Kamilka2016 napisał/a:nateusz napisał/a:Kamilka2016 napisał/a:... Bo owszem jej zachowanie nie jest wporzadku , ale mysle ze tez nie było z Twojej steony so niej podejścia . Nie umiałeś jej ustawić. Z trgo ślubu i tak by nic nie było - moze ona w ten sposób zwyczajnie czułaby sie w tym zwiazku pewniej . Daje sobie reke uciąć ze godząc sie na jej fanaberie , pojawiłby sie oczekiwany dystans , ona by sie wyluzowała i wszystko szło by w swoim tempie. Szczerze mimo wszystko by ocenić jednoznacznie sytuacje musiałabym uslyszec jak widziała to ta dziewczyna . Sa kobiety impulsywne i takie potrzebują miec przy sobie algo bardzo wyrozumiałego faceta algo prawdziwego twardziela
Z całym szacunkiem, Kamilko, ale nigdy nie dawaj sobie za kogoś "ręki uciąć", bo chodziłabyś bez obu...
Jesteś idealistką na siłę doszukującą się usprawiedliwienia dla zachowań partnerki Autora, mimo, że sama w te wytłumaczenia nie wierzysz ("owszem jej zachowanie nie jest w porządku"). Rozumiem, że bywają ludzie, których zachowanie i powody postępowania nam się ...w pale nie mieszczą, i - by to jakoś ogarnąć rozumem - usilnie szukamy jakichś powodów, podłoża zaobserwowanych zaburzeń. A to niestety tak nie działa: najnormalniej są ludzie z gruntu toksyczni i znajdujący swój sens istnienia w zatruwaniu życia innym. I wybierają sobie takich, których urobią na swoją ofiarę. Ja - w przeciwieństwie do Ciebie - uważam, że "po slubie" ta dziewczyna i owszem, poczułaby się pewniej, ale to zmieniłoby tylko tyle, że stałaby się już całkowitą jędzą pewną swojej "wyłączności" na niszczenie męża. Są takie kobiety. Sam z taką jedną przez chwilę byłem 
A co do ostatniego zdania, że są kobiety impulsywne, które potrzebują mieć przy sobie faceta "wyrozumiałego" (czytaj: poddanego, podporządkowanego i posłusznego) albo "twardziela" - cóż, pierwszej opcji nie skomentuję, bo szkoda czasu (masa takich "lelum-polelum" dających się pomiatać i lekceważyć), a druga opcja? Być "twardzielem" i trwać przy takiej "impulsywnej" kobiecie. "Impulsywna" to taki subtelny eufemizm z Twojej strony - znam dosadniejsze i bardziej jednoznaczne określenie takich osobowości. Być "twardzielem" - to fakt, wymaga determinacji, odporności i bezwzględnego trwania w decyzji (tu: bycia z taką kobietą). To tak, jakby ktoś chcący udowodnić sobie i otoczeniu, że jest "twardzielem" dobrowolnie sam sobie codziennie walił młotkiem w duże palce u własnych stóp - pozostaje tylko pytanie: PO CO? Nie szkoda własnego życia?
Zgadzam się,tak jestem idealistką. Ale wydaje mi się, że fundamentem każdego związku musi być próba "zrozumienia" drugiej strony i umiejętne stawianie granic. Autor się wymiksował ze związku, moim zdaniem dlatego, że nie rozumiał podłoża w zachowaniu swojej partnerki.
Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. Myślę również,że jeżeli kobieta po miesiącu znajomości wyznaje komuś miłość - musi być bardzo nieszczęśliwa, nie do kochana w domu rodzinnym. Skupianie się wyłącznie na wadach nie wróży dobrego w żadnym związku. Miłości idealnej nie ma. Wierzę natomiast, że Państwo nie spotkali się bez przyczyny i może warto byłoby wyciągnąć wnioski na temat własnej osoby. Czemu, taką kobietę przyciągnąłem ? Co ze mną jest właściwie nie tak? Słaba samoocena ? Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
I to znów potwierdza, że kobiety się mniej szanują od mężczyzn. Ile bowiem kobiet, żyje z toksycznymi partnerami , alkoholikami itp.....Nie potrafią odejść - są twardsze psychicznie i potrafią wiele znieść by tylko nie przyznać się, że poniosły porażkę przy wyborze swojego partnera.
Nie chce jednak uogólniać, bo sama jestem idealna ofiarą dla wszelakich narcyzów i borderów
Zwykle bowiem usprawiedliwiam innych
Więc może lepiej nie będę sie wypowiadać:P
1. "Fundamentem każdego związku musi być próba zrozumienia drugiej strony".
-A co, gdy tego zrozumienia nie ma? Gdy liczą się tylko emocje partnerki?
2. "Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. "
-Jeżeli partner, autor, czyli ja, po rocznym związku stałem się wrakiem człowieka i trafiłem na terapię, a ona po dwóch tygodniach od zerwania spotykała się już z kimś innym? Czyje podłoże emocjonalne było bardziej szczere w takim razie? Kto robił coś przez pryzmat miłości i teraz cierpi, a kto przez pryzmat...no właśnie, nie mam do dziś pojęcia jaki.
3. Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
-Czytanie o kobietach borderline to jedno, a życie z nimi to drugie. Ktoś mi niedawno powiedział: "możesz czytać na ten temat sporo, zdobywać wiedzę, analizować. Ale jeżeli rzeczywiście byłeś z kobietą Borderline, to po wszystkim, gdy zostaną zgliszcza, nie będziesz miał żadnych wątpliwości z diagnozą".
Owszem, to osoby bardzo dobre, o przepięknym wnętrzu, które w sekundę potrafią kogoś wyrzucić ze swojego życia, zagrać na jego emocjach i użyć wszystkich słabych punktów tak, by druga strona poczuła się nie dosłownie nikim(a to najmilsze stwierdzenie) i miała ochotę palnąć sobie w głowę.
Nie mówimy tutaj o zwykłych kłótniach, problemach, nawet awanturach. Mówimy o furii, której mało kto przeżył w swoim życiu.
Kamilka 2016, wzbudziłaś we mnie ponownie poczucie winy i bardzo dobrze, ponieważ zawsze należy patrzeć na oby dwie strony. Ani razu nie stwierdziłem, że nie popełniłem żadnego błędu, że byłem idealny. Nie ma ideałów, nigdzie. Natomiast proces weryfikacji moich "win" był czymś nie do zniesienia, nie będę opisywał ponownie, ponieważ już wszystko opisałem bardzo dokładnie.
Niestety ani razu ona nie wzięła odpowiedzialności za swoją furię, obrażanie mnie, poniżanie podczas wybuchu. Nigdy.
Najpierw była furia, ponieważ mam znajomych, a w znajomych koleżanki (i najmniej istotne było, że same posiadają już rodziny, a znamy się 8-10 lat), później o ślub ponieważ koleżanka się żeni, a moja ex nie i to ja jestem winny(rozumiem taką rozmowę po 2 latach, ale nie po 10 miesiącach), następnie o to, że odwróciłem się tyłem do niej przez co zostałem chamem i wybuchła III wojna światowa...sytuacji od groma.
Opisałem to wcześniej bardzo dosadnie. Spóźnienie, brak smsa, nie oddzwonienie od razu = emocje towarzyszące rodzinom ofiar zabójstw. (czułem się za każdym razem, jakbym wymordował jej pół rodziny z psem na czele).
Nie jestem narcyzem, każdą sytuację analizuję po wielokroć, nawet za często. Kochałem i kocham moją ex i z tym nie mam żadnych wątpliwości. Ale nie potrafiłem już, po 2-3 wyrzuceniu z domu, z jej furią w oczach i głosie już kolejny raz wrócić, nie dałem rady. Czulem się jak wrak, poniżony, zeszmacony, nagi, bez swojego zdania. Zostałem nikim.