Bolesne rozstanie po 8 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bolesne rozstanie po 8 latach

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 203 ]

66

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Summerka napisał/a:
Wydajemisie napisał/a:

Summerka - wydaje mi się, że bardzo się nie zmieniłam przez tyle lat, po prostu wydoroślałam i zrobiłam się mniej naiwna (to mi jakiś czas temu własny ex powiedział) tak, tak mniej naiwna pewnie jeszcze bym tkwiła w tej niewiedzy co mój ex wyprawiał.  Ale co ja tam wiem nie patrzę na siebie z boku. Podobno tak jest, że jak się związek kończy po tylu latach to zaraz druga osoba znajduje sobie miłość życia taki strzał amora jeżeli tak jest to na pewno nie mnie. Może on  dostał strzałem amora.


To też jest zmiana. Nie musisz od razu się zakochiwać, po prostu dobrze jest otworzyć się na nowe znajomości. Jeśli potrzebujesz czasu, bo nie wiem jak dużo czasu minęło od rozstania, to sobie go daj tylko się nie zamykaj w sobie.

O i tu wychodzi następna kwestia zazwyczaj jestem otwartą osobą nie miałam nigdy problemów z nawiązywaniem kontaktów ale tak było jak on był przy mnie, a teraz obawiam się że nie jestem ciekawa dla ludzi.
W szkole byli  znajomi ze szkoły a później już wspólni, w pracy to tylko w pracy nie przełożyło się to na znajomości prywatne.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Analizujecie.

Wydajemisie - zakazywanie drugiej osobie wychodzenia z domu jest toksyczne! Każdy w końcu się zbuntuje.

Za bardzo analizujecie.
Spędzanie czasu samemu będąc w związku jest ogromnie ważne. Trzeba mieć własną przestrzeń nawet, kiedy się już razem mieszka. Trzeba mieć trochę własnych zainteresowań i własnych wyjść. Mnie też mój facet wypycha z domu i bardzo dobrze, że to robi. Ja jego też wypycham big_smile nie robię tego z zamiarem rzucenia go za chwilę. Ale chodzi o to, że nie można być cały czas uwiązanym do drugiej osoby.


Nie trzymałam go w domy i mówiłam nie spotykaj się ze znajomymi bo mi się to nie podoba, absolutnie.
Mi chodzi o takie wyjścia klubów o to się czepiałam widocznie błąd .

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Wydajęmisię dopiero teraz przeczytałam Twój wątek. Jest mi przykro. Nie widzę popełnionych przez Ciebie błędów, więc proszę nie szukaj ich w sobie.
Uważam, że Twój były nie był gotowy na to, na co Ty już byłaś. Twierdzisz, że jesteś w takim wieku, żeby wychodzić za mąż, zakładać rodzinę, mieć dzieci. Może naciskałaś a on zaczął się wtedy wycofywać? Może nie dorósł do poważnego związku, mimo swoich wcześniejszych deklaracji. Teraz, kiedy znalazł sobie kogoś, może być spokojny, że ta od razu nie zacznie snuć planów na przyszłość. Jeśli to nastąpi, to gwarantuje Ci, że od niej ucieknie.
Teraz robisz jeden błąd. Żyjesz nadal nim, szukasz go, chcesz śledzić, wiedzieć co tam u niego słychać, po co? Przynosi Ci to tylko ból. Spróbuj nie myśleć. Rozgrzebywanie, rozdrapywanie ran nikomu jeszcze nie pomogło. Można myśleć, że zmarnował Ci 8 lat życia, zostawił z kredytem i problemami, ale z drugiej strony dał Ci szansę na nowe życie. Masz własne mieszkanie, jesteś niezależna i znajdziesz Mężczyznę, który pokocha Cię tak mocno, jak nikt Cię jeszcze nie pokochał. Musisz zaakceptować ten stan, przejść cały proces żałoby i zacząć żyć.
Trzymam za Ciebie kciuki smile

69

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Absolutnie nie naciskałam nawet słowa nie powiedziałam po prostu wiem na co liczyłam, chyba że czuł jaka jest teraz kolej rzeczy...
Myślisz, że nie był gotowy i stwierdził że się odkocha bo tak łatwiej ? Przerzuci swoje uczucia na kogoś innego a mnie wykreśli ?
Wiem, że murze przejść i mam nadzieję, że jak przejdę to przestanie mnie tak bardzo boleć.
Ale proces na pewno będzie długi tak czuje, więc jeszcze muszę się po żalić, trochę przynosi to ulgę.

70

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Tylko widzisz, każdy jest inny. Uczysz się nowego postępowania na podstawie związku, który się zepsuł, zmieniasz się, a może się okazać, że innej osobie taka byś odpowiadała. Rozumiesz.. dlatego może tak trudno stworzyć udany związek. Bo ludzie nie mają już cierpliwości. Jednym potrzeba dużo czasu i wstrząsu na zrozumienie błędów i wtedy możesz naprawde dobrze nad nim pracować zaczynając od nowa, a innym nie wystarczy cierpliwości albo pochłonie ich nowy świat. Ciekawszy. Tylko czy mimo kłótni i problemów byłam? Byłam.

71

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
Summerka napisał/a:
Wydajemisie napisał/a:

Summerka - wydaje mi się, że bardzo się nie zmieniłam przez tyle lat, po prostu wydoroślałam i zrobiłam się mniej naiwna (to mi jakiś czas temu własny ex powiedział) tak, tak mniej naiwna pewnie jeszcze bym tkwiła w tej niewiedzy co mój ex wyprawiał.  Ale co ja tam wiem nie patrzę na siebie z boku. Podobno tak jest, że jak się związek kończy po tylu latach to zaraz druga osoba znajduje sobie miłość życia taki strzał amora jeżeli tak jest to na pewno nie mnie. Może on  dostał strzałem amora.


To też jest zmiana. Nie musisz od razu się zakochiwać, po prostu dobrze jest otworzyć się na nowe znajomości. Jeśli potrzebujesz czasu, bo nie wiem jak dużo czasu minęło od rozstania, to sobie go daj tylko się nie zamykaj w sobie.

O i tu wychodzi następna kwestia zazwyczaj jestem otwartą osobą nie miałam nigdy problemów z nawiązywaniem kontaktów ale tak było jak on był przy mnie, a teraz obawiam się że nie jestem ciekawa dla ludzi.
W szkole byli  znajomi ze szkoły a później już wspólni, w pracy to tylko w pracy nie przełożyło się to na znajomości prywatne.

Mam dokładnie to samo. I nie mogę się przełamać. Jakby się bała ludzi.
Że skoro mam tyle wad to nikt mnie nie akceptuje.

72 Ostatnio edytowany przez Wydajemisię (2018-04-19 17:16:25)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
missmyown napisał/a:

Tylko widzisz, każdy jest inny. Uczysz się nowego postępowania na podstawie związku, który się zepsuł, zmieniasz się, a może się okazać, że innej osobie taka byś odpowiadała. Rozumiesz.. dlatego może tak trudno stworzyć udany związek. Bo ludzie nie mają już cierpliwości. Jednym potrzeba dużo czasu i wstrząsu na zrozumienie błędów i wtedy możesz naprawde dobrze nad nim pracować zaczynając od nowa, a innym nie wystarczy cierpliwości albo pochłonie ich nowy świat. Ciekawszy. Tylko czy mimo kłótni i problemów byłam? Byłam.

Wiecie tak sobie jeszcze przypomniałam, że mój ex miał kiedyś dziewczynę która go zdradziła nie raz a parę razy  podobno bardzo to przeżył więc to straszna hipokryzja z jego strony robiąc to samo. Dlatego nigdy nie sadziłam ze coś takiego mnie spotka z jego strony.

Dokładnie ja się boję tego każdy mówi, że po takim przeżyciu wychodzisz silniejsza/szy ale czy to aby na pewno jest dobre? Czy to nie burzy późniejszych relacji takie kiepskie zakończenia w końcu odijają się nas nas.
Zawsze już zostanie to w naszej pamięci.

missmyown  i wszystkie osoby, które starają się nam pomóc bardzo chętnie bym się z wami spotkała i każda osobę z osobna przytuliła smile

Jeszcze tak się zastawiam wszyscy piszą znajdziesz kogoś kto Cie pokocha, a jeżeli nie jest to wszystkim pisane nie każdy może żyć z odwzajemnioną miłością?

73

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
missmyown napisał/a:

Tylko widzisz, każdy jest inny. Uczysz się nowego postępowania na podstawie związku, który się zepsuł, zmieniasz się, a może się okazać, że innej osobie taka byś odpowiadała. Rozumiesz.. dlatego może tak trudno stworzyć udany związek. Bo ludzie nie mają już cierpliwości. Jednym potrzeba dużo czasu i wstrząsu na zrozumienie błędów i wtedy możesz naprawde dobrze nad nim pracować zaczynając od nowa, a innym nie wystarczy cierpliwości albo pochłonie ich nowy świat. Ciekawszy. Tylko czy mimo kłótni i problemów byłam? Byłam.


Dokładnie ja się boję tego każdy mówi, że po takim przeżyciu wychodzisz silniejsza/szy ale czy to aby na pewno jest dobre? Czy to nie burzy późniejszych relacji takie kiepskie zakończenia w końcu odijają się nas nas.
Zawsze już zostanie to w naszej pamięci.

missmyown  i wszystkie osoby, które starają się nam pomóc bardzo chętnie bym się z wami spotkała i każda osobę z osobna przytuliła smile


(Przytul) smile chcemy sobie jakoś wzajemnie pomóc. Może taka nasza terapia da nam siłę, mam nadzieję smile

74

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
missmyown napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:
missmyown napisał/a:

Tylko widzisz, każdy jest inny. Uczysz się nowego postępowania na podstawie związku, który się zepsuł, zmieniasz się, a może się okazać, że innej osobie taka byś odpowiadała. Rozumiesz.. dlatego może tak trudno stworzyć udany związek. Bo ludzie nie mają już cierpliwości. Jednym potrzeba dużo czasu i wstrząsu na zrozumienie błędów i wtedy możesz naprawde dobrze nad nim pracować zaczynając od nowa, a innym nie wystarczy cierpliwości albo pochłonie ich nowy świat. Ciekawszy. Tylko czy mimo kłótni i problemów byłam? Byłam.


Dokładnie ja się boję tego każdy mówi, że po takim przeżyciu wychodzisz silniejsza/szy ale czy to aby na pewno jest dobre? Czy to nie burzy późniejszych relacji takie kiepskie zakończenia w końcu odijają się nas nas.
Zawsze już zostanie to w naszej pamięci.

missmyown  i wszystkie osoby, które starają się nam pomóc bardzo chętnie bym się z wami spotkała i każda osobę z osobna przytuliła smile


(Przytul) smile chcemy sobie jakoś wzajemnie pomóc. Może taka nasza terapia da nam siłę, mam nadzieję smile

Tak z ciekawości ile czasu juz chodzisz do psychologa? Pomagają ci te wizyty ?

75

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
missmyown napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

Dokładnie ja się boję tego każdy mówi, że po takim przeżyciu wychodzisz silniejsza/szy ale czy to aby na pewno jest dobre? Czy to nie burzy późniejszych relacji takie kiepskie zakończenia w końcu odijają się nas nas.
Zawsze już zostanie to w naszej pamięci.

missmyown  i wszystkie osoby, które starają się nam pomóc bardzo chętnie bym się z wami spotkała i każda osobę z osobna przytuliła smile


(Przytul) smile chcemy sobie jakoś wzajemnie pomóc. Może taka nasza terapia da nam siłę, mam nadzieję smile

Tak z ciekawości ile czasu juz chodzisz do psychologa? Pomagają ci te wizyty ?

Kilka miesięcy. Najpierw opowiadałam o wszystkim na bieżąco co się działo, ale było takie napięcie we mnie i stres.. dopiero po długim czasie udaje nam się skupić na mnie. Ona pokazuje Ci z innego punktu widzenia, osoby postronnej, jak się zachowujesz, jak odbierają Cię ludzie.. czasem się zastanawiam czy to pomaga odzyskać pewność siebie.. bo ciągle zastanawiasz się nad swoim zachowaniem. A przecież łatwiej żyje się ludziom, którzy akceptują siebie i robią jak uważają i zgodnie z tym co czują bez nadmiernej analizy. Z kolei podobno pewne rzeczy trzeba zrozumieć i przepracować. Ale tej analizy u mnie jest za dużo ogólnie. W związku z sytuacją i tym wszystkim co mi każdy mówi. Kiedyś tyle nie myślałam AŻ i było mi z tym chyba lepiej. Może w dłuższej perspektywie terapia daje dobre efekty.

76

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
missmyown napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:
missmyown napisał/a:

(Przytul) smile chcemy sobie jakoś wzajemnie pomóc. Może taka nasza terapia da nam siłę, mam nadzieję smile

Tak z ciekawości ile czasu juz chodzisz do psychologa? Pomagają ci te wizyty ?

Kilka miesięcy. Najpierw opowiadałam o wszystkim na bieżąco co się działo, ale było takie napięcie we mnie i stres.. dopiero po długim czasie udaje nam się skupić na mnie. Ona pokazuje Ci z innego punktu widzenia, osoby postronnej, jak się zachowujesz, jak odbierają Cię ludzie.. czasem się zastanawiam czy to pomaga odzyskać pewność siebie.. bo ciągle zastanawiasz się nad swoim zachowaniem. A przecież łatwiej żyje się ludziom, którzy akceptują siebie i robią jak uważają i zgodnie z tym co czują bez nadmiernej analizy. Z kolei podobno pewne rzeczy trzeba zrozumieć i przepracować. Ale tej analizy u mnie jest za dużo ogólnie. W związku z sytuacją i tym wszystkim co mi każdy mówi. Kiedyś tyle nie myślałam AŻ i było mi z tym chyba lepiej. Może w dłuższej perspektywie terapia daje dobre efekty.



No tak no taj analizowalas tylko dana sytuację i człowieka a teraz cały czas masz w głowie siebie. Myślę że i tak cala analuza rozpoczęła sie w momecie porzucenia teraz chyba te wizyty powinny pomoc z nia skończyć może
Wtedy bedziesz wyleczona i ja mam nadzieję też. Z tego co czytałam podobno wizyty powinny pomóc odbudować swoją wartość samoocenę, która w naszym przypadku spadła mu zerze przez te ex wampiry emocjonalne.

77

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Zanim to się stało, tzn zanim odkryłam to wszystko miałam spokój w głowie, jedyne co mnie martwiło to to, że się nie dogadujemy i on się odsunął i ciągle go denerwuję. Jedyne albo nie bo to poważny problem. Nie umieliśmy pogadać normalnie. Każdy był zły, z tym, że on cały czas miał pretensje do mnie a ja nie umiałam sobie z tym poradzić, jakoś dotrzeć. Wyjaśniałam ale tylko ode mnie oczekiwał zmiany. Cały czas tak jest. Dlatego teraz tak analizuje bo zastanawiam się co mogłam zrobić lepiej, słuchać co mówi ale czy obie strony nie powinny? Kiedyś byłam uśmiechnięta częściej, miałam swoje zdanie. Potem je zatraciłam aby dopasować się żeby było lepiej. Ale to chyba błędne koło. U psychologa rozmawiacie o przyczynach. Szukasz ich w sobie.
Ja się zastanawiam dlaczego już nie potrafiłam zachowywać się normalnie, jak ja, tylko stałam się biadolaca maruda, wystraszona i prosząca o uwagę. Same problemy, a one wystraszyły go jeszcze bardziej. Albo i tak nie zrezygnowałby z tamtej osoby, a ja swoim zachowaniem tylko go wepchnelam bardziej w tamtą bezproblemowa relacje. Próbowałam do niego dotrzeć, ciągłym gadaniem. Teraz żałuję. Wiem, że to było że strachu. Ale jak się pozbyć strachu, że zostawi jeśli Ci zależy? A czujesz, że robi co chce i nie masz wpływu żadnego.

78 Ostatnio edytowany przez Wydajemisię (2018-04-20 10:25:22)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Tak ja też, teraz również ciągle zastanawiam się co mogłam zrobić w szczególności gdy usłyszałam " mogłaś walczyć jak było o co"  ale gdy odpuszczałam żeby go nie denerwować byłam po prostu obok niego również mu to przeszkadzało, mówił że przychodzę do domu nie zadowolona a jak miałam przychodzić skoro z każdym dniem bałam się czy nie spakuje dzisiaj walizek, jaki będzie miał humor ? Niby próbował się zachowywać normalnie ale było to bardzo wymuszone teraz tak to widzę.... Chciałam rozmowy jakiejkolwiek o pierdołach to była bardzo wymuszona rozmowa. Ostatnie dwa tygodnie naszego związku ? Nawet dotknąć się nie dał w sensie złapać za rękę, przytulić a mnie przytulić? Nie ma mowy . Ja myślę, że u mnie również dużą role odegrały finanse zawsze był osobą egoistyczną wolał kupić sobie rower niż pojechać ze mną na wakacje i im więcej miał tym bardziej rozchodziły mu się te pieniądze, gdzie ? Nie wiem chyba na te wszystkie imprezy...  chyba sobie przekalkulował ze inwestowanie w nasz związek nie ma sensu bo nie będzie na własne potrzeby..  Dlatego chciał nie chciał uważam, że byłam w  jego rękach od pewnego czasu albo od zawsze tylko zabawką, był z wygody i szukał czegoś nowego. Ja na pewno już nie dawałam z siebie tyle co kiedyś widzę swoje błędy teraz, ale nic nie mówił albo ja nie słyszałam. W sumie teraz jest mi bardzo ciężko, codziennie za nim tęsknie codziennie rozmyślam ale i tak by odszedł co bym nie robiła bo już mnie nie chciał poznał nowe życie. Mądry Polak po szkodzie jak to mówią, teraz widzę jak bardzo go kocham, chociaż moja rodzina mówi ze zawsze było widać ze jestem w nim zakochana po uszy i albo on tego nie widział albo widział i świetnie to wykorzystał.

Ale jak się pozbyć strachu, że zostawi jeśli Ci zależy? A czujesz, że robi co chce i nie masz wpływu żadnego. - Ten strach to już chyba był koniec sad

Co do tego psychologa nie wiem czy chce, analizować każde swoje zachowanie boję się, że okaże się to moja wina i będę się zadręczać, że straciłam miłość swojego życia sad

Tyle bym dała żeby do mnie wrócił... sad

79

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

eh, jakbym slyszała swoją historię. Wszystko identycznie, nawet kupno rowera smile ja już swojemu ex chyba wybaczyłam, widziałam, że próbował walczyć sam ze sobą, bo z jednej strony nie chciał mnie zranić, a z drugiej się ze mną męczył. I jak już widzialam, że coś nie gra, zaczełam żyć ze strachem, że odejdzie. I ten strach mój (czyli smutek, robienie wszystko zeby byl zadowolony itp) go tylko uświadomił, że ze mną żyć nie chce... i jak go spotkałam po 2 tyg był bardzo szczęśliwy. Jestem teraz jego kolezanką, nikim więcej. Ciężko mi się z tym było pogodzić, że ktoś nie żywi do mnie takich uczuć jak ja. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Też chciałam by wrócił do mnie, i żeby mnie pokochał, wszzystko bym za to oddała, ale to się nigdy nie stanie. A nawet jeśli by wrócił, to znów bym żyła w strachu, przed jego odejściem. Więc to nie ma sensu. Dasz radę. Tylko musisz starać się sobie go wybić z głowy. Nie myśl, nie analizuj, bo to nic nie da. Ja dziś jestem szczęśliwa smile przed poznaniem go, też myslałam, że nikogo juz takiego fajnego jak poprzedni ex nie spotkam, a trafil mi się o niebo lepszy. To teraz poznam jeszcze bardziej naj naj wink Tobie też się trafi ktoś kto cię pokocha i będzie chciał z tobą żyć do śmierci smile Głowa do góry.

80

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Czytałam właśnie Twój wpis i widzę, że rozstaliście się w podobnym czasie. Mnie zostawił tydzień przed świętami i dwa przed moimi urodzinami skwitował to słowem "Życie".
Ojej jak ja wam zazdroszczę tego, że już macie to za sobą szybko się pozbierałaś ale jak sama pisałaś to już kolejny związek może  z każdym następnym jest łatwiej .
Nie wiem kto wymyślił nieodwzajemniona miłość, nie powinno być czegoś takiego to życiowa niesprawiedliwość.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:

Tak ja też, teraz również ciągle zastanawiam się co mogłam zrobić w szczególności gdy usłyszałam " mogłaś walczyć jak było o co"

Przestań się zastanawiać. Powiedział Ci tak, by zwalić na Ciebie odpowiedzialność za to rozstanie. Żebyś czuła się winna.
Chciałabyś by wrócił? Po co? Mogłabyś mu zaufać?

82

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

Tak ja też, teraz również ciągle zastanawiam się co mogłam zrobić w szczególności gdy usłyszałam " mogłaś walczyć jak było o co"

Przestań się zastanawiać. Powiedział Ci tak, by zwalić na Ciebie odpowiedzialność za to rozstanie. Żebyś czuła się winna.
Chciałabyś by wrócił? Po co? Mogłabyś mu zaufać?

Ale skoro on zdecydował się porzucić mnie to po jaką cholerę ja miałam być winna, po co zostawiać drugiego człowieka z mętlikiem w głowie  ?
Przecież to już nic nie zmieniło, jeżeli mnie zostawił dla kogoś innego to i tak wśród ludzi nam znanych zaraz wszystko wyjdzie, no bo kto na zdrowy rozum tego nie dostrzeże ?
Ahh i tu wchodzi właśnie mój beznadziejny tok rozumowania - przecież kryzysy wzmacniają związki.
Myślę, że była by to długaaa bardzo droga do odbudowania zaufani, z która pewnie znowu by sobie nie poradził.

83

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

"Myślę, że była by to długaaa bardzo droga do odbudowania zaufani, z która pewnie znowu by sobie nie poradził."

dokładnie by tak było. dlatego spróbuj o nim zapomnieć. Są na tym świecie na prawdę swietni faceci, trzeba tylko trafić na siebie. Psycholog kiedyś mi powiedziała, że trzeba 200 randek by trafić na tego jedynego wink
Ja wiem, że Ci ciężko. Ja o ile już przestałam analizować to co było, to w głowie układam scenariusze, co mu powiem i jak sie zachowam, jak spotkam go na ulicy, co mu napiszę gdy sie do mnie odezwie, co powiem, gdy spotkam jego kolegów (w tym i jednego mojego). Tego też probuję się wyzbyć teraz. Trzeba czasu aż będzie mi obojętny.

84 Ostatnio edytowany przez Wydajemisię (2018-04-20 12:57:43)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
marta2101 napisał/a:

"Myślę, że była by to długaaa bardzo droga do odbudowania zaufani, z która pewnie znowu by sobie nie poradził."

dokładnie by tak było. dlatego spróbuj o nim zapomnieć. Są na tym świecie na prawdę swietni faceci, trzeba tylko trafić na siebie. Psycholog kiedyś mi powiedziała, że trzeba 200 randek by trafić na tego jedynego wink
Ja wiem, że Ci ciężko. Ja o ile już przestałam analizować to co było, to w głowie układam scenariusze, co mu powiem i jak sie zachowam, jak spotkam go na ulicy, co mu napiszę gdy sie do mnie odezwie, co powiem, gdy spotkam jego kolegów (w tym i jednego mojego). Tego też probuję się wyzbyć teraz. Trzeba czasu aż będzie mi obojętny.


Wiem, wiem ale jak już pisałam wcześniej mam problem z pogodzeniem się z tym, że on mnie nie chce a ja jego chce .
Po takim doświadczeniu mój pogląd na facetów zmienił się bardzo no bo skoro tutaj w życiu by mi nie przyszło do głowy takie zachowanie w stosunku do mojej osoby za danie mu tylu wspólnych lat,
to tym bardziej boję się nowych facetów.

Uuu 200 randek ? Nie wiem czy starczy sił ...

Ja teraz gdybym spotkała jego kolegów, pogratulowałabym im przyczynienia się rozpadowi związku.
Znam kolesi i wiem jakie z nich ziółka i co gadają więc obstawiam, że doradcy z nich byli fantastyczni szczególnie w klubach smile

85

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

starczy smile to tylko randki smile na luzie.
Miałam za sobą dużo związków, i każdy z nich był inny, inaczej się kończył. Zanim trafiłam na to forum nie pomyślałabym, że ktoś może tak zostawiać kobiety, że tak się zachowywać, nie potrafiłam zrozumieć. Ale prawie w każdym wątku jest ten sam schemat (sygnały wcześniej, brak rozmów, i nagle odejście) z którym ja się pierwszy raz w życiu spotkałam. I właśnie teraz przez to, zmienilam też pogląd na facetów, jestem mądrzejsza, i teraz dopuszczę do siebie kogoś kto na prawdę będzie tego wart. I będę już dostrzegała sygnały. I sama w porę zakończę związek. Ja to jednak mam trochę szczęścia w życiu, bo tylko 8 miesiecy byłam z takim typem faceta. Zostawiłby mnie i tak i tak. A gdyby bylo dziecko, to by byl ze mną, ale mialby inne kobiety smile Ja myślę, że i Ciebie to szczęście spotkało. Że ktoś czuwa nad tobą, i nie pozwolił byś więcej cierpiała. Teraz będzie już tylko lepiej smile

86

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
marta2101 napisał/a:

starczy smile to tylko randki smile na luzie.
Miałam za sobą dużo związków, i każdy z nich był inny, inaczej się kończył. Zanim trafiłam na to forum nie pomyślałabym, że ktoś może tak zostawiać kobiety, że tak się zachowywać, nie potrafiłam zrozumieć. Ale prawie w każdym wątku jest ten sam schemat (sygnały wcześniej, brak rozmów, i nagle odejście) z którym ja się pierwszy raz w życiu spotkałam. I właśnie teraz przez to, zmienilam też pogląd na facetów, jestem mądrzejsza, i teraz dopuszczę do siebie kogoś kto na prawdę będzie tego wart. I będę już dostrzegała sygnały. I sama w porę zakończę związek. Ja to jednak mam trochę szczęścia w życiu, bo tylko 8 miesiecy byłam z takim typem faceta. Zostawiłby mnie i tak i tak. A gdyby bylo dziecko, to by byl ze mną, ale mialby inne kobiety smile Ja myślę, że i Ciebie to szczęście spotkało. Że ktoś czuwa nad tobą, i nie pozwolił byś więcej cierpiała. Teraz będzie już tylko lepiej smile


Schemat taki sam wszędzie ale i Ty to czujesz w sobie.
Ja to czułam ale nie potrafiłam dopuścić i nie chciałam tej myśli, że on odejdzie.
Nadal nie potrafię. Taki kosmos, tyle lat z człowiekiem potem się okazuje, że przez przynajmniej 3 mc Cie okłamywał, już dalej mi się sprawdzać nie chciało.
I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.
Tak też bym się cieszyła gdyby to było 8 mc, a nie 8 lat.
Tak mówi moja mama, że ktoś czuwał nade mną, bo zamiast żyć kolejne lata w kłamstwie zobaczyłam je po 3 mc.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:

I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.

Ale kto Cię obarcza całą odpowiedzialnością? Kto Cię obwinia? Ten Thebill czy Ty sama? Chciałaś uwić szczęśliwe gniazdko z kimś, kto okazał się zwykłym burakiem i łajzą. Dziwi mnie, że Ty bierzesz te "winy " na siebie , zamiast skupić się na czymś innym. Nie cofniesz czasu, gdybanie co by było gdyby nie ma sensu. Czas na nowe. Musi dotrzeć do Ciebie, że to koniec. On nie wróci i bardzo dobrze. Nie płacz za kłamcą, szkoda Twoich łez. Bardzo dobrze powiedziała Ci Mama, ciesz się, że wyszło z niego to przed ślubem.

88

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.

Ale kto Cię obarcza całą odpowiedzialnością? Kto Cię obwinia? Ten Thebill czy Ty sama? Chciałaś uwić szczęśliwe gniazdko z kimś, kto okazał się zwykłym burakiem i łajzą. Dziwi mnie, że Ty bierzesz te "winy " na siebie , zamiast skupić się na czymś innym. Nie cofniesz czasu, gdybanie co by było gdyby nie ma sensu. Czas na nowe. Musi dotrzeć do Ciebie, że to koniec. On nie wróci i bardzo dobrze. Nie płacz za kłamcą, szkoda Twoich łez. Bardzo dobrze powiedziała Ci Mama, ciesz się, że wyszło z niego to przed ślubem.


On zaczął ja pogłębiam. Nie wiem czemu nie widziałam tego 8 lat, że będzie takim człowiekiem sad woda sodowa uderzyła do głowy....
Z tego co czytam w innych tematach oni nigdy nie wracają.

Nie płaczę za kłamcą, płaczę za wszystkimi latami ...

89 Ostatnio edytowany przez missmyown (2018-04-20 15:29:26)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
marta2101 napisał/a:

starczy smile to tylko randki smile na luzie.
Miałam za sobą dużo związków, i każdy z nich był inny, inaczej się kończył. Zanim trafiłam na to forum nie pomyślałabym, że ktoś może tak zostawiać kobiety, że tak się zachowywać, nie potrafiłam zrozumieć. Ale prawie w każdym wątku jest ten sam schemat (sygnały wcześniej, brak rozmów, i nagle odejście) z którym ja się pierwszy raz w życiu spotkałam. I właśnie teraz przez to, zmienilam też pogląd na facetów, jestem mądrzejsza, i teraz dopuszczę do siebie kogoś kto na prawdę będzie tego wart. I będę już dostrzegała sygnały. I sama w porę zakończę związek. Ja to jednak mam trochę szczęścia w życiu, bo tylko 8 miesiecy byłam z takim typem faceta. Zostawiłby mnie i tak i tak. A gdyby bylo dziecko, to by byl ze mną, ale mialby inne kobiety smile Ja myślę, że i Ciebie to szczęście spotkało. Że ktoś czuwa nad tobą, i nie pozwolił byś więcej cierpiała. Teraz będzie już tylko lepiej smile


Schemat taki sam wszędzie ale i Ty to czujesz w sobie.
Ja to czułam ale nie potrafiłam dopuścić i nie chciałam tej myśli, że on odejdzie.
Nadal nie potrafię. Taki kosmos, tyle lat z człowiekiem potem się okazuje, że przez przynajmniej 3 mc Cie okłamywał, już dalej mi się sprawdzać nie chciało.
I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.
Tak też bym się cieszyła gdyby to było 8 mc, a nie 8 lat.
Tak mówi moja mama, że ktoś czuwał nade mną, bo zamiast żyć kolejne lata w kłamstwie zobaczyłam je po 3 mc.

Mnie wszyscy mówią, że on taki po prostu jest, teraz zrzuca winę na mnie za wszystko aby się wybielić. Być może. Kiedyś kochał, w końcu się oświadczył. Ja rzeczywiście nie jestem ideałem, ale on tym bardziej. Tylko ja to wszystko w sobie widzę, on nie dopuszcza myśli. Odbilo mu w nowej pracy co sam kiedyś przyznał. Od roku prowadził podwójne życie. Dla mnie stal.sie okropny. Awantury, wyzwiska, pretensje. A tak pewny siebie, że to się w głowie nie mieści. Wyprowadził się. Po 1,5miesiaca wrócił z wielkimi zapewnieniami o tym, że kocha, że spokojnymi rozmowami na początku. Potem powiedział, że mu się znudziło słuchać tego pie.... Chciał wiedzieć co mam w głowie i już wie. Wtedy znowu już przestał.sie starać. Miał byc urlop, już nie bo go wkurzam.. wszystko na nie znowu, nawet spacer. Nie wiem jakie były motywy powrotu ale starałam się aby było dobrze. Nic to nie dało.
Czytałam tu inny wątek. Że żony się starają jak facet się oddala. Ja się starałam jak odkryłam co się dzieje bo myślałam, że się opamięta. Wtedy on chyba jeszcze bardziej rósł w siłę. Potem.mi powiedział, że udawałam idealna żonę i robiłam z siebie idiotkę. Ale wrócił. Staral się jak pisałam na początku. Myślałam, że skończył tamto ale się nie przyzna bo który facet by się przyznał. Jak zobaczyłam, że nie skończył, kazałam się wynosić. Prosił na kolanach. Nie pierwszy raz zresztą. Jak mówiłam, że mam.dosc i daje mu rozwód, płakał, padał na kolana. Od dawna. Dalej to ciągnął. Żałuję, że pozwoliłam.sie.przekonac jakoś, że naprawde chcę ratować rodzinę. Bo wybuchal co raz częściej znowu, obrażał, nerwowy bardzo. Oczywiście wszystko moja wina bo go wkurzalam. Bo go kontroluje. Bo głupie pytania zadaje. Bo chce urlop, jak widział, że już do urlopu się szykuje to sprowokował kłótnie, po czym chyba myślał, że tak odpuszczę bo on tak.mowi, a jak się nie udało to się wyprowadził. I zakomunikował mi, że składa pozew o rozwód. Nie wiem o co tu chodziło. Ona wiedziała, że wrócił do mnie. A najlepsze jest to, że chciał dziecko po powrocie. Może nie mógł się zdecydować? Może chciał.sie wybielić przed rodziną, że jednak próbował? Nie wiem. Nie wiem po co było to motanie mi w głowie. Też mi powiedział, że był czas żeby się starać i że on nigdy by nie dopuścil do takiej sytuacji. Że u nas nigdy nie było dobrze. Czyżby? Że tylko na początku? Czyli rozumiem, że jak są problemy to łatwiej uciec. Zamiast naprawde próbować je rozwiązać. Podobno zawsze lubił moja pewność siebie itd ale jednocześnie ona powodowała,że czuł.sie gorzej bo u niego było akurat źle z pracą. Potem.jak się tak dowartościował i poczuł idealny, zaczął mnie traktować z góry, bardzo. Podobno komuś powiedział, ze albo będzie jak on chce albo wcale.
Ja żałuję trochę swojej słabości, czułam ale nie dopuszczałam myśli. Myślałam, że się opamięta.
Może gdyby zimny prysznic dostal rok temu to coś by to dalo. Nie wiem. Ale z drugiej strony był.jak taran..
Staram się powoli myśleć, że może to nie wszystko moja wina. Bo on zdradza w każdym związku. Sam mówił mi o tym. A ja chyba naiwna myślałam, że jestem wyjątkowa. Tylko czy to rzeczywiście miłość.
Podobno ja nie umiem żyć z drugim człowiekiem. Że ja nie umiem kochać.
Czas pomaga spojrzeć trochę jakby z boku na to wszystko. Ja wiele rzeczy zrobiłabym inaczej teraz. Terapeuta pokazuje pewne rzeczy w Tobie. Ale czy to by rzeczywiście aż tak zmieniło sytuację? Podobno ja się zmieniłam. Rzeczywiście, nie jestem już takim beztroskim człowiekiem, który się cieszy z byle czego. Mieliśmy tyle problemów, a ja z nimi sama. Uczestniczyć w tych kłopotach nigdy nie chciał. Chciał spokoju i żeby mu nie truć. Najbardziej mu przeszkadzało, że zabieram mu przyjemności. Że już nie jest tak jak kiedyś. A teraz mściwa natura pewnie nie.pozwoli zapomnieć tego, że powiedziałam o wszystkim rodzinom w akcie desperacji i szukania pomocy bo już nie dawałam rady.
Tak się skończyło moje małżeństwo z osobą, która traktowałam.jak najlepszego przyjaciela.
Mam tyle wątpliwości nadal.. co mogłam zrobić żeby to się nie rozpadło. Ale staram się też przypominac sobie co mnie od niego odsuwalo. Ja nie jestem ani mściwa ani pamiętliwa. Pamiętam ale umiem wybaczyć. On nie.

Czasami żałuję, że w tym grzebałam. Z drugiej strony to dało mi siłę do zmian swojego zachowania. Tylko niepotrzebnie się wygadalam, że wiem. Nic to nie dało. A zrobiło.sie gorzej. Z drugiej strony jeśli ktoś zdradza ale jest dobry dla żony to.ona pewnie się nawet nie zorientuje. Jeśli ma ja już gdzieś to widać na każdym kroku.
Ale on się zachowywał jakby chciał być w tym domu. Tylko ze mną w roli już nie partnera.. poczuł się taki lepszy..

90 Ostatnio edytowany przez Wydajemisię (2018-04-20 16:17:46)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
missmyown napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:
marta2101 napisał/a:

starczy smile to tylko randki smile na luzie.
Miałam za sobą dużo związków, i każdy z nich był inny, inaczej się kończył. Zanim trafiłam na to forum nie pomyślałabym, że ktoś może tak zostawiać kobiety, że tak się zachowywać, nie potrafiłam zrozumieć. Ale prawie w każdym wątku jest ten sam schemat (sygnały wcześniej, brak rozmów, i nagle odejście) z którym ja się pierwszy raz w życiu spotkałam. I właśnie teraz przez to, zmienilam też pogląd na facetów, jestem mądrzejsza, i teraz dopuszczę do siebie kogoś kto na prawdę będzie tego wart. I będę już dostrzegała sygnały. I sama w porę zakończę związek. Ja to jednak mam trochę szczęścia w życiu, bo tylko 8 miesiecy byłam z takim typem faceta. Zostawiłby mnie i tak i tak. A gdyby bylo dziecko, to by byl ze mną, ale mialby inne kobiety smile Ja myślę, że i Ciebie to szczęście spotkało. Że ktoś czuwa nad tobą, i nie pozwolił byś więcej cierpiała. Teraz będzie już tylko lepiej smile


Schemat taki sam wszędzie ale i Ty to czujesz w sobie.
Ja to czułam ale nie potrafiłam dopuścić i nie chciałam tej myśli, że on odejdzie.
Nadal nie potrafię. Taki kosmos, tyle lat z człowiekiem potem się okazuje, że przez przynajmniej 3 mc Cie okłamywał, już dalej mi się sprawdzać nie chciało.
I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.
Tak też bym się cieszyła gdyby to było 8 mc, a nie 8 lat.
Tak mówi moja mama, że ktoś czuwał nade mną, bo zamiast żyć kolejne lata w kłamstwie zobaczyłam je po 3 mc.

Mnie wszyscy mówią, że on taki po prostu jest, teraz zrzuca winę na mnie za wszystko aby się wybielić. Być może. Kiedyś kochał, w końcu się oświadczył. Ja rzeczywiście nie jestem ideałem, ale on tym bardziej. Tylko ja to wszystko w sobie widzę, on nie dopuszcza myśli. Odbilo mu w nowej pracy co sam kiedyś przyznał. Od roku prowadził podwójne życie. Dla mnie stal.sie okropny. Awantury, wyzwiska, pretensje. A tak pewny siebie, że to się w głowie nie mieści. Wyprowadził się. Po 1,5miesiaca wrócił z wielkimi zapewnieniami o tym, że kocha, że spokojnymi rozmowami na początku. Potem powiedział, że mu się znudziło słuchać tego pie.... Chciał wiedzieć co mam w głowie i już wie. Wtedy znowu już przestał.sie starać. Miał byc urlop, już nie bo go wkurzam.. wszystko na nie znowu, nawet spacer. Nie wiem jakie były motywy powrotu ale starałam się aby było dobrze. Nic to nie dało.
Czytałam tu inny wątek. Że żony się starają jak facet się oddala. Ja się starałam jak odkryłam co się dzieje bo myślałam, że się opamięta. Wtedy on chyba jeszcze bardziej rósł w siłę. Potem.mi powiedział, że udawałam idealna żonę i robiłam z siebie idiotkę. Ale wrócił. Staral się jak pisałam na początku. Myślałam, że skończył tamto ale się nie przyzna bo który facet by się przyznał. Jak zobaczyłam, że nie skończył, kazałam się wynosić. Prosił na kolanach. Nie pierwszy raz zresztą. Jak mówiłam, że mam.dosc i daje mu rozwód, płakał, padał na kolana. Od dawna. Dalej to ciągnął. Żałuję, że pozwoliłam.sie.przekonac jakoś, że naprawde chcę ratować rodzinę. Bo wybuchal co raz częściej znowu, obrażał, nerwowy bardzo. Oczywiście wszystko moja wina bo go wkurzalam. Bo go kontroluje. Bo głupie pytania zadaje. Bo chce urlop, jak widział, że już do urlopu się szykuje to sprowokował kłótnie, po czym chyba myślał, że tak odpuszczę bo on tak.mowi, a jak się nie udało to się wyprowadził. I zakomunikował mi, że składa pozew o rozwód. Nie wiem o co tu chodziło. Ona wiedziała, że wrócił do mnie. A najlepsze jest to, że chciał dziecko po powrocie. Może nie mógł się zdecydować? Może chciał.sie wybielić przed rodziną, że jednak próbował? Nie wiem. Nie wiem po co było to motanie mi w głowie. Też mi powiedział, że był czas żeby się starać i że on nigdy by nie dopuścil do takiej sytuacji. Że u nas nigdy nie było dobrze. Czyżby? Że tylko na początku? Czyli rozumiem, że jak są problemy to łatwiej uciec. Zamiast naprawde próbować je rozwiązać. Podobno zawsze lubił moja pewność siebie itd ale jednocześnie ona powodowała,że czuł.sie gorzej bo u niego było akurat źle z pracą. Potem.jak się tak dowartościował i poczuł idealny, zaczął mnie traktować z góry, bardzo. Podobno komuś powiedział, ze albo będzie jak on chce albo wcale.
Ja żałuję trochę swojej słabości, czułam ale nie dopuszczałam myśli. Myślałam, że się opamięta.
Może gdyby zimny prysznic dostal rok temu to coś by to dalo. Nie wiem. Ale z drugiej strony był.jak taran..
Staram się powoli myśleć, że może to nie wszystko moja wina. Bo on zdradza w każdym związku. Sam mówił mi o tym. A ja chyba naiwna myślałam, że jestem wyjątkowa. Tylko czy to rzeczywiście miłość.
Podobno ja nie umiem żyć z drugim człowiekiem. Że ja nie umiem kochać.
Czas pomaga spojrzeć trochę jakby z boku na to wszystko. Ja wiele rzeczy zrobiłabym inaczej teraz. Terapeuta pokazuje pewne rzeczy w Tobie. Ale czy to by rzeczywiście aż tak zmieniło sytuację? Podobno ja się zmieniłam. Rzeczywiście, nie jestem już takim beztroskim człowiekiem, który się cieszy z byle czego. Mieliśmy tyle problemów, a ja z nimi sama. Uczestniczyć w tych kłopotach nigdy nie chciał. Chciał spokoju i żeby mu nie truć. Najbardziej mu przeszkadzało, że zabieram mu przyjemności. Że już nie jest tak jak kiedyś. A teraz mściwa natura pewnie nie.pozwoli zapomnieć tego, że powiedziałam o wszystkim rodzinom w akcie desperacji i szukania pomocy bo już nie dawałam rady.
Tak się skończyło moje małżeństwo z osobą, która traktowałam.jak najlepszego przyjaciela.
Mam tyle wątpliwości nadal.. co mogłam zrobić żeby to się nie rozpadło. Ale staram się też przypominac sobie co mnie od niego odsuwalo. Ja nie jestem ani mściwa ani pamiętliwa. Pamiętam ale umiem wybaczyć. On nie.

Czasami żałuję, że w tym grzebałam. Z drugiej strony to dało mi siłę do zmian swojego zachowania. Tylko niepotrzebnie się wygadalam, że wiem. Nic to nie dało. A zrobiło.sie gorzej. Z drugiej strony jeśli ktoś zdradza ale jest dobry dla żony to.ona pewnie się nawet nie zorientuje. Jeśli ma ja już gdzieś to widać na każdym kroku.
Ale on się zachowywał jakby chciał być w tym domu. Tylko ze mną w roli już nie partnera.. poczuł się taki lepszy..



Bardzo czekałam, aż w końcu napiszesz. Twój ex jest tak bardzo podobny do mojego.
Mogli by sobie piątki przybić i otworzyć kółeczko " dobić byłą psychicznie".
Ja milczałam 2 tygodnie zanim odważyłam się powiedzieć rodzicom w jaki sposób mnie zostawił i co się wtedy stało.
Wiedziałam, że jak powiem to sprawa będzie przesądzona. Widzisz wydaje mi się, że w Twoim przypadku jemu było trudniej odejść bo jednak było to małżeństwo.
Mnie z byłym partnerem nie wiązało zupełnie nic i może nie dlatego że nie chcieliśmy wcześniej nie było nam po drodze po prostu. A teraz  to po co marnować na ślub jak można kopic samochód.
Widać, że bardzo się miotał między Tobą, a kochanką skoro płakał i przepraszał.
Też myślę, że kiedyś kochali ale priorytety im się po przestawiały, czuja się jeszcze młodzi i chcą korzystać z życia bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy ich zechcą te panienki jak nie teraz...
Z tobą na urlop ? No co ty z kolegami, nowa laską a potem narzekanie na nudę w związku- Owszem. Az mnie roznosi od środka jak sobie pomyślę.
Ego urosło do niewyobrażalnych rozmiarów, ale ono w końcu pęknie. Bo zobacz mi się nie wydaje, żeby taki człowiek zmieniał się tylko w stosunku do nas. Oczywiście my na tym cierpimy najbardziej. Bo nas bezpośrednio dotykają te słowa.
Ale jeżeli ktoś dobrze zna takiego człowieka np. przyjaciel, to podejrzewam że również widzi w nim te zmianę, widzą ludzie w pracy. Bo gdy ktoś robi się za bardzo pewny siebie to aż wkurza.
Dziecko na ratowanie związku ? U mnie była taka sytuacja niecały rok temu również chciał dziecko ale ja chciałam jeszcze poczekać na stabilizację sytuacji z mieszkaniem itd. I jak mi powiedział, że od ponad roku mnie nie kocha
to sobie uświadomiłam że być może miało to być na ratowanie związku. Ale wtedy ja nic nie wiedziałam, że on się odkochał.
Ja już widzę ile rzeczy zrobiłabym inaczej.

Mieliśmy tyle problemów, a ja z nimi sama. - również nigdy nikomu się nie żaliłam gdy coś było nie tak i uważam to teraz za błąd bo być może dostałabym rady które umocniły by nasz związek.
Uczestniczyć w tych kłopotach nigdy nie chciał - no pewnie, że nie ty rozwiąż problem a on przyjdzie popatrzy na efekty i zdecyduje czy mu pasuje po co ma się wysilać.


Tylko niepotrzebnie się wygadalam, że wiem. Nic to nie dało. A zrobiło.sie gorzej. Z drugiej strony jeśli ktoś zdradza ale jest dobry dla żony to.ona pewnie się nawet nie zorientuje. Jeśli ma ja już gdzieś to widać na każdym kroku.
Ale on się zachowywał jakby chciał być w tym domu. Tylko ze mną w roli już nie partnera.. poczuł się taki lepszy. - jak dla mnie dobrze zrobiłaś, że on wie że ty wiesz ale rozumiem co chcesz przez to powiedzieć bo myślisz, że gdybyś sie nie wygadała to by  może wszystko było po staremu. Oj na 100% żona się nie zorientuje ale to trzeba umieć być takim graczem.

Po jakim czasie się dowiedziałaś, że kogoś ma? Czy utrzymujecie jakiś kontakt?

Takie to głupie że pomimo wszystko ich kochamy i chcemy ich powrotu.

91

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.

Ale kto Cię obarcza całą odpowiedzialnością? Kto Cię obwinia? Ten Thebill czy Ty sama? Chciałaś uwić szczęśliwe gniazdko z kimś, kto okazał się zwykłym burakiem i łajzą. Dziwi mnie, że Ty bierzesz te "winy " na siebie , zamiast skupić się na czymś innym. Nie cofniesz czasu, gdybanie co by było gdyby nie ma sensu. Czas na nowe. Musi dotrzeć do Ciebie, że to koniec. On nie wróci i bardzo dobrze. Nie płacz za kłamcą, szkoda Twoich łez. Bardzo dobrze powiedziała Ci Mama, ciesz się, że wyszło z niego to przed ślubem.


On zaczął ja pogłębiam. Nie wiem czemu nie widziałam tego 8 lat, że będzie takim człowiekiem sad woda sodowa uderzyła do głowy....
Z tego co czytam w innych tematach oni nigdy nie wracają.

Nie płaczę za kłamcą, płaczę za wszystkimi latami ...

Ja Cię rozumiem.
Jak kochasz i bardzo się boisz kogoś stracić, przestajesz myśleć trzeźwo i wszystko można Ci wmówić. Tzn oczywiście nie każdy tak ma. Ja niestety czasami tak. Nie raz to obserwowałam.przez te kilka lat jak wmawiał.mi.rozne rzeczy, jak się nie dawałam to odpuszczał. A jak się dawałam to niestety ale to wykorzystywał. Dlatego teraz mówil.mi najgorsze rzeczy bo dobrze mnie zna i wie, że jak cierpię to mi łatwo wszystko wmówić.  Nikt nie jest idealny. Ludzie mają wady, problemy. Jak ktoś kocha to chce zrozumiec, pomóc. Tak mi się wydaje.

92 Ostatnio edytowany przez missmyown (2018-04-20 18:08:47)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
missmyown napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

Schemat taki sam wszędzie ale i Ty to czujesz w sobie.
Ja to czułam ale nie potrafiłam dopuścić i nie chciałam tej myśli, że on odejdzie.
Nadal nie potrafię. Taki kosmos, tyle lat z człowiekiem potem się okazuje, że przez przynajmniej 3 mc Cie okłamywał, już dalej mi się sprawdzać nie chciało.
I finał zostajesz porzucona bo się znudziłaś i obarczona cała odpowiedzialnością, a co chciałaś zrobić uwić szczęśliwe gniazdko to za mało dla niektórych.
Tak też bym się cieszyła gdyby to było 8 mc, a nie 8 lat.
Tak mówi moja mama, że ktoś czuwał nade mną, bo zamiast żyć kolejne lata w kłamstwie zobaczyłam je po 3 mc.

Mnie wszyscy mówią, że on taki po prostu jest, teraz zrzuca winę na mnie za wszystko aby się wybielić. Być może. Kiedyś kochał, w końcu się oświadczył. Ja rzeczywiście nie jestem ideałem, ale on tym bardziej. Tylko ja to wszystko w sobie widzę, on nie dopuszcza myśli. Odbilo mu w nowej pracy co sam kiedyś przyznał. Od roku prowadził podwójne życie. Dla mnie stal.sie okropny. Awantury, wyzwiska, pretensje. A tak pewny siebie, że to się w głowie nie mieści. Wyprowadził się. Po 1,5miesiaca wrócił z wielkimi zapewnieniami o tym, że kocha, że spokojnymi rozmowami na początku. Potem powiedział, że mu się znudziło słuchać tego pie.... Chciał wiedzieć co mam w głowie i już wie. Wtedy znowu już przestał.sie starać. Miał byc urlop, już nie bo go wkurzam.. wszystko na nie znowu, nawet spacer. Nie wiem jakie były motywy powrotu ale starałam się aby było dobrze. Nic to nie dało.
Czytałam tu inny wątek. Że żony się starają jak facet się oddala. Ja się starałam jak odkryłam co się dzieje bo myślałam, że się opamięta. Wtedy on chyba jeszcze bardziej rósł w siłę. Potem.mi powiedział, że udawałam idealna żonę i robiłam z siebie idiotkę. Ale wrócił. Staral się jak pisałam na początku. Myślałam, że skończył tamto ale się nie przyzna bo który facet by się przyznał. Jak zobaczyłam, że nie skończył, kazałam się wynosić. Prosił na kolanach. Nie pierwszy raz zresztą. Jak mówiłam, że mam.dosc i daje mu rozwód, płakał, padał na kolana. Od dawna. Dalej to ciągnął. Żałuję, że pozwoliłam.sie.przekonac jakoś, że naprawde chcę ratować rodzinę. Bo wybuchal co raz częściej znowu, obrażał, nerwowy bardzo. Oczywiście wszystko moja wina bo go wkurzalam. Bo go kontroluje. Bo głupie pytania zadaje. Bo chce urlop, jak widział, że już do urlopu się szykuje to sprowokował kłótnie, po czym chyba myślał, że tak odpuszczę bo on tak.mowi, a jak się nie udało to się wyprowadził. I zakomunikował mi, że składa pozew o rozwód. Nie wiem o co tu chodziło. Ona wiedziała, że wrócił do mnie. A najlepsze jest to, że chciał dziecko po powrocie. Może nie mógł się zdecydować? Może chciał.sie wybielić przed rodziną, że jednak próbował? Nie wiem. Nie wiem po co było to motanie mi w głowie. Też mi powiedział, że był czas żeby się starać i że on nigdy by nie dopuścil do takiej sytuacji. Że u nas nigdy nie było dobrze. Czyżby? Że tylko na początku? Czyli rozumiem, że jak są problemy to łatwiej uciec. Zamiast naprawde próbować je rozwiązać. Podobno zawsze lubił moja pewność siebie itd ale jednocześnie ona powodowała,że czuł.sie gorzej bo u niego było akurat źle z pracą. Potem.jak się tak dowartościował i poczuł idealny, zaczął mnie traktować z góry, bardzo. Podobno komuś powiedział, ze albo będzie jak on chce albo wcale.
Ja żałuję trochę swojej słabości, czułam ale nie dopuszczałam myśli. Myślałam, że się opamięta.
Może gdyby zimny prysznic dostal rok temu to coś by to dalo. Nie wiem. Ale z drugiej strony był.jak taran..
Staram się powoli myśleć, że może to nie wszystko moja wina. Bo on zdradza w każdym związku. Sam mówił mi o tym. A ja chyba naiwna myślałam, że jestem wyjątkowa. Tylko czy to rzeczywiście miłość.
Podobno ja nie umiem żyć z drugim człowiekiem. Że ja nie umiem kochać.
Czas pomaga spojrzeć trochę jakby z boku na to wszystko. Ja wiele rzeczy zrobiłabym inaczej teraz. Terapeuta pokazuje pewne rzeczy w Tobie. Ale czy to by rzeczywiście aż tak zmieniło sytuację? Podobno ja się zmieniłam. Rzeczywiście, nie jestem już takim beztroskim człowiekiem, który się cieszy z byle czego. Mieliśmy tyle problemów, a ja z nimi sama. Uczestniczyć w tych kłopotach nigdy nie chciał. Chciał spokoju i żeby mu nie truć. Najbardziej mu przeszkadzało, że zabieram mu przyjemności. Że już nie jest tak jak kiedyś. A teraz mściwa natura pewnie nie.pozwoli zapomnieć tego, że powiedziałam o wszystkim rodzinom w akcie desperacji i szukania pomocy bo już nie dawałam rady.
Tak się skończyło moje małżeństwo z osobą, która traktowałam.jak najlepszego przyjaciela.
Mam tyle wątpliwości nadal.. co mogłam zrobić żeby to się nie rozpadło. Ale staram się też przypominac sobie co mnie od niego odsuwalo. Ja nie jestem ani mściwa ani pamiętliwa. Pamiętam ale umiem wybaczyć. On nie.

Czasami żałuję, że w tym grzebałam. Z drugiej strony to dało mi siłę do zmian swojego zachowania. Tylko niepotrzebnie się wygadalam, że wiem. Nic to nie dało. A zrobiło.sie gorzej. Z drugiej strony jeśli ktoś zdradza ale jest dobry dla żony to.ona pewnie się nawet nie zorientuje. Jeśli ma ja już gdzieś to widać na każdym kroku.
Ale on się zachowywał jakby chciał być w tym domu. Tylko ze mną w roli już nie partnera.. poczuł się taki lepszy..



Bardzo czekałam, aż w końcu napiszesz. Twój ex jest tak bardzo podobny do mojego.
Mogli by sobie piątki przybić i otworzyć kółeczko " dobić byłą psychicznie".
Ja milczałam 2 tygodnie zanim odważyłam się powiedzieć rodzicom w jaki sposób mnie zostawił i co się wtedy stało.
Wiedziałam, że jak powiem to sprawa będzie przesądzona. Widzisz wydaje mi się, że w Twoim przypadku jemu było trudniej odejść bo jednak było to małżeństwo.
Mnie z byłym partnerem nie wiązało zupełnie nic i może nie dlatego że nie chcieliśmy wcześniej nie było nam po drodze po prostu. A teraz  to po co marnować na ślub jak można kopic samochód.
Widać, że bardzo się miotał między Tobą, a kochanką skoro płakał i przepraszał.
Też myślę, że kiedyś kochali ale priorytety im się po przestawiały, czuja się jeszcze młodzi i chcą korzystać z życia bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy ich zechcą te panienki jak nie teraz...
Z tobą na urlop ? No co ty z kolegami, nowa laską a potem narzekanie na nudę w związku- Owszem. Az mnie roznosi od środka jak sobie pomyślę.
Ego urosło do niewyobrażalnych rozmiarów, ale ono w końcu pęknie. Bo zobacz mi się nie wydaje, żeby taki człowiek zmieniał się tylko w stosunku do nas. Oczywiście my na tym cierpimy najbardziej. Bo nas bezpośrednio dotykają te słowa.
Ale jeżeli ktoś dobrze zna takiego człowieka np. przyjaciel, to podejrzewam że również widzi w nim te zmianę, widzą ludzie w pracy. Bo gdy ktoś robi się za bardzo pewny siebie to aż wkurza.
Dziecko na ratowanie związku ? U mnie była taka sytuacja niecały rok temu również chciał dziecko ale ja chciałam jeszcze poczekać na stabilizację sytuacji z mieszkaniem itd. I jak mi powiedział, że od ponad roku mnie nie kocha
to sobie uświadomiłam że być może miało to być na ratowanie związku. Ale wtedy ja nic nie wiedziałam, że on się odkochał.
Ja już widzę ile rzeczy zrobiłabym inaczej.

Mieliśmy tyle problemów, a ja z nimi sama. - również nigdy nikomu się nie żaliłam gdy coś było nie tak i uważam to teraz za błąd bo być może dostałabym rady które umocniły by nasz związek.
Uczestniczyć w tych kłopotach nigdy nie chciał - no pewnie, że nie ty rozwiąż problem a on przyjdzie popatrzy na efekty i zdecyduje czy mu pasuje po co ma się wysilać.


Tylko niepotrzebnie się wygadalam, że wiem. Nic to nie dało. A zrobiło.sie gorzej. Z drugiej strony jeśli ktoś zdradza ale jest dobry dla żony to.ona pewnie się nawet nie zorientuje. Jeśli ma ja już gdzieś to widać na każdym kroku.
Ale on się zachowywał jakby chciał być w tym domu. Tylko ze mną w roli już nie partnera.. poczuł się taki lepszy. - jak dla mnie dobrze zrobiłaś, że on wie że ty wiesz ale rozumiem co chcesz przez to powiedzieć bo myślisz, że gdybyś sie nie wygadała to by  może wszystko było po staremu. Oj na 100% żona się nie zorientuje ale to trzeba umieć być takim graczem.

Po jakim czasie się dowiedziałaś, że kogoś ma? Czy utrzymujecie jakiś kontakt?

Takie to głupie że pomimo wszystko ich kochamy i chcemy ich powrotu.


Umie być takim graczem. Bardzo dobrze umie. Dlatego przez kilka miesięcy się nie zorientowałam ale w końcu.. i zaczęłam grzebać. Najpierw w bilingach. Potem w telefonie. Ale najpierw usłyszałam, że on chce rozwodu jak był pijany a ja zarzadzilam już wyjście z imprezy. Lekceważył mnie. Coraz bardziej od jakiegoś czasu. I wtedy poczułam, ze cos się dzieje. Ja tak mam. Znam kogoś dobrze więc czuję. Kiedyś naprawde byliśmy bratnimi duszami. Wtedy się wszystko wydało bo pijany jest mniej uważny. Za dużo zobaczyłam w smsie i zrobiłam aferę. Potem było coraz gorzej. A ja w panice. A on bezczelny coraz bardziej. Wtedy za wszelką cenę próbowałam go odzyskać. Przez to pewnie stracił do mnie szacunek już do końca.
Z dzieckiem było to samo. Chyba rzeczywiście już tak na ratowanie. Po trzech miesiącach od rozpoczęcia tej pracy. Od zawsze chciał dziecko. Ja nie bo chciałam stabilizacji finansowej i mniej nerwów. A naprawde sytuacja była kiepska bardzo. A on jak zaczął pracę to poczuł, że już da radę jako mężczyzna utrzymać rodzinę. Dla mnie było za szybko bo już nie raz różne prace kończyły się po kilku miesiącach. Ta nie. To fakt. Może czuł, że to ostatni gwizdek, że ostatnia szansa. Staraliśmy się trochę. Ale to nie było to co on chciał. Powód pewnie najbardziej prozaiczny. Chyba wiesz.
Tylko my rozmawiamy o skutkach. Zaczęło się od czegoś innego. Tylko widzisz.. ciężko się nie wkurzać i tryskać miłością i jej okazywaniem jeśli ktoś leży całymi dniami na kanapie i palcem nie kiwnie a Ty do pracy, zakupy, gotowanie itd.
Moim błędem było zaniedbanie go. Bez dwóch zdań. A później było już za późno. Zamiast go słuchać jak jeszcze był ostatni czas, zajęta byłam remontem i nie zwracałam uwagi na to co mówi czy sygnały.
Gwóźdź do trumny to było powiedzenie rodzinie o tym wszystkim, o romansie itd. poczuł się zdradzony przeze mnie. Tak, dokładnie. Zburzylam jego obraz w oczach rodziny. Po tym znienawidził mnie jeszcze bardziej. Ja myślałam, że to będzie zimny prysznic. Ale niestety. Ale mimo to płakał i przysięgał, że nic nie ma. Nie rozumiem.
Widzisz, ja sobie wyrzucam, że straciłam zdrowy rozsądek i tzw. jaja żeby go wyrzucić od razu zamiast się płaszczyć. Przegrałam. Widział jak bardzo mi zależy i to napewno nie pomogło zbudować szacunku.
Kobiety chcą ratować. Tutaj nie wiedziałaś co robić. Jak zaczęłam wychodzić, robić coś dla siebie to pretensje, że tak ratuję? Jak skakałam to i tak robił co chciał. Taki się zrobił, że ani słowa ani uwagi nie można było mu powiedzieć, bo od razu narzekam... Moim zdaniem odbiło. Ale to nie zmienia faktu, że nie kocha.

Ja naprawdę chcialam to ratować. Dlatego. Może gdybym spokojnie przeczekała, bez takich emocji, awantur.. glindzenia nad głową. Już sama nie wiem.
Nie umiem powiedzieć dlaczego nie potrafiłam dać mu spokoju jak był w domu. Czułam, że nie jest ok. Że coś nie gra i za wszelką cenę chcialam z nim nawiązać rozmowę. Zeby wiedzieć co myśli. Może gdybym dała mu spokój.. miotam się, choć wiem, że to już nie ma znaczenia.
Stracić nie chciałam ale przemilczeć i przeczekać i dać się okłamywać też nie chciałam.

93

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Moim błędem było zaniedbanie go. Bez dwóch zdań. A później było już za późno. Zamiast go słuchać jak jeszcze był ostatni czas, zajęta byłam remontem i nie zwracałam uwagi na to co mówi czy sygnały.  - ale przecież oni również remontowali więc widzieli z jakimi to się wiąże obowiązkami i tutaj tego nie rozumiem, dbasz o wszystko to co on sie powinien zająć, a potem i tak wychodzi wszystko twoja wina.

Ja naprawdę chcialam to ratować. Dlatego. Może gdybym spokojnie przeczekała, bez takich emocji, awantur.. glindzenia nad głową. Już sama nie wiem.
Nie umiem powiedzieć dlaczego nie potrafiłam dać mu spokoju jak był w domu. Czułam, że nie jest ok. Że coś nie gra i za wszelką cenę chciałam z nim nawiązać rozmowę. Zeby wiedzieć co myśli. Może gdybym dała mu spokój.. miotam się, choć wiem, że to już nie ma znaczenia - wiem, wiem ale skoro nie kochali to i tak by
poszli sad


Widziałam go wczoraj myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi.... on mnie nie.... szedł zbyt dumny żeby spojrzeć w druga stronę...  Na prawdę aż czułam  z daleka jak to z niego bije ta  władza i pewność siebie... myślałam, że już jestem na dobrej drodze nie jestem sad

94

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

przestańcie analizować.
Obie.

Nie ma co. Uspokójcie się, oddychajcie głęboko i skupcie się na przyszłości zamiast rozpamiętywać przeszłość.
Tarzanie się w smutku nie da Wam absolutnie nic poza większym smutkiem.

95

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Lady Loka - co robić jak miłość nie odwzajemniona powoduje, że od środka szalejmy  sad

96

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

przestać analizować. Przestać taplać się w błocie porozstaniowym. Szybciej obie staniecie na nogi jak przestaniecie to tak bardzo roztrząsać. To do niczego Was nie doprowadzi, bo po co pogrążać się we wspomnieniach. Zróbcie coś dla siebie. Idźcie na spacer, na siłownię, zmęczcie się, rower, bieganie, coś, co Wam zabierze czas na myślenie. Bo tego czasu teraz powinno być jak najmniej.

97

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

przestańcie analizować.
Obie.

Nie ma co. Uspokójcie się, oddychajcie głęboko i skupcie się na przyszłości zamiast rozpamiętywać przeszłość.
Tarzanie się w smutku nie da Wam absolutnie nic poza większym smutkiem.

Zdaje sobie sprawę, że robię sobie tylko większa krzywdę rozpamiętując ale jakoś jak zostaje sama z własnymi myślami to ciężko przestac. Nie bardzo widzę też cel dalej. Bo celem był remont, dom i potem rodzina.
Wszystkie plany i myśli związane były z nim a to też błąd, wiem, ale tak było.

98

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Ja mam tak samo nawet spacer sprawia że się dookoła rozglądam czy gdzieś go nie ma. Postanowiłam skorzystać z psychologa bo widzę że sama nie jestem w stanie zapanowac nad soba za bardzo się drecze i nie umiem przestać. Zobaczymy czy coś pomoże...

99

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Hej smile
Wydajemisię łącze się z Tobą w bólu przeżywam teraz bardzo podobna sytuację. Tylko u mnie trwa to już trzeci miesiąc. Z tego co przeczytałam nasi EX są tacy podobni. Byłam ze swoim 3 lata podczas których często zapominałam o sobie dawałam z siebie wszystko i tak finalnie wyszlo, że to rozstanie to moja wina bo go nie wspieralam. Ogólnie zerwał po Walentynkach, które olał totalnie bo nie miał kasy bo wydał.calą ja jakieś bzdury dla siebie dla mnie nawet na glupiego kwiatka nie starczyło i od tego się początek końca zaczął. Wcześniej na bezrobociu potrzebujący mojej  pomocy ( nie miał nawet czasem na jedzenie) byl obok zawsze potem jak  znalazł pracę  olał totslnie pojswili się nowi  znajomi i koniec... Zerwal powiedział, że ma mnie dosyc ze juz tego nie czuje ze to moja wina głównie itp...Generalnie potem pisanie z żalem do niego czemu to zrobił, czemu nie kocha. Po dwóch tygodniach wyjechał.do kumpla na imprezę tam podobno poznał kogoś nie wiem na ile to poważna znajomość na dzień dzisiejszy. Ja w tym czasie wyłam z bólu gdy on się bawił. Nadal uwazal, że on jest w porządku że to nic że miał mnie w dupie i wyjechał. On jak jeszcze pisaliśmy był.jak kostka lodu twierdził,że nie będzie ze mną ze to się na pewno nie zmieni już, że jestem nienormalna, że nie potrafię sobie z nim dać spokoju, że użalam się nad sobą zamiast normalnie żyć heh.Pisal w prost,że on układa sobie życie na nowo i nie ma w nim dla mnie miejsca. Nie rozumiem jak można być tak bezuczuciową  osoba i:( Byłam u niego po rzeczy jakieś jak niby już kogoś poznał i wiesz co chciał tylko seksu więc jak widać za tyle mnie ma. Do niczego nie doszło oczywiście.  No moja trzeci miesiąc jest mi ciut lepiej ale odczuwam pustkę w życiu , jest mi non stop smutno. Zapominam w pracy chodzę nawet na randki z tindera big_smile ale nic to nie pomaga. Moja żałoba nadal trwa. Także doskonale rozumiem Twoja sytuację i wiem jak to jest czuć się kiedy Ty oddajesz cała siebie a druga osoba Cię nie chce. Kiedy Ty wyjesz z bólu a on prawdopodobnie dobrze się bawi... Kiedy TY cierpisz a on przekreśla  lata związku w jednej sekundzie  i nie odczuwa dosłownie nic.Nie wiem ile Ty będziesz się leczyć u mnie to trwa nadal mimo że minęło już tyle czasu. Wychodzę do ludzi, czasem na imprezy ale nie jest mi lepiej. Chodzę poplakuje i tak żyje. Ogolnie uważam, że moje życie  ma słaby sens że to wegetacja a nie zycie. Koleżanki go nie zastąpią zwłaszcza, że każdy ma swoje życie i nie zawsze ma czas aby mnie wysłuchiwać . Jak chcesz odezwij się na priv.

100

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

Hej smile
Wydajemisię łącze się z Tobą w bólu przeżywam teraz bardzo podobna sytuację. Tylko u mnie trwa to już trzeci miesiąc. Z tego co przeczytałam nasi EX są tacy podobni. Byłam ze swoim 3 lata podczas których często zapominałam o sobie dawałam z siebie wszystko i tak finalnie wyszlo, że to rozstanie to moja wina bo go nie wspieralam. Ogólnie zerwał po Walentynkach, które olał totalnie bo nie miał kasy bo wydał.calą ja jakieś bzdury dla siebie dla mnie nawet na glupiego kwiatka nie starczyło i od tego się początek końca zaczął. Wcześniej na bezrobociu potrzebujący mojej  pomocy ( nie miał nawet czasem na jedzenie) byl obok zawsze potem jak  znalazł pracę  olał totslnie pojswili się nowi  znajomi i koniec... Zerwal powiedział, że ma mnie dosyc ze juz tego nie czuje ze to moja wina głównie itp...Generalnie potem pisanie z żalem do niego czemu to zrobił, czemu nie kocha. Po dwóch tygodniach wyjechał.do kumpla na imprezę tam podobno poznał kogoś nie wiem na ile to poważna znajomość na dzień dzisiejszy. Ja w tym czasie wyłam z bólu gdy on się bawił. Nadal uwazal, że on jest w porządku że to nic że miał mnie w dupie i wyjechał. On jak jeszcze pisaliśmy był.jak kostka lodu twierdził,że nie będzie ze mną ze to się na pewno nie zmieni już, że jestem nienormalna, że nie potrafię sobie z nim dać spokoju, że użalam się nad sobą zamiast normalnie żyć heh.Pisal w prost,że on układa sobie życie na nowo i nie ma w nim dla mnie miejsca. Nie rozumiem jak można być tak bezuczuciową  osoba i:( Byłam u niego po rzeczy jakieś jak niby już kogoś poznał i wiesz co chciał tylko seksu więc jak widać za tyle mnie ma. Do niczego nie doszło oczywiście.  No moja trzeci miesiąc jest mi ciut lepiej ale odczuwam pustkę w życiu , jest mi non stop smutno. Zapominam w pracy chodzę nawet na randki z tindera big_smile ale nic to nie pomaga. Moja żałoba nadal trwa. Także doskonale rozumiem Twoja sytuację i wiem jak to jest czuć się kiedy Ty oddajesz cała siebie a druga osoba Cię nie chce. Kiedy Ty wyjesz z bólu a on prawdopodobnie dobrze się bawi... Kiedy TY cierpisz a on przekreśla  lata związku w jednej sekundzie  i nie odczuwa dosłownie nic.Nie wiem ile Ty będziesz się leczyć u mnie to trwa nadal mimo że minęło już tyle czasu. Wychodzę do ludzi, czasem na imprezy ale nie jest mi lepiej. Chodzę poplakuje i tak żyje. Ogolnie uważam, że moje życie  ma słaby sens że to wegetacja a nie zycie. Koleżanki go nie zastąpią zwłaszcza, że każdy ma swoje życie i nie zawsze ma czas aby mnie wysłuchiwać . Jak chcesz odezwij się na priv.

A u  mnie w dzień kobiet kwiaty czekoladki itp i ze niby prosto z serca i własnie wyszło jak było prosto z serca...
Ja na mysl o randce cała chodzę z nerwów to raczej jeszcze nie mój czas.
Dokładnie nikt go nie zastąpi, nie przytuli jak on, nie podzieli się z Tobą swoja opinia nie wysłucha Twojej w każdym aspekcie go brak po prostu.Ludzie mają swoje życia i nie każdy też to rozumie, no bo jak ma rozumieć jak dla nich z boku było wszystko idealnie  i miało się zakończyć ślubem;/
3 mc to już całkiem nieźle juz przeszłaś  stan zawieszenia smile

101

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Ehh widzę, że ten "Twój" to też wyjątkowa menda. Nie wiem jak można kogoś zwodzić tyle lat, żeby bez powodu zostawić. Naobiecywać stworzyć wizję wspólnej przyszłości a potem z dnia na dzień rzucić.... I nie zwalaj winy na siebie bo nie uważasz, że jak ktoś kocha drugą osobę to jej nigdy nie zostawi ? A on zostawił i nie tęskni jak widać... To jego wina.

Niby przeszłam te trzy miesiące ale nadal nie mogę znaleźć lekarstwa na to potrafię obudzić się w środku nocy i popłakać i napisać mu głupiego esemesa to straszneeee.... No ja też myślę o psychologu bo męczy mnie takie życie jakie mam... Co do randek fakt poszłam ale po pierwszej wróciłam z płaczem, że to nie ta osoba, że to ktoś inny. Teraz do tych randek podchodzę totalnie bez uczuciowo. Mam nadzieje, że psycholog coś nam pomoże żebyśmy nie męczyły się dłużej i mogły otworzyć na nową miłość :*

102

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

Ehh widzę, że ten "Twój" to też wyjątkowa menda. Nie wiem jak można kogoś zwodzić tyle lat, żeby bez powodu zostawić. Naobiecywać stworzyć wizję wspólnej przyszłości a potem z dnia na dzień rzucić.... I nie zwalaj winy na siebie bo nie uważasz, że jak ktoś kocha drugą osobę to jej nigdy nie zostawi ? A on zostawił i nie tęskni jak widać... To jego wina.

Niby przeszłam te trzy miesiące ale nadal nie mogę znaleźć lekarstwa na to potrafię obudzić się w środku nocy i popłakać i napisać mu głupiego esemesa to straszneeee.... No ja też myślę o psychologu bo męczy mnie takie życie jakie mam... Co do randek fakt poszłam ale po pierwszej wróciłam z płaczem, że to nie ta osoba, że to ktoś inny. Teraz do tych randek podchodzę totalnie bez uczuciowo. Mam nadzieje, że psycholog coś nam pomoże żebyśmy nie męczyły się dłużej i mogły otworzyć na nową miłość :*


No niestety tak los chciał, że takiemu człowiekowi oddałam serce.
Według niego był powód tylko nie bardzo miał ochotę mi o nim powiedzieć, ewentualnie powiedział ale ja go mogę nie uznawać jako powód.
Nie miał żadnych skrupułów z zostawieniem mnie więc na 100% nie tęskni.
A co się przydarzyło Tobie ?

103

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

Ehh widzę, że ten "Twój" to też wyjątkowa menda. Nie wiem jak można kogoś zwodzić tyle lat, żeby bez powodu zostawić. Naobiecywać stworzyć wizję wspólnej przyszłości a potem z dnia na dzień rzucić.... I nie zwalaj winy na siebie bo nie uważasz, że jak ktoś kocha drugą osobę to jej nigdy nie zostawi ? A on zostawił i nie tęskni jak widać... To jego wina.

Niby przeszłam te trzy miesiące ale nadal nie mogę znaleźć lekarstwa na to potrafię obudzić się w środku nocy i popłakać i napisać mu głupiego esemesa to straszneeee.... No ja też myślę o psychologu bo męczy mnie takie życie jakie mam... Co do randek fakt poszłam ale po pierwszej wróciłam z płaczem, że to nie ta osoba, że to ktoś inny. Teraz do tych randek podchodzę totalnie bez uczuciowo. Mam nadzieje, że psycholog coś nam pomoże żebyśmy nie męczyły się dłużej i mogły otworzyć na nową miłość :*

Zablokuj jego numer.
Dzisiaj.
Psycholog nic Wam nie pomoże dopóki będziecie się taplać w Waszych smutach.

104

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:
poziomeczka2 napisał/a:

Ehh widzę, że ten "Twój" to też wyjątkowa menda. Nie wiem jak można kogoś zwodzić tyle lat, żeby bez powodu zostawić. Naobiecywać stworzyć wizję wspólnej przyszłości a potem z dnia na dzień rzucić.... I nie zwalaj winy na siebie bo nie uważasz, że jak ktoś kocha drugą osobę to jej nigdy nie zostawi ? A on zostawił i nie tęskni jak widać... To jego wina.

Niby przeszłam te trzy miesiące ale nadal nie mogę znaleźć lekarstwa na to potrafię obudzić się w środku nocy i popłakać i napisać mu głupiego esemesa to straszneeee.... No ja też myślę o psychologu bo męczy mnie takie życie jakie mam... Co do randek fakt poszłam ale po pierwszej wróciłam z płaczem, że to nie ta osoba, że to ktoś inny. Teraz do tych randek podchodzę totalnie bez uczuciowo. Mam nadzieje, że psycholog coś nam pomoże żebyśmy nie męczyły się dłużej i mogły otworzyć na nową miłość :*

Zablokuj jego numer.
Dzisiaj.
Psycholog nic Wam nie pomoże dopóki będziecie się taplać w Waszych smutach.


Ale to prawda ja bym się nie zdecydowała na ten krok ale jak ja zostałam zablokowana jest mi lżej, że nie odwale czegoś i nie napisze.

105 Ostatnio edytowany przez poziomeczka2 (2018-04-23 22:37:39)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

zablokowałam go na fb a tel co mi da świadomość ze go zablokuje jak w każdej chwili mogę go odblokować ale ok zrobię tak.

wydajemisię

U mnie powód był taki, że za mało go wspierałam bo kazałam szukać pracy żebyśmy mogli razem zamieszkać kiedy on znalazł pracę w miarę dobrą uciekł smile też myślę, że oddałam mu swoje serce.

106

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

zablokowałam go na fb a tel co mi da świadomość ze go zablokuje jak w każdej chwili mogę go odblokować ale ok zrobię tak.

wydajemisię

U mnie powód był taki, że za mało go wspierałam bo kazałam szukać pracy żebyśmy mogli razem zamieszkać kiedy on znalazł pracę w miarę dobrą uciekł smile też myślę, że oddałam mu swoje serce.

Bo w środku nocy nie będzie Ci się chciało szukać opcji odblokowywania, żeby mu wypisywać głupoty.

107

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

zablokowałam go na fb a tel co mi da świadomość ze go zablokuje jak w każdej chwili mogę go odblokować ale ok zrobię tak.

wydajemisię

U mnie powód był taki, że za mało go wspierałam bo kazałam szukać pracy żebyśmy mogli razem zamieszkać kiedy on znalazł pracę w miarę dobrą uciekł smile też myślę, że oddałam mu swoje serce.


Aż się zaśmiałam czytając to smile serio to co my jesteśmy tylko od bycia z nami w biedzie i chorobie a jak robi się super to lecą szukać nowych wrażeń? co jest z tymi gośćmi nie tak ?

108

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

hah tak chyba robią się z nich królowie życia big_smile z takim podejściem zostaną sami jak palec i wiesz co myślę ? Kiedyś będą żałować

109

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
poziomeczka2 napisał/a:

hah tak chyba robią się z nich królowie życia big_smile z takim podejściem zostaną sami jak palec i wiesz co myślę ? Kiedyś będą żałować


Bardzo trafnie to napisałaś królowie życia, odniosłam takie wrażenie jak go zobaczyłam, że szedł jak król życia smile
czy ty wiesz ile im zejdzie dojście do tego, że oni żałują? Nie doczekam tego wtedy już w mojej głowie go nie będzie ( mam nadzieję ) smile

W takich sytuacjach każdy z nas chyba zaczyna wierzyć w karmę.

110

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Oni nie żałują.
I nie będą.

Dziewczyny wyobraźcie sobie, że to w Was coś sie wypala. Chcecie ciągnąć związek na siłę? Przeciętny człowiek wtedy zrywa i odchodzi w spokoju. I nie żałuje, bo nie ma czego żałować. Żałować to można jak się przez 5 lat tkwi w związku, w którym się tkwić nie chce.

111

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Oni nie żałują.
I nie będą.

Dziewczyny wyobraźcie sobie, że to w Was coś sie wypala. Chcecie ciągnąć związek na siłę? Przeciętny człowiek wtedy zrywa i odchodzi w spokoju. I nie żałuje, bo nie ma czego żałować. Żałować to można jak się przez 5 lat tkwi w związku, w którym się tkwić nie chce.

to prawda, bolesna, ale prawda. Oni mieli już wcześniej podjętą decyzję o odejściu. Więc nie bedą żałować. Moj ex to nawet i nic do mnie nie czuł, oprócz pociągu, a gdy seks juz mu się znudził ciągnął na siłę związek, bo widzial, ze mi zalezy, i nie chciał mnie skrzywdzić, czekał aż coś w nim się zmieni, że coś do mnie poczuje. Ja to widzialam, był dla mnie dobry, starał się, ale widzialam ile to go kosztowało. I jak zobaczyłam go szczęsliwego, i to, że szuka już nowych znajomości na tinderze, to doszło do mnie, że jest pewny i szczesliwy z podjętej decyzji. Nie myśli o mnie, nie interesuje się mną, a dobrze wie jaki mam ciężki okres z powodu choroby, pracy itd.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
marta2101 napisał/a:

Nie myśli o mnie, nie interesuje się mną, a dobrze wie jaki mam ciężki okres z powodu choroby, pracy itd.

Marta!!! Przestań się nad sobą użalać, nie staraj się znów nim manipulować. On nie wróci.
Pisałam to już wcześniej, tak jak pisze Lady Loka, oni czują ulgę, że zakończyli coś, co ich najpewniej męczyło. Uszanuj jego decyzję i zacznij żyć.

113

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
marta2101 napisał/a:

a dobrze wie jaki mam ciężki okres z powodu choroby, pracy itd.

Brutalnie - wolałabyś, żeby wrócił teraz i był z Tobą na siłę, bo masz ciężki czas, a potem Cię rzucił jak już będzie lepiej, bo jest lepiej?
Odnosisz się do mojego posta, zgadzasz się z nim, a potem piszesz coś, co jest jego totalnym zaprzeczeniem.
Po co Ci facet, który Cię nie kochał? Czemu on się ma Tobą interesować? Po co ma sprawiać, że będziesz przeżywać rozstanie jeszcze bardziej?

114

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:
marta2101 napisał/a:

a dobrze wie jaki mam ciężki okres z powodu choroby, pracy itd.

Brutalnie - wolałabyś, żeby wrócił teraz i był z Tobą na siłę, bo masz ciężki czas, a potem Cię rzucił jak już będzie lepiej, bo jest lepiej?
Odnosisz się do mojego posta, zgadzasz się z nim, a potem piszesz coś, co jest jego totalnym zaprzeczeniem.
Po co Ci facet, który Cię nie kochał? Czemu on się ma Tobą interesować? Po co ma sprawiać, że będziesz przeżywać rozstanie jeszcze bardziej?


Wiecie co tutaj chyba bardziej chodzi o to, że skoro był tyle lat to co nagle się stało że uczucia się wypaliły.
Dla nas jest to nie zrozumiałe bo nasze uczucia się nie wypaliły, na pewno czuje ulgę,  na pewno się zbierał do tego ale gdzie była jego odwaga wcześniej,
żeby porozmawiać jak już miał pierwsze wątpliwości, czekał na co? nic nie odżyje jeżeli druga strona żyje w przekonaniu nic się nie zmieniło ...
I to właśnie brak takich rozmów doprowadza do takiego zakończenia.. tylko, że oni podejmując te decyzje mieli nas, powoli się żegnali... a nam zostało to brutalnie zabrane.

115

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
marta2101 napisał/a:

a dobrze wie jaki mam ciężki okres z powodu choroby, pracy itd.

Brutalnie - wolałabyś, żeby wrócił teraz i był z Tobą na siłę, bo masz ciężki czas, a potem Cię rzucił jak już będzie lepiej, bo jest lepiej?
Odnosisz się do mojego posta, zgadzasz się z nim, a potem piszesz coś, co jest jego totalnym zaprzeczeniem.
Po co Ci facet, który Cię nie kochał? Czemu on się ma Tobą interesować? Po co ma sprawiać, że będziesz przeżywać rozstanie jeszcze bardziej?


Wiecie co tutaj chyba bardziej chodzi o to, że skoro był tyle lat to co nagle się stało że uczucia się wypaliły.
Dla nas jest to nie zrozumiałe bo nasze uczucia się nie wypaliły, na pewno czuje ulgę,  na pewno się zbierał do tego ale gdzie była jego odwaga wcześniej,
żeby porozmawiać jak już miał pierwsze wątpliwości, czekał na co? nic nie odżyje jeżeli druga strona żyje w przekonaniu nic się nie zmieniło ...
I to właśnie brak takich rozmów doprowadza do takiego zakończenia.. tylko, że oni podejmując te decyzje mieli nas, powoli się żegnali... a nam zostało to brutalnie zabrane.

u Marty to było kilka miesięcy, a nie lat.

Nie wiem co się stało, ale się stało.
Skoro oni nie widzieli już sensu i nie chcieli nic odbudowywać, to po co mieli z Wami coś ustalać? Po prostu odeszli. Taką podjęli decyzję. To nie jest decyzja za Was. Bo niby jak chcesz podjąć wspólnie decyzję o rozstaniu? To jest jeszcze bardziej bolesne i trudne.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:

Wiecie co tutaj chyba bardziej chodzi o to, że skoro był tyle lat to co nagle się stało że uczucia się wypaliły.
Dla nas jest to nie zrozumiałe bo nasze uczucia się nie wypaliły, na pewno czuje ulgę,  na pewno się zbierał do tego ale gdzie była jego odwaga wcześniej,
żeby porozmawiać jak już miał pierwsze wątpliwości, czekał na co? nic nie odżyje jeżeli druga strona żyje w przekonaniu nic się nie zmieniło ...
I to właśnie brak takich rozmów doprowadza do takiego zakończenia.. tylko, że oni podejmując te decyzje mieli nas, powoli się żegnali... a nam zostało to brutalnie zabrane.

Ciężko to zrozumieć. Wiadomo, że po jakimś czasie nadchodzi codzienność, nie ma już fajerwerków, motyle ucichły i jest to wg mnie normalne. Dla mnie to jest moment przejścia z poziomu zakochania na kochanie. Bo decyduję się na życie z osobą, pomimo że czasem jest nudno, że się kłócimy, ale ta codzienność jest dla mnie bardzo ważna. Jeśli tej drugiej stronie przestaje się taki związek podobać, to myślę, że ta osoba nie dojrzała do poważnego związku. Mimo wspólnych planów,  marzeń, ta osoba nie czuje się mimo wszystko gotowa. Niestety, nie potrafi powiedzieć tej drugiej osobie o swoich wątpliwościach, bo może ma nadzieję, że to się zmieni, że się przyzwyczai, że to zaakceptuje. I tak tkwi w związku, nie dając żadnych oznak drugiej stronie, że coś jest nie tak. To jest okrutne, bo my jesteśmy szczęśliwe, żyjemy w spokojnym związku, kochamy, a ta druga osoba nas oszukuje. I nagle, bardzo możliwe, że pod wpływem jakiegoś bodźca, mówi nam że to koniec. Ni z gruchy ni z pietruchy. Świat się wali, nie potrafimy pojąć dlaczego, szukamy powodów, czasem win w sobie, nie mając zielonego pojęcia, że ta decyzja wisiała w powietrzu od dawna. 
Niestety, czasu nie cofniemy, nie zmusimy nikogo do kochania, pozostaje nam żal i poczucie niesprawiedliwości.

117

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

Wiecie co tutaj chyba bardziej chodzi o to, że skoro był tyle lat to co nagle się stało że uczucia się wypaliły.
Dla nas jest to nie zrozumiałe bo nasze uczucia się nie wypaliły, na pewno czuje ulgę,  na pewno się zbierał do tego ale gdzie była jego odwaga wcześniej,
żeby porozmawiać jak już miał pierwsze wątpliwości, czekał na co? nic nie odżyje jeżeli druga strona żyje w przekonaniu nic się nie zmieniło ...
I to właśnie brak takich rozmów doprowadza do takiego zakończenia.. tylko, że oni podejmując te decyzje mieli nas, powoli się żegnali... a nam zostało to brutalnie zabrane.

Ciężko to zrozumieć. Wiadomo, że po jakimś czasie nadchodzi codzienność, nie ma już fajerwerków, motyle ucichły i jest to wg mnie normalne. Dla mnie to jest moment przejścia z poziomu zakochania na kochanie. Bo decyduję się na życie z osobą, pomimo że czasem jest nudno, że się kłócimy, ale ta codzienność jest dla mnie bardzo ważna. Jeśli tej drugiej stronie przestaje się taki związek podobać, to myślę, że ta osoba nie dojrzała do poważnego związku. Mimo wspólnych planów,  marzeń, ta osoba nie czuje się mimo wszystko gotowa. Niestety, nie potrafi powiedzieć tej drugiej osobie o swoich wątpliwościach, bo może ma nadzieję, że to się zmieni, że się przyzwyczai, że to zaakceptuje. I tak tkwi w związku, nie dając żadnych oznak drugiej stronie, że coś jest nie tak. To jest okrutne, bo my jesteśmy szczęśliwe, żyjemy w spokojnym związku, kochamy, a ta druga osoba nas oszukuje. I nagle, bardzo możliwe, że pod wpływem jakiegoś bodźca, mówi nam że to koniec. Ni z gruchy ni z pietruchy. Świat się wali, nie potrafimy pojąć dlaczego, szukamy powodów, czasem win w sobie, nie mając zielonego pojęcia, że ta decyzja wisiała w powietrzu od dawna. 
Niestety, czasu nie cofniemy, nie zmusimy nikogo do kochania, pozostaje nam żal i poczucie niesprawiedliwości.

Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś.
Dlatego uważam, że takie osoby są nie w porządku do swoich partnerów/partnerek i co z tego, że on/ona Cie zostawią bo nie chcą się dłużej męczyć? To jest czysto egoistyczne bo skoro podejmujesz się jakiś planów na życie z drugą osobą to wypadało by przynajmniej postarać się o to zawalczyć nie wiesz przecież jak będzie, a może będziesz bardziej szczęśliwy, a może nie. To jest to co się dzieje teraz na świecie nie chce to sobie idę. Po co mam pracować nad związkiem skoro za rogiem czeka ktoś nowy. 
Dają sprzeczne sygnały. Zostaje poczucie żalu i niesprawiedliwości ale również czujesz się oszukana.

118

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Ale jak nie w porządku? Ale jak walczyć?
Przecież nie byłaś jego żoną. Narzeczoną raczej też nie. Więc gdzie tutaj plany na życie. Byłaś w przechodzonym związku, w którym poza wspólnym mieszkaniem nie było planów na wspólną przyszłość.
Skoro on nie chciał pracować nad związkiem, to znaczy, że nie chciał i już. Nie zmusiłabyś go do tego.

Z takim charakterem go sobie wzięłaś. Z człowiekiem z takim charakterem zaczęłaś się spotykać. Pamiętaj o tym.
Ciekawe czy jakbyś Ty się w związku męczyła, to byś pracowała na siłę nad czymś, co dla Ciebie i tak nie istnieje, czy odeszłabyś, żeby mieć spokój.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Skoro on nie chciał pracować nad związkiem, to znaczy, że nie chciał i już. Nie zmusiłabyś go do tego.

Z takim charakterem go sobie wzięłaś. Z człowiekiem z takim charakterem zaczęłaś się spotykać. Pamiętaj o tym.
Ciekawe czy jakbyś Ty się w związku męczyła, to byś pracowała na siłę nad czymś, co dla Ciebie i tak nie istnieje, czy odeszłabyś, żeby mieć spokój.

Loka się nie opierdziela wink Ma rację.
Nie będziemy się rozwodzić nad jego lojalnością czy powinnościami, lecz nad tym co powinnaś teraz robić. Czyli żyć. Kisić się w smutkach już wystarczy.

120 Ostatnio edytowany przez Wydajemisię (2018-04-25 15:11:06)

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Ale jak nie w porządku? Ale jak walczyć?
Przecież nie byłaś jego żoną. Narzeczoną raczej też nie. Więc gdzie tutaj plany na życie. Byłaś w przechodzonym związku, w którym poza wspólnym mieszkaniem nie było planów na wspólną przyszłość.
Skoro on nie chciał pracować nad związkiem, to znaczy, że nie chciał i już. Nie zmusiłabyś go do tego.

Z takim charakterem go sobie wzięłaś. Z człowiekiem z takim charakterem zaczęłaś się spotykać. Pamiętaj o tym.
Ciekawe czy jakbyś Ty się w związku męczyła, to byś pracowała na siłę nad czymś, co dla Ciebie i tak nie istnieje, czy odeszłabyś, żeby mieć spokój.

To nie jest tak że nie było planów na wspólną przyszłość, oczywiście że były, były rozmowy, była chęć posiadania dzieci. Ale to wszystko było.
Widzisz nie zawsze było kolorowo, wiele razem przeszliśmy i owszem pracowałam nad związkiem i nie odeszłam.
Czyli jeżeli wiedziałam jaki ma charakter i na to przystałam to powinnam się spodziewać takiego zakończenia ?
Wiem,  męczył się poszedł i teraz muszę go puścić.

121

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale jak nie w porządku? Ale jak walczyć?
Przecież nie byłaś jego żoną. Narzeczoną raczej też nie. Więc gdzie tutaj plany na życie. Byłaś w przechodzonym związku, w którym poza wspólnym mieszkaniem nie było planów na wspólną przyszłość.
Skoro on nie chciał pracować nad związkiem, to znaczy, że nie chciał i już. Nie zmusiłabyś go do tego.

Z takim charakterem go sobie wzięłaś. Z człowiekiem z takim charakterem zaczęłaś się spotykać. Pamiętaj o tym.
Ciekawe czy jakbyś Ty się w związku męczyła, to byś pracowała na siłę nad czymś, co dla Ciebie i tak nie istnieje, czy odeszłabyś, żeby mieć spokój.

To nie jest tak że nie było planów na wspólną przyszłość, oczywiście że były, były rozmowy, była chęć posiadania dzieci. Ale to wszystko było.
Widzisz nie zawsze było kolorowo, wiele razem przeszliśmy i owszem pracowałam nad związkiem i nie odeszłam.
Czyli jeżeli wiedziałam jaki ma charakter i na to przystałam to powinnam się spodziewać takiego zakończenia ?
Wiem,  męczył się poszedł i teraz muszę go puścić.

Nie. Ale jezeli wzielas goscia, ktory nie lubi nadmiernie omawiac problemow to nie byko sie co spodziewac ze bedzie teraz robil wszystko by ratowac zwiazek.
Widzisz kobiety czasami dają za dużo. Pracują nad związkiem, rozwiazuja wszystkie klotnie, a tak nie dziala zwiazek. Zwiazek to dwie osoby,ktorym sie chce praciwac razem. Jak konczy sie pracowanie razem nad tym to konczy sie zwiazek.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Nie. Ale jezeli wzielas goscia, ktory nie lubi nadmiernie omawiac problemow to nie byko sie co spodziewac ze bedzie teraz robil wszystko by ratowac zwiazek.
Widzisz kobiety czasami dają za dużo. Pracują nad związkiem, rozwiazuja wszystkie klotnie, a tak nie dziala zwiazek. Zwiazek to dwie osoby,ktorym sie chce praciwac razem. Jak konczy sie pracowanie razem nad tym to konczy sie zwiazek.


Ja myślę, że jego zaangażowanie w remont mieszkania, uśpiło czujność Wydajemisię. Bo kto by przecież przypuszczał, że facet, który poświęca swój czas na prace remontowe we wspólnym mieszkaniu, ma zamiar się zaraz ewakuować ze związku. Mógł w ogóle tego nie robić, powiedzieć, że to koniec, a tak sprawiał wrażenie że dokłada cegiełkę go ich wspólnego gniazdka. Coś się musiało wtedy wydarzyć, czego, przynajmniej my, nie wiemy.

123

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie. Ale jezeli wzielas goscia, ktory nie lubi nadmiernie omawiac problemow to nie byko sie co spodziewac ze bedzie teraz robil wszystko by ratowac zwiazek.
Widzisz kobiety czasami dają za dużo. Pracują nad związkiem, rozwiazuja wszystkie klotnie, a tak nie dziala zwiazek. Zwiazek to dwie osoby,ktorym sie chce praciwac razem. Jak konczy sie pracowanie razem nad tym to konczy sie zwiazek.


Ja myślę, że jego zaangażowanie w remont mieszkania, uśpiło czujność Wydajemisię. Bo kto by przecież przypuszczał, że facet, który poświęca swój czas na prace remontowe we wspólnym mieszkaniu, ma zamiar się zaraz ewakuować ze związku. Mógł w ogóle tego nie robić, powiedzieć, że to koniec, a tak sprawiał wrażenie że dokłada cegiełkę go ich wspólnego gniazdka. Coś się musiało wtedy wydarzyć, czego, przynajmniej my, nie wiemy.


Oczywiście, że uśpiło moją czujność do głowy by mi nie przyszło. Przecież wkładając tam swoją prace, pieniądze i jeszcze mnie pośpieszając do przeprowadzki to jak miałabym pomyśleć o czymś takim, że facet mnie nie kocha ?
Jeżeli nawet zbierał się do tego od bardzo dawna to sygnały jakie mi wysyłał były sprzeczne. Skoro zdołałam je odebrać teraz to wcześniej też bym zdołała.
Widzicie nawet jeżeli coś się wydarzyło to pozostawił mnie z wielkim znakiem zapytania w głowie. 

Lady Loka - może masz rację, mi się wydawało że nie zamiatamy naszych problemów pod dywan tylko staramy się je rozwiązywać. W tym jednak przypadku nie było żadnego omówienia problemu, widocznie nie miał takiej potrzeby.

124

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Są takie momenty, kiedy już nie ma co naprawiać. Kiedy jedna strona nie chce nic poprawiać, bo dla niej to już jest skreślone. To trudne, ale tak bywa.
Nie znam jego powodów. Dla mnie też odkochanie się nagle po 8 latach jest dziwne. Trudne. Nie wiem czy ja bym tak umiała - mam same pozytywne wzorce dookoła.
Raz byłam w związku, w którym ciągle coś mi nie grało. Ale nie wytrzymałabym tak 8 lat.

Niemniej wszystko to, co mówie dalej ma sens. Nie ma co prosić o miłość i rozwiązywać problemy z kimś, kto tego po prostu nie chce.
I nie ma co taplać się w smutku i omawiać każdy etap związku i zastanawiać się, co zrobiłyście nie tak. Bo i tak to niczego nie zmienia poza dłuższym cierpieniem i zdrowieniem.

125

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Bo nie wytrzymasz 8 lat w związku jeżeli ciągle coś Ci nie gra...
Możesz być z wygody ale czy dasz radę z wygody być tyle lat przecież cała tę piękne lata mogłaś wykorzystać na inne wygody  ?

Czy odkochał się nagle, wątpię musiał poczuć już dawno że coś jest nie tak niestety nie powiedział, czekał bo być może coś się naprawi .. ale żeby doszło do wypalenia uczuć też wpływają na to różne czynniki nie dzieje się to od tak. Może bał się powiedzieć tego nie wiem.  Po co to wszystko robił? Zapewne na tamtą chwilę chciał ...

Oczywiście, że nie ma co prosić o miłość jednak ciężko jest se pogodzić z brakiem miłości.
Rozumiem co piszesz niema co sie taplac we własnym smutku, widocznie każdy potrzebuje swojego czasu na przyzwyczajenie się do braku tej drugiej osoby.
Super, że ja wyjdę gdzieś na miasto pośmieje sie chwilę, ale jednak wrócę do tego domu i znowu będę sama odczuje ten brak.

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:

Super, że ja wyjdę gdzieś na miasto pośmieje sie chwilę, ale jednak wrócę do tego domu i znowu będę sama odczuje ten brak.

Ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad sprzedażą tego mieszkania.

127

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Wydajemisię napisał/a:

Super, że ja wyjdę gdzieś na miasto pośmieje sie chwilę, ale jednak wrócę do tego domu i znowu będę sama odczuje ten brak.

Ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad sprzedażą tego mieszkania.

Niestety nie mogę... ale to już osobna historia.
Gdyby nie to już bym była spakowana.

128

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach

Przyzwyczajenie to jedno, a opisy w tym wątku to drugie.
Ja nie mówię, że masz już teraz być zdrowa. Ja mówię, że sama siebie pogrążasz myśleniem.

Jestem na etapie kompletowania rzeczy na nowe mieszkanie, więc rozumiem Twoje odczucia naprawdę. Nie wiem jak sama bym zareagowała, gdybym nagle została sama z meblami kupowanymi wspólnie.

Ale trzeba się w końcu podnieść. Nie można cały czas żyć przeszłością.

129

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Lady Loka napisał/a:

Przyzwyczajenie to jedno, a opisy w tym wątku to drugie.
Ja nie mówię, że masz już teraz być zdrowa. Ja mówię, że sama siebie pogrążasz myśleniem.

Jestem na etapie kompletowania rzeczy na nowe mieszkanie, więc rozumiem Twoje odczucia naprawdę. Nie wiem jak sama bym zareagowała, gdybym nagle została sama z meblami kupowanymi wspólnie.

Ale trzeba się w końcu podnieść. Nie można cały czas żyć przeszłością.

Uwierz walczę ze sobą codziennie ze swoimi myślami...
meble, kolory ścian, w zasadzie wszystko było kupowane i uzgadniane wspólnie...

130

Odp: Bolesne rozstanie po 8 latach
Wydajemisię napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Przyzwyczajenie to jedno, a opisy w tym wątku to drugie.
Ja nie mówię, że masz już teraz być zdrowa. Ja mówię, że sama siebie pogrążasz myśleniem.

Jestem na etapie kompletowania rzeczy na nowe mieszkanie, więc rozumiem Twoje odczucia naprawdę. Nie wiem jak sama bym zareagowała, gdybym nagle została sama z meblami kupowanymi wspólnie.

Ale trzeba się w końcu podnieść. Nie można cały czas żyć przeszłością.

Uwierz walczę ze sobą codziennie ze swoimi myślami...
meble, kolory ścian, w zasadzie wszystko było kupowane i uzgadniane wspólnie...

Ja bym wszystko zmieniła.
Ale to ja - po poprzednim rozstaniu wywaliłam wszystko, co mi o ex przypominało.

Posty [ 66 do 130 z 203 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bolesne rozstanie po 8 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024