@Averyl, nie chodzi o medycynę niekonwencjonalną, ale właśnie o holistyczne podejście, bo umysł i ciało to jedno. Warto sprawdzić jeszcze żołądek. Tam się zaczyna trawienie białek. U Zięby to jest pod hasłem dokwaszania. Moje podejście jest takie - sporo coś nie kosztuje albo kosztuje nie wiele, często nie wymaga przerwania tradycyjnego leczenia, a może pomóc to testuję na sobie ![]()
Marioosh666 - generalnie zgadzam się z tobą, (jeśli można sobie pomóc, to czemu nie )ale to jest zupełnie nie na temat, off-topic się zrobił.
M. bierze codziennie antydepresant i na tym się kończy leczenie depresji. Nie ma w nim nawet odrobiny takiej refleksji, że można zrobić ze sobą cokolwiek, co by poprawiło sytuację. Dyskusja, czy jakieś witaminki, czy mikroelementy mogłyby uleczyć z depresji jest nie trafiona, bo taka osoba (w tym stanie) w ogóle nie zainteresuje się czymś takim. Czytam teraz książkę Seligmana i on tam napisał o wyuczonej bezradności - czyli o takim stanie, gdzie wcześniejsze doświadczenia gdy żadne podjęte działania nie przynosiły efektu, rzutuje na późniejsze zachowania, gdy osoba nie podejmuje jakiejkolwiek prób zmiany z góry zakładając niepowodzenie, biernie poddając się jakimiś nieprzyjemnym bodźcom
Chyba bardziej mnie interesuje jak działają antydepresanty, jak wpływają na funkcjonowanie, jak poprawiają połączenia nerwowe, jak mózg zmienia interpretację dochodzących bodźców, itp
Akurat u Zięby nie byłam ani ni korzystałam z jego terapii - choć książkę mam zamiar kupić - ale pomogli mi zielarze i bioenergoterapeuci. O nich też mowi się, że to szarlatani, bo nie przepisują pigułek a jak wiadomo co piguła to piguła a nie tam jakas trawa
Niektorzy, zwlaszcza ci wyznawcy skomplikowanych zabiegów i dużej ilości leków po prostu nie moga uwierzyć, że coś, co jest proste, może być skuteczne. Witaminy? Eeee, nie może być? Zioła? No co ty!
A co do diety, nie wiem, czy każdego raka da się wyleczyć ale akurat dieta to jest jedno z lepszych i najbardziej znanych lekarstw - i to za darmo! - na wiele dolegliwości a nawet chorob i to jest fakt powszechnie znany od stuleci, co wiekszość lekarzy, niestety, ignoruje, nie wiedziec czemu, na tej samej zasadzie, co ziołolecznictwo. Znam z autopsji jak dzialają posty i półgłodowki, więc wiem, komu wierzyć. Bardziej przekonują mnie ci, co zajmują się tym od lat z dobrym rezultatem, niż ci, ktorzy slyszeli, że to nie działa.
Jak raz z jednym lekarzem w przychodni rozmawialam o glodowce to od razu mi odradzał, twierdząc, że to jakies bzdury. Zapytalam, czy stosował, on, że nie. No to o czym ja mam z nim rozmawiać? Zwłaszcza, że ja stosowalam. Nie umarlam, przeciwnie, polepszyło mi się i czułam się rewelacyjnie. Akurat nie cierpię na żadne przewlekle choroby i generalnie zdrowa jestem, ale mojego męza to lekarz systematycznie faszerował prochami na cisnienie, cholesterol, dne moczanową... Nie wspominając, że ze dwa razy do roku jakas angina mu sie przyplątywała, więc antybiotyk... Odkąd przeszedł na zdrowy styl zycia, zrobił post, przyjmuje specjalne suplementy, ktorych w aptekach sie nie kupi, na ktore wydaje kupę kasy, ale jego kasa, więc niech wydaje
to odstawił wszystkie leki a wyniki ma bardzo dobre. I nie choruje. Znajomi na początku też dowcipkowali z niego, że uprawia czary mary, zabobony i takie tam, ale jak zobaczyli, że to działa, to spuścili z tonu i sami pytają, co dokladnie robi. A, żeby było zabawniej - na "ścieżke" naprowadził go chirurg.
Mnie nie zalezy na przekonywaniu innych, nikogo nie mam zamiaru nawracać. Każdy jest kowalem swego losu i swoj rozum ma. Jesli chce wierzyć, że cos nie działa to ma prawo. Jego zdrowie, jego sprawa
Ja bardziej bazuje na prostych i naturalnych metodach, na doświadczeniach pokoleń. Kiedyś ludzie nie lykali tyle piguł, chemii, radzili sobie w bardziej naturalny sposob. Pewnie wtedy tez byli tacy, co obsmiewali tych, co ziółka parzyli albo chleb z pajęczyną mieszali. Ale oni mieli to w zadzie, bo wiedzieli, że działa a to najwazniejsze. W końcu chodzi o skuteczność a nie o to, czyja racja na wierzchu. A najglośniej śmieją się zazwyczaj ci, co mało wiedzą
Zgadzam się z Tobą, mam podobne doświadczenia.
Po 1. nawiąże jeszcze do marioosh "A leki na receptę po pierwszej wizycie bez pełnej diagnostyki to się powinno brać? Przecież to powszechne zjawisko. Przepisuje, a jak nie pomoże to pacjent ma wrócić." Kiedyś mnie lekarz wkurzył przepisując masę leków, a nawet porządnego wywiadu nie przeprowadził, nie skierował na badania, to mu powiedziałam jasno: ja tych leków nie wykupię i nie będę zażywać, dopóki nie dowiem się co mi jest. Nie będę eksperymentować na moim zdrowiu. Po to przychodzę do lekarza, aby skierował mnie na badania, zdiagnozował i leczył, a nie na oślep przepisywał byle co. Gdy nie pomoże to mam przyjść po inne leki? Lekarz twierdził, że odmawiam leczenia
. Poszłam do innego, łaski bez.
Po 2. Gdyby nie zielarze i specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej, to nie wiem jak ja bym dziś funkcjonowała. Na lekarzy nie mogłam liczyć, każdy zlewał, przepisywał pełno leków, które więcej szkodziły niż pomagały. Drugi przykład to moja łuszczyca. Podobno suplementy nie leczą
. Ciekawe, ze ponad 20 lat nie wyleczyły mnie maści i kremy (ponoć łuszczyca jest nieuleczalna), a w 2 lata wyleczyła mnie dieta, suplementy i zioła. Ludzie się naśmiewali, że co ja za głupoty wymyślam, ze mi odbiło, że dziwaczka. A dziś... już 3-ci łuszczyk mnie pyta co zrobiłam i jak to zrobiłam.
Kolejny przykład mojej córy. 2 lata jeździłam z nią od lekarza do lekarza, badania stale powtarzano te same, jakby innych nie było. Spychano na okres dojrzewania, że brzuszek i główka to szkolna wymówka. Wystarczyła jedna prywatna wizyta w centrum diagnostyki organizmu, by zlokalizować problem. Potwierdziłam to badaniami, lekarzowi pokazałam, ale nie podjęłam się leczenia u niego. Córka wyleczyła się suplemantami, witaminami i dietą. Dla niedowiarków dodam: potwierdziłam badaniem, że jest zdrowa. Zresztą nawet nie musiałabym, bo widziałam, że czuje się dobrze i to był dla mnie dowód.
W przypadku taki magików od medycyny niekonwencjonalnej nie wiesz czy trafiasz do kogoś kto się zna, czy do oszusta, który może wyrządzić ci krzywdę.
Averyl> akurat lekarz tez moze krzywdę wyrządzić, tez może się mylić... na co ja mam sporo dowodów w formie własnych doświadczeń. Nie papierek świadczy o tym, kto pomoże. Oprócz tytułu "lekarz" trzeba mieć nieco empatii, intuicji i nie wiem czego tam jeszcze.
Zgadzam się, ze jeśli ktoś doprowadził się do ciężkiej depresji to same zioła i witaminy mogą nie pomóc. Jednak gdy się podleczy, to przejcie na tego typu formę leczenia jest jak najbardziej ok.
Averyl - leczenie farmakologiczne bywa konieczne. Zalezy to od rodzaju depresji i jej nasilenia. Jeśli depresja jest wywołana okolicznościami zewnętrznymi i polega głównie na obniżonym nastroju, problemach z wybudzaniem się i gorszym apetytem to możliwe, że terapia będzie wystarczająca. Jeśli jednak depresja jest endogenna, wynika z obniżonego wydzielania neuroprzekaźników takich jak serotonina i noradrenalina, jest nawracająca, jest mocno nasilona (myśli samobójcze, bezsenność, rozpacz, utrata siły do życia, głodzenie się itp.) to leki są konieczne! Czasem jest tak, że leki mogą wystarczyć. Jeśli depresja jest sytuacyjna to wazne jest zmiana, która spowoduje eliminacje złej sytuacji ( szef-psychopata trzeba zmienic pracę. Leki pozwolą na bardziej obiektywna ocenę sytuacji i poszukiwanie rozwiązań. Będzie można wygrzebać sie z dołka i rozejrzeć za możliwościami. Jak się troszkę rozejrzy to może uzna, że terapia jest dobrym pomysłem. W czasie ataki depresji cieżko jest podejmować decyzje i człowiek stara się po prostu jakoś urzymać na powierzchni. Nie ma sily na zaangażowanie się. Warto zacząć od jakiegokolwiek leczenia - obojętne czy leków czy terapii a potem ewentualnie szukać dodatkowych możliwości. Oczywiście optymalne jest połączenie farma- i psychoterapii.
71 2018-03-07 22:35:12 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-03-07 22:49:58)
Miłycham napisał/a:Za wysoki koszt. Niewykonalne przy obecnych kolejkach i ilości laboratoriów.
A 6 tygodni w szpitalu albo 4 miesiące zwolnienia + inne świadczenia to niski koszt i wykonalne? Jaja sobie robisz? Badania są robione w szpitalach nie psychiatrycznych na wejściu.
Nie robię sobie jaj.
Miłycham napisał/a:Nie da się tego zrobić, podając określoną dawkę jednorazową.
Nigdzie nie napisałem, że jednorazową dawką. To już Twoja nadinterpretacja. Po prostu to co w aptece bez recepty jest za słabe przy dużych niedoborach
To fakt, nie napisałeś, że pojedynczą. Napisałeś również dożylnie, mocniejszą ect. Odpowiedź jest w tym samym tonie. Natomiast co do uzupełniania niedoborów witamin z grupy B przez suplementy. Nie, nie są zbyt słabe. Nie opowiadaj bzdur.
Miłycham napisał/a:W przypadku depresji mogą być niedobory określonych składników regulujących, lecz nie muszą. Palenia z wielu innych powodów warto ograniczać, a zalecenia tego typu dla osoby z depresją niczego nie zmienią.
B3 to standard i ograniczenie palenia może pomóc, ale to trudne i pewnie dlatego się tego uczepiłeś.
Standard czego i przez kogo ten standard zalecany? To nie kwestia czepialstwa, pierwszy raz się do tego odniosłem. To kwestia iluzoryczności.
Miłycham napisał/a:Kto by za to zapłacił? Tego nie sfinansuje budżet.
W porównaniu z tym co wydaje się dzisiaj to drobne.
Gdybaniem do niczego nie dojdziesz. Dietetycy, nie podlegają pod tego typu opiekę. Koszt tych świadczeń, wyklucza znaczną część ludzi z tego typu pomocy.
Miłycham napisał/a:Dane błędne postępowanie, nie jest i być nie powinno, przyczyną do stosowania kolejnego błędnego.
Znam osobę, która studiowała medycynę w Polsce i jednocześnie w Niemczech. Podstawowa różnica to diagnostyka. Tam pełna, a tutaj na pierwszej wizycie leki. Nie wiem czy to tańsze. Krótkofalowo może i tak, ale skutki tego są opłakane.
Widocznie źle trafiasz. Osobiście nie narzekam. Jeśli jest to problem to personalny. Natomiast sam przy pomocy innym w kwestiach żywieniowych, hormonalnych związanych z tematem, raczej jestem w stałym kontakcie.
Miłycham napisał/a:Stosowanie witaminy D bez uzasadnienia, może pogorszyć stan zdrowia.
To jakim prawem koncerny farmaceutyczne wprowadziły pomysły tego szarlatana do aptek?
Rozumiem, że ta odpowiedź to zaprzeczenie? O rzeczach, których nie mogę zweryfikować, nie wypowiadam się. O niemerytorycznych i o czyiś poglądach, również nie widzę sensu.
Miłycham napisał/a:Chodzi o to że nie reprezentowała wyglądem swojego zawodu czy że ograniczenie, tak drastyczne kilokalorii to błąd? Z czego się śmiejemy?
Całokształt
Więc nie mogę się przyłączyć, bo zbyt mało danych. Choć ograniczenie kaloryczności tego typu w pewnych przypadkach, czasowo jest jak najbardziej postępowaniem prawidłowym. Tak przy wspomaganiu redukcji masy ciała, poprawy funkcji kognitywnych czy uzupełniając leczenie.
A Waszym zdaniem bardziej pomoże psycholog czy psychiatra?
Nie. Potrzebna jest terapia plus zmiana myslenia
Jedno i drugie Kolejki są długie, zarejestruj się do obu, oboje pomogą- jeden farmakologicznie, drugi psychologicznie ("mentalnie").
Jeśli masz możliwośc, polecam zastanowić się nad zapisaniem się prywatnie. Dzięki temu uzyskasz pomoc od razu: https://www.psychiatrzy.warszawa.pl/ Od siebie daję namiar na taką poradnię.
Masz tzw depresje nabyta - da sie z tym zyc, jesli bedziesz sluchac lekarza i brac tabletki. po pewnym czasie przestaniesz.ale to lekarz musi zdecydowac kiedy. Jesli chcesz przyspieszyc ten proces, musisz udac sie na terapie, aby znalesc powod depresji. Jest jeszcze depresja wrodzona, wtedy musisz brac leki do konca zycia.
Nie zastanawiaj sie I dzialaj
Daję też namiar na psychologa online https://olgarymkiewicz.pl/oferta/psycholog-online/
W wielu przypadkach depresja to po prostu chemia w mózgu. Terapia nie ma nic do tego. Więc tylko leki mogą pomóc. Jednak "wyleczyć" raz na zawsze się nie da, czyli brać dwa miesiące i przechodzi. To chyba coś bardziej jak cukrzyca, czy nadciśnienie, czyli leczy się to ale da się raz na zawsze wyleczyć.
Jest pewien procent, gdzie to nie chemia, tylko czynniki w życiu, ale i wtedy to często właśnie chemia odpowiada za reakcje.