Border...? Anioł i diablica w jednej osobie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 86 ]

Temat: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Witam,
Poprzez niemoc, które czuję w chwili obecnej, chciałbym podzielić się z Wami pewną historią i zaczerpnąć opinii, Waszego zdania (pod warunkiem, że komuś będzie się w ogóle chciało czytać moje wypociny, które postaram się jak najzwięźlej streścić).

Byłem po burzliwym związku (dla dobra sprawy, nie podam konkretów), wypluty, przemielony.
Chcieliśmy być razem, niestety coś stało na przeszkodzie. Dla dwóch stron była to trudna decyzja.
Próbowałem dojść do siebie, odbudować swoje „ja”, zacząć cieszyć się życiem.
Po jakimś czasie zarejestrowałem się na portalu randkowym, klikanie „tak” lub „nie” zaczęło mnie już nudzić, a o jakiekolwiek efekty było naprawdę ciężko (może moja aparycja była deklasowana poprzez napompowanych napaleńców?  ).
I nagle cud…serducho w moją stronę, ładna persona, ciekawe zainteresowania. Zabrałem się za pisanie. Odpisała!
Spotkaliśmy się, było bardzo miło, następnym razem zaprosiła mnie do siebie, pierwszy buziak, przytulańce. Wow! Myślę sobie: „moje życie nabiera sensu, tak to ona! („cud kobieta, może nawet żona”?).
Poznawaliśmy się, życie nabierało rozpędu (nawet za szybko), wspólne wyjazdy, poznawanie siebie, rodziców.
Starałem się funkcjonować odrobinę na dystans, ona wyznała mi miłość po ponad miesiącu, dla mnie to było za szybko. Zaczęły się pretensje, że ona się stara (skakała obok mnie jak tygrysek po lesie), a ja mam to za nic. Ok, przekalkulowałem, postanowiłem po 3 miesiącach wyznać miłość, zadeklarować związek.. Było ok. Do czasu.
Mówiła od samego początku o ślubie, dzieciach, przyszłości. Ok, o przyszłości możemy porozmawiać, ale ślub i dzieci? Po 3 miesiącach? Po 6 miesiącach? (włączył mi się alert, mówiłem jej, ze to za wcześnie, że na to jest potrzebny czas.
Zaczęły się pretensje, zazwyczaj o błahostki (większości z nich nawet nie pamiętam). Że mam znajomych i przyjaciół, że jakaś koleżanka, którą znam od 8 lat pyta się mnie „co słychać”.
Stwierdziłem: jest zazdrosna, jak każda kobieta, to normalne.
Zacząłem spotykać się już tylko z nią, znajomi poszli na odstawkę, nie było nawet mowy, bym gdzieś wyszedł wieczorem bez niej.
Kłótnia. Zacząłem walczyć, pozwoliła, ale wiedziałem, ze skończy się to kłótnią więc zrezygnowałem i już cały wolny czas poświęciłem jej osobie.

Pretensje i kłótnie zaczęły się nasilać, raz o to, że się spóźniłem 30 minut (wytłumaczyłem racjonalnie dlaczego tak się stało), później o znajomych, później o to, że nie poświęcam jej czasu i ciągłe wyrzuty (moja ulubiona śpiewka): Ty mnie nie kochasz.

Ostatni akapit skróciłem, ponieważ zajmował on około pół roku.
Jej pretensje i wyrzuty nie były zwykłą rozmową, lub okazem niezadowolenia. To był atak (parę razy jej wrzuciłem, że jest psychiczna, czego później żałowałem), histeria, krzyk przeplatany płaczem, uciekanie z samochodu, obelgi kierowane w moją stronę, obrażanie.
Ja najpierw spokojnie podchodziłem do tematu bagatelizując jej zachowanie, później po jakimś czasie zacząłem jej spokojnie tłumaczyć, spróbować wyjaśnić sytuacje, później również wybuchałem (również tego żałuję, ale krzyk i obrażanie wyprowadziło mnie kilkakrotnie z równowagi).

Ostatnie miesiące minęły 50/50, czyli raz idealnie(naprawdę, jak w niebie), ale jak tylko nie byłem w stanie spełnić jej oczekiwania, pojawiała się awantura. Ona bombardowała cały czas „miłością”, skakała obok mnie, idealizowała mnie, a jak tylko coś się stało (spóźniłem się, powiedziałem, że jestem zmęczony lub cokolwiek innego o podobnym kalibrze), dostawałem w zamian wojnę światowa.
A gdy próbowałem tylko z nią porozmawiać, powiedzieć, ze jej zachowanie jest nieadekwatne i nie w porządku, że też mi coś nie odpowiada, mówiła wtedy „cały czas się mnie czepiasz, masz o wszystko pretensje” itd. Itd.
Cały czas wmawiała mi, że jej nie kocham, gdzie za każdym razem zapewniałem, że tak nie jest. Przy najmniejszej sprzeczce (w jej wykonaniu najmniejsza to nie wojna, ale np. powstanie warszawskie) mówiła o rozstaniu, płakała że będzie zawsze sama, że nikt jej nie kocha…i tak w kółko.

Na wyjeździe wakacyjnym wpadła w szał (dosłownie), ponieważ…odwróciłem się do niej tyłem dwa razy i zostałem okrzyczany, zbluzgany, zdiagnozowany chamem, gnojem. Byłem w szoku!
Po kilku godzinach gonienia jej, bezowocnego studzenia emocji, jak na pstryknięcie palca, usiadła mi na kolanach, zaczęła całować i wróciła…jakby z innego świata. I wtedy mi się znowu dostało, ponieważ nie potrafiłem tak szybko zapomnieć i byłem odrobinę zdystansowany, co ona odczytała jako brak miłości…
Wchodząc samemu w sobie w słowo (dawno już zgubiłem chronologię, nie potrafię opisać wszystkiego, zresztą, kto by to czytał), ciągle mi przerywała w rozmowie. Nie dawała dojść do słowa, pytała co u mnie, po czym sama zaczynała mówić o sobie. Wielokrotnie zwracałem jej na to uwagę, ale miała to za nic, znów „się czepiałem”.

Jak zakończył się związek? Po roku, ponieważ spóźniłem się 30 minut (miałem do pokonania 300km, do tego musiałem zahaczyć o dom itd.). Zostałem w jej szale wyrzucony z jej domu przy jej rodzicach, w krzyku, obrażaniu.
Po jakimś czasie zadzwoniłem, to stwierdziła, ze to ja zerwałem, ponieważ wyszedłem (????).
Zostałem chamem, znów obrażany jakby co najmniej ją zgwałcił i zamordował pół rodziny.

Teraz dodam coś, co może ma jakiś związek, przyczynę:
W jej domu prym wiedzie matka. Ona rządzi, dyktuje, krzyczy, robi awantury, non stop ma pretensje i jest wiecznie niezadowolona z życia. Moja ex często z jej powodu płakała, mówiła na nią „dyktator i tyran” za chwilę znów ją broniąc. Po czasie zauważyłem, że ona powiela zachowanie mamy. A w dodatku ojciec…no właśnie, ojciec był cieniem człowieka, nie mógł mieć zdania, był poniżany, w oczach mojej ex i jej matki-był nikim.
Dwa tygodnie po rozstaniu, dowiedziałem się, ze moja ex już kogoś ma, przy znajomych chwaliła się, że już z nim sypia…a po dwóch tygodniach się z nim rozstała. Teraz jest zarejestrowana na portalach randkowych i jak widzę, wykupuje wszystkie możliwe pakiety by kogoś znaleźć.
W naszym związku miała również niepochamowaną ochotę na seks, w każdym miejscu, przy każdej okazji. Była ciągle nienasycona i zboczona. Miła cecha, przyciągała jak magnez, ale gdy bywały moje trudniejsze dni w pracy, np. w piątek nie miałem na nich ochoty, więc ją przeprosiłem, ze dzisiaj nie potrafię, jestem przemęczony. Efekt? Awantura, nie kocham jej.
Dodam i tego jestem pewien: nigdy mnie nie zdradzila (na szczęście).

Jej rodzina jest pokłócona ze wszystkimi sąsiadami, ponadto nie utrzymują żadnych więzi rodzinnych, a mają ją sporą (ojciec również jest odcięty od swoich braci, rodziny). Twierdzą, ze wszyscy są jacyś dziwni "ciocia Ela jest narcyzem", "brat Tomek sam się odciął, jest dziwny".
Może ma to jakiś związek z jej zachowaniem, może jestem już przewrażliwiony.

W chwili obecnej, minął ponad miesiąc od rozstania. Ja przechodzę w głowie istne piekło i dezorientację.
Na początku miałem do niej żal o takie potraktowanie mnie jak śmiecia (wszystkie problemy były błahostkami, o których się rozmawia i dąży do zniwelowania, a dla niej dorastały do rangi jak już wspomniałem gwałtu czy morderstwa), że wyrzuciła mnie z domu z hukiem w momencie, w których z normalnego powodu się po prostu spóźniłem.
Później przyszło zobojętnienie-trudno, dam radę, podniosę się, mam uśmiech na twarzy.
W chwili obecnej odczuwam poczucie winy. Czuję, że jestem nikim, że może faktycznie byłem aż tak zły, nie chciałem małżeństwa, nie doceniałem jej starań (ogromnych, robiła dla mnie wszystko! Ale warunkowo…). Że za mało jej pomagałem w domu, że pomimo tego iż okazywałem jej uczucie jak tylko mogłem (sami znajomi mówili, ze dbam o nią i dmucham, byli pełni podziwu), to robiłem to za mało. Że powinienem się bardziej odwdzięczyć za jej bombardowanie miłością, a jej wyrzut o moim „braku odpowiedzialności i chęci rozwoju w sferze związku” jest słuszny…

W powyższym wiele pominąłem, może nie do końca udało mi się zobrazować sytuację, w razie zainteresowania i chęci pomocy, pytajcie o wszystko, odpowiem jak z otwartej księgi.
Kobieta była jak anioł, wręcz ze snu, a w jednej chwili, zamieniała się we wrzeszczącego potwora z agresją w słowach i oczach. Czy ją kocham? Oczywiście, za każdym razem jej to powtarzałem. Tęsknię za wszystkimi dobrymi chwilami, za jej opiekuńczością, oddaniem, za czasami, gdy byłem jej ideałem, jej jedynym...
Często nachodzą mnie myśli, czy wrócić, porozmawiać (raz próbowałem, to mnie przepędziła bez wahania...). Może oczekuje walki? Zawsze powtarzała, ze nie walczyłem o nią, tylko ona o mnie...może powinienem dać na siebie nawrzeszczeć, zwymyślać, przymknąć oko...pokazać, ze mi zależy? Sam już nie wiem, mnóstwo pytań, brak odpowiedzi...jestem w kropce.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Klio (2017-06-19 13:00:20)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Poczytaj sobie o psychopatii, bo raczej tam znajdziesz odpowiedź na to kim wydaje się być Twoja była. Poukładaj sobie teraz na spokojnie w głowie, bo takie relacje wyniszczają i często zamykają na przyszłe możliwe szczęśliwe życie, którego to życia Tobie właśnie życzę.

3

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Mogę tylko serdecznie Ci pogratulować, że w porę wymiksowałeś się z tego chorego układu smile Życie jest zbyt piękne by dzielić go z psychopatką i jej chorą rodziną. Po kilku latach byłbyś wrakiem człowieka. Laseczka ewidentnie chciała szybko złapać jelenia, pewnie zegar jej tyka, matka wywiera presję...

Uspokój emocje, zajmij się czymś innym, wyjdź do ludzi. Z pewnością poznasz wartościową kobietę, która nie będzie Ci fundować jazd i piekła w życiu.
To co teraz dzieje się w Twoim życiu kiedyś ocenisz jako szczęśliwe zrządzenie losu, uwierz mi smile

4

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Chłopie... zwiewaj jak najdalej! To popadanie ze skrajności w skrajność... znam to! Zwiewaj!!!!
Ja byłem z jedną taką... ciągłe fochy, raz miła, raz zła, raz czuła, raz wredna.. raz śmiech, za chwilę płącz...
Uciekaj!!!!!!!!

5

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Wszystko rozumiem, sam sobie to powtarzam, ale bezskutecznie.
Miała niesamowity dar, robiła dla mnie tyle, co żadna inna kobieta do tej pory. Tak jak napisałem, anioł. Seks idealny, w życiu pomocna, opiekuńcza...
...a z drugiej i nagle, pretensje. Może ja po prostu nie zasłużyłem na taką kobietę (takie myśli mi krążą po głowie), może ona rzeczywiście chciała mi dać wszystko, a ja to zaniedbałem i dając z siebie wszystko, później się irytowała...

Czuję się jak zagubione dziecko we mgle, lub ktoś wyciągnięty z bębna pralki, próbujący odnaleźć stabilność i równowagę. Miliard myśli, a teraz ogromne obwinianie się, że to ja nie dałem rady i na nic nie zasługuję. (jak sam siebie czytam, to robi mi się przykro, czuję się jak pipa zamiast mężczyzny)...

6

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Manipulowała. I Ty to kupiłeś.
Ja z taką byłem... koszmar. Sam się dziwię, że tak się wtedy zatraciłem. To wykańcza z czasem. I, co gorsza, sam zaczynasz być kłębkiem nerwów.
No, ok, piszesz, że sex jak w niebie. A codzienność? Koszmar???
ZWIEWAJ!!!!

7

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Codzienność raz jak z bajki, ale ta bajka w niemożliwych do przewidzenia momentach kończyła się w mgnieniu oka.
Wystarczyło spóźnienie, drobne zwrócenie jej uwagi, albo wieczorne wyjście ze znajomymi z pracy na piwo, by jej humor się zmienił.
Była zazdrosna nawet o czas, który spędziłem z moją rodziną (raz jeden).
I poprzez te zmiany, sam nie wiem co zrobić. Z jednej strony było mi ciężko wytrzymać psychicznie, a z drugiej, gdy było dobrze-to były najszczęśliwsze chwile w moim życiu

8

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

"Najszczęśliwsze chwile"??? Bo sex, tak? A schiza codzienna cudem też była?
Wyluzuj. I szepcz sobie sam... "Run Forrest, run!!!!"... od debilek i innych toksycznych ludzi.
Nie łam się. Dojdziesz do siebie.

9

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Miała niesamowity dar, robiła dla mnie tyle, co żadna inna kobieta do tej pory. Tak jak napisałem, anioł. Seks idealny, w życiu pomocna, opiekuńcza...
...a z drugiej i nagle, pretensje. Może ja po prostu nie zasłużyłem na taką kobietę (takie myśli mi krążą po głowie), może ona rzeczywiście chciała mi dać wszystko, a ja to zaniedbałem i dając z siebie wszystko, później się irytowała...

Czuję się jak zagubione dziecko we mgle, lub ktoś wyciągnięty z bębna pralki, próbujący odnaleźć stabilność i równowagę. Miliard myśli, a teraz ogromne obwinianie się, że to ja nie dałem rady i na nic nie zasługuję. (jak sam siebie czytam, to robi mi się przykro, czuję się jak pipa zamiast mężczyzny)...


Delfin , poniżej krótka ściągawka o psychopatii, może coś Ci się rozjaśni w głowie akurat art kierowany jest do poszkodowanych kobiet, ale mechanizm jest ten sam w przypadku mężczyzn:



"Jako że psychopaci nie żyją w romantycznych, opartych na wzajemności, współzależności i szacunku, związkach, siłą rzeczy również ich życie seksualne nie może być należyte. Psychopata to profesjonalista w uwodzeniu i zaciąganiu do łóżka. Podryw w ich wykonaniu to, rzecz jasna, w większym stopniu wyrachowana gra niż normalne, przepełnione emocjami zaloty, uwieńczone seksem.
Co kręci psychopatę?

Dla psychopaty siłą napędową w procesie uwodzenia jest poczucie władzy. W ich świecie cel uświęca środki. Jeśli wyczuje, że kobieta, z którą sypia, jest skłonna bezgranicznie mu zaufać lub ofiarować mu więcej pieniędzy, to w łóżku będzie dokonywać nieziemskich wyczynów, byleby ją oczarować. Niektóre moje klientki z podziwem opowiadają o niezwykłych umiejętnościach seksualnych swoich psychopatycznych partnerów. O co w tym wszystkim chodzi?

Niemalże całe zachowanie psychopaty to wystudiowana, mistrzowska gra. Trudno uwierzyć, że grają, kiedy mówią „przepraszam” z odpowiednią, przekonywującą intonacją głosu, wzorując się na aktorze, który świetnie odegrał podobną scenę w filmie, czy wyznają miłość, jakby następnego dnia miał skończyć się świat, cytując słowa piosenki zasłyszanej w radio. I zawsze ubarwiają wszystko, co tylko się da, bo doskonale wiedzą, że pierwsze wrażenie, jakie wywrą na drugiej stronie, może zwabić ją do jego kryjówki. Z seksem jest podobnie.
Przykłady psychopatycznego zachowania:

Psychopata, który usiłuje wyczyścić konto bankowe bogatej, ale podatnej na manipulację osoby, zaoferuje jej seks zawsze i wszędzie – i to w najlepszym wydaniu – jeśli tylko pomoże mu to w osiągnięciu jego celu. Ten z kolei, który cierpi na nadpobudliwość seksualną, zwabi osobę uległą, aby wykorzystywać ją seksualnie do woli i w ten sposób rozładowywać swoją nieuporządkowaną, chorobliwą energię.
Rozwiązłość oraz niezliczone, krótkotrwałe związki

Psychopaci wikłają się w wiele przelotnych relacji seksualnych lub wchodzą w krótkotrwałe związki małżeńskie – obydwie skłonności znajdują się w kwestionariuszu do badania poziomu psychopatii autorstwa Roberta Hare’a [Psychopathy Checklist – Revised (1991)]. Wyniki badań Ali and Chamorro-Premuzic (2010) wykazują pozytywną korelację pomiędzy psychopatią pierwotną i rozwiązłością, natomiast negatywną pomiędzy psychopatią i zaangażowaniem w związku.

Rozwiązłość psychopatów nie wynika z ich umiłowania seksu. Chodzi w większym stopniu o umacnianie własnego ego, jeśli czują się odrzuceni, o dominację, albo po prostu nudę, którą często odczuwają. Dodatkowo, seks – w szczególności z kimś obcym – umożliwia im niewiarygodnie szybki dostęp do najbardziej intymnych i wrażliwych sfer drugiej osoby. Jako że psychopata ma swoją ofiarę nieustająco na oku, to jeśli postawi ją w trudnej, z emocjonalnego punktu widzenia, sytuacji, to uzyskuje nad nią większą przewagę. Na seksualne podchody psychopaty mogą być podatne osoby samotne, nawet jeśli instynkt podpowiada im, że ten nowo poznany koleś jest jakiś dziwny, albo że – jak to niekiedy bywa – „to jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe”.
Psychopata w barze, w restauracji albo w innym obleganym miejscu publicznym

(...)
Wyszukiwanie ofiar wśród osób samotnych, depresyjnych lub zagubionych emocjonalnie


Porzucanie partnerów niczym bezużyteczne przedmioty

Sytuacja pomiędzy psychopatą i jego ofiarą jest równie skomplikowana jak okoliczności, w jakich znajduje się maltretowana kobieta, tkwiąca w związku z agresywnym chłopakiem lub mężem. Ofiary często utrzymują relację z psychopatami znacznie dłużej niż by tego chciały, wskutek intensywnego prania mózgu, jakiemu zostały poddane, które głęboko podkopało poczucie ich własnej wartości – na przykład poprzez izolowanie od rodziny i przyjaciół lub krytykowanie przy każdej, nadarzającej się okazji. Pokrzywdzone szukają pomocy psychologicznej zwykle dopiero wtedy, gdy psychopata je zostawia. To, co jest dla nich najbardziej druzgocące, to sposób, w jaki zostały porzucone – lekceważący i poniżający.

Proces uzdrowienia po rozpadzie związku z psychopatą

Wielu osobom jest trudno pojąć, jak można, ot tak po prostu, bezdusznie i bezwzględnie porzucić partnera. Uzdrowienie po rozpadzie związku z psychopatą zwykle wymaga od ofiary zrozumienia, z kim tak naprawdę miała do czynienia. Poznania całkowicie unikalnego psychologicznego profilu psychopaty i jego wybitnie odmiennych potrzeb. W skrócie tego, że jego emocjonalne potrzeby sprowadzają się do pielęgnowania własnego, rozbuchanego ego, kosztem innych i że pojęcie wzajemności czy obopólności jest im obce.

Psychopata nigdy nie uszanuje uczuć ofiary, a w szczególności, jeśli zostałby poproszony o wzięcie odpowiedzialności za swoje kłamliwe i bezduszne zachowanie. Nie ma co liczyć na znaczącą, trwałą, pełną zrozumienia skruchę z jego strony, gdyż jak napisała Martha Stout w książce pt. „Socjopata w sąsiedztwie” (The Sociopath Next Door): „Ludzie bez sumienia są skłonni wierzyć, że ich sposób postępowania na tym świecie jest lepszy niż innych”.

10

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Zapomniec i wiac jak najdalej.

Pal licho co jej jest: czy to borderline czy osoba z osobowoscia histrioniczna. Zrypalaby Ci zycie. Piekny seks i fajne chwile mozna miec z wieloma kobietami, ktore nie sa walniete w glowe.

11

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Też nie chciałbym się skupiać tylko na negatywnych cechach jednej strony.
Ja również nie zawsze mogłem jej pomóc w domu, w jakiś codziennych sprawach. Nie chciałem rozmawiać o ślubie i dzieciach, ponieważ dla mnie było jeszcze za wcześnie (rok znajomości to dla mnie za krótko, może jestem dziwny,inny, ale tak mam).
Ona lubiła spędzać czas w domu, ja ją ciągle gdzieś ciągnąłem, przygoda, podróże, wyjazdy.
Mówiła mi o swoich potrzebach rodzinnych, starałem się to pogodzić ale nie zawsze wychodziło. Może dlatego tak mnie później obrażała, krzyczała, czuła się zraniona?

Martwi mnie to, że ciągle mówiła, ze jej nie kocham, że ona zawsze będzie sama. Widziałem, że ma jakiś problem, ale nie dałem rady jej pomóc.

Tylko racjonalnie patrząc, nie spotkaliśmy się tak naprawdę z żadnym powaznym problemem.
Z mojej strony brak pomocy w jej domu (byliśmy od roku razem, ja tez mam swój dom i swoje obowiązki z nim związane), ciągłe wyjazdy i wycieczki, brak rozmów o małżeństwie, dzieciach, wielkiej przyszłości...

Z jej...no to, co opisałem. To nie są powody do takich kłótni jakie były, chyba, ze się mylę. Może rzeczywiście ją zraniłem, tylko jeszcze nie wiem czym...

12

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Delfin, nikt kto ma normalnie pod kopula nie wyznaje dozgonnej milosci po miesiacu i domaga sie malzenstwa po trzech. Tak moze zachowywac sie albo ktos kto ma lat kilkanascie (czyli z definicji ma sieczke i hormony a nie mozg), albo ktos kompletnie emocjonalnie niezrownowazony. A juz wybuchy z blahych powodow, szantaze, sciaganie z piedestalu do pozycyji najgorszego wroga w kazdym momencie gdy zrobisz cos nie po jej mysli- to sa wszystko objawy jakis powaznych zaburzen.

I niestety o ile je mozna leczyc, to nie tyle jest to diabelnie trudne badz kompletnie awykonalne, ale jeszcze taka osoba MUSI CHCIEC isc na terapie i do psychiatry. Czego zwykle nie chce.

13

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Przyznam, ze zacząłem dużo czytać. Poszedłem też do psychologa kilka razy by dowiedzieć się, o co chodzi.
Mialem swoje wnioski, ale nie chciałem bawić się w lekarza. Psycholog również nie postawił diagnozy (no bo jak, bez pacjenta), ale na podstawie opisu stwierdził Borderline.
Zaznaczam, ze nie obwiniałem od razu partnerki, zacząłem od obwiniania siebie, od swoich obaw, niedociągnięć i jej reakcji.
Czytając o tym książki, dużo się zgadzało, a nawet praktycznie większość.

Boli cholernie, zostałem wyrzucony z jej życia na pstryknięcie palca. Dzień przed leżeliśmy razem, kochaliśmy się, było idealnie, a dzień później zostałem zwyzywany i wyrzucony za drzwi. I przez znajomych wiem, że miała pretensje, ze nie zawalczyłem o nią...
Ale nie dałem rady, to już był któryś raz z rzędu...chciała małżeństwa, a dawała mi straszną niepewność względem siebie i tego, że za chwile może mnie znów wyrzucić.
Teraz żałuję, że nie powalczyłem, że wyszedłem...w sercu aż mnie ściska

14

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Wypisz wymaluj EX mojego obecnego...
tylko jeszcze tam zdrady dochodziły.
Tak go przemieliła, że chłopak wychodząc do roboty nie chciał wracać do domu, zastanawiał się czy nie strzelić sobie w głowię - a dodam tutaj, że miał codziennie do dyspozycji broń służbową.
Nie zadręczaj się, zapomnij, dobrze się stało. Niech Cię ręka broni wracać do tego.

15

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Dzięki Wam wszystkim za rady i pociechę. Najboleśniejsze w tym wszystkim jest to, że już dwa tygodnie po rozstaniu i "wielkiej miłości" jak to ona nazywała, wskoczyła komuś do łóżka i zamiast rozpaczać przy znajomych o naszym zerwaniu, to ona z uśmiechem wychwalała się jaki cudowny seks mieli.
A teraz szuka w internecie, na siłę...męża...

16

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Powinno CIę to tym bardziej utwierdzić w przekonaniu, że jedyne czego możesz żałować i co Cię może boleć to zmarnowany rok. Bezpowrotnie straconych 12 miesięcy w ciągu których mogłeś poznać kogoś wartosciowego

DelfinWawa napisał/a:

Dzięki Wam wszystkim za rady i pociechę. Najboleśniejsze w tym wszystkim jest to, że już dwa tygodnie po rozstaniu i "wielkiej miłości" jak to ona nazywała, wskoczyła komuś do łóżka i zamiast rozpaczać przy znajomych o naszym zerwaniu, to ona z uśmiechem wychwalała się jaki cudowny seks mieli.
A teraz szuka w internecie, na siłę...męża...

17 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-19 16:51:47)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

A mnie nieco odrzuca jak czytam Autora. On nie placze bo to byla wspaniala kobieta do ktorej czul cos powaznego ...byla tylko fantastyczna w lozku. A ze przy tym byla psychopatka to taki tam drobny szczegol. Teraz placz bo go zostawila a dzien wczesniej bylo takie fajne bzykanko sad
Autorze zacznij myslec mozgiem a nie tym organem miedzy nogami i zrozum ze ten odlotowy seks to hak na ktory ta kobieta lowi kolejne "ofiary" a nie ze zadne mistyczne doznania podyktowane jej uczuciem lub Twoja zajeb...stoscia. Czy dla tego seksu warto zyc z psycholka? Zyc jak na minie? No raczej nie. W zyciu nie potrafilabym sie cieszyc super seksem, prezentami i noszeniem na rekach gdybym wiedziala ze za chwile bedzie trzesienie ziemi agresja i wyzwiska. Chodz do terapeuty jak najbardziej ale  nie po to by zrozumiec  psycholke ale po to by zrozumiec siebie, to dlaczego Cie ciagnie do chorych emocji i krzywych akcji w zwiazku. Bo ta ciagota normalna i naturalna nie jest i nawet najlepsze wygibasy w  lozku nie rekompensuja zycia w piekle a Tobie ewidentnie rekompensowaly i zylbys w tym piekle dalej gdyby nie to ze to psycholka Cie ze swojego zycia ( na Twoje szczescie ) wykopala.

18

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Raz tylko wspomniałem o seksie, chcąc zaznaczyć pewien objaw, przypadłość, coś zaskakującego.
W większości postów skupiałem się na jej bombardowaniu miłością, pomocną ręką, tym, że robiła dla mnie dosłownie wszystko i była na każde zawołanie.
I trzykrotnie wspominałem, że była Aniołem i za tym stanem odczuwam nostalgię, za taką osobą (lub za tym drugim ja...)
Ciągle doszukując się wad w samym sobie, że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu, wmawiając sobie (może słusznie), że ona naprawdę kochała, a ja nie zasłużyłem na to uczucie. Z tym mam problem największy, z poczuciem winy.

19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-19 17:03:23)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Raz tylko wspomniałem o seksie, chcąc zaznaczyć pewien objaw, przypadłość, coś zaskakującego.
W większości postów skupiałem się na jej bombardowaniu miłością, pomocną ręką, tym, że robiła dla mnie dosłownie wszystko i była na każde zawołanie.
I trzykrotnie wspominałem, że była Aniołem i za tym stanem odczuwam nostalgię, za taką osobą (lub za tym drugim ja...)
Ciągle doszukując się wad w samym sobie, że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu, wmawiając sobie (może słusznie), że ona naprawdę kochała, a ja nie zasłużyłem na to uczucie. Z tym mam problem największy, z poczuciem winy.

Nom byla zajebistym aniolem. Takim co to Cie odsunal od rodziny i znajomych, traktowal jak smiecia gdy bylo nie po jej mysli, pral mozg i...wypral skutecznie.
Podobnymi "aniolami" sa przemocowcy ktorzy napierd...ja swoje zony a potem przez tydzien przynosza im kwiaty i sniadanie do lozka a o podbitym oku nie chca rozmawiac bo to przeszlosc. Serio lecz sie bo bredzisz.
Edit: no pewnie ze kochala bardzo, tak bardzo ze zaraz po Tobie bzykala sie z kolejnym. Ale wiem wiem...ona to robila z nim ale na bank myslala o Tobie big_smile.
Sorry za sarkazm ale jak czytam brednie to nie umiem inaczej.

20

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

o tak, przepraszac to oni potrafią smile

szopke zwana miłością aż po grób tez potrafią odgrywac bezblednie

21

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Tez sie zastanawiam jaka to musiala byc piekna milosc z jej strony, ze urzadzala Ci pieklo o kazda pierdole i totalnie odizolowala od rodziny i przyjaciol. No, naprawde TAKA kobieta musi Cie nad wyraz kochac...

Stary, dobrze Ci poradzono. Sam idz do terapeuty i dowiedz sie dlaczego chcesz byc z taka toksyczka.

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

zanmy jedynie twoja wersje. na jej podstawie nie moge wykluczyc schizofrenii czy psychopatii, ale jesli ich nie ma to moze jest osoba potrzebujaca ciaglej uwagi. ile ma lat? jakie miala doswiadczenie w zwiazkach?
jesli jest mloda, a to byl jej pierwszy powazny zwiazek jest dosc czesto, ze niektore kobiety same zaniedbuja znajomych, swoje zajecia, caly swoj czas chca spedzac poswiecajac i otrzymujac uwage partnera.
moze miala jakis problem z zaufaniem tobie, nie wierzyla, ze narawde mysisz o niej  powaznie i ja kochasz.
pza tym moze chciala otzymac od ciebie to, czego nie dostala w domu. mama-dyktator, ojciec-ciota, a ona nie zdazyla nauczyc sie relacji miedzyludzkich i chcialaby, aby ktos sie nia zaopiekowal- przejal w pewnym sensie funkcje rodzica jednoczesnie pelniac role partnera/narzeczonego/meza.
sama musi dojsc do zmiany: albo przezyje czyjes odejscie, albo ktos ja skrzywdzi. wtedy moze sie otrzasnie i zmieni swoje postepowanie

23 Ostatnio edytowany przez DelfinWawa (2017-06-19 18:10:48)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
rozowa_mandarynka napisał/a:

zanmy jedynie twoja wersje. na jej podstawie nie moge wykluczyc schizofrenii czy psychopatii, ale jesli ich nie ma to moze jest osoba potrzebujaca ciaglej uwagi. ile ma lat? jakie miala doswiadczenie w zwiazkach?
jesli jest mloda, a to byl jej pierwszy powazny zwiazek jest dosc czesto, ze niektore kobiety same zaniedbuja znajomych, swoje zajecia, caly swoj czas chca spedzac poswiecajac i otrzymujac uwage partnera.
moze miala jakis problem z zaufaniem tobie, nie wierzyla, ze narawde mysisz o niej  powaznie i ja kochasz.
pza tym moze chciala otzymac od ciebie to, czego nie dostala w domu. mama-dyktator, ojciec-ciota, a ona nie zdazyla nauczyc sie relacji miedzyludzkich i chcialaby, aby ktos sie nia zaopiekowal- przejal w pewnym sensie funkcje rodzica jednoczesnie pelniac role partnera/narzeczonego/meza.
sama musi dojsc do zmiany: albo przezyje czyjes odejscie, albo ktos ja skrzywdzi. wtedy moze sie otrzasnie i zmieni swoje postepowanie

Ma około 25 lat, miała wiele związków, rzekomo dwa poważne (pierwszy i jeden przede mną). Pomiędzy zawsze się z kimś spotykała (imion wiele, nie zapamiętałem).
Oby dwa (te jej zdaniem poważne) zakończyła z hukiem, pozostawały zgliszcza i nienawiść.  A z tymi gośćmi, z którymi się tylko spotykała, tworzy do dziś kumpelskie relacje.

A odnośnie odsuwania od rodziny i znajomych. Mogłem się z nimi spotykać (zarówno rodziną moją jak i znajomymi) pod warunkiem, że ona też ze mną była. O samotnym wyjściu z kumplem/koleżanką na kawę nie było raczej mowy, a jeżeli już, to z konsekwencją focha i perspektywą wypomnienia tego przy pierwszym lepszym wybuchu.

Nie słyszałem, by ktoś z nią zerwał. Zawsze ona podejmowała ten krok.

24

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

big_smile

Niezle. Cokolwiek Ci powiedziala o swoich bylych, to jest sciema i to sciema, ktorej nie mozesz sprawdzic. Jezeli tak wiele nienawisci bylo po ich zakonczeniu, to w kontekscie tego co opisales, watpliwym jest, ze zaden z nia nie zerwal. Raczej obaj mieli dosc jej kontrolowania, wahania nastrojow i awantur.

25 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-19 19:12:30)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Beyondblackie napisał/a:

big_smile

Niezle. Cokolwiek Ci powiedziala o swoich bylych, to jest sciema i to sciema, ktorej nie mozesz sprawdzic. Jezeli tak wiele nienawisci bylo po ich zakonczeniu, to w kontekscie tego co opisales, watpliwym jest, ze zaden z nia nie zerwal. Raczej obaj mieli dosc jej kontrolowania, wahania nastrojow i awantur.

Wg mnie to bardzo prawdopodobne, że to ona zrywała. Ale tylko dlatego żeby sama nie została porzucona .
Podobnie jak psycholog, do której o pomoc zwrócił się autor, sądzę, że jego była dziewczyna ma zaburzenia borderline. Autor opisał w swoich postach typowa borderkę, aż nazbyt typową wink

Ale ciekawe jest rozpaczanie autora za zaburzoną partnerką w kontekście jego żalu za utraconym bzykaniem i kimś, kto jak nikt się starał dla niego. Big love to raczej nie było a autor leczył tą relacją jakieś swoje własne braki.

26

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Witam,
Poprzez niemoc, które czuję w chwili obecnej, chciałbym podzielić się z Wami pewną historią i zaczerpnąć opinii, Waszego zdania (pod warunkiem, że komuś będzie się w ogóle chciało czytać moje wypociny, które postaram się jak najzwięźlej streścić).

Byłem po burzliwym związku (dla dobra sprawy, nie podam konkretów), wypluty, przemielony.
Chcieliśmy być razem, niestety coś stało na przeszkodzie. Dla dwóch stron była to trudna decyzja.
Próbowałem dojść do siebie, odbudować swoje „ja”, zacząć cieszyć się życiem.
Po jakimś czasie zarejestrowałem się na portalu randkowym, klikanie „tak” lub „nie” zaczęło mnie już nudzić, a o jakiekolwiek efekty było naprawdę ciężko (może moja aparycja była deklasowana poprzez napompowanych napaleńców?  ).
I nagle cud…serducho w moją stronę, ładna persona, ciekawe zainteresowania. Zabrałem się za pisanie. Odpisała!
Spotkaliśmy się, było bardzo miło, następnym razem zaprosiła mnie do siebie, pierwszy buziak, przytulańce. Wow! Myślę sobie: „moje życie nabiera sensu, tak to ona! („cud kobieta, może nawet żona”?).
Poznawaliśmy się, życie nabierało rozpędu (nawet za szybko), wspólne wyjazdy, poznawanie siebie, rodziców.
Starałem się funkcjonować odrobinę na dystans, ona wyznała mi miłość po ponad miesiącu, dla mnie to było za szybko. Zaczęły się pretensje, że ona się stara (skakała obok mnie jak tygrysek po lesie), a ja mam to za nic. Ok, przekalkulowałem, postanowiłem po 3 miesiącach wyznać miłość, zadeklarować związek.. Było ok. Do czasu.
Mówiła od samego początku o ślubie, dzieciach, przyszłości. Ok, o przyszłości możemy porozmawiać, ale ślub i dzieci? Po 3 miesiącach? Po 6 miesiącach? (włączył mi się alert, mówiłem jej, ze to za wcześnie, że na to jest potrzebny czas.
Zaczęły się pretensje, zazwyczaj o błahostki (większości z nich nawet nie pamiętam). Że mam znajomych i przyjaciół, że jakaś koleżanka, którą znam od 8 lat pyta się mnie „co słychać”.
Stwierdziłem: jest zazdrosna, jak każda kobieta, to normalne.
Zacząłem spotykać się już tylko z nią, znajomi poszli na odstawkę, nie było nawet mowy, bym gdzieś wyszedł wieczorem bez niej.
Kłótnia. Zacząłem walczyć, pozwoliła, ale wiedziałem, ze skończy się to kłótnią więc zrezygnowałem i już cały wolny czas poświęciłem jej osobie.

Pretensje i kłótnie zaczęły się nasilać, raz o to, że się spóźniłem 30 minut (wytłumaczyłem racjonalnie dlaczego tak się stało), później o znajomych, później o to, że nie poświęcam jej czasu i ciągłe wyrzuty (moja ulubiona śpiewka): Ty mnie nie kochasz.

Ostatni akapit skróciłem, ponieważ zajmował on około pół roku.
Jej pretensje i wyrzuty nie były zwykłą rozmową, lub okazem niezadowolenia. To był atak (parę razy jej wrzuciłem, że jest psychiczna, czego później żałowałem), histeria, krzyk przeplatany płaczem, uciekanie z samochodu, obelgi kierowane w moją stronę, obrażanie.
Ja najpierw spokojnie podchodziłem do tematu bagatelizując jej zachowanie, później po jakimś czasie zacząłem jej spokojnie tłumaczyć, spróbować wyjaśnić sytuacje, później również wybuchałem (również tego żałuję, ale krzyk i obrażanie wyprowadziło mnie kilkakrotnie z równowagi).

Ostatnie miesiące minęły 50/50, czyli raz idealnie(naprawdę, jak w niebie), ale jak tylko nie byłem w stanie spełnić jej oczekiwania, pojawiała się awantura. Ona bombardowała cały czas „miłością”, skakała obok mnie, idealizowała mnie, a jak tylko coś się stało (spóźniłem się, powiedziałem, że jestem zmęczony lub cokolwiek innego o podobnym kalibrze), dostawałem w zamian wojnę światowa.
A gdy próbowałem tylko z nią porozmawiać, powiedzieć, ze jej zachowanie jest nieadekwatne i nie w porządku, że też mi coś nie odpowiada, mówiła wtedy „cały czas się mnie czepiasz, masz o wszystko pretensje” itd. Itd.
Cały czas wmawiała mi, że jej nie kocham, gdzie za każdym razem zapewniałem, że tak nie jest. Przy najmniejszej sprzeczce (w jej wykonaniu najmniejsza to nie wojna, ale np. powstanie warszawskie) mówiła o rozstaniu, płakała że będzie zawsze sama, że nikt jej nie kocha…i tak w kółko.

Na wyjeździe wakacyjnym wpadła w szał (dosłownie), ponieważ…odwróciłem się do niej tyłem dwa razy i zostałem okrzyczany, zbluzgany, zdiagnozowany chamem, gnojem. Byłem w szoku!
Po kilku godzinach gonienia jej, bezowocnego studzenia emocji, jak na pstryknięcie palca, usiadła mi na kolanach, zaczęła całować i wróciła…jakby z innego świata. I wtedy mi się znowu dostało, ponieważ nie potrafiłem tak szybko zapomnieć i byłem odrobinę zdystansowany, co ona odczytała jako brak miłości…
Wchodząc samemu w sobie w słowo (dawno już zgubiłem chronologię, nie potrafię opisać wszystkiego, zresztą, kto by to czytał), ciągle mi przerywała w rozmowie. Nie dawała dojść do słowa, pytała co u mnie, po czym sama zaczynała mówić o sobie. Wielokrotnie zwracałem jej na to uwagę, ale miała to za nic, znów „się czepiałem”.

Jak zakończył się związek? Po roku, ponieważ spóźniłem się 30 minut (miałem do pokonania 300km, do tego musiałem zahaczyć o dom itd.). Zostałem w jej szale wyrzucony z jej domu przy jej rodzicach, w krzyku, obrażaniu.
Po jakimś czasie zadzwoniłem, to stwierdziła, ze to ja zerwałem, ponieważ wyszedłem (????).
Zostałem chamem, znów obrażany jakby co najmniej ją zgwałcił i zamordował pół rodziny.

Teraz dodam coś, co może ma jakiś związek, przyczynę:
W jej domu prym wiedzie matka. Ona rządzi, dyktuje, krzyczy, robi awantury, non stop ma pretensje i jest wiecznie niezadowolona z życia. Moja ex często z jej powodu płakała, mówiła na nią „dyktator i tyran” za chwilę znów ją broniąc. Po czasie zauważyłem, że ona powiela zachowanie mamy. A w dodatku ojciec…no właśnie, ojciec był cieniem człowieka, nie mógł mieć zdania, był poniżany, w oczach mojej ex i jej matki-był nikim.
Dwa tygodnie po rozstaniu, dowiedziałem się, ze moja ex już kogoś ma, przy znajomych chwaliła się, że już z nim sypia…a po dwóch tygodniach się z nim rozstała. Teraz jest zarejestrowana na portalach randkowych i jak widzę, wykupuje wszystkie możliwe pakiety by kogoś znaleźć.
W naszym związku miała również niepochamowaną ochotę na seks, w każdym miejscu, przy każdej okazji. Była ciągle nienasycona i zboczona. Miła cecha, przyciągała jak magnez, ale gdy bywały moje trudniejsze dni w pracy, np. w piątek nie miałem na nich ochoty, więc ją przeprosiłem, ze dzisiaj nie potrafię, jestem przemęczony. Efekt? Awantura, nie kocham jej.
Dodam i tego jestem pewien: nigdy mnie nie zdradzila (na szczęście).

Jej rodzina jest pokłócona ze wszystkimi sąsiadami, ponadto nie utrzymują żadnych więzi rodzinnych, a mają ją sporą (ojciec również jest odcięty od swoich braci, rodziny). Twierdzą, ze wszyscy są jacyś dziwni "ciocia Ela jest narcyzem", "brat Tomek sam się odciął, jest dziwny".
Może ma to jakiś związek z jej zachowaniem, może jestem już przewrażliwiony.

W chwili obecnej, minął ponad miesiąc od rozstania. Ja przechodzę w głowie istne piekło i dezorientację.
Na początku miałem do niej żal o takie potraktowanie mnie jak śmiecia (wszystkie problemy były błahostkami, o których się rozmawia i dąży do zniwelowania, a dla niej dorastały do rangi jak już wspomniałem gwałtu czy morderstwa), że wyrzuciła mnie z domu z hukiem w momencie, w których z normalnego powodu się po prostu spóźniłem.
Później przyszło zobojętnienie-trudno, dam radę, podniosę się, mam uśmiech na twarzy.
W chwili obecnej odczuwam poczucie winy. Czuję, że jestem nikim, że może faktycznie byłem aż tak zły, nie chciałem małżeństwa, nie doceniałem jej starań (ogromnych, robiła dla mnie wszystko! Ale warunkowo…). Że za mało jej pomagałem w domu, że pomimo tego iż okazywałem jej uczucie jak tylko mogłem (sami znajomi mówili, ze dbam o nią i dmucham, byli pełni podziwu), to robiłem to za mało. Że powinienem się bardziej odwdzięczyć za jej bombardowanie miłością, a jej wyrzut o moim „braku odpowiedzialności i chęci rozwoju w sferze związku” jest słuszny…

W powyższym wiele pominąłem, może nie do końca udało mi się zobrazować sytuację, w razie zainteresowania i chęci pomocy, pytajcie o wszystko, odpowiem jak z otwartej księgi.
Kobieta była jak anioł, wręcz ze snu, a w jednej chwili, zamieniała się we wrzeszczącego potwora z agresją w słowach i oczach. Czy ją kocham? Oczywiście, za każdym razem jej to powtarzałem. Tęsknię za wszystkimi dobrymi chwilami, za jej opiekuńczością, oddaniem, za czasami, gdy byłem jej ideałem, jej jedynym...
Często nachodzą mnie myśli, czy wrócić, porozmawiać (raz próbowałem, to mnie przepędziła bez wahania...). Może oczekuje walki? Zawsze powtarzała, ze nie walczyłem o nią, tylko ona o mnie...może powinienem dać na siebie nawrzeszczeć, zwymyślać, przymknąć oko...pokazać, ze mi zależy? Sam już nie wiem, mnóstwo pytań, brak odpowiedzi...jestem w kropce.

Widziałeś jej ojca? - widziałeś. Taką miałbyś z nią przyszłość.

27 Ostatnio edytowany przez rozowa_mandarynka (2017-06-19 21:13:56)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:
rozowa_mandarynka napisał/a:

zanmy jedynie twoja wersje. na jej podstawie nie moge wykluczyc schizofrenii czy psychopatii, ale jesli ich nie ma to moze jest osoba potrzebujaca ciaglej uwagi. ile ma lat? jakie miala doswiadczenie w zwiazkach?
jesli jest mloda, a to byl jej pierwszy powazny zwiazek jest dosc czesto, ze niektore kobiety same zaniedbuja znajomych, swoje zajecia, caly swoj czas chca spedzac poswiecajac i otrzymujac uwage partnera.
moze miala jakis problem z zaufaniem tobie, nie wierzyla, ze narawde mysisz o niej  powaznie i ja kochasz.
pza tym moze chciala otzymac od ciebie to, czego nie dostala w domu. mama-dyktator, ojciec-ciota, a ona nie zdazyla nauczyc sie relacji miedzyludzkich i chcialaby, aby ktos sie nia zaopiekowal- przejal w pewnym sensie funkcje rodzica jednoczesnie pelniac role partnera/narzeczonego/meza.
sama musi dojsc do zmiany: albo przezyje czyjes odejscie, albo ktos ja skrzywdzi. wtedy moze sie otrzasnie i zmieni swoje postepowanie

Ma około 25 lat, miała wiele związków, rzekomo dwa poważne (pierwszy i jeden przede mną). Pomiędzy zawsze się z kimś spotykała (imion wiele, nie zapamiętałem).
Oby dwa (te jej zdaniem poważne) zakończyła z hukiem, pozostawały zgliszcza i nienawiść.  A z tymi gośćmi, z którymi się tylko spotykała, tworzy do dziś kumpelskie relacje.

A odnośnie odsuwania od rodziny i znajomych. Mogłem się z nimi spotykać (zarówno rodziną moją jak i znajomymi) pod warunkiem, że ona też ze mną była. O samotnym wyjściu z kumplem/koleżanką na kawę nie było raczej mowy, a jeżeli już, to z konsekwencją focha i perspektywą wypomnienia tego przy pierwszym lepszym wybuchu.

Nie słyszałem, by ktoś z nią zerwał. Zawsze ona podejmowała ten krok.


w takim razie ten typ tak ma. i raczej powinienes sie cieszyc, niz dolowac.. oczywiscie zaraz po rozstaniu duzo sie mysli i przezywa, ale to przejdzie. masz w ten sposob szanse na normalny zwiazek zamiast straty czasu i nerwow na twoja byla (nawet gdyby nastepna az taka dobra w lozku nie byla big_smile ) sens mialoby to jedynie gdyby byla gotowa sama udac sie do psychologa (mysle, ze mimo rozstania powinienes i tak podsunac jej ten pomysl i/lub jej rodzicom, ja tak zrobilam z jednym bylym i dieki mnie sie dowiedzial, ze ma schozofrenie i sie leczy-dodam ze efekt nijaki, choc nie mamy juz kontaktu, ale dla jej dobra powinna byc pod opieka specjalisty)

28

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Dziękuję Wam serdecznie za komentarze, chęć pomocy. Niestety nie potrafię wyzbyć się poczucia winy, mam w sobie bardzo dużo empatii, niestety tej cechy brakowało mojej ex.
Wszystko, co zostało tutaj napisane jest zgodne z prawdą, racjonalnie myśląc, sam bym komentował w podobny sposób do Waszego, niestety miłość-uczucie, również jest swego rodzaju chorobą i przez jej pryzmat zapomina się o złych cechach-liczy się tylko człowiek. Niestety, nie może to działać tylko w jedną stronę.

Moja ex nie ma praktycznie żadnych znajomych, większość do faceci poznani w internecie (koledzy) lub ktoś "nowo nabyty". Jest w tym momencie całkowicie sama.

Pewnie minie jeszcze sporo czasu, bym mógł zacząć żyć na nowo, cieszyć się życiem i oddychać. Póki co dopadają mnie wspomnienia, nostalgia za dobrymi chwilami (co by nie mówić, było ich naprawdę sporo) i samą obecnością jej osoby w dniu codziennym. Mam nadzieję, ze nabiorę w sobie tyle siły, by znów nie wejść w ten zamknięty krąg związku z jej osobą i już całkowicie zatracić swoją osobowość.

29

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
rozowa_mandarynka napisał/a:
DelfinWawa napisał/a:
rozowa_mandarynka napisał/a:

zanmy jedynie twoja wersje. na jej podstawie nie moge wykluczyc schizofrenii czy psychopatii, ale jesli ich nie ma to moze jest osoba potrzebujaca ciaglej uwagi. ile ma lat? jakie miala doswiadczenie w zwiazkach?
jesli jest mloda, a to byl jej pierwszy powazny zwiazek jest dosc czesto, ze niektore kobiety same zaniedbuja znajomych, swoje zajecia, caly swoj czas chca spedzac poswiecajac i otrzymujac uwage partnera.
moze miala jakis problem z zaufaniem tobie, nie wierzyla, ze narawde mysisz o niej  powaznie i ja kochasz.
pza tym moze chciala otzymac od ciebie to, czego nie dostala w domu. mama-dyktator, ojciec-ciota, a ona nie zdazyla nauczyc sie relacji miedzyludzkich i chcialaby, aby ktos sie nia zaopiekowal- przejal w pewnym sensie funkcje rodzica jednoczesnie pelniac role partnera/narzeczonego/meza.
sama musi dojsc do zmiany: albo przezyje czyjes odejscie, albo ktos ja skrzywdzi. wtedy moze sie otrzasnie i zmieni swoje postepowanie

Ma około 25 lat, miała wiele związków, rzekomo dwa poważne (pierwszy i jeden przede mną). Pomiędzy zawsze się z kimś spotykała (imion wiele, nie zapamiętałem).
Oby dwa (te jej zdaniem poważne) zakończyła z hukiem, pozostawały zgliszcza i nienawiść.  A z tymi gośćmi, z którymi się tylko spotykała, tworzy do dziś kumpelskie relacje.

A odnośnie odsuwania od rodziny i znajomych. Mogłem się z nimi spotykać (zarówno rodziną moją jak i znajomymi) pod warunkiem, że ona też ze mną była. O samotnym wyjściu z kumplem/koleżanką na kawę nie było raczej mowy, a jeżeli już, to z konsekwencją focha i perspektywą wypomnienia tego przy pierwszym lepszym wybuchu.

Nie słyszałem, by ktoś z nią zerwał. Zawsze ona podejmowała ten krok.


w takim razie ten typ tak ma. i raczej powinienes sie cieszyc, niz dolowac.. oczywiscie zaraz po rozstaniu duzo sie mysli i przezywa, ale to przejdzie. masz w ten sposob szanse na normalny zwiazek zamiast straty czasu i nerwow na twoja byla (nawet gdyby nastepna az taka dobra w lozku nie byla big_smile ) sens mialoby to jedynie gdyby byla gotowa sama udac sie do psychologa (mysle, ze mimo rozstania powinienes i tak podsunac jej ten pomysl i/lub jej rodzicom, ja tak zrobilam z jednym bylym i dieki mnie sie dowiedzial, ze ma schozofrenie i sie leczy-dodam ze efekt nijaki, choc nie mamy juz kontaktu, ale dla jej dobra powinna byc pod opieka specjalisty)


Chciałbym jej pomóc, niestety z dnia na dzień zostałem przez nią wyrzucony z domu i życia. Jak pisałem wcześniej, moje próby kontaktu kończyły się fiaskiem. Zwyzywała mnie przez telefon, krzyczała, obrażała. A przez sms napisała, ze mam się z nią nie kontaktować, ponieważ może to się dla mnie źle skończyć...

Poczułem się jak jakiś morderca, gwałciciel...codziennie analizuję krok po kroku moje zachowania i nic nie znajduje, nic, co mogło by zasłużyć na takie traktowanie i wyrzucenie. To mnie boli najbardziej.
A z pewnych źródeł wiem, że ona ma pretensje o to, że pomimo jej zachowania, ja o nią nie walczyłem...ale jak walczyć o kogoś, kto się tak zachowuje?
Nie wyobrażacie sobie tego szału i ataku...pękłem po prostu, a teraz mam wyrzuty.

30

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

A ja ci dopowiem cos od siebie, bez tych wszystkich psychologicznych odniesien, bo inni zrobia to lepiej ode mnie. Na ten problem patrze z zupelnie innej perspektywy - doroslego dziecka takiej (albo bardzo podobnej, kobiety) - uciekaj i nie zaluj. 
Zalozmy, ze zakladasz z nia rodzine.
Rodza sie dzieci. Bywa.
... odpusc sobie w tym momencie pocieszajace gadki, ze instynkt macierzynski, ze sie zmieni.... 
Takie osoby przemiela wszystkich.  Przeoraja psychicznie wzdluz i wszez, a na koniec zostawia i tak z poczuciem winy.
Zycie pod jednym dachem z taka osoba, to horror. To brzemie na cale zycie.

...moglaby ci sypac adekwatnymi przykladami, ale nie chce sobie sypac soli w rany. Taki piekny dzien za oknem....

31

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Poczytaj sobie o chorobie afektywnej dwubiegunowej ( chad). Być może na to właśnie cierpi ta kobieta. To nie żarty, będziesz miał skopane życie z nią. To piekło na ziemi. Twoja dobroć, cierpliwość nic nie zmienią. Ona jeszcze będzie szukać kontaktu z Tobą za jakiś czas jak jej z tamtym nie wypali. Nie żałuj, a się ciesz. Szczerze radzę. To przykre i dla Ciebie niezrozumiałe, ale za jakiś czas będziesz wrakiem. Powodzenia

32

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Lutniaa napisał/a:

Poczytaj sobie o chorobie afektywnej dwubiegunowej ( chad). Być może na to właśnie cierpi ta kobieta. To nie żarty, będziesz miał skopane życie z nią. To piekło na ziemi. Twoja dobroć, cierpliwość nic nie zmienią. Ona jeszcze będzie szukać kontaktu z Tobą za jakiś czas jak jej z tamtym nie wypali. Nie żałuj, a się ciesz. Szczerze radzę. To przykre i dla Ciebie niezrozumiałe, ale za jakiś czas będziesz wrakiem. Powodzenia

Próbując zrozumieć jej postępowanie, wyrzucenie mnie, nagłe ataki, zacząłem się doktoryzować. Zacząłem od kobiety z problemami, później przeszedłem przez toksyczność, nawet ChaD, ale dopiero gdy zacząłem się wdrażać w Borderline, odczulem na chwilę ulgę-trafilem. Choć to tylko moja "diagnoza", do której psycholog również doszedł. Niestety wiele się sprawdza, zarówno jej przeszłość, rodzice, brak wzorców, granic...
To brzmiało strasznie, w chwili obecnej jestem już niemal pewien, sądziłem, że ta świadomośc mi pomoże, niestety pomogła tylko w znikomym stopniu. Ja w dalszym ciągu widzę człowieka, jej osobę. Nie potrafię spojrzeć przez pryzmat zaburzenia, problemów.

33

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:
Lutniaa napisał/a:

Poczytaj sobie o chorobie afektywnej dwubiegunowej ( chad). Być może na to właśnie cierpi ta kobieta. To nie żarty, będziesz miał skopane życie z nią. To piekło na ziemi. Twoja dobroć, cierpliwość nic nie zmienią. Ona jeszcze będzie szukać kontaktu z Tobą za jakiś czas jak jej z tamtym nie wypali. Nie żałuj, a się ciesz. Szczerze radzę. To przykre i dla Ciebie niezrozumiałe, ale za jakiś czas będziesz wrakiem. Powodzenia

Próbując zrozumieć jej postępowanie, wyrzucenie mnie, nagłe ataki, zacząłem się doktoryzować. Zacząłem od kobiety z problemami, później przeszedłem przez toksyczność, nawet ChaD, ale dopiero gdy zacząłem się wdrażać w Borderline, odczulem na chwilę ulgę-trafilem. Choć to tylko moja "diagnoza", do której psycholog również doszedł. Niestety wiele się sprawdza, zarówno jej przeszłość, rodzice, brak wzorców, granic...
To brzmiało strasznie, w chwili obecnej jestem już niemal pewien, sądziłem, że ta świadomośc mi pomoże, niestety pomogła tylko w znikomym stopniu. Ja w dalszym ciągu widzę człowieka, jej osobę. Nie potrafię spojrzeć przez pryzmat zaburzenia, problemów.

Dlatego powinienes sie leczyc a nie szukac leku dla niej. Jestes jak ofiara przemocy ktora bito ponizano i poniewierano a ona wciaz tkwi bo kocha "czlowieka" w potworze. Zamiast doktoryzowac sie w jej temacie draz dlaczego Tobie pasuje chory patologiczny uklad.Za co siebie tak nienawidzisz albo czemu tak nisko siebie oceniasz ze wydaje Ci sie ze bycie z ta kobieta bylo szczytem Twych marzen i mozliwosci. Nie tlumacz tego miloscia bo ona- gdy jest dojrzala nie powoduje zidiocenia a Ty bredzisz bredzisz i jeszcze raz bredzisz zaslaniajac sie slabymi argumentami. Ocknij sie chlopie bo zal czytac ze tak sie mazgaisz dla wariatki.

34

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
feniks35 napisał/a:
DelfinWawa napisał/a:
Lutniaa napisał/a:

Poczytaj sobie o chorobie afektywnej dwubiegunowej ( chad). Być może na to właśnie cierpi ta kobieta. To nie żarty, będziesz miał skopane życie z nią. To piekło na ziemi. Twoja dobroć, cierpliwość nic nie zmienią. Ona jeszcze będzie szukać kontaktu z Tobą za jakiś czas jak jej z tamtym nie wypali. Nie żałuj, a się ciesz. Szczerze radzę. To przykre i dla Ciebie niezrozumiałe, ale za jakiś czas będziesz wrakiem. Powodzenia

Próbując zrozumieć jej postępowanie, wyrzucenie mnie, nagłe ataki, zacząłem się doktoryzować. Zacząłem od kobiety z problemami, później przeszedłem przez toksyczność, nawet ChaD, ale dopiero gdy zacząłem się wdrażać w Borderline, odczulem na chwilę ulgę-trafilem. Choć to tylko moja "diagnoza", do której psycholog również doszedł. Niestety wiele się sprawdza, zarówno jej przeszłość, rodzice, brak wzorców, granic...
To brzmiało strasznie, w chwili obecnej jestem już niemal pewien, sądziłem, że ta świadomośc mi pomoże, niestety pomogła tylko w znikomym stopniu. Ja w dalszym ciągu widzę człowieka, jej osobę. Nie potrafię spojrzeć przez pryzmat zaburzenia, problemów.

Dlatego powinienes sie leczyc a nie szukac leku dla niej. Jestes jak ofiara przemocy ktora bito ponizano i poniewierano a ona wciaz tkwi bo kocha "czlowieka" w potworze. Zamiast doktoryzowac sie w jej temacie draz dlaczego Tobie pasuje chory patologiczny uklad.Za co siebie tak nienawidzisz albo czemu tak nisko siebie oceniasz ze wydaje Ci sie ze bycie z ta kobieta bylo szczytem Twych marzen i mozliwosci. Nie tlumacz tego miloscia bo ona- gdy jest dojrzala nie powoduje zidiocenia a Ty bredzisz bredzisz i jeszcze raz bredzisz zaslaniajac sie slabymi argumentami. Ocknij sie chlopie bo zal czytac ze tak sie mazgaisz dla wariatki.


oooooo, faniks ubrała w słowa moje myśli
popieram całym sercem
zajmij się w końcu sobą, bo naprawdę żal czytać, co piszesz

35

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Omotała Cię, oszukała... jak dla mnie cwana manipulantka, bez uczuć, psychopatka.
Popłaczesz,wyleczysz się, i obyś odrobił lekcje i znalazł inną.

36

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Bliska mi osoba z rodziny tak się zachowywała. Nie wiem, czy to choroba dwubiegunowa, bo to chyba wygląda trochę inaczej i "jazdy" trwają dłużej.  Szczerze mówiąc do dziś zastanawiam się, czy to choroba (jaka?) czy inne zaburzenie psychiczne.
Z jednej strony była osobą do rany przyłóż, do pogadania absolutnie o wszystkim, bardzo chętna do pomocy, a z drugiej potrafiła wyzwać od najgorszych i zamienić miły dzień w istny horror. Nie biła, ale w nieporozumieniach zawsze sięgała po przemoc psychiczną i mówiła dokładnie to, co wiedziała, że Cię dotknie, wypominała wszystko. Człowiek nie miał prawa przeciwstawić jej się w niczym, nawet w tak głupiej sprawie jak pójście do sklepu, bo ona chce żebyś poszedł właśnie teraz. Gdy odmówisz zaczyna się jazda, mimo, że chwilkę wcześniej siedziałeś i piłeś z nią herbatę fajnie rozmawiając.
Do tego była bardzo przewrażliwiona na swoim punkcie i wszelką, najlżejszą krytykę przyjmowała jako atak i odpowiadała w znany już Tobie sposób. Nie rozmawiała z NIKIM bliskim z rodziny, z mężem żyła gorzej niż pies z kotem. Potrafiła przy ludziach rzucić mu sznur i powiedzieć :"Idź się powieś" dorzucając do tego wyzwisko. Zresztą to było jedno z jej ulubionych zajęć, poniżanie najbliższych, gdy ktoś patrzył, gdy ktoś słyszał. Ona nazywała to szczerością, mówiła że nie wstydzi się, że ma głupie dzieci, męża, wnuki, dlatego robiła im awantury na ulicy, w autobusie, czy w domu przy gościach.

Z drugiej strony momentalnie zjednywała sobie ludzi, nie miała problemów z poznawaniem innych i nawiązywaniu przyjaźni, gdziekolwiek by nie poszła. Zawsze robiła świetne wrażenie, była zadbana i elegancka. Ludzie dziwili się bardzo, gdy płakała mówiąc, że ma zawistnych sąsiadów, złe dzieci, nie interesujące się matką. Wszystko do czasu, gdy ktoś ją poznał bliżej.

Do błędu nigdy się nie przyznała. Co najwyżej przez chwilę milczała, ale wtedy Ty nie miałeś prawa ciągnąć tematu i przypominać jej o błędzie. Wielką rzeczą będzie, gdy w ramach cichych przeprosin kupi Ci np. Twoją ulubioną czekoladę i położy na stole nie mówiąc nic, nawet nie patrząc na Ciebie.

Nie przeprosi NIGDY. NIGDY nie przyzna się do błędu, cokolwiek by się działo zawsze będziesz winien Ty.

Rozumiem, że jedziesz na wspomnieniach o dobrych chwilach, bo te osoby takie właśnie są, z jednej strony super życzliwe, ale z drugiej strony są potworami. Wierz mi, że człowiek zdrowy psychicznie nie ma szans z takim człowiekiem. Dzieci stają się takie jak ona, jeśli chcą znormalnieć muszą się od niej całkowicie odciąć, natomiast najbliżsi (jak np. mąż) stają się w końcu marionetkami bojącymi się otworzyć usta, by nie powiedzieć nic złego, a w końcu i tak słyszą pretensje, że nie mają charakteru ani własnego zdania.

Dlaczego chwali się, że już z kimś spała? Tobie tego powiedzieć nie może, przecież jest zła. Rozpowie więc o tym odpowiednim osobom, tak, by mieć pewność, że informacja trafi do Twoich uszu. To, co mówi wcale nie musi być prawdą, najważniejsze jest to, by Cię zabolało.

Możesz być pewny, że przyjmie Cię z otwartymi ramionami, gdy zdecydujesz się wrócić. Pamiętaj jednak, że gdy kolejny raz wywali Cię za drzwi, dobitnie przypomni Ci, że ostatnio wracałeś jak kundel z podkulonym ogonem.

Wiedz jedno - obojetnie, co zrobisz, nie masz szans, by zadowolić taką osobę i stworzyć z nią normalny związek, dojdzie do tego, że taką hustawką najzwyczajniej na świecie Cię wykończy. Widzę, że masz jeszcze siły i nadzieję. Najwyraźniej byłeś z nią za krótko, by mieć dość, odejść i nie odwracać się za siebie.

37

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Cougarzyca napisał/a:

Bliska mi osoba z rodziny tak się zachowywała. Nie wiem, czy to choroba dwubiegunowa, bo to chyba wygląda trochę inaczej i "jazdy" trwają dłużej.  Szczerze mówiąc do dziś zastanawiam się, czy to choroba (jaka?) czy inne zaburzenie psychiczne.
Z jednej strony była osobą do rany przyłóż, do pogadania absolutnie o wszystkim, bardzo chętna do pomocy, a z drugiej potrafiła wyzwać od najgorszych i zamienić miły dzień w istny horror. Nie biła, ale w nieporozumieniach zawsze sięgała po przemoc psychiczną i mówiła dokładnie to, co wiedziała, że Cię dotknie, wypominała wszystko. Człowiek nie miał prawa przeciwstawić jej się w niczym, nawet w tak głupiej sprawie jak pójście do sklepu, bo ona chce żebyś poszedł właśnie teraz. Gdy odmówisz zaczyna się jazda, mimo, że chwilkę wcześniej siedziałeś i piłeś z nią herbatę fajnie rozmawiając.
Do tego była bardzo przewrażliwiona na swoim punkcie i wszelką, najlżejszą krytykę przyjmowała jako atak i odpowiadała w znany już Tobie sposób. Nie rozmawiała z NIKIM bliskim z rodziny, z mężem żyła gorzej niż pies z kotem. Potrafiła przy ludziach rzucić mu sznur i powiedzieć :"Idź się powieś" dorzucając do tego wyzwisko. Zresztą to było jedno z jej ulubionych zajęć, poniżanie najbliższych, gdy ktoś patrzył, gdy ktoś słyszał. Ona nazywała to szczerością, mówiła że nie wstydzi się, że ma głupie dzieci, męża, wnuki, dlatego robiła im awantury na ulicy, w autobusie, czy w domu przy gościach.

Z drugiej strony momentalnie zjednywała sobie ludzi, nie miała problemów z poznawaniem innych i nawiązywaniu przyjaźni, gdziekolwiek by nie poszła. Zawsze robiła świetne wrażenie, była zadbana i elegancka. Ludzie dziwili się bardzo, gdy płakała mówiąc, że ma zawistnych sąsiadów, złe dzieci, nie interesujące się matką. Wszystko do czasu, gdy ktoś ją poznał bliżej.

Do błędu nigdy się nie przyznała. Co najwyżej przez chwilę milczała, ale wtedy Ty nie miałeś prawa ciągnąć tematu i przypominać jej o błędzie. Wielką rzeczą będzie, gdy w ramach cichych przeprosin kupi Ci np. Twoją ulubioną czekoladę i położy na stole nie mówiąc nic, nawet nie patrząc na Ciebie.

Nie przeprosi NIGDY. NIGDY nie przyzna się do błędu, cokolwiek by się działo zawsze będziesz winien Ty.

Rozumiem, że jedziesz na wspomnieniach o dobrych chwilach, bo te osoby takie właśnie są, z jednej strony super życzliwe, ale z drugiej strony są potworami. Wierz mi, że człowiek zdrowy psychicznie nie ma szans z takim człowiekiem. Dzieci stają się takie jak ona, jeśli chcą znormalnieć muszą się od niej całkowicie odciąć, natomiast najbliżsi (jak np. mąż) stają się w końcu marionetkami bojącymi się otworzyć usta, by nie powiedzieć nic złego, a w końcu i tak słyszą pretensje, że nie mają charakteru ani własnego zdania.

Dlaczego chwali się, że już z kimś spała? Tobie tego powiedzieć nie może, przecież jest zła. Rozpowie więc o tym odpowiednim osobom, tak, by mieć pewność, że informacja trafi do Twoich uszu. To, co mówi wcale nie musi być prawdą, najważniejsze jest to, by Cię zabolało.

Możesz być pewny, że przyjmie Cię z otwartymi ramionami, gdy zdecydujesz się wrócić. Pamiętaj jednak, że gdy kolejny raz wywali Cię za drzwi, dobitnie przypomni Ci, że ostatnio wracałeś jak kundel z podkulonym ogonem.

Wiedz jedno - obojetnie, co zrobisz, nie masz szans, by zadowolić taką osobę i stworzyć z nią normalny związek, dojdzie do tego, że taką hustawką najzwyczajniej na świecie Cię wykończy. Widzę, że masz jeszcze siły i nadzieję. Najwyraźniej byłeś z nią za krótko, by mieć dość, odejść i nie odwracać się za siebie.

Czytając o Twojej bliskiej osobie, miałem wrażenie, ze opisujesz właśnie matkę mojej ex. To była/jest strasznie oschła osoba, nigdy nie mówiąca przepraszam, której wiecznie coś nie odpowiada.
Źle, ponieważ szła do pracy, żle ponieważ ktoś nie zrobił podczas jej obecności obiadu. Córka (moja ex) jest zła, ponieważ...(i tu milion powodów), mąż jest zły ponieważ idzie spać, albo na czas nei wykona jakieś zadanej przez niej pracy domowej itd itd.

Moją ex strasznie to zachowanie irytowało, często płakała mi do słuchawki mówiąc jaką ma matkę, tyrankę. Fazy matki mijały po jakimś czasie i znów była "dobra" (bo do ideału zawsze brakowało) i tak w kółko.
Często mojej ex wspominałem, że miewa podobne zachowania do swojej mamy, ale wtedy zawsze milczała i ciągnęła po czasie dalej swój temat. Niestety jota w jotę powielała zachowanie swojej mamy...

38 Ostatnio edytowany przez Deadpool (2017-06-20 14:33:42)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Moim zdaniem to bardziej border, cyrki pod publiczkę i niepohamowane eksplozje emocji docierające do głębi to ich cecha, psychopaci bardziej nieszczerze to robią i można wyczuć w tym ściemnianie. A miała fazy samookaleczania się?

A i tak z ciekawości, na czym polegały te jej zboczenia seksualne?

39

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Czytając o Twojej bliskiej osobie, miałem wrażenie, ze opisujesz właśnie matkę mojej ex.

Ja to samo myślałam czytając o Twojej ex. Tylko moja babcia nie była oschła, a bardzo otwarta. Największym wrogiem była dla swoich bliskich, których paradoksalnie najbardziej kochała. Pamiętam jak powiedziała w nerwach do swojego wnuka: "Jeden *uj zdechł, drugi został" - ten, który "zdechł" to jej ukochany syn.

Taka osoba nie ma w ogóle empatii, bo wali w drugiego człowieka, właśnie tak by zranić go jak najmocniek, mimo że sama nie chce być tak traktowana (tak jak Twoja ex płacząca i skarżąca się na matkę, ale powielająca jej zachowania). Nie potrafi spojrzeć na siebie krytycznie. Ty nie masz prawa do błędów, nie masz prawa do krytyki, ona z kolei ma je nieograniczone. Nie mam pojęcia, czy da się taką osobę wyleczyć (i na co jest chora), bo nie sądzę, że poszłaby gdziekolwiek na terapię, w końcu to wszyscy wokół są winni, ona problemu nie ma.

O ile Twoja ex ma ciężką sprawę, by się odciąć, bo to jej matka, najbliższa osoba, tak Ty powinieneś wiać jak najdalej i jak najszybciej. Rozumiem, że tęsknisz za jej ludzką stroną, bo takie osoby w dobrych chwilach naprawdę potrafią sprawić, że człowiek czuje się wyjątkowy, ale to są tylko chwile. Zastanów się, czy dla takich chwil warto stać się szmatą do wycierania dla takich osób, bo niestety właśnie tym się w końcu staniesz.

Widzę, że kierujesz się też chęcią pomocy, ale najpierw trzeba by Twoją ex odciąć całkowicie od matki, a potem przekonać, żeby poszła na terapię, być może nawet do psychiatry. Idealnie byłoby gdyby obydwie (ojciec również) poszły po pomoc do specjalisty. Sam sobie odpowiedz, czy widzisz choć cien takiej możliwości.

40

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Deadpool napisał/a:

Moim zdaniem to bardziej border, cyrki pod publiczkę i niepohamowana dzika agresja to ich cecha. Miała fazy samookaleczania się?

A i tak z ciekawości, na czym polegały te jej zboczenia seksualne?

Nie, nie okaleczała się. Natomiast w swoich atakach, po agresji zaczynała płakać i użalać się nad sobą, że zawsze będzie sama, że nikt jej nie kocha, że jak zniknie to wszyscy będą szczęśliwi. Parę razy sugerowała, ze sobie coś zrobi i "wszyscy będą zadowoleni".

Na czym polegały zboczenia seksualne-nie chcę opisywać tutaj ze szczegółami. Po krótce: niepohamowana ochota na seks, zawsze i wszędzie. Nigdy nie bolała ją głowa, nigdy nie powiedziała, ze nie ma ochoty.
W samochodzie, w domu, na parkingu, wszędzie miała ochotę i to sugerowała. Lubiła miejsca publiczne, niezbyt bezpieczne (możliwe przyłapanie). Na basenie itd.
Na początku było to zaskakująco pozytywne, ale później nawet ja jako facet, nie zawsze mialem ochotę (miejsce, zmęczenie...są różne czynniki). I wtedy przy "odtraceniu" widziałem już malujący się foch na jej twarzy.

41

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Cougarzyca napisał/a:
DelfinWawa napisał/a:

Czytając o Twojej bliskiej osobie, miałem wrażenie, ze opisujesz właśnie matkę mojej ex.

Ja to samo myślałam czytając o Twojej ex. Tylko moja babcia nie była oschła, a bardzo otwarta. Największym wrogiem była dla swoich bliskich, których paradoksalnie najbardziej kochała. Pamiętam jak powiedziała w nerwach do swojego wnuka: "Jeden *uj zdechł, drugi został" - ten, który "zdechł" to jej ukochany syn.

Taka osoba nie ma w ogóle empatii, bo wali w drugiego człowieka, właśnie tak by zranić go jak najmocniek, mimo że sama nie chce być tak traktowana (tak jak Twoja ex płacząca i skarżąca się na matkę, ale powielająca jej zachowania). Nie potrafi spojrzeć na siebie krytycznie. Ty nie masz prawa do błędów, nie masz prawa do krytyki, ona z kolei ma je nieograniczone. Nie mam pojęcia, czy da się taką osobę wyleczyć (i na co jest chora), bo nie sądzę, że poszłaby gdziekolwiek na terapię, w końcu to wszyscy wokół są winni, ona problemu nie ma.

O ile Twoja ex ma ciężką sprawę, by się odciąć, bo to jej matka, najbliższa osoba, tak Ty powinieneś wiać jak najdalej i jak najszybciej. Rozumiem, że tęsknisz za jej ludzką stroną, bo takie osoby w dobrych chwilach naprawdę potrafią sprawić, że człowiek czuje się wyjątkowy, ale to są tylko chwile. Zastanów się, czy dla takich chwil warto stać się szmatą do wycierania dla takich osób, bo niestety właśnie tym się w końcu staniesz.

Widzę, że kierujesz się też chęcią pomocy, ale najpierw trzeba by Twoją ex odciąć całkowicie od matki, a potem przekonać, żeby poszła na terapię, być może nawet do psychiatry. Idealnie byłoby gdyby obydwie (ojciec również) poszły po pomoc do specjalisty. Sam sobie odpowiedz, czy widzisz choć cien takiej możliwości.

Niestety nie ma najmniejszego cienia możliwości na to, że moja ex zdecyduje się pójść do lekarza, nie wspominając o jej rodzicach. Zreszta nie mam jakiegokolwiek kontaktu z nimi, zerwał się całkowicie. To jedna z tych niewyobrażalnych rzeczy jak atak kosmitów na Ziemię lub zmiana płci D.Trumpa. Niestety...jej mama jest wszechwiedząca, ojciec nie nadaje się do jakiejkolwiek decyzyjności, a moja ex...no cóż, to ja mam przeciez problem, nie ona. To ja nie potrafiłem spełnić jej oczekiwań, byłem "dzieckiem", które nie dorosło do małżeństwa, nikim...(oczywiście w fazie wrogości, bo po stronie anioła, byłem jej ideałem). Taka propozycja mogłaby się skończyć nasłaniem na mnie jej matki, policji, CBŚ( to w najlepszej opcji), a w najgorszej płatnego zabójcy.

42 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-06-20 14:52:46)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Nie, nie okaleczała się. Natomiast w swoich atakach, po agresji zaczynała płakać i użalać się nad sobą, że zawsze będzie sama, że nikt jej nie kocha, że jak zniknie to wszyscy będą szczęśliwi. Parę razy sugerowała, ze sobie coś zrobi i "wszyscy będą zadowoleni.

Cholera, może ona jest spokrewniona z moją babcią? smile Ukochanym motto mojej babci było: "Biednemu zawsze wiatr w oczy". Ona zawsze była pokrzywdzona, biedna, niesprawiedliwie traktowana, ludzie jej nie rozumieli itp. Że my zrozumiemy jak z niej skarb, gdy jej zabraknie, albo żeby ją zabić i się uszczęśliwić. Z drugiej strony sugerowała dzieciom, że jej nienawidzą, że mają ją za najgorszą (bo mają inne zdanie na jakiś temat).

Moja babcia się nie okaleczała, ale potrafiła sama siebie wyzywać się od najgorszych, gdy np. nie mogła czegoś znaleźć, albo niszczyć rzeczy (np. gdy obrus się zaczepił, to potrafiła się wściec i go porwać).

Czy to naprawdę jest border? Ja myślałam, że u borderów chwile dobre i złe to fazy, które trwają dłużej (np. miesiąc tak i miesiąc tak), bo w tym przypadku mamy zmiany humoru dosłownie w ciągu chwili.

DelfinWawa napisał/a:

Niestety nie ma najmniejszego cienia możliwości na to, że moja ex zdecyduje się pójść do lekarza, nie wspominając o jej rodzicach. Zreszta nie mam jakiegokolwiek kontaktu z nimi, zerwał się całkowicie. To jedna z tych niewyobrażalnych rzeczy jak atak kosmitów na Ziemię lub zmiana płci D.Trumpa. Niestety...jej mama jest wszechwiedząca, ojciec nie nadaje się do jakiejkolwiek decyzyjności, a moja ex...no cóż, to ja mam przeciez problem, nie ona. To ja nie potrafiłem spełnić jej oczekiwań, byłem "dzieckiem", które nie dorosło do małżeństwa, nikim...(oczywiście w fazie wrogości, bo po stronie anioła, byłem jej ideałem). Taka propozycja mogłaby się skończyć nasłaniem na mnie jej matki, policji, CBŚ( to w najlepszej opcji), a w najgorszej płatnego zabójcy.

Moje pytanie było czysto retoryczne, bo Twoja ex i jej matka są inną wersją mojej babci, a ojciec to wypisz wymaluj mój biedny dziadek, który odżywał, gdy babci nie było przez kilka dni w domu. A propos policji, moja babcia potrafiła nasłać policję na swoje dzieci smile Potrafiła czatować pod szkołą i prowadzić mnie do lekarza na badania, bo podejrzewała, że mama daje mi cukierki z trucizną, brat miał być wykorzystywany seksualnie przez ojca. Doszło do tego, że trzeba było straszyć ją sądem i zakazem zbliżania, by odpuściła.

43

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Dowiedziałem się, ze te zmiany niekoniecznie trwają długo. Ja zaobserwowałem zmiany 1 dniowe (tzw powstania warszawskie) i tygodniowe (III wojna światowa).
Może popełniam błąd, bawiąc się w diagnozowanie, ale naprawdę przeczytałem już wszystko, co tylko było możliwe. Od fachowych publikacji i książek, po  zwykłe rozmowy na forum i przykłady innych osób. Border wpisuje się w moją ex wręcz idealnie. Każdy punkt, zachowanie, powód, sytuacje (oprócz okaleczania się).  Brak empatii, a jeżeli już to chwilowa, raczej na pokaz. A w zamian bombardowanie "miłością" i dobrymi uczynkami. Naprawdę, nikt tak w okół mnie nie skakał i nie dmuchał jak ona. Ale wtedy szybko oczekiwała czegoś w zamian. Każdorazowo bałem się, gdy coś dla mnie robiła, ponieważ wiedziałem, że robi to warunkowo.
Zauważyłem, że ona jest nauczona, by miłość lub zainteresowanie kupować właśnie poprzez takie dobre uczynki.

Ps. Chyba, że znajduję się w Truman Show i to ja mam problem smile

44

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Delfin, ja właśnie poszłam szukać i faktycznie, to jest borderline. Ja to pomyliłam z chorobą dwubiegunową.

"Najbardziej typowe dla osobowości borderline jest niezwykle silne pragnienie bardzo bliskiej, wyłącznej relacji z drugą osobą i jednoczesny lęk dwojakiego rodzaju. Po pierwsze lęk przed „pochłonięciem” przez drugą osobę, a po drugie – lęk przed porzuceniem przez nią. Prowadzi to do stanu silnego napięcia emocjonalnego. Często zdarza się, że w sytuacji takiego napięcia emocjonalnego osoby te podejmują próby samobójcze, okaleczają się, doświadczają przemijających stanów psychotycznych (np. urojeń prześladowczych). "

"Należy również wspomnieć o nadużywaniu substancji psychoaktywnych, zaburzeniach odżywiania się oraz perwersjach seksualnych. "

Więcej poczytasz tutaj:

https://psychiatria.mp.pl/zaburzenia_os … cje-ogolne

Ja też lecę się douczać, bo wychodzi, że moja babcia miała to samo. Dobrze, że otworzyłeś ten wątek i dzięki pomocy innychw końcu dowiedzieliśmy się o co chodzi. smile

Trzymam kciuki za Ciebie i z całego serca życzę wytrwałości w trzymaniu się jak najdalej od takich ludzi!

45

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

To wyglada bardzo borderowo, ale ktos kto cierpi na zaburzenia narcystyczne z jakimis elementami histrionicznymi (czy w odwrotnym poloczeniu jest histrionikiem z silnym elementem narcystycznym), moga byc podobne jazdy. Takie osoby uwazaja sie za pepek swiata, zawsze musza byc w centrum uwagi, dramatyzuja na kazdym kroku, unikaja odpowiedzialnosci, manipuluja bliskimi i maja bardzo plytki afekt (stad wyznania milosci po kilku tygodniach). Cechuja je tez nieodpowiednie zachowania seksualne, tj. sa zawsze prowokujace, nawet jezeli sytuacja jest kompletnie do tego niedopasowana (uwodzenie np. wdowca na pogrzebie). Maja tez zwykle wielu partnerow seksualnych, ale bardzo rzadkie stale zwiazki.

46

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Niw bede mowic jakie Twoja byla ma zaburzenia, opis pasuje raczej do wielu, a ja nie jestem ani psychologiem ani psychiatra. Ja zachowywalam sie troche podobnie ale nie az tak jak Twoja byla jak mialam 15-17 lat z pierwszym chlopakiem, ale dojrzalam i juz nie wyobrazam sobie tak zachowac. W pewnym wieku jest to do wybaczenia, nastolatka moze sie zmienic, ale ciezej u doroslej osoby. Jedyne co mogles zrobic to powiedziec, by poszla  a terapie, bo takich zaburzen zwlaszcza w doroslym wieku nie powinno sie zostawic samym sobie, ale pewnie i tak by nie poszla. Z tego co opisujesz ona niestety nie widzial zadnej winy w sobie. Nic dziwnego, ze zwiazek byl spisany na kleske. Uwierz nie mogles zrobic nic wiecej i nie masz za co sie obwiniac. To lna chciala zamknac Cie w domu i zadala pewnie deklaracji kiedy nedzie slub jak piszesz juz po miesiacu. Co innego luzno pogadac o slubach by wiedziec jakie druga osoba ma zdanie i czy pasujemy do siebie, a co innego naciskac i zachowywac sie tak jakby facet juz po miesiacu zwiazku powinien juz planowac slub. To jest chore.

Do tego zakazywanie kontaktow ze znajomymi, wiesz nie wyobrazam sobie na to zgodzic pamietaj w nastepnym zwiazku ze nie powinienes rezygnowac z czegos co jest nornalne. Kontakt ze znajomymi jest potrzebny a jak sam widzisz Twoja byla i tak zawsze znalazla powod do awantury.

Cierpisz po tym zwiazku, niepotrzebnie sie obwiniasz dlatego radzilabym Ci isc do terapeuty to zaden wstyd, a przepracujesz to. Do tego moze dzieki temu nie zwiazesz sie juz z taka osoba, bo bedziesz pewniejszy siebie itp.

47

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Delfin, myślę że ten artykuł Cię zainteresuje:

http://emocje.pro/zwiazki-romantyczne-j … orderline/

48

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Cougarzyca napisał/a:

Delfin, myślę że ten artykuł Cię zainteresuje:

http://emocje.pro/zwiazki-romantyczne-j … orderline/

Słowem w sedno. Artykuł daje dużo optymizmu, ale tylko pod warunkiem, że partner zdiagnozuje objawy na samym początku. A niestety mało kto posiada taką świadomość, ponieważ na samym początku czujesz się jak w niebie i jak każdy-masz dużą tolerancję na problemy, których niestety w tym przypadku nie należy bagatelizować.

Niestety w moim przypadku zdałem sobie sprawę z "zagrożenia" zbyt późno. Ale całość artykułu wypisz wymaluj...

49 Ostatnio edytowany przez Deadpool (2017-06-20 18:05:08)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Nie wiem nic o uzależnieniach borderów ale zainspirowałeś mnie dzisiaj do opisania kogoś kogo określiłbym jako psychopatę (kobietę) którą poznałem. Mimo że opisy wrzucane przez ludzi w necie mogą być podobne i zachowania też to borderzy generalnie używają języka pełnego emocji, psychopaci zimno kalkulatywnej chodnej logiki (poza momentami gdzie fejkują emocje i chcą na innych wpływać bo też to potrafi być drama queen ale nienaturalny, skrzywiona mowa ciała i poczucie "coś tu nie gra" odczuwane przez otoczenie)

50

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Deadpool napisał/a:

Nie wiem nic o uzależnieniach borderów ale zainspirowałeś mnie dzisiaj do opisania kogoś kogo określiłbym jako psychopatę (kobietę) którą poznałem.

Przeczytałam Twój opis i szczerze mówiąc czasem aż zastanawiałam się, czy nie fantazjujesz, czy tacy ludzie naprawdę istnieją...

51

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Nie ta istniała naprawdę. Gdyby nie to że znajomość była 9 lat temu to pewnie dokładniej bym opisał bo i więcej pamiętał a tak to tylko te sytuacje które najbardziej na emocje oddziaływały. Jedyne co nie pasuje to fakt że psychopaci wchodzą z ludźmi w relację kat/ofiara. No ale może po prostu tutaj wyznaczanie takiej zdecydowanych granic spowodowało że nie było między nami takiej zależności?

Generalnie kobiety psychopatki też istnieją. Ten chłód jest nieprawdopodobny, żaden człowiek nawet z depresją nie jest tak lodowato obojętny na wszystko dookoła.

52

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Deadpool napisał/a:

No ale może po prostu tutaj wyznaczanie takiej zdecydowanych granic spowodowało że nie było między nami takiej zależności?

Chyba każdy związek polega na wyznaczaniu i szanowaniu swoich granic.
O tyle "dobrze", że Twoja znajoma znajdowała przyjemność w krzywdzeniu siebie, a nie innych - a jeśli już to, jak zrozumiałam, za ich pozwoleniem.

53

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Aleś elaborat napisał.. Powiem krótko- 3maj się. Czy dobrze zrobiłeś? Wsłuchaj się w siebie. W to co podpowiada ci twój wewnętrzny głos. I najważniejsze - nie rozpamiętywuj. tak, siak czy owak. Po prostu żyj. Zamknąłeś pewien rozdział życia. Żyj dalej.

54

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

A czy ktoś z Was miał podobną sytuację, w której wystapiła "wielka miłość", później lawina pretensji przeplatana rzekomym "uczuciem" i na koniec zerwanie na pstryknięcie palcem, wyrzucenie z domu z wielkim hukiem, brak chęci na rozmowę, a później przy znajomych pretensje, ze "partner nie zawalczył"?

55

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

chłopie, czy Ty żyjesz w próżni?
poczytaj sobie artykuly chociażby na tym forum, to się dowiesz, czy ktoś tak miał

bo na razie to sie strasznie egoistycznie skupiasz na sobie i tylko Ty, Ty i Ty

56

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
_v_ napisał/a:

chłopie, czy Ty żyjesz w próżni?
poczytaj sobie artykuly chociażby na tym forum, to się dowiesz, czy ktoś tak miał

bo na razie to sie strasznie egoistycznie skupiasz na sobie i tylko Ty, Ty i Ty

Tak, założyłem ten temat, by skupić się na sobie. Gdy będę się chciał skupić na kimś innym, lub innej problematyce, zajrzę na inne tematy i tam się udzielę.

57

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Pomijając już etykietkę, bo tak właściwie, to nikt nie będzie wiedział na pewno o ile nie będzie miał możliwości obserwacji Twojej ex, to już jej zachowania i reakcje jakie wywołuje w Tobie są widoczne jak na dłoni. Wpędzenie w poczucie winy jest jednym z najsilniejszych sposobów na przywiązanie drugiej osoby do siebie. Jeżeli ktoś ma predyspozycje zajmie to mniej czasu, jeżeli ktoś nie ma predyspozycji, to z czasem i te powstaną, bo nie ma człowieka bez słabości i czas jest tylko potrzebny aby te słabości zlokalizować, a następnie ich użyć.
Twoja ex stworzyła obraz siebie jako osoby skrzywdzonej przez matkę, bezbronnej, potrzebującej wsparcia, pomocy, bliskości i miłości. Taka „nieszkodliwa” osóbka zaczęła Cię bombardować miłością i jak tu się nie zakochać w takim „nieszkodliwym” ideale, który Ciebie stawia na piedestale. Naturalnym odruchem jest otoczenie jej opieką i odwzajemnienie ogromnej miłości, nawet jeśli takiej jeszcze nie odczuwałeś. Pojawił się wewnętrzny przymus aby utrzymać kroku w uczuciach i ich okazywaniu wobec tak wspaniałej i „nieszkodliwej” osoby i choć robiłeś to wbrew sobie to i tak czułeś się bezpiecznie, bo w końcu ona taka bezbronna i potrzebująca opieki... To jest zalążek poczucia winy i mechanizmu działania jaki zaczęliście wspólnie tworzyć.
Z czasem jej żądania weszły w inne sfery, zaczęły dotyczyć coraz większej ilości spraw, a Ty robiłeś dokładnie tak jak Ci kazała, bo ona tak naprawdę jest dobrym, nieszkodliwym człowiekiem, wink który został pokrzywdzony przez (tu wpisz co chcesz) i chciałeś zrobić to czego żąda, bo nie chciałeś jej krzywdzić odmową i wmawiałeś sobie, że to wszystko dla waszego wspólnego dobra. Przesuwały się kolejne granice, bo czymże jest Twoja granica tego co dopuszczalne i nie, czymże Twoje potrzeby, w porównaniu z „drobniutkimi” prośbami, rozkazami i potrzebami tej biednej, potrzebującej Twojej pomocy osóbki wink I zaczęła się ostra jazda bez trzymanki bo mechanizm został już wypracowany i wdrożony na mniejszą skalę, czas więc na większą tongue Teraz pod byle pretekstem krzywdziłeś ją wielce i zarzucała Ci, że nie kochasz, ranisz itp, itd w ten deseń. Ty czułeś się winny non stop i swoje zachowania dostosowywałeś do tego co jej odpowiadało, bądź wydawało Ci się, że będzie jej odpowiadało (zacząłeś się ostro autocenzurować zanim jeszcze doszło do kolejnego focha i kłótni).
Wszystko po to, żeby pokazać jak Ci zależy, żeby odwzajemnić wielką miłość, żeby nie skrzywdzić po raz kolejny tej biednej istotki... Wina została wpojona i teraz wystarczyło odpowiednio nią grać. Nawet jeśli jest już Twoją ex, to wina pozostała i pustka... bo nie ma już kto na tej winie grać, a to sprawia, że odczuwasz pustkę i poczucie winy...
Na Twoim miejscu postarałabym się wyrwać z tego kręgu poczucia winy, bo on może się toczyć bardzo długo, bo sam go napędzasz już bez jej pomocy. Dopóki będziesz się kręcił, dopóty o normalnych relacjach możesz zapomnieć. Będziesz wchodził w kolejne związki toksyczne, gdzie Twoje poczucie winy będzie mocno eksploatowane i postarasz się o to, by partnerka o ile nie będzie miała predyspozycji do grania na tej winie, to wpędzisz ją w taką rolę. Zamiast więc zmieniać otoczenie, rozmawiać z psychologiem o swoich ex, zacznij rozmawiać o sobie, bo jest o czym...

58 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2017-06-21 11:53:56)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Ostatnio trafiłem na taki artykuł:
"6 sygnałów, że twój partner jest psychopatą. Jak rozpoznać, że wasz związek jest toksyczny?"

https://kobieta.wp.pl/6-sygnalow-ze-two … 490673793g

Przeczytaj sobie i nawet nie myśl wracać do tej baby. A takich jak ona to na świecie jest niestety sporo.
Kobita nadaje się do leczenia a nie do związków.

59

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Klio napisał/a:

Pomijając już etykietkę, bo tak właściwie, to nikt nie będzie wiedział na pewno o ile nie będzie miał możliwości obserwacji Twojej ex, to już jej zachowania i reakcje jakie wywołuje w Tobie są widoczne jak na dłoni. Wpędzenie w poczucie winy jest jednym z najsilniejszych sposobów na przywiązanie drugiej osoby do siebie. Jeżeli ktoś ma predyspozycje zajmie to mniej czasu, jeżeli ktoś nie ma predyspozycji, to z czasem i te powstaną, bo nie ma człowieka bez słabości i czas jest tylko potrzebny aby te słabości zlokalizować, a następnie ich użyć.
Twoja ex stworzyła obraz siebie jako osoby skrzywdzonej przez matkę, bezbronnej, potrzebującej wsparcia, pomocy, bliskości i miłości. Taka „nieszkodliwa” osóbka zaczęła Cię bombardować miłością i jak tu się nie zakochać w takim „nieszkodliwym” ideale, który Ciebie stawia na piedestale. Naturalnym odruchem jest otoczenie jej opieką i odwzajemnienie ogromnej miłości, nawet jeśli takiej jeszcze nie odczuwałeś. Pojawił się wewnętrzny przymus aby utrzymać kroku w uczuciach i ich okazywaniu wobec tak wspaniałej i „nieszkodliwej” osoby i choć robiłeś to wbrew sobie to i tak czułeś się bezpiecznie, bo w końcu ona taka bezbronna i potrzebująca opieki... To jest zalążek poczucia winy i mechanizmu działania jaki zaczęliście wspólnie tworzyć.
Z czasem jej żądania weszły w inne sfery, zaczęły dotyczyć coraz większej ilości spraw, a Ty robiłeś dokładnie tak jak Ci kazała, bo ona tak naprawdę jest dobrym, nieszkodliwym człowiekiem, wink który został pokrzywdzony przez (tu wpisz co chcesz) i chciałeś zrobić to czego żąda, bo nie chciałeś jej krzywdzić odmową i wmawiałeś sobie, że to wszystko dla waszego wspólnego dobra. Przesuwały się kolejne granice, bo czymże jest Twoja granica tego co dopuszczalne i nie, czymże Twoje potrzeby, w porównaniu z „drobniutkimi” prośbami, rozkazami i potrzebami tej biednej, potrzebującej Twojej pomocy osóbki wink I zaczęła się ostra jazda bez trzymanki bo mechanizm został już wypracowany i wdrożony na mniejszą skalę, czas więc na większą tongue Teraz pod byle pretekstem krzywdziłeś ją wielce i zarzucała Ci, że nie kochasz, ranisz itp, itd w ten deseń. Ty czułeś się winny non stop i swoje zachowania dostosowywałeś do tego co jej odpowiadało, bądź wydawało Ci się, że będzie jej odpowiadało (zacząłeś się ostro autocenzurować zanim jeszcze doszło do kolejnego focha i kłótni).
Wszystko po to, żeby pokazać jak Ci zależy, żeby odwzajemnić wielką miłość, żeby nie skrzywdzić po raz kolejny tej biednej istotki... Wina została wpojona i teraz wystarczyło odpowiednio nią grać. Nawet jeśli jest już Twoją ex, to wina pozostała i pustka... bo nie ma już kto na tej winie grać, a to sprawia, że odczuwasz pustkę i poczucie winy...
Na Twoim miejscu postarałabym się wyrwać z tego kręgu poczucia winy, bo on może się toczyć bardzo długo, bo sam go napędzasz już bez jej pomocy. Dopóki będziesz się kręcił, dopóty o normalnych relacjach możesz zapomnieć. Będziesz wchodził w kolejne związki toksyczne, gdzie Twoje poczucie winy będzie mocno eksploatowane i postarasz się o to, by partnerka o ile nie będzie miała predyspozycji do grania na tej winie, to wpędzisz ją w taką rolę. Zamiast więc zmieniać otoczenie, rozmawiać z psychologiem o swoich ex, zacznij rozmawiać o sobie, bo jest o czym...

Opis trafił słowem w sedno. Tak, jakbym przeczytał krótką biografię, opis sytuacji, która mnie spotkała. Nawet nie wiem, co mógłbym jeszcze dodać.
Na początku posiadałem granice i mocno je stawiałem będąc zdystansowany i trzeźwo myślący. No ale, jak zostało wspomniane wielokrotnie: "ona tyle dla mnie robiła, tak skakała, wręcz chodzący ideał", że sam zacząłem miewać wyrzuty sumienia i popuszczałem stopniowo, a to był mój największy błąd. Oczywiście nie należy być w życiu i nie można być tyranem, stawiając tylko na swoim, ale uszanowanie wzajemnych granic to podstawa moim zdaniem każdego związku. Zauważyłem, że gdy jeszcze byłem dla niej nie dostępny, wszystko było idealne, lecz gdy już po niecałym roku odpuściłem, oddałem się tej "miłości", wtedy zaczęło się piekło, pretensje się kumulowały a wybuchy stawały się częstsze i nie do zniesienia. Jest to opis typowy dla Borderline i wpasowuje się w jej poprzednie relacje. Łatwo zyskiwała przychylność mężczyzn. Bezgraniczne rozmowy, z erotycznym tłem, kokietowanie, kto by się nie skusił. A gdy się już skusili, zostali odrzuceni i odsunięci. Ja wytrwałem ponad rok, tylko poprzez moją początkową niedostępność, w innym wypadu, związek skończyłby się naprawdę szybko.

Dużo czytałem równiez o partnerach takich osób i tutaj nie jestem wyjątkiem, w obecnie przeżywanych emocjach, niskiej samoocenie, poczuciu winy i totalnym wypluciu.
Potrzeba czasu i oczywiście całkowitego odizolowania sie od ex partnerki co już uczyniłem (a raczej ona za mnie). Wizyty u psychologa zamieniłem na rozmowy o mnie, czasem tylko zahaczając o tematykę ex (sam potrzebuję odrobiny rozmowy w tym temacie).  Nie wiem ile minie czasu, aż uda mi się stanąć na nogi. W chwili obecnej staram się oddychać, żyć normalnie bez zaniedbywania obowiązków i znajomych. Często wracają myśli, o jej dobrej stronie, również tęsknota i nostalgia, w połączeniu z ogromnym wkurzeniem i żalem, że tak zostałem potraktowany, tak szybko zapomniany. Wpierw byłem "miłością jej życia", a już chwilę po rozstaniu, tylko epizodem. Teraz krew mnie zalewa, gdy dowiaduję się o jej flirtach, "przygodach", nawet tęsknocie do jakiś mężczyzn, których poznała w internecie, ale ją "olali". Z kim ja do cholery byłem...zupełnie inna osoba!

60

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
DelfinWawa napisał/a:

Z kim ja do cholery byłem...zupełnie inna osoba!

Dokładnie. Byłeś z obrazem stworzonym na potrzeby nawiązania silnej relacji między wami. Mężczyźni, którzy będą z nią później też będą spotykali się z obrazem stworzonym na ich potrzeby.
Co do tych wszystkich mężczyzn to jest to również standardowa w związkach z takimi ludźmi triangulacja.
Poznanie tego co Cię spotkało jest etapem w wychodzeniu w tego bagna, ale nie babraj się w tym zbyt długo i intensywnie, bo okaże się, że związku już dawno nie ma, a Ty będziesz tkwił w nim mentalnie. W końcu trzeba z bagna wyjść. Dopiero zaczynasz, ale zmierzasz w dobrym kierunku.

61 Ostatnio edytowany przez Olinka (2017-06-22 12:09:24)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Cougarzyca napisał/a:
Deadpool napisał/a:

No ale może po prostu tutaj wyznaczanie takiej zdecydowanych granic spowodowało że nie było między nami takiej zależności?

Chyba każdy związek polega na wyznaczaniu i szanowaniu swoich granic.
O tyle "dobrze", że Twoja znajoma znajdowała przyjemność w krzywdzeniu siebie, a nie innych - a jeśli już to, jak zrozumiałam, za ich pozwoleniem.

Tak każdy związek (ze zdrowego założenia) na tym polega.

Co do krzywdzenia innych przeoczyłem w tym opisie (jak to bywa z monologami) jeszcze jedną ważną rzecz, której dowiedziałem się kilka dni przed ostatecznym zerwaniu znajomości. Nie wiem czy to prawda, może tak tylko opowiadała ale to było straszne

Mówiła że mieszkał do niedawna z nimi przez kilka miesięcy syn ciotki (od strony ojca, który notabene był policjantem i wspominała ona o "patriarchacie w domu", którym gardziła no ale to inna historia) Ten chłopak był niepełnosprawny. Tzn. upośledzony umysłowo. Miał problemy z komunikowaniem się z ludźmi. Opowiadała wtedy o nim używając określeń "niedorozwój" "podczłowiek" "debil" "pojeb" i tego typu epitety. To był przypadek znęcania się nad członkiem rodziny, mówiła o tym jak kilka razy go pobiła i skopała. Robiła to jak byli sami w domu. On wtedy płakał i uciekał ale nie miał gdzie bo to było małe mieszkanie, a ta go ścigała, czasem zamykała na klucz w szafie. W końcu wyszło to na jaw jak jej ojciec odkrył że dzieciak ma sińce.
To zmieniła taktykę - od tamtej pory zamiast go bić raziła go paralizatorem, podduszała rękoma albo kłuła igłami.
Przeżyłem następny szok ale resztkami sił nie dając po sobie tego poznać zapytałem ją po co to robi, przecież ten dzieciak nie jest dla nim zagrożeniem. Odpowiedziała że nie o to jej chodzi. Że to nie kwestia zagrożenia, po prostu jak to robiła to schodziło z niej ciśnienie, to było takie lekarstwo na nudę, takie przerzucanie wewnętrznej frustracji na kogoś kto był pod ręką i że dawało jej to ukojenie, rodzaj błogostanu.
Podsumowała tego dzieciaka że tacy są tylko obciążeniem dla siebie samych i dla każdego kto ich otacza, nie dają żadnego wkładu i że najlepiej by było jakby się jak najszybciej zabił. Że takich ludzi powinno się eliminować ze społeczeństwa. On jak ją widział to uciekał przed nią, mówiła jak raz celowo zostawiła otwarty balkon i poszła do pokoju obok żeby go wystraszyć. Chłopak uciekł do jej pokoju i wybiegł na ten balkon. Podeszła do niego wtedy. Tego tekstu też nie zapomnę.
"Wtedy wyszłam za nim na balkon. Stał przy barierce. Podeszłam jeszcze bliżej i czekam aż wejdzie na nią i wyskoczy. Z trzeciego piętra miałby minimalne szanse. Zaczęłam syczeć, to go zawsze przerażało. Ale on nie próbował skakać, skulił się i zakrył głowę rękami. Nachyliłam się nad nim i dźgnęłam go kilka razy sycząc, ten się prawie na ziemi położył, bał się wysokości. Chciałam go podsadzić na barierkę ale rozejrzałam się najpierw i niedaleko bloku spacerowało kilka osób, byliby świadkowie.  Złapałam go za rękę, wciągnęłam do domu i rzuciłam na podłogę"

[wulgaryzm] nawet jak to piszę po tylu latach to mi się włosy jeżą....

62

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Dobra doczytałam do tekstuEla jest Narcyzem

Bycie z taką kobietą, to męka.Sam spójrz jak wygląda jej życie rodzinne.To samo Ci serwowała . ...co mamusia.A zaznaczam, że to początek był Twojego bytowania z nią.Co będzie za 2, 5, 10 lat? Strach się bać.Zero satysfakcji w związku....nie odczułbyś radości z bycia razem.A jedynie bezustanne fochy.Ona ma też zaburzenia psychiczne.Nikt nie potrafi, tak szybko przejść z jednej sytuacji w drugą...Mam tu na myśli złości jej na Ciebie, a potem jak sarenka wskoczyła Ci na kolana.....Totalnie apodyktyczna, egocentryczna osobowość.Ciesz się, że z tego uciekłeś.Bo ona miała takie w domu priorytety, że zabiła by w Tobie radość życia.

63

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Summertime napisał/a:

Dobra doczytałam do tekstuEla jest Narcyzem

Bycie z taką kobietą, to męka.Sam spójrz jak wygląda jej życie rodzinne.To samo Ci serwowała . ...co mamusia.A zaznaczam, że to początek był Twojego bytowania z nią.Co będzie za 2, 5, 10 lat? Strach się bać.Zero satysfakcji w związku....nie odczułbyś radości z bycia razem.A jedynie bezustanne fochy.Ona ma też zaburzenia psychiczne.Nikt nie potrafi, tak szybko przejść z jednej sytuacji w drugą...Mam tu na myśli złości jej na Ciebie, a potem jak sarenka wskoczyła Ci na kolana.....Totalnie apodyktyczna, egocentryczna osobowość.Ciesz się, że z tego uciekłeś.Bo ona miała takie w domu priorytety, że zabiła by w Tobie radość życia.

Właśnie jej dom rodzinny dawał mi zawsze najwięcej do myślenia. Bałem się, że ona może mieć podobne zapędy do takich zachowań, ale wierzyłem w to, że tak nie będzie. Przecież sama się uskarżała na swoją mamę, płakała mi do słuchawki, kłóciła się z nią, mówiła na nią "mama wariatka" gdy ta miała swoje fazy i ataki. Myślałem, że widzi i wie, co takie zachowanie może zaserwować bliskim, ale jak już pisałem, sama nie potrafiła dostrzec podobnych zapędów u siebie. To było życie w napięciu, zadowalaniu jej i braku odwagi już nawet na wyrażenie swojego zdania. A ataki padały z każdej strony, nawet przy zmywaniu naczyń w jej domu starałem się żartować, ironizować, jak to bywało na codzień, to wytknęła mi że mam jej tak nie traktować przy jej mamie bo co ona sobie pomyśli. Zapytałem w głębi duszy: ale jak traktować? Przecież się śmialiśmy, żartowaliśmy. A ona potraktowała to nagle jako atak i ugodzenie w jej osobę...szok, nie tylko jeden.

To był "tylko" rok, ale zacząłem sobie wmawiać, że to ja się nie staram, ze to ja jestem winny i to ja powoduję jej zachowania. Zacząłem przyjmować naszą relację jako normę, jakby każdy miał dokładnie tak samo i to normalne. Nie chcę natomiast, by ktoś myślał, że teraz tylko oczerniam i szukam dziury w całym. Mógłbym się rozpisywać nad jej dobrą strona, tą wręcz anielską, ale nie wiem czy jest to słuszne. Po prostu, po jednej stronie barykady była królową aniołów wyprowadzającą mnie ponad wyżyny, byłem największym ideałem. A z drugiej...to już wszyscy wiemy.

64 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-06-22 12:35:05)

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Delfin, to co opisujesz jest w pełni naturalne po zderzeniu 'normalnego' człowieka z osobą o podobnym do Twojej Ex zaburzeniu.
Rok - to bardzo dużo.

Teraz przechodzisz przez okres dochodzenia do siebie. To Twoje pierwsze doświadczenie z osobą z (prawdopodobnie ) BPD/NPD ? :-)
Jeśli tak,to naprawdę dzielnym,myślącym i wytrzymałym człowiekiem jesteś :-)  Serio.

Spójrz w moje wątki, zabrzmią znajomo.
Możemy tutaj na Twoją Ex złorzeczyć etc - nic to nie zmieni :-) Nie analizuj teraz jej. Robiłeś to przez rok.

Najważniejsze żebyś teraz skupił się na początek na dojściu do siebie, a potem na tym aby nie przełożyć negatywnych skutków tego związku na inną osobę.Będziesz podejrzliwy i nadwrażliwy na zachowania podobne do Twojej Ex. :-)
W przyszłości, bardzo prawdopodobne, znów spotkasz podobną osobę - tym razem będziesz już zahartowany i świadomie będziesz decydował czy trwasz czy nie :-)
Doświadczyłeś teraz uzależnienia od niej, od emocji.

Na razie pilnuj odcięcia się od niej.To konieczne.
Trochę czasu Ci to zajmie,włacznie z 'kalibracją' postrzegania swojego postępowanie, samooceny, co było słuszne ,co nie. :-) Z czasem to zaniknie, a Twoje reakcje złagodnieją.
Kontynuuj pracę z terapeutą.Sam z tego też wyjdziesz ale w dłuzszym okresie i nie w pełni :-)

65

Odp: Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.
Deadpool napisał/a:

To był przypadek znęcania się nad członkiem rodziny, mówiła o tym jak kilka razy go pobiła i skopała. Robiła to jak byli sami w domu. On wtedy płakał i uciekał ale nie miał gdzie bo to było małe mieszkanie, a ta go ścigała, czasem zamykała na klucz w szafie. W końcu wyszło to na jaw jak jej ojciec odkrył że dzieciak ma sińce.
To zmieniła taktykę - od tamtej pory zamiast go bić raziła go paralizatorem, podduszała rękoma albo kłuła igłami.
...
"Chciałam go podsadzić na barierkę ale rozejrzałam się najpierw i niedaleko bloku spacerowało kilka osób, byliby świadkowie..." 
[wulgaryzm] nawet jak to piszę po tylu latach to mi się włosy jeżą....

Z góry przepraszam za offtop.

Chcesz powiedzieć, ze po dziewięciu latach zapamiętałeś słowo w słowo całe fragmenty rozmów z ta dziewczyną, a zapomniałeś (w pierwotnej wersji- dla niezorientowanych- ostatni post tu: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=37335&p=2) jej relacje o upośledzonym kuzynie?

To że podstawiła Ci w pewnym momencie kuper wydało Ci się bardziej szokujące i wyraźniej wskazujące na psychopatię tej osoby, niż psychiczne i fizyczne znęcanie się nad upośledzonym członkiem rodziny i (a przede wszystkim) niż usiłowania zabójstwa?
Tak więc "nie kupuję" Twojej historii (btw moim zdaniem bez związku z historią autora tego tematu), ale traktując tą historię jako taką która mogła się/może gdzieś/kiedyś zdarzyć to zwracam uwagę, że wedle mojej wiedzy, za ww czyny grozi odpowiedzialność karna, odpowiednio bodaj od 3 miesięcy do 5 lat i od 8 lat do dożywocia. Zaś na osobie która ma uzasadnione podejrzenia, że miały miejsce przestępstwo ciąży moralny obowiązek powiadomienia o tychże podejrzeniach odpowiednie służby. Choćby dlatego, żeby zapobiec ewentualnym przestępstwom w przyszłości.
Z usłowania zabójstwa pewnie by się wykpiła, nawet gdyby jakimś cudem znaleźli się świadkowie "syczenia" i dźgania na balkonie, ale już ze znęcania niekoniecznie, biorąc pod uwagę wspomniane siniaki. A narrator nie dość, że puścił bestię samopas w Polskę, nie dość że nie zająknął się nawet o choćby śladowych wyrzutach sumienia z tego powodu, to nawet- jak wynika z tekstu- nie kiwnął palcem żeby pomóc temu chłopakowi, który Bóg wie ile tam mógł cierpieć...

Posty [ 1 do 65 z 86 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Border...? Anioł i diablica w jednej osobie.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024