Border...? Anioł i diablica w jednej osobie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

66 Ostatnio edytowany przez Deadpool (2017-06-23 02:28:17)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Słuchaj no nie oskarżaj mnie tu teraz o "puszczenie bestii w Polskę" Te jej zdania pamiętam w całości bo jak wracałem po spotkaniach z nią przerabiałem je wielokrotnie w swojej głowie (potem zresztą też analizując przyczynę jej popierdolenia) poza tym że wywoływały fale głównie negatywnych emocji.
A pisząc taki tasiemiec można przeoczyć pewne rzeczy, po to tu to dopisałem. Poza tym zgłosiłem żeby moje posty parę innych przenieść do tematu "kobieta psychopata" bo ten temat dotyczy bordera, ale na razie widzę że nikomu się zrobić tego nie chciało.

Poza tym co zrobiłbyś wiedząc ze ktoś taki ma ojca policjanta? Myślisz że nie chciałem i nie planowałem zgłosić tego? Po pierwsze to było powiedziane w formie przeszłej że "on u nich do niedawna mieszkał" więc chłopak już nawet mógł nie mieć żadnych śladów po takim traktowaniu, po drugie nie miałem żadnych dowodów ani świadków tego tylko opowiadanie. A nie wiem czy wiesz że zgłoszenie przestępstwa którego nie było jest karalne więc jakby to była zmyślona historyjka miałbym ja przesrane.

I co byś w takim wypadku zrobił? Jakby tatuś policjant chciał córcie ochronić? Oni to przy załatwianiu własnych spraw potrafią człowieka za pogróżkę posadzić do pierdla. A o nim poza tym że gnębił jej matkę i podejrzewała go o spotykanie się z kochankami nic więcej nie wiedziałem, tym bardziej że laska nie mówiła o żadnej konsekwencji kiedy tatuś zakazał jej bić dzieciaka bo będzie miał sińce. O czym to mogło świadczyć?

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Pirx napisał/a:

Delfin, to co opisujesz jest w pełni naturalne po zderzeniu 'normalnego' człowieka z osobą o podobnym do Twojej Ex zaburzeniu.
Rok - to bardzo dużo.

Teraz przechodzisz przez okres dochodzenia do siebie. To Twoje pierwsze doświadczenie z osobą z (prawdopodobnie ) BPD/NPD ? :-)
Jeśli tak,to naprawdę dzielnym,myślącym i wytrzymałym człowiekiem jesteś :-)  Serio.

Spójrz w moje wątki, zabrzmią znajomo.
Możemy tutaj na Twoją Ex złorzeczyć etc - nic to nie zmieni :-) Nie analizuj teraz jej. Robiłeś to przez rok.

Najważniejsze żebyś teraz skupił się na początek na dojściu do siebie, a potem na tym aby nie przełożyć negatywnych skutków tego związku na inną osobę.Będziesz podejrzliwy i nadwrażliwy na zachowania podobne do Twojej Ex. :-)
W przyszłości, bardzo prawdopodobne, znów spotkasz podobną osobę - tym razem będziesz już zahartowany i świadomie będziesz decydował czy trwasz czy nie :-)
Doświadczyłeś teraz uzależnienia od niej, od emocji.

Na razie pilnuj odcięcia się od niej.To konieczne.
Trochę czasu Ci to zajmie,włacznie z 'kalibracją' postrzegania swojego postępowanie, samooceny, co było słuszne ,co nie. :-) Z czasem to zaniknie, a Twoje reakcje złagodnieją.
Kontynuuj pracę z terapeutą.Sam z tego też wyjdziesz ale w dłuzszym okresie i nie w pełni :-)

Dzięki za ten wpis, podniósł moją motywację oraz samopoczucie.
Czy to moje pierwsze doświadczenie z BPD/NPD? Tak, na szczęście i niestety. Teraz mam już radar na około głowy, co może nie być najlepszym rozwiązaniem, ale mam nadzieję, ze z czasem to minie, ale czujności już nigdy nie stracę.
Faktycznie, w chwili obecnej borykam się z uzależnieniem od niej i emocji, które były generowane. A to borykanie się jest cholernie trudne, ale zagryzam dzień w dzień zęby. Dziwnie to brzmi, ale działały jak narkotyk.
Nie sądziłem również, że kiedyś znajdę się na kozetce u terapeuty. Masz rację, sam równiez bym z tego zapewne wyszedł, ale w dłuższym okresie. Wizyty pozwalają mi lepiej zrozumieć mechanizm działań BPD, a przy okazji poznać lepiej siebie.

68 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2017-06-23 16:21:27)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Deadpool napisał/a:

Słuchaj no nie oskarżaj mnie tu teraz o "puszczenie bestii w Polskę"

Po pierwsze nie oskarżam Ciebie, ponieważ jak już wspomniałem nie wierzę w tą historię (w każdym razie nie w tą część, którą zamieściłeś w tym temacie). Chodziło mi głównie o to co w obu "częściach" umieściłeś, czego nie umieściłeś i w jakiej kolejności to robiłeś. Twoje wyjasnienia mnie nie przekonują.
Skoro więc uważam, że wydarzenia te nie miały miejsca, nie mogę Cię o nic oskarżać. Chyba że o grafomanię, ale jej akurat Ci nie zarzucam- historia zręcznie napisana. W każdym razie w rzeczonym fragmencie użyłem słowa "narrator", a nie "Ty" lub "Deadpool".
Innymi słowy (jeśli nadal czujesz sie oskarżany), nie kieruję "oskarżeń' w Twoją stronę, a w stronę "narratora".

Deadpool napisał/a:

-Poza tym co zrobiłbyś wiedząc, ze ktoś taki ma ojca policjanta?
...
-Po pierwsze to było powiedziane w formie przeszłej że "on u nich do niedawna mieszkał" więc chłopak już nawet mógł nie mieć żadnych śladów po takim traktowaniu

-Zgłosiłbym, chociaż nie jestem pewny gdzie... Być może najpierw starałbym się zawiadomić BSW, lub wystarczyłaby mi rozmowa z jej Ojcem, albo dopiero po jej odbyciu- w zależności od tego jak zareaguje bym zdecydował. Nie wiem.
Bałbym się pewnie podobnie jak Ty, ale starałbym się uniknąć sytuacji, w której nikogo nie poinformowałem o czymś takim. Trudno byłoby mi z tym żyć. O głównym powodzie wspomniałem w poprzednim swoim poście.

-Rzeczywiście, nie doczytałem kiedy ten chłopak tam przebywał. Przepraszam narratora ;)
BTW: miałem kiedyś sińca utrzymującego się grubo ponad trzy miesiące.

Deadpool napisał/a:

...Jakby tatuś policjant chciał córcie ochronić? Oni to przy załatwianiu własnych spraw potrafią człowieka za pogróżkę posadzić do pierdla. A o nim poza tym że gnębił jej matkę i podejrzewała go o spotykanie się z kochankami nic więcej nie wiedziałem, tym bardziej że laska nie mówiła o żadnej konsekwencji kiedy tatuś zakazał jej bić dzieciaka bo będzie miał sińce. O czym to mogło świadczyć?

Założę na chwilę, że to jednak prawda (bo tak mi łatwiej to opisywać).
Zgoda. Najprawdopodobniej tatuś by chciał córkę ochronić. Nie oznacza to jednak automatycznego zamiecenia sprawy pod dywan. Skoro piszesz (wierzysz), że Ojciec wiedział o znęcaniu się, mógłby łatwiej uwierzyć w usiłowanie zabójstwa (bo miałby "podkład"-stwierdzone znęcanie się), lub po prostu przestraszyć się, że sytuacja wymyka sie spod kontroli i np. wysłać córkę na leczenie, obserwację psychiatryczną itp.
Zauważ, że nawet gdyby faktycznie był ostatnim skurczybykiem, nie mógł tego zbagatelizować, ewentualna tragedia tego kalibru obciążałaby w dużym stopniu również niego.

I właśnie, dlaczego założyłeś, że jej Ojciec był tyranem i dziwarzem? Słowa świrniętej nastolatki Ci wystarczyły?
Nie jest bardziej prawdopodobne, że psychopatka nakreśliłaby (lub przerysowała) taki obraz Ojca żebyś zareagował tak jak właśnie zareagowałeś? A konkretnie negatywny obraz jaki nakreśliła, miał być jednym z elementów powstrzymujących Cię przed ujawnieniem tego co usłyszałeś...

Jednak to byłoby zbyt proste, żeby mogło być głównym powodem dla którego Ci to powiedziała.
Byłaby nim raczej sekwencja tego typu:
-poznanie "obiektu" (Ciebie), jego ocena i "urobienie" pod kątem swoich planów i potrzeb -przestępstwo- wyjawienie przestępstwa obiektowi w jak najbardziej wiarygodny sposób- uniknięcie odpowiedzialności - "odklejenie się" od obiektu.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że to mogło ją jarać.
Podsumowując taki scenariusz- nadal uważasz, że nie byłeś w tej relacji "ofiarą"? Ona dostała co chciała,
a Ty? Przeleciałeś ją chociaż? Bo mogłem przeoczyć.

EOT

69

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

To jest dla mnie nieprawdopodobne...zacząłem czytać Twoją historię i zwątpiłem czy ja to pisałem czy jak..dopiero jak spojrzałem na nicka zauważyłem, że to nowy wpis poczyniony przez Ciebie..

Historia niemal jeden do jednego podobna jak u mnie, masakra.

Różnica jedynie jest taka, że ja już jestem 6 lat po ślubie i że matka żony już nie żyje (ale również charakter taki jak Ty opisujesz), no i Tobie chociaż pozostał cudowny seks...ale byłeś na wcześniejszym etapie to może i dlatego tak to u Ciebie wyglądało, u mnie z seksem w pierwszych 2-3 latach związku też było spoko. Obecnie już prawie 10 lat znajomości, 6 lat po ślubie, brak dzieci i wiele podobnych sytuacji jak u Ciebie.

Z tym, że ja zawsze przepraszałem, brałem winę na siebie, jak próbowałem przekonać, że to żona winna to było, że ona zawsze wszystkiemu winna.

Nie będę tu zaśmiecał wątku i opisywał mojego wątku, bo to Twoja historia.

Ale chyba mi otworzyłeś trochę oczy.....tylko że jestem za słaby i za wrażliwy by coś z tym zrobić sad

70

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

O ile taniec godowy ci się podobał to jednak jak okazało się iż nie masz kontroli nad tempem to postanowiłeś wysiąść.
Brzmi racjonalnie ale jest zapewne niedosyt hehe.

Trudno powiedzieć czy rozpaczasz nad nią czy nad sobą.
Myślę że jest 50/50.

71

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Witam , mimo wszystko , uważam że nie mozemy wysnuwać wniosków, że dziewczyna była zaburzona. Mysle ze problem tkwi duzo głębiej. Musisz sie kolego zastanowić , czy byłeś dla niej taki wspaniały . Moze ona swoimi wybuchami próbowała wzbudzić w Tobie jakies emocje . Moze jestes bardzo stanowczy i spokojny. Z jednej strony to dobrze ale z drugiej. Gdy w zwiazku brakuje emocji bo jedna strona tych emocji nie okazuje zbyt wiele ,faktycznie mozna odnieść wrazenie, że drugiej stronie nie zalezy. Ona pochodzi z dziwnego domu- dla niej normalność , moze miec zupełnie inny wymiar .... prowokuje sytuacje konfliktowe, by choc na chwile przybliżyć sie do patologii w ktorej żyła . Choc fakt przypuszczam gdybys odwzajemnił jej marzenia o dzieciach itp. Podejrzewam , że osiągając cel by Cie zostawiła - jeżeli to borderka. Nie wierze też, że kontakt urwie sie na dobre. Jeżeli jest zaburzona odezwie sie do Ciebie. Zastanów sie nad tym wszystkim. Mężczyzn z dobrym sercem jest niewielu, a tak naprawde nie ma ludzi zdrowych , sa tylko niezdiagnozowani. Jesteście rożni - ona histeryczka , ty ostoja spokoju. Mysle ze jest sposób by ja utemperować i zyc w spokoju i szczęśliwie . Jeżeli nie groziła Ci samobójstwem , nie okalecza sie - nie wiem nie brałabym jej od razu za borderke. Moze byc emocjonalnie zamknięta - to co pokazuje na zewnatrz to jedno , ale w rzeczywistości jest mało prwna siebie i boi sie zostać zraniona , tak to widze. Oczywiście , jeżeli szkoda Ci na Nią zycia to odpuść ;-)

72

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Pisałeś rownież , ze robiła cos dla Ciebie warunkowo. Nie wiem , wydaje mi się że kochać bezwarunkowo mogą wyłącznie rodzice. Sprawiedliwe i moim zdaniem idealnie, gdy występuje harmonia w dawaniu i braniu, i złość osoby, ktora daje z siebie wiecej jest uzasadniona. Byc moze w rodzinnym domu - tylko od niej wymagali a ona teraz myślała, ze kupi sobie Twoja milosc dobrymi uczynkami , gdy milosc i dobro i uczynki nie zmieniały nic - ta sie złościła , pretensje miała do Ciebie bo przeciez ona tak sie stara ..... i pojawiała sie furia. Ja naprzyklad jestem osoba ktorej jeżeli ktos da , zwrócę nawet w podwójnej ilości , nie potrafię tylko brać tzn. Facet zmyje naczynia , ja ide wrzucić pranie. I wkurza mnie gdy to działa tylko w jedna stronę bo czuje sie wykorzystana. Ty mówisz o empatii ale zastanawiałeś sie jak czuje sie kobieta ktora owszem byc moze zagalopowała sie w swojej wyobraźni i planuje juz slub z toba a ty mówisz : nie ...? Masz do tego prawo ale gdyby Ciebei spotkała taka sytuacja , jestes pewny ze nie byłbyś bardziej wybuchowy . Starasz sie , jest miedzy Wami super a ty .... dostajesz emocjonalnie po dupie? No sama nie wiem , staram sie wczuć w druga stronę. Bo owszem jej zachowanie nie jest wporzadku , ale mysle ze tez nie było z Twojej steony so niej podejścia . Nie umiałeś jej ustawić. Z trgo ślubu i tak by nic nie było - moze ona w ten sposób zwyczajnie czułaby sie w tym zwiazku pewniej . Daje sobie reke uciąć ze godząc sie na jej fanaberie , pojawiłby sie oczekiwany dystans , ona by sie wyluzowała i wszystko szło by w swoim tempie. Szczerze mimo wszystko by ocenić jednoznacznie sytuacje musiałabym uslyszec jak widziała to ta dziewczyna . Sa kobiety impulsywne i takie potrzebują miec przy sobie algo bardzo wyrozumiałego faceta algo prawdziwego twardziela

73 Ostatnio edytowany przez nateusz (2017-06-24 12:27:47)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Kamilka2016 napisał/a:

... Bo owszem jej zachowanie nie jest wporzadku , ale mysle ze tez nie było z Twojej steony so niej podejścia . Nie umiałeś jej ustawić. Z trgo ślubu i tak by nic nie było - moze ona w ten sposób zwyczajnie czułaby sie w tym zwiazku pewniej . Daje sobie reke uciąć ze godząc sie na jej fanaberie , pojawiłby sie oczekiwany dystans , ona by sie wyluzowała i wszystko szło by w swoim tempie. Szczerze mimo wszystko by ocenić jednoznacznie sytuacje musiałabym uslyszec jak widziała to ta dziewczyna . Sa kobiety impulsywne i takie potrzebują miec przy sobie algo bardzo wyrozumiałego faceta algo prawdziwego twardziela

Z całym szacunkiem, Kamilko, ale nigdy nie dawaj sobie za kogoś "ręki uciąć", bo chodziłabyś bez obu...
Jesteś idealistką na siłę doszukującą się usprawiedliwienia dla zachowań partnerki Autora, mimo, że sama w te wytłumaczenia nie wierzysz ("owszem jej zachowanie nie jest w porządku"). Rozumiem, że bywają ludzie, których zachowanie i powody postępowania nam się ...w pale nie mieszczą, i - by to jakoś ogarnąć rozumem - usilnie szukamy jakichś powodów, podłoża zaobserwowanych zaburzeń. A to niestety tak nie działa: najnormalniej są ludzie z gruntu toksyczni i znajdujący swój sens istnienia w zatruwaniu życia innym. I wybierają sobie takich, których urobią na swoją ofiarę. Ja - w przeciwieństwie do Ciebie - uważam, że "po slubie" ta dziewczyna i owszem, poczułaby się pewniej, ale to zmieniłoby tylko tyle, że stałaby się już całkowitą jędzą pewną swojej "wyłączności" na niszczenie męża. Są takie kobiety. Sam z taką jedną przez chwilę byłem smile
A co do ostatniego zdania, że są kobiety impulsywne, które potrzebują mieć przy sobie faceta "wyrozumiałego" (czytaj: poddanego, podporządkowanego i posłusznego) albo "twardziela" - cóż, pierwszej opcji nie skomentuję, bo szkoda czasu (masa takich "lelum-polelum" dających się pomiatać i lekceważyć), a druga opcja? Być "twardzielem" i trwać przy takiej "impulsywnej" kobiecie. "Impulsywna" to taki subtelny eufemizm z Twojej strony - znam dosadniejsze i bardziej jednoznaczne określenie takich osobowości. Być "twardzielem" - to fakt, wymaga determinacji, odporności i bezwzględnego trwania w decyzji (tu: bycia z taką kobietą). To tak, jakby ktoś chcący udowodnić sobie i otoczeniu, że jest "twardzielem" dobrowolnie sam sobie codziennie walił młotkiem w duże palce u własnych stóp - pozostaje tylko pytanie: PO CO? Nie szkoda własnego życia?

74

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
nateusz napisał/a:
Kamilka2016 napisał/a:

... Bo owszem jej zachowanie nie jest wporzadku , ale mysle ze tez nie było z Twojej steony so niej podejścia . Nie umiałeś jej ustawić. Z trgo ślubu i tak by nic nie było - moze ona w ten sposób zwyczajnie czułaby sie w tym zwiazku pewniej . Daje sobie reke uciąć ze godząc sie na jej fanaberie , pojawiłby sie oczekiwany dystans , ona by sie wyluzowała i wszystko szło by w swoim tempie. Szczerze mimo wszystko by ocenić jednoznacznie sytuacje musiałabym uslyszec jak widziała to ta dziewczyna . Sa kobiety impulsywne i takie potrzebują miec przy sobie algo bardzo wyrozumiałego faceta algo prawdziwego twardziela

Z całym szacunkiem, Kamilko, ale nigdy nie dawaj sobie za kogoś "ręki uciąć", bo chodziłabyś bez obu...
Jesteś idealistką na siłę doszukującą się usprawiedliwienia dla zachowań partnerki Autora, mimo, że sama w te wytłumaczenia nie wierzysz ("owszem jej zachowanie nie jest w porządku"). Rozumiem, że bywają ludzie, których zachowanie i powody postępowania nam się ...w pale nie mieszczą, i - by to jakoś ogarnąć rozumem - usilnie szukamy jakichś powodów, podłoża zaobserwowanych zaburzeń. A to niestety tak nie działa: najnormalniej są ludzie z gruntu toksyczni i znajdujący swój sens istnienia w zatruwaniu życia innym. I wybierają sobie takich, których urobią na swoją ofiarę. Ja - w przeciwieństwie do Ciebie - uważam, że "po slubie" ta dziewczyna i owszem, poczułaby się pewniej, ale to zmieniłoby tylko tyle, że stałaby się już całkowitą jędzą pewną swojej "wyłączności" na niszczenie męża. Są takie kobiety. Sam z taką jedną przez chwilę byłem smile
A co do ostatniego zdania, że są kobiety impulsywne, które potrzebują mieć przy sobie faceta "wyrozumiałego" (czytaj: poddanego, podporządkowanego i posłusznego) albo "twardziela" - cóż, pierwszej opcji nie skomentuję, bo szkoda czasu (masa takich "lelum-polelum" dających się pomiatać i lekceważyć), a druga opcja? Być "twardzielem" i trwać przy takiej "impulsywnej" kobiecie. "Impulsywna" to taki subtelny eufemizm z Twojej strony - znam dosadniejsze i bardziej jednoznaczne określenie takich osobowości. Być "twardzielem" - to fakt, wymaga determinacji, odporności i bezwzględnego trwania w decyzji (tu: bycia z taką kobietą). To tak, jakby ktoś chcący udowodnić sobie i otoczeniu, że jest "twardzielem" dobrowolnie sam sobie codziennie walił młotkiem w duże palce u własnych stóp - pozostaje tylko pytanie: PO CO? Nie szkoda własnego życia?


Zgadzam się,tak jestem idealistką. Ale wydaje mi się, że fundamentem każdego związku musi być próba "zrozumienia" drugiej strony i umiejętne stawianie granic. Autor się wymiksował ze związku, moim zdaniem dlatego, że nie rozumiał podłoża w zachowaniu swojej partnerki.
Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. Myślę również,że jeżeli kobieta po miesiącu znajomości wyznaje komuś miłość - musi być bardzo nieszczęśliwa, nie do kochana w domu rodzinnym. Skupianie się wyłącznie na wadach nie wróży dobrego w żadnym związku. Miłości idealnej nie ma. Wierzę natomiast, że Państwo nie spotkali się bez przyczyny i może warto byłoby wyciągnąć wnioski na temat własnej osoby. Czemu, taką kobietę przyciągnąłem ? Co ze mną jest właściwie nie tak? Słaba samoocena ? Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
I to znów potwierdza, że kobiety się mniej szanują od mężczyzn. Ile bowiem kobiet, żyje z toksycznymi partnerami , alkoholikami itp.....Nie potrafią odejść  - są twardsze psychicznie i potrafią wiele znieść by  tylko nie przyznać się, że poniosły porażkę przy wyborze swojego partnera.

Nie chce jednak uogólniać, bo sama jestem idealna ofiarą dla wszelakich narcyzów i borderów smile Zwykle bowiem usprawiedliwiam innych wink Więc może lepiej nie będę sie wypowiadać:P

75

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

rzeczywiście, lepiej się nie wypowiadaj w tym temacie

76 Ostatnio edytowany przez DelfinWawa (2017-06-24 19:05:50)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Kamilka2016 napisał/a:
nateusz napisał/a:
Kamilka2016 napisał/a:

... Bo owszem jej zachowanie nie jest wporzadku , ale mysle ze tez nie było z Twojej steony so niej podejścia . Nie umiałeś jej ustawić. Z trgo ślubu i tak by nic nie było - moze ona w ten sposób zwyczajnie czułaby sie w tym zwiazku pewniej . Daje sobie reke uciąć ze godząc sie na jej fanaberie , pojawiłby sie oczekiwany dystans , ona by sie wyluzowała i wszystko szło by w swoim tempie. Szczerze mimo wszystko by ocenić jednoznacznie sytuacje musiałabym uslyszec jak widziała to ta dziewczyna . Sa kobiety impulsywne i takie potrzebują miec przy sobie algo bardzo wyrozumiałego faceta algo prawdziwego twardziela

Z całym szacunkiem, Kamilko, ale nigdy nie dawaj sobie za kogoś "ręki uciąć", bo chodziłabyś bez obu...
Jesteś idealistką na siłę doszukującą się usprawiedliwienia dla zachowań partnerki Autora, mimo, że sama w te wytłumaczenia nie wierzysz ("owszem jej zachowanie nie jest w porządku"). Rozumiem, że bywają ludzie, których zachowanie i powody postępowania nam się ...w pale nie mieszczą, i - by to jakoś ogarnąć rozumem - usilnie szukamy jakichś powodów, podłoża zaobserwowanych zaburzeń. A to niestety tak nie działa: najnormalniej są ludzie z gruntu toksyczni i znajdujący swój sens istnienia w zatruwaniu życia innym. I wybierają sobie takich, których urobią na swoją ofiarę. Ja - w przeciwieństwie do Ciebie - uważam, że "po slubie" ta dziewczyna i owszem, poczułaby się pewniej, ale to zmieniłoby tylko tyle, że stałaby się już całkowitą jędzą pewną swojej "wyłączności" na niszczenie męża. Są takie kobiety. Sam z taką jedną przez chwilę byłem smile
A co do ostatniego zdania, że są kobiety impulsywne, które potrzebują mieć przy sobie faceta "wyrozumiałego" (czytaj: poddanego, podporządkowanego i posłusznego) albo "twardziela" - cóż, pierwszej opcji nie skomentuję, bo szkoda czasu (masa takich "lelum-polelum" dających się pomiatać i lekceważyć), a druga opcja? Być "twardzielem" i trwać przy takiej "impulsywnej" kobiecie. "Impulsywna" to taki subtelny eufemizm z Twojej strony - znam dosadniejsze i bardziej jednoznaczne określenie takich osobowości. Być "twardzielem" - to fakt, wymaga determinacji, odporności i bezwzględnego trwania w decyzji (tu: bycia z taką kobietą). To tak, jakby ktoś chcący udowodnić sobie i otoczeniu, że jest "twardzielem" dobrowolnie sam sobie codziennie walił młotkiem w duże palce u własnych stóp - pozostaje tylko pytanie: PO CO? Nie szkoda własnego życia?


Zgadzam się,tak jestem idealistką. Ale wydaje mi się, że fundamentem każdego związku musi być próba "zrozumienia" drugiej strony i umiejętne stawianie granic. Autor się wymiksował ze związku, moim zdaniem dlatego, że nie rozumiał podłoża w zachowaniu swojej partnerki.
Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. Myślę również,że jeżeli kobieta po miesiącu znajomości wyznaje komuś miłość - musi być bardzo nieszczęśliwa, nie do kochana w domu rodzinnym. Skupianie się wyłącznie na wadach nie wróży dobrego w żadnym związku. Miłości idealnej nie ma. Wierzę natomiast, że Państwo nie spotkali się bez przyczyny i może warto byłoby wyciągnąć wnioski na temat własnej osoby. Czemu, taką kobietę przyciągnąłem ? Co ze mną jest właściwie nie tak? Słaba samoocena ? Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
I to znów potwierdza, że kobiety się mniej szanują od mężczyzn. Ile bowiem kobiet, żyje z toksycznymi partnerami , alkoholikami itp.....Nie potrafią odejść  - są twardsze psychicznie i potrafią wiele znieść by  tylko nie przyznać się, że poniosły porażkę przy wyborze swojego partnera.

Nie chce jednak uogólniać, bo sama jestem idealna ofiarą dla wszelakich narcyzów i borderów smile Zwykle bowiem usprawiedliwiam innych wink Więc może lepiej nie będę sie wypowiadać:P

1. "Fundamentem każdego związku musi być próba zrozumienia drugiej strony".
-A co, gdy tego zrozumienia nie ma? Gdy liczą się tylko emocje partnerki?

2. "Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. "
-Jeżeli partner, autor, czyli ja, po rocznym związku stałem się wrakiem człowieka i trafiłem na terapię, a ona po dwóch tygodniach od zerwania spotykała się już z kimś innym? Czyje podłoże emocjonalne było bardziej szczere w takim razie? Kto robił coś przez pryzmat miłości i teraz cierpi, a kto przez pryzmat...no właśnie, nie mam do dziś pojęcia jaki.

3. Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
-Czytanie o kobietach borderline to jedno, a życie z nimi to drugie. Ktoś mi niedawno powiedział: "możesz czytać na ten temat sporo, zdobywać wiedzę, analizować. Ale jeżeli rzeczywiście byłeś z kobietą Borderline, to po wszystkim, gdy zostaną zgliszcza, nie będziesz miał żadnych wątpliwości z diagnozą".
Owszem, to osoby bardzo dobre, o przepięknym wnętrzu, które w sekundę potrafią kogoś wyrzucić ze swojego życia, zagrać na jego emocjach i użyć wszystkich słabych punktów tak, by druga strona poczuła się nie dosłownie nikim(a to najmilsze stwierdzenie) i miała ochotę palnąć sobie w głowę.
Nie mówimy tutaj o zwykłych kłótniach, problemach, nawet awanturach. Mówimy o furii, której mało kto przeżył w swoim życiu.

Kamilka 2016, wzbudziłaś we mnie ponownie poczucie winy i bardzo dobrze, ponieważ zawsze należy patrzeć na oby dwie strony. Ani razu nie stwierdziłem, że nie popełniłem żadnego błędu, że byłem idealny. Nie ma ideałów, nigdzie. Natomiast proces weryfikacji moich "win" był czymś nie do zniesienia, nie będę opisywał ponownie, ponieważ już wszystko opisałem bardzo dokładnie.
Niestety ani razu ona nie wzięła odpowiedzialności za swoją furię, obrażanie mnie, poniżanie podczas wybuchu. Nigdy.
Najpierw była furia, ponieważ mam znajomych, a w znajomych koleżanki (i najmniej istotne było, że same posiadają już rodziny, a znamy się 8-10 lat), później o ślub ponieważ koleżanka się żeni, a moja ex nie i to ja jestem winny(rozumiem taką rozmowę po 2 latach, ale nie po 10 miesiącach), następnie o to, że odwróciłem się tyłem do niej przez co zostałem chamem i wybuchła III wojna światowa...sytuacji od groma.

Opisałem to wcześniej bardzo dosadnie. Spóźnienie, brak smsa, nie oddzwonienie od razu = emocje towarzyszące rodzinom ofiar zabójstw. (czułem się za każdym razem, jakbym wymordował jej pół rodziny z psem na czele).

Nie jestem narcyzem, każdą sytuację analizuję po wielokroć, nawet za często. Kochałem i kocham moją ex i z tym nie mam żadnych wątpliwości. Ale nie potrafiłem już, po 2-3 wyrzuceniu z domu, z jej furią w oczach i głosie już kolejny raz wrócić, nie dałem rady. Czulem się jak wrak, poniżony, zeszmacony, nagi, bez swojego zdania. Zostałem nikim.

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Powiem tak. Przykra sytuacja. Nawet cholernie bolesna. Wyrywa serducho mimo iz rozum funkcjonuje inaczej. Wiem to. Przechodzilam to. Nie da sie tego wytlumaczyc w racjonalny sposob. A kazdy bol powinno sie dac. Ale tego sie nie da... Kurewsko boli, a co najgorsze, to sie dlugo ciagnie. Rozsadek i pozytywni ludzie w okol to podstawa. Trzymaj sie! I dostrzeż, ze przed nia nie miales takich mysli. Dlugo czytalam komentarze, nie dotrwalam do konca, wiec wszystkiego nie wiem, ale ... Ile masz lat?

78

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:
Kamilka2016 napisał/a:
nateusz napisał/a:

Z całym szacunkiem, Kamilko, ale nigdy nie dawaj sobie za kogoś "ręki uciąć", bo chodziłabyś bez obu...
Jesteś idealistką na siłę doszukującą się usprawiedliwienia dla zachowań partnerki Autora, mimo, że sama w te wytłumaczenia nie wierzysz ("owszem jej zachowanie nie jest w porządku"). Rozumiem, że bywają ludzie, których zachowanie i powody postępowania nam się ...w pale nie mieszczą, i - by to jakoś ogarnąć rozumem - usilnie szukamy jakichś powodów, podłoża zaobserwowanych zaburzeń. A to niestety tak nie działa: najnormalniej są ludzie z gruntu toksyczni i znajdujący swój sens istnienia w zatruwaniu życia innym. I wybierają sobie takich, których urobią na swoją ofiarę. Ja - w przeciwieństwie do Ciebie - uważam, że "po slubie" ta dziewczyna i owszem, poczułaby się pewniej, ale to zmieniłoby tylko tyle, że stałaby się już całkowitą jędzą pewną swojej "wyłączności" na niszczenie męża. Są takie kobiety. Sam z taką jedną przez chwilę byłem smile
A co do ostatniego zdania, że są kobiety impulsywne, które potrzebują mieć przy sobie faceta "wyrozumiałego" (czytaj: poddanego, podporządkowanego i posłusznego) albo "twardziela" - cóż, pierwszej opcji nie skomentuję, bo szkoda czasu (masa takich "lelum-polelum" dających się pomiatać i lekceważyć), a druga opcja? Być "twardzielem" i trwać przy takiej "impulsywnej" kobiecie. "Impulsywna" to taki subtelny eufemizm z Twojej strony - znam dosadniejsze i bardziej jednoznaczne określenie takich osobowości. Być "twardzielem" - to fakt, wymaga determinacji, odporności i bezwzględnego trwania w decyzji (tu: bycia z taką kobietą). To tak, jakby ktoś chcący udowodnić sobie i otoczeniu, że jest "twardzielem" dobrowolnie sam sobie codziennie walił młotkiem w duże palce u własnych stóp - pozostaje tylko pytanie: PO CO? Nie szkoda własnego życia?


Zgadzam się,tak jestem idealistką. Ale wydaje mi się, że fundamentem każdego związku musi być próba "zrozumienia" drugiej strony i umiejętne stawianie granic. Autor się wymiksował ze związku, moim zdaniem dlatego, że nie rozumiał podłoża w zachowaniu swojej partnerki.
Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. Myślę również,że jeżeli kobieta po miesiącu znajomości wyznaje komuś miłość - musi być bardzo nieszczęśliwa, nie do kochana w domu rodzinnym. Skupianie się wyłącznie na wadach nie wróży dobrego w żadnym związku. Miłości idealnej nie ma. Wierzę natomiast, że Państwo nie spotkali się bez przyczyny i może warto byłoby wyciągnąć wnioski na temat własnej osoby. Czemu, taką kobietę przyciągnąłem ? Co ze mną jest właściwie nie tak? Słaba samoocena ? Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
I to znów potwierdza, że kobiety się mniej szanują od mężczyzn. Ile bowiem kobiet, żyje z toksycznymi partnerami , alkoholikami itp.....Nie potrafią odejść  - są twardsze psychicznie i potrafią wiele znieść by  tylko nie przyznać się, że poniosły porażkę przy wyborze swojego partnera.

Nie chce jednak uogólniać, bo sama jestem idealna ofiarą dla wszelakich narcyzów i borderów smile Zwykle bowiem usprawiedliwiam innych wink Więc może lepiej nie będę sie wypowiadać:P

1. "Fundamentem każdego związku musi być próba zrozumienia drugiej strony".
-A co, gdy tego zrozumienia nie ma? Gdy liczą się tylko emocje partnerki?

2. "Nie potrafił z nią postępować. Sytuacja go bowiem przerosła. Może i nie warto marnować sobie życia na "wariatkę" bo w dzisiejszych czasach można szukać dalej... przebierać. "
-Jeżeli partner, autor, czyli ja, po rocznym związku stałem się wrakiem człowieka i trafiłem na terapię, a ona po dwóch tygodniach od zerwania spotykała się już z kimś innym? Czyje podłoże emocjonalne było bardziej szczere w takim razie? Kto robił coś przez pryzmat miłości i teraz cierpi, a kto przez pryzmat...no właśnie, nie mam do dziś pojęcia jaki.

3. Czytałam trochę o kobietach borderline , mam wrażenie że to są osoby z natury dobre, o pięknym wnętrzu ale bardzo przestraszone - wydaje mi się, że wsparcie takiej osoby przez mężczyznę , który kocha naprawdę - jest niezbędne w walce. Niestety mężczyźni często to egoiści , szukają kobiet z którymi nie byłoby problemu. Liczy się dla nich święty spokój.
-Czytanie o kobietach borderline to jedno, a życie z nimi to drugie. Ktoś mi niedawno powiedział: "możesz czytać na ten temat sporo, zdobywać wiedzę, analizować. Ale jeżeli rzeczywiście byłeś z kobietą Borderline, to po wszystkim, gdy zostaną zgliszcza, nie będziesz miał żadnych wątpliwości z diagnozą".
Owszem, to osoby bardzo dobre, o przepięknym wnętrzu, które w sekundę potrafią kogoś wyrzucić ze swojego życia, zagrać na jego emocjach i użyć wszystkich słabych punktów tak, by druga strona poczuła się nie dosłownie nikim(a to najmilsze stwierdzenie) i miała ochotę palnąć sobie w głowę.
Nie mówimy tutaj o zwykłych kłótniach, problemach, nawet awanturach. Mówimy o furii, której mało kto przeżył w swoim życiu.

Kamilka 2016, wzbudziłaś we mnie ponownie poczucie winy i bardzo dobrze, ponieważ zawsze należy patrzeć na oby dwie strony. Ani razu nie stwierdziłem, że nie popełniłem żadnego błędu, że byłem idealny. Nie ma ideałów, nigdzie. Natomiast proces weryfikacji moich "win" był czymś nie do zniesienia, nie będę opisywał ponownie, ponieważ już wszystko opisałem bardzo dokładnie.
Niestety ani razu ona nie wzięła odpowiedzialności za swoją furię, obrażanie mnie, poniżanie podczas wybuchu. Nigdy.
Najpierw była furia, ponieważ mam znajomych, a w znajomych koleżanki (i najmniej istotne było, że same posiadają już rodziny, a znamy się 8-10 lat), później o ślub ponieważ koleżanka się żeni, a moja ex nie i to ja jestem winny(rozumiem taką rozmowę po 2 latach, ale nie po 10 miesiącach), następnie o to, że odwróciłem się tyłem do niej przez co zostałem chamem i wybuchła III wojna światowa...sytuacji od groma.

Opisałem to wcześniej bardzo dosadnie. Spóźnienie, brak smsa, nie oddzwonienie od razu = emocje towarzyszące rodzinom ofiar zabójstw. (czułem się za każdym razem, jakbym wymordował jej pół rodziny z psem na czele).

Nie jestem narcyzem, każdą sytuację analizuję po wielokroć, nawet za często. Kochałem i kocham moją ex i z tym nie mam żadnych wątpliwości. Ale nie potrafiłem już, po 2-3 wyrzuceniu z domu, z jej furią w oczach i głosie już kolejny raz wrócić, nie dałem rady. Czulem się jak wrak, poniżony, zeszmacony, nagi, bez swojego zdania. Zostałem nikim.



Generalnie Cię rozumiem. Do typu takich osobowości , potrzebny jest ktoś twardy psychicznie. Na pocieszenie powiem Ci, że 10 lat byłam w związku z partnerem chorującym na borderline. Może dobrze, że zrezygnowałeś  teraz , odpuściłeś. Mnie spotkała trauma, bowiem gdy dorosłam do rozstania , mój partner popełnił samobójstwo sad Nie wiedziałam,że może być to zaburzenie. Robiliśmy mu badania skąd te wahania nastrojów itp. Nie czytałam wtedy tyle - nigdy bym nie pomyślała.
Awantury o byle co.....,  nie wiadomo kiedy. Emocjonalnie całkowicie się wycofałam
Lekka uwaga z mojej strony ,kończyła się awanturą  i pakowaniem walizek, szantażował Mnie rozstaniem itp. Wywoływał we Mnie wieczne poczucie winy.... Ale z perspektywy  czasu ? Nikt już mnie tak nie pokocha jak on. Tłumienie emocji w tym przypadku było tego warte. Gdybym wiedziała, że tak Mnie kocha i tak to wszystko się skończy. Zostałabym z nim:( Było Nam razem całkiem dobrze..... Byliśmy nierozłączni, można było wszystko przepracować.... Dać sobie odrobinę luzu....Chciałam się rozstać na 2-3 miesiące - przemyśleć wszystko ... ehh
Nie żałuję tych 10 lat. Żałuję, że tak to wszystko się potoczyło . Dlatego uważam, że każdego warto wysłuchać, i najważniejsze patrzeć sercem.... sad Ja przez chwilę popatrzyłam egoistycznie i teraz w nowym związku , brakuje mi tej bliskości .... wielu rzeczy mi brakuje.
Często za nim tęsknie , dlatego tak pomyślałam że może warto zrozumieć.
Ja zrozumiałam gdy było za późno.... Pozdrawiam Cię ciepło:)

79

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Kamilka2016 napisał/a:

Generalnie Cię rozumiem. Do typu takich osobowości , potrzebny jest ktoś twardy psychicznie. Na pocieszenie powiem Ci, że 10 lat byłam w związku z partnerem chorującym na borderline. Może dobrze, że zrezygnowałeś  teraz , odpuściłeś. Mnie spotkała trauma, bowiem gdy dorosłam do rozstania , mój partner popełnił samobójstwo sad Nie wiedziałam,że może być to zaburzenie. Robiliśmy mu badania skąd te wahania nastrojów itp. Nie czytałam wtedy tyle - nigdy bym nie pomyślała.
Awantury o byle co.....,  nie wiadomo kiedy. Emocjonalnie całkowicie się wycofałam
Lekka uwaga z mojej strony ,kończyła się awanturą  i pakowaniem walizek, szantażował Mnie rozstaniem itp. Wywoływał we Mnie wieczne poczucie winy.... Ale z perspektywy  czasu ? Nikt już mnie tak nie pokocha jak on. Tłumienie emocji w tym przypadku było tego warte. Gdybym wiedziała, że tak Mnie kocha i tak to wszystko się skończy. Zostałabym z nim:( Było Nam razem całkiem dobrze..... Byliśmy nierozłączni, można było wszystko przepracować.... Dać sobie odrobinę luzu....Chciałam się rozstać na 2-3 miesiące - przemyśleć wszystko ... ehh
Nie żałuję tych 10 lat. Żałuję, że tak to wszystko się potoczyło . Dlatego uważam, że każdego warto wysłuchać, i najważniejsze patrzeć sercem.... sad Ja przez chwilę popatrzyłam egoistycznie i teraz w nowym związku , brakuje mi tej bliskości .... wielu rzeczy mi brakuje.
Często za nim tęsknie , dlatego tak pomyślałam że może warto zrozumieć.
Ja zrozumiałam gdy było za późno.... Pozdrawiam Cię ciepło:)

Kamilko - pieprzysz jak potłuczona. Gdybyś była z facetem chorym na bordera to teraz nawet - po 10 latach - nie wiedziałabyś jak się nazywasz. Tak Cię kochał, no popatrz... Ale chyba widać - jak na bordera za słabo - bo jako border, to w czasie awantury powinien Ci jeszcze parę razy walnąć, by w ten sposób zademonstrować "moc" swojej miłości do Ciebie...
Ale tym to mnie już rozwaliłaś: "Zostałabym z nim:( Było Nam razem całkiem dobrze.."
To albo pieprzysz o czymś, o czym pojęcia nie masz, albo jesteś masochostką zachwalającą bycie ofiarą komuś innemu (Autorowi wątku).
Wybacz, ale faktycznie - daruj sobie pisanie w tym wątku...

80

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Gdy chciałam odejść dokładnie tak doszło do awantury z użyciem siły. Pobił mnie , dlatego nie poszłam za nim..... i wtedy to zrobił, ale mimo wszystko to był dobry człowiek. Uwierz ledwo dochodzę do siebie....:/ i buduje nową tożsamość.

81 Ostatnio edytowany przez DelfinWawa (2017-06-26 16:15:28)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię, która we mnie siedzi od dawna. A mianowicie, szybkie "parcie" partnerki na małżeństwo.
Czy to u Borderów (zakładając oczywiście, że nią jest) normalne?
Byliśmy na przełomie pierwszej rocznicy, chwilę przed i po niej zaczęły się awantury o to, że ja o małżeństwie i ślubie nie myślę (myślałem, ale było to dla mnie zbyt krótko), a co za tym idzie, jestem "dzieciakiem".

Nie wiem, czy popełniłem błąd, a moje myślenie, ze małżeństwo to na tyle poważna kwestia, że trzeba pobyć chwilę dłużej ze sobą i wszystko się potoczy naturalnie, a rok to zdecydowanie za wcześnie na tego typu awantury i poważne, wiążące rozmowy?

Czy może to jeden z syndromów Border...chęć szybkiego pochłonięcia i chwycenia partnera? (a może po prostu, osobowości, a sam border nie ma z tym nic wspólnego).

82 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-26 17:12:55)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Kamilka2016 napisał/a:

Gdy chciałam odejść dokładnie tak doszło do awantury z użyciem siły. Pobił mnie , dlatego nie poszłam za nim..... i wtedy to zrobił, ale mimo wszystko to był dobry człowiek. Uwierz ledwo dochodzę do siebie....:/ i buduje nową tożsamość.

Nastepna bredzi zamiast isc sie leczyc. Pobil mnie ale byl dobrym czlowiekiem, szantazowal mnie ale kochal jak nikt. To nie jest zadna milosc tylko chore uzależnienie od chorych emocji i hustawek jakie serwuje w takiej relacji border. Obecny partner jest pewnie normalny, w sensie spokojny ale osoby pokroju Kamilki utozsamiaja to z brakiem uczucia. Jakby tak zrobil awanture o nic, zagrozil ze sie zabije, szlochal darl sie itp...to by swiadczylo o tym ze kocha i to jak mocno, a tak ...za spokojnie zbyt malo emocjonalnie znaczy milosci brak. Chore...

83

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Szybko dla różnych osób może znaczyć co innego.
Problem jest z ludźmi którzy uważają że jest ktoś im potrzebny do wypełnienia celu który sobie zamierzyli.
W razie "sprzeciwu" odmierzają racje czy porcje kary nieposłusznym.

Wtedy, czy szybko czy wolno to tak czy inaczej nie ma chyba sensu.

84

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Delfin, o ile Twoje zainteresowanie borderline nie zmierza w kierunku: "co zrobiłem źle" lub/i "jak odzyskać borderkę", to sugerowałbym Ci poszerzyć wiedzę na ten temat u źródeł, czyli na tematycznych forach dotyczących tego schorzenia. Jest ich kilka.

feniks35 napisał/a:

Nastepna bredzi zamiast isc sie leczyc. Pobil mnie ale byl dobrym czlowiekiem, szantazowal mnie ale kochal jak nikt. To nie jest zadna milosc tylko chore uzależnienie od chorych emocji i hustawek jakie serwuje w takiej relacji border. Obecny partner jest pewnie normalny, w sensie spokojny ale osoby pokroju Kamilki utozsamiaja to z brakiem uczucia. Jakby tak zrobil awanture o nic, zagrozil ze sie zabije, szlochal darl sie itp...to by swiadczylo o tym ze kocha i to jak mocno, a tak ...za spokojnie zbyt malo emocjonalnie znaczy milosci brak. Chore...

Zgadzam się, że to nie jest miłość, ale nie nazwałbym tego "uzależnieniem". Wszyscy potrzebują emocji. 
Czyż i my nie jesteśmy w jakis sposób "uzależnieni" od emocji, tyle że tych zdrowych? Czy godzimy się na sytuację, w której zaczyna ich brakować? Zaufanie, spełnienie, podniecenie, troska, życzliwość, poczucie bezpieczeństwa, przyjemność... lista jest długa (ale nie dla każdego!) Podobnie jak i lista negatywnych emocji. Są też emocje, które trudno ocenić jednoznacznie (zależy to np. od kontekstu).
Ja czytając tego rodzaje historie, skłaniam się raczej do tego, że kluczem w tego rodzaju chorych relacjach jest nie owa "huśtawka" (jej potrzeba), ale spektrum znanych sobie emocji, lub szerzej- stopień rozwinięcia inteligencji emocjonalnej (oraz pośrednio- inteligencja rozumiana potocznie), z którym dana osoba wchodzi w związek. Nabywane są latami, od wczesnego dzieciństwa, mogą też podlegać "erozji".
Jeśli te spektrum/inteligencja nie są dostatecznie (lub wcale) wykształcone, lub/i są zbyt zwichrowane z powodu "błędów wychowawczych" lub bolesnych przeżyć wyniesionych z poprzednich relacji, nieuchronnie prowadzi to do problemów.
Osoby "uzależnione" od nich są w istocie na nie zdane, jeszcze przed wejściem w związek. One nie tyle "lubią bad boyów" (lub ciągną do "harpii") itp., co nie znają po prostu innej perspektywy, innego życia i emocji. Są niekompletne. Z różnych przyczyn; romantycznych pierdół typu: "miłość wszystko zwycięży", uwarunkowań środowiskowych (jak kocha to musi przecież zazdrościć, bo tak powtarzają wszyscy znajomi), nieuświadomionych wzorców wyniesionych z toksycznych rodzin, sytuacji ekonomicznej i zapewne wielu innych.
"Ustatkowują się" (o ile w ogóle to następuje) dopiero gdy ich kompetencje społeczne, samoświadomość, samoocena itp. przekracza pewien minimalny próg. Proces ten trwa z tego co widać czasem choćby na forum długo, zazwyczaj idzie opornie i zależy od wielu czynników, np. od ludzi których spotykaja na swojej drodze.

Odnosząc to np. do przypadku związku Kamilki, co jeśli jej obecny partner jest nie tyle spokojny, ale raczej ubogi emocjonalnie podobnie jak i ona? I tym samym nie daje jej większych szans na poszerzenie ww. spektrum, tzn. poszerzenia go o te pozytywne emocje i umiejętności, których istnienia nie jest w ogóle byc może świadoma, bo albo sam ich nie zna, albo bagatelizuje ich wpływ na jakość związku?

85

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Minęły już dwa miesiące. Udało mi się odrobinę zdystansować, przestałem obwiniać się o wszystko co było we mnie kierowane.
Jednak najgorsze są wspomnienia i czas, przez który wyparłem z pamięci złe chwile i pozostały tylko te, które doprowadziły do zakochania. "Wybranka" nie kontaktuje się ze mną w ogóle. Najgorsze są pytania bez odpowiedzi: "czy o mnie myśli, czy rzeczywiście kochała". Nigdy nie miałem w sobie takiej pustki po zakończeniu związku. Pustki, dezorientacji, niewytłumaczalnej nostalgii i jednocześnie złości do tego, jak potraktowała mnie i naszą znajomość.
Nie do końca wiem, jak mogę sobie z tym wszystkim poradzić by zacząć na nowo żyć...
Najchętniej bym po prostu, z nią porozmawiał, jak człowiek z człowiekiem wyjaśnił sobie wszystko, nie mogę pogodzić się z tym nagłym ucięciem wszystkiego, jak na pstryknięcie palca.

86

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

... a mnie ciekawi jak potoczyła sie dalej ta historyjka , co dalej dzieje sie z bohaterem tej opowieści.

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024