Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 531 ]

326

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Chyba trochę przeginacie. Oczywiste jest, że chłopak popełnił potężny błąd, ale się do niego przyznał, chociaż nie musiał i chyba go zrozumiał. Rozmawiał z partnerką na temat możliwego przesunięcia daty ślubu. Natomiast ona nalegała na ślub, mimo, że miała kogoś na boku. Osobę, którą ponoć kochała. Dla mnie to właśnie jest szczyt hipokryzji. To świadczy o totalnym zepsuciu tej osoby. Przyznaję rację wszystkim, którzy piszą, że ten ślub był błędem, ogromnym błędem. Natomiast jest to błąd, który można cofnąć. Jesteście młodzi, nie macie dzieci. Tak jak Ci pisałem, byłem w podobnej sytuacji i uwierz mi, że masz podstawy do szybkiego rozwodu, jak również bez problemu dostaniesz "Stwierdzenie nieważności małżeństwa"(tak się to nazywa, rozwody kościelne nie istnieją). Wszyscy dobrze wiemy, że za błędy się płaci, Wy też zapłacicie. Zarówno finansowo, jak również pod kątem stresu, ale taka jest cena nieodpowiedzialności. A Ty chłopie weź się w garść, głowa do góry. Musisz podjąć decyzję, bo to życie w zawieszeniu Cię wykończy. Musisz przestać się nad sobą użalać, wyrzucić cały alkohol z domu i czymś się zająć. Zainwestuj w siebie, w sport, popraw własną samoocenę, a wtedy świat stanie się piękniejszy. Wiem co mówię.

Zobacz podobne tematy :

327 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 18:57:33)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Sorry, to Ty pierwszy dałeś ciała, reszta to odwetowe działanie w amoku.
Ja przynajmniej tak to widzę.

Tak, zaraz jeszcze napiszesz.

Nic nie napiszę.. bo dla mnie Twoja zdrada po tym jak już wyznaczyliście datę ślubu 1,5 roku przed i w domyśle kiedy już zdradzałeś były jakieś przygotowania, a na pewno w momencie kiedy do nich przyznałeś... no sorry..

Nie rozumiesz, że po tym jak się przyznałem był jeszcze czas, żeby to wszystko odwołać bez większych konsekwencji finansowych i społecznych? Goście nie byli jeszcze zaproszeni, a i chyba stracilibyśmy tylko jakieś niewielkie kaucje.
Zamiast tego moja żona zaczęła się wdawać w relację z "powiernikiem".
Ostatnie dwa posty: tak dziewczyny, ona cały czas twierdzi, że to była relacja, w której chodziło jej o wsparcie, rozmowę, zrozumienie. Relacja fizyczna miała być nieistotna.
Ale to są jej słowa, a niektóre wiadomości były pełne czułości i mocnych określeń ("kocham cię", "jest mi z tobą świetnie", "nigdy nie byłam z nikim, takim jak ty").
W połowie czerwca zaczęło się chyba między nimi coś psuć, bo w jednej z przesłanych mi przez żonę tamtego wiadomości, moja partnerka zarzuca mu, że on nie może być przy niej zawsze, kiedy tego potrzebuje.

Czyli co, moja żona zaczęła być zazdrosna o fagasa i liczyła, że on będzie poświęcaj jej tyle czasu, co swojej własnej żonie i dziecku? Naiwna.

328

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Jak dla mnie to oboje popełnili błąd, kolejno każde zdradzając i błagając drugie o wybaczenie... a wynikło to pewnie z tego, co i dziś Autorem miota - "co powie rodzina"... a może i ze strachu przed nieznanym życiem bez siebie, skoro tyle lat właściwie byli "razem" ("razem", bo tak naprawdę wcale razem nie żyli, każde osobno).

Najlepszym wyjściem w tym momencie będzie, jak któreś z nich wreszcie zdecyduje się być dorosłe i mimo tego, że rodzina coś tam powie, zdecyduje się na rozwód (unieważnienie unieważnieniem, i tak najpierw trzeba się rozwieść). A oni oboje miotają się teraz jak dzieci we mgle.

329

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

Jak dla mnie to oboje popełnili błąd, kolejno każde zdradzając i błagając drugie o wybaczenie... a wynikło to pewnie z tego, co i dziś Autorem miota - "co powie rodzina"... a może i ze strachu przed nieznanym życiem bez siebie, skoro tyle lat właściwie byli "razem" ("razem", bo tak naprawdę wcale razem nie żyli, każde osobno).

Ja Ci mogę powiedzieć, co mną motało: strach przed tym, że wreszcie powie sobie dość i mnie rzuci, bo zachciało mi się "interaktywnego porno".
Społeczne konsekwencje rozstania czy strach przed samotnością mnie nie dotyczą. Jednak ona z pewnością ma obawy o to, co powie rodzina i jak sobie poradzi beze mnie.
Mimo wszystko ja mam jakieś doświadczenia z poprzednich związków, a ona była tylko ze mną.

Proszę Was, nie wymyślajcie. Jak możecie o coś zapytać, to proszę bez domysłów.

330

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Tak, zaraz jeszcze napiszesz.

Nic nie napiszę.. bo dla mnie Twoja zdrada po tym jak już wyznaczyliście datę ślubu 1,5 roku przed i w domyśle kiedy już zdradzałeś były jakieś przygotowania, a na pewno w momencie kiedy do nich przyznałeś... no sorry..

Nie rozumiesz, że po tym jak się przyznałem był jeszcze czas, żeby to wszystko odwołać bez większych konsekwencji finansowych i społecznych? Goście nie byli jeszcze zaproszeni, a i chyba stracilibyśmy tylko jakieś niewielkie kaucje.
Zamiast tego moja żona zaczęła się wdawać w relację z "powiernikiem".
Ostatnie dwa posty: tak dziewczyny, ona cały czas twierdzi, że to była relacja, w której chodziło jej o wsparcie, rozmowę, zrozumienie. Relacja fizyczna miała być nieistotna.
Ale to są jej słowa, a niektóre wiadomości były pełne czułości i mocnych określeń ("kocham cię", "jest mi z tobą świetnie", "nigdy nie byłam z nikim, takim jak ty").
W połowie czerwca zaczęło się chyba między nimi coś psuć, bo w jednej z przesłanych mi przez żonę tamtego wiadomości, moja partnerka zarzuca mu, że on nie może być przy niej zawsze, kiedy tego potrzebuje.

Czyli co, moja żona zaczęła być zazdrosna o fagasa i liczyła, że on będzie poświęcaj jej tyle czasu, co swojej własnej żonie i dziecku? Naiwna.

Nie siedzę w głowie Twojej żony, ale też jestem kobietą... i tak jak piszesz, Ty ciągle decydowałeś, ona usługiwała... czy tam ty byłeś inicjatorem ona poddawała.. sam napisałeś jak zareagowała na Twoją cyber sex zdradę z koleżanką... nie będąc dostatecznie silną nie urwała zaręczyn, ślubu, tylko skłoniła do kolegi z pracy, który ją 'wysłuchał'.
Nie pasujecie do siebie kompletnie. Nie rozumiem po co ten ślub po zdradach...
Tworzycie toksyczny związek.. po co? Dla opinii gawiedzi?

331 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-12 19:05:43)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Jak dla mnie to oboje popełnili błąd, kolejno każde zdradzając i błagając drugie o wybaczenie... a wynikło to pewnie z tego, co i dziś Autorem miota - "co powie rodzina"... a może i ze strachu przed nieznanym życiem bez siebie, skoro tyle lat właściwie byli "razem" ("razem", bo tak naprawdę wcale razem nie żyli, każde osobno).

Ja Ci mogę powiedzieć, co mną motało: strach przed tym, że wreszcie powie sobie dość i mnie rzuci, bo zachciało mi się "interaktywnego porno".
Społeczne konsekwencje rozstania czy strach przed samotnością mnie nie dotyczą. Jednak ona z pewnością ma obawy o to, co powie rodzina i jak sobie poradzi beze mnie.
Mimo wszystko ja mam jakieś doświadczenia z poprzednich związków, a ona była tylko ze mną.

Proszę Was, nie wymyślajcie. Jak możecie o coś zapytać, to proszę bez domysłów.

ACoMiTam91 napisał/a:

Przy czym musicie zrozumieć, że co innego, gdy małżeństwo sypie się po 3 latach, a co innego, gdy kończy się po paru miesiącach. Ja też jestem poddawany presji społecznej.
Jak odbiorą to ludzie z mojego otoczenia?

Po co mam pytać o to, co już napisałeś? big_smile

332

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Tworzycie toksyczny związek.. po co? Dla opinii gawiedzi?

Nie potrafię odpowiedzieć za nią. Jeśli chodzi o mnie, to jestem z nią, bo ją kocham i nie potrafię odnaleźć innego wytłumaczenia.
Może to jest toksyczna czy niedoskonała miłość, ale cóż... jest.

333

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

Po co mam pytać o to, co już napisałeś? big_smile

Dzień później moja narzeczona leżała na podłodze zapłakana i błagała mnie, żebym się z nią ożenił. Przedstawiłem swoje oczekiwania i ostatecznie zgodziłem się na ten ślub. Po pierwsze dlatego, że ją kocham i chciałem z nią założyć rodzinę. Po drugie z powodu presji społecznej. Gdybyśmy odwołali ślub i wesele (na około 100 osób) na tydzień przed, to koszta tego byłyby dość duże (imprezę organizowali rodzice). Przy czym zwracałem uwagę na rolę presji otoczenia i "skandalu". Sugerowałem jej, że jeśli mnie nie kocha i wychodzi za mnie tylko z obawy przed konsekwencjami odwołania imprezy, to ja to wezmę na siebie i zapłacę ze swojej kasy (wniosłem do małżeństwa kilkadziesiąt tysięcy złotych, ona kilkaset...). Ona twierdziła jednak, że to nie jest dla niej istotne. Prosiłem ją jednak o zupełną szczerość. Obiecywałem, że to jest moment, kiedy może mi powiedzieć wszystko i ja jej to wybaczę. Stwierdziła patrząc mi w oczy, że wiem już o wszystkim i że kolejnych błędów już nie popełni. Niestety, zupełnie nie była wtedy szczera...

Cytuj właściwe fragmenty.
Wątek dotyczył zdradzania i wybaczania, a to, co Ty cytujesz, to moje obawy związane z ewentualnym planem B (czyli rozstaniem; plan A to kontynuowanie tego małżeństwa - oba ciągle są w grze, a ja nie umiem się zdecydować).

334 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-12 19:16:53)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Cytuj właściwe fragmenty.
Wątek dotyczył zdradzania i wybaczania, a to, co Ty cytujesz, to moje obawy związane z ewentualnym planem B (czyli rozstaniem; plan A to kontynuowanie tego małżeństwa - oba ciągle są w grze, a ja nie umiem się zdecydować).

To był właściwy fragment. Oboje boicie się przyznać do tego, że to małżeństwo to jedna wielka pomyłka. Ty szukasz jej winy (zdradziła, ale bardziej niż Ty), ona Twojej (był tam taki gdzieś fragment, że miała nadzieję, że ją uderzysz, to by jej dało możliwość ewakuacji bez wielkiego tłumaczenia). Powtórzę - jak dla mnie, miotacie się jak jakieś dzieci we mgle, z których każde wolałoby iść w inną stronę, ale mama kazała trzymać się za ręce i każde teraz kombinuje, co by tu zrobić, żeby to ten drugi puścił tą rękę pierwszy.
A Ty nie czaruj tu jakąś wielką miłością do niej, bo tej miłości nie ma, może kiedyś była, ale zacząłeś ją zdradzać, to już nie - po prostu nie umiałeś podjąć konkretnej decyzji, jak i nadal nie potrafisz - i twierdzisz, że to przez to, że Cię błagała... z litości z nią jesteś? Z przyzwyczajenia? Z powodu presji społecznej? W każdym razie to, co teraz jest między Wami, nawet koło miłości nie leżało.

335

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

To był właściwy fragment. Oboje boicie się przyznać do tego, że to małżeństwo to jedna wielka pomyłka. Ty szukasz jej winy (zdradziła, ale bardziej niż Ty), ona Twojej (był tam taki gdzieś fragment, że miała nadzieję, że ją uderzysz, to by jej dało możliwość ewakuacji bez wielkiego tłumaczenia). Powtórzę - jak dla mnie, miotacie się jak jakieś dzieci we mgle, z których każde wolałoby iść w inną stronę, ale mama kazała trzymać się za ręce i każde teraz kombinuje, co by tu zrobić, żeby to ten drugi puścił tą rękę pierwszy.
A Ty nie czaruj tu jakąś wielką miłością do niej, bo tej miłości nie ma, może kiedyś była, ale zacząłeś ją zdradzać, to już nie - po prostu nie umiałeś podjąć konkretnej decyzji, jak i nadal nie potrafisz - i twierdzisz, że to przez to, że Cię błagała... z litości z nią jesteś? Z przyzwyczajenia? Z powodu presji społecznej? W każdym razie to, co teraz jest między Wami, nawet koło miłości nie leżało.

Lepiej bym tego nie ujęła ...

336

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Tworzycie toksyczny związek.. po co? Dla opinii gawiedzi?

Nie potrafię odpowiedzieć za nią. Jeśli chodzi o mnie, to jestem z nią, bo ją kocham i nie potrafię odnaleźć innego wytłumaczenia.
Może to jest toksyczna czy niedoskonała miłość, ale cóż... jest.

To nie miłość tylko przyzwyczajenie i obawa przed presją otoczenia, oceną..
Ty ją zdradziłeś, ona Ciebie..
Dajta se spokój..

337 Ostatnio edytowany przez natolinka (2018-07-12 19:26:44)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
natolinka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Bardziej mi zależy na tym, żebym kiedyś mógł jeszcze wziąć ślub kościelny.

Drugi ślub kościelny dostaniesz jeśli dostaniesz rozwód z pierwszego,a to nie jest takie proste,na każde widzimisię nikt nie dostaje rozwodu, zresztą oboje nie jesteście bez winy,a Ty sam nie wiesz czego chcesz.

Ja nie mam widzimisię. Małżeństwo jest nieważne, jeśli jedna ze stron zataiła jakąś istotną informację.
Trwający romans jest taką informacją.
Mam dowody.
Nie jestem bez winy - zgadzam się, ale moja narzeczona o wszystkim wiedziała. Wiedziała, za kogo wychodzi. Nie to, co ja.
Ja jej mówiłem przed ślubem: nie kochasz mnie, to zakończę to wszystko. Płakała i błagała o ten ślub, przysięgając, ze mnie kocha i że z tamtym to już skończone.
To co ja mogłem lepszego zrobić, jak jej uwierzyć i się zgodzić? W końcu ja ją kocham i chciałem tego małżeństwa szczerze.

Poza tym mi nie zależy na winie. Możemy się rozejść bez jej orzekania.

Chcę być z kobietą, która jest szczera i mnie kocha, a moja żona... no właśnie.

I właśnie dlatego napisałam,że…. sam nie wiesz czego chcesz....a napisałam...widzimisię.... ponieważ co i rusz słyszy się,że ktoś chce brać kościelny rozwód.Do małżeństwa - niestety - trzeba dorosnąć - sorry,ale taka jest prawda - aby potem nie było tego typu rozterek. A Ty jak dziecko.....Płakała i błagała o ten ślub, przysięgając, ze mnie kocha i że z tamtym to już skończone przecież małżeństwo to poważna decyzja,a że tak jest sam się przekonałeś .Takie płakanie,błaganie to tak kiedy dziecko płacze,że już będzie grzeczne,bojąc się,że dostanie w skórę.

338

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Nie rozumiesz, że po tym jak się przyznałem był jeszcze czas, żeby to wszystko odwołać bez większych konsekwencji finansowych i społecznych? Goście nie byli jeszcze zaproszeni, a i chyba stracilibyśmy tylko jakieś niewielkie kaucje.
Zamiast tego moja żona zaczęła się wdawać w relację z "powiernikiem".
Ostatnie dwa posty: tak dziewczyny, ona cały czas twierdzi, że to była relacja, w której chodziło jej o wsparcie, rozmowę, zrozumienie. Relacja fizyczna miała być nieistotna.
Ale to są jej słowa, a niektóre wiadomości były pełne czułości i mocnych określeń ("kocham cię", "jest mi z tobą świetnie", "nigdy nie byłam z nikim, takim jak ty").
W połowie czerwca zaczęło się chyba między nimi coś psuć, bo w jednej z przesłanych mi przez żonę tamtego wiadomości, moja partnerka zarzuca mu, że on nie może być przy niej zawsze, kiedy tego potrzebuje.

Czyli co, moja żona zaczęła być zazdrosna o fagasa i liczyła, że on będzie poświęcaj jej tyle czasu, co swojej własnej żonie i dziecku? Naiwna.


To wiele wyjaśnia. Zrozum, ona zdawała sobie sprawę, że tamten nie porzuci rodziny, dlatego wyszła za Ciebie. Pewnie jechałaby na dwa fronty do czasu, aż by się między nimi nie posypało, albo tamten zdecydowałby się porzucić rodzinę. Uwierz mi, że wtedy rzuciłaby Cię bez mrugnięcia okiem. Ona działała w pełni świadomie. Spójrz na to z boku. Między Wami już dawno nie było miłości. Dlatego powinniście się rozstać.

339 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-12 19:38:35)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
damian087 napisał/a:

To wiele wyjaśnia. Zrozum, ona zdawała sobie sprawę, że tamten nie porzuci rodziny, dlatego wyszła za Ciebie. Pewnie jechałaby na dwa fronty do czasu, aż by się między nimi nie posypało, albo tamten zdecydowałby się porzucić rodzinę. Uwierz mi, że wtedy rzuciłaby Cię bez mrugnięcia okiem. Ona działała w pełni świadomie. Spójrz na to z boku. Między Wami już dawno nie było miłości. Dlatego powinniście się rozstać.

Ok, ale zauważ, że jej romans, zażyłość, zaczęła kiedy Autor przyznał do sex-czatu z koleżanką ze studiów. Nie oddzielaj tego. Jako kobieta uważam, że po prostu szukała zrozumienia, wsparcia.. a wyszło jak wyszło... Wciąż uważam, że to główna wina autora, to  ze przyznał w czasie przygotowań ślubnych tylko bardziej jego już żonę mogło pogubić.. Nie, nie bronię, nie usprawiedliwiam, ale jestem w stanie zrozumieć szok i chęć znalezienia bratniej duszy, kto zrozumie, poklepie.. ona nie była gotowa na ślub, oboje ulegli presji..

340

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
damian087 napisał/a:

To wiele wyjaśnia. Zrozum, ona zdawała sobie sprawę, że tamten nie porzuci rodziny, dlatego wyszła za Ciebie. Pewnie jechałaby na dwa fronty do czasu, aż by się między nimi nie posypało, albo tamten zdecydowałby się porzucić rodzinę. Uwierz mi, że wtedy rzuciłaby Cię bez mrugnięcia okiem. Ona działała w pełni świadomie. Spójrz na to z boku. Między Wami już dawno nie było miłości. Dlatego powinniście się rozstać.

Ok, ale zauważ, że jej romans, zażyłość, zaczęła kiedy Autor przyznał do sex-czatu z koleżanką ze studiów. Nie oddzielaj tego. Jako kobieta uważam, że po prostu szukała zrozumienia, wsparcia.. a wyszło jak wyszło... Wciąż uważam, że to główna wina autora, to  ze przyznał w czasie przygotowań ślubnych tylko bardziej jego już żonę mogło pogubić.. Nie, nie bronię, nie usprawiedliwiam, ale jestem w stanie zrozumieć szok i chęć znalezienia bratniej duszy, kto zrozumie, poklepie.. ona nie była gotowa na ślub, oboje ulegli presji..

Widzisz, piszesz z perspektywy kobiety. Ja znowu rozumiem autora, bo zostałem podobnie potraktowany. Tak, wina autora jest bezsprzeczna. Tylko chodzi mi bardziej o to, że on mimo wszystko się przyznał do winy, brał pod uwagę zmianę terminu ślubu. A jego żona... Hmm, pewnie masz rację, że z początku pewnie faktycznie szukała zrozumienia. Jednak na kilka miesięcy przed ślubem już wiedziała, że nie kocha autora, tylko tego kolegę, a mimo to nalegała na ślub. Uważam, że takie działanie świadczy o zepsuciu moralnym. Pewnie była pogubiona, na pewno niedojrzała. Oboje byli niedojrzali i teraz ponoszą konsekwencję swojej niedojrzałości.

341 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-12 20:09:15)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
damian087 napisał/a:

Widzisz, piszesz z perspektywy kobiety. Ja znowu rozumiem autora, bo zostałem podobnie potraktowany. Tak, wina autora jest bezsprzeczna. Tylko chodzi mi bardziej o to, że on mimo wszystko się przyznał do winy, brał pod uwagę zmianę terminu ślubu. A jego żona... Hmm, pewnie masz rację, że z początku pewnie faktycznie szukała zrozumienia. Jednak na kilka miesięcy przed ślubem już wiedziała, że nie kocha autora, tylko tego kolegę, a mimo to nalegała na ślub. Uważam, że takie działanie świadczy o zepsuciu moralnym. Pewnie była pogubiona, na pewno niedojrzała. Oboje byli niedojrzali i teraz ponoszą konsekwencję swojej niedojrzałości.

Otóż to, absolutnie z Tobą zgadzam.
Oboje tworzyli toksyczny związek i nie dojrzeli do ślubu.

342

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Oboje tworzyli toksyczny związek i nie dojrzeli do ślubu.

Absolutnie się zgadzam, że nie dojrzeliśmy do ślubu. Czy to jest toksyczny związek? Mam ciągle wątpliwości. Natomiast nigdy się nie zgodzę z twierdzeniami, że ja jej już nie kocham. Wybaczcie, ale nikt z Was nie wie, co ja czuję i lektura forum Wam tego nie powie.

Jakbym jej nie kochał, to nie miałbym skrupułów, żeby to zakończyć. Nawet nie zacząłbym tego wątku. Po prostu złożyłbym wniosek o rozwód.

Ja ją ciągle kocham, dlatego mam taki dylemat. Dlatego się motam i dlatego nie wiem co zrobić, bo rozum mówi: "kończ to!", a serce: "daj jej kolejną szansę!".

343 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-12 20:28:57)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Ja ją ciągle kocham, dlatego mam taki dylemat. Dlatego się motam i dlatego nie wiem co zrobić, bo rozum mówi: "kończ to!", a serce: "daj jej kolejną szansę!".

To nie jest miłość. To jest uzależnienie albo przynajmniej przyzwyczajenie, bo jesteście ze sobą już tak długo. Gdybyś ją kochał, to a - nie zdradziłbyś, b - co najmniej połowy postów tu na forum o niej byś nie napisał (mówię o tych, w których po niej jedziesz).

Im prędzej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla Was obojga.

344 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 20:34:45)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

To nie jest miłość. To jest uzależnienie albo przynajmniej przyzwyczajenie, bo jesteście ze sobą już trak długo. Gdybyś ją kochał, to a - nie zdradziłbyś, b- połowy postów tu na forum o niej byś nie napisał.

Im prędzej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla Was obojga.

Wiesz co, powiem Ci tak. Mam taką jedną koleżankę. Czasem ze sobą gadamy. Parę lat po ślubie, dwójka dzieci etc.
No i ona mi raz mówi tak: "seks to nie miłość, jedno od drugiego można oddzielić i można kogoś kochać i pożądać inną osobę, ale nie da się kochać dwóch facetów na raz". Zdziwiłem się, że coś takiego stwierdza właśnie przedstawicielka płci pięknej, bo to dość "męski" (cudzysłów!) pogląd.
To mi powiedziała kobieta i jednocześnie uświadomiła mi, że ja - być może błędnie - zawsze tak podchodziłem do tych seks zabaw. Ja często nawet nie pożądałem tamtych kobiet, nie angażowałem się uczuciowo i nie chciałem z nimi być.
To było przedłużenie pornografii, ale wiem, że dla wielu kobiet sam fakt oglądania takich filmów to już zdrada. Dlatego my się nie zrozumiemy i się nie dogadamy. Dlatego też Twoje diagnozy, co do moich uczuć do żony, są zwyczajnie błędne i obciążone Twoim światopoglądem.

345

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

To było przedłużenie pornografii, ale wiem, że dla wielu kobiet sam fakt oglądania takich filmów to już zdrada. Dlatego my się nie zrozumiemy i się nie dogadamy. Dlatego też Twoje diagnozy, co do moich uczuć do żony, są zwyczajnie błędne i obciążone Twoim światopoglądem.

Fajnie, tylko najwyraźniej Twoja żona ma taki sam światopogląd jak ja big_smile Sam sobie odpowiadasz big_smile
I ja akurat nie mówiłam o pornosach, tylko już o tej koleżance. Porno to porno, każdy normalny facet ogląda...

Ja wiem, że my się nie zrozumiemy i nie dogadamy, mimo że ja rozumiem, że seks to nie miłość. Ale nie podoba Ci się to, co mówię. Niby chcesz rady, ale nie jesteś na nią gotowy. To samo z Twoim małżeństwem... więc, pa, ja już ten wątek odpuszczam smile

346 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 20:46:31)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

Fajnie, tylko najwyraźniej Twoja żona ma taki sam światopogląd jak ja big_smile Sam sobie odpowiadasz big_smile
I ja akurat nie mówiłam o pornosach, tylko już o tej koleżance. Porno to porno, każdy normalny facet ogląda...
Ja wiem, że my się nie zrozumiemy i nie dogadamy, mimo że ja rozumiem, że seks to nie miłość.

No i z pierwszym zdaniem muszę się zgodzić.
Natomiast nie masz wglądu w moje uczucia. Jeśli seks to nie miłość, to cyberseks to tym bardziej nie miłość. Więc nie mów mi, czy ja kocham, czy nie kocham.

347

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Oboje tworzyli toksyczny związek i nie dojrzeli do ślubu.

Absolutnie się zgadzam, że nie dojrzeliśmy do ślubu. Czy to jest toksyczny związek? Mam ciągle wątpliwości. Natomiast nigdy się nie zgodzę z twierdzeniami, że ja jej już nie kocham. Wybaczcie, ale nikt z Was nie wie, co ja czuję i lektura forum Wam tego nie powie.

Jakbym jej nie kochał, to nie miałbym skrupułów, żeby to zakończyć. Nawet nie zacząłbym tego wątku. Po prostu złożyłbym wniosek o rozwód.

Ja ją ciągle kocham, dlatego mam taki dylemat. Dlatego się motam i dlatego nie wiem co zrobić, bo rozum mówi: "kończ to!", a serce: "daj jej kolejną szansę!".

A ja z perspektywy czasu Cię rozumiem, bo myślałem dokładnie tak samo jak Ty... Też wydawało mi się, że kocham, że sobie nie poradzę bez niej. A to nie jest miłość, tylko przyzwyczajenie, strach przed zmianami, przed podjęciem decyzji o rozstaniu. Do tego dochodzi urażona męska duma. Ale powiem Ci jedno. To, co przeżywasz będzie narastać. Wydaje Ci się, że za tydzień będzie lepiej, a nie będzie. Ciągle będziesz o tym myślał i to analizował. Tym bardziej, że Twojej żonie jakoś nie zależy na naprawie. Nie wie, czy Cię kocha, nie wie, czy chce z Toba być. Zadam Ci jedno pytanie. Jak widzisz Wasz związek za rok? Chodzi mi o całokształt, mieszkanie, praca, wyjścia. Załóżmy, że Twoja żona zaczyna nową pracę, w której ma kilku przystojnych kolegów. Mają wyjście po pracy. I co wtedy robisz? Stoisz pod pubem z lornetką i obserwujesz? Chłopie, zamęczysz się tym, bo już nigdy jej nie zaufasz. Żeby przetrwać zdradę trzeba odciąć się od tego, co było, a Wy tego nie zrobicie, bo Ty nawet nie wiesz, czy ona Cię kocha, nie przerobicie zdrady, bo ona Ci niczego nie powie, a Ty jej nie uwierzysz. Zastanów się, zanim się zamęczysz.

348

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Miałam się już nie udzielać, ale - brawo, damian087 smile

349

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
damian087 napisał/a:

A ja z perspektywy czasu Cię rozumiem, bo myślałem dokładnie tak samo jak Ty... Też wydawało mi się, że kocham, że sobie nie poradzę bez niej. A to nie jest miłość, tylko przyzwyczajenie, strach przed zmianami, przed podjęciem decyzji o rozstaniu.

Czy Wy możecie zrozumieć, że ja jestem pewien, że sobie poradzę bez niej (mam do tego wszystko, co potrzebne: kasę, wykształcenie, znajomości, perspektywy, powodzenie u kobiet); nie boję się zmian (co wynika między innymi z mojego zawodu, w który zmiana jest wpisana); a decyzję o rozstaniu mógłbym podjąć z miejsca, gdyby nie uczucia do tej kobiety?

350 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-12 21:05:00)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Acomitam..Co do sex czatów, to może miały o tyle znaczenie, że coś w tej sferze nie grało, ale może i bez znaczenia, ok. w sensie nieważne dla Ciebie kobiety.
Ale to koleżankę żona wypominała, prawda? Pomyślałeś, że nieprzypadkowo pojawiła się w Twoim życiu.?
Nie chcesz w tą stronę patrzeć, bo dokonałeś wtedy WYBORU.. a ważniejsza była PRZYCZYNA..

smile smile smile
Ja mam 0 wątpliwości że Ty sobie poradzisz.
Ale szukaj innej przyczyny dla której chcesz walczyć o związek.

351

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

Acomitam..Co do sex czatów, to może miały o tyle znaczenie, że coś w tej sferze nie grało, ale może i bez znaczenia, ok. w sensie nieważne dla Ciebie kobiety.
Ale to koleżankę żona wypominała, prawda? Pomyślałeś, że nieprzypadkowo pojawiła się w Twoim życiu.?
Nie chcesz w tą stronę patrzeć, bo dokonałeś wtedy WYBORU.. a ważniejsza była PRZYCZYNA..

Przyczyną było to, że moja partnerka od zawsze miała niższe libido niż ja i potrzeby w tej sferze. Przez pierwsze 2-3 lata naszego związku było nawet OK, ale później.
Ja jej powtarzałem wiele razy, że to dla mnie ważna sfera, ale ona to bagatelizowała.
Tamta koleżanka pojawiła się w życiu przypadkowo i prawdopodobnie miała jakieś potrzeby do spełnienia, dlatego dała się na to namówić. Może nawet na coś liczyła z mojej strony.

Ela210 napisał/a:

Ja mam 0 wątpliwości że Ty sobie poradzisz.
Ale szukaj innej przyczyny dla której chcesz walczyć o związek.

Czy ciągle żywe uczucia względem żony to niewystarczająca przyczyna?

352 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-12 21:14:15)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Acomitam..Co do sex czatów, to może miały o tyle znaczenie, że coś w tej sferze nie grało, ale może i bez znaczenia, ok. w sensie nieważne dla Ciebie kobiety.
Ale to koleżankę żona wypominała, prawda? Pomyślałeś, że nieprzypadkowo pojawiła się w Twoim życiu.?
Nie chcesz w tą stronę patrzeć, bo dokonałeś wtedy WYBORU.. a ważniejsza była PRZYCZYNA..

Przyczyną było to, że moja partnerka od zawsze miała niższe libido niż ja i potrzeby w tej sferze. Przez pierwsze 2-3 lata naszego związku było nawet OK, ale później.
Ja jej powtarzałem wiele razy, że to dla mnie ważna sfera, ale ona to bagatelizowała.
Tamta koleżanka pojawiła się w życiu przypadkowo i prawdopodobnie miała jakieś potrzeby do spełnienia, dlatego dała się na to namówić. Może nawet na coś liczyła z mojej strony.

Ela210 napisał/a:

Ja mam 0 wątpliwości że Ty sobie poradzisz.
Ale szukaj innej przyczyny dla której chcesz walczyć o związek.


Czy ciągle żywe uczucia względem żony to niewystarczająca przyczyna?


Zidentyikuj te uczucia dobrze. Bo za parę lat będziecie nieudanym małżeństwem z dziećmi.. I wtedy mogą otworzyć Ci się oczy..
W żadne przypadki życiowe nie wierzę..

353

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

Zidentyikuj te uczucia dobrze. Bo za parę lat będziecie nieudanym małżeństwem z dziećmi.. I wtedy mogą otworzyć Ci się oczy..

Muszę tak zrobić... no i moje uczucia to dopiero połowa całości...

354 Ostatnio edytowany przez authority (2018-07-12 23:47:33)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Skasujcie pomyliłem tematy.

355

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Czytam twoja historie i dziwne to wszystko ,bardzo zawirowane,i zastanawia mnie jedno skoro juz przed waszym slubem on istnial ,jegomosc kolega to jak ten wasz slub wygladal,czy ona byla szczesliwa tego dnia ,po slubie?czy ty czules wasze szczescie?jak to wszystko wygladalo.W tym momencie piszesz ze nie mieszkacie ze soba ona sama z siebie sie wyprowadzila?Moim zdaniem powinniscie sie spotkac i porozmawiac ,powinna sie w koncu okreslic ,nie wierze jakos ze jej na tobie nie zalezy bo dawno by to zakonczyla,mozna byc tchorzem ale bez przesady na litosc nie az takim zeby kogos tak dreczyc.Ta niewiedza jest dla ciebie gorsza ,bo nie wiesz co myslec ,co robic masakra:-( Dobrze ze mamie swojej o tym powiedziales ,jednej rzeczy najbardziej nie rozumiem dlaczego do samego konca chcesz brac wine na siebie ,zeby przypadkiem dziewczynka przed swoimi rodzicami nie wyszla na ta zla ,chcesz ja przed tym bronic to nie jest maly dzieciak ,narozrabiala to teraz niech teraz to na klate wezmie, tym temacie za bardzo sie o nia boisz ,co jej rodzinka pomysli,to nie twoj problem.

356 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 02:20:10)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Wiecie co, tak sobie siedzę i dumam kolejną noc. Tym razem bez alkoholu. Dochodzę do wniosku, że mam ten ślub kościelny, że (jak już kilka razy to pisałem) zależy mi na ewentualnym unieważnieniu mojego małżeństwa, bo kiedyś chciałbym ponownie stanąć przed ołtarzem.
Ale uświadamiam sobie, że dla mnie - jak i mojej żony - to wszystko nie miało większej wartości, bo myśmy od kilku lat nie byli praktykujący.
Nie wiem do końca jak żona, muszę o tym z nią porozmawiać, ale ja nigdy wiary nie straciłem, chociaż od dłuższego czasu mocno ją zaniedbuję. Jest wygaszona, czy jakby kto inny powiedział: martwa.

Może ten cios już na samym wstępie małżeństwa to jest próba dla nas? Znak, że powinniśmy zwrócić się ku fundamentom małżeństwa sakramentalnego? Może tak bardzo o tym zapomnieliśmy, że nie było innej opcji jak "terapia" szokowa i zmuszenie nas do tego, by zwrócić się po pomoc i wsparcie duchowe?

No bo przecież nie podpisaliśmy kontraktu na bycie ze sobą (to też, ale w cywilnym), tylko jednak stworzyliśmy pewną wspólnotę religijną.

Tak sobie myślę, że gdybym odwołał się do tego religijnego źródła małżeństwa, to byłbym w stanie zobaczyć sens tych ostatnich wydarzeń i zupełnie wybaczyć żonie jej błądzenie (chrześcijańskie miłosierdzie), a ona może odnalazłaby ścieżkę do powrotu ku mnie?

Bo tak w sumie, jeśli dla nas ten ślub to była przede wszystkim ceremonia, to wszystko było i tak martwe od początku. Może na wierzchu piękne jak marmurowy grób (bo przecież każdy szczegół dopracowany; fajna muzyka, piękne zdjęcia etc.), ale w środku tylko zgnilizna i robactwo...

Może gdybyśmy z żoną powrócili do regularnej i wspólnej praktyki religijnej, poszukali wsparcia duchowego i psychologicznego, to udałoby się nam znieść ten trud i wrócić do wzajemnej miłości? Takiej miłości jak z 1 Listu do Koryntian? Może to jest próba naszego chrześcijaństwa?

Na naszym ślubie jej siostra czytała Hymn o Miłości i dopadło ją takie wzruszenie, że odebrało jej słowa i się popłakała. Może to jest taki widzialny znak, gdzie rozpocząć poszukiwania? Gdzie jest odpowiedź na tę dramatyczną sytuację, którą tu Wam (w sumie nieudolnie) opisuję?

357

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Przysiega zobowiazuje ,w koncu sama chciala tego slubu i nie wierze ze wziela go tylko z presji otoczenia co ludzie powiedza,no chyba ze jest tak glupia i plytka, ale to tylko ty wiesz, my mozemy tylko gdybac.Moze chciala zeby wam wyszlo ,szla do pracy i byl tam jegomosc na jej szczescie czy tez nieszczescie .

358

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Wspolnota wspolnotą, jednak kazdy ma wolną wolę i przechodzi swoją ścieżkę. W przysiędze jest zresztą że łączą się w jedno ciało, a nie jedną duszę..

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Jesteśmy ze sobą ponad 10 lat i w zasadzie nie mieliśmy nikogo przed sobą.

vs:

ACoMiTam91 napisał/a:

Mimo wszystko ja mam jakieś doświadczenia z poprzednich związków, a ona była tylko ze mną.

Ponadto:

ACoMiTam91 napisał/a:

Poza tym, ja nie wiem chyba, co to znaczy zacząć od nowa.
Nawet nie mam pomysłu, jak się do tego zabrać..

vs:

ACoMiTam91 napisał/a:

nie boję się zmian (co wynika między innymi z mojego zawodu, w który zmiana jest wpisana); a decyzję o rozstaniu mógłbym podjąć z miejsca, gdyby nie uczucia do tej kobiety?



Albo nie jesteś z nami do końca szczery , albo zaczynasz się gubić bo trolujesz. Już nie wspomnę o pomyłce dot. kierunku wyjazdu.

360

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Albo nie jesteś z nami do końca szczery , albo zaczynasz się gubić bo trolujesz. Już nie wspomnę o pomyłce dot. kierunku wyjazdu.

Autor coraz bardziej się zapętla w swoich wypowiedziach ponieważ ta jego wybujała samoocena oraz mniemanie o sobie ma się nijak do tego jaki obraz się wyłania z jego postów. Nienaganny styl pisania może (z)mylić, ale do czasu.

ACoMiTam91 napisał/a:

ja jestem pewien, że sobie poradzę bez niej (mam do tego wszystko, co potrzebne: kasę, wykształcenie, znajomości, perspektywy, powodzenie u kobiet); nie boję się zmian (co wynika między innymi z mojego zawodu, w który zmiana jest wpisana

ACoMiTam91 napisał/a:

Ja jestem natomiast gwarantem stabilności jej oficjalnego życia. Jestem tylko (lub w jej mniemaniu aż) tarczą przed całą tą krytyką, jaka na nią spłynie, gdy jej działania wyjadą na wierzch, a nasze małżeństwo się rozsypie.

ACoMiTam91 napisał/a:

Przy czym musicie zrozumieć, że co innego, gdy małżeństwo sypie się po 3 latach, a co innego, gdy kończy się po paru miesiącach. Ja też jestem poddawany presji społecznej.
Jak odbiorą to ludzie z mojego otoczenia?

Tylko ja, Ja, JA... no i co ludzie powiedzą...

Dlatego tak się irytuje, jak ktoś próbuje obnażyć jego hipokryzję i zwrócić uwagę na arogancję i pychę.
Ha! Ciekawe, że to właśnie m.in. te dwie cechy Autor mi wytknął wink

361

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Chłopie, to co wiesz to jest wierzchołek góry lodowej, masz poroże takie że aż głowa boli. Nie wiem na ci Ty liczysz, że będzie dobrze? Ona jest tylko z Tobą bo tamten jest żonaty, jak od niego odejdzie żona to Ty zostaniesz sam, bo ona pójdzie do niego. Daj spokój z tym wyjazdem, nic już nie będzie takie jak kiedyś ani dla Ciebie ani dla niej. Jeśli raz zdradziła to będzie to robić dalej, a ty jesteś teraz dla niej tylko odgrzewanym kotletem, i nigdy nie dorównasz jej gachowi. Jak masz dowody to wnieś o unieważnienia małżeństwa, jak nie to rozwód.

362

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Jak masz dowody to wnieś o unieważnienia małżeństwa, jak nie to rozwód.

Raczej na odwrót - rozwód i ewentualne unieważnienie ślubu kościelnego.

363

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

No dobrze, rozwód z orzeczeniem o winie, i unieważnienie ślubu. Nie czepiajmy się detali

364 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 11:55:28)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

Wspolnota wspolnotą, jednak kazdy ma wolną wolę i przechodzi swoją ścieżkę. W przysiędze jest zresztą że łączą się w jedno ciało, a nie jedną duszę..

A co jest ostatecznie ważniejsze? Ciało czy dusza?

@Pokręcona Owieczka, czy jakieś miłostki z początku liceum to wspomnienia warte odnotowania? Zbagatelizowałem ich rolę. Natomiast przypomniałem sobie o mojej wielkiej, internetowej miłości z gimnazjum, która ciągła się przez ponad 2 lata i ostatecznie okazała się jakimś teatrzykiem nastolatki, która okłamała mnie nawet w kwestii własnego imienia. Jaka to była wtedy rozpacz, kiedy ostatecznie się okazało, że ona kręci i manipuluje, chociaż do końca nie wiem, jak tam wtedy było. Ja jej jednak do końca wierzyłem i dawałem się zwodzić... może jestem zbyt ufny w stosunku do osób, które pokochałem?

kasia.c napisał/a:

Nie czepiajmy się detali

No właśnie niektórzy tu się mocno detali czepiają. Wystarczy raz się pomylić (Gracja --> Włochy) i już jesteś podejrzany o trolling czy oszukiwanie i nawet sensowne wyjaśnienie nic nie pomoże. hmm

365

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Wiecie co, tak sobie siedzę i dumam kolejną noc. Tym razem bez alkoholu. Dochodzę do wniosku, że mam ten ślub kościelny, że (jak już kilka razy to pisałem) zależy mi na ewentualnym unieważnieniu mojego małżeństwa, bo kiedyś chciałbym ponownie stanąć przed ołtarzem.
Ale uświadamiam sobie, że dla mnie - jak i mojej żony - to wszystko nie miało większej wartości, bo myśmy od kilku lat nie byli praktykujący.
Nie wiem do końca jak żona, muszę o tym z nią porozmawiać, ale ja nigdy wiary nie straciłem, chociaż od dłuższego czasu mocno ją zaniedbuję. Jest wygaszona, czy jakby kto inny powiedział: martwa.

Może ten cios już na samym wstępie małżeństwa to jest próba dla nas? Znak, że powinniśmy zwrócić się ku fundamentom małżeństwa sakramentalnego? Może tak bardzo o tym zapomnieliśmy, że nie było innej opcji jak "terapia" szokowa i zmuszenie nas do tego, by zwrócić się po pomoc i wsparcie duchowe?

No bo przecież nie podpisaliśmy kontraktu na bycie ze sobą (to też, ale w cywilnym), tylko jednak stworzyliśmy pewną wspólnotę religijną.

Tak sobie myślę, że gdybym odwołał się do tego religijnego źródła małżeństwa, to byłbym w stanie zobaczyć sens tych ostatnich wydarzeń i zupełnie wybaczyć żonie jej błądzenie (chrześcijańskie miłosierdzie), a ona może odnalazłaby ścieżkę do powrotu ku mnie?

Bo tak w sumie, jeśli dla nas ten ślub to była przede wszystkim ceremonia, to wszystko było i tak martwe od początku. Może na wierzchu piękne jak marmurowy grób (bo przecież każdy szczegół dopracowany; fajna muzyka, piękne zdjęcia etc.), ale w środku tylko zgnilizna i robactwo...

Może gdybyśmy z żoną powrócili do regularnej i wspólnej praktyki religijnej, poszukali wsparcia duchowego i psychologicznego, to udałoby się nam znieść ten trud i wrócić do wzajemnej miłości? Takiej miłości jak z 1 Listu do Koryntian? Może to jest próba naszego chrześcijaństwa?

Na naszym ślubie jej siostra czytała Hymn o Miłości i dopadło ją takie wzruszenie, że odebrało jej słowa i się popłakała. Może to jest taki widzialny znak, gdzie rozpocząć poszukiwania? Gdzie jest odpowiedź na tę dramatyczną sytuację, którą tu Wam (w sumie nieudolnie) opisuję?


Nie mozna wrocic do milosci, ktorej nie ma.

366

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Słuchajcie, nawet już nie chodzi o tę moją miłość, ale o przyszłość. Kilka osób na to wskazywało i ja nie chciałem o tym myśleć.
Jeśli zostaniemy ze sobą, to przecież będą musiały pojawić się dzieci.
Niech tamten odchowa swoje i zostawi za 2-3 lata żonę.
Skontaktuje się z moją i zacznie jej obiecywać szczęśliwe życie.
No i co wtedy? Moja żona zostawi mnie z dzieckiem, albo sobie dziecko zabierze?
To dopiero będą dramaty.

Albo nawet nie jej obecny kochaś, ale inny facet... wiadomo, serce nie sługa (moje też), ale ona pozwoliła sobie na taką spiralę kłamstw...

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

@Pokręcona Owieczka, czy jakieś miłostki z początku liceum to wspomnienia warte odnotowania? Zbagatelizowałem ich rolę. Natomiast przypomniałem sobie o mojej wielkiej, internetowej miłości z gimnazjum, która ciągła się przez ponad 2 lata i ostatecznie okazała się jakimś teatrzykiem nastolatki, która okłamała mnie nawet w kwestii własnego imienia. Jaka to była wtedy rozpacz, kiedy ostatecznie się okazało, że ona kręci i manipuluje, chociaż do końca nie wiem, jak tam wtedy było. Ja jej jednak do końca wierzyłem i dawałem się zwodzić... może jestem zbyt ufny w stosunku do osób, które pokochałem?

Jeśli powołujesz się na takie doświadczenie pisząc:

ACoMiTam91 napisał/a:

Mimo wszystko ja mam jakieś doświadczenia z poprzednich związków...

To naprawdę, ale nie wiem czy się śmiać czy płakać ( bez urazy)

Odnośnie detali, Koleżanka odpowiedziała Maku dot. jej błędu a nie Twoich postów, więc sorry.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Słuchajcie, nawet już nie chodzi o tę moją miłość, ale o przyszłość. Kilka osób na to wskazywało i ja nie chciałem o tym myśleć.
Jeśli zostaniemy ze sobą, to przecież będą musiały pojawić się dzieci.
Niech tamten odchowa swoje i zostawi za 2-3 lata żonę.
Skontaktuje się z moją i zacznie jej obiecywać szczęśliwe życie.
No i co wtedy? Moja żona zostawi mnie z dzieckiem, albo sobie dziecko zabierze?
To dopiero będą dramaty.

Albo nawet nie jej obecny kochaś, ale inny facet... wiadomo, serce nie sługa (moje też), ale ona pozwoliła sobie na taką spiralę kłamstw...

Co by było gdyby?
Nie jesteśmy wróżkami, nie mamy złotych kul ani zapasu fusów.
Decyzja jest do podjęcia teraz, na bazie przeszłości i teraźniejszości. A co przyniesie przyszłość to nigdy nie wiadomo.

369 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 12:44:08)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

To naprawdę, ale nie wiem czy się śmiać czy płakać ( bez urazy)

No widzisz, więc po co się było przyznawać? Żeby jakaś obca osoba pisała o mojej osobistej traumie w taki sposób?
Sama podajesz argumenty za tym, że na forum nie można być do końca szczerym.
To jednak nie jest cichy gabinet psychologa, który wie, jak z człowiekiem rozmawiać.

Pokręcona Owieczka napisał/a:

Decyzja jest do podjęcia teraz, na bazie przeszłości i teraźniejszości. A co przyniesie przyszłość to nigdy nie wiadomo.

Otóż zupełnie nie na teraz, bo moja żona cały czas domaga się czasu na przemyślenia i podjęcie ostatecznej decyzji.

Dziś ma tu przyjechać. W weekend pojedziemy do jej rodziców i przedstawimy sytuację.

370

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Ale przecież nie masz obowiązku pisania na forum, jak Ci się nie podoba. Sam ciągniesz temat bez przerwy w kółko - rozstałbym się, ale kocham, ale nie wiem, czy kocham, ale jednak kocham, ale ona nie wie... dostałeś odpowiedzi - rozstańcie się, to gdybasz, co będzie, jak się nie rozstaniecie, dostałeś odpowiedzi - próbuj, to Ty nie wiesz, czy ona Cię kocha, raz jesteś pod presją otoczenia, raz nie jesteś, raz się boisz, raz nie - a potem jeszcze z pretensjami wyskakujesz.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Dziś ma tu przyjechać. W weekend pojedziemy do jej rodziców i przedstawimy sytuację.

Zatem w weekend nastąpi, jak rozumiem, debatowanie w szerszym gronie.

Weź kartkę, podziel na pół i wypisz za i przeciw. Może pomoże Ci to podjąć decyzję.

372 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 12:49:49)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

Ale przecież nie masz obowiązku pisania na forum, jak Ci się nie podoba.

No nie mam. Stwierdziłem, że o pewnej osobistej kwestii napisać nie muszę, to się pojawiły zarzuty o trolling.
Wyjaśniłem to.
No to Ty dałaś potwierdzenie tego, że pisać nie było sensu, bo kwestię wyśmiałaś.

Tak trudno zrozumieć, że nie wiem co zrobić, bo rozum podpowiada co innego niż serce?

Dalej nie rozumiesz, że nie wiem, czy ona mnie kocha, bo ona sama tego nie wie? To nie ja mam tutaj problemy z określeniem się w kluczowej kwestii.

373

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Ale przecież nie masz obowiązku pisania na forum, jak Ci się nie podoba.

No nie mam. Stwierdziłem, że o pewnej osobistej kwestii napisać nie muszę, to się pojawiły zarzuty o trolling.
Wyjaśniłem to.
No to Ty dałaś potwierdzenie tego, że pisać nie było sensu, bo kwestię wyśmiałaś.

Tak trudno zrozumieć, że nie wiem co zrobić, bo rozum podpowiada co innego niż serce?

A w którym miejscu ja Cię wyśmiałam, skarbeńku?

374 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 12:53:11)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
santapietruszka napisał/a:

A w którym miejscu ja Cię wyśmiałam, skarbeńku?

Nie Ty, o tym pisze:

Pokręcona Owieczka napisał/a:

To naprawdę, ale nie wiem czy się śmiać czy płakać ( bez urazy)

Ech, pomyliłem wpisy. Sorry.

375

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

To naprawdę, ale nie wiem czy się śmiać czy płakać ( bez urazy)

No widzisz, więc po co się było przyznawać? Żeby jakaś obca osoba pisała o mojej osobistej traumie w taki sposób?
Sama podajesz argumenty za tym, że na forum nie można być do końca szczerym.
To jednak nie jest cichy gabinet psychologa, który wie, jak z człowiekiem rozmawiać.

Pokręcona Owieczka napisał/a:

Decyzja jest do podjęcia teraz, na bazie przeszłości i teraźniejszości. A co przyniesie przyszłość to nigdy nie wiadomo.

Otóż zupełnie nie na teraz, bo moja żona cały czas domaga się czasu na przemyślenia i podjęcie ostatecznej decyzji.

Dziś ma tu przyjechać. W weekend pojedziemy do jej rodziców i przedstawimy sytuację.

Zostawcie w spokoju rodzicow!

To Wy musicie ustalic ciag dalszy, nie mamusia i tatus.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Autorze, z całym szacunkiem, ale jak ktoś pisze, że ma za sobą jakieś doświadczenia, że był w związku, to rozumiem, że był w na tyle poważnej relacji, która pokazała mu na czym polega związek. Ty natomiast powołujesz się na związek przez internet w czasach gimnazjum, który sam nazwałeś niepoważny.

Nie mów zatem, że masz w przeciwieństwie do żony jakieś doświadczenia, bo nie masz.

Napisałam Ci w tym wątku kilka rad, życzę powodzenia.

377

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Autorze, z całym szacunkiem, ale jak ktoś pisze, że ma za sobą jakieś doświadczenia, że był w związku, to rozumiem, że był w na tyle poważnej relacji, która pokazała mu na czym polega związek. Ty natomiast powołujesz się na związek przez internet w czasach gimnazjum, który sam nazwałeś niepoważny.

Nie napisałem, że to było niepoważne. Czytaj jak stoi! To była dla mnie pierwsza miłość (napisałem nawet "wielka") i rzeczywiście mocno przeżyłem zakończenie tamtej znajomości. Ja i moja rodzina (bo była już po takim czasie w to zaangażowana).
Pamiętam co wtedy czułem. Znam ból rozpaczy i wiem, że po dniu, w którym wydaje Ci się, że świat się kończy, przychodzi nowy dzień. Słońce dalej świeci.
W tym sensie nie boję się już rozstania z żoną.
Ona natomiast nigdy nie musiała zakończyć żadnej znajomości tego rodzaju.
Dlatego tak, mam niewątpliwie większe doświadczenie od niej.

Poza tym, miałem też jakieś przelotne miłostki na początku liceum. Ona nic takiego nie przeżyła.

378

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ZielonaKama napisał/a:

Zostawcie w spokoju rodzicow!

To Wy musicie ustalic ciag dalszy, nie mamusia i tatus.

My to ustalimy, ale ja nie chciałbym, żeby wszyscy przeżyli szok i pojawił się na tym tle jakiś wielki dramat czy skandal.
Najbliżsi powinny wiedzieć. Moja matka już wie. W końcu małżeństwo łączy także rodziny, prawda?

Poza tym ja myślę, że jak jej rodzice się dowiedzą, to ona poczuje ulgę i łatwiej jej będzie zdecydować, czego tak naprawdę chce.
Mam wrażenie, że strach przed ich reakcją mocno ją paraliżuje.
Tam na pewno wypłyną też liczne żale, jakie ona do nich ma od dzieciństwa. To będzie trudna rozmowa.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Nie napisałem, że to było niepoważne. Czytaj jak stoi! .

czytam:

ACoMiTam91 napisał/a:

Natomiast przypomniałem sobie o mojej wielkiej, internetowej miłości z gimnazjum, która ciągła się przez ponad 2 lata i ostatecznie okazała się jakimś teatrzykiem nastolatki...


ACoMiTam91 napisał/a:

Poza tym, miałem też jakieś przelotne miłostki na początku liceum. Ona nic takiego nie przeżyła.

Jesteś pewien? Młoda, dorastająca dziewczyna nigdy nie była w nikim zakochana? Może faktycznie nie znasz swojej żony?

380 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 13:21:26)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Czytasz i dalej nie rozumiesz. Skoro to była dla mnie "wielka miłość", to chyba jasne, że się w to całkowicie zaangażowałem emocjonalnie, a później musiałem znieść świadomość tego, że z drugiej strony to było w jakiejś mierze przedstawienie? Musiałem więc przełknąć nie tylko robienie w c*uja, ale też zakończenie tej ponad 2-letniej i bardzo intensywnej (wielogodzinne, codzienne kontakty) znajomości. No i tak, byłem naiwnym dzieciakiem, ale to tylko utrudnia sprawę.

Z pewnością moją żona była kiedyś zakochana, ale nigdy nie była w parze i nie musiała kończyć z kimś znajomości opartej na takich uczuciach.

381

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Czytasz i dalej nie rozumiesz. Skoro to była dla mnie "wielka miłość", to chyba jasne, że się w to całkowicie zaangażowałem emocjonalnie, a później musiałem znieść świadomość tego, że z drugiej strony to było w jakiejś mierze przedstawienie? Musiałem więc przełknąć nie tylko robienie w c*uja, ale też zakończenie tej ponad 2-letniej i bardzo intensywnej (wielogodzinne, codzienne kontakty) znajomości. No i tak, byłem naiwnym dzieciakiem, ale to tylko utrudnia sprawę.

Z pewnością moją żona była kiedyś zakochana, ale nigdy nie była w parze i nie musiała kończyć z kimś znajomości opartej na takich uczuciach.

Ty poważnie mówisz o wielkiej, gimnazjalnej, INTERNETOEJ miłości trwającej 2 lata, zaangażowaniu emocjonalnym na podstawie wielogodzinnych, codziennych kontaktów, do czego zaangażowanie Twojej rodziny??
I na tej podstawie twierdzisz, że masz doświadczenie w związkach? I wiesz co znaczy kochać?
Wybacz, ale albo sam jesteś niepoważny albo forumowiczów masz za kompletnych idiotów.

382

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Ale przecież nie masz obowiązku pisania na forum, jak Ci się nie podoba.

No nie mam. Stwierdziłem, że o pewnej osobistej kwestii napisać nie muszę, to się pojawiły zarzuty o trolling.
Wyjaśniłem to.
No to Ty dałaś potwierdzenie tego, że pisać nie było sensu, bo kwestię wyśmiałaś.

Tak trudno zrozumieć, że nie wiem co zrobić, bo rozum podpowiada co innego niż serce?

Dalej nie rozumiesz, że nie wiem, czy ona mnie kocha, bo ona sama tego nie wie ? To nie ja mam tutaj problemy z określeniem się w kluczowej kwestii.

hmmm.. a dlaczego uzależniasz swoje być i czuć i dalsze życie od  decyzji  żony ?  nie wie czy kocha ....  i niby co się ma zadziać by się dowiedziała ??

Autorze, raczej bym się skupiła na sobie w tym wszystkim . czego ja chcę ??? i czy to co dostaje od partnera jest ok. ...
Chcesz teraz czekać z życiem na jej kocham/ nie kocham ? będę / nie będę ???

Każda decyzja rodzi konsekwencje ... ale z szacunku dla siebie , swojego czasu i życia ... idź tam gdzie chcesz być   ... nawet jeśli kochasz.
Pamiętaj - że najpierw miłość do siebie , szacunek .... i dopiero dla innych .

Z pewnością moją żona była kiedyś zakochana, ale nigdy nie była w parze i nie musiała kończyć z kimś znajomości opartej na takich uczuciach.

możesz się mylić ... bo cierpi rozstanie z kochankiem.... i "musi " kończyć znajomość ...

383

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Wybacz, ale albo sam jesteś niepoważny albo forumowiczów masz za kompletnych idiotów.

Zdaje się, że dzieli nas istotna różnica wieku, może dlatego ciągle się nie rozumiemy, a Ty cały czas zarzucasz mi manipulacje i kłamstwa.
Jesteśmy bardzo różni i nie ma opcji, żebyś mogła cokolwiek powiedzieć o moim życiu uczuciowym. Tym bardziej na odległość.
Daruj sobie, bo szkoda Twojego czasu.

384

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
chceuciekacstad napisał/a:

Z pewnością moją żona była kiedyś zakochana, ale nigdy nie była w parze i nie musiała kończyć z kimś znajomości opartej na takich uczuciach.

możesz się mylić ... bo cierpi rozstanie z kochankiem.... i "musi " kończyć znajomość ...

Teraz to wiadomo, że cierpi utratę kochanka (albo cierpi, że nie mogą kontynuować swojego podwójnego życia - przynajmniej na ten moment).
W tym co cytujesz to chodziło o nasze doświadczenia sprzed ślubu.

Chociaż rzeczywiście, już po akcji z kochankiem mogłaby wiedzieć, jak to jest kogoś stracić.

385 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-13 13:50:08)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Wybacz, ale albo sam jesteś niepoważny albo forumowiczów masz za kompletnych idiotów.

Zdaje się, że dzieli nas istotna różnica wieku, może dlatego ciągle się nie rozumiemy, a Ty cały czas zarzucasz mi manipulacje i kłamstwa.
Jesteśmy bardzo różni i nie ma opcji, żebyś mogła cokolwiek powiedzieć o moim życiu uczuciowym. Tym bardziej na odległość.
Daruj sobie, bo szkoda Twojego czasu.

Ale to Ty sam o nim piszesz, nie ja. Padło tu pytanie o te twoje doświadczenia w związkach, o których wspominałeś. Powiedziałeś o jakimś 2-letnim internetowym z gimnazjum... nie uważasz, że to ... hmm co najmniej niepoważne?
Możemy mieć odmienne zdania, ale nie wiem dlaczego Cię to tak irytuje?
Po prostu uważam, że sam nie jesteś w stanie siebie określić, motasz się i się wkurzasz jak Ci się wytknie niekonsekwencję albo przeczenie samemu sobie. Dlaczego?

A, i jeżeli masz rzeczywiscie 28 lat, to jestem tylko kilka l starsza... nie jest to istotna więc różnica.

386

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

A, i jeżeli masz rzeczywiscie 28 lat, to jestem tylko kilka l starsza... nie jest więc to istotna więc różnica.

Tak, ja uważam, że można się zakochać i zaangażować w związek internetowy (czy na odległość), bo sam takie coś przeżyłem.
Ty możesz mieć inne zdanie.
Nie, nie uważam, że jest to niepoważne.
Ty możesz mieć odmienny pogląd.

387

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Z pewnością moją żona była kiedyś zakochana, ale nigdy nie była w parze i nie musiała kończyć z kimś znajomości opartej na takich uczuciach.

możesz się mylić ... bo cierpi rozstanie z kochankiem.... i "musi " kończyć znajomość ...

Teraz to wiadomo, że cierpi utratę kochanka (albo cierpi, że nie mogą kontynuować swojego podwójnego życia - przynajmniej na ten moment).
W tym co cytujesz to chodziło o nasze doświadczenia sprzed ślubu.

Chociaż rzeczywiście, już po akcji z kochankiem mogłaby wiedzieć, jak to jest kogoś stracić.


A cierpi na myśl o stracie Ciebie ???

gdyby tak było ... robiła by wszystko by Cię zatrzymać ........ przeprosić , ... jej uwaga byłaby skupiona na Tobie .. Was ...

Czytając Twoje wpisy raczej widzę kobietę która boi się że zostanie sama ( bez męża ,bez kochanka ) i dlatego najbezpieczniej mówić " nie wiem"  .... a nie że traci męża.

Dla Ciebie - to raczej nie rola pierwszoplanowa  w związku tongue

388 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-13 13:59:20)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
chceuciekacstad napisał/a:

A cierpi na myśl o stracie Ciebie ???

gdyby tak było ... robiła by wszystko by Cię zatrzymać ........ przeprosić , ... jej uwaga byłaby skupiona na Tobie .. Was ...

Tydzień temu jak wróciła do miasta, to mi napisała, że wróciła do pustego mieszkania i aż ją ścisnęło w środku na myśl, że mogę zniknąć z jej życia.
Chciała spać w mojej koszulce etc.
No ale tydzień minął. Napisała ze 2-3 smsy co u mnie, raz zadzwoniła.

Ja oczekuję od niej jakichś spektakularnych i szybkich DZIAŁAŃ. Może to mój błąd i chcę za szybko? Nie jestem dostatecznie cierpliwy?
Wczoraj wreszcie napisała, że musi podjąć jakieś działania, bo ja nie będę na nią wiecznie czekał. Po czym zadała pytanie: "ile mam czasu?"
Siedziałem i drapałem się po głowie. Miałem wrażenie, że rozmawiam z dzieckiem, któremu wszystko trzeba pokazać palcem.
No albo to jest kolejna zagrywka i gra na czas.

Wiadomo, za tydzień czy pewnie nawet miesiąc nie pójdę po wniosek o rozwód, ale uważam, że do końca roku musi być już wiadomo, co robimy ze sobą.

389 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-13 14:08:34)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Roxann napisał/a:

A, i jeżeli masz rzeczywiscie 28 lat, to jestem tylko kilka l starsza... nie jest więc to istotna więc różnica.

Tak, ja uważam, że można się zakochać i zaangażować w związek internetowy (czy na odległość), bo sam takie coś przeżyłem.
Ty możesz mieć inne zdanie.
Nie, nie uważam, że jest to niepoważne.
Ty możesz mieć odmienny pogląd.

Ależ ja również uważam, że można się w taką relację zaangażować, ale nie ma ona nic wspólnego z realnym życiem, relacjami jakie się buduje się w "normalnym" związku. Wiesz dlaczego? Bo to są emocje, uczucia, które są w głównej mierze oparte na wyobrażeniu, marzeniach. Wiesz dlaczego? Bo wirtualnie nie da się poznać drugiej osoby, nie ma w takiej znajomości realnych interakcji, rozumiesz?
Niemniej zważywszy ile miałeś lat to jest jak najbardziej zrozumiałe. Ile nastolatek kocha się choćby w swoich idolach itd. I dla każdej z nich to wielka niespełniona miłość wink Niemniej nie traktowałabym tego jako doświadczenie w związkach na podstawie którego oceniasz swoją zdolność, możliwość do wchodzenia w nowe relacje, bo przypominam, że w tym kontekście o nich wspomniałeś.
Zauważ, że twoje inne znajomości (prócz tej z żoną) też były głównie wirtualne.. czy to przypadkiem nie jest twój prawdziwy problem? Budujesz sobie wirtualny swiat, kiedy z żoną w normalnym realnym życiu żyjecie obok siebie i brak między wami podstawowej komunikacji.

390

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Aha, jeszcze jedno. Okazało się, że niby jest taka cierpiąca, a miała głowę swatać w ostatnim tygodniu naszą współlokatorkę z jej kolegą z pracy. Przesyłać mu jej zdjęcia i nr telefonu.
Nie wiem, może to nie ma znaczenia w kontekście naszej sprawy, a może ma i wcale taka cierpiąca nie jest?
Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, bo ja też staram się jakoś funkcjonować i robić różne rzeczy.
Wiem, że miała dwie propozycje w ten weekend na wyjścia z kolegami z pracy, ale zdecydowała się tu przyjechać od razu.

Posty [ 326 do 390 z 531 ]

Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024