Han_Na napisał/a:In vitro jak najbardziej dopuszczam w swoim swiatopogladzie. Najbardziej przeciwni są ci którzy mają co roku nowe dziecko i problem bezpłodności wcale ich nie dotyczy.
Jeśli chodzi o aborcję i ustawę antyaborcyjna to uważam, że ta forma w jakiej jest obecnie jest optymalna. Aborcja jako forma antykoncepcji do mnie nie przemawia bo są inne metody - skuteczne pod warunkiem że się je stosuje. Jeśli ktoś nie stosuje... no cóż seks to zabawa dla dorosłych i trzeba sobie zdawać sprawę ze jej efektem może być ciąża a konsekwencje swoich czynów trzeba ponosic.
Tłumaczenie ze to katolicki kraj jest o dupe potluc. Katolicki jest od ponad 1000 lat. Za minionego ustroju gdzie aborcja była na życzenie na izbie przyjęć baby skrobaly sie na potęgę. W kraju gdzie 90% społeczeństwa to zadeklarowani katolicy. Poza tym podziemie aborcyjne w tym kraju kwitnie - wystarczy przejrzeć ogłoszenia
a te które rzeczywiście tego potrzebują mają problemy. Tajemnica poliszynela jest fakt, że w niektórych województwach legalnej aborcji się nie przeprowadzi nigdzie bo konsultant wojewódzki jest ultrakatolikiem i na to nie pozwala.
Taka opinia jak moja wcale nie jest taka powszechna jakby się mogło wydawać
moim zdaniem kwestie swiatopogladowe lekarza nie mogą mieć wpływu na proces leczenia pacjenta. Tak nie jest.
Kiedyś dyskutowalam z jednym takim na temat in vitro. O dziwo podobno niewierzący. W każdym razie wyraził swoje oburzenie ze jako lekarz nie traktuje istoty ludzkiej z należytym szacunkiem - czytaj dopuszczam in vitro z wszystkimi jego konsekwencjami w postaci mrozenia zarodków. Ponoć są jakieś badania wg których dzieci z in vitro są bardziej obciążone genetycznie. Nie wiem kto to wymyślił ale to bzdura bo dzieci są tak obciążone jak ich rodzice. Owszem zdarzają się mutacje de novo ale są one również u 'normalnych' dzieci.
Rozumiem w czym leży problem. Bo istnieje cienka granicą między medycyna a 'zabawa w Boga'. Mam jednak nadzieję że ona nigdy nie zostanie przekroczona
A ja nie jestem przeciwko in-vitro, ale przeciwko finansowaniu tego z publicznych środków, jeśli ktoś ma taki kaprys, to niech sobie sam zapłaci, to nie jest pierwsza potrzeba, zawsze można dzieci adoptować lub sobie samemu sfinansować. 
Co do aborcji mamy podobne zdanie ten kompromis co jest uważam za dobry.
Też uważam, że dzieci nie biorą się z kapusty.
I trzeba się odpowiednio zabezpieczać, nawet niech stosują te środki wczesnoporonne.
Han_Na mamy bardzo podobny światopogląd, te co najwięcej skrobały w PRLu to teraz pierwsze katoliczki (oczywiście moherowe) i obrończynie życia, dla tego nie przepadam za religiami. To czysta hipokryzja w większości przypadków. Skoro twierdzą, że wierzą, to niech przestrzegają swoich zasad, które papież i tak może zmienić.
Ja się nie zgadzam z ich zasadami (w całości), to nie chodzę tam i się nie jestem chociaż hipokrytą. 