gracjana1992 napisał/a:...
rób tak, aby było jej wygodnie
Jeśli mam być szczery, to nic kompletnie nie zrozumiałem z tej przypowieści o lesbijkach, ale może jestem już zmęczony.
Nawet nie wiecie jak strasznie wyczerpujące może byś zjedzenie takiej ilości kiełbasy, normalnie masakra jakaś...
Jeśli pisząc "jej" masz na myśli tą, o której ja myślę, że masz, to jej jest wygodnie tak jak ma teraz.
Żyje sobie sama, ma wszystko poukładane, praca, treningi, gotowanie wymyślnych potraw bo dieta (zapomnij o kiełbasie i kotletach)
po robocie na etacie w zusie, prowadzi prywatne zajęcia logopedyczne z dziećmi, potem odwiedza mamę, to tamto sramto i jest noc.
Oczywiście że rozmawialiśmy na temat miejsca faceta w jej perfekcyjnie idealnym życiu i jak ona to sobie wyobraża na przykład,
na co z jej strony padła odpowiedź, że sobie nie wyobraża, a na chwilę obecną nie wie nawet czy w ogóle tego chce i potrzebuje,
ale mogłaby spróbować i czas pokaże. Lubi spędzać ze mną czas, lubi jak u niej jestem, lubi ze mną gadać, lubi się ze mną śmiać.
Przytulać też się lubi i gotować dla mnie lubi. Na tym etapie i w takiej formie nasz układ jej pasuje. Tak jest jej wygodnie i "może być".
Temat imprezy oraz okoliczności towarzyszących został zamknięty i nie dysponując żadnymi dowodami na to, że może mnie oszukiwać,
pozostaje mi tylko uwierzyć na słowo, że był to jednorazowy wybryk pod wpływem alkoholu i chwili, czego teraz się wstydzi, ale nie żałuje.
Jeśli chodzi o mnie, to cała jej postać ogółem jest dla mnie... dziwna... i chyba te jej dziwactwa właśnie mnie w niej pociągają.
Relacja z nią nie przypomina żadnej innej w jakiej byłem, a jak wiecie w kilku byłem, dwóch może trzech czy tam iluś...
Jest co prawda dość zachowawcza i powściągliwa w wyrażaniu emocji, zwłaszcza zachwytów nad moją niebanalną ogólną zajebistością,
ale jednocześnie wykazuje cały czas inicjatywę dbając, żeby ten kontakt między nami był, choć odnoszę wrażenie graniczące z pewnością,
że przychodzi jej to z jakimś trudem, jakby robiła to pierwszy raz od opuszczenia murów klasztoru... albo szpitala psychiatrycznego.
Nie jest to zwykłe olewanie, bo to akurat rozpoznam od razu, raczej ma jakąś blokadę czy coś, może powoli się rozkręca, no nie wiem,
tak czy siak bardzo to wszystko dziwne, ale jednocześnie pociągające, o czym już chyba ze trzy razy w tym poście wspominałem.
Lubię ją. I tyle. Samo przebywanie z nią mnie odprężą i relaksuje, choć zwykle nie robimy nic jakos specjalnie nadzwyczajnego.
Głównie to siedzimy i gadamy albo coś oglądamy w tv i komentujemy rechocząc... o właśnie, to specyficzne poczucie humoru, no ma.
Ma i jest to bardzo rzadko spotykana cecha, dla mnie akurat bezcenna. Mogę przehandlować trzy jakieś inne mniej ważne za tą jedną.
Zaraz Roxann się przyczepi, że panna mi pasuje, bo łatwo przyszło i nie muszę wokół niej skakać... W pewnym sensie na pewno
Pasuje mi oczywiście to, że nie muszę się starać i zabiegać, bo mam to już z głowy, a dziewczyna nie jest jakoś wielce wymagająca.
Raz podczas jakiejś tam rozmowy o marzeniach ja zacząłem się wywnętrzać o podróżowaniu autostradami po USA starym mustangiem,
a ona do mnie nagle ni z gruchy ni z dupy, że ma takie marzenie, żeby ktoś ją zabrał na karuzelę... Spoko, masz jeszcze jakieś podobne?
To dawaj, załatwimy hurtem wszystkie naraz. Takie marzenia, to ja mogę spełniać codziennie. A potem leżeć w śmieciach z tą kiełbachą 