Poza patologicznymi przypadkami, kiedy ma się do czynienia z jakimiś zaburzonymi osobami, to zwykle niedopasowanie wychodzi bardzo szybko. Niektórych nawyków nie da się tak zwyczajnie czy szybko zmienić. Wymaga to sporej pracy i wyrzeczeń, ale żyjąc ze sobą razem czy nawet bardzo blisko staramy się jakoś iść wzajemnie na ustępstwa. Wspólne ogarnianie domu czy podział obowiązków wydaje sie być tak oczywiste a jednak czasami spotykamy się z jakimiś dziwnymi oporami przed wykonywaniem pewnych czynności.Pamiętam, jak w dzieciństwie strasznie opierałem się, jeśli chodzi o odkurzanie. Może to trochę kwestia sprzętu, bo tym starym radzieckim złomem to naprawdę było ciężko.
1,756 2020-01-31 20:23:27 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-01-31 20:29:00)
1,757 2020-01-31 20:27:24
Co do sytuacji z moim exem to myślę, że wlasnie to, że mieszkaliśmy oddzielnie sprawiło, że jak on już przyszedł to chciał jak najbardziej wykorzystać ten czas; albo przyjsc bo nie widzieliśmy się kilka dni. Gdybyśmy mieli siebie na co dzień to raczej dałby mi spokój, bo przecież "nie pali się" albo odwrotnie - nadal byłby upierdliwy a ja bardzo szybko doszlabym do wniosku, że nie chce być w takim związku i w konsekwencji nie traciłabym czasu.
John pisal, że jego małolata to byk taki ogień w łóżku, a później - gdy zamieszkali razem - nagle okazało się, że "kocica" zniknęła. No i która jej twarz jest prawdziwa? Wydaje mi się, że ta "w domu".
Pytanie na czym nam zależy - czy na miłym spędzaniu czasu, super emocjach itp. czy jednak chcemy czegoś na dłużej, osoby do swojej codziennosci. Może etap tych randek jest potrzebny, aby wystarczająco wyidealizowac swój obiekt, aby się zakochac i później bardziej starać
Może gdyby wszyscy poznawali się "od kuchni" to nie byłoby związków
Ja np. wiem, że nie mogłabym żyć z takim prawdziwym balaganiarzem - zwyczajnie nie miałabym ochoty chodzić za kimś i po nim sprzątać, a w syfie też przecież nie chce siedzieć. Zresztą dla mnie świadczyłoby to też ogólnie o charakterze tego człowieka - do tej pory ktoś musiał za niego sprzątać albo nie liczy się z innymi; nie ma w sobie poczucia odpowiedzialności za to co robi. Nie chodzi mi o to, że ktoś po sobie kubka nie umyje. Pamiętam jak odwiedziliśmy w akademiku naszych kolegów...w ich pokoju cała podłoga była czarna, od 4 miesięcy jej nie umyli - ogólnie brud, smród i ubóstwo, ale spodnie idealnie ułożone na krzeselku, bo on musi elegancko wyglądać. Najprzystojniejszy i najbardziej odpicowany chłopak na uczelni (o ciuchy dbał), a śpi i mieszka w takim syfie, że ciężko to opisać. Myślę, że ciężko byłoby mi być z taką osoba.
1,758 2020-01-31 20:49:22 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2020-01-31 20:50:15)
Kiedyś w jednym filmie o łodziach podwodnych odbywa się następujący dialog:
- wykonała to zadanie 200 razy na symulatorze
- a w rzeczywistości
- no to pierwszy raz, ale na symulatorze miałam lepsze statystyki od Pana
- to jednak nie to samo, nikt nie mówi od dzielnych podwodniakach w ich symulatorach...
I takim symulatorem jest nie mieszkanie ze sobą, ja np. Roxann Cię doskonale rozumiem, jak moja obecna Pani nocuje u mnie za często to ją gonie, bo się nie wyśpię i fizycznie nie mam siły obsługiwać ją kilka razy w ciągu nocy, noc w noc... a daleki mi do brania dzięcioła żeby pukać jak wariat... nie mniej z moją Ex było idealnie, cudownie, nie wyłapałem nic dlatego doszło do zamieszkania...
Mój ogrodnik mawia, że związki mają dwa etapy: pierwszy etap jest do momentu kiedy obie strony boją się za przeproszeniem puścić bąka przy sobie i drugi kiedy nie mają problemu robić dwójki w towarzystwie drugiej połówki. Według tych standardów nigdy nie doszedłem do drugiego etapu, ale ten przysłowiowy "bąk" to właśnie ten piąty element związku który nigdy nie pojawi się jeśli z kimś nie zamieszkasz...
anderstud to ile ty masz dzieciaków swoich? Ja myślałem że zalałeś foremkę za młodu, a teraz zrozumiałem że już w starszakach byłeś.
1,759 2020-01-31 21:07:32 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-01-31 21:12:05)
rozumiem dlaczego alergią reagujesz na osobne mieszkanie, ale w sytuacji kiedy już raz zostałeś wyrzucony to czego się spodziewałeś?
W końcu jakieś sensowne pytanie. Niestety nie mogę udzielić na nie odpowiedzi, bo sam pojęcia nie mam.
Może z kolejnym pójdzie mi lepiej...
Ja wiem, że ludzie poznają siebie naprawdę dopiero jak razem zamieszkają, ale z drugiej strony...
Nie ma żadnej drugiej strony. Z drugiej strony są tylko wymówki i preteksty, żeby zachować stan obecny jak najdłużej
i każdy ma jakiś powód, którym najczęściej jest chęć zachowania tak zwanej niezależności czyli innymi słowami
być ze sobą ale nie być, na wypadek gdyby zaczęło się coś psuć albo kręcił się ktoś nowy i fajniejszy w pobliżu,
wtedy rach ciach i już jestem wolna/wolny, życie jest piękne, pięć lat "związku" poszło psu w dupę, no ale za to ten nowy...
Roxann nie unikniesz mieszkania razem, jeśli traktujecie siebie nawzajem poważnie, a obawa że coś pójdzie nie tak,
jest jak najbardziej uzasadniona, dlatego moim akurat zdaniem, im szybciej to się okaże, tym lepiej dla wszystkich.
Odwlekanie tego w czasie nic zasadniczo nie zmienia, bo ludzie są ludźmi i nie zmieniają się pod drugiego ot tak na zawołanie,
albo do siebie pasujecie, albo nie pasujecie, a nie stwierdzisz tego spotykając się po kilka godzin, raz u niego, raz u Ciebie
i tłumacząc to tym, że Ty lubisz dłużej pospać, a on lubi się załatwiać przy otwartych drzwiach od ubikacji
albo zasłaniając się swoim "ja wiem, że niektórzy..." wypisanym na tarczy, która ma Cię chronić przed ślubem, przed mieszkaniem
i przed wszystkim innym co mogłoby ograniczyć twoją przestrzeń, naruszyć twoją strefę komfortu lub wpłynąć na twój styl życia.
Masz do tego prawo, którego nikt Ci tutaj nie odbiera, tylko bądź szczera, a nie farmazony pociskasz staremu anderstudowi...
Wydaje mi się, że w przypadku naszych Panów, szybkie wejście w życie/przestrzeń kobiety, która mieszkała sama czy/i z dziećmi było bardzo ryzykowne.
Ex Anderstuda też trudno się dziwić, że irytowało ją jego siedzenie na kanapie w syfie.
Po pierwsze - zamieszkaliśmy razem po ok. 2 latach "chodzenia" nie wydaje mi się, żeby to było jakoś spektakularnie szybkie wejście.
Po drugie - nigdy nie mieliśmy w domu syfu, pomimo dwójki dzieci i kota na co dzień oraz jeszcze mojego syna u nas w weekendy.
Po trzecie - to słynne już siedzenie na kanapie z kiełbasą wzięło się od tego, że kiedyś tam po jakiejś drobnej sprzeczce nie wiem o co,
zadzwoniła do mnie i spytała co robię, więc odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że siedzę w domu, smażę kiełbasę i jestem trochę zajęty,
więc żeby się streszczała i w jakiej sprawie dzwoni, a że dostawała szału za każdym razem jak pytałem po co do mnie dzwoni,
to widocznie jej się utrwaliło z tą kiełbasą, którą swoją drogą lubię i jadam dość często, nie wiem czy to w naszym kraju już przestępstwo...
Po czwarte - Ex anderstuda irytowała już sama jego obecność w mieszkaniu, nawet jak siedział cichutko w kącie z laptopem i kawą,
bo właśnie wrócił z roboty po 10 godzinach w syfie i gnoju na budowie oraz 2 godzinach siedzenia w aucie na parkingu pod Lidlem,
żeby swojej Pani nie drażnić zbyt wczesnym powrotem, gdyż wiedział bardzo dobrze jakie cierpi katusze za każdym razem gdy go widzi...
anderstud to ile ty masz dzieciaków swoich? Ja myślałem że zalałeś foremkę za młodu, a teraz zrozumiałem że już w starszakach byłeś.
Formalnie swojego mam jednego szczeniaka z moją drugą żoną.
Nieformalnie mam jeszcze dwójkę z moją pierwszą żoną. Niestety podczas rozwodu wyszło na jaw, że nie ja zalałem foremkę
i każde z naszych dzieci ma innego ojca, a żadnym z nich nie jestem ja. Dzisiaj dzieciaki są już dorosłe, więc i tak się nie liczy ![]()
1,760 2020-01-31 21:07:32
A ja uważam, że nigdy nie powinno być etapu puszczania bąków przy sobie xD
1,761 2020-01-31 21:19:29
Co do sytuacji z moim exem to myślę, że wlasnie to, że mieszkaliśmy oddzielnie sprawiło, że jak on już przyszedł to chciał jak najbardziej wykorzystać ten czas; albo przyjsc bo nie widzieliśmy się kilka dni. Gdybyśmy mieli siebie na co dzień to raczej dałby mi spokój, bo przecież "nie pali się" albo odwrotnie - nadal byłby upierdliwy a ja bardzo szybko doszlabym do wniosku, że nie chce być w takim związku i w konsekwencji nie traciłabym czasu.
John pisal, że jego małolata to byk taki ogień w łóżku, a później - gdy zamieszkali razem - nagle okazało się, że "kocica" zniknęła. No i która jej twarz jest prawdziwa? Wydaje mi się, że ta "w domu".
Pytanie na czym nam zależy - czy na miłym spędzaniu czasu, super emocjach itp. czy jednak chcemy czegoś na dłużej, osoby do swojej codziennosci. Może etap tych randek jest potrzebny, aby wystarczająco wyidealizowac swój obiekt, aby się zakochac i później bardziej staraćMoże gdyby wszyscy poznawali się "od kuchni" to nie byłoby związków
![]()
Ja np. wiem, że nie mogłabym żyć z takim prawdziwym balaganiarzem - zwyczajnie nie miałabym ochoty chodzić za kimś i po nim sprzątać, a w syfie też przecież nie chce siedzieć. Zresztą dla mnie świadczyłoby to też ogólnie o charakterze tego człowieka - do tej pory ktoś musiał za niego sprzątać albo nie liczy się z innymi; nie ma w sobie poczucia odpowiedzialności za to co robi. Nie chodzi mi o to, że ktoś po sobie kubka nie umyje. Pamiętam jak odwiedziliśmy w akademiku naszych kolegów...w ich pokoju cała podłoga była czarna, od 4 miesięcy jej nie umyli - ogólnie brud, smród i ubóstwo, ale spodnie idealnie ułożone na krzeselku, bo on musi elegancko wyglądać. Najprzystojniejszy i najbardziej odpicowany chłopak na uczelni (o ciuchy dbał), a śpi i mieszka w takim syfie, że ciężko to opisać. Myślę, że ciężko byłoby mi być z taką osoba.
Wiesz akademiki to inna bajka, ten "czarny" dywan to mogły być pozostałości po innych, wcześniejszych lokatorach już nie do "odnowienia", poza tym jeśli to inni kolatorzy byli fleją, to co on miał starać i po nich sprzątać? Wystarczy że krzesełko na swoje uprasowane ubrania znalazł i git
Swoje mieszkanie to co innego.
Jeszcze co do mieszkania razem, w pewnym wieku też jesteśmy "gośćmi" w domu. Pracujemy do późna, wyjeżdżamy w delegacje itd. Zapewne inna jest wtedy komunikacja, nie czeka na "zaproszenie" ale też czeka na drugą osobę itd. Zapewne z czasem nie czułoby się już tego dyskomfortu o ile przez pierwszy test by przeszło. Myślę, że nawet po zamieszkaniu razem Twoja i jego reakcja w danej sytuacji (podczas choroby) byłaby podobna. Tzn na pewno inaczej jeśli np. wtedy mieszałaś z Rodzicami, ale jeśli sama, to naprawdę dużej różnicy nie ma.
Jeszcze apropos akademików... kiedyś zwykło się mówić, że najlepszy facet po wojsku - nauczony życia, porządku itd., potem (za moich czasów) mówiło się, że życia faceci uczą w akademikach - sami muszą dbać o jedzenie, ubranie itd. A nie że mamusia wszystko pod nos podstawia a potem Ty takiego "obsługuj" ![]()
Ja w A. bardzo cenię tą zaradność - już pomijając kwestie zawodowe - ugotuje, koszulę wypracuje, buty wypastuje, olej/opony w samochodzie zmieni, w domu jak trzeba też coś naprawi, wyremontuje itd. Ok, mając kasę wszystko można (kupić), ale ta zaradność bardzo dużo mówi o samym człowieku. I akurat z pewnością nie robi tego by mi zaimponować, tylko po prostu taki jest.
Kiedyś w jednym filmie o łodziach podwodnych odbywa się następujący dialog:
- wykonała to zadanie 200 razy na symulatorze
- a w rzeczywistości
- no to pierwszy raz, ale na symulatorze miałam lepsze statystyki od Pana
- to jednak nie to samo, nikt nie mówi od dzielnych podwodniakach w ich symulatorach...
Piękny cytat i jakże treściwy.
I takim symulatorem jest nie mieszkanie ze sobą, ja np. Roxann Cię doskonale rozumiem, jak moja obecna Pani nocuje u mnie za często to ją gonie, bo się nie wyśpię i fizycznie nie mam siły obsługiwać ją kilka razy w ciągu nocy, noc w noc... a daleki mi do brania dzięcioła żeby pukać jak wariat... nie mniej z moją Ex było idealnie, cudownie, nie wyłapałem nic dlatego doszło do zamieszkania..
Ale że co bo chyba nie zrozumiałam... gonisz nową bo Ci się nie chce ale gdyby to była ex (czy jej podobna) to by Ci się chciało? Czy ex małolata nie miała takich wymagań dlatego było Ci idealnie?
1,762 2020-01-31 21:32:38
Akurat on - w tym akademiku - mieszkał tylko z kolegą. A brudna podłoga nie była pozostałością po kimś - zresztą tam nie tylko podłoga wolała o pomstę do nieba
.
Z moim exem myślę, że nie dogadywalismy się głównie dlatego, że on miał tendencje do narzucania swojego zdania, sposobu myślenia, a jak ja się nie zgadzałam to zaraz robił się drazliwy. Mimo, że na wielu płaszczyznach dogadywaliśmy się jak w bajce - on wykonuje artystyczny zawod, więc ma wysoki poziom wrażliwości, emocjonalności - jak ja; dodatkowo obydwoje baaardzo dużo się przy sobie śmialiśmy i mieliśmy duży dystans do życia - to jednak ta cecha sprawiła, że ja czułam się zmęczona tym związkiem. Ale muszę przyznac, że pierwsze 5 miesiący to mogłabym uznac za związek z moich marzeń - wszystkie moje potrzeby i pragnienia, które głęboko we mnie tkwily zostały spełnione, związek byl wysoce namiętny a ludzie z boku nie mogli się na nas napatrzeć - tak przy sobie rozkwitlismy. Sama nie mogłam uwierzyć jak kilka miesięcy później nie zostało po tym prawie nic.
1,763 2020-01-31 21:35:41
Po pierwsze - zamieszkaliśmy razem po ok. 2 latach "chodzenia" nie wydaje mi się, żeby to było jakoś spektakularnie szybkie wejście.
No więc co się mażesz, ja z A. spotykamy się od nieco ponad pół roku.
Po drugie - nigdy nie mieliśmy w domu syfu, pomimo dwójki dzieci i kota na co dzień oraz jeszcze mojego syna u nas w weekendy.
Nie chce mi się szukać cytatu, ale o syfie sam pisałeś, że musiałeś omijać odchody kota w przedpokoju itd. i nic z tym nie robiłeś bo nie Twój kot ![]()
Każdy ma inne pojęcie "syfu" i komfortu ![]()
1,764 2020-01-31 21:53:45
Akurat on - w tym akademiku - mieszkał tylko z kolegą. A brudna podłoga nie była pozostałością po kimś - zresztą tam nie tylko podłoga wolała o pomstę do nieba
.
Z moim exem myślę, że nie dogadywalismy się głównie dlatego, że on miał tendencje do narzucania swojego zdania, sposobu myślenia, a jak ja się nie zgadzałam to zaraz robił się drazliwy. Mimo, że na wielu płaszczyznach dogadywaliśmy się jak w bajce - on wykonuje artystyczny zawod, więc ma wysoki poziom wrażliwości, emocjonalności - jak ja; dodatkowo obydwoje baaardzo dużo się przy sobie śmialiśmy i mieliśmy duży dystans do życia - to jednak ta cecha sprawiła, że ja czułam się zmęczona tym związkiem. Ale muszę przyznac, że pierwsze 5 miesiący to mogłabym uznac za związek z moich marzeń - wszystkie moje potrzeby i pragnienia, które głęboko we mnie tkwily zostały spełnione, związek byl wysoce namiętny a ludzie z boku nie mogli się na nas napatrzeć - tak przy sobie rozkwitlismy. Sama nie mogłam uwierzyć jak kilka miesięcy później nie zostało po tym prawie nic.
Ty wiesz lepiej ![]()
Ja artystycznych "dusz" raczej unikam, są dla mnie zbyt niestabilni i odjechani emocjonalnie... Tych z wielką "pasją" sprowadzającą się często do zafiksowania na jakimś punkcie też. Z takimi osobami bardzo ciężko stworzyć związek, choć niewątpliwie są ciekawe, interesujące, inspirujące itd. Ja w codziennym życiu zdecydowanie wolę pragmatyzm, twarde stąpanie po ziemi itd. Wolę mieć obok partnera, na którego mogę liczyć a nie osobę, którą mam podziwiać i obchodzić jak z jajkiem. Dla mnie facet to ma być facet z krwi i kości.
A nie jakiś artysta, czy laluś/mięśniak zapatrzony w siebie. Imponuje mi facet, który sam różne rzeczy potrafi ogarnąć.. a nie tylko "płacić kartą". Pewnie też dlatego tak bardzo zafiksowałam się na punkcie A., bo w Wawie takich facetów ze świecą szukać ![]()
1,765 2020-01-31 21:58:24
Każdy ma inne pojęcie "syfu" i komfortu
Jak zwykle wynalazła najważniejsze zdanie w całej wypowiedzi
Ciekawe jakie byłoby twoje pojęcie syfu i komfortu, gdybyś była na moim miejscu i u swojego faceta musiała kocie gówna sprzątać.
1,766 2020-01-31 22:05:55
Tak a propos akademików to odczułem to bardzo wyraźnie zaraz na początku studiów
Akurat na pierwszym roku mieszkałem w akademiku, jeszcze przydzielili do najgorszego i najbardziej syfiastego budynku. Samo przyzwyczajenie się do tej ciasnoty i syfu trochę mi zajęło, zresztą potem jak z ludźmi ze studiów wynajeliśmy mieszkanie, to, pomimo, że było ono naprawdę klasy "B", wydawało się "Sheratonem" w porównaniu z akademikiem. O ile nie uważam się za pedanta, to poziom bajzlu u niektórych sąsiednich pokojach przechodził ludzkie pojęcie.
Właśnie ta zdolność do ogarnięcia wszystkiego na smaym początku było kluczowe. Poza organizacją zajęć, to kwestia ogarnięcia komunikacji, zakupów czy żarcia już była wyzwaniem, ale to tylko smutne początki.
1,767 2020-01-31 22:08:10
Roxann napisał/a:Każdy ma inne pojęcie "syfu" i komfortu
Jak zwykle wynalazła najważniejsze zdanie w całej wypowiedzi
![]()
Ciekawe jakie byłoby twoje pojęcie syfu i komfortu, gdybyś była na moim miejscu i u swojego faceta musiała kocie gówna sprzątać.
I tu zonk. Bo A. ma w domu kota już nawet w sędziwym wieku, który był córki, ale ona wyprowadzając się do chłopaka go nie zabrała. No więc... nie miałam doświadczenia z kotami w domu ale temu też zdarzyło się coś zrobić poza kuwetą. I serio nie wyobrażam sobie, że przeszłabym obok i by mi to nie przeszkadzało. Bo niby nie mój kot. ![]()
1,768 2020-01-31 22:11:27
serio nie wyobrażam sobie, że przeszłabym obok i by mi to nie przeszkadzało
No widzisz. Nie wiem, może spróbuj poćwiczyć wyobraźnię ![]()
1,769 2020-01-31 22:19:26
gracjana1992 napisał/a:Akurat on - w tym akademiku - mieszkał tylko z kolegą. A brudna podłoga nie była pozostałością po kimś - zresztą tam nie tylko podłoga wolała o pomstę do nieba
.
Z moim exem myślę, że nie dogadywalismy się głównie dlatego, że on miał tendencje do narzucania swojego zdania, sposobu myślenia, a jak ja się nie zgadzałam to zaraz robił się drazliwy. Mimo, że na wielu płaszczyznach dogadywaliśmy się jak w bajce - on wykonuje artystyczny zawod, więc ma wysoki poziom wrażliwości, emocjonalności - jak ja; dodatkowo obydwoje baaardzo dużo się przy sobie śmialiśmy i mieliśmy duży dystans do życia - to jednak ta cecha sprawiła, że ja czułam się zmęczona tym związkiem. Ale muszę przyznac, że pierwsze 5 miesiący to mogłabym uznac za związek z moich marzeń - wszystkie moje potrzeby i pragnienia, które głęboko we mnie tkwily zostały spełnione, związek byl wysoce namiętny a ludzie z boku nie mogli się na nas napatrzeć - tak przy sobie rozkwitlismy. Sama nie mogłam uwierzyć jak kilka miesięcy później nie zostało po tym prawie nic.Ty wiesz lepiej
Ja artystycznych "dusz" raczej unikam, są dla mnie zbyt niestabilni i odjechani emocjonalnie... Tych z wielką "pasją" sprowadzającą się często do zafiksowania na jakimś punkcie też. Z takimi osobami bardzo ciężko stworzyć związek, choć niewątpliwie są ciekawe, interesujące, inspirujące itd. Ja w codziennym życiu zdecydowanie wolę pragmatyzm, twarde stąpanie po ziemi itd. Wolę mieć obok partnera, na którego mogę liczyć a nie osobę, którą mam podziwiać i obchodzić jak z jajkiem. Dla mnie facet to ma być facet z krwi i kości.A nie jakiś artysta, czy laluś/mięśniak zapatrzony w siebie. Imponuje mi facet, który sam różne rzeczy potrafi ogarnąć.. a nie tylko "płacić kartą". Pewnie też dlatego tak bardzo zafiksowałam się na punkcie A., bo w Wawie takich facetów ze świecą szukać
Akurat on twardo stąpał po ziemi. Ma firmę związana z tym, co wykonywał i ogólnie troche jest materialistą. Raz zarzucilam mu, że jest interesowny (tzn. że zadaje się tylko z ludźmi z których ma jakąś korzyść) a on odpowiedział "zobaczysz, pozniej też taka będziesz" - jest starszy 4 lata. I teraz - widząc jak moja "przyjaciółka" postąpiła - zastanawiam się czy nie ma w tym trochę racji.
Mimo, że miał wysoki poziom emocjonalności to twardo stąpał po ziemi.
Nasze pierwsze zblizenie (które było dość szybko - jeszcze nie było żadnych deklaracji) wyglądało jakbyśmy kochali się nad życie i chyba wtedy faktycznie się zakochaliśmy
A wyglądało tak, bo daleko temu było do jakiegoś zwykłego "pukania" czy nawet zwykłej namiętności - tam były przede wszystkim emocje w spojrzeniu i wielu innych gestach. Pod tym względem byliśmy idealnie dobrani a tak to w łóżku wyglądało (wydaje mi się) z powodu jego (i mojej) artystycznej duszy.
1,770 2020-01-31 22:24:36
Roxann napisał/a:serio nie wyobrażam sobie, że przeszłabym obok i by mi to nie przeszkadzało
No widzisz. Nie wiem, może spróbuj poćwiczyć wyobraźnię
No nie wyobraźnia nie zagłuszy braku estetyki i "zapachu". ![]()
Przecież to zwierzę.. człowieka ciężko nauczyć higieny.
Ja osobiście wolę psy niż koty, ale i one potrafią być wdzięcznymi członkami rodziny.
Kot A. jest jak pełnoprawny członek domu. Ma swoje zwyczaje i miejsca, akceptuje ludzi którzy przychodzą albo nie ![]()
Też często przychodzi spać do nas i zajmuje poduszkę obok A. na której ja śpię.. tzn wykorzystuje moment, że jestem w niego wtulona a potem "jaśnie pana" (bo to kot) trzeba uprzejmie z poduszki zsunąć ![]()
1,771 2020-01-31 22:34:51
Akurat on twardo stąpał po ziemi. Ma firmę związana z tym, co wykonywał i ogólnie troche jest materialistą. Raz zarzucilam mu, że jest interesowny (tzn. że zadaje się tylko z ludźmi z których ma jakąś korzyść) a on odpowiedział "zobaczysz, pozniej też taka będziesz" - jest starszy 4 lata. I teraz - widząc jak moja "przyjaciółka" postąpiła - zastanawiam się czy nie ma w tym trochę racji.
Mimo, że miał wysoki poziom emocjonalności to twardo stąpał po ziemi.
Nasze pierwsze zblizenie (które było dość szybko - jeszcze nie było żadnych deklaracji) wyglądało jakbyśmy kochali się nad życie i chyba wtedy faktycznie się zakochaliśmyA wyglądało tak, bo daleko temu było do jakiegoś zwykłego "pukania" czy nawet zwykłej namiętności - tam były przede wszystkim emocje w spojrzeniu i wielu innych gestach. Pod tym względem byliśmy idealnie dobrani a tak to w łóżku wyglądało (wydaje mi się) z powodu jego (i mojej) artystycznej duszy.
Ja Ci nie powiem dlaczego łóżko raz jest cudowne a innym razem jak od niechcenia. Nie ma reguły. Albo trafisz na odpowiednią osobę albo nie. A powiedzmy sobie szczerze, to bardzo ważny element związku.
Można se gadać/picać, wysyłać serduszka itd. ale jak ta sfera uwiera, to marne szanse. Z drugiej strony jeśli tylko to łączy to też bez sensu.
Dlatego najważniejszy jest "balans" i komfort.
1,772 2020-01-31 22:40:33
anderstud napisał/a:Roxann napisał/a:serio nie wyobrażam sobie, że przeszłabym obok i by mi to nie przeszkadzało
No widzisz. Nie wiem, może spróbuj poćwiczyć wyobraźnię
No nie wyobraźnia nie zagłuszy braku estetyki i "zapachu".
Przecież to zwierzę.. człowieka ciężko nauczyć higieny.
Ja osobiście wolę psy niż koty, ale i one potrafią być wdzięcznymi członkami rodziny.
Ja osobiście wolę jak wszystko jest na swoim miejscu, ma ręce nogi i nie stoi na głowie.
Miejsce kota jest w kojcu czy tam jakiś innym kocim legowisku, na pewno nie ze mną w łóżku na mojej poduszce,
a sprzątanie po nim należy do jego właściciela moim zdaniem i kompletnie nie pojmuję dlaczego miałbym kogoś w tym wyręczać.
No chyba że kot jest nadczłonkiem rodziny i stoi wyżej w hierarchii domowników niż ja, to w takim układzie trzymajcie się ciepło i nara.
Wszystkich powinny obowiązywać jakieś zasady, takie jak dyscyplina, odpowiedzialność za swojego zwierzaka czy sprzątanie po nim
i rolą rodzica czy opiekuna powinno być wpajanie tych zasad młodzieży, a nie latanie ze szmatą za kotem, bo narobił i nie ma komu sprzątnąć.
Nie wiem czy wyrażam się wystarczająco jasno i zrozumiale, czy zaraz znów będę musiał wszystkim tłumaczyć co autor miał na myśli...
1,773 2020-01-31 22:45:54
gracjana1992 napisał/a:Akurat on twardo stąpał po ziemi. Ma firmę związana z tym, co wykonywał i ogólnie troche jest materialistą. Raz zarzucilam mu, że jest interesowny (tzn. że zadaje się tylko z ludźmi z których ma jakąś korzyść) a on odpowiedział "zobaczysz, pozniej też taka będziesz" - jest starszy 4 lata. I teraz - widząc jak moja "przyjaciółka" postąpiła - zastanawiam się czy nie ma w tym trochę racji.
Mimo, że miał wysoki poziom emocjonalności to twardo stąpał po ziemi.
Nasze pierwsze zblizenie (które było dość szybko - jeszcze nie było żadnych deklaracji) wyglądało jakbyśmy kochali się nad życie i chyba wtedy faktycznie się zakochaliśmyA wyglądało tak, bo daleko temu było do jakiegoś zwykłego "pukania" czy nawet zwykłej namiętności - tam były przede wszystkim emocje w spojrzeniu i wielu innych gestach. Pod tym względem byliśmy idealnie dobrani a tak to w łóżku wyglądało (wydaje mi się) z powodu jego (i mojej) artystycznej duszy.
Ja Ci nie powiem dlaczego łóżko raz jest cudowne a innym razem jak od niechcenia. Nie ma reguły. Albo trafisz na odpowiednią osobę albo nie. A powiedzmy sobie szczerze, to bardzo ważny element związku.
Można se gadać/picać, wysyłać serduszka itd. ale jak ta sfera uwiera, to marne szanse. Z drugiej strony jeśli tylko to łączy to też bez sensu.
Dlatego najważniejszy jest "balans" i komfort.
Myślę, że duże znaczenie odgrywa jaki ktoś ma sposób okazywania uczuć. Dla jednych będzie to obecność, dla innych słowa a jeszcze dla innych dotyk i wszystko co sensualne. Ja należę do tej trzeciej grupy. W słowach nie potrafię tego ująć i słowa też na mnie aż tak nie działają. Ten drugi ex byl bardzo pomocny, byl przy mnie w trudnych momentach (za co zawsze będę wdzięczna), ale on tą swoją emocjonalność trzymal raczej w środku; myślę, że dotyk itp. nie odgrywał dla niego tak dużej roli. A dla mnie jest czymś fundamentalnym.
1,774 2020-01-31 22:56:06
...
Zwierzę można nauczyć higieny ale nie można od razu wpadać w furię, że raz na jakiś czas coś mu nie wyszło i załatwił się w przedpokoju. Tak było za pierwszym razem jak nocowałam u A. zamknęłam drzwi do łazienki a tam miał kot tą kuwetę. No ale parę razy zdarzyło, że miał do niej dojście a jednak..
Ty tego nie pojmujesz.. no ale jak choćby ten kot jest "domownikiem" od ponad 10l a nawet 15. to co sobie wyobrażasz? Że nie śpi w łóżku?
Nie ma swoich przyzwyczajeń?
To samo z psami.
1,775 2020-02-01 08:21:20 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-01 09:09:06)
Nie wiem czy za wszelką cenę próbujesz coś mi udowodnić, czy gdzieś tam już za mocno odlatujesz w tej nowej relacji...
Związek dwojga ludzi nie polega na bezgranicznym uwielbieniu wszystkiego czego dotknął nasz partner,
wyręczaniu jego czy jego bliskich w codziennych czynnościach i obowiązkach, lataniu metr nad ziemią i wzdychaniu z zachwytem,
kiedy tylko on/ona się poruszy albo przekręci na drugi bok. To samo miała moja druga żona z tym swoim nowym obecnym.
Założyła nawet specjalny blog, na którym bez pamięci rozpisywała się na całe strony o tym jak cudownie trzyma ją za rękę
i inne tego typu historie z których sama dzisiaj ryje przyznając, że miała jakieś zaćmienie
Serio dorosła kobieta uważa, że miarą męskości czy zaradności jest wypranie sobie gaci albo zmiana kół w samochodzie?
To ja nie wiem z kim się wcześniej zadawałaś, ale uwierz mi na słowo, takie rzeczy robi wokół siebie każdy normalny facet.
Teoretyzowanie na temat jak powinny wyglądać relacje ojczyma z pasierbami też jest delikatnie mówiąc nie na miejscu,
zwłaszcza w wykonaniu osób, które jak diabeł święconej wody chcą uniknąć zajmowania się cudzymi dziećmi,
podobnie jak opowiadanie z pełnym przekonaniem o tym jak to powinno być, kiedy mieszka się razem,
podczas gdy samemu się wzdryga na samą myśl o wspólnym mieszkaniu na stałe pod jednym dachem.
Skoro uważasz, że powinienem spać na podłodze, bo jakiś kot i jego nawyki są ważniejsze ode mnie, to sobie śpij na podłodze,
ja śpię w łóżku, jak nie w tym, to w innym i nie widzę tu nawet pola do dyskusji na ten temat, więc mnie akurat nie przekonasz.
To samo dotyczy wymagania posłuszeństwa i szacunku nieletnich względem dorosłych, które należy bezwzględnie egzekwować,
a nie pobłażać, ignorować, udawać że nic się nie stało i głaskać po główce, bo to synek czy córeczka partnera i "tak nie można".
Polecam najpierw samemu spróbować, a potem ewentualnie się brać za pisanie poradników, bo na odwrót to tak raczej średnio ![]()
Jeśli kiedykolwiek w przyszłości będę zmuszony do przymilania się i podkładania cudzym dzieciom, żeby nie robić im przykrości
i nie narażać się na gniew ich matki, natychmiast się wycofam i zakończę taką relację jednym szybkim cięciem.
To samo się stanie w momencie, gdy o moim komforcie i warunkach mojego życia będzie decydowało widzimisię jakiegoś pchlarza,
jego spanie w łóżku, sranie gdzie popadnie czy cokolwiek innego, co będzie miało negatywny wpływ na moje samopoczucie.
Jak chcesz mnie dalej przekonywać, że wszyscy dookoła są super, tylko ja jeden jakiś nienormalny, bo czegoś wymagam ...
Rozumiem, że jednym ze sposobów na udany związek jest spełnianie oczekiwań i wymagań, a nawet wychodzenie przed szereg,
samemu nie oczekując niczego w zamian, bo prawdziwa miłość jest bezwarunkowa i nie oczekuje nic w zamian, już nie raz to słyszałem.
Spoko, weź mi jeszcze wytłumacz tak żebym zrozumiał, dlaczego to działa tylko w jedną stronę i akurat przypadkiem na waszą korzyść ![]()
1,776 2020-02-01 10:51:42
Anderstud, bardzo lubisz wszystko ubarwiać i przeinaczać po swojemu.
Gdzie ja napisałam, że związek na tym polega?
Związek dwojga ludzi nie polega na bezgranicznym uwielbieniu wszystkiego czego dotknął nasz partner,
wyręczaniu jego czy jego bliskich w codziennych czynnościach i obowiązkach, lataniu metr nad ziemią i wzdychaniu z zachwytem, kiedy tylko on/ona się poruszy albo przekręci na drugi bok.
Jeżeli nie przeszkadza Ci syf, to już Twoja sprawa. Chyba korona by Ci nie spadla gdybyś raz na jakiś czas wykonał czynność za kogoś choćby dla własnego komfortu. Kto mówi o ciągłym wyręczaniu?
Poza tym co złego jest w tym, że patrzymy z uwielbieniem na osobę którą kochamy?
Przecież podobno też byłeś zakochany? Uważasz, że można kochać osobę, której nie szanujesz, która Ci się nie podoba, a jedynym jej sensem/celem jest ustawienie kogoś pod siebie?
Jak przeszkadza Ci kot czy pies w łóżku, to Twój problem. I jeżeli Ty wprowadzasz się do domu gdzie kot jest, no to sorry... wymaganie że zniknie, albo będzie siedział zamknięty w kojcu, jest nie na miejscu.
W swoim domu rób co chcesz, jak chcesz - u kogoś jednak wymagane jest by w jakiś sposób się dostosować a nie ustawiać wszystkich po kątach bo inaczej sajonara. No i ok, w końcu ex tak zrobiła wystawiając Ci walizki i ja się jej nie dziwię. Nie podoba się? Do widzenia!
Serio dorosła kobieta uważa, że miarą męskości czy zaradności jest wypranie sobie gaci albo zmiana kół w samochodzie? To ja nie wiem z kim się wcześniej zadawałaś, ale uwierz mi na słowo, takie rzeczy robi wokół siebie każdy normalny facet.
Każdy facet wymienia koła/olej w samochodzie? Potrafi zrobić w domu jakiś (choćby mały) remont?
Może i potrafi ale często tego (sam) nie robi.
To jakbym ja uważała, że jestem "księżniczką" i latanie z odkurzaczem czy mopem jest dla mnie upokarzające.
Btw ciekawe, że Tobie przeszkadza "sierściuch" w domu, ale syf już nie. Co kto lubi.
Znając Twoje podejście do różnych rzeczy, myślę, że nawet 2-3 dni nie wytrzymalibyśmy pod jednym dachem ![]()
1,777 2020-02-01 12:04:03 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-02-01 12:18:52)
Akurat szacunek czy posłuszeństwo dzieci względem dorosłych jest sprawą oczywistą. Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko pozwalało sobie na zbyt wiele, poprzez nieodpowiednie odzywki czy zachowania. Patrząc na to, jak często dzieci nie akceptują nowych partnerów swoich rodziców, to jednak powinny wiedzieć jak się należy zachować.
Nie wiem, czy każdy facet jest w stanie wszystko ogarnąć w swoim otoczeniu. Ale chyba nie należy od niego tego bez przerwy wymagać. Czy ma być tak, że każdy musi wykonywać zadania z góry do kogoś przypisane? Nie wiem, czy posiadając w domu zwierzaka, miałbym się uchylać od chociaz częściowej opieki nad nim? Dajmy na to: jesli mój syn/córka ma swoje domowe zwierzątko, to ja mam się honorem unosić i ani razu nie wyjść z takim pieskiem na spacer?
Co do wzajemnej relacji z partnerem, to jak juz wspomniałęm wcześniej, podejśćie Rox wydaje mi się jakoś dużo bardziej zdrowe
Związek z kimś bez wzajemnego szacunku, zdolności do kompromisów czy ustępstw, jak również okazywania wdzięczności przez parę miłych słów jest zwyczajnie niemożliwy. Nikt nie mówi o lataniu nad ziemią czy wiecznym uwielbieniu.
1,778 2020-02-01 12:15:49
Nie wiem, czy każdy facet jest w stanie wszystko ogarnąć w swoim otoczeniu. Ale chyba nie należy od niego tego bez przerwy wymagać. Czy ma byctak, że każdy musi wykonywać zadania z góry do kogoś przypisane? Nie wiem, czy posiadając w domu zwierzaka, miałbym się uchylać od chociaz częściowej opieki nad nim? Dajmy na to: jesli mój syn/córka ma swoje domowe zwierzątko, to ja mam się honorem unosić i ani razu nie wyjść z takim pieskiem na spacer?
O tym właśnie mówię. Obowiązki, to jedno ale wymaganie od dziecka, że będzie (tylko ono) zajmowało cały czas zwierzaczkiem, bo go chciało jest lekką przesadą. Branie kota czy pasa do domu nawet dla/ze względu na dziecko jest też odpowiedzialnością rodziców! Kot (córki) A. jest już dość wiekowy, nie wyobrażam sobie, że w momencie kiedy córka nie chciała z jakiegoś powodu go ze sobą zabrać do mieszkania chłopaka, A. miałby ją zmuszać, albo tego kota pozbyć.
Ja akurat bardzo w nim cenię to, że go zostawił i nim zajmuje.
Dziecko to jednak dziecko. Trudno od niej wymagać, że w wieku dajmy na to od 8 lat miałaby się całkowicie nim zajmować przez (jego) całe życie. Co innego gdyby teraz sobie wzięła kota i/czy psa i wymagała od A., że ją będzie w opiece wyręczał. Nie przesadzajmy! Dziecko 8-letnie nie bierze pupila dla siebie, tylko Rodzice dla niego!
1,779 2020-02-01 12:59:55
Anderstud, znasz powiedzenie: z dobrodziejstwem inwentarza?
Niestety co do dzieci masz rację, ale co do zwierząt, ? Łudzi się kto myśli że to zmienialne.. Więc ja jako niezwolenniczka kotów po prostu przed czyjąś kocicą pass i good bye,
Znam parę, gdzie oboje uwielbiają koty i jest to najczystszy dom jaki znam
Ale zanim się poznali oboje mieli podobne do tego podejście.
Ps dla miłośników zwierząt, parę kotów mam na sumieniu:) uratowanych i się ich w żaden sposób nie brzydzę, a co gorsza wszystkie koty znajomych się do mnie garną, nie wiedzieć dlaczego..:/
1,780 2020-02-01 13:23:42
Co kto lubi.
Znając Twoje podejście do różnych rzeczy, myślę, że nawet 2-3 dni nie wytrzymalibyśmy pod jednym dachem
Pewnie i tak, ale co to by były za noce ![]()
1,781 2020-02-01 13:28:48
Autoreklama i komplement w jednym ![]()
1,782 2020-02-01 16:15:44
anderstud sorry za to pytanie, miałeś Ty przejścia, szacun - swoją drogą żona dwoje dzieci i żadne z Tobą ... okropna kobieta.
john.doe80 napisał/a:I takim symulatorem jest nie mieszkanie ze sobą, ja np. Roxann Cię doskonale rozumiem, jak moja obecna Pani nocuje u mnie za często to ją gonie, bo się nie wyśpię i fizycznie nie mam siły obsługiwać ją kilka razy w ciągu nocy, noc w noc... a daleki mi do brania dzięcioła żeby pukać jak wariat... nie mniej z moją Ex było idealnie, cudownie, nie wyłapałem nic dlatego doszło do zamieszkania..
Ale że co bo chyba nie zrozumiałam... gonisz nową bo Ci się nie chce ale gdyby to była ex (czy jej podobna) to by Ci się chciało? Czy ex małolata nie miała takich wymagań dlatego było Ci idealnie?
Roxannn to parafraza twojego, gonię bo chcę się wyspać, bez niego zrobię to w 2h a nie w 6h... też najlepiej wysypiam się sam, gotuje moja gosposia, a pracuję w ciszy. Lubię swój porządek dnia i spokój. Pamiętam, że mając żonę miałem na głowie pełno nieswoich obowiązków w tym te związane z jej rodziną, nie mniej nie ma drogi na skróty. Jakbyś nie piała z zachwytu i radości nad obecnym status quo to jedyną droga w każdym związku jest zamieszkanie razem i w moim odczuciu robi się to przed "daniem komuś pierścionka". Pomijam fakt, że w moim odczuciu, jeśli nie jest to teatrzyk to jest to skrajnie niedojrzałe, choć pasujące do faceta z "przypadkowym dzieckiem". Dość surowo oceniasz innych, nie chciałbym być oceniony przez Ciebie na tym forum będąc twoim obecnym facetem. Co byś o nim powiedziała? Zjechałaś mnie, moją Ex i obecną lady, Anderstuda, jego Panie choć nikt z nas nie był aż tak nieodpowiedzialny będąc w jego wieku, a nawet młodszym.
1,783 2020-02-01 17:13:33
Moim zdaniem jest jednak różnica w ocenie czyichś decyzji życiowych, których skutki dotyczą tylko tej osoby, a oceną czyichś relacji.
Samantha Jones miała na to prosty test:
Jak związek udany masz taką minę ![]()
A jak do d.. to taką. ![]()
A co do pierścionka przez lata był dawany przed wspólnym zamieszkaniem.
1,784 2020-02-01 18:48:08
anderstud sorry za to pytanie, miałeś Ty przejścia, szacun - swoją drogą żona dwoje dzieci i żadne z Tobą ... okropna kobieta.
Luzik. Wiesz jak jest, każdy przyjęty cios uodparnia na kolejne. Fakt faktem, że ponad trzy lata zbierałem się po tym do kupy,
ale jak już się w końcu zebrałem... to teraz każda jedna ryczy mi w koszulę jeszcze zanim dojdę do połowy mojej opowieści.
Dobra historia na pierwszą randkę to podstawa, a cała reszta to już jest mały pikuś ![]()
1,785 2020-02-01 23:05:05 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2020-02-01 23:08:25)
A co do pierścionka przez lata był dawany przed wspólnym zamieszkaniem.
Przez lata 25 letnia niezamężna kobieta była uważana za starą pannę, każda kobieta marzyła o białej sukni - która notabene oznaczała czystość, no bo do ślubu była dziewicą... jak te czasy się zmieniły
...
anderstud szacun, nie wiem jakbym się pozbierał, quźwa moralność tej kobiety to jakaś zupełnie inna liga! Swoją drogą nic dziwnego, że masz wyje*ane nic gorszego już ze strony kobiet spotkać cię nie może.
1,786 2020-02-02 03:32:47
Roxannn to parafraza twojego, gonię bo chcę się wyspać, bez niego zrobię to w 2h a nie w 6h... też najlepiej wysypiam się sam, gotuje moja gosposia, a pracuję w ciszy. Lubię swój porządek dnia i spokój. Pamiętam, że mając żonę miałem na głowie pełno nieswoich obowiązków w tym te związane z jej rodziną, nie mniej nie ma drogi na skróty. Jakbyś nie piała z zachwytu i radości nad obecnym status quo to jedyną droga w każdym związku jest zamieszkanie razem i w moim odczuciu robi się to przed "daniem komuś pierścionka". Pomijam fakt, że w moim odczuciu, jeśli nie jest to teatrzyk to jest to skrajnie niedojrzałe, choć pasujące do faceta z "przypadkowym dzieckiem". Dość surowo oceniasz innych, nie chciałbym być oceniony przez Ciebie na tym forum będąc twoim obecnym facetem. Co byś o nim powiedziała? Zjechałaś mnie, moją Ex i obecną lady, Anderstuda, jego Panie choć nikt z nas nie był aż tak nieodpowiedzialny będąc w jego wieku, a nawet młodszym.
Eh, on już teraz śpi... a ja nie mogę. Przeszła mi 'ochota' na spanie bo moja godzina minęła.. może zaraz obejrzę skoki narciarskie? Pół biedy bo jutro wolne.
Ja surowo oceniam, zjechałam Was? Chyba przesadzasz. ![]()
Tak naprawdę w Waszych historiach odnajduję wiele wspólnego (jeszcze Becketta brakuje), moje cechy/problemy i moich ex się w tych wątkach blisko zapętlają.
Ale jak pisała Ela, jesteśmy tu anonimowi, nikt na nikogo nie obraża i możemy być szczerzy do bólu.
Ja nie oceniam Was czy waszych ex personalnie przecież. Nie znamy się i nie poznamy osobiście. Bardziej chodzi o pewne zachowania, zrozumienie pewnych schematów.
Więc jeśli John czymś Cię uraziła, przepraszam. Na pewno nie to było moim celem.
Wiem też, że A. nie jest idealny, ale kto jest?
Ty go jednoznacznie poprzez jego "wpadkę" oceniłeś, określiłeś nieodpowiedzialnym.
Ja go bronię bo się zakochałam ale też nie jestem na 100% do niego przekonana.
Wiem jednak, że jak kobieta nie chce dziecka to go nie będzie miała (nawet jak coś pójdzie nie tak zawsze jest tabletka "po". Facet niby też ale co jak go kobieta okłamie, że się zabezpiecza albo gumka pęknie?
Tobie się to nie zdarzyło... ale Anderstud sam pisał, że panna niespodziewanie przedstawiła mu wyniki testów. Ok, ożenił z nią ale potem rozwiódł. Uważasz, że to bardziej "odpowiedzialne"?
Wtedy jeszcze był młodszy... ale np teraz gdyby pani od pralkosuszarki mu wyskoczyła z ciążą to co też uważasz, że ślub by świadczył o odpowiedzialności?
Anderstud niby teraz taki kozak, że nie kończy w środku, ale może tamta sytuacja go wyczuliła?
Przecież to jak tamtą sytuację opisał to była ewidentna wpadka. W sensie dziecko nie było planowane.
Ja/my tu piszemy opinie na podstawie informacji jakie zostały przedstawione. Przecież nie znamy siebie osobiście ani tym bardziej osób trzecich o których piszemy.
A. został też zjechany wzdłuż i wszerz.
Przecież pani od pralkosuszrki Anderstuda może być sensowną osobą.
Twoja ex czy obecna pani również.
Tylko Wy jesteście w stanie to ocenić bo je znacie na co dzień.
Podobnie ja … nie skreśliłam A. bo uznałam, że na tyle na ile go poznałam, tamta "wpadka" mimo, że ma konsekwencje do końca życia, on swoją osobą, to jaki jest "na co dzień" itd., warto mu/nam dać szansę.
1,787 2020-02-02 11:23:24
Anderstud sam pisał, że panna niespodziewanie przedstawiła mu wyniki testów. Ok, ożenił z nią ale potem rozwiódł. Uważasz, że to bardziej "odpowiedzialne"?
Rozwiodłem się, to prawda. Po niemal 9 latach zgodnego małżeństwa, które zakłócały jedynie scysje i utarczki z synem mojej żony,
którego za bardzo poniosła wyobraźnia pewnego dnia i na własne życzenie praktycznie sam się nadział na moją rękę.
Tak się właśnie kończy pobłażanie smarkom na co dzień, aż w końcu stają się dorośli i we łbach im się całkiem pie*doli.
Jak go zobaczyła leżącego na łóżku z krwawiącym nosem, nastrzelała mnie po ryju i kazała się wynosić, no to się wyniosłem.
Przez jeszcze kilka miesięcy mieszkając oddzielnie, utrzymywaliśmy normalny kontakt, spędzając wspólnie wolny czas,
na przykład wyjeżdżając sobie na majówkę do Trójmiasta z naszym synem, gdzie przez trzy dni byliśmy na powrót fajną rodzinką.
No i tak to trwało i trwało, nikt nie miał pomysłu na dobre wyjście z patowej sytuacji, aż kwestię rozjaśnił nowy kolega mojej żony,
którego sobie w końcu gdzieś tam zapoznała, pykło i poszło. Oczywiście ja nie jestem tu bez winy, bo sam nie robiłem nic,
żeby jakoś to wyprostować, raz że nie miałem pomysłu, dwa że zaczęło mi się podobać życie singla, nie będę ukrywał...
Nie widzę tutaj nawet cienia podobieństwa do sytuacji twojego A. choć usilnie się starasz przeprowadzać karkołomne porównania
mojego ożenku z laską która była ze mną w ciąży (ja chciałem mieć dziecko i chciałem mieć żonę, bo chyba Ci umyka ten drobny detal)
a zawinięciem się w angielskim stylu i odwróceniem na pięcie od problemów w postaci stałej baby z ryczącym gówniakiem na ręku.
Dla Ciebie to jedno i to samo, no dla mnie akurat nie. John i ja zmierzamy do tego, że dla tamtej mógł być tak samo cudowny i wspaniały,
mógł jej opowiadać nawet dokładnie te same pierdoły, bo gadanie akurat nic nie kosztuje, ale kiedy przyszło przekuć słowa w czyny,
to Pan Ładny się ulotnił zostawiając ciężko zdziwioną pannę samą sobie. Mogło tak być? Tak samo potraktuje Ciebie. Może tak być?
A my się tutaj wszyscy o Ciebie martwimy, dlatego z niepokojem obserwujemy rozwój wypadków ![]()
1,788 2020-02-02 11:30:11 Ostatnio edytowany przez gracjana1992 (2020-02-02 11:30:33)
Ogólnie co do tego,że jak kobieta nie chce to nie będzie miała dziecka to uważam, że jednak więcej "decyzyjnosci" w tej sprawie ma mężczyzna. Nie każda kobieta zdecyduje się na aborcję - ze względów moralnych, zdrowotnych i ogólnie czasami podejścia "widocznie tak musiało być, skoro dziecko już jest to je urodzę". Nie twierdzę, że tak było w przypadku tamtej kobiety. Sama nie wiem czy gdybym teraz zaliczyła z kimś wpadkę ( i wiedziała, że z tą osobą nie bede) to czy usunelabym dziecko - raczej nie. Mimo, że dziecka nie planuje.
1,789 2020-02-02 11:38:05 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-02-02 11:38:42)
W Twoim wątku Rox widać właśnie jak można całkowicie powierzchownie ocenić kogoś po jednorazowym i dawnym zresztą występku. Po błędzie, przez który ludzie wytykaliby Cię palcami, gdyby tylko wiedzieli, co się stało. Coś tam się w przeszłości wydarzyło w naszym życiu, ale człowiek wyciągnął wnioski i poszedł po rozum do głowy. Teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ktoś się zmienił, stara się, i swoimi czynami a nie słowami, pokazuje swoje zaangażowanie. Tylko komuś tam cały czas z tyłu głowy siedzi to potknięcie z przeszłości i próbuje na siłę tworzyć teorie spiskowe, na siłę się doszukując drugiego dna.
Gdzieś z kolei, w sąsiednim wątku, Autorka cały czas się zadręcza, rozpamiętuje i rozdrapuje rany, użalając się nad sobą. Pomimo, że jej były partner całym swoim zachowaniem pokazuje, że nie nadaje się na partnera.
1,790 2020-02-02 12:01:49
W Twoim wątku Rox widać właśnie jak można całkowicie powierzchownie ocenić kogoś po jednorazowym i dawnym zresztą występku. Po błędzie, przez który ludzie wytykaliby Cię palcami, gdyby tylko wiedzieli, co się stało. Coś tam się w przeszłości wydarzyło w naszym życiu, ale człowiek wyciągnął wnioski i poszedł po rozum do głowy. Teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ktoś się zmienił, stara się, i swoimi czynami a nie słowami, pokazuje swoje zaangażowanie.
Jakie znaki? Wymień proszę trzy. Gadanie się nie liczy ![]()
1,791 2020-02-02 12:06:21
Oczywiście ja nie jestem tu bez winy, bo sam nie robiłem nic,
żeby jakoś to wyprostować, raz że nie miałem pomysłu, dwa że zaczęło mi się podobać życie singla, nie będę ukrywał...
Nie widzę tutaj nawet cienia podobieństwa do sytuacji twojego A. choć usilnie się starasz przeprowadzać karkołomne porównania
mojego ożenku z laską która była ze mną w ciąży (ja chciałem mieć dziecko i chciałem mieć żonę, bo chyba Ci umyka ten drobny detal)
a zawinięciem się w angielskim stylu i odwróceniem na pięcie od problemów w postaci stałej baby z ryczącym gówniakiem na ręku.
Dla Ciebie to jedno i to samo, no dla mnie akurat nie.
Ok, może wtedy jak byłeś młodszy chciałeś żonę i to dziecko - mieć rodzinę, ale sam piszesz, że po rozstaniu spodobało Ci się życie singla. Ty rozwiodłeś się po 9latach, A. po (aż) 20-stu. Też jego ex znalazła innego. On był wtedy w wieku, w jakim Ty jesteś obecnie. I jaką teraz postawę prezentujesz? Cytując Johna - masz centralnie wyje*ane.
No i teraz załóżmy czysto teoretycznie... pani od pralkosuszarki (zakładając, że to była jednorazowa akcja i z tą panią nie planujesz relacji rozwijać) wyskakuje Ci z "radosną nowiną". Co robisz? Proszę, odpowiedz szczerze.
1,792 2020-02-02 12:15:51
Mogło być tak czy siak, ale Panowie kompletnie nie doceniacie determinacji kobiety po 40 której ostatnie dzwony biją na dziecko. Widziałam to u kolezanek singielek w tym wieku i to nie dzieje się w oparach rozumu.
Determinacja jest taka, że można góry przenosić
Więc nie przekona mnie nikt że brak partnera powstrzyma jakąkolwiek kobietę przed urodzeniem dziecka, jeśli tego chce.
Jaki ma sens gdybanie o potencjalnych czynach kogoś, skoro można oceniać po tym, co się dzieje teraz?
Cokolwiek by tamta kobieta mówiła teraz, w żaden sposób nie jest wiarygodna.
Anderstud nie wierzę że związek by się rozpadł z powodu takiego zdarzenia jak opisujesz.
Już bardziej powodu głupiego męskiego myślenia o wspaniałości życia singla.
Podziwiam też męski brak wyobraźni w stylu: jej zależy, to zawsze ją odzyskam, a później zawsze zdziwienie że życie nie stoi w miejscu.
1,793 2020-02-02 12:21:39 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2020-02-02 12:26:22)
John i ja zmierzamy do tego, że dla tamtej mógł być tak samo cudowny i wspaniały,
mógł jej opowiadać nawet dokładnie te same pierdoły, bo gadanie akurat nic nie kosztuje, ale kiedy przyszło przekuć słowa w czyny,
to Pan Ładny się ulotnił zostawiając ciężko zdziwioną pannę samą sobie. Mogło tak być? Tak samo potraktuje Ciebie. Może tak być?
A my się tutaj wszyscy o Ciebie martwimy, dlatego z niepokojem obserwujemy rozwój wypadków
W punkt, to jest ostrzeżenie od nas. Może mylne, ale za dużo znam takich Panów. A co do małego dziecka moim zdaniem nie masz czym się przejmować, zwykle mężczyźni jak tylko pojawia się dziecko z nowego związku o swoim innym dziecku zapominają. Szczególnie jak matka tego dziecka na boku, robi problemy, jest niestabilna emocjonalnie, albo pojawia się nowy absztyfikant. Patrz wątek Becketta.
Ok, może wtedy jak byłeś młodszy chciałeś żonę i to dziecko - mieć rodzinę, ale sam piszesz, że po rozstaniu spodobało Ci się życie singla. Ty rozwiodłeś się po 9latach, A. po (aż) 20-stu. Też jego ex znalazła innego. On był wtedy w wieku, w jakim Ty jesteś obecnie. I jaką teraz postawę prezentujesz? Cytując Johna - masz centralnie wyje*ane.
No i teraz załóżmy czysto teoretycznie... pani od pralkosuszarki (zakładając, że to była jednorazowa akcja i z tą panią nie planujesz relacji rozwijać) wyskakuje Ci z "radosną nowiną". Co robisz? Proszę, odpowiedz szczerze.
Pytanie czy byłaby taka opcja. Wiem, wiem, awaria techniczna, ale po to są tabletki "PO" i jedzie się do lekarza, a nie czeka, że może się uda. Nie w tym wieku.
Jaki ma sens gdybanie o potencjalnych czynach kogoś, skoro można oceniać po tym, co się dzieje teraz?
Czy naprawdę uważasz, że 50 letni facet zrobił ten trick pierwszy raz?
Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie.(George Santayana) i chodzi tylko o to żeby Roxann nie powtórzyła historii obecnej Pani.
1,794 2020-02-02 12:26:50
załóżmy czysto teoretycznie... pani od pralkosuszarki (zakładając, że to była jednorazowa akcja i z tą panią nie planujesz relacji rozwijać) wyskakuje Ci z "radosną nowiną". Co robisz? Proszę, odpowiedz szczerze.
Odpowiadałem już na to pytanie, ale może nie zauważyłaś, więc powtórzę po raz kolejny...
Nie chadzam z paniami do łóżka zakładając, że to będzie jednorazową akcją i z tą panią nie planuję relacji rozwijać.
Wbrew temu co tam sobie możesz o mnie sądzić, nie jestem zwierzęciem bezmyślnie kopulującym z wszystkim co nie może uciec.
Z tą konkretną panią swego czasu prowadziłem intensywny dialog pod kątem nawiązania bliższej znajomości o profilu związkowym,
więc spotykając ją pół roku później w tej knajpie, miałem już wstępny obraz jej jako mojej potencjalnej partnerki w przyszłości.
Przy moich ponad 180cm wzrostu i masie ponad 100kg, nawet z koleżankami nie dałaby rady zaciągnąć mnie do łóżka wbrew mojej świadomej woli,
a ta z kolei może się u mnie pojawić tylko w przypadku, gdy obiekt przejdzie przez sito selekcji negatywnej z wynikiem pozytywnym.
Ona akurat przeszła celująco lecz pojawił się ktoś inny, ktoś z kim żadna nie miałaby wtedy szans, ale to już skończone i teraz mamy nowe.
Tak więc nawet czysto teoretycznie nie jestem w stanie udzielić innej odpowiedzi, gdyż hipotetyczna sytuacja o której mówisz, nie jest możliwa.
1,795 2020-02-02 12:28:26
Pytanie czy byłaby taka opcja. Wiem, wiem, awaria techniczna, ale po to są tabletki "PO" i jedzie się do lekarza, a nie czeka, że może się uda. Nie w tym wieku.
Ok, ale mówimy tu czysto teoretycznie. Przecież po takiej "awarii technicznej" (o ile są oboje jej świadomi, bo może tylko 1 osoba w tym wypadku zakładamy, że kobieta), on jej siłą chyba nie zmusi do wzięcia pigułki "po".
No i co wtedy?
1,796 2020-02-02 12:35:35
Odpowiadałem już na to pytanie, ale może nie zauważyłaś, więc powtórzę po raz kolejny...
Nie chadzam z paniami do łóżka zakładając, że to będzie jednorazową akcją i z tą panią nie planuję relacji rozwijać.
Wbrew temu co tam sobie możesz o mnie sądzić, nie jestem zwierzęciem bezmyślnie kopulującym z wszystkim co nie może uciec.
Z tą konkretną panią swego czasu prowadziłem intensywny dialog pod kątem nawiązania bliższej znajomości o profilu związkowym,
więc spotykając ją pół roku później w tej knajpie, miałem już wstępny obraz jej jako mojej potencjalnej partnerki w przyszłości.
(…)
Tak więc nawet czysto teoretycznie nie jestem w stanie udzielić innej odpowiedzi, gdyż hipotetyczna sytuacja o której mówisz, nie jest możliwa.
To nie jest odpowiedź, tylko jej unik ![]()
Sam piszesz, że słowa się nie liczą, a zaraz potem, że poprzez pisanie pani została egzamin celująco na Twoją potencjalną partnerkę. Wystarczyło jednak, że pojawiła się inna, szybko poszła w odstawkę.
Potem, po pamiętnej nocy, sam mówiłeś, że żadnych związków nie planujesz. Załóżmy, że jak już spotkałeś ją w realu i spędziliście razem noc, czar prysł. Ty sobie spokojnie wróciłeś do swojego życia, może nawet zacząłeś inną nakręcać, a tu pani nagle, niespodziewanie mówi Ci, że zostaniesz tatą.
Byłbyś z nią i wziął ślub?
1,797 2020-02-02 12:42:01 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-02 13:12:53)
sam mówiłeś, że żadnych związków nie planujesz. Załóżmy, że jak już spotkałeś ją w realu i spędziliście razem noc, czar prysł. Ty sobie spokojnie wróciłeś do swojego życia, może nawet zacząłeś inną nakręcać, a tu pani nagle, niespodziewanie mówi Ci, że zostaniesz tatą.
Byłbyś z nią i wziął ślub?
Roxann, pytanie jest tendencyjne
Spędziłem z nią w sumie może trzy doby, nie licząc pisania przez mesendżery, nie oczekuj zatem odpowiedzi - tak, wziąłbym ślub -
bo wiemy oboje, że taka odpowiedź paść nie może, a czy byłbym z nią... Teraz na ten moment? Zastanówmy się przez chwilę...
Po odpaleniu już na wstępie Pani Lekarz (przemyślałem to, bez sensu) nie mam żadnej innej na oku, a ta od suszarki wydaje się naprawdę sensowna,
myślę że na pewno chciałbym przynajmniej spróbować, chociażby tylko po to, żeby się przekonać jak będzie, na pewno bym jej nie zostawił samej sobie.
Zresztą za tydzień wyjeżdżam do Polski na ferie i pierwsze kroki kieruję od razu do niej, a nic mi nie wiadomo na temat zostania ponownie tatą ![]()
P.S.
Jak już wspominałem moja była żona numer dwa, zawodowo zajmuje się fotografią, więc siłą rzeczy posiada na twardych dyskach
miliardy zdjęć naszego syna od urodzenia z których co fajniejsze mi wysyła i jak tak sobie patrzę na tego mojego małego potomka z lokami...
Może namówię moją suszarkę na bambino, skoro i tak żadnego swojego nie ma ![]()
1,798 2020-02-02 12:53:42 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-02-02 12:55:43)
Anderstud tak pokrętnej odpowiedzi to na tym forum nie było.: Pytanie jest proste: czy z kobietą z którą miałbyś seks, ale nie była kobietą Twojego życia a zaszła w ciążę, ozenilbys się czy nie?
Jak odpowiesz że bzykasz tylko Panie swego serca, to opluję smartfona kawą.
Ps odrzucenie lekarki to błąd i tchórzostwo, jeśli wolno mi wyrazić swoją opinię.
1,799 2020-02-02 12:55:15 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-02-02 12:57:51)
Po odpaleniu już na wstępie Pani Lekarz nie mam żadnej innej na oku, a ta od suszarki wydaje się naprawdę sensowna,
myślę że na pewno chciałbym spróbować, chociażby tylko po to, żeby się przekonać jak będzie, na pewno bym jej nie zostawił samej sobie.
I to już jest konkretna odpowiedź.
Ale pójdźmy dalej... okazuje się, że kompletnie się nie dogadujecie, nie widzisz z nią przyszłości.
Mało tego, docierają do Ciebie informacje, że w tym klubie nie znalazła się przypadkiem, tylko taki miała styl i nie jeden (mniej lub bardziej przypadkowy) facet dostąpił zaszczytu skorzystania z jej suszarki.
John wciąż powtarza o uczeniu na błędach... a Ty sam przyznałeś, że pierwsza żona wdrobiła Cię w 2-kę dzieci. Nie zapaliłaby Ci się czerwona lampka?
1,800 2020-02-02 13:02:05
pójdźmy dalej... okazuje się, że kompletnie się nie dogadujecie, nie widzisz z nią przyszłości.
Mało tego, docierają do Ciebie informacje, że w tym klubie nie znalazła się przypadkiem, tylko taki miała styl i nie jeden (mniej lub bardziej przypadkowy) facet dostąpił zaszczytu skorzystania z jej suszarki.
John wciąż powtarza o uczeniu na błędach... a Ty sam przyznałeś, że pierwsza żona wdrobiła Cię w 2-kę dzieci. Nie zapaliłaby Ci się czerwona lampka?
He he, do czego zmierzasz moja droga, tak będzie szybciej.
Na razie zanim popuścimy wodze fantazji, zatrzymajmy się przy punkcie "dowiadujesz się, że zostaniesz tatą".
Byłem już w podobnej sytuacji i wiesz co zrobiłem. Kolejny raz zrobiłbym dokładnie to samo.
Co chcesz mi udowodnić Roxann?
1,801 2020-02-02 13:05:26 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-02 13:10:10)
Anderstud tak pokrętnej odpowiedzi to na tym forum nie było.: Pytanie jest proste: czy z kobietą z którą miałbyś seks, ale nie była kobietą Twojego życia a zaszła w ciążę, ozenilbys się czy nie?
Jak odpowiesz że bzykasz tylko Panie swego serca, to opluję smartfona kawą.
Odpowiedź jest prosta jak drut: z pewnością bym jej nie zostawił na lodzie żegnając słowami - to nie mój problem, radź sobie sama -
ale przecież nie powiem wam teraz dzisiaj teraz już czy bym się z nią ożenił, bo sam ryknę śmiechem, że chyba mi wyrwie pokrywę laptopa
Ps odrzucenie lekarki to błąd i tchórzostwo, jeśli wolno mi wyrazić swoją opinię.
Bardzo możliwe, ale jak to mówił Sofronow - nie można mieć w życiu wszystkiego.
Jeśli już muszę wybierać, wybieram bramkę numer jeden. Kluczenie między bramkami i łapanie dwóch srok za ogon, to nie na moje nerwy.
1,802 2020-02-02 13:12:19
He he, do czego zmierzasz moja droga, tak będzie szybciej.
Na razie zanim popuścimy wodze fantazji, zatrzymajmy się przy punkcie "dowiadujesz się, że zostaniesz tatą".
Byłem już w podobnej sytuacji i wiesz co zrobiłem. Kolejny raz zrobiłbym dokładnie to samo.
Co chcesz mi udowodnić Roxann?
Ja? Nic ![]()
Tak sobie tu gdybamy... czysto teoretycznie ![]()
No więc podsumowując: byłeś żonaty z kobietą, która bez skrupułów dorabiała Ci poroże, mało tego wmówiła Ci ojcostwo 2-ki dzieci z tych zdrad. Potem z druga zaliczyłeś wpadkę i wziąłeś kolejny ślub.
Teraz zainteresowałeś się panną, która po zakrapianej nocy w klubie o wątpliwej reputacji, ciągnie jakby nie było obcego faceta do domu.
Odrzucasz natomiast lekarkę, bo według Ciebie nie warta zachodu bo to "inna liga".
hmmm … co kto lubi ![]()
1,803 2020-02-02 13:14:29 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-02 13:23:07)
Tak sobie tu gdybamy... czysto teoretycznie
No więc podsumowując: byłeś żonaty z kobietą, która bez skrupułów dorabiała Ci poroże, mało tego wmówiła Ci ojcostwo 2-ki dzieci z tych zdrad. Potem z druga zaliczyłeś wpadkę i wziąłeś kolejny ślub.
Teraz zainteresowałeś się panną, która po zakrapianej nocy w klubie o wątpliwej reputacji, ciągnie jakby nie było obcego faceta do domu.
Odrzucasz natomiast lekarkę, bo według Ciebie nie warta zachodu bo to "inna liga".
hmmm … co kto lubi
Może jeszcze na koniec pokusisz się o wykazanie związku z czymkolwiek, bo jak tak mamy sobie gdybać o wszystkim i o niczym,
to zaraz dojdziemy do teoretycznej analizy strategicznej przewagi na polu bitwy napędu parowego nad elektrycznym...
Wyszliśmy zdaje się z założenia, że nie ma większej różnicy pomiędzy zapłodnieniem kobiety i zaproponowaniem jej małżeństwa,
a zapłodnieniem kobiety i olaniem w momencie gdy dowiadujemy się o fakcie zajścia prze nią w ciążę. No dobrze i jaka jest puenta?
1,804 2020-02-02 13:18:48
Może namówię moją suszarkę na bambino, skoro i tak żadnego swojego nie ma
Tia…
Roxann napisał/a:Co kto lubi.
Znając Twoje podejście do różnych rzeczy, myślę, że nawet 2-3 dni nie wytrzymalibyśmy pod jednym dachemPewnie i tak, ale co to by były za noce
Żeby się potem nie okazało, że będziesz niańczył "bliźniaki"
![]()
1,805 2020-02-02 13:21:43 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-02-02 13:22:14)
bagienni_k napisał/a:W Twoim wątku Rox widać właśnie jak można całkowicie powierzchownie ocenić kogoś po jednorazowym i dawnym zresztą występku. Po błędzie, przez który ludzie wytykaliby Cię palcami, gdyby tylko wiedzieli, co się stało. Coś tam się w przeszłości wydarzyło w naszym życiu, ale człowiek wyciągnął wnioski i poszedł po rozum do głowy. Teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ktoś się zmienił, stara się, i swoimi czynami a nie słowami, pokazuje swoje zaangażowanie.
Jakie znaki? Wymień proszę trzy. Gadanie się nie liczy
Z całym szacunkiem chłopie, ale co to da? Ja się nie czuję kompetentny, bo to relacja Rox i sama wie najlepiej co robi i sama postąpi według swojego uznania, a wszystko wskazuje na to, że postępuje słusznie.
Czego by tutaj Rox nie przedstawiła, to i tak będziecie z johnem widzieć wszędzie drugie dno. Nie wiem, czy gdybyście nawet zamieszkali razem z Rox i jej facetem, to nie przyjęlibyście do wiadomości tego, jak jest.
Każdy patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń. To w sumie zrozumiałe, tylko nie popadajmy w paranoję.
1,806 2020-02-02 13:29:59 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-02 13:39:22)
Z całym szacunkiem chłopie, ale co to da? Ja się nie czuję kompetentny
Z całym szacunkiem, ale to już zdaje się kolejny raz, kiedy z pełnym zaangażowaniem godnym lepszej sprawy
bronisz zawzięcie czyjegoś stanowiska posiłkując się wróżeniem z fusów chyba, bo zapytany wprost o konkrety
kluczysz i unikasz podania przykładów, zasłaniając się brakiem kompetencji, bo coś tam...
Pytanie jest proste, skoro podważasz i torpedujesz moje argumenty, nawet jeśli są z dupy i wymyślone na poczekaniu,
opierając się o "wszystkie znaki na niebie i ziemi" oraz "sygnały" wymień proszę te znaki oraz sygnały, o których mówisz.
No chyba wiesz o czym mówisz, a co to da, to ocenimy wspólnie jak już w końcu się dowiem, które to są znaki i sygnały.
Dajesz kolego...
Mogę ci pomóc jak chcesz - ja Bagiennik uważam, że obcy facet o którym wszystko co wiem, to to że zostawił laskę w ciąży,
poszedł po rozum do głowy, zmienił się bardzo, jest autentyczny i szczery w okazywaniu swych uczuć oraz zamiarów,
a uważam tak dlatego, że gdyż ponieważ albowiem bynajmniej... - no i tu wymieniasz te znaki sygnały czy co tam jeszcze.
1,807 2020-02-02 13:39:55
Niektórzy mężczyźni chyba ogólnie mają coś z tym "zapłodnianiem". Moja "przyjaciółka" spotykała się z (chyba 45-letnim) mezczyzna, który miał dorosłego syna z pierwszego małżeństwa; 6-letnia (albo ok.tyle lat, nie wiem dokładnie) córkę z drugiego związku; z moją "przyjaciółka" spotykał się niezobowiązująca i również finiszował w niej (wiedział, że nie bierze tabletek antykoncepcyjnych - nie zaszła w ciążę); a potem spotykał się z lekarka (ach, te lekarki), która zaszła w ciąże, ale nie wiadomo czy to jego dziecko; a co teraz z nim się dzieje to nie wiem. Co prawda facet ustawiony, ale on aż tak lubi alimenty płacić czy o co mu chodzi?
1,808 2020-02-02 13:41:27
Wyszliśmy zdaje się z założenia, że nie ma większej różnicy pomiędzy zapłodnieniem kobiety i zaproponowaniem jej małżeństwa,
a zapłodnieniem kobiety i olaniem w momencie gdy dowiadujemy się o fakcie zajścia prze nią w ciążę. No dobrze i jaka jest puenta?
Jak na moje oko, Twoje (obecne) zachowanie niewiele się różni od A. z tamtego okresu.
Tyle, że Ty próbujesz dorabiać jakąś ideologię do przygodnego/łatwego seksu i usilnie starasz przekonać jaki to jesteś odpowiedzialny i z każdą z tych panien w momencie bzykania snujesz plany relacji związkowej.
Ale tak naprawdę nie tylko już zaliczyłeś wpadkę, to jeszcze wychowywałeś nieświadomie nie swoje dzieci.
Sądząc jak i jakie panie wybierasz, nie trudno mieć wrażenie, że kompletnie nic Cię własne doświadczenia nie nauczyły.
Nie dziwię się więc, że uważasz, że A. ma po prostu taki styl i się nie zmieni(ł).
Ty twierdzisz, że po dowiedzeniu się o ciąży (wpadce) byłbyś z tamtą kobietą (nawet jeśli prawie jej nie znałeś), super! Bardzo szlachetne. A co jeśli by się okazało, że to nie Twoje dziecko?
Ot tak uwierzyłbyś na słowo pannie z nocnego klubu?
W dodatku mając takie doświadczenia, jakie masz?
Może dla Ciebie to kwestia dojrzałości i odpowiedzialności, dla mnie zwykłe "frajerstwo" ![]()
1,809 2020-02-02 13:43:26 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-02-02 14:01:05)
Co Twoim zdaniem powinien zrobić gość któremu JUZ się zdarzyło zostać ojcem z przypadkową Panią?
Może rzecz niewyobrażalna dla wytrawnych graczy znających kobiety, ale nie wszyscy tacy są, nawet koło 50 ![]()
Ja za niego ręki sobie uciąć nie dam:D
Ale uważam że przesadzacie.
I wprawiony w bojach gość nie da się na dziecko złapać jak 18 latek.
1,810 2020-02-02 13:52:45 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-02-02 14:18:20)
Oczywiście, że mogę tylko nie widzę za bardzo sensu. Czy coś by to zmieniło? Nieistotne tutaj jest to, jakie byłyby to argumenty. Ktokolwiek by o tym nie wspomniał, nawet Rox znająca sytuację najlepiej to i tak Ty to odbierzesz na swój sposób.
Skoro stwierdzę, że coś świadczy o dobrych intencjach to Ty, john czy ktoś tam jeszcze stwierdzi, że znaczy to coś zupełnie przeciwnego. Każdy będzie każdego usilnie przekonywał do swoich racji. Swoje zdanie wyrobiłem sobie, czytając wątek Rox. Od początku ludzie zarzucali tam facetowi Rox, że skoro porzucił kobietę w ciąży( choć nie wiadomo dokładnie jakie były okoliczności), to już jest skończonym degeneratem, lowelasem i jeszcze facet poświęca tyle wysiłku, żeby tylko tą nasza biedną Rox zbajerować. Wku**ia mnie niesamowicie takie generalizowanie.
Sam fakt, że mieszkanie osobno( tak ogólnie) jest dla Ciebie dowodem, że osoby w związku nie traktują swojej relacji poważnie jest z mojego punktu widzenia dość kontrowersyjny. Niech każdy postępuje po swojemu a sam będzie zbierał żniwo swoich błędów. W wypowiedziach Rox widzę spokój i opanowanie a przy tym poszanowanie dla tego, że ktoś może mieć inne zdanie. A inni widzę twardo utrzymują, że tam jest jednak coś nie tak. Wiadomo, że każda wersja jest możliwa. I sam przyjmuję, że może być tak, że Kolega A. coś kręci i mąci, aby zrealizować sobie tylko znany cel. Zwyczajnie uważam, że jest to mało prawdopodobne.
EDIT: Swoją drogą, bycie z kimś "na siłę" pomimo braku jakiejkolwiek relacji czy uczucia, tylko z powodu wpadki mam uważać za:
a) dojrzałość i odpowiedzialność
b) poświęcenie i ofiarność
c) "zwykłe frajerstwo" ![]()
1,811 2020-02-02 14:16:28
Może dla Ciebie to kwestia dojrzałości i odpowiedzialności, dla mnie zwykłe "frajerstwo"
Ja tam niczego nie żałuję akurat, poobijany i poharatany, ale ciągle żyję i mam się świetnie.
Zobaczymy czy twoje samopoczucie będzie równie dobre jak dzisiaj moje, kiedy twój wspaniały książę okaże się "niefrajerem"
i zapali Ci kopa w odwłok przy pierwszym twoim napomknięciu, że chcesz dziecko albo co gorsza będziesz już w ciąży.
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić ile bym dał, żeby zobaczyć wtedy twoją minę ![]()
1,812 2020-02-02 14:32:10 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-02-02 14:33:19)
Roxann napisał/a:Może dla Ciebie to kwestia dojrzałości i odpowiedzialności, dla mnie zwykłe "frajerstwo"
Ja tam niczego nie żałuję akurat, poobijany i poharatany, ale ciągle żyję i mam się świetnie.
Zobaczymy czy twoje samopoczucie będzie równie dobre jak dzisiaj moje, kiedy twój wspaniały książę okaże się "niefrajerem"
i zapali Ci kopa w odwłok przy pierwszym twoim napomknięciu, że chcesz dziecko albo co gorsza będziesz już w ciąży.
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić ile bym dał, żeby zobaczyć wtedy twoją minę
No i super!
A. od początku jasno i wyraźnie deklaruje, że dzieci już nie chce.
Frajerką byłabym ja licząc, że zmieni zdanie jak ta ciąża już pojawi.
Może by zmienił, ale to jest mało prawdopodobne.
Może Ty będąc kilka lat od niego młodszy, masz jeszcze w planach bobaska i nie przerażają Cię pieluchy i nieprzespane noce.
Z drugiej strony piszesz jak fajnie mieć syna - no pewnie! Będąc dochodzącym ojcem żyjesz sobie jak młody Bóg, niczym "kawaler z odzysku".
A. pewnie też za kilka lat będzie się cieszył, że ma syna (o ile zbudują relację).
Tylko, że ja nie chcę wychowywać dziecka sama, by miało ojca tylko na wizyty.
Nawet gdybym bardzo pragnęła dziecka, nie chcę podzielić losu Pani Doktor od Becketta.
Ja zdaję sobie sprawę, że A. jest podwyższonego ryzyka, ale który facet 40+ nie jest?
Pozostaje mi tylko zachować czujność i obserwować, jak sytuacja będzie rozwijała.
1,813 2020-02-02 14:37:44
Nie mieszkanie razem po pół roku znajomości jest zupełnie normalne, za to robienie show z pierścionkiem i zaręczynami już nie.
Podsumowując gość w dobrze jakby był jak anderstud, ale... żadna z Pań nie chciałaby faceta jak anderstud, ja, czy beckett ... hmmm paradoks?
1,814 2020-02-02 14:37:49
Poszło ostro..
A może byś Anderstud przyznał, że tak naprawdę dziecko z 2 żoną nie było Ci wcale solą w oku, bo nic nie miałeś przeciwko intensywnej jej obecności w swoim życiu .
1,815 2020-02-02 14:41:23
anderstud napisał/a:Roxann napisał/a:Może dla Ciebie to kwestia dojrzałości i odpowiedzialności, dla mnie zwykłe "frajerstwo"
Ja tam niczego nie żałuję akurat, poobijany i poharatany, ale ciągle żyję i mam się świetnie.
Zobaczymy czy twoje samopoczucie będzie równie dobre jak dzisiaj moje, kiedy twój wspaniały książę okaże się "niefrajerem"
i zapali Ci kopa w odwłok przy pierwszym twoim napomknięciu, że chcesz dziecko albo co gorsza będziesz już w ciąży.
Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić ile bym dał, żeby zobaczyć wtedy twoją minęNo i super!
A. od początku jasno i wyraźnie deklaruje, że dzieci już nie chce.
Frajerką byłabym ja licząc, że zmieni zdanie jak ta ciąża już pojawi.
Może by zmienił, ale to jest mało prawdopodobne.
Może Ty będąc kilka lat od niego młodszy, masz jeszcze w planach bobaska i nie przerażają Cię pieluchy i nieprzespane noce.
Z drugiej strony piszesz jak fajnie mieć syna - no pewnie! Będąc dochodzącym ojcem żyjesz sobie jak młody Bóg, niczym "kawaler z odzysku".
A. pewnie też za kilka lat będzie się cieszył, że ma syna (o ile zbudują relację).
Tylko, że ja nie chcę wychowywać dziecka sama, by miało ojca tylko na wizyty.
Nawet gdybym bardzo pragnęła dziecka, nie chcę podzielić losu Pani Doktor od Becketta.
Ja zdaję sobie sprawę, że A. jest podwyższonego ryzyka, ale który facet 40+ nie jest?
Pozostaje mi tylko zachować czujność i obserwować, jak sytuacja będzie rozwijała.
Amen! ![]()
1,816 2020-02-02 14:44:05
Nie mieszkanie razem po pół roku znajomości jest zupełnie normalne, za to robienie show z pierścionkiem i zaręczynami już nie.
Podsumowując gość w dobrze jakby był jak anderstud, ale... żadna z Pań nie chciałaby faceta jak anderstud, ja, czy beckett ... hmmm paradoks?
Ty przynajmniej nie robisz dzieci komu popadnie ![]()
Ogólnie troszkę mnie zszokowało stwierdzenie anderstuda "zobaczyłem zdjęcie dziecka z loczkami...stwierdziłem, że chciałbym takiego bobaska" no, bardzo przemyślana decyzja...a jak coś nie wyjdzie to przecież matka dziecka będzie się nim zajmować...
1,817 2020-02-02 14:48:51
Podsumowując gość w dobrze jakby był jak anderstud, ale... żadna z Pań nie chciałaby faceta jak anderstud, ja, czy beckett ... hmmm paradoks?
Ale kto powiedział, że dobrze by był jak Anderstud?
Mnie jego tłumaczenia (pokrętne zresztą) i deklaracje nie przekonują.
Może i by na początku nie zostawił kobiety samej, ale znając jego historie i podejście do różnych rzeczy, bardzo wątpliwe, że związek by przetrwał.
On może i by się cieszył, że ma kolejnego potomka (o ile alimenty by go nie przerosły) i może być dumnym "odświętnym tatą".
1,818 2020-02-02 15:01:23 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-02-02 15:12:00)
Ale kto powiedział, że dobrze by był jak Anderstud?
Mnie jego tłumaczenia (pokrętne zresztą) i deklaracje nie przekonują.
Może i by na początku nie zostawił kobiety samej, ale znając jego historie i podejście do różnych rzeczy, bardzo wątpliwe, że związek by przetrwał.
On może i by się cieszył, że ma kolejnego potomka (o ile alimenty by go nie przerosły) i może być dumnym "odświętnym tatą".
Już chyba wolę jak piszesz o tym trzymaniu za rączkę, jeżdżeniu do rodziców, dawaniu sobie pierścionków i śpiewaniu kolęd,
niż kiedy zajmujesz się analizą zachowań anderstuda, wyłapując jakieś tam strzępy i snując na ich podstawie fantazje,
które po dwóch kolejnych stronach wątku zaczynają żyć własnym życiem. Związek trwał 9 lat, od rozwodu minęły 3, syn ma 11.
Policz sobie w pamięci (jesteś dobra z matmy słyszałem) ile czasu jestem dumnym odświętnym tatą i może już zmienimy płytę ![]()
Jak na moje oko, Twoje (obecne) zachowanie niewiele się różni od A. z tamtego okresu.
Tyle, że Ty próbujesz dorabiać jakąś ideologię do przygodnego/łatwego seksu i usilnie starasz przekonać jaki to jesteś odpowiedzialny
Nie staram się przekonać, gdyż po pierwsze primo powiewa mi i świszczy czyjeś zdanie na ten temat,
a po drugie primo ja mam na to papier, akt zawarcia związku małżeńskiego w Urzędzie Stanu Cywilnego i nikt nie jest w stanie tego podważyć.
To są właśnie konkrety. Nie słowa, zapewnienia, obietnice, tylko czyny. Nie "wydaje mi się że chyba jednak jest inaczej" tylko fakty.
Konkrety, fakty i czyny, którymi mogę się obronić i obalić każde wyssane z palca twierdzenie, jakie tylko jesteś w stanie tu przytoczyć,
żeby w swojej ocenie, no i kolegi Bagiennik ewentualnie, podnieść notowania Pana Ładnego względem innych równając ich w dół.
Twój słodki misio ma buźkę pełną wyświechtanych banałów i nic nieznaczących frazesów oraz dość niewyraźną i mglistą przeszłość za sobą,
naprawdę chcesz się licytować, który z nas lepiej rokuje w hipotetycznie teoretycznych rozważaniach co będzie jak zajdziesz w ciążę?
He he, no to fajnie, dawaj ![]()
P.S.
Rozumiem, że wychowywanie nieswoich dzieci, zamiast utopić bękarty w wannie, a sukę udusić, również działa na moją niekorzyść
i jeśli mi się wymsknie niechcący, że dzieci do dziś nie znają całej prawdy i traktują mnie jak swojego ojca, bo tak uzgodniłem z ich matką,
zostanę okrzyknięty Super Frajerem XXI wieku, dostanę medal z buraka i będą robić o mnie memy w internetach... Okej, niech będzie.
Ja przynajmniej nie mam obaw czyją twarz zobaczę w lustrze myjąc rano zęby. Oby wszyscy inni mogli powiedzieć to samo o sobie...
1,819 2020-02-02 15:13:34 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-02-02 15:20:22)
Związek trwał 9 lat, od rozwodu minęły 3, syn ma 11.
Policz sobie w pamięci (jesteś dobra z matmy słyszałem) ile czasu jestem dumnym odświętnym tatą i może już zmienimy płytę
No właśnie m.in. przez tą nieszczęsną matematykę się tak Ciebie uczepiłam po tym jak się przyznałeś, że masz 46l, a nie 43. Niby nie duża różnica, ale... tak się akurat składa, że masz tyle lat co on wtedy. W dodatku niedawny rozwód za sobą, dziecko z małżeństwa... tylko nieślubnego Ci brakuje
A. wpadł mając jakieś 47-48, więc wszystko przed Tobą! ![]()
No dobra, daję już Ci spokój ![]()
PS. Ale nie mogłam się powstrzymać i nie wykorzystać okazji by się dowiedzieć co siedzi w głowie faceta w tym wieku, po takich doświadczeniach i jakie jest jego podejście do kobiet/związków/dzieci.
Tak wiem, każdy facet inny, ale też nie każdy chce mówić o tym szczerze, a zakładamy że tu na anonim forum może i to bez skrępowania ![]()
1,820 2020-02-02 15:13:41 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2020-02-02 15:14:54)
Ja rozumiem, że tematy tutaj poruszane sa naprawdę ważne a nawet "życiowe", ale sprawiacie że ten wątek bije na glowe "Ucho prezesa"
Pomyślcie o sprzedaży praw autorskich, zarobicie fortunę. Co nie umniejsza faktu, że czyta się was z wielkim zainteresowaniem, bo każde z was ma na swój sposob rację.
Pozdrawiam ![]()