Dzień dobry 
Przyjechałam dzisiaj do pracy w tunice z rękawkiem 3/4 i w sweterku. Jak wracam do domu to jest gorąco, nie mam zamiaru gotować się jak jajo na twardo 
Podobnie jak Grazka, dzisiaj w pracy leniuchuję. Nie ma nikogo, cisza, spokój, nudy. Nie wiem po co, ale przyjechać musiałam. O godz. 13 wybywam do domu, a jutro już wolne. Tzn wolne od pracy zawodowej 
Dzisiaj wypucuję sobie łazienkę, zrobię ostatnie zakupy i poczekam na rodzinny najazd
Mięsiwa różnorakie już zrobiłam, ciasta piec będę chyba w sobotę, z dzieciakami siostry. Siora nie piecze w domu, więc dzieciaki chętnie się u mnie angażują w te czynności. Mają zajęcie i zabawę
Sałatki ze 2-3 też w sobotę, zaangażuję siorę, niech ma swój wkład w przygotowanie świąt 
Wczoraj dzwoniła koleżanka z zapytaniem czy robimy jakieś wspólne plany na święta. Bo od lat w każde święta spotykamy się w domu, albo gdzieś spacerujemy. Ale czy ja teraz mogę coś zaplanować przy tej mojej bandzie? Wszystko wyjdzie w praniu. Już mi koleżanka wczoraj zarzucała, że nie mam nigdy czasu, bo w tygodniu to wiadomo, ale weekendy tez mam zajęte i nie chodzimy na spacerki, na deserki itd. Ale tak to jest, moje dzieciory się rozmnożyły i są na miejscu, a jej wybrały życie poza granicami kraju. Ona mówi, że czasami to mi zazdrości tej bandy, ale czasami jest szczęśliwa, że jej są daleko 
No tak to już jest. Moi tez mnie czasami cieszą, a czasami doprowadzają do szewskiej pasji 
Jeszcze nie mam pomysłu co upiec.
Przestańcie z tymi zegarami, bo już zaczęłam się wpatrywać w moje, w domu, a teraz zerkam na ten w pracy 
Iryska, 9 maja już blisko. Życzę, aby się wszystko udało.
Ale się wkręciłam
Czytam sobie w necie o wielkim czwartku, piątku itd. A teraz rozkminiam obraz "Ostatnia Wieczerza" Leonarda da Vinci
To lustrzane odbicie, ta niby kobieta obok Jezusa, ta osoba z dzieckiem na ręku, te spekulacje czy Jezus ożenił się jednak z Marią Magdaleną i miał z nią dziecko itd. 
Czytałyście "Kod Da Vinci" Dana Browna?