Hej.
Jeżeli założysz sprawę o alimenty to wcale nie będziesz wredną suką. Po prostu zabezpieczysz interesy dziecka. Tym bardziej jest to bezpieczne rozwiązanie, że pojawiły się nowe przepisy. Ojciec już nie może z zasądzonych przykładowo 500zł zapłacić 50zł i już go komornik nie ścignie tylko ma w ciągu 3 miesięcy uregulować całą należność. Uświadamiałaś go ile dziecko kosztuje, ma to gdzieś i po co Ci teksty, że dziecko może jeść mniej. Ja zwyczajnie nie miałabym ochoty tego słuchać. Dlatego te wszystkie wyliczenia przedstaw w sądzie, a sąd zasądzi odpowiednią kwotę. Podejrzewam, że więcej niż te 500zł nie dostaniesz. Sąd nie będzie Ci współczuł, że mieszkasz sama, a rodzice daleko. Obiektywnie może uznać, że mogłaś dziecko oddać do żłobka i iść do pracy. Skoro on nie chce być z Wami to nie zmusisz go. Masz 1500zł dochodu i nie możesz utrzymać się? wierzę. Może pomyśl nad rozwiązaniem np do września wyjedź do mamy? Nie licz na niego, bądź samodzielnym rodzicem, nie mścij się, a alimenty ureguluj formalnie - wręcz musisz bo gdy on przestanie płacić kwotę na którą się umówiliście będziesz mieć problem.
Niektóre wypowiedzi, które tu czytałam są żałosne. Teksty "trzeba było myśleć przed" - oczywiście, ale mleko się rozlało i trzeba teraz ponieść konsekwencje. Nigdy nie wiemy co nas w życiu spotka. Ja mam 28lat, wykształcenie wyższe, wynajmowałam samodzielnie kawalerkę w dużym mieście, całkiem dobrze zarabiałam. Zakochałam się, wpadliśmy, okazał się strasznym dupkiem, rozstaliśmy się. Jestem w 6 miesiącu ciąży. Nie było mnie stać na wynajem mieszkania dalej. Nie dokłada mi się do wydatków ciążowych, ani kosztów wyprawki. Ba! kiedy ja w panice myślałam o usunięciu dziecka, namawiał mnie, żebym tego nie robiła - ma stałą prace i ja też, ma własne mieszkanie, damy radę! Nie daliśmy, był agresywny i chamowaty. Co zrobiłam? wróciłam do mamy. Co wypłaczę to moje. Próbowałam się dogadać i co? nic usłyszałam, że jestem pazerna, a dziecko nie jest jego. Nawet napisał mi, że ja będąc z nim powiedziałam, że miałam kontakty z innymi mężczyznami i że ja sama nie wiem kto jest ojcem dziecka - bzdura ale długo nie mogłam się pozbierać po tych słowach. Co robię? nie szukam kontaktu. Zbieram faktury i paragony. Szykuję wyprawkę, głaszczę się po brzuchu i marze, że będziemy we dwoje szczęśliwi. Co zrobię po urodzeniu? założę sprawę o alimenty i częściowy zwrot kosztów ciążowych i wyprawki. Chodzę do ginekologa prywatnie - powiedział, że mam chodzić na NFZ. Dupek. Szkoda, że sam chodzi do dentysty prywatnie. Co planuję dalej? dzięki temu, że mieszkam z mamą odkładam na własne malutkie mieszkanie na szczęście mam trochę oszczędności jeszcze z czasów przed ciążą, ale kupię je tu w tej mojej małej mieścinie bo taniej, może załapię się na dopłatę z MDMu... co zrobię po macierzyńskim? może na chwilę wrócę do starej pracy, ale za daleko jest - 60km, nie mogę dziecka tak zostawiać na tyle godzin, a wynajem tam plus żłobek - nieopłacalne więc... będę szukać nowej pracy, ale aż serce mi pęka bo tak lubię tamtą pracę... i wiesz co mnie boli? że on żyje pańskim życiem, pracuje gdzie pracował mieszka gdzie mieszkał, a mi się życie przewróciło do góry nogami. Boli.
Nigdy nie wiemy co nas spotka. Jak miałam 20 lat wiele rzeczy mi się w głowie nie mieściło. Teraz nie osądzam.