Spotkalam sie ostatnio z problemem sprawy, ktora moim zdaniem nigdy nie powinna trafic na wokande. A jesli juz tam trafila powina zostac przez sad umorzona a oskarzona osoba uniewiniona.
Oskarzono kobiete o zaklocanie ciszy i uniemozliwianie normalnego zycia w mieszkaniu ponizej, przez okres 2 tygodni od 16:00 do 20:00 w postaci pukania mlotkiem w podloge, rury i sluchania glosno telewizora.
Dowody-zeznania corki i matki oraz robotnika, ktory robil remont.
Policja wzywana byla kilkukrotnie i nie stwierdzila zaklocania spokoju. Notatek z tych interwencji policja nie przekazala do sadu.
Siedmiu swiadkow obrony-sensowne wypowiedzi, pokrywajace sie datami. Zeznania w uzasadnieniu uznane za wiarygodne, ale mogly, w ocenie sadu, zostac "ustawione" ( !!!!!! )
Niewazne, ze dziewczyna nie ma nawet mlotka w domu...
To, ze osoba skarzaca skakala po strychu nad glowa oskarzonej, wielokrotnie ja nachodzila i straszyla oraz przy kazdej niemal wizycie znajomych miala pretensje (a to dzieci za glosno rozmawiaja, a to w szpilkach ktos chodzil po mieszkaniu- w koncu goscie nie beda chodzic boso ( ???? )- i pukal po podlodze ), a to slychac odglosy uprawianego seksu w postaci jekow i stekow... nie zostalo przez sad uznane jako przewrazliwienie.
Wyrok: SKAZUJACY.
Masakra jakas. Slowo przeciwko slowu. Brak konkretow.
Czekamy na rewizje w sadzie okregowym.
Dziewczyna chciala w oparciu o prawde zakonczyc sprawe... niepotrzebnie... Wystarczylo bowiem powiedziec, ze przez dwa tygodnie byla u niej przyglucha, stara, chodzaca o lasce babcia z chorym wujkiem na dokladke i kazdy sad by umorzyl taka sprawe...
Gdzie prawda, gdzie sprawiedliwosc? Czy wystarczy slowo przeciw slowu, nie poparte dowodami, aby wydac wyrok skazujacy?
Z jakimi dziwnymi sprawami sie spotkaliscie i jakie bylo ich zakonczenie?