Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Strony Poprzednia 1 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 531 ]

391

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

A cierpi na myśl o stracie Ciebie ???

gdyby tak było ... robiła by wszystko by Cię zatrzymać ........ przeprosić , ... jej uwaga byłaby skupiona na Tobie .. Was ...

Tydzień temu jak wróciła do miasta, to mi napisała, że wróciła do pustego mieszkania i aż ją ścisnęło w środku na myśl, że mogę zniknąć z jej życia.
Chciała spać w mojej koszulce etc.
No ale tydzień minął. Napisała ze 2-3 smsy co u mnie, raz zadzwoniła.

Ja oczekuję od niej jakichś spektakularnych i szybkich DZIAŁAŃ. Może to mój błąd i chcę za szybko? Nie jestem dostatecznie cierpliwy?
Wczoraj wreszcie napisała, że musi podjąć jakieś działania, bo ja nie będę na nią wiecznie czekał. Po czym zadała pytanie: "ile mam czasu?"
Siedziałem i drapałem się po głowie. Miałem wrażenie, że rozmawiam z dzieckiem, któremu wszystko trzeba pokazać palcem.
No albo to jest kolejna zagrywka i gra na czas.

Wiadomo, za tydzień czy pewnie nawet miesiąc nie pójdę po wniosek o rozwód, ale uważam, że do końca roku musi być już wiadomo, co robimy ze sobą.

nikt z nas nie wie ile tak naprawdę ma czasu.
warto żyć naprawdę  co dnia .
warto być z ludźmi którzy wiedzą czy kochają nas dziś , bo jutro może się zmienić i nikt nie ma gwarancji
warto kochać siebie
warto kochać innych - ale miłość to też wolność wyboru - jestem tu i teraz - Ty jesteś ze mną tu i teraz albo nie
możesz kochać kogoś i dać mu czas .... ale z ryzykiem że gdy do Ciebie przyjdzie ... Ty już nie będziesz ten sam
można wszystko
ale zapytam kolejny raz - co takiego ma się wydarzyć by ona wiedziała czy kocha ?
kocha się albo nie ...


Ja oczekuję od niej jakichś spektakularnych i szybkich DZIAŁAŃ. Może to mój błąd i chcę za szybko? Nie jestem dostatecznie cierpliwy?

ale przecież są !
brak działań to też działania . lub inaczej  - środki dostosowane do ryzyka ... mała strata = małe działania .
wybacz szczerość .
ale tak to odbieram.

Zobacz podobne tematy :

392 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 14:20:02)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:


Zauważ, że twoje inne znajomości (prócz tej z żoną) też były głównie wirtualne.. czy to przypadkiem nie jest twój prawdziwy problem? Budujesz sobie wirtualny swiat, kiedy z żoną w normalnym realnym życiu żyjecie obok siebie i brak między wami podstawowej komunikacji.

Wirtualny świat to była dla mnie ucieczka od problemów i braków w świecie fizycznym. Jakby nam było lepiej z partnerką w łóżku, to pewnie łatwiej byłoby mi opanować się z tymi cyberznajomościami.
Zauważcie, że ja mogłem pójść do łóżka z tamtą koleżanką w realu. Dawała sygnały, że jest gotowa. Mi jednak nie zależało na bezpośredniej relacji i nie chciałem zdradzać fizycznie. Chciałem tylko dostać interaktywny pokaz porno.
Przy czym ja nigdy nie stroniłem od zbliżeń z partnerką. Prawie zawsze to ja inicjowałem. Pragnąłem jej i jej to pokazywałem. No ale co z tego, jak dla niej seks to mógłby być od święta i zawsze tak było.

Co do braku komunikacji - pełna zgoda. To zawsze był nasz problem, tylko ja próbowałem rozmawiać, ale u nas to jest tak, że ja powiem 10 zdań, a ona jedno. Nie potrafiliśmy do siebie dotrzeć. sad
Być może ja nie umiem dostatecznie dobrze słuchać, a ona dostatecznie dobrze mówić o swoich potrzebach i przeżyciach. Najgorszy układ. sad
Nawet przed ślubem namówiłem ją, żeby pójść na kurs komunikacji małżeńskiej, bo myślałem, że nam to jakoś pomoże. Kurs wydawał się fajny, byłem zadowolony. Nawet swoje notatki gdzieś mam.
Efekty? Już Wam pisałem, jak to się wszystko potoczyło.

393

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Co do braku komunikacji - pełna zgoda. To zawsze był nasz problem, tylko ja próbowałem rozmawiać, ale u nas to jest tak, że ja powiem 10 zdań, a ona jedno. Nie potrafiliśmy do siebie dotrzeć. sad
Nawet przed ślubem namówiłem ją, żeby pójść na kurs komunikacji małżeńskiej, bo myślałem, że nam to jakoś pomoże. Kurs wydawał się fajny, byłem zadowolony. Nawet swoje notatki gdzieś mam.
Efekty? Już Wam pisałem, jak to się wszystko potoczyło.

Jesteś tego pewien? Oczywiście mogę się mylić, ale sadząc po tym co piszesz, jesteś ciężką osobą do rozmowy. Owszem mówisz dużo, tzn piszesz, ale po pierwsze masz gdzieś co piszą inni, jakie rady dają, chyba że klepią po pleckach, czy przytakują wersji, jaka Tobie by pasowała. Nie dyskutujesz, przedstawiasz swoją wersję. Patrzysz na innych z góry. A na każdą krytykę czy podważenie prawdziwości czy spójności wypowiadanych przez Ciebie słów, wielce się obrażasz i zaczynasz zachowywać jak rozkapryszone dziecko, które biegnie na skargi do moderatorów. wink
Swoje atuty podkreślasz na każdym kroku, natomiast swojej żonie umniejszasz we wszystkim. Wytknięcie Ci czegoś nazywasz arogancją. Nie dopuszczasz, że ktoś może odbierać Cię inaczej. W końcu jesteś taki mądry, inteligentny, przystojny i w ogóle pewny siebie ... po czym zaraz sobie zaprzeczasz.
Nie uważasz, że żona zwyczajnie nie miała ochoty z Tobą dyskutować, bo Ty i tak wiesz lepiej?

394

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Wiesz co ? Ona tchórzliwie się Tobą zaslania jak tarczą. Ty masz z nią jechać do jej rodziców bo Ona się boi? Nie zrobilabym tego.niech sama pije to piwko
Pyta o czas? A co Ty mozesz jej powiedziec? Powiem Ci: sam nie wiesz. Moze Ci się znudzić ta zabawa z małzonką nawet jutro, bo nie jestes robotem. Ona by pewnie chciala uskyszeć ze ma czasu ile potrzebuje, bleble...
A najlepiej ile kochaś potrzebuje do decyzji..

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Co do braku komunikacji - pełna zgoda. To zawsze był nasz problem, tylko ja próbowałem rozmawiać, ale u nas to jest tak, że ja powiem 10 zdań, a ona jedno. Nie potrafiliśmy do siebie dotrzeć. sad
Nawet przed ślubem namówiłem ją, żeby pójść na kurs komunikacji małżeńskiej, bo myślałem, że nam to jakoś pomoże. Kurs wydawał się fajny, byłem zadowolony. Nawet swoje notatki gdzieś mam.
Efekty? Już Wam pisałem, jak to się wszystko potoczyło.

Jesteś tego pewien? Oczywiście mogę się mylić, ale sadząc po tym co piszesz, jesteś ciężką osobą do rozmowy. Owszem mówisz dużo, tzn piszesz, ale po pierwsze masz gdzieś co piszą inni, jakie rady dają, chyba że klepią po pleckach, czy przytakują wersji, jaka Tobie by pasowała. Nie dyskutujesz, przedstawiasz swoją wersję. Patrzysz na innych z góry. A na każdą krytykę czy podważenie prawdziwości czy spójności wypowiadanych przez Ciebie słów, wielce się obrażasz i zaczynasz zachowywać jak rozkapryszone dziecko, które biegnie na skargi do moderatorów. wink
Swoje atuty podkreślasz na każdym kroku, natomiast swojej żonie umniejszasz we wszystkim. Wytknięcie Ci czegoś nazywasz arogancją. Nie dopuszczasz, że ktoś może odbierać Cię inaczej. W końcu jesteś taki mądry, inteligentny, przystojny i w ogóle pewny siebie ... po czym zaraz sobie zaprzeczasz.
Nie uważasz, że żona zwyczajnie nie miała ochoty z Tobą dyskutować, bo Ty i tak wiesz lepiej?


Roxann, wyjęłaś mi to z ust smile
Miałam właśnie zadać pytanie Autorowi, czy w taki sam sposób rozmawia z żoną jak z nami wink

396 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 14:43:18)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Nie uważasz, że żona zwyczajnie nie miała ochoty z Tobą dyskutować, bo Ty i tak wiesz lepiej?

Może i tu masz rację. Zawsze wydawało mi się, że co bym do niej nie mówił, to wszystko z serca i biorąc pod uwagę jej i nasze dobro. Przecież jej źle nigdy nie życzyłem.
Tłumaczyłem: przecież ja chcę dla nas dobrze i Ci to mówię, bo wierzę, że to jest dobra droga.
Raz mi przyznała rację, chociaż często wychodziło na moje...
Tylko że nawet jak ja siedziałem cicho i czekałem na jakąś wypowiedź z jej strony, to często jej nie było.
Wczoraj mnie zapytała: "naprawdę nie widziałeś moich zapłakanych oczu jak wychodziłam z łazienki?"
Tak, często nie widziałem i się przyznałem. 
Przy czym ja zapytałem: "a nie mogłaś mi powiedzieć, że coś jest nie tak, że płakałaś?"
No i tu już refleksji brak...

397

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

A najlepiej ile kochaś potrzebuje do decyzji..

Kochaś w jednym z smsów z połowy czerwca pisał coś o trzech latach... ale podobno to wyrwane z kontekstu i napisane "w żartach"...

No właśnie, może typ tylko czeka, żeby dzieciak podrósł i rodzina nie miała go za tego najgorszego, co zostawia żonę z małym dzieckiem.

Ja odbuduję swoje małżeństwo, a on za jakiś czas zgłosi się po moją żonę.

Ciekawe, czy ewentualne dzieci weźmie razem z szanowną małżonką, czy zostawią dla mnie "na pamiątkę".

398

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Żaden zwiazek nie zafunkcjonuje dobrze, gdy ktoš chce zgrywać dziewczynkę lub chlopczyka..Kobieta nie balaby się z Tobą rozmawiać , nie płakalaby po łazienkach licząc że ktoś zauważy czerwone oczka..
A jak autor rozmawia? Pewnych rzeczy moze nie widzi, ale szuks odpowiedzi, nie olewa rozmówcy.ktoraś z kolezanek w wątku poczula się urazona??

399 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2018-07-13 15:07:14)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Przyznaję, że materia w tym wątku jest tak ciężka, jak masa gwiazdy neutronowej. A Twoje małżeństwo również ją w jakiś sposób przypomina: kolaps właściwie od samego początku zaistnienia relacji, jej nad wyraz burzliwa dynamika, brak emisji własnej energii związkowej, posiłkowanie się bodźcami zewnętrznymi i nieprawdopodobnie silne pole magnetyczne przyciągające same rujnujące ją wydarzenia…

Zastanawiam się czytając kolejne posty, dokąd się posuniesz, Autorze...
Kategorie pytań, które stawiasz, liczba rozwiązań, które proponujesz sam sobie i nam czytelnikom do zaopiniowania, kontekst w jakich opisujesz różne wydarzenia, cięte riposty, Twój chłód i opanowanie są imponujące, zważywszy, iż moment w którym się znajdujesz to prawdziwa życiowa mizeria… Odnoszę wrażenie, jakbyś grał rolę widza, wytrawnego obserwatora, krytyka czy recenzenta, jakbyś był poza sceną wszystkich tych wydarzeń, jakbyś nie brał w tym rzeczywistego udziału, jakby ten dramat, który się toczy, nie był Twoim własnym dramatem… 

Wprost zdumiewa mnie, że własne emocje ujeżdżasz z taką wprawą, jak Zorro swojego rumaka Tornado po skoku z wysokości na jego grzbiet…

400

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Nie uważasz, że żona zwyczajnie nie miała ochoty z Tobą dyskutować, bo Ty i tak wiesz lepiej?

Może i tu masz rację. Zawsze wydawało mi się, że co bym do niej nie mówił, to wszystko z serca i biorąc pod uwagę jej i nasze dobro. Przecież jej źle nigdy nie życzyłem.
Tłumaczyłem: przecież ja chcę dla nas dobrze i Ci to mówię, bo wierzę, że to jest dobra droga.
Raz mi przyznała rację, chociaż często wychodziło na moje...
Tylko że nawet jak ja siedziałem cicho i czekałem na jakąś wypowiedź z jej strony, to często jej nie było.
Wczoraj mnie zapytała: "naprawdę nie widziałeś moich zapłakanych oczu jak wychodziłam z łazienki?"
Tak, często nie widziałem i się przyznałem. 
Przy czym ja zapytałem: "a nie mogłaś mi powiedzieć, że coś jest nie tak, że płakałaś?"
No i tu już refleksji brak...

Autorze, kolejna strona wątku, wiele cennych rad, refleksji zapewne też z serca i mających na celu twoje dobro.  Odpowiedź,  ale tak zupełnie szczerze, co z tego wątku wyniosłeś, jakie cenne uwagi, przemyślenia?

401 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-07-13 15:48:56)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Z tego wszystkiego odpaliłem znów te zdjęcia smsów od żony fagasa. Lektura tego mnie rani, ale szukam też jakiegoś promyka nadziei.

Może to nim jest?

Moja żona w połowie czerwca napisała mu, że ta ich miłość to "niespełnione nadzieje" i lepiej żeby zajął się rodziną i ratował to, co z niej zostało.
Zaraz potem dodała w kolejnej wiadomości, że może faktycznie spotkają się za te trzy lata i zobaczą, co z ich uczucia zostało, stawiając pytanie, że może będą na tę miłość bardziej gotowi.
On chce do niej dzwonić. Pisze, że jest w szoku, bo ona wpisuje miłość w cudzysłów i zaczyna wątpić w to uczucie.
Prosi o możliwość rozmowy telefonicznej.
To ten wulgaryzm  mieszał jej w głowie. Jestem tego pewna.
Moja żona poczuła się wyraźnie dotknięta tym, że on kolejny raz okłamał swoją żonę i nie przyznał jej się, że po naszym ślubie utrzymywał z moją żoną regularne kontakty...
Może wtedy zrozumiała, że ten facet nigdy nie da jej tego, co ona potrzebuje, a nawet jeśli, to może ona kiedyś będzie na miejscu tej zdradzanej żony?

aurora borealis napisał/a:

Wprost zdumiewa mnie, że własne emocje ujeżdżasz z taką wprawą, jak Zorro swojego rumaka Tornado po skoku z wysokości na jego grzbiet…

Powiedzmy, że miałem trudne dzieciństwo (z przyczyn zdrowotnych i rodzinnych), no i jakoś szybko musiałem się nauczyć obsługi własnych emocji.
Jednak to moje opanowanie przestaje wystarczać wobec tego wszystkiego, co ostatnio przeżywam.
Na forum jest łatwiej. Bo forma wypowiedzi ułatwia opanowanie.
Normalnie mam ataki nagłego płaczu - jeśli oto pytasz.
Natomiast w te wątki absolutnie nie chcę tu już wchodzić.

402

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Autorze, kolejna strona wątku, wiele cennych rad, refleksji zapewne też z serca i mających na celu twoje dobro.  Odpowiedź,  ale tak zupełnie szczerze, co z tego wątku wyniosłeś, jakie cenne uwagi, przemyślenia?

Uporządkujmy. Ja to widzę tak:
- przestaję skupiać się na własnych uczuciach i mojej miłości, bo sama w sobie niewiele da ("do tanga trzeba dwojga");
- pokazuję żonie, że nie będę rogaczem, pantoflarzem i ratownikiem, teraz piłeczka jest po jej stronie i ona musi pokazać, że jej zależy, ale czas szybko płynie;
- rozmawiamy o tym z najbliższymi, rodzice powinni wiedzieć wcześniej, że nasze małżeństwo jest na skraju przepaści i że może być z nami różnie;
- nie ma urlopu w Grecji; zostaje z tego tylko parę dni wyjazdu służbowego;
- zaczynam bardziej myśleć o tym, co będzie (mniej o moich uczuciach): to ona musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będzie w stanie być z facetem po takich przejściach, do którego to wszystko może od czasu do czasu wracać (np. na dźwięk słowa "delegacja");
- dalej myślę, że terapia - ale też podstawy duchowe małżeństwa - to bardzo ważne kwestie, bez których nie naprawimy tego związku

To chyba całkiem sporo, jak na takiego buca?

403 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-13 15:29:41)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

rodzice powinni wiedzieć wcześniej, że nasze małżeństwo jest na skraju przepaści i że może być z nami różnie;

Dlaczego? Co mają rodzice do Waszego małżeństwa, ponoć dorośli jesteście?

404

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

rodzice powinni wiedzieć wcześniej, że nasze małżeństwo jest na skraju przepaści i że może być z nami różnie;

Dlaczego? Co mają rodzice do Waszego małżeństwa, ponoć dorośli jesteście?

Przecież małżeństwo łączy rodziny. One też są w to zaangażowane.
Poza tym nie jedziemy do tej Grecji.
Będą zdziwieni.
Mamy iść w kolejne kłamstwa?

405 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-13 15:39:05)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

rodzice powinni wiedzieć wcześniej, że nasze małżeństwo jest na skraju przepaści i że może być z nami różnie;

Dlaczego? Co mają rodzice do Waszego małżeństwa, ponoć dorośli jesteście?

Przecież małżeństwo łączy rodziny. One też są w to zaangażowane.
Poza tym nie jedziemy do tej Grecji.
Będą zdziwieni.
Mamy iść w kolejne kłamstwa?

Małżeństwo może i łączy rodziny, ale najważniejszą rodziną jest ta, którą tworzy to małżeństwo. Jesteś dorosły, a musisz zapytać mamusi i tatusia, co sądzą o Twoim małżeństwie i o wszystkim ich informować? Trochę to nie teges. Rodzice nie są od angażowania się w małżeństwa swoich dzieci. A Ty kolejny raz sprawiasz wrażenie, że jesteś jeszcze dzieckiem...

406

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Rodzice beda Wam mieszać. To nie oni bedą w tym małzenstwie zyc..nie wiem co to za ludzie z jakimi poglądami. Sorry ale to nie jest dobry pomysł.

407 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 15:48:12)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Muszą wiedzieć, jak to było, bo zaraz się okaże, że to ja za wszystko odpowiadam, bo przecież "dobra córeczka mamusi" nie byłaby o tego zdolna i jakieś powody musiała mieć (szukanie usprawiedliwienia).

Ja tam nie jadę po porady, tylko po to, żeby im otworzyć oczy.

Sugerujecie, że lepiej ich wziąć z zaskoczenia?

PS.
Jestem chyba pewien, że na tej fejkowej delegacji musiało dojść do kontaktu fizycznego.
Zacząłem jeszcze raz czytać maile, które mam i połączyłem to, czego wcześniej nie rozumiałem.
On do niej pisał, że z chęcią wziąłby udział jeszcze raz w "serialu" i "oczywiście w tej wyjątkowo przyjemnej części" (pisownia oryginalna).

Nie jestem zdziwiony. Przygotowaliście mnie już na to, ale to kolejny dowód, że ona nie mówi mi do tej pory całej prawdy.
Nie ma całej prawdy, nie ma szansy na miłosierdzie i przebaczenie.

408 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-13 15:48:03)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Muszą wiedzieć, jak to było, bo zaraz się okaże, że to ja za wszystko odpowiadam, bo przecież "dobra córeczka mamusi" nie byłaby o tego zdolna i jakieś powody musiała mieć (szukanie usprawiedliwienia).

Ja tam nie jadę po porady, tylko po to, żeby im otworzyć oczy.

To rozumiem, że powiesz im też o sobie i o cyberseksiku z koleżanką?

Znowu się motasz. Niedawno twierdziłeś, że ona w rodzinie wsparcia nie dostanie... i na dodatek ma z nimi jakieś sprawy do wyjaśnienia... a tu nagle "dobra córeczka mamusi"...

409 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 15:50:41)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Muszą wiedzieć, jak to było, bo zaraz się okaże, że to ja za wszystko odpowiadam, bo przecież "dobra córeczka mamusi" nie byłaby o tego zdolna i jakieś powody musiała mieć (szukanie usprawiedliwienia).

Ja tam nie jadę po porady, tylko po to, żeby im otworzyć oczy.

To rozumiem, że powiesz im też o sobie i o cyberseksiku z koleżanką?

Znowu się motasz. Niedawno twierdziłeś, że ona w rodzinie wsparcia nie dostanie... i na dodatek ma z nimi jakieś sprawy do wyjaśnienia... a tu nagle "dobra córeczka mamusi"...

Boże, czytaj dokładnie. Ma do wyjaśnienia, bo ma do matki pretensje o to, że oczekiwała od niej właśnie takich pozorów i tak ją samą widzi, a wcale taka nie jest.
Chodzi o to, że matka ma oczekiwania, ale nie dawała wsparcia.
Pozory - rozumiesz?

Powiem o cyberseksiku.

410

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Zresztą. Nie wiem, co im powiemy. To są jej rodzice. Muszę to omówić z żoną i ona podejmie ostateczną decyzję.
Niech wiedzą tylko tyle, że nasze małżeństwo się rozpada.
Szczegóły mogą pojawić się później.

411 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-13 16:43:43)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Uporządkujmy. Ja to widzę tak:
- przestaję skupiać się na własnych uczuciach i mojej miłości, bo sama w sobie niewiele da ("do tanga trzeba dwojga");
- pokazuję żonie, że nie będę rogaczem, pantoflarzem i ratownikiem, teraz piłeczka jest po jej stronie i ona musi pokazać, że jej zależy, ale czas szybko płynie;
- rozmawiamy o tym z najbliższymi, rodzice powinni wiedzieć wcześniej, że nasze małżeństwo jest na skraju przepaści i że może być z nami różnie;
- nie ma urlopu w Grecji; zostaje z tego tylko parę dni wyjazdu służbowego;
- zaczynam bardziej myśleć o tym, co będzie (mniej o moich uczuciach): to ona musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będzie w stanie być z facetem po takich przejściach, do którego to wszystko może od czasu do czasu wracać (np. na dźwięk słowa "delegacja");
- dalej myślę, że terapia - ale też podstawy duchowe małżeństwa - to bardzo ważne kwestie, bez których nie naprawimy tego związku

To chyba całkiem sporo, jak na takiego buca?

Ok, ale...
1. Mówisz, że przestajesz się skupiać na swoich uczuciach, bo "do tanga trzeba dwojga", ale zapominasz, że uczucie, to nie tylko słowo, a przede wszystkim czyny... twoje emocje na niewiele się zdawały jak widać, skoro nawet nie zezuwałeś  zapłakanych oczu żony wychodzącej z łazienki itd.
2. Mówisz, że nie będziesz rogaczem itd. ale dalej jakby żadnej refleksji co do swoich czynów, bo przecież nie zdradziłeś fizycznie a te zabawy w internecie to przez żonę, bo ona miała mniejsze libido... to, że przez to płakała, też jakoś Cię nie obeszło specjalnie...
3. Mówisz, że będziecie rozmawiać z rodzicami o swoich problemach, bo powinni wiedzieć co się dzieje u was w małżeństwie... czy nie uważasz, że to za wcześnie? Że skoro jesteście małżeństwem, najpierw powinniście sprawę dogadać we dwoje, podjąć decyzje, a potem przekazać ją rodzinie? Czy to nie tak, że znów chcesz biec na 'skargi' tym razem do rodziców? Myślisz, że oni przemówią twojej żonie do rozsądku? Jak im tą sytuacje przedstawisz, jak nam tu? Mam swoje za uszami, ale fizycznie nie zdradziłem, kocham ją, natomiast ona....??
4. Tu masz rację, to, że wróci czy to po rozmowie z rodzicami, z obawy o konsekwencje, co ludzie powiedzą itd., nie oznacza, że wróci do Ciebie też emocjonalnie. Nie masz też gwarancji, że za jakiś czas sytuacja się nie powtórzy.
5. Terapia czy odwoływanie do podstaw duchowych może jakoś pomóc w odbudowywaniu czy raczej budowaniu od nowa fundamentów w waszym związku, ale czy jesteś przekonany, że jest sens? Wiesz, że się kompletnie nie dobraliście, myślisz, że kwestie religijne spowodują, że to małżeństwo zacznie nagle w miarę normalnie funkcjonować?
Ja miałabym wątpliwości...

W twojej odpowiedzi zabrakło mi jednego, według mnie kluczowej refleksji, że też, a może przede wszystkim, Ty dałeś ciała. Bynajmniej Twojej żony nie bronię, na pewno nie w kwestii zdrady, ale na nią 'pracowałeś' przez lata. To czego nie można Ci odmówić, to ego sięgającego zenitu. Bezdyskusyjnie wybujałego. Z pewnością też poniekąd przez to, że miałeś przy sobie kobietę wycofaną, uległą, godząca na wszystko, wybaczającą wszystko... jak widać do czasu.
Wciąż jednak traktujesz ją jak kogoś gorszego, mniej ogarniętego, kim można manipulować (tak manipulować), tylko szukasz punktu zaczepienia jak nie rodzice, to może wiara? Bo wytknięcie jej naiwności, że kochanek się na nią wypiął i woli jednak rodzinę, okazało się niewystarczające, bo też nie jesteś pewien jak dalej tu się potoczy...
Ponadto, oczekujesz od niej szybkiej reakcji, starań, na co ona ewidentnie nie ma najmniejszej ochoty... No jak? Jak mogła nie docenić takiego "samca alfa", za którego siebie uważasz.
Kolejna rzecz, jeśli dotąd, w sensie do jej zdrady, jej nie szanowałeś, bo nie szanowałeś, o czym świadczy to, że nie zauważałeś nawet, że płacze po kątach, zapewne rozmawiałeś z nią jak tu z nami, tzn nie rozmawiałeś, tylko wyrażałeś swoje zdanie i oczekiwania. Do tego zdradzałeś ją wirtualnie, tzn "pozwalałeś" sobie na takie wybryki. To czego oczekujesz? Że wróci skruszona i będzie dalej Ci nadskakiwać? Dziękując "losowi" (wolę pominąć kwestie religijne), że jej wybaczyłeś i pozwoliłeś wrócić? Naprowadziłeś na dobrą drogę?
Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Póki nie dostrzeżesz problemu (też) w sobie, to naprawdę nie ma sensu. Bo jak sobie wyobrażasz ew terapię? Będziesz tam mówił, to co tu? Że masz owszem swoje za uszami, ale jesteś "szczery" i dawałeś jej wybór, jak teraz? Że to ona ma problem, że ona nie potrafi rozmawiać, wyrażać swojego zdania, potrzeb...i w ogóle to chodząca ofiara losu itd. Uwierz, wtedy to strata czasu.
No chyba, że zależy Ci wyłącznie na tym by wróciła, powiedziała w końcu, że kocha i było jak dawniej, choćby na pozór, dla gawiedzi. Ewentualnie, by cała wina za rozpad małżeństwa poszła na nią, a Ty zachowasz przynajmniej w swojej głowie i w opinii otoczenia opinię o sobie jako chodzącym ideale wink

412

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Oboje tworzyli toksyczny związek i nie dojrzeli do ślubu.

Absolutnie się zgadzam, że nie dojrzeliśmy do ślubu. Czy to jest toksyczny związek? Mam ciągle wątpliwości. Natomiast nigdy się nie zgodzę z twierdzeniami, że ja jej już nie kocham. Wybaczcie, ale nikt z Was nie wie, co ja czuję i lektura forum Wam tego nie powie.

Jakbym jej nie kochał, to nie miałbym skrupułów, żeby to zakończyć. Nawet nie zacząłbym tego wątku. Po prostu złożyłbym wniosek o rozwód.

Ja ją ciągle kocham, dlatego mam taki dylemat. Dlatego się motam i dlatego nie wiem co zrobić, bo rozum mówi: "kończ to!", a serce: "daj jej kolejną szansę!".


To w czym rzecz? daj jej szansę i nie lamentuj,wiedziałeś od początku co jest grane a jednak wziąłeś z nią ślub,trzeba było najpierw dobrze się zastanowić,czy warto,teraz nie miałbyś tego problemu.

413 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 16:50:30)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
natolinka napisał/a:

To w czym rzecz? daj jej szansę i nie lamentuj,wiedziałeś od początku co jest grane a jednak wziąłeś z nią ślub,trzeba było najpierw dobrze się zastanowić,czy warto,teraz nie miałbyś tego problemu.

Nie wiedziałem. Mówiła, że tamtego nie kocha i kocha tylko mnie. Twierdziła, że tamta relacja jest zakończona.
Parę dni później, na dzień przed naszym ślubem, dzwoniła do niego i rozmawiali bardzo długo. Być może mówiła mu, że go kocha, a mnie nie.
Miesiąc później twierdziła już, że nie jest pewna uczuć do mnie, a tamtemu pisała w smsach, że go kocha.

Dalej twierdzisz, że wiedziałem, co jest grane?

Wybaczcie Drogie Panie, że głupi chłop uwierzył w słowa i dobre zamiary swojej już prawie żony.
Może powinien - jak zwykle - pójść za własnym ego i pogonić tę zapłakaną i błagającą kobietę.

414

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Muszą wiedzieć, jak to było, bo zaraz się okaże, że to ja za wszystko odpowiadam, bo przecież "dobra córeczka mamusi" nie byłaby o tego zdolna i jakieś powody musiała mieć (szukanie usprawiedliwienia).

Ja tam nie jadę po porady, tylko po to, żeby im otworzyć oczy.

To rozumiem, że powiesz im też o sobie i o cyberseksiku z koleżanką?

Znowu się motasz. Niedawno twierdziłeś, że ona w rodzinie wsparcia nie dostanie... i na dodatek ma z nimi jakieś sprawy do wyjaśnienia... a tu nagle "dobra córeczka mamusi"...

Boże, czytaj dokładnie. Ma do wyjaśnienia, bo ma do matki pretensje o to, że oczekiwała od niej właśnie takich pozorów i tak ją samą widzi, a wcale taka nie jest.
Chodzi o to, że matka ma oczekiwania, ale nie dawała wsparcia.
Pozory - rozumiesz?

Powiem o cyberseksiku.

To rzeczywiście poważne sprawy do wyjaśnienia, wybacz sarkazm. Każdy rodzic ma oczekiwania, ale dziecko też ma swój rozum. A już tym bardziej dorosłe. Co tu wyjaśniać?
Ja na jej miejscu wiesz co bym zrobiła? Pojechała i powiedziała matce? Chciałaś bym za niego wyszła? To sama z nim żyj. Koniec kropka... tzn pomijając w ogóle fakt, że nigdy bym takiej presji nie uległa. Zachowujesz się jak pan ze średniowiecza, który 'dostał' żonę od rodziców z zapewnieniem, że to dobry materiał. No i przyszedł czas na reklamację.
Straszne! hmm

415 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 16:57:01)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Straszne! hmm

Mi się też to wydaje błahe, ale ona przedstawia to jako wielki problem i uraz. Całe szczęście nie jestem aż tak bezduszny, żeby ją przez to wyśmiać.
Może wyolbrzymia. Podobno zdradzający odcinają się od rodziny.

416

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
aurora borealis napisał/a:

Zastanawiam się czytając kolejne posty, dokąd się posuniesz, Autorze...
Kategorie pytań, które stawiasz, liczba rozwiązań, które proponujesz sam sobie i nam czytelnikom do zaopiniowania, kontekst w jakich opisujesz różne wydarzenia, cięte riposty, Twój chłód i opanowanie są imponujące, zważywszy, iż moment w którym się znajdujesz to prawdziwa życiowa mizeria… Odnoszę wrażenie, jakbyś grał rolę widza, wytrawnego obserwatora, krytyka czy recenzenta, jakbyś był poza sceną wszystkich tych wydarzeń, jakbyś nie brał w tym rzeczywistego udziału, jakby ten dramat, który się toczy, nie był Twoim własnym dramatem… 

Wprost zdumiewa mnie, że własne emocje ujeżdżasz z taką wprawą, jak Zorro swojego rumaka Tornado po skoku z wysokości na jego grzbiet…

Na to od samego początku zwracałam uwagę, choć w mniej udolny sposób, niestety nie mam takiego talentu literackiego ;(
Przez co otarłam się o ban...

417

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Straszne! hmm

Mi się też to wydaje błahe, ale ona przedstawia to jako wielki problem i uraz. Całe szczęście nie jestem aż tak bezduszny, żeby ją przez to wyśmiać.
Może wyolbrzymia. Podobno zdradzający odcinają się od rodziny.

Nie wierzę w to co czytam! Ręce opadają.
Zejdź na ziemię autorze a najlepiej już nie pij i odejdź od komputera...

418

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Tak się zastanawiam, drogi Autorze, skąd u Ciebie tak doskonała wiedza o tym, jakie problemy z rodzicami ma Twoja żona, o co ma do nich żal i co im chce powiedzieć, skoro tak szwankowała między Wami komunikacja, nie chciała z Tobą rozmawiać, a Ty sam nawet nie zauważałeś, że płacze...

419 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 17:06:36)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

Tak się zastanawiam, drogi Autorze, skąd u Ciebie tak doskonała wiedza o tym, jakie problemy z rodzicami ma Twoja żona, o co ma do nich żal i co im chce powiedzieć, skoro tak szwankowała między Wami komunikacja, nie chciała z Tobą rozmawiać, a Ty sam nawet nie zauważałeś, że płacze...

Bo mi czasem o tym mówiła? Poza tym czasem zauważałem, że płacze. Czasem usłyszałem. Wtedy pytałem, co jest. Chciałem pogadać etc.
Komunikacja szwankowała, ale to przecież nie znaczy, że nie rozmawialiśmy wcale!
Poza tym znamy się od 10 lat i ja znam jej rodziców prawie tak samo długo.
Bardzo często tam bywałem. Widziałem, obserwowałem.

Ech, nie wiem, dlaczego Wy to tak zero-jedynkowo widzicie? Chyba źle to wszystko opisuję... sad

420 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-13 18:00:47)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Ech, nie wiem, dlaczego Wy to tak zero-jedynkowo widzicie? Chyba źle to wszystko opisuję... sad

Ja nie wiem czy trollujesz, czy tylko gubisz się w faktach, przez co stajesz nieautentyczny, bo za wszelką cenę chcesz siebie i swoją historię przedstawić tak, jak Ty ją widzisz i chcesz by inni tak ją widzieli i tylko podążali za Tobą... reagowali na twoje pytania i usuwał z wątku tych niewygodnych, którzy mają śmiałość podważyć co piszesz, twoje ego.
Naprawdę masz zadatki i predyspozycje na naukowca (choć nie wiem czy nie w pejoratywnym tego słowa znaczeniu), wszystko wiedzącego lepiej, żyjącego w swoim świecie itd. ale ludzie tu na forum to nie są 'twoi' studenci. To w dużej mierze ludzie z większym doświadczeniem, wykształceniem i ogólnie wiedzą choćby "życiową".
To nie jest pudelek jakbyś nie zauważył wink
Moim zdaniem sam, w pierwszej kolejności, potrzebujesz terapii, odnalezienia siebie, by zacząć patrzeć na innych, świat z właściwej perspektywy a nie zadartego nosa. Skoro robisz karierę naukową to zapewne byłeś prymusem i to Cię w tej swojej własnoocenie tak poszybowało. Życie, związek to inna zupełnie sfera. W niej nie sprawdziłeś się zupełnie. W sumie twoja żona też.

421

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

ACoMiTam91   

Oczywiście,że twierdzę,Ty sam nawet nie wiesz co napisałeś ...Twierdziła, że tamta relacja jest zakończona…. skoro tak niby twierdziła, to…..Parę dni później, na dzień przed naszym ślubem, dzwoniła do niego i rozmawiali bardzo długo…. Po co? skoro skończyła z nim nie powinna absolutnie do tamtego dzwonić,tym bardziej,tuż przed Waszym ślubem , czy Ty widzisz tutaj jakikolwiek sens?? A w dodatku..... Miesiąc później twierdziła już, że nie jest pewna uczuć do mnie, a tamtemu pisała w smsach, że go kocha….  I co DALEJ TWIERDZISZ ,ŻE NIE WIEDZIAŁEŚ CO JEST GRANE?????? Albo zanim napiszesz cokolwiek pomyśl czy to ma ręce i nogi,albo przestań wypisywać takie dziecinne brednie.

A ślub bierze się kiedy jest się pewnym swoich uczuć,a widać,że dziewczyna jest bardzo niepoważna i tak też się zachowuje,jak dziecko.a Ty niestety przy niej. Wydaje mi się ,że jesteście sobie warci. Dziwię się,że ten wątek jest tak długo ciągnięty,takie masło maślane,nic więcej.

422 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 21:19:29)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
natolinka napisał/a:

ACoMiTam91   

Oczywiście,że twierdzę,Ty sam nawet nie wiesz co napisałeś ...Twierdziła, że tamta relacja jest zakończona…. skoro tak niby twierdziła, to…..Parę dni później, na dzień przed naszym ślubem, dzwoniła do niego i rozmawiali bardzo długo…. Po co? skoro skończyła z nim nie powinna absolutnie do tamtego dzwonić,tym bardziej,tuż przed Waszym ślubem , czy Ty widzisz tutaj jakikolwiek sens?? A w dodatku..... Miesiąc później twierdziła już, że nie jest pewna uczuć do mnie, a tamtemu pisała w smsach, że go kocha….  I co DALEJ TWIERDZISZ ,ŻE NIE WIEDZIAŁEŚ CO JEST GRANE?????? Albo zanim napiszesz cokolwiek pomyśl czy to ma ręce i nogi,albo przestań wypisywać takie dziecinne brednie.

A ślub bierze się kiedy jest się pewnym swoich uczuć,a widać,że dziewczyna jest bardzo niepoważna i tak też się zachowuje,jak dziecko.a Ty niestety przy niej. Wydaje mi się ,że jesteście sobie warci. Dziwię się,że ten wątek jest tak długo ciągnięty,takie masło maślane,nic więcej.

Nie rozumiesz!
Przeczytaj dokładnie te fragmenty z pierwszego postu:

Akt 2: mija jakieś dwa miesiące. Jesteśmy na 1,5-tygodnia przed naszym ślubem. Pochłonęły nas przygotowania etc. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy męczy mnie to, co opisałem w "akcie pierwszym". Przypominam sobie o starym mailu narzeczonej. Ona oczywiście nie dba o zasady bezpieczeństwa, więc loguję się tam z hasłem, które pamiętałem z czasów "licealnych". Po wpisaniu nazwiska faceta, znajduję w koszu wiadomość sprzed kilku miesięcy, w której pojawiają się bardzo czułe słówka, takie typowe dla intymnej relacji dwojga ludzi. Wpadam w rozpacz i mocne zdenerwowanie. Przypominam sobie zapewnienia, że to tylko relacja koleżeńska. Domagam się kontaktu z tym gościem. Najpierw rozmowa telefoniczna narzeczonej z nim. To miało być "ustawione" przez nas. Tak z "zaskoczenia". Miała przy mnie z nim pogadać o tym wszystkim. Siedziałem i się przysłuchiwałem. Powiedzieli sobie wtedy przez telefon mw. coś takiego: "noo zauroczyłem się w Tobie, ale to było chwilowe i przecież do niczego nie doszło". Po jakimś czasie okazało się, że narzeczona zagrała wtedy razem z tym gościem. Ja stwierdziłem, że jeśli nasz ślub ma się odbyć za tydzień, to muszę pogadać z tym kolegą i jego żoną. Tamta kobieta nie zgodziła się spotkać. Udało nam się tylko przeprowadzić kilkuminutową wideokonferencję. On mnie zapewniał, że moja przyszła żona była w stosunku do mnie "fair", a to wszystko stanowi tylko jego głupi i szczeniacki wybryk, który ma już z sobą. Jednocześnie pytałem żony tamtego (stojącej obok z niemal noworodkiem na rękach): "wierzysz mu?", odpowiedziała, że tak.
Dzień później moja narzeczona leżała na podłodze zapłakana i błagała mnie, żebym się z nią ożenił. Przedstawiłem swoje oczekiwania i ostatecznie zgodziłem się na ten ślub. Po pierwsze dlatego, że ją kocham i chciałem z nią założyć rodzinę. Po drugie z powodu presji społecznej. Gdybyśmy odwołali ślub i wesele (na około 100 osób) na tydzień przed, to koszta tego byłyby dość duże (imprezę organizowali rodzice). Przy czym zwracałem uwagę na rolę presji otoczenia i "skandalu". Sugerowałem jej, że jeśli mnie nie kocha i wychodzi za mnie tylko z obawy przed konsekwencjami odwołania imprezy, to ja to wezmę na siebie i zapłacę ze swojej kasy (wniosłem do małżeństwa kilkadziesiąt tysięcy złotych, ona kilkaset...). Ona twierdziła jednak, że to nie jest dla niej istotne. Prosiłem ją jednak o zupełną szczerość. Obiecywałem, że to jest moment, kiedy może mi powiedzieć wszystko i ja jej to wybaczę. Stwierdziła patrząc mi w oczy, że wiem już o wszystkim i że kolejnych błędów już nie popełni. Niestety, zupełnie nie była wtedy szczera...
(...)
Akt 4: mija kilka dni. My dalej żyjemy obok siebie. Ona do 16-17 w pracy. Później trening czy wypad ze znajomymi na siatkówkę (sport i aktywność fizyczna były od zawsze dla niej bardzo ważne; teraz myślę, że pomagają jej poradzić sobie z trudnościami, bo nie umie ona otworzyć się przede innymi i rozmawiać o swoich rozterkach). Wieczorem powrót. Przygotowanie dla nas obiadu. Po całym dniu jest wyczerpana i po 2-3 minutach zasypia. Ja natomiast kończę przygotowywanie ważnego grantu i tylko gapię się w ekran. Pewnego dnia pisze do mnie na FB żona ów kolegi. Dostaję od niej kilka zdjęć smsów z telefonu jej męża. Te smsy mnie szokują. To są oczywiście urywki dłuższego i skasowanego już wątku. Wynika z nich, że moja żona odwiedzała kolegę na hali sportowej, kiedy tamten oddawał się grze w koszykówkę. Pojawia się też zagadnienie "3 lat". Z wiadomości wynikało, że na ten moment oni nie mogą być razem, bo dziecko kolegi jest za małe, ale za 3 lata będą mogli być wreszcie razem. Moja partnerka twierdzi, że to było powiedziane "w żartach" i jest "wyrwane z kontekstu". Żona kolegi stwierdza, że ma zamiar się rozwieść. Uświadamia mi też, że moja żona wyjechała z jej mężem na fejkową delegację, o której wspomniałem. Wyjawia także, że kilkukrotnie spotkali się oni pod galerią handlową (naciskana partnerka przyzna mi, że raz poszli na kawę w tejże galerii). Na pytanie, czy rzeczywiście między nimi doszło jedynie do "przytulania", żona kolegi odpowiada "nie wiem". Okazało się w trakcie tej rozmowy, że byłem manipulowany nie tylko przez własną partnerkę i jej "przyjaciela". Żona tego faceta nie powiedziała mi w trakcie tej wideokonferencji sprzed mojego ślubu o wszystkim, ponieważ "było jej to na rękę". Liczyła, że nasz ślub sprawi, że nie zostanie ona samotną matką z kilkumiesięcznym dzieckiem. Dla mnie jest to podstawa do unieważnienia małżeństwa, bo nie byłem świadom romansu mojej przyszłej żony w momencie ślubu.
Tego samego dnia wycisnąłem z żony, że ma ona drugi telefon z nieznaną mi kartą SIM. Zaczęła z niego korzystać na kilka dni przed naszym ślubem i przez około 3 miesiące wykorzystywała go do kontaktu z tamtym facetem. Wiedziała -  bo to był jeden z moich przedślubnych warunków - że będę ją inwigilował. Oczywiście kazałem jej oddać ten smartfon. Niestety smsy były już w większości usunięte, ale z historii połączeń wynika, że intensywnie rozmawiali oni zaraz przed naszym ślubem, a także od czasu do czasu po ślubie. Przed końcem dnia, trochę za moją namową, napisała mu smsa z tego telefonu, że ich znajomość się kończy i się zwalnia z pracy, bo tak będzie lepiej.

Ja się dowiedziałem o tym, co Ty piszesz, po ślubie. W połowie czerwca, jak napisała do mnie żona gacha! Przed ślubem nic o tym nie wiedziałem, bo nie miałem pojęcia, że żona ma lewy telefon! To z tego telefonu, który pod naciskiem dała mi w połowie czerwca jak żona tamtego ich wysypała, rozmawiała i smsowała z nim zaraz przed naszym ślubem, a także już po (z rejestru połączeń wynika, że przez cały maj i część czerwca).

423

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

PS.
Jestem chyba pewien, że na tej fejkowej delegacji musiało dojść do kontaktu fizycznego.
Zacząłem jeszcze raz czytać maile, które mam i połączyłem to, czego wcześniej nie rozumiałem.
On do niej pisał, że z chęcią wziąłby udział jeszcze raz w "serialu" i "oczywiście w tej wyjątkowo przyjemnej części" (pisownia oryginalna).

Nie jestem zdziwiony. Przygotowaliście mnie już na to, ale to kolejny dowód, że ona nie mówi mi do tej pory całej prawdy.
Nie ma całej prawdy, nie ma szansy na miłosierdzie i przebaczenie.

Widzisz, to jest to, o czym Ci ciągle mówię. Będziesz to ciągle analizował. Znajdował kolejne kłamstwa, kolejne fakty, które się nie zgadzają... A Twoja żona będzie raczej szła w zaparte, że do niczego nie doszło. Będziesz o tym myślał dniami i nocami. Będą huśtawki nastrojów, będziecie się codziennie o to kłócić. Znam to z autopsji. Widzę, że bardzo chcesz, aby wszystko się ułożyło, ale musisz sobie uświadomić co Cię czeka. Czy jesteś w stanie o wszystkim zapomnieć? Bo inaczej Wam się nie uda. Ja już ode mnie napisałem wszystko, bardzo chcę Ci pomóc, bo sam przechodziłem przez bardzo podobną sytuację. Życzę Ci, żeby wszystko się ułożyło po Twojej myśli, chociaż uważam, że się nie uda. Piszesz, że jak pojawią się dzieci, to Twoja żona nie zostawi ich dla kochanka.... Chcesz wychowywać dzieci w związku, gdzie Twoja żona kocha innego faceta? Dzieci wiele zmieniają, jest mniej czasu dla tej drugiej osoby. U Was pomimo ich braku nie było ciepła i zrozumienia. Uważam, że planowanie dzieci w tej sytuacji jest największym błędem od czasu kolesia, który próbował sobie wsadzić słoik w tyłek. Zastanów się. Jeśli chcesz, daj szanse, zobaczcie jak to będzie.... Łatwo na pewno nie będzie. Ale nie planuj teraz dzieci!

424

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
damian087 napisał/a:

Ale nie planuj teraz dzieci!

Tak, już wcześniej pisałem, że w obecnej sytuacji nie ma szans na dzieci... a może ona jest w ciąży... z tamtym?

425

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
damian087 napisał/a:

Ale nie planuj teraz dzieci!

Tak, już wcześniej pisałem, że w obecnej sytuacji nie ma szans na dzieci... a może ona jest w ciąży... z tamtym?

Raczej nie jestem w stanie Ci na to pytanie odpowiedzieć:) Ale samo to, że bierzesz takie rzeczy pod uwagę uświadamia, co musi się dziać w Twojej głowie.

426 Ostatnio edytowany przez starr (2018-07-13 21:57:35)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

/.../
Ech, nie wiem, dlaczego Wy to tak zero-jedynkowo widzicie? Chyba źle to wszystko opisuję... sad

Może dlatego, że nie da się być częściowo w małżeństwie, jak również nie da się być trochę w ciąży.
Hint: jest jeszcze instytucja separacji...
(W zasadzie już wszystko tu Ci napisano, a mnie ciekawi, kiedy wreszcie podejmiesz jakąś męską decyzję zamiast dalej bawić się w rozkminy.) - Na to odpowiedz sobie sam...

427

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Uwazam ze powinienes pojsc do psychologa i z nim porozmawiac,moze pomoze ci w jakis sposob.Czytajac to forum to bardzo sie dziwie.atakuja cie o wszystko ,nie twierdze ze jestes biedny i poszkodowany ,bo sam tez broiles,przez co zona plakala,ale na boga ludzie ,ona miala wyjscie jak sprawa z kochankiem wyszla na jaw to po jaki diabel ona dalej chciala slubu klamala ze kocha ,a miesiac po slubie pisze kochankowi ze go kocha nie meza.Trzymajcie sie faktow !.Widzialy galy co brały,autor wyraznie mowil jej zeby powiedziala prawde ze slubu nie bedzie,po co sie upierala?nie byla pewna mogla to wszystko powstrzymac. Na co liczyla?Naprawde szkoda ze takie glupie kobiety w tak beznadziejny sposob niszcza komys zycie!

428

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Jestem niecaly rok po slubie i niewyobrazam sobie takich rzeczy ,powiem jeszcze raz to ona jest winna sytuacji w ktorej sie znalezliscie,grala i nadal zapewne gra na dwa fronty.Slub to powazna sprawa ,widocznie nie dla wszystkich zapewne nie dla niej.Niech nie robi z siebie pokrzywdzonej dziuni,wchodzac w ten uklad zdawala sobie sprawe ze tamten ma zone i dziecko ,te formulowiczki ktore tak zaciekle jej bronia ciekawe czy dalej by to robily gdyby to dotyczylo ich samych ,gdyby to owa dziwa im rozbijala rodzine.Zaden zdrowo myslacy facet nie darowalby tego co oba ci zrobila i nadal robi Nie zachowuj sie jak zebrak milosci ! Ona nawet na kopa w dupe od ciebie nie zasluguje .A co do jej rodzicow no coz to oni wychowali bez zasad dziewuche nie wpioli to glowy ze na zajetych facetow uwagi sie nie zwraca! Uczucia uczuciami wiej najdalej!

429

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Jestem niecaly rok po slubie i niewyobrazam sobie takich rzeczy ,powiem jeszcze raz to ona jest winna sytuacji w ktorej sie znalezliscie,grala i nadal zapewne gra na dwa fronty.Slub to powazna sprawa ,widocznie nie dla wszystkich zapewne nie dla niej.Niech nie robi z siebie pokrzywdzonej dziuni,wchodzac w ten uklad zdawala sobie sprawe ze tamten ma zone i dziecko ,te formulowiczki ktore tak zaciekle jej bronia ciekawe czy dalej by to robily gdyby to dotyczylo ich samych ,gdyby to owa dziwa im rozbijala rodzine.Zaden zdrowo myslacy facet nie darowalby tego co oba ci zrobila i nadal robi Nie zachowuj sie jak zebrak milosci ! Ona nawet na kopa w dupe od ciebie nie zasluguje .A co do jej rodzicow no coz to oni wychowali bez zasad dziewuche nie wpioli to glowy ze na zajetych facetow uwagi sie nie zwraca! Uczucia uczuciami wiej najdalej!

430 Ostatnio edytowany przez authority (2018-07-14 04:47:15)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Zbuntowany aniol napisał/a:

Jestem niecaly rok po slubie i niewyobrazam sobie takich rzeczy ,powiem jeszcze raz to ona jest winna sytuacji w ktorej sie znalezliscie,grala i nadal zapewne gra na dwa fronty.Slub to powazna sprawa ,widocznie nie dla wszystkich zapewne nie dla niej.Niech nie robi z siebie pokrzywdzonej dziuni,wchodzac w ten uklad zdawala sobie sprawe ze tamten ma zone i dziecko ,te formulowiczki ktore tak zaciekle jej bronia ciekawe czy dalej by to robily gdyby to dotyczylo ich samych ,gdyby to owa dziwa im rozbijala rodzine.Zaden zdrowo myslacy facet nie darowalby tego co oba ci zrobila i nadal robi Nie zachowuj sie jak zebrak milosci ! Ona nawet na kopa w dupe od ciebie nie zasluguje .A co do jej rodzicow no coz to oni wychowali bez zasad dziewuche nie wpioli to glowy ze na zajetych facetow uwagi sie nie zwraca! Uczucia uczuciami wiej najdalej!

Co jesteś wkurzonym  jej fagasem więc to ty jesteś winien zdrady nie ona ona nie ma wobec twojej żony żadnych zobowiązań a wobec swojego męża autora więc nie zwalaj wszystkiego  na nią tu akurat jesteś ty winien tylko ty. Jeśli jednak nadal uważasz inaczej to trzeba być przynajmniej konsekwentnym a nie być hipokrytą stosując podwójne standardy Jeśli według ciebie winna jest kochanka rozbicia waszego małżeństwa to z jego strony winien jesteś wyłącznie ty.

431

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Swiat na glowie staje ,nastaly czasy ,ze wina zdrady obarcza sie nie osobe ,ktora zdradzila a osobe zdradzana.Robila to przed slubem i od razu po slubie.Zona autora calego zamieszania znala go jaka jest osoba, dobrowolnie sie z nim zwiazala co gorsza na jego nieszczescie wyszla za niego za mąż,a teraz on jest wszystkiemu winien.To on teraz sie meczy z tym calym bagnem w ktore go wpakowala,a co gorsza czeka laskawie czy wybierze milosc do niego ,czy moze do kochanka ..

432

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Swiat na glowie staje ,nastaly czasy ,ze wina zdrady obarcza sie nie osobe ,ktora zdradzila a osobe zdradzana.Robila to przed slubem i od razu po slubie.Zona autora calego zamieszania znala go jaka jest osoba, dobrowolnie sie z nim zwiazala co gorsza na jego nieszczescie wyszla za niego za mąż,a teraz on jest wszystkiemu winien.To on teraz sie meczy z tym calym bagnem w ktore go wpakowala,a co gorsza czeka laskawie czy wybierze milosc do niego ,czy moze do kochanka ..

433

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Żona wróciła wczoraj. Pod naciskiem, przez 1,5 godziny opowiadała jak to wszystko wyglądało. Nagrywałem to za jej wiedzą.
Z trudem przyznała się, że spała z kochankiem na tamtym wyjeździe. Ponoć nie jechała tam z zamiarem pójścia do łóżka, ale tak wyszło. Tamten miał chyba konkretny zamiar, bo nie zapomniał o prezerwatywach.

Wszystko zaczęło się na ślubie gacha w sierpniu. Zatańczyli ze sobą i coś do siebie poczuli. W połowie listopada już wylądowali w łóżku. Podobno nie było fajnie i moja żona uważa, że to był największy błąd w tym wszystkim.

Utrzymuje, że więcej już ze sobą nie spali.

Co ciekawe, przyznała też, że parę dni po naszym ślubie on przyjechał w nasze rodzinne strony. On bardzo tego chciał i ona się zgodziła. Podobno tylko rozmawiali przez około pół godziny.

Ona twierdzi, że tego wszystkiego żałuje. Że nigdy już sobie nie pozwoli, aby ktoś tak bardzo cierpiał przez jej kłamstwa. Chce kolejną szansę.

Twierdzi, że była zamroczona uczuciem do tego gościa, dlatego nie zważała na mnie i moje uczucia oraz cierpienie. No i bała się też, że jak to wyjdzie, to ja powiem żonie tamtego o tym, że spali ze sobą. Prosi mnie, żebym nie wysypał gacha przed żoną. Prosi też, żebym nikomu o tym nie mówił. Boi się, że wyjdzie na dziwkę. Obiecałem, że zatrzymam to dla siebie.

Ja nie mam jej za złe, że zakochała się w innym i że z nim spała. Nie czuję do niej odrazy, niechęci, obrzydzenia. Wręcz przeciwnie, ostatniej nocy zgodziłem się z nią spać w jednym łóżku. Nawet między nami do czegoś doszło...

Jednak tak nie da się żyć. Ja ją kocham. Dalej mnie pociąga. Chciałbym z nią być. Jednocześnie nie można obok tego wszystkiego przejść obojętnie.

Cenię sobie w życiu rozsądek, balans i kompromisowe rozwiązania. Zaproponowałem czasową separację. Powiedzmy rok. Podpiszemy intercyzę, zamieszkamy osobno. Damy sobie czas, przestrzeń i swobodę na to, by rozeznać własne uczucia i pragnienia. Może zapiszemy się też na terapię. Może po tym czasie wrócimy do siebie. Odnowimy przysięgę małżeńską, a może ona sobie kogoś znajdzie... albo ja sam. Czas pokaże.

434

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Czyli żona przyznała się do tego co i tak już wiesz, oj chyba było tego więcej.
Nie było fajnie? a co ma innego powiedzieć?

ostatniej nocy zgodziłem się z nią spać w jednym łóżku. Nawet między nami do czegoś doszło...

za wcześnie, oj za wcześnie.
Separacja? tu jest problem bo jak dacie sobie za dużo swobody to możecie już siebie nie odnaleźć i skończy się rozwodem. Zgodziła się?
Terapia? koniecznie to pozwoli wam poznać siebie a tego wam zabrakło.
Czyli rodzina (matka ojciec) nie dowie się o problemie?
A mówiła co ją tak zauroczyło w gachu?
Dlaczego masz nie mówić tamtej kobiecie?
Byłeś na tym weselu?

435

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Ale sie narobilo….
nie bylo mnie tu 3 dni i calkiem nowy obrot spraw.
Ja wiedzialam, ze oni ze soba spali.
Dalej bede utrzymywac, ze to perfidna kobieta i chce zostac z toba ze strachu.
On jej nie chce.
Ty gotowy na wszystko. Musialaby zostac sama.

Bidulka.
No qrwa biduleczka, no…..

436

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
maku2 napisał/a:

Czyli żona przyznała się do tego co i tak już wiesz, oj chyba było tego więcej.
Nie było fajnie? a co ma innego powiedzieć?

ostatniej nocy zgodziłem się z nią spać w jednym łóżku. Nawet między nami do czegoś doszło...

za wcześnie, oj za wcześnie.
Separacja? tu jest problem bo jak dacie sobie za dużo swobody to możecie już siebie nie odnaleźć i skończy się rozwodem. Zgodziła się?
Terapia? koniecznie to pozwoli wam poznać siebie a tego wam zabrakło.
Czyli rodzina (matka ojciec) nie dowie się o problemie?
A mówiła co ją tak zauroczyło w gachu?
Dlaczego masz nie mówić tamtej kobiecie?
Byłeś na tym weselu?

No powiedziała mi coś więcej. Nie wiedziałem, jak to się zaczęło, opisała szczegóły tego seksu, przyznała, że on tu był zaraz po naszym ślubem i że umawiali się przed spotkaniami grupowymi z pracy czy spacerowali po rynku. Seks niby tylko raz, ale całowali się wiele razy.

Za wcześnie, bo przyznała też, że nie chciała chodzić ze mną do łóżka, bo czuła, że jest nie fair względem tamtego. To mnie zabolało.

Ona twierdzi, że jeśli ta separacja to jest jedyna szansa, żeby jeszcze dać nam szansę, to się zgadza.

W tamtym się zakochała, bo był zabawny, pogodny, luźny, a ja to taki trochę sztywniak, który skupia się głównie na planowaniu (naszej) przyszłości.

Nie chciała się przyznać do zdrady fizycznej z dwóch powodów: bo bała się, że gach straci dziecko, a także obawiała się o własne dobre imię.

Pisałem już wiele razy, że byłem na tamtym weselu.

Ona chce, żeby jej rodzinie powiedzieć, że mamy kryzys z jej winy i potrzebujemy czasu, ale jednocześnie jest zdania, że szczegóły powinny zostać między nami.

437

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Nie jestem ekspertem, ale jak chcecie odbudować związek, to nie wydaje mi się aby separacja była dobrą metodą.

438

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Najgorsze jest to, że po tym wszystkim nie mam negatywnych odczuć w stosunku do niej. Łatwiej byłoby podjąć radykalną decyzję. sad

Może tylko pokazałem tym swoją słabość i ona znów to wykorzysta?

Chociaż z drugiej strony jeśli chce być ze mną tylko ze strachu, to separacja powinna to zweryfikować?

Myślę też, żeby skontaktować się z gachem, nagrać drania przez telefon i powiedzieć, że ma rok czasu na odbicie mojej żony. Niech próbuje... jeśli się mu uda, to przynajmniej sprawa się rozwiąże.

439

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

A jak często te spotkania grupowe miały miejsce?
Odpłynęła uczuciami do niego to jak miała sypiać z Tobą? przecież to byłaby zdrada.
Jeśli Ty potrzebujesz separacji fizycznej to ok ale nie wiem czy to dobry pomysł.
Wychodzi na to że Twoja żona jest podatna na czarusiów.
Jeśli się nie mylę to Twoja matka wie o wszystkim? Tu zdania będą podzielone czy mówić rodzicom czy nie, jeśli zamieszkacie oddzielnie to trzeba coś powiedzieć.
Jeśli chcesz drążyć to zaproponuj jej wariograf.

440

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Biały napisał/a:

Nie jestem ekspertem, ale jak chcecie odbudować związek, to nie wydaje mi się aby separacja była dobrą metodą.

A jak mam z nią teraz żyć pod jednym dachem? Przejść obok tego wszystkiego?
Niech się kobieta wykaże.

441

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Biały napisał/a:

Nie jestem ekspertem, ale jak chcecie odbudować związek, to nie wydaje mi się aby separacja była dobrą metodą.

A jak mam z nią teraz żyć pod jednym dachem? Przejść obok tego wszystkiego?
Niech się kobieta wykaże.

No dobra niech się wykaże ale codziennością a nie od spotkania do spotkania.

442

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Biały napisał/a:

Nie jestem ekspertem, ale jak chcecie odbudować związek, to nie wydaje mi się aby separacja była dobrą metodą.

A jak mam z nią teraz żyć pod jednym dachem? Przejść obok tego wszystkiego?
Niech się kobieta wykaże.

Może rozłąka na miesiąc nie byłaby zła, ale rok? Jak to będzie wyglądać każde z was będzie przyzwyczajać się do życia samemu i przy okazji próbować czy nie znajdzie się alternatywy, a jeśli się nie znajdzie, to wracacie do siebie?

Podstawowym problemem w waszym związku jest niedopasowanie charakterów oraz brak komunikacji. To nie przyjdzie od tak sobie, jak będziecie od siebie odpoczywać i myśleć.

Poza tym pamiętaj, że gach powiedział jej, że za 3 lata może będą razem. Wtedy dla niej wystarczy poczekać już 2 lata.

443

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

No czemu mnie nic nie zdziwiło w tym opisie?? smile
Potwierdzenie Waszego związku- Twojej dominacji i jej manipulacji.. Separacja- niezła kara. Seks na zgodę.? na potwierdzenie przewagi nad kochankiem?
I kto tu co ugrał?

444

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

No czemu mnie nic nie zdziwiło w tym opisie?? smile
Potwierdzenie Waszego związku- Twojej dominacji i jej manipulacji.. Separacja- niezła kara. Seks na zgodę.? na potwierdzenie przewagi nad kochankiem?
I kto tu co ugrał?

Co Ty w ogóle wypisujesz? Separacja za karę? Nie, po to, żeby dać sobie czas i przestrzeń na podjęcie decyzji.

Jaki seks na zgodę? Nie ma zgody. Tak wyszło. Sam nie wiem, dlaczego. Było wspólne łóżko, noc... chciała spać razem, nawet się przytulać. Zgodziłem się.

Ludzie, sami radzicie, żeby podejmować męskie i dojrzałe decyzje. Rozwód? Źle. Separacja? Też niedobrze. No to co, mam pogłaskać po główce i przejść obok tego obojętnie?

445

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Nie liczyłam, że się ze mną zgodzisz. Acomitam, ja Ciebie nie oceniam.
Pokazuję Ci jaki widzę mechanizm, a pewne rzeczy robimy podświadomie. Ktoś widzi coś innego, to ci coś napisze innego. Dzielę się swoją intuicją.
rzadko na forum wyrywa mi się jakaś rada typu działaj tak a tak..

446

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Tak jeszcze mi się rzuciło w oczy:

ACoMiTam91 napisał/a:

Wszystko zaczęło się na ślubie gacha w sierpniu. Zatańczyli ze sobą i coś do siebie poczuli. W połowie listopada już wylądowali w łóżku. Podobno nie było fajnie i moja żona uważa, że to był największy błąd w tym wszystkim.

Trochę wydaje mi się podejrzane to jej przekonanie, że największym błędem był seks z kochankiem, a nie na przykład to, że perfidnie usidliła Cie ślubem, mając świadomość że zakochała się w innym.

No, ale hej kochanek się średnio sprawdził w łóżku. Nie tak jak ty ogierze, w końcu zobacz ja się za tobą stęskniła. Nawet wcześniej wąchała twoje koszule.

Serio, mi to zalatuje manipulacją z jej strony. Bo w końcu dałeś już jej poznać, że zależy Ci na seksie i potwierdzeniu że jesteś w nim dobry.

447

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Żona wróciła wczoraj. Pod naciskiem, przez 1,5 godziny opowiadała jak to wszystko wyglądało. Nagrywałem to za jej wiedzą.
Z trudem przyznała się, że spała z kochankiem na tamtym wyjeździe. Ponoć nie jechała tam z zamiarem pójścia do łóżka, ale tak wyszło. Tamten miał chyba konkretny zamiar, bo nie zapomniał o prezerwatywach.

Wszystko zaczęło się na ślubie gacha w sierpniu. Zatańczyli ze sobą i coś do siebie poczuli. W połowie listopada już wylądowali w łóżku. Podobno nie było fajnie i moja żona uważa, że to był największy błąd w tym wszystkim.

Utrzymuje, że więcej już ze sobą nie spali.

Co ciekawe, przyznała też, że parę dni po naszym ślubie on przyjechał w nasze rodzinne strony. On bardzo tego chciał i ona się zgodziła. Podobno tylko rozmawiali przez około pół godziny.

Ona twierdzi, że tego wszystkiego żałuje. Że nigdy już sobie nie pozwoli, aby ktoś tak bardzo cierpiał przez jej kłamstwa. Chce kolejną szansę.

Twierdzi, że była zamroczona uczuciem do tego gościa, dlatego nie zważała na mnie i moje uczucia oraz cierpienie. No i bała się też, że jak to wyjdzie, to ja powiem żonie tamtego o tym, że spali ze sobą. Prosi mnie, żebym nie wysypał gacha przed żoną. Prosi też, żebym nikomu o tym nie mówił. Boi się, że wyjdzie na dziwkę. Obiecałem, że zatrzymam to dla siebie.

Ja nie mam jej za złe, że zakochała się w innym i że z nim spała. Nie czuję do niej odrazy, niechęci, obrzydzenia. Wręcz przeciwnie, ostatniej nocy zgodziłem się z nią spać w jednym łóżku. Nawet między nami do czegoś doszło...

Jednak tak nie da się żyć. Ja ją kocham. Dalej mnie pociąga. Chciałbym z nią być. Jednocześnie nie można obok tego wszystkiego przejść obojętnie.

Cenię sobie w życiu rozsądek, balans i kompromisowe rozwiązania. Zaproponowałem czasową separację. Powiedzmy rok. Podpiszemy intercyzę, zamieszkamy osobno. Damy sobie czas, przestrzeń i swobodę na to, by rozeznać własne uczucia i pragnienia. Może zapiszemy się też na terapię. Może po tym czasie wrócimy do siebie. Odnowimy przysięgę małżeńską, a może ona sobie kogoś znajdzie... albo ja sam. Czas pokaże.

Ja już nie mam nic do dodania od siebie, poza tym, że to Twoje życie i tylko Ty podejmujesz decyzję. A skoro już podjąłeś, to się jej trzymaj.
To co dodam, to tekst Aftera. Przeczytaj kilka razy, az do Ciebie dotrze...
After
Na początek: To jest Twoje życie i Twoje decyzje! I nikt inny jak nie Ty sam będziesz się musiał z ich konsekwencjami zmierzyć.
Nie zrób najgłupszego błędu, jaki bardzo często popełniają zdradzeni faceci
Nie daj się jej złapać na seks jakiego w życiu nie miałeś...
Coś w stylu:
Powiedz mi tylko swoje marzenie, a będzie spełnione. 50 twarzy Grey'a to nic w w porównaniu z tym, co Tobie jest gotowa zafundować.
Wpuścisz ją do swojego łóżka- Facet już po Tobie. To stara jak świat sztuczka kobiet.
Zanim podejmiesz decyzję, musisz wiedzieć jedno: TEGO CO SIĘ STAŁO NIGDY NIE ZAPOMNISZ I BĘDZIE WRACAŁO DO CIEBIE  NICZYM BUMERANG!
Będziesz jeszcze długo przegrywać jako jej mąż z kochankiem, z tym zajebistym seksem, jaki mieli a jedynym jej marzeniem w momencie wypominania jej zdrady będzie abyś się wreszcie zamknął i cieszył się, że wróciła.
Nie daj się nabrać na ten jak to ujmuję tutaj, mózgojebny styl tłumaczenia wszystkich kobiet, które poszły w tango: wybacz, pogubiłam się, to było tylko zauroczenie? ale tylko Ciebie kocham..
Bo to jest bowiem wyłącznie szukanie sobie alibi aby usprawiedliwić się przed samą sobą, że nie jestem kurwą i dałam innemu dupy bo tego chciałam i mi się to ruchanko  podobało.
Do tego stopnia, że Ty mógłbyś umrzeć, a nie zrobiłoby to na niej żadnego wrażenia poza koniecznymi pozorami!
Wiesz póki co tyle i tylko tyle ile sam ustaliłeś! Ona nic ponadto co wiesz i tak Tobie nie powie!
A mogę Ci zagwarantować: to co Ty wiesz to jest tylko czubek góry lodowej.
Ile to trwa/ło?
Tak naprawdę nie wiesz nic.
Jeśli razem pracują- tam się wszystko dużo, dużo wcześniej zaczęło?
I na pewno nie trwało tylko miesiąc?
Dla Ciebie to jednak nie ma znaczenia. ŻADNEGO!
Żadna, ale to żadna kobieta nie wlezie facetowi do wyra bez uczucia i nigdy nie odejdzie, jeśli nie była kochanka pewna..
Tak czytam, co też tutaj piszesz i  zastanawiam się cały czas kiedy jej ulegniesz.
Bo coraz bardziej się przekonuję, że jednak  polegniesz?
To, że  ona teraz wobec perspektywy zostania na lodzie z łatką sorki za słowo, qrwy Tobie nie odpuści masz jak w banku?
Będzie manipulować Tobą, grać na Twoim uczuciu, przysyłać wszystkich świętych z księdzem proboszczem na czele tak długo aż wreszcie wymiękniesz.
O ile nadal jej będziesz pokazywał, że coś do niej czujesz..
Tego możesz być pewien?
Kochasz ale to jest tylko fatamorgana. Tej kobiety, którą poślubiłeś już nie ma. ONA NIE ISTNIEJE.
Dla Ciebie ona umarła..
Między  bajki możesz sobie włożyć jej słowa, które kompletnie nie mają pokrycia .., Jak wyglądało jej uczucie do Ciebie już boleśnie się przekonałeś..
Pytałem ją jak było z rozstaniem . Przyznała , że mnie okłamała . To ona go zostawiła . Okazało się , że ma żonę , dziecko , drugie mieszkanie . Nie chciała być tą drugą
Co ma bidulka teraz Tobie powiedzieć?
Przecież nie powie, że prawdopodobnie żona kochanka się dowiedziała i facet, któremu zależało na bezproblemowym ruchanku wobec niemiłej perspektywy rozwodu z jego winy, błyskawicznie się ewakuował i  wypłacił jej kopa?
Była wyłącznie jego vaginą i do tego celu mu służyła.
Twoja wina jest ogromna bo:
1. za dużo pracowałeś, nie było Cię w domu ona Cię potrzebowała, lub....
2. jesteś ciągle w domu, nie starasz się polepszyć bytu rodzinie
1. jesteś nadopiekuńczy, już ją mdli od tych czułości
2. nie jesteś czuły, nie mówisz że ją kochasz  milion razy dziennie, nie nosie  jej na rękach.
1. nigdzie nie wychodzicie się zabawić
2. Ty tylko byś imprezował
1. Nic tylko zajmujesz się dzieckiem, a o nią nie dbasz
2. W ogóle nie zajmujesz się dzieckiem
...
...
* wybierz dowolne lub sobie dopisz dowolne zestawienia).
Niestety,
To Ty musisz podejmować trudne decyzje i działać stanowczo i konsekwentnie włącznie z wnioskiem o rozwód.
Trzeba zmusić ją do wzięcia za to zrobiła odpowiedzialności.
Albo to zrozumie i uszanuje Twoją decyzję, albo, co jest wysoce prawdopodobne Twoje działania uzna za atak na siebie i będziesz wrogiem numer jeden!
Tego jednak się dowiesz dopiero i tym przekonasz na Sali sądowej.
Wszelkie inne półśrodki przedłużą tylko agonie tego związku.
Jakieś niedomówienia ,układy, dawanie czasu to gówno w które próbuje Ciebie wciągnąć i ciężko się będzie później z niego otrzepać.
Kryzys były, są i będą w każdym małżeństwie. To nie one są przyczyną zdrady
Przyczyna która prowadzi do zdrady jest JEDNA i leży zawsze po JEDNEJ stronie ?
Po tej stronie która podjęła decyzję o zdradzie zamiast zastosować kilkadziesiąt innych uczciwszych wobec partnera rozwiązań.
Zdrada jest wyłącznie dobrowolnym wyborem jednej ze stron, bez wiedzy i udziału drugiej.
Jest to wybór, decyzja która ma wiele alternatywnych, uczciwych rozwiązań
Łącznie z zakończeniem związku.
Pytanie dlaczego podjęła taką decyzję - odnosi się do analizy osobowości osoby która jest w stanie oszukać kogoś kto jej zaufał bodajże najbardziej na świecie.
To zdradzający powinien głęboko szukać w sobie odpowiedzi na pytanie:
Co jest w niej takiego że potrafi zdradzić i przede wszystkim zrozumieć że wybór oszustwa zamiast uczciwego rozwiązania problemu - to jest żaden wybór...
Przyczyn zdrady mających  źródło w zachowaniu zdradzającego nie ma żadnych! ?
Chyba sam jej do niego nie zaprowadziłeś i nie nakłaniałeś jej do zdrady, prawda?
Ofiara zdrady nie ma kompletnie wpływu na taką a nie inną decyzję podjętą przez zdrajcę.
Wybór tej decyzji należy do osoby ją podejmującą - zdradzającego.
Są trzy podstawowe filary związku, będące jego zaworami bezpieczeństwa:
- szczerość
- zaufanie
- szacunek
Te trzy elementy są nierozłączne
Jeżeli któregokolwiek z nich zabraknie, pozostałe zawsze znikają jednocześnie.
Wtedy następuje definitywny koniec! Koniec związku, małżeństwa
Czy tego chcesz czy też nie- zawsze oznacza to jedno: TO JEST KONIEC!
Nie można bowiem komuś zaufać, kogoś szanować jeżeli ten ktoś nie był wobec Ciebie szczery. Był nieuczciwy.
Był po prostu kłamcą i okazał się najzwyklejszą kanalią!
Nawet jeśli, jak mówi to rozdział zamknięty, nie ma żadnych niepokojących sygnałów z jej strony, to wyłącznie z powodów o których wcześniej napisałem.
Ona ma cały czas nadzieję, że sprawa rozejdzie się "po kościach" i jej się upiecze
Bo i tak w końcu wymiękniesz!
Wybij jej to z głowy! Niech na to nawet nie liczy! Stanowczo ale grzecznie to jej zakomunikuj...
Facet.
To ma być wyłącznie TWOJA decyzja!
Nie słuchaj jej psiapsiółki i uj wie kogo jeszcze. Goń wszystkich jej emisariuszy z Twoimi i jej rodzicami włącznie, jacy będą wysyłani.
Bo to nie oni będą musieli żyć z tą qrewną i to nie oni będą musieli zmierzyć się z piekłem, przez jakie będziesz przechodzić.
Nie słuchaj nikogo oprócz siebie
Z psiapsiółką ona ma wersję uzgodnioną i konsekwentnie obie się będą jej trzymać.
Nie wierz kompletnie w to co teraz ona mówi, w jej łzy, w jej zachowanie.
Wszystko jest wyłącznie po to aby Ciebie odpowiednio ?obrobić?
Niczego już nie wiesz i już niczego nie będziesz pewien...
Nawet tego czy w tej chwili już nie układa sobie swojej alternatywnej przyszłości na Twoich plecach...
Być może tylko potrzebuje na to  czasu A ten dostanie, gdy dasz jej wrócić!
Jeżeli nawet nie, to teraz już jej wystarczy kolejne zawirowanie w Waszym małżeństwie, a ona pofrunie w ramiona kolejnego kochasia-pocieszyciela, który gdzieś tam na nią czeka.

Jeżeli nawet pozwolisz jej wrócić, to  czy wytrzymasz ciśnienie wątpliwości teraz i za lat kilka, naście?
Czy dasz radę zmierzyć z tymi ironicznymi spojrzeniami wszystkich tych, którzy wiedzieli doskonale o jej wyczynach? Wątpię. Bo to nie jest już tylko Wasza tajemnica?
Możesz sobie mówić, że tak. Tylko, że nie wiesz jeszcze, kompletnie nie masz świadomości, z czym się będziesz musiał zmierzyć!
Chcesz jednak jej pozwolić wrócić?
Postaw sprawę ostro!
Jeżeli ma w ogóle marzyć o powrocie, bo do dania jej szansy droga dla niej będzie długa, bolesna i  daleka- o jej otrzymanie będzie musiała walczyć, to bezdyskusyjnie akceptuje następujące Twoje  warunki:
1/ Bierze winę na siebie i zgadza się na rozwód z orzeczeniem jej wyłącznej winy, Temat doprowadzasz do końca
2/Zgadza się na rozdzielczość majątkową oraz niekorzystny dla niej podział Waszego dorobku,
Jeśli pozwolisz jej wrócić- z własnej kieszeni płaci połowę kosztów utrzymania
3/Akceptuje i uszanuję każdą Twoją decyzję, w tym to, że masz prawo ułożyć sobie życie na nowo i ją jednak ostatecznie wykopiesz za drzwi, 
Ma cierpliwie czekać na Twój werdykt i nie naciskać ani kogokolwiek wysyłać z misją ?pojednania?
4/Ma świadomość tego co zrobiła, nie będzie Ciebie obciążała winą i wie, że Ty już nic nie musisz. Co najwyżej możesz.
5/ Akceptuje Twoje warunki jej powrotu i to że to Ona ma walczyć o Ciebie niczym lwica o młode, a nie odwrotnie. Ma udowodnić Tobie codziennie, że pozwolenie na jej powrót nie było Twoim błędem
6/ Zanim zechcesz ją przelecieć- ma dostarczyć na papierze wyniki badań na wszelkie choróbska przenoszone drogą płciową
7/ Akceptuje to, że z Twojej strony nie ma żadnych gwarancji na to, że jej się Ciebie uda odzyskać ..
Tylko tak i nie inaczej? Test jej wiarygodności i szczerości jej intencji?
Mówisz jej : Sprawdzam?
Wiesz, że bronisz kogoś, kto nie zasługuje na litość z Twojej strony? 
Bo litości nad Tobą nie miał?

Jesteś w wyjątkowo komfortowej sytuacji, o jakiej większość tutaj piszących może tylko pomarzyć..
Wiesz, z kim i z czym masz do czynienia. I naprawdę już nic nie musisz..
Co najwyżej możesz ...
Zarówno dać jej walczyć o Ciebie, jak i ją z hukiem na kopach wypierzyć ze swojego życia na zawsze!

448

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Widzisz chłopie, wszystko o czym Ci pisaliśmy się sprawdza. Wczoraj odkryłeś wiadomość, w której był przekaż o zbliżeniu, a dzisiaj się do tego przyznała. Zdradzający przyzna się tylko do tego, co już wiesz. Reszta na zawsze zostanie tajemnica. Separacja? Dla mnie to głupi pomysł, bo w ten sposób nie sprawdzisz, czy dasz radę z nią wytrzymać. Wczoraj nie wiedziała, czy coś do Ciebie czuje, a dziś ładujecie w łóżku i ona zmienia punkt widzenia o 180 stopni. Moim zdaniem są dwa wyjścia. Albo się rozstajecie, albo powoli próbujecie to naprawić. Odwlekanie decyzji nie ma sensu.

449 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-15 00:37:59)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Separacja miała być elementem tej próby poskładania tego na nowo.

Macie rację, powie tylko to, co już wiedziałem.

Łapię się też na tym, że nie mam cierpliwości. Oczekuję szybkich efektów.

450

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
damian087 napisał/a:

Widzisz chłopie, wszystko o czym Ci pisaliśmy się sprawdza. Wczoraj odkryłeś wiadomość, w której był przekaż o zbliżeniu, a dzisiaj się do tego przyznała. Zdradzający przyzna się tylko do tego, co już wiesz. Reszta na zawsze zostanie tajemnica. Separacja? Dla mnie to głupi pomysł, bo w ten sposób nie sprawdzisz, czy dasz radę z nią wytrzymać. Wczoraj nie wiedziała, czy coś do Ciebie czuje, a dziś ładujecie w łóżku i ona zmienia punkt widzenia o 180 stopni. Moim zdaniem są dwa wyjścia. Albo się rozstajecie, albo powoli próbujecie to naprawić. Odwlekanie decyzji nie ma sensu.

ACoMiTam91 nie przepracował jeszcze drugiego etapu po zdradzie. Teraz nie jest w stanie podjąć żadnej logicznej decyzji. Odseparowanie miało za cel danie Autorowi czas na przerobienie całej zdrady w swojej głowie, a tym samym do możliwości podjęcia świadomej decyzji - co dalej. On jednak woli działać odruchowo - ukrywanie i zamiatanie tematu pod dywan, wybaczanie na miękko, co tylko prowadzi do tego, że najdalej za rok wróci tu z kontynuacją tematu i z kolejnym porożem...

451

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

starr o co Ci chodzi z drugim etapem po zdradzie? To co Twoim zdaniem mam teraz robić? Wolałbym opcję z szansą na uratowanie tego związku.

452 Ostatnio edytowany przez starr (2018-07-15 01:04:52)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

starr o co Ci chodzi z drugim etapem po zdradzie? To co Twoim zdaniem mam teraz robić? Wolałbym opcję z szansą na uratowanie tego związku.

Etapy po zdradzie:

1. Niedowierzanie - To nie prawda, nie możliwe, to się nie stało, to się stało komuś innemu!

2. Gniew - Jak ta k.../ch... mogła mi zrobić ! Już ja jej pokaże gdzie raki zimują!

3. Smutek - ok. to się stało, jestem sam. Ale dlaczego ja?! Jest mi tak strasznie źle. Płacze po nocach itd.

4. Akceptacja - To było, minęło. Jestem sam, ale nie jest mi z tym źle. Dobrze, że to się skończyło. Kurde, jest tyle atrakcyjnych i mądrych dziewczyn wokół mnie. Co ja w niej widziałem?

Pułapki przy całym procesie:

Przy 1. - błaganie, poniżanie się wręcz o powrót. Czasem Stalking.

Przy 2. - mówienie znajomym (których zapewne ona też zna) o rzeczach w związku, o których nie powinno się mówić nikomu oprócz was.  Czasem również akty fizyczne które niszczą coś co jest jej (rozwalenie szyb w aucie, a w skrajnych wypadkach - zabójstwo w afekcie)

Przy 3. Rozdrapywanie ran. Tworzenie sobie kotwic w głowie, które nie pozwalają wyjść z depresji reaktywnej.

Przy 4 - życzę Ci, byś jak najszybciej doszedł do tego punktu


Jeszcze jedno: Napisałeś, że nadal ją kochasz. A teraz na spokojnie zastanów się, czy taką jaka była przed zdradą, czy kochasz ją taką, z gachem między nogami?

453

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Wspolczuję niefajnego punktu w ktorym jesteś, ale żeby odzyskać panowanie nad swoim życiem, musisz wydrapać się na górkę odpuszczenia jej sobie i zobaczyć co tam jest.
Nie Ty pierwszy i nie ostatni..

454

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Starr, świetny post, fajnie ująłeś wszystko w krótkiej wiadomości. Najważniejsze dla autora jest teraz to, aby uświadomił sobie, czy kocha te kobietę, która poznał 10 lat temu, czy te teraźniejszą, która zrobiła go w balona przed ołtarzem. Twoja żona twierdzi, że ten jeden raz był beznadziejny, mimo to, po tym słabym razie dalej twierdziła, że go kocha, będąc Twoja żona, a on też raczej miło się odnosił do tego razu. Ona nigdy nie powie Ci prawdy. Przyzna się do tego, na co będziesz miał dowód i to też nie zawsze. A tak będzie Ci przedstawiać najlepsza dla niej wersję zdarzeń. Jeszcze tylko brakowało, żeby Ci powiedziała, że bzykajac się z nim myślała o Tobie:)

455

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Panowie, może się Wam to wyda niedorzeczne, ale to nie gach między nogami jest dla mnie problemem. Boli mnie to, że tak poddała się tym uczuciom do fagasa, że zupełnie przestała się ze mną liczyć.

Co więcej, Wy mi sugerujecie takie radykalne rozwiązania. Czy nie warto dać sobie trochę czasu przed decyzją o rozwodzie? Ta separacja wydawała mi się dobrym kompromisem.

Dziś już nie ma wspólnego łóżka. Śpimy w osobnych pokojach.

Posty [ 391 do 455 z 531 ]

Strony Poprzednia 1 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024