Witam.
jestem nowa na forum jednak chciałam podzielić się swoją historią, być może osoby obce będą miały inny punkt widzenia.
Właśnie zostałam porzucona przez swojego długoletniego partnera. Poznaliśmy się jeszcze w szkole średniej gdy ja miałam 17 lat a on 18. Tak rozpoczęła się nasza wspólna przygoda przetrwaliśmy aż do soboty prawie 4 tygodnie temu, gdy wrócił z całonocnej imprezy, przespał się i oznajmił, że już mnie nie kocha, i nie chce ze mną żyć. ale chce nakreślić sytuacje od kiedy zaczęły się problemy.
Wspólnie zaczęliśmy mieszkać 2 lata temu, przeżyliśmy burzliwa kłótnie po której stwierdziliśmy że nie możemy dłużej ciągać się tyle lat więc wprowadził się do mnie wszystko wyglądało pięknie były zapewniania o miłości, wspólne życie rozmowa o ślubie itd. on dostał nową dobrze płatną prace i zyskał nowych kolegów.. po roku wspólnego mieszkania wydarzyła się przykra sytuacja gdyż musieliśmy opuścić swoje gniazdko na czas remontu postanowiliśmy wspólnie, że zrobimy remont poddasza żeby było tylko nasze i żeby zaoszczędzić pieniądze on miał z powrotem przeprowadzić się do rodziców i ja do rodziców. Czas tego remontu bardzo się przedłużał miał trwać max 5 mc niestety przeciągnął się do 8 w między czasie wszystko wybieraliśmy wspólnie itd. niestety po 5 mc. po świętach i sylwestrze coś zaczęło robić się nie tak. Musze dodać że, mój były partner poświęcał bardzo dużo swojego czasu na przebywanie tam i robienie pewnych rzeczy własnymi rękoma. Nagle zadzwonił do mnie i powiedział, że on już nie ma siły jest zmęczony tym wszystkim więc odpowiedział jedyne co mogłam, że już kończymy jeszcze miesiąc i możemy się wprowadzić. Niestety przestał już brać czynny udział w tym remoncie i nagle przestał mieć ochotę się ze mną widywać. minęły 2 tyg. po czym wkurzona zapytałam czemu się tak zachowuje i mnie unika to mi powiedział, że pogubił się w swoim życiu brakuje mu stabilności, nie ma mnie nacodzień, że prawdopodobnie się ode mnie odzwyczaił i musimy się zastanowić czy tęskni. OK histeria z mojej strony, że jak on tak może po tym wszystkim czego się podjęliśmy mnie zostawić .. minęło parę dni napisał że jednak chce zacząć wszystko od nowa. Spotkaliśmy się powiedział, że podjął się tego wspólnie ze mną i chce to kontynuować mówiłam mu, że jeżeli jest ze mną nieszczęśliwy niech od razu mi powie. Nie powiedział zaczął naciskać na wspólną przeprowadzkę, więc ja z dnia na dzień już byłam spakowana i zaczęliśmy wspólne życie " od nowa" ja się całkowicie przestawiłam na poprzedni tryb mieszkania razem. Pierwsze 1,5 tyg było wspaniałe cieszyliśmy się niesamowicie, do pierwsza wyjścia z kolegami byłam trochę zła, że nie minęły nawet 2 tyg a on już idzie zamiast cieszyć się nami ale ok, poszedł wrócił powiedział że był u kolegi w domu. Zaczął szczędzić czułości, całkowicie się na mnie zamknął, nie chciał ze mną o niczym rozmawiać żył swoim światem, czułam że coś jest nie tak niby był ale jak by go nie było... minęły 2 tyg. znowu poszedł z kolegami i coś nie dawało mi spokoju i okazało się że słusznie wyszło, że bawi się świetnie w klubie( muszę zaznaczyć, że nigdy nie był fanem tego typu rozrywek był typowym domatorem dopóki nie poznał nowych kolegów w pracy jego pogląd na świat zmienił się niesamowicie) , oczywiście napisałam mu sms coś w stylu miłej zabawy w klubie już nawet nie pamiętam napisał mi tylko " co z tego ", i tu wracamy do tego co napisałam wcześniej, że wrócił nad ranem jak by nigdy nic poszedł ze mną spać. Po przebudzeniu jeszcze pijany stwierdził, że ja jestem nienormalna, on ma już mnie dosyć, nie kocha mnie od ponad roku, i bardzo się cieszy że nie ma ze mną dzieci a gdyby teraz miał mieć to by kazał usunąć ;/, że nikogo sobie w życiu nie znajdę, a on z to bardzo szybko bo kobiety na niego lecą . Przyjęłam te słowa wielkim szokiem nawet nie wiedziałam co mam powiedzieć. Dalej to już tylko pakowanie i wyjście z domu, na drugi dzień wrócił i nawet w oczy nie był w stanie mi spojrzeć i zabrał rzeczy do końca. Dałam mu dwa tygodnie po czym napisałam ale on w dalszym ciągu nie chce ze mną rozmawiać zachowuje się tak jak ja bym była winna temu wszystkiemu, poratował mnie po 8 latach jak śmiecia czym sobie zasłużyłam ? NIe wiem .... Chciałam walczyć o nas o te wszystkie lata, a le on nie chce.. Podejrzewam, że poznał nowa dziewczynę niestety sam nie był w stanie mi tego powiedzieć a nasi wspólni znajomi, którzy teraz są jego znajomymi mówią że nie wiedza, uważam że po tylu latach zasługuje na prawdę może nie miałabym nadziei że wróci ale nie rozumiem nie da się udawać tyle lat miłości a mi się wydaje że byłam tylko zabawką w jego rekach dopóki nie spotka tej jedynej. A te słowa bolą oddałam mu 8 lat swojego życia w 100% z myślą ze to ten na zawsze, chciałam zakładać z nim rodzinę zrobiłam się tym przypadkiem że tylko on na świecie się na dla mnie liczył i nie omieszkał mi tego wypomnieć przy rozstaniu, nie mogę pojąć jak człowiek jest w stanie zmienić się tak z dnia na dzień, doprowadzić drugiego to takiego stanu z wiedzą że ode mnie ma miłość ale nie chciał takiej chciał szaleńczej miłości, a mi wydaje się że po tylu latach ten związek wygląda już inaczej nie ma takie euforii jak na początku.. Jestem w totalnej rozsypce, bardzo bym chciała żeby to był tylko koszmar i on wrócił... nie mogę wyrzucić go z głowy, nie mogę się pogodzić że ta historia się tak zakończyła. Potrzebuje pomocy bo chyba wariuje .. ciągle go sprawdzam na FB i zastanawiam się co robi , z kim czy z nią czy sam, dlaczego on się cieszy życiem a ja si e załamałam ? Nie mogę spać, nie mogę jeść, ciągle płacze... Nie widzę swojej przyszłości bez niego... Tyle wspólnych lat a on je całkowicie wyrzucił ze swojego życia
, nie wiem czemu mnie nie chce nie jestem ideałem ale go kocham, może mu tego nie okazywałam tak jak powinnam .. Proszę was o jakieś rady bo już nie wytrzymuje sama ze sobą ..