtrącała  "jak wczoraj byłam u fryzjera, kosmetyczki, czy na proszonej kolacji to........."Taż sama kobieta miała przydomek, nadany jej przez sąsiadów "gazeta  blokowa". Skąd ten przydomek?  Ano ta kobieta z tymi proszonymi kolacjami, kosmetyczką i fryzjerem, nie miała swojego życia, dlatego interesowała się życiem innych. Wiedziała wszystko o każdej rodzinie w bloku. W swoim mniemaniu to właśnie jej opinia była jedyna i słuszna. Klasyfikacja małżeństw, i osób mieszkających w bloku, którą Ona stosowała była prawdziwa. Ona wiedziała jak żyje Ziuta Kowalska z Panem Kowalskim, Ona wiedziała że Nowakowa źle gotuje, Ona również wiedziała że Malinowski mało zarabia. O Zielińskich nie wiedziała nic, bo z nikim w bloku się nie przyjaźnili, byli wprawdzie mili, wszystkim się kłaniali, ale za Boga nie wdawali się w dyskusje o swojej prywatności, mieli jedno dziecko, które nie wychodziło na wspólne podwórko, a do szkoły chodziło nie w rejonie tylko gdzieś dalej i rodzice ja dziennie zawozili i przywozili. Ku wielkiej frustracji "Gazety" nikt o Nich nic nie wiedział, co uniemożliwiało Jej klasyfikację. Jak "Gazeta" przeszła na emeryturę to jej praca pt"Jak żyją Inni" osiągnęła rozmiar doktoratu. Przy czym stale zaznaczała jak o siebie dba. I Ona naprawdę wierzyła w to że zajmuje się tylko sobą. I wszystkim kobietom w  bloku robiła wykłady pt."Jak zadbać o siebie". Pamiętam jak koleżanka z bloku wychodziła za mąż, jej ślub odbył się w środę, to Pani Gazeta wzięła sobie urlop, bo przecież musiała zobaczyć jak wygląda Pani Młoda, ocenić, Pana Młodego nie musiała oglądać bo Go widywała jak przychodził do nierzeczonej. A przecież wiedziała z jakiej rodziny pochodzi, gdzie mieszka, czy jest majętny i jakie ma wykształcenie. Miłym dodatkiem było to ze mogła na własne oczy zobaczyć rodziców Pana Młodego. Odkąd pamiętam moja mama prosiła, abyśmy nie wdawali się z Nią  w rozmowy. Jak zaczynała pytać miałyśmy przygotowaną jedną odpowiedź "A dlaczego Pani mnie o to pyta?"  To Ją powstrzymywało od dalszych pytań.
I myślę Malinko, że tu mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem. Są osoby które chcą pomóc i tego samego oczekują od innych. Nie oceniając, nie klasyfikując, czasem doradzając mniej lub bardziej udolnie. Są to osoby które naprawdę potrafią dbać o siebie, ale jak mogą to chętnie pomogą innym. J są  "Gazety forumowe" I tak jak "Gazeta blokowa" biegnie do okna, wygląda przez wizjer czy wychodzi na klatkę aby usłyszeć i zobaczyć co się tam dzieje, tak "Gazety forumowe" śledzą wątki innych, spędzają na forum dużo czasu, piszą po kilka, jak nie więcej postów dziennie. Przy czym nie każda osoba która dużo czasu spędza  na forum to gazeta. Wystarczy poczytać kilka postów forumowicza, żeby wiedzieć z kim mamy do czynienia. Od razu widać, bo wpisy "Gazety" to jedno wielkie ocenianie, klasyfikowanie, no i informowanie, jak to Ona (Gazeta) postępuje lepiej, jak wie jak zająć się sobą. Przy czym zajmuje się wszystkimi tylko nie sobą, co najwyżej opisze jak Ona myśli  i postępuje. Ale nie waż się krytykować, możesz pochwalić, ale od oceny negatywnej wara. "Gazeta", czy to blokowa, czy forumowa tak naprawdę jest bardzo nieszczęśliwa, ale nie chce niczyjej pomocy, to Ją poniża. Przez to że może oceniać dowartościowuje siebie, bo przecież tak logicznie mówi czy pisze. Jak trafia na kogoś takiego jak My kto pisze "Nie chciej chcieć Mnie oceniać" pisze to wprost, to co jej pozostaje? Ano tak jak "Gazeta blokowa" zacznie najzwyczajniej w świecie plotkować i obgadywać nas za naszymi plecami, to samo zrobi "Gazeta forumowa". Udowodniłaś Jej  tak jak Ja, nie raz nie dwa, że pisze bzdury. Wiedzą, że nie uciekniemy przed nimi, tylko stawimy Im czoła, to żeby Ich ego nie ucierpiało, muszą sobie poplotkować.
Nie mam zamiaru się tym przejmować, jest mi tak po ludzku ich żal.

883

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Kachna,
To co piszesz, dodaje nadziei.

Ja też postanowiłam spróbować. A może po prostu tak kocham męża i dotąd czułam się kochana przez niego, że nie potrafię zrezygnować? Albo czuję odpowiedzialność za kogoś, kto zgubił się będąc ze mną? Zgubił się, bo za bardzo mu ufałam? (wiem, usprawiedliwiam go, ale czuję się w jakimś sensie wspólnikiem)
Są momenty, gdy wszystko kalkuluję i szukam przyczyn - ale nigdy nie wychodzi mi ciąg przyczynowo-skutkowy. Nie potrafię zrozumieć ani jego, ani siebie.
Zawsze w życiu miałam problem z emocjami, podchodziłam do życia w sposób matematyczny: przyczyna - działanie - skutek - naprawa. W miłości to się nie sprawdza.

Próbujemy już kilka tygodni, niedługo minie 2 miesiące. Jestem w tym czasie huśtawką nastrojów, ale widzę poprawę i niesamowitą chęć zmiany w nim i jego cierpliwość. I to mnie w tym wszystkim trzyma...

Pozdrawiam serdecznie Wszystkie Kobiety!

884 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2011-04-10 22:22:56)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Guziczek jak dobrze znam twoje słowa, bo one są wyciągnięte ze mnie. Mnie sprzed kilku miesięcy. Dziś wiem że straciłam czas na zastanawianiu się "czemu chcę z nim zostać?". Było by mi lżej gdybym to przyjęła i skupiła się na tym jak to zrobić, aby już nigdy nie musieć zadawać sobie tego pytania. Ale usilnie potrzebowałam potwierdzenia, że warto i to że chcę ma jakieś logiczne wyjaśnienie. Ale wiem również że było mi to potrzebne w tamtym okresie życia. Coś we mnie mówiło chcę, a rozum dawał inne sygnały. Cała trudność polega na tym że nie chodzi o to aby przeczekać burzę ale żeby nauczyć się tańczyć w deszczu  smile
Odsyłam Cię do mojego postu http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=522413#p522413  tam opisywałam ten stan w którym byłam, a Ty właśnie go przechodzisz. Trzymam kciuki za twoją siłę i wytrwałość. Bo wiesz jak to jest- najważniejsze że wiesz czego chcesz, a to dlaczego ? jest naprawdę drugorzędną sprawą. Odpowiedź na pytanie "dlaczego chcę?"  sama do ciebie przyjdzie. A to czy wam się uda i czy Ty będziesz szczęśliwa zależy od twojej pamięci. Pamięci o tym że przykazanie miłości "Kochaj bliźniego swego" ma druki człon " Jak siebie samego" i pod żadnym pozorem nie wolno nam o nim zapominać.
Jeśli nie wiesz do jakiego portu żeglujesz,żaden wiatr nie jest dobry.(Lucjusz Anneusz Seneka)

885

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ładnie to powiedziałaś - nie przeczekać burzę, a tańczyć w deszczu. Ja dodałabym - tańczyć pomimo piorunów. Bo tymi jest usłane teraz moje życie. W dodatku większość z nich sama wywołuję.
Kurcze, bardzo się cieszę, że Tobie się udało / udaje i dajesz otuchę innym. To naprawdę ważne!

886

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witam
Przeczytałam co piszecie moje kochane,bardzo współczuję Wam wszystkim.
Niektóre pisały w moim wątku ...... Zdrada po 35 latach małżeństwa .....jak dalej żyć..
Obecnie od paru dni jestem już sama mąż się wyprowadził, jestem zagubiona,nie umiem sobie z tym poradzić,wstaje same łzy mi leca,kładę sie spać tez płacze.Zal mi,ze zycie przebiega obok mnie ja nie potrafie w nim uczestniczyć,nie potrafię sie cieszyć.Najlepiej to potrafie tylko mysleć o tym ,że ja jemu tak ufałam,a on tyle lat prowadził podwójne zycie.Te jego wieloletnie zdrady z prostytutkami,zakochany najpierw w pielegniarce,ale to była platoniczna miłość,potem zakochany w prostytutce 2 lata trwał romans do czego sie przyznał pod wpływem alkoholu,jak zaczął pić bo obecnie jest zakochany w koleżance z pracy o 20 lat młodszej,on natomist rozpaczał,że ona go nie chce.Obecnie też wyskoki od paru lat na masaże erotyczne.To wszystko mnie przerosło,cały czas nie chce mi sie wierzyć,że TO ROBIŁ MÓJ MAŻ !!!!!!!!!!!! Wydaje mi sie ,że to sen i sie z niego obudzę. Czy kiedys nadejdzie ten dzień,że nie będę myslała tylko o tym ??? Czy to nigdy nie nastapi ??? Pozdrawiam.serdecznie.

887

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Make,
Nastąpi taki dzień. Ja jestem od miesiąca po wyrzuceniu tego śmiecia z domu. Udaje mi się już tylko 80% zasobów mózgu poświęcać na niego a i to w kontekście spraw formalno-prawnych, które nas jeszcze łączą.
Też dawałm sobie przesuwać granice aż doszłam do ściany. Zapraszam Cię na wątek Grupu wsparcia dla kobiet kochających za bardzo.
Może to Cię pokrzepi.
Trzymaj się. Wiem, jak jest ciężko. Cierpimy mimo, że to były autentyczne śmieci a nie ludzie, których sobie same wymyśliłyśmy na własny użytek.

888 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2011-04-13 01:12:23)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Make Tarantella nie wiem czy widziałyście taki polski  film "Samum"? Gra tam Radosław Pazura syna i Marek Kondrat ojca, który jedzie do Iraku uwolnić syna z więzienia, gdzie jest przetrzymywany i torturowany. Gdy Ojciec dostaje się do więzienia, zabija wszystkich strażników jakich tam spotyka. Gdy wchodzi do piwnicy w której jego syn jest zamknięty w klatce, strzela do oprawcy ukrywającego się pod schodami. Natomiast gdy kieruje broń w stronę ostatniego, pozostałego przy życiu strażnika, skulonego w kącie, jego syn krzyczy "NIE" Jego nie zabijaj.Ten właśnie Irakijczyk, pracujący w tamtym więzieniu jako jedyny okazał mu trochę dobroci. Wprawdzie nie uwolnił Go, ale przynosił mu jedzenie i karmił go jak był za słaby po torturach. Jak nie miał sił, tłumaczył mu że musi jeść, żeby przeżyć.
Opisałam Wam fragment tego filmu w celach porównawczych. Bo są strażnicy i strażnicy. Tak samo są seksoholicy i seksoholicy. I wreszcie są zdrajcy i zdrajcy - bo nie każdy zdrajca jest seksoholikiem. J
Jeden strażnik, seksoholik czy zdrajca nadaje się tylko do odstrzału a innemu warto darować życie.
Bez względu na to jaki i kim jest nasz zdrajca ból który otrzymujemy jest taki sam. Wszystkie tłumaczenia typu : "bo On był dobry, bo nie wiedział co robi, czy zapomniał się, uzależniony to chory ....." są bez znaczenia jak stają na przeciwko naszego bólu, żalu czy złości. Nie pomagają porównania, typu "Ta ma gorzej bo.... A ja mam lepiej bo..."Są przez nas obliczone na zmniejszenie bólu, ale tak na prawdę nie przynoszą ulgi.
  Po co to piszę?
Przez wszystkie te miesiące budowałam sobie takie więzienie. Ściany składały się z bólu oskarżeń, zarzutów i nie wiem czego jeszcze, ale nie było to nic miłego. I myślę że każda z nas buduje sobie takie mury więzienne. Ale kiedyś trzeba zdecydować, czy strażnik który nas pilnuje nadaje się do odstrzału, czy może warto mu darować życie. Czasem tak jak u Make sam ucieka nie oglądając się za siebie. Ale czy to że mamy broń znaczy że jesteśmy wolne? Najczęściej dobrowolnie zostajemy w naszej klatce, bo nie widzimy wyjścia. Nie wiem na co się czeka, mimo że tam byłam, nadal nie wiem. Może podświadomie liczyłam, że wpadnie super-bohater i mnie uratuje? Pewnego dnia zorientowałam się, że w tym moim więzieniu drzwi stoją otwarte, strażnik dalej mi przynosi jedzenie, coś tam gada, pokazując wyjście. Bardzo ostrożnie, z lękiem zaczęłam zmierzać w kierunku wyjścia i nie ukrywam, dużą pomocą był psycholog i terapia, którą przeszłam.
I wiecie co warto było zdobyć się na tą  odwagę. Bez względu na to czy strażnika odstrzeliliśmy, sam sobie poszedł czy darowaliśmy mu życie,warto było. Bo poza tym więzieniem życie toczy się normalnie, tak jak przedtem , ba mało kto zauważa że byłyśmy na zesłaniu. A poza nim czekają nasze pasje, rzeczy które lubimy robić, przyjaciele, którzy się nie zmienili.
I wiem że w tych naszych więzieniach nie ma drzwi, to my przedłużamy sobie pobyt. Czasem nie rozumiemy  ze o od nas zależy ile tam posiedzimy, czasem potrzebny jest psycholog aby nam pomóc przez to przejść.

A teraz parę słów do tych które nie wiedzą : dać szansę czy odstrzelić? Puki siedzicie w tym więzieniu i nie widzicie tych drzwi
stojących otworem nic się nie zmieni. Najpierw decyzja -darowanie życia czy odstrzał. Bez tego ani rusz. Ciężko jest zdecydować. Wiem.  Mamy jakieś powody skoro do tej pory Go nie wyeliminowałyśmy. Boimy się że  ów mimo że nas karmił, na zewnątrz może się okazać oprawcą. Ale tego nie dowiemy się zamknięte w więzieniu, mimo otwartych drzwi.Nikt nie mówi że mamy sobie wziąć tego strażnika do domu na wieczność. Jak okaże się oprawcą można zawsze go odstrzelić smile Ale dajmy szansę SOBIE, weźmy go ze sobą albo kula w łeb, nie skazujmy się ani chwili więcej na zamknięcie. Jakby nie dość było bólu który Nam zadano. Musimy sobie jeszcze dokładać? A w imię czego?
Mamy wybór, życie ze zdrajcą albo bez niego, w więzieniu bólu i oskarżeń  czy na wolności. Życie to nie film. Nie ma tak że przystojniak da nam do wyboru dwie pigułki i potem możemy sobie wskoczyć raz do prawdziwego życia, a raz do matrix a.
To tylko życie i aż życie.I drugiej szansy nie dostaniemy. Zero pigułek, nie ma dwóch światów w które możemy wchodzić w razie potrzeby.

889 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-04-13 01:37:48)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witajcie Drogie Kobiety,

jestem ( jak wiecie) dosc dlugo na tym forum.
Zbyt dlugo,bo to,ze tu dalej tkwie,swiadczy o tym,ze pewne rozdzialy mojego zycia,pozostaly niedomkniete......
Ale to kwestia czasu.

I nieco,odbiegajac od glownego tematu...

Zastanawia mnie jedna rzecz - niezaleznie od przyczyny problemu:
- sexoholik
- alkoholik
- sadysta
- emocjonalny popapraniec
- zdradzajacy " przy okazji".

My wszystkie,przez ich zachowania,zostalysmy,zupelnie bez naszej wiedzy i przyzwolenia,stracone w odchlan i nie mamy bladego pojecia,co z tym fantem zrobic...

I teraz,nasze reakcje:

1.- probujemy zrozumiec, jak to mozliwe...
2 - staramy sie dociec,co bylo tego przyczyna
3 - robimy bilans zyskow i strat ; odchodzimy,badz probujemy odbudowac . 

Ale wszedzie,w ktoryms momencie,pojawia sie kwestia gwarancji,prawda?

Staram sie odbudowac,ale nie mam gwarancji.
On obiecuje,stara sie,ale nie mam gwarancji.
Powiedzialam - zegnaj,ale nie mam gwarancji na to,ze nastepny nie potraktuje mnie w ten sam sposob......
Nowy zwiazek,z kims ( po przeczytaniu wszystkich dostepnych pozycji,we wszystkich bibliotekach swiata),tez ,cholera nie mam gwarancji.......

Czyli - ryzyk - fizyk?

A moze,zwyczajnie,nalezy sie pogodzic z faktem,ze jedyna gwarancja,ktora posiadamy pojawiajac sie na tym swiecie,jest fakt,ze trzeba umrzec?
( i to moze jedyna sprawiedliwosc- bo dotyczy wszystkich, bez wyjatku).

Cala reszta,jest ryzykiem,jakie podejmujemy:

-zostaje,probuje -50/50
-odchodze i jest mi dobrze( tak szczerze) - 50/50
-zaczynam nowy zwiazek i boje sie......50/50.

RYZYKO I GWARANCJE.

Jestem ciekawa,jakie sa wasze spostrzezenia na ten temat....

Dobrej nocy Kobiety

890 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2011-04-13 06:46:30)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

No niestety Malinka ten towar nie podlega wymianie, możesz zwrócić lub oddać do naprawy. Dobra pamięć to skarb, a słaba to tylko czasem błogosławieństwo. Dlatego warto pamiętać, że My Ich nie naprawimy,od tego są fachowcy, wiem coś o tym,bo próbowałam smile . Natomiast na pewno możemy zmienić siebie i nie godzić się na nic czego nie chcemy, nie lubimy nie i nie i jeszcze tyle "nie" ile nam potrzebne. Malinka kupiłam sobie jakiś czas temu perfumy, zapach cudny, ale niestety nie mogę używać. Po około 1/2 godz po zastosowaniu zaczyna mnie mdlić, i do puki nie zmienię ubrań i nie zafunduję sobie kąpieli,  nie chce przestać. Stały sobie te perfumy na półeczce jakiś czas bo żal mi było je oddać, a ja po zastosowaniu czuję się tak jak Ty w Hawanie smile . Malinka czasem tak jest, ze mimo iż pachnie to śmierdzi i nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić przy zakupie, trzeba coś z tym zrobić. Ale zanim się go pozbyłam próbowałam jeszcze raz użyć, bo przecież musiałam potwierdzić czy to jego zapach powodował te mdłości.
Zdrajca też wnosi do domu smród, mimo że w ładnym opakowaniu i jakiś czas tak pięknie pachnie. Potem zaczyna się sprzątanie. Sprząta On, sprzątamy My, bo przecież On sam nie poradzi smile Patrzymy  mu na ręce, ale wcale nas nie satysfakcjonuje ten błysk i czystość która nastała. Chodzimy obwąchujemy jego i wszystkie kąty. I już nie wiemy czy nam się wydaje że nadal śmierdzi, czy też w którymś kacie coś zalega. A nawet jak nic nie czujemy to i tak obwąchujemy, bo przecież może nowe gówno przynieść. Ale tak jak napisałaś 50/50 %. Jak mu podziękujesz kopem za drzwi za wspólne życie to nigdy się tego nie dowiesz. Nigdy nie będziesz tego wiedzieć, ale nie masz również gwarancji, że jak zostanie to nie wymyśli sobie, że jak czasem pobawi się w gównie, to Ty nie poczujesz. Bo to nie Matrix i połknięcie pigułki nie wystarczy,aby zobaczyć prawdziwe życie. Czasem trzeba coś wybrać. Ja bardzo nie lubię sytuacji gdzie muszę wybierać i po niepewnym wyborze nie mam odwrotu. Zawsze się potem zastanawiam co by było gdyby? Dobrze jak mój wybór jest jedyny i trafny, ale przecież nie zawsze. Dlatego lubię wybory "odwracalne", tak jak w tym przypadku. Dałam mu szansę, i na dziś nie żałuję. Nie znam przyszłości, i nie zastanawiam się co będzie jak ....? Bo ja to wiem. Odstrzał będzie, wtedy pewny bez wątpliwości. I to nie tylko jak kolejny raz zdradzi, ale również są inne "jak". Dzięki temu że podjęłam tą decyzję mogłam wyjść z tego więzienia, zacząć żyć. Bo szkoda mi czasu w tym życiu. Bo to  jest moje życie i mam tylko jeden egzemplarz, drugiego nie dostanę, bo mi nie wyszło, poczyniłam, złe wybory, czy zmarnowałam czas. I to nie tak że jemu dałam szansę. Zadbałam o swoje, bo ja chcę spróbować, czy sobie z tym poradzę. 
Malinka każdy dzień jest początkiem czegoś wspaniałego, nie zobaczysz tego jak się nie obudzisz. I nawet zła decyzja jest lepsza od żadnej. A przecież masz 50/50%, więc żadna nie jest ani zła ani dobra. 
Dla Ciebie ode Mnie: http://www.youtube.com/watch?v=3FM3GBBUpjA

891 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-04-14 02:15:33)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Kobiety,

coz jeszcze mozna w tym watku dodac?
Wszystko zostalo juz powiedziane.......

JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXSU,
powinno byc (chyba)zamienione na :

CZY DA SIE ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU?

Kachna 66,Guziczek,02 ,sa przykladem,ze sie da.

Mysle ze jest spora grupa kobiet,ktore czytajac, niekoniecznie,utozsamiaja sie z ta sytauacja,chociaz podswiadomie wiedza :
" To o mnie"

Trudno sie do tego przyznac.
Trudno i bardzo ciezko,spojrzec prawdzie w oczy  .....
A ,jak juz spojrzymy tej prawdzie w twarz,co widzimy?

- ich chre zachowania
- ich klamstwa
- ich manipulacje
- ich slabosc
- ich egocentryzm
- ich egoizm

I wtedy,musimy sie zmierzyc z soba, naszym systemem warosci i tym,co TE CHORE JEDNOSTKI WNIOSLY W NASZE ZYCIE,A CZGO NAS POBAWILY....

Bilans zyskow i strat,w kazdym zwiazku,bedzie wygladal inaczej.
Kazda z nas,uwiklana w cos tak strasznego, musi sie wysilic i to strasznie,i odpowiedziec sobie na pytanie:
" CZEGO JA CHCE".

Po odpowiedzi na to pytanie,jest z gorki.

DZIWCZYNY,

TRZYMAJCIE SIE,BO PREDZEJ,CZY POZNIEJ,BEDZIECIE WIEDZIALY,CO ZROBIC Z WASZYM ZYCIEM.


KACHNA,

powinnam spac,a dzieki Tobie, mam do pezesluchania wszystko,co Jarosław Jar Chojnacki stwrzyl i zostalo umieszczone na Utube.

Dzieki,za pokazanie mi czegos ,czego nie bylam swiadoma.

Jak bedzie recital w Polsce,daj zanac,pojawia sie na pewno!

Zegnam Was  DROGIE PRZYJACIOLKI.
Dziekuje,ze bylo nam sie spotkac.
Dziekuje za czas i uwage,ktora zechcialyscie mi poswiecic.
Dziekuje za wszystkie wpisy i komentarze.
Dziekuje za to,ze dzieki temu forum,nie postradalam zmyslow.
A najbardziej dziekuje za to,ze poznalam Was - zawarlam przyjaznie (bez bycia gornolotna) i mam zamiar je pielegnowac.

Wszystkie wiecie,gdzie mnie znalezc i jestem zawsze do Waszej dyspozycji.

Dziekuje za wszystko

892

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

To co napisalą malina jest prawdą, ktorą niestety niełatwo odkryć.
Każda z nas tęskni za czasem, gdy milość delikatnie płynęła i była wieczna. Żadna w realny sposób nie wyobrażała sobie, że mogłaby się skończyć, ze coś nie zagra.

Zycie pokazało inna rzeczywistość. Zawsze ryzykujemy wchodząc z kimś w związek - nawet przyjacielem (-ółką). Nie można być pewnym ani siebie, ani partnera - miłości. I trudno się z tym żyje. Ale ja powoli zaczynam się tego uczyć. Może zrozumienie kruchości tego kochania, pozwala nam dojrzeć i świadomiej budować związek. Najlepiej by wiedziały o tym obie strony.

Na pewno nie można to nas blokować przed walka o miłość z tym samym lub kolejnym partnerem, bo staniemy w miejscu- w bólu i niepewności- w tym więzieniu, o którym mówi kachna. Jestem przekonana, że gdy miłość przestaje być pewna, staramy się bardziej, co nie znaczy, że nie może ona nam dawać bezpieczeństwa.

893

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Drogie Panie,
Przeczytalem czesc postow i to co mi przyszlo na mysl jako facetowi, ktory tez ma dosc wybujaly temperament seksualny. Wazna w tym wszystkim kwestia jest czy facet naprawde rozumie co zrobil i jak to niszczy Ciebie jako jego partnerke. Na poczatku mojego zwiazku, niestety takze zawiodlem moja kobiete. Zle sie miedzy nami ukladalo i znalazla sie pocieszycielka a ja jak glupi zdecydowalem sie na to czego nie powiniennem zrobic. Sprawa wyplynela, zona mnie spakowala. Po miesiacu wrocilem blagajac o wybaczenie. Zrobila to, zaufala mi, a ja z calych sil staralem sie nigdy wiecej jej nie zawiesc w tej sprawie. Do dzis nie slyszalem ani jednej uwagi na temat tamtego okresu, ja natomiast sobie do dzis w brode pluje ze zachowalem sie jak bydle. Nie zamierzam stawiac siebie na piedestale ze utrzymalem postanowienie, zamierzam tylko powiedziec ze jestesmy ludzmi, popelniamy bledy i chodz czasu nie da sie cofnac, bledow mozna juz nigdy nie popelnic, pod warunkiem ze rozumiesz siebie i partnerke. chyba tyle ...
Trzymajcie sie cieplo.

894

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Arbi- treść Twojego powyższego posta nijak się ma pozostałych, które umieściłeś na forum. Albo tam albo tu kłamiesz.
A na tym forum nie tolerujemy kłamstw!

895

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Nie ma klamstwa, nie mam powodow zeby klamac. Jestem w pelni swiadom tego co pisze i to co tu pisze jest szczere...tyle.

896

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

"Jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu"?

NIE DA SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

897

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
egonschiele napisał/a:

"Jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu"?

NIE DA SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Napisalam do Ciebie na meila

898

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
egonschiele napisał/a:

"Jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu"?

NIE DA SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Egonschiele, gdybys kiedykolwiek potrzebowala wsparcia, to mozesz na mnie liczyc.
Jestem silna i moge uzyczyc Ci swojej sily smile
Nie mam smialosci pisac na maila, ale jesli Ty napiszesz z cala pewnoscia odpisze.
Pozdrawiam Cie serdecznie i jestem z Toba.

899

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Egon,
jestes artystka, masz o wiele wrazliwsza dusze niz wiekszosc ludzi na tym forum. Zycie widzisz zupelnie inaczej, zapewne we wszystkie uczucia angazujesz sie bez reszty. Jak zachwycasz sie motylkiem, to placzesz ze szczescia, ze jest taki piekny i mozesz podziwiac jego kolory. Jak widzisz zranionego psa, to placzesz, bo niemalze czujesz jego bol. Nie dziw sie, ze potrzebujesz tak duzo czasu, aby uleczyc Twoja dusze. Ale kiedy juz wszystko przetrawisz, znow zauwazysz, jak piekne jest zycie, a ten bol bedzie dla Ciebei zrodlem niesamowitej sily. Musisz tylko jeszcze troche poczekac. Trudno to wytlumaczyc, ale wydaje mi sie, ze patrzysz sercem - doslownie. Kazdy obraz przezywasz, a nie tylko odnotowujesz go w swojej podswiadomosci. Ale bedzie jeszcze dobrze

900

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Aga, opisalas mnie dokladnie jak nikt.
Taka wlasnie jestem, to moje szczescie, a jednoczesnie to ze taka jestem powoduje, ze
- widze swiat dusza i wszystko to mnie boli wrecz fizycznie
- potrafie pokazac swoja dusze czy to czynem , czy na plotnie , czy w rzezbie
Ale wiem tez , ze kobiety wrazliwe, a takie jestesmy my tu wszystkie, czuja to samo co ja.

Aga jestem taka jak opisalas, to niesamowite

901

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
Zazdrosc napisał/a:
egonschiele napisał/a:

"Jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu"?

NIE DA SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Egonschiele, gdybys kiedykolwiek potrzebowala wsparcia, to mozesz na mnie liczyc.
Jestem silna i moge uzyczyc Ci swojej sily smile
Nie mam smialosci pisac na maila, ale jesli Ty napiszesz z cala pewnoscia odpisze.
Pozdrawiam Cie serdecznie i jestem z Toba.

Oj Zazdrosci gdybys mogla wszystkim nam duszyczkom uzyczyc tej sily.

902

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Przekopiowałam swój post z innego wątku.
Konflikt powstaje, gdy zjawia się rozdźwięk między tym,co powinno być, a tym, co jest.                                                                                                                                 
                                                                                                                      (Jiddu Krishnamurti)

Konflikt taki zawsze prowadzi do utraty energii i nasila się gdy usiłujemy go zwalczyć jedynie siła woli. Zabiegając, na siłę, o kontrolę nad swoimi zachowaniami, osłabiamy się coraz bardziej. Nie zastanawiamy się skąd w nas takie emocje i czemu właśnie takie, tylko usiłujemy zwalczyć uczucie które w nas się pojawiają. Droga do lepszego samopoczucia nie tędy prowadzi. Bo tłumione uczucia raz po raz wybuchają i to z coraz większą siłą. Musimy je rozumieć i pozwolić im przelać się przez nasz umysł i serce.Uczucia które nami miotają są sprzeczne i nie wystarczy rozumieć że kochamy bo kochaliśmy, a nienawidzimy bo zdradził. To by było bardzo proste i zbawienny czas nie był by potrzebny. Ale tak nie jest. Czas nie jest po to aby mijał i oddalał nas od dnia informacji, która zmieniła nasze życie.  Musimy poznać , siebie, a to długotrwały proces. I po to potrzebny jest nam czas.
Kiedyś na tym forum ktoś napisał "Odejdź od niego bo to nie ma prawa się udać, wiem bo próbowałam. zdradził znaczy nie kochał, uświadom to sobie". To tak jak bym weszła do lasu w celu zbierania grzybów. I zamiast chodzić po lesie 2 godz i zbierać grzyby wyszłabym po 2 min oczekując że mam pełny koszyk. Nie da się tak. Muszę spędzić te 2 godz chodząc po lesie. I zdaję sobie sprawę że efekt końcowy nie zawsze może być szczęśliwy. Bo mogę uzbierać pełny kosz grzybów jadalnych, lub trujących. Mogę nic nie uzbierać, bo nie ma grzybów w tym lesie. I wreszcie mogę się zgubić i nigdy nie znaleźć właściwej drogi. Ale musimy wejść do tego lasu i spędzić tam trochę czasu. Możemy nie mieć ochoty na grzyby i nawet nie próbować. Tak się dzieje gdy po prostu odchodzimy od razu.
Ja lubiłam zawsze grzyby, zaryzykowałam i nie żałuję. Wyszłam z pełnym koszykiem grzybów jadalnych. A stawiam bardzo wysokie wymagania, zbieram tylko borowiki. Ale sama musiałam się przekonać co znajdę i czy w ogóle coś znajdę.
Dziewczyny, jeżeli czujecie że wasz mąż naprawdę chce i żałuje tego co zrobił to dajcie mu szansę. Ale to jest jedyny moment w którym należy myśleć o nim. Dać mu szansę to tylko pozwolenie mu na przebywanie obok, kiedy Ja poznaję siebie i myślę tylko o sobie. Nie o nim. To z sobą musicie sobie poradzić. On ma swój kosz który musi zapełnić. Jeżeli będziemy dreptać za nim sprawdzając każdego grzyba którego on znajdzie, to same nic nie uzbieramy. I na koniec okaże się że jego kosz jest pełny a my wychodzimy z niczym. Na początku moje myśli krążyły w 100% wokół Mojego M. Nie widziałam powodu żeby myśleć o sobie. I wyszłam z  pustym koszykiem.
Wiem jak trudno zrozumieć o co chodzi w tym myśleniu o sobie, z tym miałam największy problem. Ale nie dam wam recepty na to jak zrozumieć słowa "myśl o sobie". Ja zaczęłam czytać książki, na interesujące mnie tematy. Na początku też czytałam, ale to były książki o problemie który ma mój M   Potem zaczęłam siebie rozliczać z czasu który poświęcam na myślenie o Nim. Dziś moje myśli kierują się tylko na moje uczucia. Jego uczucia są jego własnością i mnie nie obchodzą. Jak mi źle to drę się na głos, jak dobrze to się cieszę, i już nie chcę słyszeć co on czuje i jak cierpi i jak to nie może sobie wybaczyć. Nie obchodzi mnie to i nawet jak bym chciała to mu nie pomogę. A nie chcę. Nie chcę mu pomagać, nie chcę nawet wiedzieć o tym jak On sobie radzi.
Wiem co mi zrobił nie zapomniałam i nie mam klapek na oczach. Ta wiedza dała mi siłę. Siłę która nie pozwoli mu już mnie zranić. Gdyby mnie kiedykolwiek jeszcze zdradził, to będzie mi przykro,wkurzy mnie to, ale mnie nie zrani. Ale pożegnam się z nim bez bólu. I myślę sobie że właśnie w takim stanie są kobiety które jak dowiadują się o zdradzie, otwierają  drzwi i żegnają zdrajcę. Są przede wszystkim wściekłe. Wydawało mi się że nie można żyć bez zaufania. Otóż można. Zaufanie jest potrzebne tym , którzy oddają swoje życie w ręce drugiej osoby, nie tym którzy żyją swoim życiem mając przy sobie osobę którą kochają. Jak to kiedyś jedna z forumowiczek ładnie mi napisała "można kochać i nie mieszkać z osobą ukochaną". I to jest prawda, ale wtedy tego nie rozumiałam, bo moje życie i szczęście oddałam w jego ręce. Dziś wiem ze moje życie i moje szczęście należy do mnie i nie oddam go nikomu. Po co mi zaufanie, które można w każdej chwili odebrać. Chcę żyć i żyję swoim życiem i już nie oddam go nikomu, bo tylko w moich rękach jest bezpieczne.
Wiem że mój M mnie kocha i to wystarcza, aby mu pozwolić przy mnie żyć. Wiem że jest fajnym facetem, który gdzieś zgubił siebie i przy okazji mnie. Zapomniał o tym że wcisnęłam mu również moje życie. Nie mam zamiaru rozdrabniać i oceniać  jego uczuć i myśli , bo to są jego myśli i jego życie. A ja kocham tę wolność którą teraz mam w sobie. Kocham tę wiedzę o sobie. Kocham wiedzieć co znaczy zająć się sobą. Żal mi osób które piszą "znam swoja wartość i kocham siebie" piszą rady mniej lub bardziej mądre, oparte na własnych przekonaniach, które często nijak się mają do stanu faktycznego. " On mnie nie interesuje", ja jestem ważna, a za chwilę czytamy co On powiedział, albo obawa przed tym co powie lub zrobi. Co powie sąsiadka, szwagierka, teściowa czy kto tam jeszcze, strach się bać. Żal mi takich osób bo są w czarnej du.. , a ja wiem że tam jest nieprzyjemnie i źle. Wiem bo sama tam kiedyś byłam. Dbanie o siebie to również nie przejmowanie się tym co inni mówią i jak reagują na moje dbanie o siebie. Nie kosztem innej osoby, nie krzywdzę nikogo, Ja nie wyrażam zgody na krzywdzenie siebie. A słowa "to Ty jesteś najgorsza bo nie dałaś się kopnąć " płyną do mnie jak sygnał z gwizdka ultradźwiękowego do tresury psów. Ja ich nie słyszę, więc się ich nie obawiam. Godzę się z tym że są, bo to nie moje słowa i nie mam wpływu na to że są wypowiadane.  Ale nie mam zamiaru się nimi zajmować, a na to mam wpływ.
Ellu ta siła jest w Tobie, nie musisz brać jej od nikogo. Tylko znajdź ją tylko w sobie.

903

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
ella1973 napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:
egonschiele napisał/a:

"Jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu"?

NIE DA SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Egonschiele, gdybys kiedykolwiek potrzebowala wsparcia, to mozesz na mnie liczyc.
Jestem silna i moge uzyczyc Ci swojej sily smile
Nie mam smialosci pisac na maila, ale jesli Ty napiszesz z cala pewnoscia odpisze.
Pozdrawiam Cie serdecznie i jestem z Toba.

Oj Zazdrosci gdybys mogla wszystkim nam duszyczkom uzyczyc tej sily.

Mysle, Ellu, ze Ty masz ta sile w sobie smile
Czasem potrzebujemy byc "silnym czyjas sila"
Tak jak wiele dziewczyn jest silnych sila np.Marynarki... mam nadzieje, ze mnie zrozumialas smile
Moze Marynarka kiedys tez musiala nabrac tej sily od kogos...a teraz sama jest podpora dla dziesiatek kobiet.
To cudowne, ze znajduje czas by pisac o swoich zmaganiach. To cudowne, ze chce pisac o swoich przemysleniach. Ta sila "pozmnaza sie". Nie jest to energia zmarnotrawiona.
Chyba o to chodzi w kazdej grupie wsparcia...
Trzymaj sie cieplutko Ellu,
... a mojej sily moge uzyczyc i Tobie smile

904

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Witam Kobiety.

Jak sie macie?

Mialam juz nie dopisywac niczego w tym watku,ale nie wiem,gdzie " wsadzic " ten cytat, jakze znamienny .....
Mysle,ze pasuje jak ulal do tego watku:

To oni:

"    Chyba wiążemy zbyt wielkie nadzieje związane z orgazmem, oczekując, że zrekompensuje on pustkę panującą w innych dziedzinach życia "

? Woody Allen.

I co Wy na to?

905

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Cały Woody! smile
Ja sie z tym nie utożsamiam ale znam kilku panów, którzy mylą orgazm z miłością, a kiedy orgazmy z daną partnerką tracą na świeżości, to oznacza, że miłość się skończyła ... i trzeba poszukać kolejnej ... miłości.

906

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Tarantella,
napisalam
" to oni" ,majac na mysli,jak ladnie ich zdefiniowalas - psychofagow...
Bo podejrzwam,ze oni wlasnie tak " rozumuja ".

Ciesze sie niezmiernie,ze wychodzisz z calej sytuacji z podniesiona przylbica.
Czytanie Twoich postow,to przyjemnosc.

A Twoja DEKLARACJA NIEPODLEGLOSCI, powinna byc tematem obowiazkowym w kazdej szkole,na zajeciach  z psychologii,ktore,z kolei, powinny byc obowiazkowe,zamiast np.rachunku prawdopodobienstwa w matematyce.

Tarantella,
Ty juz jestes w pionie i sadzac z tego,co piszesz,do poziomu nie wrocisz juz nigdy!

The only way is up........

I Ty juz o tym wiesz.

Zycze ci szczescia i spelnienia,

907 Ostatnio edytowany przez tenniedobry (2011-05-08 03:13:31)

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
kachna66 napisał/a:

Przekopiowałam swój post z innego wątku.
Konflikt powstaje, gdy zjawia się rozdźwięk między tym,co powinno być, a tym, co jest.                                                                                                                                 
                                                                                                                      (Jiddu Krishnamurti)

Konflikt taki zawsze prowadzi do utraty energii i nasila się gdy usiłujemy go zwalczyć jedynie siła woli. Zabiegając, na siłę, o kontrolę nad swoimi zachowaniami, osłabiamy się coraz bardziej. Nie zastanawiamy się skąd w nas takie emocje i czemu właśnie takie, tylko usiłujemy zwalczyć uczucie które w nas się pojawiają. Droga do lepszego samopoczucia nie tędy prowadzi. Bo tłumione uczucia raz po raz wybuchają i to z coraz większą siłą. Musimy je rozumieć i pozwolić im przelać się przez nasz umysł i serce.Uczucia które nami miotają są sprzeczne i nie wystarczy rozumieć że kochamy bo kochaliśmy, a nienawidzimy bo zdradził. To by było bardzo proste i zbawienny czas nie był by potrzebny. Ale tak nie jest. Czas nie jest po to aby mijał i oddalał nas od dnia informacji, która zmieniła nasze życie.  Musimy poznać , siebie, a to długotrwały proces. I po to potrzebny jest nam czas.
Kiedyś na tym forum ktoś napisał "Odejdź od niego bo to nie ma prawa się udać, wiem bo próbowałam. zdradził znaczy nie kochał, uświadom to sobie". To tak jak bym weszła do lasu w celu zbierania grzybów. I zamiast chodzić po lesie 2 godz i zbierać grzyby wyszłabym po 2 min oczekując że mam pełny koszyk. Nie da się tak. Muszę spędzić te 2 godz chodząc po lesie. I zdaję sobie sprawę że efekt końcowy nie zawsze może być szczęśliwy. Bo mogę uzbierać pełny kosz grzybów jadalnych, lub trujących. Mogę nic nie uzbierać, bo nie ma grzybów w tym lesie. I wreszcie mogę się zgubić i nigdy nie znaleźć właściwej drogi. Ale musimy wejść do tego lasu i spędzić tam trochę czasu. Możemy nie mieć ochoty na grzyby i nawet nie próbować. Tak się dzieje gdy po prostu odchodzimy od razu.
Ja lubiłam zawsze grzyby, zaryzykowałam i nie żałuję. Wyszłam z pełnym koszykiem grzybów jadalnych. A stawiam bardzo wysokie wymagania, zbieram tylko borowiki. Ale sama musiałam się przekonać co znajdę i czy w ogóle coś znajdę.
Dziewczyny, jeżeli czujecie że wasz mąż naprawdę chce i żałuje tego co zrobił to dajcie mu szansę. Ale to jest jedyny moment w którym należy myśleć o nim. Dać mu szansę to tylko pozwolenie mu na przebywanie obok, kiedy Ja poznaję siebie i myślę tylko o sobie. Nie o nim. To z sobą musicie sobie poradzić. On ma swój kosz który musi zapełnić. Jeżeli będziemy dreptać za nim sprawdzając każdego grzyba którego on znajdzie, to same nic nie uzbieramy. I na koniec okaże się że jego kosz jest pełny a my wychodzimy z niczym. Na początku moje myśli krążyły w 100% wokół Mojego M. Nie widziałam powodu żeby myśleć o sobie. I wyszłam z  pustym koszykiem.
Wiem jak trudno zrozumieć o co chodzi w tym myśleniu o sobie, z tym miałam największy problem. Ale nie dam wam recepty na to jak zrozumieć słowa "myśl o sobie". Ja zaczęłam czytać książki, na interesujące mnie tematy. Na początku też czytałam, ale to były książki o problemie który ma mój M   Potem zaczęłam siebie rozliczać z czasu który poświęcam na myślenie o Nim. Dziś moje myśli kierują się tylko na moje uczucia. Jego uczucia są jego własnością i mnie nie obchodzą. Jak mi źle to drę się na głos, jak dobrze to się cieszę, i już nie chcę słyszeć co on czuje i jak cierpi i jak to nie może sobie wybaczyć. Nie obchodzi mnie to i nawet jak bym chciała to mu nie pomogę. A nie chcę. Nie chcę mu pomagać, nie chcę nawet wiedzieć o tym jak On sobie radzi.
Wiem co mi zrobił nie zapomniałam i nie mam klapek na oczach. Ta wiedza dała mi siłę. Siłę która nie pozwoli mu już mnie zranić. Gdyby mnie kiedykolwiek jeszcze zdradził, to będzie mi przykro,wkurzy mnie to, ale mnie nie zrani. Ale pożegnam się z nim bez bólu. I myślę sobie że właśnie w takim stanie są kobiety które jak dowiadują się o zdradzie, otwierają  drzwi i żegnają zdrajcę. Są przede wszystkim wściekłe. Wydawało mi się że nie można żyć bez zaufania. Otóż można. Zaufanie jest potrzebne tym , którzy oddają swoje życie w ręce drugiej osoby, nie tym którzy żyją swoim życiem mając przy sobie osobę którą kochają. Jak to kiedyś jedna z forumowiczek ładnie mi napisała "można kochać i nie mieszkać z osobą ukochaną". I to jest prawda, ale wtedy tego nie rozumiałam, bo moje życie i szczęście oddałam w jego ręce. Dziś wiem ze moje życie i moje szczęście należy do mnie i nie oddam go nikomu. Po co mi zaufanie, które można w każdej chwili odebrać. Chcę żyć i żyję swoim życiem i już nie oddam go nikomu, bo tylko w moich rękach jest bezpieczne.
Wiem że mój M mnie kocha i to wystarcza, aby mu pozwolić przy mnie żyć. Wiem że jest fajnym facetem, który gdzieś zgubił siebie i przy okazji mnie. Zapomniał o tym że wcisnęłam mu również moje życie. Nie mam zamiaru rozdrabniać i oceniać  jego uczuć i myśli , bo to są jego myśli i jego życie. A ja kocham tę wolność którą teraz mam w sobie. Kocham tę wiedzę o sobie. Kocham wiedzieć co znaczy zająć się sobą. Żal mi osób które piszą "znam swoja wartość i kocham siebie" piszą rady mniej lub bardziej mądre, oparte na własnych przekonaniach, które często nijak się mają do stanu faktycznego. " On mnie nie interesuje", ja jestem ważna, a za chwilę czytamy co On powiedział, albo obawa przed tym co powie lub zrobi. Co powie sąsiadka, szwagierka, teściowa czy kto tam jeszcze, strach się bać. Żal mi takich osób bo są w czarnej du.. , a ja wiem że tam jest nieprzyjemnie i źle. Wiem bo sama tam kiedyś byłam. Dbanie o siebie to również nie przejmowanie się tym co inni mówią i jak reagują na moje dbanie o siebie. Nie kosztem innej osoby, nie krzywdzę nikogo, Ja nie wyrażam zgody na krzywdzenie siebie. A słowa "to Ty jesteś najgorsza bo nie dałaś się kopnąć " płyną do mnie jak sygnał z gwizdka ultradźwiękowego do tresury psów. Ja ich nie słyszę, więc się ich nie obawiam. Godzę się z tym że są, bo to nie moje słowa i nie mam wpływu na to że są wypowiadane.  Ale nie mam zamiaru się nimi zajmować, a na to mam wpływ.
Ellu ta siła jest w Tobie, nie musisz brać jej od nikogo. Tylko znajdź ją tylko w sobie.

witam,

dopiero się wdrażam w forum
tekst wykop,
chciałbym do tego dojść też, odrzucając własne słabości

908

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Ten niedobry poczytałam twoje pierwsze posty. Czy powiedziałeś to wszystko żonie? Może warto napisać list do niej. Widzisz list ma tą przewagę nad rozmową , że mona wszystko powiedzieć, bez przerywania, bez nerwów,bo nie słucha i bez oderwania się żeby odpowiedzieć na wtrącone pytanie. smile. Poza tym czy myślałeś o terapii odwykowej? Wiem że możesz czuć się urażony, bo alkoholik kojarzy nam się z zapitym gościem brudnym i często polegującym byle gdzie.
Może to że widzisz swój problem przekona twoją żonę że warto da wam szansę? Przeczytaj polecam:
http://www.alkoholizm.akcjasos.pl/133.php
Widzisz kobieta która została skrzywdzona nijak nie chce wierzyć w słowa, tylko czyny mogą coś zdziałać.A uzależnienie to zaburzenie osobowości które można leczyć. Jeżeli chcesz napisz n mojego e mail wyślę ci książkę Dorosłe Dzieci Alkoholików.

909

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU
kachna66 napisał/a:

Ten niedobry poczytałam twoje pierwsze posty. Czy powiedziałeś to wszystko żonie? Może warto napisać list do niej. Widzisz list ma tą przewagę nad rozmową , że mona wszystko powiedzieć, bez przerywania, bez nerwów,bo nie słucha i bez oderwania się żeby odpowiedzieć na wtrącone pytanie. smile. Poza tym czy myślałeś o terapii odwykowej? Wiem że możesz czuć się urażony, bo alkoholik kojarzy nam się z zapitym gościem brudnym i często polegującym byle gdzie.
Może to że widzisz swój problem przekona twoją żonę że warto da wam szansę? Przeczytaj polecam:
http://www.alkoholizm.akcjasos.pl/133.php
Widzisz kobieta która została skrzywdzona nijak nie chce wierzyć w słowa, tylko czyny mogą coś zdziałać.A uzależnienie to zaburzenie osobowości które można leczyć. Jeżeli chcesz napisz n mojego e mail wyślę ci książkę Dorosłe Dzieci Alkoholików.

tak tak poszło ciężko
nie uwierzysz już nawet do pisania na kartce się brałem big_smile żeby jej podać do przeczytania
na dzień dzisiejszy działam nie mówię za dużo działam, zapity bywałem ale nigdy brudny ani na ławce śpiący, ewentualnie na kanapie
aktualnie szukam w okolicy terapii jakiejs ,wiem mam zaburzoną osobowość, ale jak pisałem 2 miesiące dały mi już jakiś czas na przemyślenia
i najlepsze chyba jestem w domu na nowych warunkach co prawda zaczynam od zera,jestem dlatego że doszliśmy do wniosku że szkoda czasu na moje dojazdy, no i ona będzie mnie mogła mieć na oku, a tak szczerze dziećmi się zająłem na maksa, i mnie to cieszyć zaczyna niemęczyćjakkiedys big_smile

910

Odp: JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Względność dobrych i złych wypadków
Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.
? Jakie to straszne ? współczuli sąsiedzi. ? Co za nieszczęście.
? Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście ? odpowiadał farmer.
Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
? Co za niesamowite szczęście! ? mówili sąsiedzi.
? Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? ? odpowiadał starzec. Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
? Jakie to straszne. Co za nieszczęście! ? mówiono.
? Nieszczęście? Szczęście?
Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.
? Szczęście? Nieszczęście?

Posty [ 846 do 910 z 1 021 ]

Strony Poprzednia 1 … 12 13 14 15 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026