Hej! Hej! Babeczki
Nie pisałam od poniedziałku, bo... rano urodził mi się wnuczek.
Poleciałam do szpitala, posiedziałam z nimi ile się dało.
Odebraliśmy jego starszą siostrę z przedszkola i pojechaliśmy na przystań świętować.
Na grillu karkóweczka, kiełbaski, kaszanka...co kto lubi.
A, i jeszcze mają taką małą wędzarnię, więc dziadek małego uwędził ....miecznika...!
Mięsko grube jak na kotlety schabowe /takie nim będą rozbite/. Pycha!!!
Popitki teżżżżż było, oj było.
Opiliśmy narodziny, zapewne będzie baaardzo zdrowy...sądząc po ilości toastów na jego cześć...
Tak się zasiedzieliśmy, że tam spaliśmy.
Rano, oczywiście wnusia do przedszkola nie poszła, pojechaliśmy na sklepu po ostatnie artykuły dla malca, na lody, do szpitala, do kuzynki i do zięcia do domu dotarłyśmy około 20-tej.
Poukładaliśmy się spać, a rano znów bieganie.
Mieszkają niedaleko szpitala, a ja wczoraj byłam tam umówiona na 8:00 na mammotomię.
Niestety nie zrobili mi tego zabiegu, bo nie dało się dojść aparaturą w odpowiednie miejsce.
Będą usuwać zmiany poprzez kotwicę, we wrześniu.
No i dobrze.
W tym samym szpitalu na porodówce jest córka, więc udałam się do niej i tam dowiedziałam się, że wychodzą właśnie. Poczekaliśmy na wypis, przyjechał zięć i zawieżliśmy szczęśliwą mamę do domku.
A propos chłopak o wymiarach "książkowych":
-waga 3540 g
-wzrost /
/ 53 cm
Agatka, tak mnie zainspirowały te narodziny, że później poleciałam do sklepu i ...
...kupiłam aparat foto.
W domu byłam po 18-tej i zaraz przyszła kuzynka. Nim się nagadałyśmy to do kompa siadłam po 20-tej. Pobawiłam się programem zdjęciowym, oglądnęłam YCD i około 24-tej już padałam.
Przepraszam, że Was ominęłam, niestety na prawdę padałam.
Cieplutko Was wszystkie pozdrawiam i życzę milutkiego dnia.