X77 napisał/a:DOKŁADNIE 
Zwłaszcza że taki facet prawdopodobnie już nigdy nie będzie się bawił we FriendZone 
Co do FriendZone - jest to bardzo ciekawy temat (moim zdaniem jeden z najciekawszych w relacjach damsko-męskich) 
Miałem kiedyś taką prawie koleżankę, która mówiła mi o jakimś swoim koledze, który to strasznie się jej słuchał, wykonywał wszystkie jej polecenia na dodatek robił wszystko za nią.
Koleżanka powiedziała mi: strasznie mnie to dziwi, że cokolwiek nie powiem to on automatycznie to robi, pomaga mi, wysłuchuje moich żalów, najbardziej dziwi mnie to, że chce mu się wysłuchiwać mojego płakania gdy mam jakieś problemy."
Po czym dodałem: ,,no widzisz, chłopak po prostu próbuje wyjść z friendzone, chce być pewnie z Tobą w związku"
Wiecie co mi odpowiedziała ta dziewczyna? już cytuję: ,,no to sorry ale chyba mu się nie uda"
Najlepsze jest to, że potem mówiła mi o jakimś innym koledze, który traktuje kobiety przedmiotowo (zmienia dziewczynę co chwilę i chyba nawet jednej zrobił dziecko) ale mimo tego tak jej się spodobał, że nie może przestać o nim myśleć i chciałaby do niego pojechać kilkadziesiąt km by się zobaczyć.
Dodam, że ta dziewczyna jest naprawdę bardzo ładna, spokojnie dałbym 8/10 z automatu (chociaż jako że jest odzwierciedleniem mojego gustu to daję lekko 10/10)
X77
Naprawdę bardzo fajnie napisane. Zwłaszcza ten moment w którym facet robi za ,,koleżankę" do wysłuchiwania problemów 
Sam kiedyś byłem emocjonalnym tamponem. Na studiach była jedna dziewczyna, która miała non-stop problemy ze swoim facetem (co chwile zrywali, wracali do siebie itp.) całymi wieczorami opowiadała mi o problemach z jej chłopakiem. Ja wtedy myślałem sobie, że jak będę ją tak pocieszał słowami to w końcu zauważy, że ja taki miły dobry chłopak to może dostanę jakieś szanse na związek skoro z jej obecnym facetem nic się nie układa i nie traktuje ją z szacunkiem.
Po kilku miesiącach przestała już mi się zwierzać, okazało się, że wróciła do niego i na dodatek za jakiś czas będą brali ślub 
Zobacz ile jest historii gdzie dobry spokojny chłopak zna jakąś tam koleżankę i przez 2 lata stara się o jej względy (wozi ją samochodem, zaprasza na obiadki, kupuje prezenciki, wysłuchuje problemów) i po tych 2 latach w nadziei na związek słyszy tylko od niej: ,,no słuchaj, ja to się muszę jeszcze zastanowić nad tym, wiesz nie jestem gotowa po ostatnim związku"
I co? nagle na horyzoncie pojawia się łobuz, badboy, który nie ma prawa jazdy, nie ma samochodu, nigdy w życiu jej nie podwiezie autem ani nic, nie zaprasza na obiady, wyciąga od niej pieniądze i już po kilku spotkaniach ma z nią tyle uciech ile tylko chce 
Brzydasek napisał/a:W Piotrkowie są najniższe ceny w całej Polsce, nie raz był już artykuł na wirtualnej Polsce, o tym że tam jest najtaniej, ciekawe z czego to wynika? może jest sprowadzane dużo tanich Ukrainek, i dlatego cena jest tak bardzo przystępna.
A to widzisz nie wiedziałem o tym Piotrkowie 
Faktycznie Ukrainki i Białorusinki zaniżają ceny ale nie będę się tutaj wdawał w szczegóły.
Kalvar25 napisał/a:Mówiąc "nie ma seksu za darmo" macie na myśli to że razem z żoną/dziewczyną robicie miesięczne zakupy, opłacacie kredyty i wyjeżdżacie na wakacje? a może to że ta dupcia robi was na hajs i to wy macie jej wszystko sponsorować? a ona sobie będzie leżeć w łóżku i przełączać kanały z dlaczego ja na pierwszą miłość i z pierwszej miłości na trudne sprawy pobierając miesięcznie 500+ a wy w tym czasie będziecie pracowali na kredyty, rachunki, jedzenie - to nie jest związek.. tylko w najczystszej formie sponsoring.
Nie nie nie, stop. Nie nie nie.
,,Nie ma seksu za darmo" - chodziło o to, że każdy seks wymaga jakiejś zapłaty. Nie miałem na myśli tego czy to będzie prostytutka, czy pani od sponsoringu, czy koleżanka z liceum a może żona, dziewczyna, narzeczona, konkubina itp.
Chodziło o to, że praktycznie za każdy seks trzeba zapłacić jakimś zasobem, nie mam na myśli tylko banknotu ale chodziło też o inne zasoby, typu: czas, energia, siła, zaangażowanie itp.
Nie ma czegoś takiego, że myślisz sobie: ,,mam ochotę na seks" i dziewczyny nagle walą do drzwi.
Żeby mieć seks trzeba czymś zapłacić (pieniądz, energia, siła, czas). Jedynie co się różni to wielkość zapłaty, u prostytutki najwyższej klasy w Warszawie zapłacisz 2000 zł za godzinę zaś mając seks z koleżanką na bazie friends with benefits zapłacisz np. energią gdy cały dzień będziesz z nią ustalał szczegóły, ogarniał lokum i inne sprawy.
Kalvar25 napisał/a:Wy dalej nie rozumiecie o czym ja pisze. Facet który potrafi zaliczyć 10 lasek na dyskotece nie jest mentalnym prawiczkiem - on to po prostu potrafi zrobić, za tydzień pojedzie i znowu wystuka dwie, za tydzień kolejne 3. Mentalny prawiczek to człowiek który nie potrafi odnaleźć się w relacjach damsko-męskich - taki który pomimo sygnałów ze strony kobiet nie jest wstanie nic z tym zrobić, jest zakompleksiony, niepewny siebie, boi się kobiet, albo jest po prostu bardzo.. bardzo brzydki (tutaj chodzenie na prostytutki jest uzasadnione) - facet który wystuka dziewczyny w ubikacji w klubie nie jest mentalnym prawiczkiem bo on to po prostu potrafi zrobić - mentalny prawiczek nawet nie spróbuje i prędzej ze stresu pikawa mu wyskoczy, zresztą nawet ta pijana dziewczyna nie będzie go chciała.
Wiesz jaki jest największy problem w dyskusji z Tobą?
Przychodzisz do tego tematu, stawiasz swoje krzesło na samym środku i mówisz: ,,słuchajcie mnie wszyscy! uwaga! proszę o chwilę ciszy! ja wam dokładnie powiem kto to jest mentalny prawiczek, ja wam przysunę jego definicję, która będzie tylko i wyłącznie z mojej głowy a wy wszyscy macie się pod tę definicję przystosować"
Widzisz a ja np. uważam, że jak ktoś poszedł do prostytutki 52 razy to już takim mentalnym prawiczkiem nie jest a raczej można by rzec, że jest już nawet trochę zaawansowany w sprawach seksualnych.
Najlepsze jest to, że mentalnym prawiczkiem może być chłopak, który nigdy nie był u prostytutki, jest w związku z kobietą 5 lat i mimo, że mieli seks kilka razy to dalej boi się złapać ją za rękę - wg. Ciebie taka osoba już nie jest mentalnym prawiczkiem, prawda?
ustalasz zasady na własnych regułach i liczysz na to, że wszyscy się pod nie ustawią.
Kalvar25 napisał/a:Nawiązałeś do mężczyzn z Japonii.. tak to są mentalne przegrywy, totalne świry.. którzy w wieku 35 lat mieszkają z mamusią i bawią się w anime kolekcjonując plastikowych bohaterów i walcząc nimi jak by mieli zespół downa
Brawo, obraziłeś kolejny raz jeden z najinteligentniejszych państw świata 
Najlepsze jest to, że te ,,mentalne przegrywy" odpowiadają za ok. połowę technologi, którą używasz na co dzień 
No ale stworzyłeś swoją własną definicję ,,mentalnego prawiczka przegrywa" i potem takie kwiatki wychodzą, że Japończycy z najwyższym IQ to chodzące ameby
(wg. Ciebie)
Kalvar25 napisał/a:Ty udajesz teraz, czy na poważnie ? stary, porównujesz coś co jest niezbędne do życia.. do czegoś co nie jest - bez seksu można żyć, można sobie przysłowiowo zwalić gruchę do monitora.
Tutaj już dałeś prawdziwe KOMBO 
Po pierwsze w swojej wypowiedzi nie miałem na myśli aspektu niezbędności/zbędności danej rzeczy w życiu codziennym aczkolwiek miałem na uwadze tylko i wyłącznie aspekt ,,dostępności".
Zauważ, że (jakkolwiek ciężkie do wyobrażenia sobie) mógłbyś żyć na co dzień bez prądu i internetu - tak więc podałem też rzeczy, bez których można żyć każdego dnia (tak jak bez seksu)
Chodziło mi tylko i wyłącznie o dostępność danej rzeczy, dlatego dałem takie porównanie.
Internet - jesteś w stanie bez niego żyć, jesteś w stanie mieć go za darmo (mimo, że ludzie płacą rachunki) a mimo to płacisz za dostawę internetu bo jest Ci tak po prostu wygodniej
To samo z mechanicznym seksem u prostytutki. Nie każdy chce latać dwa lata za dziewczyną w nadziei na związek, są osoby, które chcą zrobić ten ,,przelew" i mieć seks tu i teraz u prostytutki, to samo z prądem, internetem, transportem itp.