Czyli ona wróciła do domu na stałe?
Myślałam że tylko na rozmowę.
To predzej czy później skończy się kolejnym seksem, albo ona się zakradnie, żeby dupą coś dla siebie ugrać, albo Ty przebudziwszy się w nocy, zapragniesz bliskości i sam do niej pójdziesz...
Ja optuję za rozwodem, definitywnym rozstaniem.
Swoją drogą, chciałabym żeby ktoś mnie tak bardzo kochał jak Ty ją...
Panowie, może się Wam to wyda niedorzeczne, ale to nie gach między nogami jest dla mnie problemem. Boli mnie to, że tak poddała się tym uczuciom do fagasa, że zupełnie przestała się ze mną liczyć.
Co więcej, Wy mi sugerujecie takie radykalne rozwiązania. Czy nie warto dać sobie trochę czasu przed decyzją o rozwodzie? Ta separacja wydawała mi się dobrym kompromisem.
Dziś już nie ma wspólnego łóżka. Śpimy w osobnych pokojach.
Z tego co piszesz wychodzi na to że to Tobie bardziej zależy na niej i małżeństwu niż jej.
Z tego co piszesz to ona by chciała, zależy jej ale to wszystko takie niemrawe na zasadzie będziemy małżeństwem ok rozejdziemy się ok nie widzę z jej strony walki o Ciebie i o Was.
Pewnie napiszesz że ona chce być z Tobą, no to skąd te prośby o czas na przemyślanie? skąd jej rozpacz za gachem? z uczucia do Ciebie?
Tak jak Ci piszą to ona musi teraz zabiegać o Ciebie o Was i to w widoczny i odczuwalny sposób a nie tak jak teraz w sposób nijaki.
Co ja bym zrobił?:
-jazda do jej rodziców z informacją co żona zrobiła i że być może się rozejdziecie ale jeszcze nie podjąłeś decyzji
-ma zrobić badania czy czegoś nie załapała , nie wiadomo czy tamten pukał tylko swoją żonę i Twoją
-test ciążowy
-podpisanie intercyzy
-zmiana pracy
-terapia
-rozmowa z gachem ale tak żeby nie był uprzedzony, wiesz jak wygląda, czyli jazda pod ich prace gdzie zgarniasz go na rozmowę( jesteś w stanie z nim porozmawiać bez agresji?) Informujesz go że wiesz o wszystkim ale chcesz sprawdzić u źródła wiarygodność informacji, jak nie będzie chciał rozmawiać to mu zakomunikuj że poinformujesz jego żonę co on robił z Twoją (podobno tam napięta atmosfera myślę że zgodzi się na rozmowę)
Czemu ma służyć ta rozmowa? (jeśli się nie dogadali co on ma Tobie mówić) sprawdzeniu czy Twoja żona jest szczera wobec Ciebie czy nadal Ciebie okłamuje.
-bez warunkowo szczere rozmowy i odpowiedzi na każdy problem który Ciebie nurtuje, czyli jest pytanie to pada odpowiedź bez Twojego nacisku czy też zastanawiania się co ma powiedzieć.
To tak na początek, cała reszta zależna od jej postawy i TWOJEJ decyzji co dalej.
To wszystko co opisujesz ma sluzyć poczuciu kontroli..tak ma wyglądać jego życie? Z kobietą której nie ufa? Ktora nim manipuluje z tchorzostwa? Nie szkoda zycia juz na początku?
Drogie i Drodzy,
z tego wyjazdu już nie zrezygnuję. Gdyby się teraz okazało, że jadę sam w "podróż poślubną", to wszyscy się dowiedzą o naszym kryzysie, a tego bym - jeszcze - nie chciał.Druga sprawa to kwestia "pójścia na całość". Uważacie, że doszło między nimi do seksu? Cały czas utrzymują, że nie. Moja żona zarzuca mi, że patrzę na sprawę ze swojej męskiej perspektywy. Dla niej ważniejsza była relacja uczuciowa, niż seks. W sumie nigdy nie należała do najbardziej namiętnych kobiet z wysokim libido, więc w to byłbym w stanie uwierzyć.
Opinie ludzi tu nie liczą się. Najważniejsze jest Twoje życie, w którym mógłbyś czuć się dobrze.
Słyszałam niejednokrotnie, że kobiety, które mają niskie libido, są ponoć znudzone swoim związkiem.
Jesteśmy po rozmowie z jej rodzicami. Wiadomo, że byli w szoku. Jej matka nie mogła uwierzyć, że córka zaangażowała się w relację z żonatym facetem.
Proszą, żebyśmy dali sobie czas. Spróbowali oprzeć naszą relację na przyjaźni. Są zadania, że nie wszystko stracone.
Moja żona pytana przez matkę, czy mnie kocha i czy chce ze mną być, odpowiedziała, że tak...
Ja oczekuję zmiany o 180 stopni. Chciałbym żebyśmy wyjechali z dużego miasta, gdzie żyjemy od studiów i wrócili w rodzinne strony. Do naszych najbliższych. Z dala od miejskiego zgiełku zaczęli odbudowywać to, co zostało zniszczone. Moglibyśmy tu pójść na terapię, wyciszyć się, a przy okazji liczyć na wsparcie i życzliwość najbliższych.
461 2018-07-15 16:06:38 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-15 16:07:05)
To Twoje życie- ale moim zdaniem robisz życiowy błąd, chcąc za wszelką cenę utrzymać Status Qwo.. To nie z teściami będziesz żył, ale z nią.
Co Tobie daje ten związek? O seks żebrasz, zrozumienie wzajemne żadne..
Chociaż dzieci teraz nie planuj..
Jesteśmy po rozmowie z jej rodzicami. Wiadomo, że byli w szoku. Jej matka nie mogła uwierzyć, że córka zaangażowała się w relację z żonatym facetem.
Proszą, żebyśmy dali sobie czas. Spróbowali oprzeć naszą relację na przyjaźni. Są zadania, że nie wszystko stracone.
Moja żona pytana przez matkę, czy mnie kocha i czy chce ze mną być, odpowiedziała, że tak...
Ja oczekuję zmiany o 180 stopni. Chciałbym żebyśmy wyjechali z dużego miasta, gdzie żyjemy od studiów i wrócili w rodzinne strony. Do naszych najbliższych. Z dala od miejskiego zgiełku zaczęli odbudowywać to, co zostało zniszczone. Moglibyśmy tu pójść na terapię, wyciszyć się, a przy okazji liczyć na wsparcie i życzliwość najbliższych.
Jedyny zięć który słucha teściowej,bardzo dobrze,ale czy Ty sam nie masz swojego rozumu i nie wiesz co jest dobre,a co złe? Czy Twoja - jeszcze - żona posłuchałaby dobrych rad Twojej mamy?bo coś mi się zdaje,że ona nie słucha niczyich rad,Ty jesteś jej mężem i to z Tobą powinna rozmawiać,uzgadniać wszystko,ą nie żyć pod dyktando swojej matki.Chłopie Ty się zastanów i weż się w garść,sądzisz,że jak wyjedziesz do innego ,nawet rodzinnego miasta to coś to zmieni? Życzę Tobie i jej tego,z tym,że nie wróżę Waszemu związkowi przyszłości,z prostego powodu,skoro już na starcie macie tego typu problemy,to pomyśl jak będzie wyglądało Wasze dalsze pożycie? i samo życie? . Czarno to widzę. Ale próbuj do skutku. ![]()
Jeszcze nie zacząłem naprawiać tego związku, a Wy już znacie efekt tych starań. Każdy zasługuje na drugą szansę. Ona po raz pierwszy zdradziła. Mocno, ale 10 najlepszych lat swojego życia poświęciła dla mnie. Ja sam nie byłem do końca fair. No i uważam, że dwa razy aż taka głupia nie będzie i tym razem daruje sobie i mi kolejnej zdrady. Jak będzie źle, to postawi sprawę jasno. Tak obiecuje.
No i pamiętajcie, co sami pisaliście, że nikt nas nie uczy jak buduje się szczęśliwe związki. Może po tych doświadczeniach, będziemy trochę mądrzejsi w tym aspekcie.
Robię to też dla siebie. Z dwóch powodów:
1) Gdybym nie spróbował, to mógłbym mieć nieprzyjemną i niezaspokojoną wątpliwość "co by było, gdyby".
2) Mam trudny charakter, więc jeśli nad nim popracuję, to tylko z korzyścią dla siebie.
O Waszych radach będę pamiętał.
464 2018-07-15 17:37:39 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-15 17:38:13)
Zycze ci powodzenia i madrych decyzji.
Pomysl w tym wszystkim takze o tobie.
Rowniez I TOBIE ma byc dobrze.
Ten zwiazek jest jak potluczona filizanka.
Mozna posklejac, ale….czy bedzie przydatna?
Jeszcze nie zacząłem naprawiać tego związku, a Wy już znacie efekt tych starań.
Tak, znamy efekt, ale tylko dlatego, że jak prawie każdy zdradzony zabierasz się do działania które do Ciebie nie należy.
Hint: to nie Ty masz naprawiać.
Każdy zasługuje na drugą szansę. /.../ No i uważam, że dwa razy aż taka głupia nie będzie i tym razem daruje sobie i mi kolejnej zdrady. Jak będzie źle, to postawi sprawę jasno. Tak obiecuje.
Następnym razem, to będzie się dużo lepiej kryła./.../
O Waszych radach będę pamiętał.
Wątpię, ale życzę powodzenia.
Do zobaczenia za jakiś rok, półtora....
Te wszystkie analogie działają na wyobraźnię, ale nie do końca oddają realia budowania relacji z drugim człowiekiem.
Tak, będę pamiętał o sobie w tym wszystkim. Jeśli żona nie da mi mocnego przekonania, że warto ze sobą być, to nie będę tego ciągał na siłę czy kosztem siebie. Ona to już chyba rozumie.
467 2018-07-15 17:56:32 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-15 17:58:03)
Drodzy, jeszcze jedno. Nie każda wybaczona i przepracowana zdrada musi kończyć się następną.
Ludzie to jednak nie krowy... poglądy zmieniają.
Ona już wie, jak to jest z innym. Jakby było jej tak dobrze, to nie chciałaby wracać do mnie. Tym bardziej, że nie łączy nas dziecko, kredyt czy presja rodziny.
Moim zdaniem związek do odratowania, więc dobrze, że walczysz. Jeżeli popracujecie nad tym, co było przyczyną jej zdrady, taka sytuacja może się już więcej z jej strony nie powtórzyć.
Bardziej jednak obawiam się o Twoje przyzwyczajenia. To Ty, z opisów, wydajesz się mieć bardziej "zdradliwy" charakter i skłonności do skoków w bok. Późniejsza spowiedź przewin nie zmniejsza, bo służy także Twojemu dobremu samopoczuciu, zagłuszeniu wyrzutów sumienia.
Pewnie ktoś już zwrócił uwagę (temat długi i nie wszystko prześledziłam), ale masz bardzo nieciekawą potrzebę dominacji i kontroli. Jesteś też skrajnie nieufny. Twoje zachowania ocierają się momentami o tyranię i agresje. Jesteś przy tym inteligentny, co wykorzystujesz przeciw niej. W obecności takiego mężczyzny łatwo utracić pewność siebie, zatęsknić za poczuciem ciepła i bezpieczeństwa, chociażby w ramionach innego.
Patrząc z boku myślę, że możecie jeszcze być ze sobą szczęśliwi i bardzo dobrze, że chcesz nad sobą pracować. Jeśli jednak sam się nie zmienisz, to wg mnie będzie lepiej, jak pozwolisz jej odejść.
469 2018-07-15 18:24:49 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-15 18:33:28)
No i uważam, że dwa razy aż taka głupia nie będzie i tym razem daruje sobie i mi kolejnej zdrady. Jak będzie źle, to postawi sprawę jasno. Tak obiecuje.
Chłopie, Twoja żona była na tyle "głupia", że po ślubie dalej z nim kręciła. Już się pogubiłam w tym kiedy ona była z nim w łóżku, a kiedy to była tylko przyjaźń. Co dokładnie wydarzyło się po ślubie, bo tych stron jest tu 13.
Ale jedno jest pewne: to co robicie teraz to jest chore
Ustalmy może fakty, bo zaczyna w tym temacie tutaj tego brakować.
Ok 8 lat temu zauroczyłeś się w koleżance z liceum. Urwałeś z nią kontakt i Ci przeszło zauroczenie.
Później pozwalałeś sobie na cyberseks z koleżanką. Co tam sobie z nią robiłeś? Interesowała Cię jakaś koleżanka z drugiego ekranu komputera, niż własna kobieta? Czemu? I czemu z nią zostałeś?
Ostatni Twój wybryk: kolejny cyberseks z koleżanką. Teraz nie było samo pisanie, ale również pozwoliłeś by ta kobieta się dla Ciebie rozbierała. Okazało się, że jesteś uzależniony od pornografii tak? I bardzo lubisz seks, masz duże potrzeby, Twoja żona nie.
Potem przyszła szara codzienność, żona zakupy robiła, o dom dbała, do pracy chodziła, a Ty siedziałeś głównie przed kompem. Potem żonka znalazła sobie kochanka i co się okazuje? Że potrafi perfidie prosto w oczy kłamać, planować intrygi, nawet wciąga w kłamstwo koleżankę z pracy. Jadą w "delegacje", niby osobne pokoje, ale na zdjęciach widać dwa pojedyncze łóżka (jakich zdjęciach??? Robili sobie fotki telefonem?? Coś ciężko w to uwierzyć, ale dobra...)
Mijają kolejne dni, do ślubu jednak dochodzi, bo Ty dalej ją kochałeś i nie chciałeś też skandalu (to przecież tylko ślub kościelny, a Ty tylko miałeś podejrzenia o romansie swojej narzeczonej i przyłapałeś ją tylko na kilku drobnych kłamstwach, w których potrafiła wciągać osoby trzecie).
Po kilku tygodniach od ślubu dowiadujesz się od żony kochanka, że ich łączyło coś więcej niż przyjaźń, planowali po 3 latach się na stałe związać. Na chwile po tym okazuje się, że żona miała cały czas lewy telefon (przed ślubem i po ślubie). I tu najlepsze. Ty jej zabierasz telefon, budzisz się i widzisz wyjętą kartę SIM. Żona twierdzi, że poszła z nią do pracy i na oczach kochanka rozwaliła ją (nie przyszło Ci do głowy, by sprawdzić czy ten nr jest aktywny?), mało tego, podobno nagrywała tą rozmowę
. Żona daje wypowiedzenie, bierze urlop i kończy się jej romans. Lecz do końca nie wiadomo czy to dlatego, że sama tego chciała, czy dlatego, że kochanek wrócił do żony i dziecka.
Teraz żonka jest rozbita, gadać dalej nie chce. Mieli wyjechać, ale do wyjazdu nie dojdzie.
Chyba śpią razem w mieszkaniu, czasem uprawiają seks.
Autor siedzi całymi dniami praktycznie na forum. Z tego co wyczytałam, żona nie bardzo chce rozmowy.
A ja się pytam: jakim cudem ten związek nadal istnieje??!! Na siłę???!! A nie powinno być o wiele, wiele łatwiej?? Najpierw autor zdradzał żonę, bo mu mało dawała. Potem żonka znalazła sobie kochanka, bo z nim najwyraźniej potrafi gadać godzinami. Później żona jednak wraca, bo kochaś się zmył.
Jaki jest sens to małżeństwo ratować??
470 2018-07-15 18:58:55 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-15 19:00:11)
Cały czas rozpatrujesz jej zdradę jako przyczynę waszych problemów, błąd..który się przydarzył -- a to jest skutek tego co między Wami.
Ale zresztą.. może właśnie to uszczęśliwia mężczyzn- ogarnąć i ujarzmić swoją żonę i wcale żadnej partnerki nie potrzebują ..
Może jej tez potrzebne chomąto.. co nam do tego..
Tak, to jest skutek. Jeśli nie przepracujemy z psychologiem problemów sprzed i po zdradzie, to zakończę za parę miesięcy to małżeństwo. To oczywiście oznaczać będzie pracę nad samym sobą i naszą relacją.
Ona prawie 10 lat poświęcała się dla mniej. Zasługuje, żeby jeszcze raz spróbować. Zachowała się podle, ale ja nie jestem z tych mściwych i daję nam jeszcze trochę czasu.
Nic nie tracę, a mogę tylko zyskać - nawet jeśli małżeństwo się rozpadnie.
Jeszcze raz dzięki za rady. Będę tu wracał co jakiś czas, żeby je sobie przypomnieć. Może wrócę też z informacjami, jak nam się wiedzie. Nastawiam się na każdą możliwość.
A moim zdaniem to głupota naprawiać coś tylko dlatego, że się zawsze naprawiało.
Ten związek od początku nie szedł tak jak powinien. Ty z potrzebą na częsty i intensywny seks, ona cicha, spokojna.
Ty stawiasz przede wszystkim na szczerość, ona nie.
Ty masz potrzebę rozmowy, starasz się o to, ona woli gadać z kolegą z racy. Chociaż dziwi mnie to, że nie chce z Tobą gadać, bo gadasz bardzo sensownie.
Żyjecie w tym związku osobno: Ty przed komputerem, na wyjazdach, ona dba o czystość w domu, gotuje i pracuje. Takie dwa osobne życia.
Czy wy się przyjaźnicie? Za co lubisz swoją żonę? A ona co w Tobie lubi?
Ten związek nigdy nie był naprawiany głęboko i wspólnie. Jest to nasz wzajemny błąd. Raz chyba warto spróbować?
474 2018-07-15 19:56:24 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-15 20:08:03)
Nigdy? A jak zdradziłeś ją ze swoją koleżanką? Co prawda tylko wirtualnie, ale to też zdrada. To co, na następny dzień wróciliście do porządku dziennego?
Co Twoim zdaniem więc znaczy: naprawa związku?
EDIT: Twierdzisz, że nie masz nic do stracenia próbując naprawiać ten związek. Otóż masz: czas.
Masz już 28 lat. Nie szkoda Ci marnować kolejnych na życie z kobietą, z którą praktycznie nic Cię nie łączy? Związaliście się w liceum i tak sobie trwacie do dziś. Ty całkowicie inny i ona.
Co jeszcze musi się zdarzyć, abyście się rozstali? Zdajesz sobie sprawę, że teraz "małżeństwem" jesteście tylko dlatego, że kochanek wrócił do żony?
475 2018-07-15 20:12:54 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-15 20:14:02)
Kochanek nie wrócił do żony, bo chciał to ciągnąć. To moja żona mu napisała pierwsza, że ta ich miłość nie ma na ten moment sensu.
Po moich zdradach nigdy nie poszliśmy na terapię i mam dziś przekonanie, że nie przepracowaliśmy tego głęboko.
Te 10 lat to było 9 lat chwil lepszych i gorszych, a jej zdrada to ostatni rok. Mniej niż 10% całości. Mimo wszystko zrobiła dla mnie więcej dobrego, niż złego.
Nie ma presji rodziny, bo rodzice już wiedzą. Nie łączy nas dziecko czy kredyt. Nawet pieniądze nie są dla nas problemem. Nie ma powodu, żeby ciągnąć ze mną związek, a jednak chce.
Zdaje sobie też sprawę, że kolejny skok w bok to będzie dla niej totalna hańba nawet w oczach jej własnej matki i ojca. Teraz zastanowi się dwa razy, bo ostatnie tygodnie to dla niej piekło i to widać.
EDIT
Mam 28 lat i nie szkoda mi tego czasu.
Pozwólcie, że zadam ja Wam pytanie: jaką mam gwarancję, że w nowym związku nie wpadnę na kogoś równie zdradzieckiego? Żadnej, dlatego nie uważam, że poświęcenie mojej żonie kolejnych 6 miesięcy to będzie czas zupełnie stracony.
Poza tym, pisałem wcześniej, że mam 2 osobiste powody, żeby spróbować.
477 2018-07-15 20:23:24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-15 20:30:08)
Pozwólcie, że zadam ja Wam pytanie: jaką mam gwarancję, że w nowym związku nie wpadnę na kogoś równie zdradzieckiego? Żadnej, dlatego nie uważam, że poświęcenie mojej żonie kolejnych 6 miesięcy to będzie czas zupełnie stracony.
Poza tym, pisałem wcześniej, że mam 2 osobiste powody, żeby spróbować.
O żadnąąąą... ![]()
Ale pewnie szansę na kobietę z którą się będziesz lepiej rozumiał wielką..
Co będzie chciała jej mama było wiadomo..
A rozmawiasz o tym z przyjacielem, Twoją mamą? co ona na to?
ACoMiTam91 napisał/a:Pozwólcie, że zadam ja Wam pytanie: jaką mam gwarancję, że w nowym związku nie wpadnę na kogoś równie zdradzieckiego? Żadnej, dlatego nie uważam, że poświęcenie mojej żonie kolejnych 6 miesięcy to będzie czas zupełnie stracony.
Poza tym, pisałem wcześniej, że mam 2 osobiste powody, żeby spróbować.
O żadnąąąą...
Ale pewnie szansę na kobietę z którą się będziesz lepiej rozumiał wielką..
Widzisz, z tą spędziłem już ponad 10 lat i jaki efekt? Problemy z komunikacją jako jedna z przyczyn zdrady.
Jak już uczuć się tej trudnej umiejętności, to może lepiej teraz, a nie ryzykować powtórką w nowym związku?
Ela210 napisał/a:ACoMiTam91 napisał/a:Pozwólcie, że zadam ja Wam pytanie: jaką mam gwarancję, że w nowym związku nie wpadnę na kogoś równie zdradzieckiego? Żadnej, dlatego nie uważam, że poświęcenie mojej żonie kolejnych 6 miesięcy to będzie czas zupełnie stracony.
Poza tym, pisałem wcześniej, że mam 2 osobiste powody, żeby spróbować.
O żadnąąąą...
Ale pewnie szansę na kobietę z którą się będziesz lepiej rozumiał wielką..Widzisz, z tą spędziłem już ponad 10 lat i jaki efekt? Problemy z komunikacją jako jedna z przyczyn zdrady.
Jak już uczuć się tej trudnej umiejętności, to może lepiej teraz, a nie ryzykować powtórką w nowym związku?
To TY twierdzisz, że to problemy z komunikacją. Ja widzę kompletne niedobranie w poważnych życiowych kwestiach. Ale może musisz sam do tego dojść- a może sam wgłębić się w siebie by szukać innej kobiety..Mało w siebie wierzysz i w kobiety..
Czyli idąc Twoim tokiem myślenia, można się wiązać z każdą osobą na świecie, trzeba tylko baaaaaardzo chcieć. ;D
To ja jutro wychodzę na ulice i proponuje związek pierwszemu lepszemu facetowi. Ważne by powiedzieć "cześć", resztę już się da wypracować odpowiednią terapią. ![]()
ACoMiTam91 napisał/a:Ela210 napisał/a:O żadnąąąą...
Ale pewnie szansę na kobietę z którą się będziesz lepiej rozumiał wielką..Widzisz, z tą spędziłem już ponad 10 lat i jaki efekt? Problemy z komunikacją jako jedna z przyczyn zdrady.
Jak już uczuć się tej trudnej umiejętności, to może lepiej teraz, a nie ryzykować powtórką w nowym związku?
To TY twierdzisz, że to problemy z komunikacją. Ja widzę kompletne niedobranie w poważnych życiowych kwestiach. Ale może musisz sam do tego dojść- a może sam wgłębić się w siebie by szukać innej kobiety..Mało w siebie wierzysz i w kobiety..
Ja twierdzę, że to problemy z komunikacją, różnice charakterów, zagubienie, rutyna i parę innych kwestii.
Każdą da się przepracować.
Wiesz, w sumie to Twoje życie. Powodzenia Ci życzę i bądź szczęśliwy.
Wiedziałem, że ta historia skończy się w ten sposób. Czekają Cię ciężkie miesiące. To Twoje życie i Twoje decyzję, których konsekwencje sam odczujesz. Największy Twój błąd jest taki, że Twoja żona nie poniosła żadnych konsekwencji, nie musiała się starać. Wystarczyła sama chęć, a Ty ja przyjąłeś. W jej głowie zakoduje się pewnie, że można Cię oszukiwać, a Ty nic z tym nie zrobisz. Większość takich jak Ty wraca tu w ciągu kilku miesięcy z wiadomością, że sytuacja się powtórzyła. Oby u Ciebie było inaczej. Powodzenia.
484 2018-07-15 22:36:40 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-15 22:42:41)
Damian mi się wydaję, że żona autora nie jest taka jak Twoja była. Ona nie poszła z tamtym do łóżka dlatego, że taka jest. Ona poszła z nim do łóżka, bo dostała to czego nie dostawała od autora wątku. A dostała zrozumienie, chemię i pokrewieństwo dusz. Najbardziej w oczy rzucił mi się fakt, że z kolegą z pracy rozmawia godzinami, ze swoim mężem wcale. I tak było u nich od zawsze. Nie rozmawiali, bo nie potrafili tego robić, a nie że nie chcieli. Próby były i na samych próbach się skończyło.
Jak się zakończy ta historia?
Albo autor wątku znów trafi na kobietę z dużymi zapotrzebowaniami na seks, która nie boi się eksperymentować, albo jego żona znów spotka bratnią dusze. Oboje nie potrafią wyciągać konsekwencji ze swoich tragicznych błędów. Oboje wolą trwać w związku tylko dlatego, że jest długi i szkoda im tracić czasu na zaczynanie czegoś od nowa z kimś innym, czekają na gotowe.
Jego żona nie odeszła, tylko dlatego, że tamten się zmył. On nie odszedł, bo nie ma gwarancji na szczęście przy kimś innym. I tak będą trwać przy sobie ze strachu, bo tak na pozór jest łatwiej. I oboje będą się tłumaczyli, że po prostu walczą.
Ja dotrwałem do końca opisu.
Myślę że ona ma zaburzenia psychiczne i cierpi, a ten facet był odskocznią która miał ból uśmierzyć. To co się z nią dzieje to efekt kilku lat narastania złych nawyków myślowych.
Myślę że jedyny ratunek jest w Bogu. Bez niego i bez modlitwy nie uratujesz tego małżeństwa.
Seks przed ślubem to zły pomysł. Takie pary prędzej czy później się rozchodzą. Seks poza małżeństwem to grzech ciężki. Grzech to trucizna kaźdego związku. Jak teujesz grzechem związek to nie licz na to że bedzie trwały.
Niestety mało ludzi zwraca uwage na te grzechy stąd tak wiele związków sie rozpada. Potem czytam forum a autor/autorka pytają gdzie popełnili błąd. Jak od grzechu związek zzaczynasz to nic z tego nie bedzie.
486 2018-07-15 23:54:13 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-07-16 00:03:21)
Moja żona jak do tej pory zrezygnowała z pracy w dużym mieście, którą lubiła. Zgodziła się na terapię dla par. Wróci w rodzinne strony i do domu rodzinnego na prowincji, gdzie zacznie szukać pracy za max. 2/3 tego, co zarabiała wcześniej. Podda się wpływom naszych rodzin, które chcą, żeby nasze małżeństwo trwało. Nie będzie obciążać mnie finansowo. Pogodziła się też z tym, że to wszystko może ostatecznie skończyć się najwyżej naszą przyjaźnią. Czy to jest mało?
Jasne, większość z tego to ja na niej wymusiłem, ale pisałem już, że jest bierna i reaktywna. To może dlatego (a nie ze względu na jej "wulgaryzm naturę" jak niektórzy tu sugerowali) poddawała się tak długo wpływom kochanka, który nie chciał stracić własnego dziecka.
487 2018-07-16 00:14:54 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-16 00:19:23)
Ja dotrwałem do końca opisu.
Myślę że ona ma zaburzenia psychiczne i cierpi, a ten facet był odskocznią która miał ból uśmierzyć. To co się z nią dzieje to efekt kilku lat narastania złych nawyków myślowych.
Myślę że jedyny ratunek jest w Bogu. Bez niego i bez modlitwy nie uratujesz tego małżeństwa.
Seks przed ślubem to zły pomysł. Takie pary prędzej czy później się rozchodzą. Seks poza małżeństwem to grzech ciężki. Grzech to trucizna kaźdego związku. Jak teujesz grzechem związek to nie licz na to że bedzie trwały.Niestety mało ludzi zwraca uwage na te grzechy stąd tak wiele związków sie rozpada. Potem czytam forum a autor/autorka pytają gdzie popełnili błąd. Jak od grzechu związek zzaczynasz to nic z tego nie bedzie.
Hahahaha. No i się uśmiałam. ![]()
Moja żona jak do tej pory zrezygnowała z pracy w dużym mieście, którą lubiła. Zgodziła się na terapię dla par. Wróci w rodzinne strony i do domu rodzinnego na prowincji, gdzie zacznie szukać pracy za max. 2/3 tego, co zarabiała wcześniej. Podda się wpływom naszych rodzin, które chcą, żeby nasze małżeństwo trwało. Nie będzie obciążać mnie finansowo. Pogodziła się też z tym, że to wszystko może ostatecznie skończyć się najwyżej naszą przyjaźnią. Czy to jest mało?
Jasne, większość z tego to ja na niej wymusiłem, ale pisałem już, że jest bierna i reaktywna. To może dlatego (a nie ze względu na jej "wulgaryzm naturę" jak niektórzy tu sugerowali) poddawała się tak długo wpływom kochanka, który nie chciał stracić własnego dziecka.
A tu jeszcze bardziej.
![]()
ACoMiTam naprawdę wierzysz w to, że Twoja bidna żona była po prostu manipulowana przez bardzo złego pana???? ![]()
Jaka piękna telenowela, prawie jak brazylijska, tylko prawie robi różnicę.
Moja żona jak do tej pory zrezygnowała z pracy w dużym mieście, którą lubiła. Zgodziła się na terapię dla par. Wróci w rodzinne strony i do domu rodzinnego na prowincji, gdzie zacznie szukać pracy za max. 2/3 tego, co zarabiała wcześniej. Podda się wpływom naszych rodzin, które chcą, żeby nasze małżeństwo trwało. Nie będzie obciążać mnie finansowo. Pogodziła się też z tym, że to wszystko może ostatecznie skończyć się najwyżej naszą przyjaźnią. Czy to jest mało?
Genialny pomysł! Gratuluję!
Kobieta rezygnuje z pracy, którą lubi, która pozwala jej się rozwijać i całkiem nieźle zarabiała. Wróci do swojej rodzinnej dziury, do rodziny, z którą nie miała dobrego kontaktu, gdzie miała za złe własnej matce za traktowanie. Robi to, bo tego chce jej rodzina???? Serio?
Nadałeś już jej nr więźnia? Zrobiłeś listę jej obowiązków?
Czy Ty jesteś normalny???? Chcesz wracać do pipidówka to wracaj, ale daj jej żyć. Jesteś okrutnym, bezwzględnym manipulatorem. Nie mogłeś poradzić sobie z nią sam, to poleciałeś na skargę do teściów. Żałosne. Opracowałeś misterny plan, wg którego ona ma żyć, jak się domyślam, z uśmiechem na twarzy i wdzięcznością, że ma tak cudownego męża, który kryje ją przed żoną kochanka. Przecież ta żona o wszystkim wie! To Ty udawałeś, że o niczym nie wiesz.
Jasne, większość z tego to ja na niej wymusiłem...
Nie, skąd ten pomysł?
... ale pisałem już, że jest bierna i reaktywna. To może dlatego (a nie ze względu na jej "wulgaryzm naturę" jak niektórzy tu sugerowali) poddawała się tak długo wpływom kochanka, który nie chciał stracić własnego dziecka.
Aaaaaa, w końcu dziecka czy żony, bo już się pogubiłam.
Nauczona doświadczeniem, brzydzę się ludźmi którzy manipulują, nie widzą własnych błędów ( Ty swoje umniejszasz, nadajesz im rangę "wybryków" i generalnie jesteś w porządku), mają wybujałe ego i mają siebie za władców. Jesteś na ostatniej prostej, by zniszczyć tę kobietę do końca. Zamkniesz ją w klatce, ale zaręczam Ci, że to potrwa może 3-4 lata. Przez te lata będzie udawać, że jest szczęśliwa, zgodzi się na dziecko, zacznie może uprawiać ogródek, zakocha się w sąsiedzie i pewnego pięknego dnia, rzuci to wszystko w cholerę.
Uprzedzając Cię, przyznam się, że tak, czytam to co piszesz, tylko szkoda że Ty niczego nie rozumiesz.
Przyszedłeś na forum po rady, szukając pomocy, pytając co robić, a jednocześnie prowadziłeś swoją grę, kierowałeś się własnymi pobudkami, robiłeś wszystko po swojemu. Kreowałeś rzeczywistość, próbowałeś nas do siebie przekonać, gubiłeś się w wątkach. Czy jest chociaż jedna rada, z którą się zgodziłeś?
Zniewoliłeś swoją żonę, ograniczasz ją, tylko po to, by poczuć się dobrze. By zapomniała o całym świecie dla Ciebie.
Ogarnia mnie wstręt.
Jaka piękna telenowela, prawie jak brazylijska, tylko prawie robi różnicę.
ACoMiTam91 napisał/a:Moja żona jak do tej pory zrezygnowała z pracy w dużym mieście, którą lubiła. Zgodziła się na terapię dla par. Wróci w rodzinne strony i do domu rodzinnego na prowincji, gdzie zacznie szukać pracy za max. 2/3 tego, co zarabiała wcześniej. Podda się wpływom naszych rodzin, które chcą, żeby nasze małżeństwo trwało. Nie będzie obciążać mnie finansowo. Pogodziła się też z tym, że to wszystko może ostatecznie skończyć się najwyżej naszą przyjaźnią. Czy to jest mało?
Genialny pomysł! Gratuluję!
Kobieta rezygnuje z pracy, którą lubi, która pozwala jej się rozwijać i całkiem nieźle zarabiała. Wróci do swojej rodzinnej dziury, do rodziny, z którą nie miała dobrego kontaktu, gdzie miała za złe własnej matce za traktowanie. Robi to, bo tego chce jej rodzina???? Serio?
Nadałeś już jej nr więźnia? Zrobiłeś listę jej obowiązków?
Czy Ty jesteś normalny???? Chcesz wracać do pipidówka to wracaj, ale daj jej żyć. Jesteś okrutnym, bezwzględnym manipulatorem. Nie mogłeś poradzić sobie z nią sam, to poleciałeś na skargę do teściów. Żałosne. Opracowałeś misterny plan, wg którego ona ma żyć, jak się domyślam, z uśmiechem na twarzy i wdzięcznością, że ma tak cudownego męża, który kryje ją przed żoną kochanka. Przecież ta żona o wszystkim wie! To Ty udawałeś, że o niczym nie wiesz.ACoMiTam91 napisał/a:Jasne, większość z tego to ja na niej wymusiłem...
Podobne mnie myśli naszły, po przeczytaniu ostatnich rewelacji Autora.
To jest obrzydliwe i bardzo egoistyczne co Autor robi. Mam wrażenie, że gdyby mógł to zamknął by ją w klasztorze albo wywiózł w jakieś bezludne miejsce na roboty.
I nie pisz, że kobieta rezygnuje, czy decyduje na powrót do rodziców, bo to TY na niej wymusiłeś. Ja jestem nawet w stanie wyobrazić ten jej "brak decyzyjności" albo robisz jak ja każę, albo idź w ch.. rę z łatką "k.wy". W końcu jak się zgodzisz, ja stanę się twoją tarczą przed złym światem itd.
A i najlepsze "Nie będzie obciążać mnie finansowo". Aha, wywozisz do mamusi, bo póki co nie ma za co żyć a przecież oszczędności nie ma bo wszystko wydawała na wasze codzienne życie. W ogóle co to był za pomysł by złożyła wypowiedzenie, kiedy nie miała jeszcze nic w zanadrzu? Czy Ty w ogóle myślisz o jej przyszłości, rozwoju, czy chcesz zwyczajnie ubezwłasnowolnić? I co oznacza, że nie będzie Ciebie obarczać finansowo? Ty dalej będziesz żył w mieście a ona na garnuszku mamusi albo za marne grosze gdzieś będzie dorabiać? A, i co z tymi oszczędnościami? Zostawiasz jej ten samochód i 20 tys. na start? Czy w sytuacji jak odwiozłeś do mamusi, to już się jej nie należy?
Jesteś obrzydliwy ![]()
Drogie Panie,
darujcie sobie te potoki myśli.
Ja mojej żony nie trzymam przy sobie na siłę.
Zna moje warunki.
Ma do wyboru męczyć się ze mną lub wziąć rozwód z dobrym pakietem na start (samochód, 20 a nawet 25 tysięcy złotych).
Wybiera męczenie się ze mną.
491 2018-07-16 10:53:40 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-07-16 10:55:25)
Jaka piękna telenowela, prawie jak brazylijska, tylko prawie robi różnicę.
ACoMiTam91 napisał/a:Moja żona jak do tej pory zrezygnowała z pracy w dużym mieście, którą lubiła. Zgodziła się na terapię dla par. Wróci w rodzinne strony i do domu rodzinnego na prowincji, gdzie zacznie szukać pracy za max. 2/3 tego, co zarabiała wcześniej. Podda się wpływom naszych rodzin, które chcą, żeby nasze małżeństwo trwało. Nie będzie obciążać mnie finansowo. Pogodziła się też z tym, że to wszystko może ostatecznie skończyć się najwyżej naszą przyjaźnią. Czy to jest mało?
Genialny pomysł! Gratuluję!
Kobieta rezygnuje z pracy, którą lubi, która pozwala jej się rozwijać i całkiem nieźle zarabiała. Wróci do swojej rodzinnej dziury, do rodziny, z którą nie miała dobrego kontaktu, gdzie miała za złe własnej matce za traktowanie. Robi to, bo tego chce jej rodzina???? Serio?
Nadałeś już jej nr więźnia? Zrobiłeś listę jej obowiązków?
Czy Ty jesteś normalny???? Chcesz wracać do pipidówka to wracaj, ale daj jej żyć. Jesteś okrutnym, bezwzględnym manipulatorem. Nie mogłeś poradzić sobie z nią sam, to poleciałeś na skargę do teściów. Żałosne. Opracowałeś misterny plan, wg którego ona ma żyć, jak się domyślam, z uśmiechem na twarzy i wdzięcznością, że ma tak cudownego męża, który kryje ją przed żoną kochanka. Przecież ta żona o wszystkim wie! To Ty udawałeś, że o niczym nie wiesz.ACoMiTam91 napisał/a:Jasne, większość z tego to ja na niej wymusiłem...
Nie, skąd ten pomysł?
ACoMiTam91 napisał/a:... ale pisałem już, że jest bierna i reaktywna. To może dlatego (a nie ze względu na jej "wulgaryzm naturę" jak niektórzy tu sugerowali) poddawała się tak długo wpływom kochanka, który nie chciał stracić własnego dziecka.
Aaaaaa, w końcu dziecka czy żony, bo już się pogubiłam.
Nauczona doświadczeniem, brzydzę się ludźmi którzy manipulują, nie widzą własnych błędów ( Ty swoje umniejszasz, nadajesz im rangę "wybryków" i generalnie jesteś w porządku), mają wybujałe ego i mają siebie za władców. Jesteś na ostatniej prostej, by zniszczyć tę kobietę do końca. Zamkniesz ją w klatce, ale zaręczam Ci, że to potrwa może 3-4 lata. Przez te lata będzie udawać, że jest szczęśliwa, zgodzi się na dziecko, zacznie może uprawiać ogródek, zakocha się w sąsiedzie i pewnego pięknego dnia, rzuci to wszystko w cholerę.
Uprzedzając Cię, przyznam się, że tak, czytam to co piszesz, tylko szkoda że Ty niczego nie rozumiesz.
Przyszedłeś na forum po rady, szukając pomocy, pytając co robić, a jednocześnie prowadziłeś swoją grę, kierowałeś się własnymi pobudkami, robiłeś wszystko po swojemu. Kreowałeś rzeczywistość, próbowałeś nas do siebie przekonać, gubiłeś się w wątkach. Czy jest chociaż jedna rada, z którą się zgodziłeś?Zniewoliłeś swoją żonę, ograniczasz ją, tylko po to, by poczuć się dobrze. By zapomniała o całym świecie dla Ciebie.
Ogarnia mnie wstręt.
Pokręcona Owieczko,
Słyszałaś o stawianiu granic w miłości ?
Jak ustawiałabyś granice w przypadku autora ?
Bo chyba nie na zasadzie "kocham wiec rób co Ci się żywnie podoba, nie zwracając na moje potrzeby, uczucia".
W miłości ma się prawa ale i obowiązki .
Tak, facet ma za uszami.
Ale to nie znaczy, że nie ma prawa określić swoich granic.
Takie same prawo przysługuje jej.
Pytanie do autora, czy zadbał o to by zona jasno sprecyzowała swoje granice ?
Drogie Panie,
darujcie sobie te potoki myśli.
Ja mojej żony nie trzymam przy sobie na siłę.
Zna moje warunki.
Ma do wyboru męczyć się ze mną lub wziąć rozwód z dobrym pakietem na start (samochód, 20 a nawet 25 tysięcy złotych).
Wybiera męczenie się ze mną.
Może zgadza się na męczenie się z Tobą a może tylko zgadza się na Twoje warunki - na razie.
Chcesz mieć pewność że ona wybrała Ciebie a nie gacha? to mam taką propozycję - skontaktuj się z żoną gacha ( dlaczego on ma mieć spokojniej niż ja? ale tym razem nie chodzi o zemstę) i poinformuj ją o zdradzie męża daj odsłuchać wypowiedź żony, całkiem możliwe że tamta nie wie o zdradzie fizycznej.
Czemu to ma służyć? otóż jest możliwe że tamta kopnie mężusia w pupę i wtedy przekonasz się czy tamten wyciągnie rękę po Twoją żonę czy nie i czy jeśli wyciągnie to co zrobi Twoja żona.
Jesteś gotowy podjąć tę próbę?
Niektóre z Was rzeczywiście mają dziwne wyobrażenie odbudowywania związku po zdradzie kobiety.
Facet może albo pogonić, albo się ze wszystkim pogodzić i broń Boże nie utrudniać życia zdrajczyni.
Ona nie mogła tam pracować dalej, bo dzieliła pokój z gachem. Ja nie mogę wrócić do tego miasta, bo mi się będzie jednoznacznie kojarzyć (a do tego będą mieli do siebie blisko). Chcę być bliżej rodziny, bo życzy nam dobrze, a spowolnienie tempa życia da nam okazję do pogłębionej pracy nad sobą i związkiem.
Do żony gacha nie chcę podbijać. Po pierwsze dlatego, że moja własna bardzo tego nie chce. Twierdzi, że chodzi o ich dziecko. Fagas jest zakochany w córce i nie chciałby jej stracić. Sam rozwodu nie ma zamiaru brać i ponoć próbują poskładać swoje życie. Niech próbują. Ja im nie będę utrudniał
Mam jednak przeczucie, że powinienem podbić do gacha pod pracę i jego nagrać. Nie mam jednak jasnej koncepcji, o czym miałbym z nim gadać?
Pokręcona Owieczko,
Słyszałaś o stawianiu granic w miłości ?
Jak ustawiałabyś granice w przypadku autora ?
Ależ Autor już stawiał granice, a teraz je coraz bardziej przesuwa. Miała urwać kontakt - urwała, zrezygnowała z pracy. Ale wyprowadzka i zmiana środowiska, by Autor poczuł się bezpiecznie to lekka przesada.
Od samego początku pisałam, że oboje nawalili. Tylko, że jego żona nie stawiała mu warunków ani granic.
Skoro Autor takie dał jej ultimatum, to czy sam gwarantuje jej, że kończy z internetowymi przygodami?
Autorze, 20-25 tysięcy to żadna łaska. Skoro nie macie intercyzy, w przypadku rozwodu i podziału majątku, Twoja żona ma szansę uzyskać więcej niż to co jej proponujesz.
Autorze, 20-25 tysięcy to żadna łaska. Skoro nie macie intercyzy, w przypadku rozwodu i podziału majątku, Twoja żona ma szansę uzyskać więcej niż to co jej proponujesz.
No i tu się mylisz, bo poza majątkiem wspólnym jest też majątek osobisty, który się wnosi do małżeństwa. Mogę z łatwością udowodnić, że wszystkie moje oszczędności to właśnie mój majątek osobisty i jakbym chciał, to dostałaby najwyżej parę tysięcy bez samochodu. Połowę z tego, co wpadło do naszego wspólnego małżeństwa przez te ostatnie miesiące.
Nie chodzi mi jednak o to, żeby ją karać.
Dziękuję jednak za podsunięcie mi pomysłu z intercyzą. Może podpiszemy. Kolejny sprawdzian tego, czy rzeczywiście jej na mnie zależy.
Dziękuję jednak za podsunięcie mi pomysłu z intercyzą. Może podpiszemy. Kolejny sprawdzian tego, czy rzeczywiście jej na mnie zależy.
Niczego Ci nie podsunęłam, bo o tym już sam wspominałeś wcześniej ![]()
Gdybym była na jej miejscu, ostatnią rzeczą o której bym myślała to pieniądze.
Nagle przewracasz jej życie do góry nogami. Myślisz, że to jej/Wam pomoże?
Czy jesteś pewien, że ta odległość spowoduje, że przestaniesz myśleć o zdradzie?
Ucieczka nie rozwiąże niczego, bo jeśli tego nie przepracujesz, po jakimś czasie będziesz podejrzewał nawet kuriera, który będzie przywoził jej paczki do domu.
Ona nie mogła tam pracować dalej, bo dzieliła pokój z gachem. Ja nie mogę wrócić do tego miasta, bo mi się będzie jednoznacznie kojarzyć (a do tego będą mieli do siebie blisko). Chcę być bliżej rodziny, bo życzy nam dobrze, a spowolnienie tempa życia da nam okazję do pogłębionej pracy nad sobą i związkiem.
Czy ja dobrze rozumiem? Z powodu niby romansu żony (OBOJE?) przeprowadzacie się na wieś, czy tylko ona? Co z twoją karierą naukową, co z wynajmowanym mieszkaniem? Rozumiem, że wasze rodziny mieszkają blisko i będziecie teraz mieszkać osobno u swoich rodziców?
Wybacz, ale dla mnie to co wymyśliłeś, to krok wstecz w waszej dorosłości, kilka l temu skończyliście studia, zaczęliście życie zawodowe, a Ty pod pretekstem jej zdrady zjeżdżasz do małej miejscowości, gdzie na pewno gorsze perspektywy i w dodatku na garnuszek mamusi, przynajmniej ona. Ty chociaż masz jakieś oszczędności i teraz jak napisałeś ona nie będzie obciążała cię kosztami...
A co Ty z siebie dasz? Przecież też zawaliłeś. Gdyby ona kazała Ci odciąć się od internetu, zrobiłbyś to? Przecież skoro kazałeś jej wyprowadzić z miasta bo ten gach będzie ci o tym przypominał, tak pewnie jej twoje siedzenie przed kompem.
Wybacz, ale zaczynasz naprawę małżeństwa od d.py strony.
Bez pracy, bez pieniędzy(ona), u rodziców kilka l po studiach i kilka tyg. po ślubie. Niech się kobieta ocknie wreszcie, bo każda 'normalna' od takiego toksyka by wiała.
498 2018-07-16 11:53:17 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-16 11:58:06)
Roxann, bawisz mnie tym pisaniem o "niby romansie". ![]()
Od dawna nikt mi nie sprawił mi tyle frajdy.
Owieczka, ale ja pisałem, że uciekamy od wielkiego miasta, żeby zwolnić tempo życia i skupić się na naprawie. Pójdziemy do psychologa, do księdza...
To jest cały plan naprawczy.
Roxann, bawisz mnie tym pisaniem o "niby romansie".
Od dawna nikt mi nie sprawił mi tyle frajdy.
Może źle się wyraziłam, nie chodziło mi że wątpię w romans, ale nie dowierzam, że z jego powodu, tak drastyczne kroki zw z powrotem na wieś, rzuceniem pracy itd.
ACoMiTam91 napisał/a:Roxann, bawisz mnie tym pisaniem o "niby romansie".
Od dawna nikt mi nie sprawił mi tyle frajdy.Może źle się wyraziłam, nie chodziło mi że wątpię w romans, ale nie dowierzam, że z jego powodu, tak drastyczne kroki zw z powrotem na wieś, rzuceniem pracy itd.
Tylko z tego powodu, ale może bez tego kroku wstecz, nie uda nam się zrobić dwóch w przód.
Niektóre z Was rzeczywiście mają dziwne wyobrażenie odbudowywania związku po zdradzie kobiety.
Facet może albo pogonić, albo się ze wszystkim pogodzić i broń Boże nie utrudniać życia zdrajczyni.Ona nie mogła tam pracować dalej, bo dzieliła pokój z gachem. Ja nie mogę wrócić do tego miasta, bo mi się będzie jednoznacznie kojarzyć (a do tego będą mieli do siebie blisko). Chcę być bliżej rodziny, bo życzy nam dobrze, a spowolnienie tempa życia da nam okazję do pogłębionej pracy nad sobą i związkiem.
Do żony gacha nie chcę podbijać. Po pierwsze dlatego, że moja własna bardzo tego nie chce. Twierdzi, że chodzi o ich dziecko. Fagas jest zakochany w córce i nie chciałby jej stracić. Sam rozwodu nie ma zamiaru brać i ponoć próbują poskładać swoje życie. Niech próbują. Ja im nie będę utrudniał
Mam jednak przeczucie, że powinienem podbić do gacha pod pracę i jego nagrać. Nie mam jednak jasnej koncepcji, o czym miałbym z nim gadać?
Dziwne fagas posuwał Twoja żonę(bez urazy - stwierdzenie faktu) a Ty przejmujesz się jego uczuciami? Jego komfortem psychicznym?
Nie poinformujesz jego żony bo Twoja żona tego nie chce?
Czyli wychodzi na to ze żona jeszcze go kocha bo w przeciwnym wypadku w doopie by miała co się mu tam zadziała w małżeństwie.
Gdzieś napisałeś że może będą ze sobą za 3 lat, to dałem Ci sposób na to żebyś nie musiał tyle czekać żeby się przekonać co ona zrobi.
Co do gatki z fagasem to też już o tym pisałem, czytasz?
Żona miałaby dodatkowe wyrzuty sumienia, że przez nią dziecko tamtego zostanie bez rodziny. W to jej akurat jestem w stanie uwierzyć.
Poza tym ona się boi, że jeśli tamta zostawiłaby kochasia, to matka mojej żony nie chciałaby jej znać. Już samo to, że wzięła się za żonatego mocno ją zszokowało.
503 2018-07-16 12:23:09 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-16 12:25:38)
mądry ksiądz nie będzie popierał takiego odesłania do mamusi za karę..Oby był też oświecony na tyle, by uznawał równość płci..
mądry ksiądz nie będzie popierał takiego odesłania do mamusi za karę..
Nikt nikogo nie odsyła za karę. Przeczytaj jeszcze raz, jak argumentuję ten wyjazd z miasta.
Poza tym nawet moja żona zaczęła dziś na to patrzeć jak na szansę dla naszego związku.
Nie twierdzę też, że nigdy do miasta nie wrócimy.
Żona miałaby dodatkowe wyrzuty sumienia, że przez nią dziecko tamtego zostanie bez rodziny. W to jej akurat jestem w stanie uwierzyć.
Poza tym ona się boi, że jeśli tamta zostawiłaby kochasia, to matka mojej żony nie chciałaby jej znać. Już samo to, że wzięła się za żonatego mocno ją zszokowało.
Chłopie Ty nie wiesz w to że mamusia odwróci się od córki bo to bzdura ( i skąd miała by wiedzieć ze fagas został pogoniony przez żonę?).
Wasz wyjazd jednak przypomina ucieczkę, a już na pewno separacja fizyczna żony od gacha( zabiorę z miasta na wieś to będę miał większą kontrolę - tak to wygląda z boku).
Gdzieś pisałeś o możliwym powrocie gołąbków do siebie za 3 lata tak? chciałem Ci zaoszczędzić tego czekania żebyś nie myślał co ona zrobi za 2-3 lat a jak pojawi się wasze dziecko? I nie mów że to nie jest możliwe bo jest, jak będzie chciała nie zgodzisz się?
Tak w zakamarku serca nie obawiasz się tego że gdybyś zrobił co proponuję to może Ciebie zostawić?
A co do gacha pisałem jak możesz potwierdzić słowa lubej, tylko jej nie uprzedzaj.
ACoMiTam91 napisał/a:Żona miałaby dodatkowe wyrzuty sumienia, że przez nią dziecko tamtego zostanie bez rodziny. W to jej akurat jestem w stanie uwierzyć.
Poza tym ona się boi, że jeśli tamta zostawiłaby kochasia, to matka mojej żony nie chciałaby jej znać. Już samo to, że wzięła się za żonatego mocno ją zszokowało.
Chłopie Ty nie wiesz w to że mamusia odwróci się od córki bo to bzdura ( i skąd miała by wiedzieć ze fagas został pogoniony przez żonę?).
Wasz wyjazd jednak przypomina ucieczkę, a już na pewno separacja fizyczna żony od gacha( zabiorę z miasta na wieś to będę miał większą kontrolę - tak to wygląda z boku).
Gdzieś pisałeś o możliwym powrocie gołąbków do siebie za 3 lata tak? chciałem Ci zaoszczędzić tego czekania żebyś nie myślał co ona zrobi za 2-3 lat a jak pojawi się wasze dziecko? I nie mów że to nie jest możliwe bo jest, jak będzie chciała nie zgodzisz się?
Tak w zakamarku serca nie obawiasz się tego że gdybyś zrobił co proponuję to może Ciebie zostawić?
A co do gacha pisałem jak możesz potwierdzić słowa lubej, tylko jej nie uprzedzaj.
Popieram.
Autorze, odnośnie troski o dziecko, to już nie martwi Was, że to dziecko będzie dorastać w patologicznej rodzinie? Że to nic, że tatuś zdradza, ważne że nikt o tym nie wie? Może lepiej dla jego żony i dziecka, jak "gach" zostanie sam. Nie czujesz niesprawiedliwości, że Tobie wali się małżeństwo, a oni żyją ajk gdyby nigdy nic? Serio?
Odpuść wyprowadzkę, zacznijcie iść do przodu w takim świecie, w jakim żyjecie. Inaczej to będzie tylko iluzja naprawy związku.
507 2018-07-16 14:37:08 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-16 14:38:15)
Odpuść wyprowadzkę, zacznijcie iść do przodu w takim świecie, w jakim żyjecie. Inaczej to będzie tylko iluzja naprawy związku.
Dokładnie. Ja w sumie też uważam, mimo wszystko, że warto dać sobie szansę, ale pod warunkiem, że oboje odpowiecie sobie, że nawaliliście i poszukacie odpowiedzi dlaczego. Co jesteście w stanie zaakceptować, a czego nie. Tu nie o to chodzi, że ty masz teraz ją karać, sprawdzać jej posłuszeństwo i poświęcenie, bo teraz ona jest w takim stanie i w takiej sytuacji, że najprawdopodobniej wszystko zrobi. Kazałeś jej rzucić pracę, zawiozłeś do mamy i naskarżyłeś co zrobiła. Chciałeś ja w ten sposób upokorzyć? Czy się przy tym przyznałeś do swoich grzeszków, czy jak zwykle jeśli już to je umniejszyłeś.
Zachowałeś się bardzo niedojrzale. Po pierwsze, wasze problemy powinniście rozwiązywać Wy sami, nie jej mamusia. Po drugie, rodzaj separacji, jaki wymyśliłeś, jest wprawdzie może dobry dla Ciebie, ale niekoniecznie dla niej. No ale rozumiem, że to ona ma cierpieć i bić w pierś?
Poza tym, jak dziewczyna oprzytomnieje i nabierze dystansu, i sił, może zrozumie twoje prawdziwe intencje. Jej mamusia również.
Jak Ty to sobie wyobrażasz, za każdym razem jak pojawi się problem, będziesz uciekał? Chował?
No i co z Twoją karierą? Czy po wakacjach wracasz i w zasadzie dla Ciebie nic nie zmienia, bo teraz masz wolne? A ją wywiozłeś, by mamusia przemówiła do rozsądku, do kościoła zaprowadziła i ewentualnie ją weźmiesz z powrotem albo i nie? A nie pomyślałeś, że w danej sytuacji powinieneś dać jej wybór decydowania o własnym życiu a nie zmuszania do radykalnych zmian? Jak odejście z pracy, nie mając żadnej na oku i zerowe oszczędności? Tylko nie mów, że jak odejdzie to jej z łaski dasz te 20 tys. na start i samochód. I że jak chce to może iść sobie. Bo to jakieś wolne żarty są...
Dziwne fagas posuwał Twoja żonę(bez urazy - stwierdzenie faktu) a Ty przejmujesz się jego uczuciami? Jego komfortem psychicznym?
Nie poinformujesz jego żony bo Twoja żona tego nie chce?
Tu już bym nie komplikował sprawy bardziej i jeśli obiecał żonie że nie powie, to niech dotrzyma słowa, a nie zmienia co chwile zdanie.
Ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem.
Przecież oboje byliście niewierni. Ty też dałeś czadu, co z tego, że przed ślubem? Jakie to ma znaczenie? Daliście ciała OBOJE.
Nie umniejszaj swoich zasług w rozwaleniu Waszej miłości. Postaraliście się o to RAZEM.
510 2018-07-16 15:30:58 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-16 15:31:35)
A mam jeszcze jedno zasadnicze pytanie. Dlaczego wymusiłeś na żonie odejście z pracy a nie gachu?
Przecież miałeś nawet kontakt z jego żoną. A twojej żonie jeszcze brakowało stażu do chocby 3 msc wypowiedzenia. Mogłeś, miałeś argument.
Ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem.
Przecież oboje byliście niewierni. Ty też dałeś czadu, co z tego, że przed ślubem? Jakie to ma znaczenie? Daliście ciała OBOJE.
Nie umniejszaj swoich zasług w rozwaleniu Waszej miłości. Postaraliście się o to RAZEM.
A czego nie rozumiesz?
Cyngli napisał/a:Ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem.
Przecież oboje byliście niewierni. Ty też dałeś czadu, co z tego, że przed ślubem? Jakie to ma znaczenie? Daliście ciała OBOJE.
Nie umniejszaj swoich zasług w rozwaleniu Waszej miłości. Postaraliście się o to RAZEM.A czego nie rozumiesz?
A tego, dlaczego Autor umniejsza swoje świństwa sprzed ślubu.
maku2 napisał/a:Cyngli napisał/a:Ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem.
Przecież oboje byliście niewierni. Ty też dałeś czadu, co z tego, że przed ślubem? Jakie to ma znaczenie? Daliście ciała OBOJE.
Nie umniejszaj swoich zasług w rozwaleniu Waszej miłości. Postaraliście się o to RAZEM.A czego nie rozumiesz?
A tego, dlaczego Autor umniejsza swoje świństwa sprzed ślubu.
Sądzisz że umniejsza? przecież mógł o tym nie pisać a tak opisał co zrobił, poinformował również o tym żonę. To co ona zrobiła mogło być pokłosiem tego co zrobił autor a teraz oczywiście oboje zapracowali na to co mają teraz.
Mnie dobija to co zrobili chwilę przed ślubem i jak na własne życzenie schrzanili sobie ten czas.
Poczytaj dokładnie jego posty.
A ja wciąż nie rozumiem dlaczego dorosły, niegłupi facet, każe żonie z dnia na dzień RZUCIĆ pracę kiedy po pierwsze nie ma nowej, a po drugie niewiele jej brakowało do tego by chociaż miała 3 msc wypowiedzenia.
Ja rozumiem zazdrość czy złość, że pracują w jednym pokoju, ale to nie jest rozwiązanie bo:
- po pierwsze, przecież w innych miejscach też będzie mieć styczność z innymi mężczyznami, tak zewsząd będziesz ją zabierał nie zważając na nic? Może od razu umieść ją w klasztorze? O ile zmiana pracy to dobry pomysł, to dlaczego zmusiłeś ją by zrobiła to natychmiast? A nie np dałeś jej czas na znalezienie innej? Przecież za coś musi żyć. Wybacz, ale to trochę wygląda tak, że dotarło do Ciebie co zrobiliście i uznałeś, że wywieziesz ją do mamusi, bo wtedy co podkreśliłeś „nie będzie obciążać Ciebie kosztami”.
- po drugie, absolutnie za głupi pomysł uważam wywiezienie jej do mamusi na jakiś czas i zaszycie w małej wsi. Ok, można by tak było zrobić, ale na urlop, zamiast tej Grecji, kiedy po powrocie miałaby już jakąś inną choćby tymczasową dogadaną.
- po trzecie, nawet jak znajdzie tam jakąś pracę za grosze, to przecież nie na miesiąc raczej, to jak Ty sobie wyobrażasz odbudowywanie Waszego małżeństwa? Raz, że będzie zarabiała sporo mniej, a jak wspominałeś i tak niewiele zarabiała, to jak i za co będziecie chodzić na tą terapię? Czy tą terapią mają być wykłady mamusi i msze niedzielne?
- po czwarte, nie napisałeś jednoznacznie, czy Ty też zrezygnowałeś z pracy, mieszkania w mieście, bo jeśli tak, to już kompletna głupota. Zrezygnowałeś z „kariery naukowej”, przeprowadziłeś na wieś, bo żona w mieście zauroczyła innym? Kiedy, z tego co pisałeś, zarabiałeś lepiej od niej? No chyba, że masz teraz wolne do października i uznałeś, że tak przyoszczędzicie. Choć też za najlepsze rozwiązanie tego nie uważam.
- po piąte, choć niby twierdzisz inaczej, całą winę i konsekwencje za sytuację w waszym małżeństwie zrzuciłeś na żonę, co jest bardzo nie fair. Piszesz, że jej matka była zaskoczona tym, że jej córka wzięła się za żonatego. A uważasz, że nie byłaby zaskoczona, gdyby wiedziała, że tuż przed ślubem „pozwalałeś sobie” na cyber seks z koleżanką ze studiów? Ach ta podwójna moralność ![]()
A czy nie lepiej było postawić ultimatum gachowi by zmienił pracę, w końcu to on dopuścił zdrady zaraz po ślubie, mając dziecko, niech poczuwa się do konsekwencji. Ok, w międzyczasie też niechby żona szukała innej z naciskiem, że ma szukać intensywnie. Nic by się nie stało, gdyby razem opuścili tą pracę, a jak on, tym lepiej. Zważywszy, że od początku dążyłeś jednak do utrzymania małżeństwa, więc też chyba powinieneś myśleć o statusie quo, a nie patrząc z góry z satysfakcją twierdzić, że Ty masz oszczędności, a ona nie. Wybacz, że to wciąż powtarzam, ale to mega podłe i perfidne, jak to, że teraz „nie będzie Cię obciążać”, szczególnie w kontekście, że ona przez wiele lat Was utrzymywała.
Do tej Grecji byście nie pojechali na wakacje, tylko ty byś odbył tą podróż służbową, wakacje spędzilibyście na wsi z rodziną, na spokojnie ich informując, że macie kryzys, a nie jadąc na „skargi”. Po powrocie, mając oboje prace poszlibyście na jakąś terapię... ale wcześniej na spokojnie z dala od zgiełku wszystko sobie wyjaśnili. I tak, myślę, że w tej sytuacji, lepszym wyjściem byłyby wakacje z rodziną, niż te w Grecji. Ale czy teraz? Mam wątpliwości.
Ale Ty i tak wiesz lepiej, a forum służy Ci nie po to byś słuchał rad (nie mówię, że akurat moich, bo żadnych), ale opisał swoje działania, decyzje. A nie, sorry, był tu ktoś, kto napisał, byś odwiózł ją do mamusi i pokazał, jak córkę wychowała ![]()
A czy nie lepiej było postawić ultimatum gachowi by zmienił pracę, w końcu to on dopuścił zdrady zaraz po ślubie, mając dziecko, niech poczuwa się do konsekwencji. Ok, w międzyczasie też niechby żona szukała innej z naciskiem, że ma szukać intensywnie. Nic by się nie stało, gdyby razem opuścili tą pracę, a jak on, tym lepiej. Zważywszy, że od początku dążyłeś jednak do utrzymania małżeństwa, więc też chyba powinieneś myśleć o statusie quo, a nie patrząc z góry z satysfakcją twierdzić, że Ty masz oszczędności, a ona nie. Wybacz, że to wciąż powtarzam, ale to mega podłe i perfidne, jak to, że teraz „nie będzie Cię obciążać”, szczególnie w kontekście, że ona przez wiele lat Was utrzymywała.
Tu akurat, nie wiemy czy byłaby możliwość zweryfikowania czy gach zmienił prace. Zapyta żony lub jego, to znowu mogą go okłamać.
Masz dużo racji, ale jednak myślę że szybka zmiana miejsca pracy jest konieczna jeśli oboje chcą ratować małżeństwo. Jednak faktycznie to jest za duża presja na nią i "zostawianie ją łaskę autora". Jeśli zdecydują, że się rozwodzą, to ona będzie na tym bardzo stratna.
517 2018-07-16 17:59:39 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-16 18:02:03)
Co wy z tą zmianą pracy? Kurczę jak za Chlopów Reymonta. Ostracyzm zawsze na kobiecie..
Jak się wybacza zdradę to musi 100 % zaufania a nie zabawa w straznika wieziennego.
Czasem autor brzmi jak intelugentny rozgarnięty facet ,a potem wychodzi z niego sredniowieczny Pan i wladca.. Ręce opadają...
Jak kobieta chce być wierna to bedzie i przy Bradzie Pitcie a jak nie to i w klasztorze zdradzi.więc szkoda energii naprawdę.
Tu akurat, nie wiemy czy byłaby możliwość zweryfikowania czy gach zmienił prace. Zapyta żony lub jego, to znowu mogą go okłamać.
No proszę Cię, może trudno ustalić zdradę, ale nie zmianę pracy...
Czasem autor brzmi jak intelugentny rozgarnięty facet ,a potem wychodzi z niego sredniowieczny Pan i wladca.. Ręce opadają...
Jak kobieta chce być wierna to bedzie i przy Bradzie Pitcie a jak nie to i w klasztorze zdradzi.więc szkoda energii naprawdę.
Otóż to. Dlatego od początku coś mi nie grało w tym wątku, bo nie ma znaku = między tym co Autor o sobie sadzi a tym co prezentuje. Uważam jednak, że Autor jest rozgarnięty intelektualnie, ale takim można być już po maturze, za to już niekoniecznie życiowo. A swoją pozycję próbuje budować na zasadzie "ja wiem lepiej". Co wydaje się śmieszne w kontekście tego, że najpierw na skargi do moderatorów 'biegał', że w ogóle ktoś podważa jego zdanie, a teraz do mamusi czy tam teściowej, bo żona nieposłuszna. Poza tym swoje winy umniejsza, bo to nic nie znaczyło, nie ważne że kobieta przez to płakała, wybaczyła w końcu, więc o co chodzi?
520 2018-07-16 18:29:16 Ostatnio edytowany przez Biały (2018-07-16 18:30:50)
Co wy z tą zmianą pracy? Kurczę jak za Chlopów Reymonta. Ostracyzm zawsze na kobiecie..
Jak się wybacza zdradę to musi 100 % zaufania a nie zabawa w straznika wieziennego.
Czasem autor brzmi jak intelugentny rozgarnięty facet ,a potem wychodzi z niego sredniowieczny Pan i wladca.. Ręce opadają...
Jak kobieta chce być wierna to bedzie i przy Bradzie Pitcie a jak nie to i w klasztorze zdradzi.więc szkoda energii naprawdę.
Czemu musi być 100%? Czemu nie może być 95%, albo 85%? Tu jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o wybaczaniu, to przychodzi z czasem, a nie na drugi dzień po dowiedzeniu się o zdradzie fizycznej.
Biały napisał/a:Tu akurat, nie wiemy czy byłaby możliwość zweryfikowania czy gach zmienił prace. Zapyta żony lub jego, to znowu mogą go okłamać.
No proszę Cię, może trudno ustalić zdradę, ale nie zmianę pracy...
Nie wiem nie próbowałem nigdy takich akcji. Poza tym myślę, że to zależy od miejsca pracy. Nie sądzę aby autor miał jeszcze chęci bawić się w detektywa, ba dla mnie byłoby to wręcz upokarzające.
Te kroki jakie na razie wybrał autor są za drastyczne to jasne. Ja jednak gdybym był w sytuacji autora i dał kobiecie drugą szanse (bo mnie o to bardzo prosiła) to chciałbym, aby ucięła kontakty z kochankiem. Tym bardziej, że już raz to NIBY zrobiła. Tym bardziej, że ona NADAL jest w nim zakochana. Skoro mają ratować małżeństwo, to muszą robić to teraz. Nie będzie to możliwe, jeśli gach będzie się nadal przy niej kręcił i mieszał w głowie.
Dlatego pisałem, że najlepiej będzie jak się rozejdą. Bo tak mogą być tylko jeszcze bardziej stratni (szczególnie żona).