Witam.
Jestem nowa ciesze się, że nie jestem sama z takim problemem. Kochałam kiedyś mężczyznę, zostawiłam go. Wyszłam za mąż ułożyłam sobie zycie. W moim związku nie czuje się kobietą, nie czuje się kochana. Po 10-ciu latach małżeństwa pojawił sie ponownie On.Przepadłam, zatraciłam sie w tym uczuciu. On ma żonę i dziecko. Trwa to od roku.
Nie potrafię sie zdecydować co mam robić. Z jednej strony przyzwyczajenie bierze górę, z drugiej tensknota za Nim.
Dał mi tyle szczęścia, tyle radości, sprawił, że czuje się kobietą. Pomógł mi odzyskać pewność siebie, którą zatraciłam w małżeństwie.
nie widze wyjścia z tej sytuacji. Pojawiają się wyrzuty sumienia wobec obydwu. Męża oszukuje. Drugiego wydaje mi się, że krzywdze.
Po spotkaniu z tym drugim mimo, że daje mi ono wiele radości, emocjonalnie jestem wrakiem, nie potrafię sobie poradzić ze wszechogarniającym mnie smutkiem i tak od roku.
Nie życze takiego rozdarcia żadnej z Was.
wiesz mojego meza tez ciagnie do dawnej milosci....
i moj maz tez nie chce wybrac, albo wybral ale ma wewnetrzna walke
Ja daje stabilizacje... a tamta podniecenie i marzenia....
a wydawalo mi ie, ze malzenstwo to praca nad soba i unikanie takich momentow zeby zrobilo sie "za goraco z kims innym" Ja stosowalam lojalnie ta zasade.
on nie
Jako partner zyciowy czlowieka z takimi problemami jak Twoje odpowiadam: zostaw ich dwoje.
Jeden jest zonaty, nie rob krzywdy jego zonie, ktora tez ma marzenia ale moze nie ma czasu ich wypowiedziec stojac w sklepie po zarelko dla wybranca albo piorac jego skarpetki.
Zostaw w spokoju rowniez tego drugiego. Jesli nie jestes dla niego w 100% to po co chcesz sie wiazac?
Boisz sie staropanienstwa, czy co?
Witam .
Chciałbym zabrać głos w tym temacie . Nadmienie , że mam 24 lata i jest to dobre alibi , zresztą bardzo modne
na tym serwisie , żeby moje racje olać . Pierwsze pytanie - dlaczego ten topik ma AŻ jedenaście stron ?! Przecież
każda historia , niżej tutaj opisana , jest poprostu taka sama . Jeden , wielki absurd . Pytanie nr.2 Jest nieco bardziej
złożone od pytania nr.1 . Ale i tutaj "szanowne" "kobiety" nie udzielą sensownej odpowiedzi ... Jak chcecie
znaleźć zrozumienie wśród swoich partnerów jak samych siebie nie rozumiecie ? Ja wam troche rozjaśnie . W waszych
wypowiedziach , które cechuje N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-E wręcz PUSZCZALSTWO ( wykraczające już o najwyższe stopmnie
nimfomanii , tak ,tak - tak to nazywa nauka - mam kolegę profesora na psychologii - pocieszę was , drogie "kobiety" , że
podobno można tą wstrętną chorobę leczyc )I EGOIZM , padają takie słowa jak "miłość" czy "kocham". Wam nie pęka serce
tylko mózg plus d.pa !!! Wy ewidentnie dażycie do tzw. "wolnych związków ". Dam wam rade . Wsiądźcie w jeden
pociąg i udajcie sie w bezpowrotną podróz do Holandii . Tam jest wiecej takich jak wy i do dzieła . Zostawcie w świetym
spokoju swoje rodziny - bo mi ich szkoda poprostu - wiele wypowiedzi jest np. " mam super meża ale mi czegos brakuje"
Brakuje Ci klasy . Jeśli nie masz szacunku dla samej siebie , nie masz szczacunku dla innego człowieka . Proste.
Standardowa wersja to taka , że drogie panie dopiero wtedy mówią o nieszczęśliwej miłości jak pojawi się ktoś drugi .
Niesamowite ... Oczywiście wcześniej też już były nieszczęśliwe , ale o odejściu jest mowa dopiero wtedy , gdy
pojawi sie ten drugi ... I to jest poprostu już czyste kur..two !!!!!!!!!!!!!!!!! Boicie się prawdziwej samotności ( która
was czeka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)
bo zawsze zanim wszytko rozpieprzycie , musi byc już podstawiony "kochanek" ( ach , co za poetyckie określenie ).
O nie ... Takie pojęcie o szczęściu , miłość podchodzi mi pod najwyższy stopień schizofremii - schizofremię paranoidalną .
A może mam się zastanowić dlaczego ja nie zdradziłem i dlaczego mnie nikt nie zdradził . Może ludzie z honorem
porostu sa tu niemile widziani ? Faktycznie "troche" do siebie nie pasujemy . Ale to nie znaczy , że ludzie pokroju -
jakaś tam Xibala ( ksywka nie do powtórzenia , podobnie jak to co wyprawia ta pani ) mają prawo robic młodym ludziom
wodę z mózgu i prowokowac do jakiś dewiacji !!! Bo sa dziewczyny ktore jeszcze się wahaja czy się poprostu puścić czy nie,
a jakaś Xibala wali prosto z mostu - "każdy ma prawo do szczęścia" . Nie powiem jest jakas maluteńka grupka kobiet , które
mówia coś szlachetnego , ale drogie panie - trochę tak bez wyrazu . A może wasza córka też czyta to forum i ma ze
sobą taki problem - a tu nagle wyskakują jakieś " wyzwolone dewiantki" i robią sieczkę z mózgu . Co będzie , gdy któraś
z was wystartuje z problemem "kocham ich trzech" ? To samo .
Wiem , że jesteście zbyt zepsute aby odnieść się do moich stuprocentowych racji . Ja wiem tylko tyle , że życie
jest sprawiedliwe . Do bólu . I możecie wyć dniami i nocami , puszczać sie na 10 frontów - jak szczęścia nie zaznałyście ,
tak nie zaznacie . Miłość NIE JEST DLA WAS . Im szybciej to zrozumiecie , tym lepiej dla was samych . Oszczędzicie
cierpienia wielu niewinnym , nieświadomym zagrożenia z waszej strony , ludziom .
Może znalazłaby sie jakaś sympatyczna forumowiczka , która by poruszyła na łamach tego serwisu temat typu " Prawdziwa
Kobieta Z Klasą " . Myśle , że nie tylko ja bym sie poczuł miło , ale także wiele dziewczyn , które wchodząc w dorosłe życie ,
potrzebują odpowiedzi na wiele pytań byłyby uradowane . Tematy jak " kocham ich dwóch " ( o zgrozo ) powodują zbyt
duży ferment na tym forum i nic nie wnoszą dobrego .
nic dodać nic ująć ,porostu naga prawda zamurowało niektóre z was co mile panie ,czasami trzeba spojrzeć prawdzie w oczy???
Hej dobre i wyrozumiale kobietki:)) Jak sie pewnie juz kazda domyśla mam właśnie ten okropny problem, nie umiem sobie z nim poradzic:((
J estem z chlopakiem 2,5 roku. Od pażdziernika zamieszkalismy razem w Łodzi, w kawalerce. Pragnelism tego oboje, bylismy zawsze szczesliwa para, ja niestey kiedys bylam osoba, ktora sciemniala, trzymala 3 chlopakow za ogon, ale to wlasnie dzieki Niemu sie zmienilam, tak bardzo mi na Nim zalezalo, i tak bardzo go Kochalam ze postanowilam sie zmienic, i mi sie udalo. Kochał mnie jak zaden inny, jest cudowny. Ale wszystko zepsulo sie pocąwszy od tego mieszkania wspólnego:(( Wkradla sie rutyna, coraz mniej pociagu seksualnego, podniecenia, klotnie, przychodzlismy z uczelni bo razem studiujemy i on siadal do kompa, ja tez, nie bylo juz teg co kidys, bolalo mnie to cholernie, nie umialam sobie z tym poradzic, chodzilam ciagle smutna, nieszczesliwa, bo nie sadzilam ze tak to sie skonczy, mialo nam sie wspaniale mieszkac a tu co??:(( W koncu na dodatek wszystkiego właściceiel wymowili nam mieszkanie, w sumie to my tez czesto rozmwialismy zeby moze jeszcze pomieszkac osobno:((
I stalo sie, plakalam po kątach jak go nie bylo, ze nasze gniazdko sie skonczylo:(( Wydawalo mi sie ze jemu tez na mnie zalezy, mowil mi, ze znowu bedziemy sie spotykac, pocieszal mnie, ze naprawimy nasz zwiazek, ze mu zalezy. Uwierzylam mu w to....
Ja wyprowadzilam sie do akademika 2 tyg temu a On mieszka z kumplem, myslalam ze bedie tak, jak mi obiecywal, a tymczasem co?? znowu smutek..myslalam ze bede u Niego przesiadywac, a tymczasem on po ajeciach wzial mnie na ciastko, pogadalismy troche i mowi ze on ma robote, ze odwiezie mnie za godzinke, e wtorek bylo to samo:( NIe opisze bólu, jaki wowczas mialam, nie umialam sie z tym pogodzic, szukalam wielu przyczyn, czy MU juz nie zalezy?? Dlaczego tak robi?? Znudzilam mu sie??? Ostatnio rozmawialismy...powiedzial, mi ze to nasza obojga wina, ale mi zarzucil ze mial dosc mojego marudzenia, nieszczesliwej miny, no ale jak mialam sie cieszyc jak widzialam co sie dzialo??:(( Postanowilam mu dac troche czasu, zeby ochlonal, ze moze zateskni za mna, jak bedzie widzial, ze sie nie odzywam, ze nie prosze sie o spotkania.
Z kolei na fotce mam konto, napisal do mnie jakis czas temu taki fajny chlopak, zaczelismy pisac na gg, ostatnio sie spotkalismy, bylo fajnie, ni sadzilam ze na necie mozna byl poznac takiego fajnego i milego chlopaka. Spodobaam mu sie, chce sie ze mna spotykac, ale nie wiem ze mam kogos:((
I wszystko sie zrypalo:(( Ból, rozgoryczenie, smutek, i kryzys w zwiazku pociągnąl mnie do tego, ze sie spotkalam z tym chlopakiem:(( Przyznaje ze w Łodzi nie mam nikogo, oprocz jednego kolegi i kolezanki, przyszlam na obcy grunt, grupa okazala sie porazka, a na dodatek jak posypalo mi sie wspolne mieszkania z chlopakiem to sie zalamalam:(( I zrobilam to, tlumaczywszy sobie, ze chce chociaz z kims pogadac, tymbardziej ze chlopak jest naprawde wporzadku:(
Ale cholernie zle mi z tego powodu, ze jak bede sie spotykac dalej z nim, w koncu webrne dalej:((i trudniej bedzie sie wyplatac, ale boje sie, ze moj facet ma mnie juz dosc:( Brakuje mi milosci, bezpieczenstwa, troski o mnie, zeby se ktos mna interesowal i dlatego webrnelam w to:(( Nie tlumacze swojego czynu, ale analizuje swoja postepowanie:( Wczoraj bylam z tym chlopakiem z kinie, i jak na nieszczescie byl kolega z grupy, ale naszczescie nie mam z nim kontaktu, ale boje sie ze jakim cudem dowie sie o tym moj chlopak:( i nie wiem co zrobic, czy powiedziec mu ze z kolega bylam w kinie czy dac sobie spokoj, moze sie nie wyda:(
Wiem, ze myslicie o mnie ze jestem jakas powalona, i ze zle postapilam, ale sie zagubilam:(( Samotnosci i to jak zaczal mnie traktowac facet pociagnelo mnie do tego, ze zaczelam sie z innym spotykac:( Narazie tylko rozmawiamy, smiejemy sie, ale co jak bedzie chcial co wiecej??np mnie pocalowac/?? ehhh...:( a przyrzekalam sobie kedys, ze zero oszukiwania,....ale chyba jednak to zostaje we krwi:(
Prosze poradzcie mi cos///.....i przepraszam ze sie tyle obpisalam...pozdrawiam
?..............?,??``??,??``??,
...........?...???,`??,*,??`,??
..............??....`??,,??`
?...?,??``??,??``??,
?...???,`??,*,??`,??
...??....`??,,??`
,??``??,??``??,
??,`??,*,??`,??WSZYSTKIEGO
.....`??,,?? DOBREGO
,??``??,??``??,.DNIA WESOŁEGO
??,`??,*,??`,?? UŚMIECHU NA TWARZY
.....`??,,??......TWOJE MARZENIE
,??``??,??``??,. BY SIE SPEŁNIŁO
??,`??,*,??`,?? .TWOJE SERDUSZKO
.....`??,,?......?SZCZĘŚLIWE BYŁO
?...?,??``??,??``??,
?...???,`??,*,??`,??
...??....`??,,??`
?..............?,??``??,??``??,
...........?...???,`??,*,??`,??
..............??....`??,,??
POZDRAWIAM SERDECZNE
........((_,?*?*? ?*?*?,_))
Halo?????:(((
Hej dziewczyny !!!
Ja mam 26 lat meza i dwoje dzieci (małych bo 2 i 8 lat)jestem mezatka od 2 lat ,hmmm zawsze ale to zawsze byłam WIERNA !!!
Byłam to bardzo trafne okreslenie bo juz nie jestem!!! Kilka miesiecy temu z nudów weszłam na czat i zaczełam pisac z pewnym facetem (30lat),pisalismy o naszym zyciu i o bliskich osobach itd...!Pewnego dnia zaczelismy mailowac,pisac na gg kazdego dnia ,rozmawiac przez tel.jednym słowem zakochałam sie bez pamieci ...!!! Dzis mam rodzine jak miałam maz oczywiscie o niczym nie wie a ja spotykam sie z nim ukratkiem bo NIE CHCE BO NIE POTRAFIE życ bez NIEGO !!!!
KOCHAM ICH OBU !!!!!!!!
Masz dzieci tak?.. Pomyśl o dzieciach! Robisz im wielką krzywdę. Nie chciałabym za żadne skarby żeby moja matka spotykała się z kimś innym nawet teraz kiedy jestem już dorosła... Nie rozumiem jak można kochać faceta z czatu i swojego męża z który ma się dzieci tak samo.. Pomyśl nad tym jak bardzo krzywdzisz swoją rodzinę, nie bądź egoistką.
270 2010-03-10 17:22:16 Ostatnio edytowany przez coco59 (2010-03-13 09:37:35)
Witam was dziewczyny...ja naprawde nie.. nie moge zrozumiec ,kazda z was ma juz poukladane zycie meza dzieci...nawet niektore ,pisza jaki maz przystojny dobry...bezproblemowo..i w pewnym momemcie zaczynasz pisac na czacie z jakims gachem,ktory tylko szuka takich naiwniaczek,na przelotny romans,i w tym momencie wszystko jest przekreslone,Boze!! a gdzie milosc co z dziecmi,napewno niejedna z was za jakis czas napisze na forum >>co mam zrobic kochas mnie rzucil >>>powiem tak ,jak ktos ma dobrze i chce lepiej,jego wola,prosze pczytac poWakashimazuKen ja bylam w zwiazku z facetem Typu ????????,nawet przez jedna minute nie pomyslalam zeby zaczac romansowac ,i szukac okazji,dla mnie tylko dzieci byly wazne ,a to sie odwdziecza , Przykre to wszystko Pozdrawiam.......Nie mozna szastac czyjims zyciem,trzeba miec umiar,wogole jak mozna mowic ze sie kocha ,kogos z kim xie tylko rozmawia na czacie,czarna magia,,:rolleyes: ,
271 2010-03-10 17:58:10 Ostatnio edytowany przez adriani (2010-03-10 21:43:20)
izuchna808 masz poważny problem spróbuje go zdiagnozować potem dam ci receptę ok
1 problem)Parafilia , zaburzenie preferencji seksualnych (dawniej: "dewiacja seksualna", "zboczenie seksualne", "perwersja seksualna"[1]) ? rodzaj zaburzenia na tle seksualnym, w którym wystąpienie podniecenia seksualnego i pełnej satysfakcji seksualnej uzależnione jest od pojawienia się specyficznych obiektów (w tym osób), rytuałów czy sytuacji, nie będących częścią normatywnej stymulacji[2]; długotrwałe, nawracające, silne, seksualnie podniecające fantazje, seksualne pobudki lub zachowania, które obejmują niezwykłe obiekty, działania, lub sytuacje (obiekty nieosobowe, cierpienie lub poniżenie, dzieci lub inne nie wyrażające zgody osoby), i powodują klinicznie znaczącą przykrość lub pogorszenie w społecznej, zarobkowej, lub innych ważnych dziedzinach funkcjonowania[3]. W definicjach niektórych parafilii przed słowem "powodują" dodane jest sformułowanie: "osoba działa zgodnie z tymi pobudkami, lub" dla umożliwienia w tych przypadkach rozpoznania schorzenia nawet w sytuacji braku przykrości lub pogorszenia funkcjonowania.
2 problem)Dewiacja społeczna ? odchylenie od reguł działania społecznego, postępowanie niezgodne z normami, a także z wartościami przyjętymi w społeczeństwie lub w grupie społecznej. Zachowania dewiacyjne nie są jednoznacznie interpretowane i ich określenie jest zależne od przyjętych systemów normatywnych w danym społeczeństwie. W niektórych ujęciach teoretycznych definiowane jest relatywistycznie jako zachowanie, które zostało przez społeczność zdefiniowane jako dewiacyjne. Pojęcie to upowszechniło się wpierw w socjologii amerykańskiej, dla odróżnienia od określenia patologii.
Jednym z pierwszym przedstawicieli nauk społecznych, którzy podejmowali problem odstępstw od norm, był Émile Durkheim, który w pracy Zasady metody socjologicznej poświęcił jeden rozdział na kwestię odróżniania faktów normalnych i patologicznych, gdzie pisał , że "o fakcie społecznym nie można tedy powiedzieć, że jest normalny dla określonego rodzaju społecznego, jeżeli się nie doda, jaką równie określoną fazę rozwojową mamy na myśli. W rezultacie, aby wiedzieć, czy faktowi przysługuje ta nazwa, nie wystarczy obserwować, w jakiej fazie występuje u większości społeczeństw danego rodzaju, lecz trzeba również brać pod uwagę odpowiednią fazę ich ewolucji". [1] Przy określaniu normalności nie podkreślał też aspektu moralnego: "Przede wszystkim zbrodnia jest normalna, ponieważ społeczeństwo bez zbrodni jest niemożliwe".[2] Odnosił się w tym przypadku do normalności, jako powszechności zjawisk w społeczeństwie.
3 problem)Schizofrenia paranoidalna - podtyp schizofrenii, który charakteryzuje się rozbudowanym i złożonym systemem urojeń (najczęściej prześladowczych, wielkościowych, urojeń odsłonięcia i oddziaływania zewnętrznego, urojeń nasyłania i wykradania myśli, ksobnych, czasem także urojeń zdrady, pochodzenia, hipochondrycznych) oraz niekiedy nasilonymi halucynacjami (najczęściej słuchowymi, praktycznie nigdy wzrokowymi). Częstokroć urojenia przybierają tak skomplikowaną formę, iż stają się zrozumiałe tylko i wyłącznie dla chorego.
Oprócz powyższych objawów u chorych na schizofrenię paranoidalną stosunkowo rzadko obserwuje się głęboką dezorganizację zachowania, niespójność myślenia, otępienie czy nieadekwatne reakcje emocjonalne, które pojawiają się w innych podtypach schizofrenii. Czasem wydaje się wręcz, że wyłączywszy urojenia i omamy, chory na co dzień funkcjonuje względnie sprawnie.
4 problem)
Egoizm (łac. ego - ja) - nadmierna albo wyłączna miłość do samego siebie. Egoista kieruje się przeważnie własnym dobrem i interesem, nie zwracając zbytniej uwagi na potrzeby i oczekiwania innych. Odnosi wszystko do siebie, patrzy na świat poprzez pryzmat "JA", nie uznaje wewnętrznie systemu wartości społecznie akceptowanych.
5 problem)
Zdrada ? w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty. Zdrada jest zwykle moralnie potępiana społecznie i w zależności od jej charakteru może też prowadzić do samosądu, być karana przez państwo lub w inny sposób sankcjonowana.
hmm? ciężka sprawa masz bardzo chory mózg i powinas się leczyć jak najszybciej
recepta ::weź kochanka do domu i powiedz mężowi ze chcecie zrobić trójkącik w łóżku ,on na pewno ci wytłumaczy resztę ??? zaufaj mi??na pytanie kim jesteś i kim się okazałaś odpowie ci twój maż ja nie musze??
>>>Adriani>>>Ty To potrafisz no no,jestem pod wrazeniem,tak naukowo wyraziles swoje zdanie,A tak szczerze, cos w tym jest.
Widze ze jest duzo lasek ktory maja takie problemy...
Ja tez jestem rozdarta.... cholernie głupie uczucie.. niewiadomo cozrobic..
;(
;( Nigdy nie myslalam ze mnie to spotka....:-/
Pozdrawiam was i jestem z wami....
Wszedłem na to forum szukając czegoś, co pomogło by mi zrozumieć moją sytuację.. Nie znalazłem odpowiedzi i sam będę musiał podjąć decyzję. Boję się, że będzie ona bardzo bolesna.
Gdy poznałem moją kobietę, była osobą pełną wiary w miłość, ufną i pewną w to, że to muszę być ?ja?. Byłem Jej pierwszym mężczyzną. Czy mogłem szukać w Niej prawdziwej miłości..?
Była bardzo egzaltowana, pełna przekonania, że ?tak pięknie będzie już zawsze?.
Och..nie była Ona jakąś nastolatką, dla której takie przekonania są czymś oczywistym, ale kobietą mającą 22 lata. Wiek niestety chyba nie ma tutaj aż tak bardzo wiele znaczenia.. Przez długi czas poddawałem w wątpliwość Jej ?niezachwianą wiarę?. Mówiłem, że uczucia potrafią być bardzo skomplikowane, a nawet prowokowałem Ją sugestiami, że zanim mnie poznała, powinna była już kogoś mieć by wiedzieć, jak smakuje to uczucie. Czasem sugerowałem Jej nawet, by ze mną zerwała i poznała kogoś na jakiś czas, by się przekonać o sile swoich uczuć do mnie, albo o ich słabości. I stało się.. Poznała pewnego mężczyznę.
Niedawno wyznała mi, że go kocha. Mówi, że kocha nas obu. Pragnę uciec, cierpię niesłychanie. Jej brakuje siły by ostatecznie podjąć się jakiegoś rozwiązania. Pisze do niego sms-y, a mnie każdy dźwięk przychodzącej od niego wiadomości przyprawia o ból. Powiedziała mi, że on nie jest dla mnie takim zagrożeniem, jakim mi się wydaje, a jednak.. Wyznała mi, że jest w nim coś takiego, iż ?czasem boi się, że może mu ulec?. Kocham Ją, ale czuję, że ja już dłużej nie potrafię tak żyć. Czuję, że będzie to bardzo bolesne, ale muszę odejść. Jak straszna jest świadomość, że żyję niemal jak skazany! I, że każdy dzień w którym Ona go widzi, /bo razem pracują/, lub wtedy, gdy przychodzi do niego na spotkanie, może być tym po którym usłyszę ?wybacz, odchodzę, stało się...?. Nie umiem tak żyć. Myśl o nim jest mi torturą! Mogę zrozumieć jego i to, że Ją kocha, ale przepełnia mnie cierpieniem fakt, że ona kocha nas obu!!!
275 2010-04-01 19:17:36 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-01 21:27:49)
Konrad, podjecie decyzji aby odsunąć się pomoże Tobie i jej.
Czasem trzeba coś stracić by poznać na kim/czym nam najbardziej zależy, a ty nie musisz godzić się na pół środki.
Jeśli kochasz ją mocno i prawdziwie, pozwól jej wybrać - daj jej czas. Miłość jest niesamowita i ma swoje drogi nieprzewidywalne.
Rozstałem się z moją Ukochaną.. Prosiłem.., by uczyniła coś, co pozwoliło by mi przy Niej pozostać i wierzyć w sens tego wszystkiego.
Powiedziała mi, że nie chce bym odchodził i kocha mnie, ale jednocześnie dodała, że jego również.. Nie mogę uwierzyć w ten koszmar, jaki teraz czuję. Powiedziała mi, że nie może mi nawet tego obiecać, że nie dojdzie pomiędzy nimi do niczego, bo sama już nie wie czego pragnie.. Byłem swego czasu w bardzo podobnej sytuacji jak Ona. Podobała mi się pewna kobieta i wiedziałem, że ja jej też. Potrafiłem się jednak zdobyć na to, by nawet niczego nie rozpoczynać. Nie dałem tej kobiecie szans, bo wiedziałem, że pomimo upadków i wzlotów pragnę kochać i być wiernym mojej Ukochanej... Dla Niej jednak moja miłość i Jej do mnie okazały się niewystarczające..
Jestem z chłopakiem od 2 lat, jednak z powodu jego studiów widujemy się w rodzinnym mieście tylko w weekendy. Natomiast w mojej klasie jest chłopak, z którym znam się o kilka miesięcy dłuzej niż z moim. Od początku było widac, że nas do siebie ciągnie, jednak nie chciałam kogoś z klasy, ponieważ w razie rozstania mogłoby by ciężko. Nie czułam do niego jeszcze wtedy tyle co teraz. Jest coraz ciężej, kochał swojego chłopaka, jednak czegoś mi brakuje. Kocham też tego drugiego, mimo to boję się zaryzykowac i stracic to co mam teraz. CO robic?
Mam duży problem...może ktoś będzie w stanie mi pomóc... cała historia zaczęła się...
Byłam z chłopakiem niespełna 4lata w końcu rozstaliśmy się z mojej inicjatywy poprostu miałam już dosyc życia w monotonii. W między czasie moja przyjaciółka tez z kimś była (bardzo spodobał mi się jej chłopak ale ja miałam kogoś wtedy)ale też się rozstali bo wróciła do byłego. Minęł 7miesięcy po rozstaniu moim z chłopakiem zaczęłam się spotykac z tym chłopakiem "byłym" mojej przyjaciółki zakochaliśmy się w sobie strasznie wiem że go kocham ale od jakiegoś czasu zaczynam bardzo dużo myślec o moim byłym zaczynam tesknic za nim i chyba go nadal kocham... czy to możliwe abym kochała obu naraz????
patusia, nigdy nie zakładaj dwóch wątków na ten sam temat - wyraźnie mówi o tym regulamin. Zapoznaj się z nim proszę. Moderatorka Yvette
Można kochać dwóch facetów ale każdego inną miłością..
a ja mam tak. tez kocham dwoch, z jednym jestem ponad dwa lata, zareczylismy sie i za rok mamy wziasc slub ale.... jest tez drugi z ktorym bylam kilka lat temu, znamy sie prawie 10 lat i raz na jakis czas sie spotykamy, poniewaz on jest zagranica, oboje wiemy o tym ze dalej cos do siebie czujemy, a nawet ze nadal kochamy siebie na wzajem, z tym ze on tez kogos ma juz dlugo, i kiedys probowal zakonczy ten jego zwiazek ale nie dal rady zranic tamtej dziewczyny. ciagle mysle o nim i nie potrafie zapomniec chociaz czasami bym chciala, ale nie potrafie urwac z nim kontaktow, i nie wiem co mam robic bo bardzo kocham swojego chlopaka i nie potrafilabym go zranic.
bo bardzo kocham swojego chlopaka i nie potrafilabym go zranic.
no fakt bardzo go kochasz skoro spotykasz się z innym i na pewno nie potrafiłabyś go zranić skoro pewnie sypiasz z tym drugim, jesteś ideałem kobiety naprawdę taka kochająca i dobra a że kręci na boku to tylko taki nic nie znaczący szczegół...
wiesz mojego meza tez ciagnie do dawnej milosci....
i moj maz tez nie chce wybrac, albo wybral ale ma wewnetrzna walke
Ja daje stabilizacje... a tamta podniecenie i marzenia....a wydawalo mi ie, ze malzenstwo to praca nad soba i unikanie takich momentow zeby zrobilo sie "za goraco z kims innym" Ja stosowalam lojalnie ta zasade.
on nie
Jako partner zyciowy czlowieka z takimi problemami jak Twoje odpowiadam: zostaw ich dwoje.
Jeden jest zonaty, nie rob krzywdy jego zonie, ktora tez ma marzenia ale moze nie ma czasu ich wypowiedziec stojac w sklepie po zarelko dla wybranca albo piorac jego skarpetki.
Zostaw w spokoju rowniez tego drugiego. Jesli nie jestes dla niego w 100% to po co chcesz sie wiazac?
Boisz sie staropanienstwa, czy co?
Ale jesteś obłudna i zjada Cię złość, gniew, zawsiść, a wchodzenie i radzenie, a właściwie dopieprzanie mi, to Twoja terapia i wyładowanie złości. Dobrze Ci zrobiła Święta Inkwizycja jak widzę.
Konrad Wallenrod - przykro mi. Powiedziałeś, że Ci też się zdarzyło, że ktoś Cię zafascynował, choć tego nie planowałeś. Ona pewnie też nie planowała, choć wybrała inne rozwiązanie, ale może wróci, może nie, ale jak Cię nie kocha to lepiej dla Was obojga. To napewno boli, a Twój żal wydaje sie pogłębiać myśl, że Ty się oparłeś.
Witam .
Chciałbym zabrać głos w tym temacie . Nadmienie , że mam 24 lata i jest to dobre alibi , zresztą bardzo modne
na tym serwisie , żeby moje racje olać . Pierwsze pytanie - dlaczego ten topik ma AŻ jedenaście stron ?! Przecież
każda historia , niżej tutaj opisana , jest poprostu taka sama . Jeden , wielki absurd . Pytanie nr.2 Jest nieco bardziej
złożone od pytania nr.1 . Ale i tutaj "szanowne" "kobiety" nie udzielą sensownej odpowiedzi ... Jak chcecie
znaleźć zrozumienie wśród swoich partnerów jak samych siebie nie rozumiecie ? Ja wam troche rozjaśnie . W waszych
wypowiedziach , które cechuje N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-E wręcz PUSZCZALSTWO ( wykraczające już o najwyższe stopmnie
nimfomanii , tak ,tak - tak to nazywa nauka - mam kolegę profesora na psychologii - pocieszę was , drogie "kobiety" , że
podobno można tą wstrętną chorobę leczyc )I EGOIZM , padają takie słowa jak "miłość" czy "kocham". Wam nie pęka serce
tylko mózg plus d.pa !!! Wy ewidentnie dażycie do tzw. "wolnych związków ". Dam wam rade . Wsiądźcie w jeden
pociąg i udajcie sie w bezpowrotną podróz do Holandii . Tam jest wiecej takich jak wy i do dzieła . Zostawcie w świetym
spokoju swoje rodziny - bo mi ich szkoda poprostu - wiele wypowiedzi jest np. " mam super meża ale mi czegos brakuje"
Brakuje Ci klasy . Jeśli nie masz szacunku dla samej siebie , nie masz szczacunku dla innego człowieka . Proste.
Standardowa wersja to taka , że drogie panie dopiero wtedy mówią o nieszczęśliwej miłości jak pojawi się ktoś drugi .
Niesamowite ... Oczywiście wcześniej też już były nieszczęśliwe , ale o odejściu jest mowa dopiero wtedy , gdy
pojawi sie ten drugi ... I to jest poprostu już czyste kur..two !!!!!!!!!!!!!!!!! Boicie się prawdziwej samotności ( która
was czeka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)
bo zawsze zanim wszytko rozpieprzycie , musi byc już podstawiony "kochanek" ( ach , co za poetyckie określenie ).
O nie ... Takie pojęcie o szczęściu , miłość podchodzi mi pod najwyższy stopień schizofremii - schizofremię paranoidalną .
A może mam się zastanowić dlaczego ja nie zdradziłem i dlaczego mnie nikt nie zdradził . Może ludzie z honorem
porostu sa tu niemile widziani ? Faktycznie "troche" do siebie nie pasujemy . Ale to nie znaczy , że ludzie pokroju -
jakaś tam Xibala ( ksywka nie do powtórzenia , podobnie jak to co wyprawia ta pani ) mają prawo robic młodym ludziom
wodę z mózgu i prowokowac do jakiś dewiacji !!! Bo sa dziewczyny ktore jeszcze się wahaja czy się poprostu puścić czy nie,
a jakaś Xibala wali prosto z mostu - "każdy ma prawo do szczęścia" . Nie powiem jest jakas maluteńka grupka kobiet , które
mówia coś szlachetnego , ale drogie panie - trochę tak bez wyrazu . A może wasza córka też czyta to forum i ma ze
sobą taki problem - a tu nagle wyskakują jakieś " wyzwolone dewiantki" i robią sieczkę z mózgu . Co będzie , gdy któraś
z was wystartuje z problemem "kocham ich trzech" ? To samo .
Wiem , że jesteście zbyt zepsute aby odnieść się do moich stuprocentowych racji . Ja wiem tylko tyle , że życie
jest sprawiedliwe . Do bólu . I możecie wyć dniami i nocami , puszczać sie na 10 frontów - jak szczęścia nie zaznałyście ,
tak nie zaznacie . Miłość NIE JEST DLA WAS . Im szybciej to zrozumiecie , tym lepiej dla was samych . Oszczędzicie
cierpienia wielu niewinnym , nieświadomym zagrożenia z waszej strony , ludziom .
Może znalazłaby sie jakaś sympatyczna forumowiczka , która by poruszyła na łamach tego serwisu temat typu " Prawdziwa
Kobieta Z Klasą " . Myśle , że nie tylko ja bym sie poczuł miło , ale także wiele dziewczyn , które wchodząc w dorosłe życie ,
potrzebują odpowiedzi na wiele pytań byłyby uradowane . Tematy jak " kocham ich dwóch " ( o zgrozo ) powodują zbyt
duży ferment na tym forum i nic nie wnoszą dobrego .
No i wlasnie ja nie chce znalezc sie w tym worku z kochajaca ich dwoch, czy tuzin, zdradzajacymi, z moja byla tesciowa, poslanka Berger.... etc
wiec prosze mnie do wora nie wwalac.
... ja tez moge widziec zbior mezczyzn jako zestaw Wakashimazu Ken, tesc jednej forumowiczki, przyjaciel skandalista poslankki Berger i dawny zapijaczony sasiad... no i robi sie niemilo.
Mam duzo z kota... moze dlatego draznia mnie worki.
286 2010-08-24 11:13:52 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-08-24 11:14:51)
Czemu odgrzebujecie temat który umarł śmiercią naturalną pół roku temu?
Zazdrość, wiesz że zacytowałaś gościa, z któym się przekomarzełem wtedy, a wydawało mu sie że jak mieszka w stnach to zjadl wszytkie rozumy...zresztą za ujadanie na forumowiczów, między innymi na mnie, dostał wtedy bana ![]()
To spory off - top
Można kochać dwóch facetów ale każdego inną miłością..
yhyy... syna kocham jak syna jak rodzine
a meza jak mezczyzne
Czemu odgrzebujecie temat który umarł śmiercią naturalną pół roku temu?
Zazdrość, wiesz że zacytowałaś gościa, z któym się przekomarzełem wtedy, a wydawało mu sie że jak mieszka w stnach to zjadl wszytkie rozumy...zresztą za ujadanie na forumowiczów, między innymi na mnie, dostał wtedy banaTo spory off - top
Nie ja obudzilam ten watek...
Przyznaje, ze rzucilam tylko okiem na te 12 stron... a ten post mi sie rzucil w oczy i zadraznil, wiec napisalam.
a zatem gosc mieszka w USA... szkoda mi go.
hej tez mam podobny problem mam chlopaka ktorego kocham jestesmy i troche sporo okolo 6 miesiecy ale juz wczesniej bylismy tez okolo6miechow i znam go 3 lata i duzo mu wybaczylam zeby z nim po raz kolejny byc bo nie potrafilam bez niego ...teraz w naszym zyciu pojawil sie jego przyjaciel-dobry kolega namieszal troche w zyciu bylismy u niego na domowce tam ja go poznalam bardzo wporzadku chlopak i chyba poczatkowo sie zauroczylam tyle ma zalet i przez niego zaczelam zauwazac wady w swoim chlopaku .moj chlopak o niego jest ostro zazdrosny ale jak mam problem to wiem ze do tego kolesia moge zadzwonic i zawsze mi pomoze ostatnio kilka razy z nim sie spotkalam bo mialam sprawe do niego wiem ze to nie wporzadku w stosunku do mojego chlopaka ;p ostatnio na dyskotece poklocilismy sie ja to sprowokowalam moze z podswiadomoscia i glupia mysla ze sprobuje z jego kumplem z ktorym wiem ze zycie mialabym dobre bo to dobry chlopak lecz ja kocham swojego lecz gdy po tej klotni jak doszlo do siadomosci mi ze nie jestesmy razem plakalam ze chce do niego a teraz znowu gdy z nim jestem mysle jak by bylo z jego kumplem.dziwne to uczucie a ja nie mam pojecia co ja mam zrobic
Witam!!! Także mam problem od jakiegoś czasu spotykam się z dwoma chłopakami. Z jednym czuje się fantastyczne, zawsze jest jakiś dreszczyk emocji ale wiem ze dla niego ważniejsi są koledzy i imprezy, on mi powiedział ze nie jest gotowy na związek. Mieszkamy od siebie jakies 50km i on nigdy nie ma czasu do mnie przyjechać, zawsze ma jakąś wymówkę. zależy mi na nim ale obawiam się że nie bedę dla niego najważniejsza i zawsze to ja bede musiłam sie mu podporządkować. Natomiast ten drugi także imprezuje ale w stosunku do mnie jest czuły, kochany, zawsze mnie wysłucha nigdy nie było takiej sytuacji ze mnie olał. Ale mam problem bo oni wiedza o sobie. ten drugi juz traci do mnie cierpilwość i prosi zebym juz sie zastanowiłą. I teraz nie wiem co mam wybrać osobę która kocham ale mnie olewa, czy tego któremu na mnie zależy, ale też go kocham. Prosze pomóżcie.....
juz nie wiem co mam robić od tygodnia bije sie z myślami co mam zrobić:(
Julia 2106 - jak dla mnie to Ty nie kochasz ani jednego ani drugiego tylko chcesz byc z kims na sile. Spojrz z boku na siebie, na swoje rozterki, na nich. Gdyby Ci naprawde na ktorymkolwiek zalezalo to nie spojrzalabys na innego faceta. Przestan szukac milosci na sile tam gdzie jej, nie ma. Pierwszy prawdopodobnie sie Toba bawi, to cie w nim pociaga, bo jest niezbyt dotepny. Drugiemu zalezy, ale jak dla Ciebie, to wydaje mi sie , ze to raczej material na dobrego kumpla / przyjaciela - interesuje sie Toba, Twoimi problemami, jest "pod reka w razie problemow". Jestes najzwyczajniej zauroczona, spragniona milosci i uwagi. Pierwszego "ölej" z drugim pozostan na stopie przyjacielskiej a prawdziwa milosc w koncu sama przyjdzie
pozdrawiam
Dziękuje bardzo za rade.... Moze masz racje w ty co mówisz. spróbuje cos z tym zrobić żeby nikogo nie urazić.
pozdrawiam:)
Wiesz Konrad, aż z niedowierzaniem czytałam Twój post że potrafiłeś się oprzeć kobiecie która jednak Ci się podobała...Ale jeśli to prawda- gratulacje. Tu jest ten problem,że jedna strona się stara aby wszystko było w jak najlepszym porządku a druga nie jest w stanie tego docenić. Być może Twoją ukochana się pogubiła i nie jest gotowa na poważny związek. Jeśli ktoś kocha bez opamiętania nigdy by tak nie powiedział. Także zastanów się czy warto brnąc w coś co być może okaże się złudzeniem..A być z kimś dla samego bycia to żadna satysfakcja tylko terror,bo jak widzisz z jej strony nie wyjdzie inicyjatywna w stosunku do Twojej osoby. Związek dwojga ludzi opiera się na wspieraniu i szanowaniu,ale obie osoby powinny o to walczyć..nie Jedna..
Znalazlam ten watek,bo jak wiekszosc z Was mam metlik w glowie z tego samego powodu..
Nie sposob bylo przeczytac wszystkie 9 stron wpisow i Waszych historii, nie wiem tez czy ktos jeszcze tu zaglada, ale napisze. Nie ma to jak nadzieja na wirtualne wsparcie..:)
Zanim jednak, chcialabym poznac zakonczenie historii rozdartej (xibalbaa) i Hany -Wasze wpisy sa z przed kilku lat wiec na pewno jestescie juz madrzejsze o to wlasnie doswiadczenie..
Ja jestem w szczesliwym 3letnim zwiazku, dla ktorego wieeele poswiecilam, mimo ze nie jestem osoba nad wyraz romantyczna i nigdy nie sadzilam ze dla milosci jestem w stanie zrezygnowac z wielu waznych dla mnie rzeczy.. Na innych facetow nawet nie zwracalam uwagi. Jak kogos poznawalam pierwsze co opowiadalam to o swoim chlopaku.
Pewnego dnia pojawil sie inny, szczerze mowiac nawet niespecjalnie mi sie podobal wizualnie. Zonaty, za chwile dzieciaty. Rozmawialismy. Codziennie, coraz wiecej, o wszystkim, poczawszy od tego jacy jestesmy szczesliwi ze swoimi polowkami. Planowalismy spotkac sie we 4, zaprzyjaznic, poznac lepiej. Zanim jednak do tego doszlo (z braku fizycznie czasu) zaczelo sie cos miedzy nami dziac. Bronilam sie przed tym jak moglam,ale to ze nie przestawalam o nim myslec bylo poza mna!Dlugo by opisywac wszystkie towarzyszace uczucia..Do niczego wiekszego miedzy nami fizycznie nie doszlo, ale psychicznie, mentalnie, uczuciowo... wyznal mi milosc..i nie byly to tylko slowa, wierzcie mi.. A potem wyjechal.
Myslalam, ze dobrze, ze co moje to moje, poznalam kogos wspanialego ktorego nigdy nie zapomne i czas wrocic do rzeczywistosci. Ale tygodnie mijaja a ja wciaz za nim tesknie.. Przez to oddalam sie od mojego chlopaka i boje sie.. Czy to mozliwe ze przestalam go kochac?Czy uczucia tylko na "chwile" zwolnily, ale z czasem powroca?Z taka sama sila?Tamtego najprawdopodobniej juz nie spotkam nigdy, a z tym planuje przyszlosc, dzieci, rodzine..Chyba ze tamten nagle cos postanowi i zjawi sie nieoczekiwanie..(nie zdziwilabym sie..) Teoretycznie nie mam problemu. A jednak nie moge nic robic,na niczym sie skupic, dzialac, nic...
Dzieki wszystkim ktorzy przeczytali.
Ja jestem w szczesliwym 3letnim zwiazku, dla ktorego wieeele poswiecilam, mimo ze nie jestem osoba nad wyraz romantyczna i nigdy nie sadzilam ze dla milosci jestem w stanie zrezygnowac z wielu waznych dla mnie rzeczy.. Na innych facetow nawet nie zwracalam uwagi. Jak kogos poznawalam pierwsze co opowiadalam to o swoim chlopaku.
Pewnego dnia pojawil sie inny, szczerze mowiac nawet niespecjalnie mi sie podobal wizualnie. Zonaty, za chwile dzieciaty. Rozmawialismy. Codziennie, coraz wiecej, o wszystkim, poczawszy od tego jacy jestesmy szczesliwi ze swoimi polowkami. Planowalismy spotkac sie we 4, zaprzyjaznic, poznac lepiej. Zanim jednak do tego doszlo (z braku fizycznie czasu) zaczelo sie cos miedzy nami dziac. Bronilam sie przed tym jak moglam,ale to ze nie przestawalam o nim myslec bylo poza mna!Dlugo by opisywac wszystkie towarzyszace uczucia..Do niczego wiekszego miedzy nami fizycznie nie doszlo, ale psychicznie, mentalnie, uczuciowo... wyznal mi milosc..i nie byly to tylko slowa, wierzcie mi.. A potem wyjechal. Myslalam, ze dobrze, ze co moje to moje, poznalam kogos wspanialego ktorego nigdy nie zapomne i czas wrocic do rzeczywistosci. Ale tygodnie mijaja a ja wciaz za nim tesknie.. Przez to oddalam sie od mojego chlopaka i boje sie.. Czy to mozliwe ze przestalam go kochac?Czy uczucia tylko na "chwile" zwolnily, ale z czasem powroca?Z taka sama sila?Tamtego najprawdopodobniej juz nie spotkam nigdy, a z tym planuje przyszlosc, dzieci, rodzine..Chyba ze tamten nagle cos postanowi i zjawi sie nieoczekiwanie..(nie zdziwilabym sie..) Teoretycznie nie mam problemu. A jednak nie moge nic robic,na niczym sie skupic, dzialac, nic... .
Moim zdaniem to fascynacja. Przeczytaj sama co napisałaś, jesteś już długo, szcześliwa z chłopakiem, zakochana w nim i jest Wam dobrze, być może mężczyna który pojawił się w Twoim życiu w jakiś sposób Ci imponuje, ma pewne cechy charakteru które cię urzekły, może jest dobrym ojcem i mężem i to Ci się tak bardzo w nim spodobało, moze wspólne zainteresowania i łatwość nawiązywania kontaktów..
Jesli jednak nie mam racji i czujesz, że go kochasz, chcesz z nim być, nie możesz pomimo usilnych prób zapomnieć.. to jedź za nim, zadzwoń, on zostawi rodzinę i zbudujecie wasze "szczęście" na nieszczęściu innych...!
Wiesz, że to niemożliwe, prawda ? o tym uczuciu trzeba zapomnieć, wymazać je z serca, zakończyć, przestać
o nim mysleć, da się to zrobić, wystarczą chęci i silna wola, Ty jesteś jeszcze wolna, możesz rozejść się
z chłopakiem, nie łączy Was przysięga małżeńska, on już ma żonę, dziecko, zresztą wyjechał, nie kontaktuje się z Tobą , czyli podjął już decyzję...
Masz racje Kaja83.. Zreszta... Sama juz nie wiem co o tym myslec. Dziwne to wszystko bylo. To on namawial mnie na zostawienie faceta bo on byl gotowy zostawic zone dla mnie!Ale to ja mu tlumaczylam ze to on przysiegal przed oltarzem nie ja.. Wiec w koncu wyjechal (a ja nie umialam sobie z tym poradzic..), i teraz nie mamy kontaktu (tak lepiej, juz sobie z tym poradzilam:)). To najlepsze rozwiazanie. Czas leczy rany, pozwala zapomniec.. a w tym wypadku po prostu pozwala wrocic na ziemie:)
Co do jednak tematu tego watku, podsumowujac swoja przygode bo tak to teraz nazwe, moge stwierdzic ze moze sie wydawac ze kochasz dwoch, przez jakas "chwile" (dluzsza lub krotsza) ale w koncu uczucia zawsze pojda w ktoras strone.
Niemniej jednak smutne jest to, ze kochasz, jestes w szczesliwym zwiazku i nagle ktos cie zafascynuje tak ze grzeszysz
(mysla, slowem czy czynem, ale jednak)!
Badzcie rozsadni mimo tych wszelkich uniesien!!
pozdrawiam
Witam. Widzę, że ten temat przygasł już dawno temu, ale to jak na razie najbardziej rozbudowane forum jakie udało mi się znaleźć. Tak więc, postanowiłam umieścić tu także moją historię. Z moim chłopakiem poznaliśmy się w wieku 15 lat, nikogo przed nim nie miałam. W ogóle nie był w moim typie. Unikałam go, ale on się nie poddawał. Zaprzyjaźniliśmy się, w końcu i ja coś poczułam i dalej jakoś się potoczyło i tak trwa od 5 lat. Nie mieliśmy żadnych zerwań w tym czasie i większych problemów, bo jesteśmy stałymi osobami. Nasze charaktery pasują do siebie idealnie - z wyjątkiem jednej ważnej rzeczy. Ja zanim go poznałam, byłam raczej typem towarzyskiej i zabawowej osoby (jeśli można tak powiedzieć o 15-latce), a on odkąd pamiętam jest typem domatora i ,,narzekacza na ludzi". Nie lubi wszelkich wyjść, jeśli już gdzieś się razem wybierzemy to nie opuszcza mnie na krok - rozmawia tylko ze mną. Czasami widzi się tylko ze swoim wąskim gronem znajomych z dawnych czasów - ale to bardzo rzadko. Generalnie ja źle się czuję wychodząc z nim na jakiekolwiek zabawy. A propos jego wąskiego grona znajomych...oczywiście ich poznałam dawno temu. No i teraz zaczyna się...jest wśród nich pewien chłopak R. Znam go z widzenia równie długo co mojego chłopaka. No, ale w taką prawdziwą znajomość wprowadził nas własnie mój chłopak. W zasadzie nie byliśmy sobą zainteresowani (ja i R.) - zwyczajny kolega mojego chłopaka, zero emocji. Ale pewnego dnia...jakieś półtora roku temu...coś mnie zaciekawiło w R. Jego wieczne zamyślenie i taki jakby...wewnętrzny smutek. Napisałam do niego w celach koleżeńskich i z ciekawości...co to może być, co on może w sobie skrywać? No i tak oto wywiązała się długa wymiana zdań - trwa już ponad 1,5 roku. W pewnym momencie złapałam się na tym, że częściej myślę o R. niż o moim chłopaku. Czułam się z tym źle i postanowiłam zakończyć moją przyjaźń z R...Wyznałam mu, dlaczego to robię itd. Zasmucił się, ale powiedział mi, że mnie rozumie i sam sobie wiele uświadomił. Pożegnaliśmy się, ale na następny dzień nie mogłam normalnie funkcjonować. Musiałam wszystko odkręcić. On powiedział, że nigdy sobie niczego więcej nie wyobrażał, bo musiałby złamać wszystkie swoje zasady, a do tego nigdy nie dojdzie. No i tak to sobie trwało w starym stanie, ale wciąż czułam się jak oszustka w stosunku do mojego chłopaka. Postanowiłam zakończyć mój długoletni związek (spróbować rozwiązać to w drugą stronę). Mój chłopak miał łzy w oczach, co chwile dzwonił, pisał, że on nie może żyć beze mnie...zaczęłam się bać, że zrobi coś głupiego...Nie mogłam znieść jego cierpienia i dałam mu nadzieję...separację. Chociaż wszyscy wokół myślą, że zerwaliśmy kompletnie (włącznie z R.). Z czasem nasza separacja zaczęła wyglądać znowu jak nasz poprzedni związek, tylko ukrywany, bo po prostu nie mogę się przemóc, żeby znowu z nim być publicznie. Co do R. widujemy się zazwyczaj na koncertach - rzadko, ale mimo jego nieśmiałości, jest zabawowym, spontanicznym człowiekiem. Mamy dużo wspólnych zainteresowań. Ostatnio R. zrobił coś zaskakującego, jak na niego...zaproponował, że możemy iść razem na jeśli chcę. Powiedziałam, że już się umówiłam z koleżankami, ale możemy usiąść wszyscy razem. Zgodził się. Przez połowę koncertu byliśmy jednak sami, a później odprowadził mnie do domu i rozmawialiśmy długo pod moją bramą. Nie wiem, czy to miało jakieś znaczenie ,,nie-koleżeńskie". W końcu powiedział kiedyś, że nic by z tego dobrego nie wyszło. W końcu jest wieloletnim kolegą mojego chłopaka. No i tak oto tkwię w pogmatwanej sytuacji. Od mojego chłopaka nie umiem odejść, ani nie umiem w pełni z nim być. Z kolei z R. nie mogę być z wiadomych przyczyn, ale czuję coś do niego...i nie mogę przestać o nim myśleć. Pewnie mi poradzicie, żebym zostawiła ich obu...ale jak już wspominałam - nie udało się. Komplikacją jest to, że z R. prawdopodobnie zaczynamy studia na tym samym kierunku. Także będę go widywała częściej. Nie wiem co robić...czuję się jak zdrajczyni, mimo, że nie doszło do żadnego fizycznego kontaktu - nawet najmniejszego.
298 2013-01-31 23:45:20 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-01 09:47:21)
ja mam gorszy problem tak mi sie bynajmniej wydaje ,bo ciagnie mi sie to od podstawowki , a teraz mam juz 18 lat . gdy bylam w 5 klasie podstawowki zakochalam sie w pewnym chlopaku z innej klasy . ale on byl bezszczelnym szczeniakiem . bo raz bylismy ze soba raz nie i tak w kolko . a gdy nie bylismy ze soba to on mnie wyzywal od szmat kurew dziwek itp. on mieszkal przy tej samej ulicy co ja , ale miedzy 6kl a 1 gimnazjum przeprowadzil sie prawie na koniec miasta wiec urwal mi sie z nim kontakt ,ale caly czas o nim myslalam,plakalam za nim i wgl ,ale wkoncu w 2 kl gimnazjum zauroczylam sie w innym chlopaku.ktory napoczatku sobie ze mna w chuja przelecial i sie rozeszlismy i wtedy zaczol przyjezdzac do mnie na dzielnice ten chlopak z podstawowki . pierwsze dni wyzywalam sie z nim , bo zrozumialam ze byl wulgaryzm ze mnie tak wyzywal , ale potem zaczely wracac wszystkie wspomnienia i wszystkie uczucia ,ale on wtedy swirowal z moja kolezanka ,wiec sobie darowalam ,ale wieczorami i tak plakalam ,ale stwierdzilam ,ze widocznie nie pasujemy do siebie . i tak wyszlo ze wrocilam do tego drugiego . ale nawiazywalam kontakt z tym z podstawowki ,ale jako kolega i kolezanka . ale wkoncu gdzies tak po pol roku spotykania sie z nim zaczelo do mnie docierac ze jak sie z nim widuje jest calkowicie inaczej . jestem soba i przy nim czuje sie inaczej . ale zostawilam to dla siebie ,bo przeciez mialam chlopaka ,ale ten z podstawowki wkoncu ktoregos dnia powiedzial mi ze juz dluzej tak nie moze , ze on mnie kocha . nie wiedzialam juz sama co mam myslec ,ale bylam juz ze swoim chlopakiem z 1.5 roku , wiec wybralam mojego chlopaka , ale co wieczor myslalam o tym pierwszym ,co wieczor plakalam,ze zle wybralam ,ze to jego kocham ,ale nie potrafilam swojego chlopaka zostawic , bo go tez kochalam . i tak jest do dzis dalej cierpie , bo trzymam to w sobie nikt o tym nie wie i sie tylko mecze . dosc czasem mam tego zycia . bo z moim chlopakiem jest mi dobrze ,ale o tym drugim nie potrafie zapomniec ... ; (( czasem z nim pisze ,ale co z tego ? chcialabym sie z nim widywac , a niestety nie moge ,bo to by bylo glupie miejac chlopaka . . .
KOCHANI, proszę o poradę, w mojej sytuacji
Mam 29 lat. W związku od ok 7 lat z partnerem z którym byłam zaręczona. Robiliśmy ze sobą różne rzeczy. Wyjazdy zagraniczne, restauracje, imprezy, plener, ale przez ten cały okres nie wydarzyło się nic co mogłoby świadczyć, że chcemy iść do przodu. Tzn. wesele, planowanie mieszkania, wspólne rozmowy, wzajemne wsparcie. Mieszkaliśmy u mnie, jeździliśmy moim samochodem, z kolei on nie żałował na rozrywki. Kłóciliśmy się często, był o mnie zawsze bardzo zazdrosny, nie chciałam go denerwować, więc wszędzie jeździliśmy razem. Seks-średnio zadowalający. No i w zeszłym roku rozchorowałam się, przez co do tej pory muszę się leczyć. Już jest dobrze, ale w momencie mojej choroby nie miałam wsparcia z jego strony. W sumie to jedyna rzecz, którą mu zawdzięczam to że nie odszedł. Nic po za tym. Dochodząc do siebie zaczęłam tj widzieć nasz związek z zewnątrz. W końcu anonimowo zaczęłam pisać z pewnym człowiekiem w sieci. Nie wiedziałam jak wygląda, ale wspierał mnie psychicznie. Z czasem zbliżyliśmy się i pochłonęło mnie to zupełnie. Nie potrafię nikogo oszukiwać, więc poinformowałam pierwszego że chcę się rozstać i żeby się wyprowadził. Załamał się, no ale wiedziałam że nie zwracał uwagi na to że w naszym związku dużo moich łez zostało wylanych. Teraz był w wielkim szoku, ale się wyprowadził.
Ja dostałam propozycję wspólnego zamieszkania w mieszkaniu nowego i tak też zrobiłam. Nie tęskniłam za ex, ale widziałam jego poświęcenie. Powiedział ze dostał nauczkę i teraz nigdy nie dopuściłby do tego, żebym go zostawiła bo się zmienił. Cały czas dzwonił i próbował. Pisał że przyjedzie do mnie do pracy. Obawiałam się tego wiec powiedziałam ze porozmawiamy. Spotkałam się z nim. Spytał o moje uczucia do nowego. Powiedziałam, że bardzo się różnimy i że czas pokarze. Bałam się urwać tą nitkę, która daje mi możliwość odwrotu.
Nowy też aniołem nie jest. Wcześniej miał dość sporo kobiet w tym ostatnia 2 lata. Oczywiście deklaracja uczuć z jego strony była i jest wielka. Mam być jego żoną, bo do żadnej kobiety nie czuł jeszcze tak wiele. Tylko, że jak sie poznajemy widzę nasze różnice. Ja chodząca adhd, on spokojny. Ja nie pasuje do roli kobiety pracującej + gotującej + sprzątającej+ prasującej, no ale on przywykł do takiego domu i widzi moją dezaprobatę. Mam rzucić palenie (bo tym go krzywdzę), no dba o moje zdrowie, ale wszystko w swoim czasie, no i chyba sama muszę chcieć? DOdatkowo namawia mnie na antykoncepcję, a ja zawsze miałam uprzedzenia to tych tabletek, bo pamiętam jak słabo się na nich psychicznie czułam i nawet jeśli nie były one tego powodem to uprzedzenie pozostało. Niby stwierdził, że w takim razie mogę ich nie brać (ale dodał że opieram się na plotkach i że to wynika z mojej małej wiedzy- trochę obraźliwie?). No i ciągle robię coś za mało (przytulam, gotuje, wspieram, sprzątam, za dużo- wymagam). Łeee? No nie jestem leniwa, ale bez przesady. Seks- super ;-)
Tak więc siedzę sobie dzisiaj i wylewam moją historię na forum. Nie wiem co robić, kogo wybrać, nie wiem już nic. Czasami myślę że powinnam być sama (ale nigdy nie byłam). Jeju ;-(. Może idealizuje życie i dlatego mam wątpliwości, a może mam racje. W mojej głowie jest chaos.
Any answer?
chyba nie będzie rad.
Ja nie potrafię Ci nic doradzić. Wiesz dlaczego? Dlatego że obaj faceci na męża się nie nadają -- pierwszy nie szanował Cię, nie miałaś wsparcia, nie byłaś dla niego ważna. Drugi jest zaborczy i tylko czeka, aż za tobą zatrzaśnie drzwiczki złotej klatki.
Ale jeśli już miałbym wybierać, to wróciłbym do tego pierwszego pamiętając, że on się NIE zmienił, NIE zrozumiał, tylko trochę wystraszył. Jak będzie pewien, że już z nim zostaniesz, to będzie jak dawniej.
No właśnie wiem- zmian u pierwszego nie będzie. Może jakieś małe, ale może być również sytuacja że jak już poczuje się stabilnie to mi dopiero pokaże (za to że śmiałam go zostawić). ;-/
Nowy-hymm - jest nowy więc 3 miesiącach co ja mogę powiedzieć? No dużo rzeczy dopiero teraz zauważam, bo zauroczenie opadło.
Mąż- wymarzony mąż... czy tacy istnieją, czy za bardzo w to wierze? Jedno będzie na plus, za to inne na minus. Masz to na co godzisz się.
Życie solo- nie wiem, ale może to właśnie najlepsze życie. Nie wiem jednak jak to jest być sama.
;-(
mili moi, będę wdzięczna za więcej porad.
Pytasz o porade? Sama chciałabym znać odpowiedź... Moja sytuacja jest chyba jeszcze bardziej skomplikowana i nie wiem jak z niej wybrnąć. W skrocie wyglada to nastepujace. Byłam z chłopakiem prawie ponad 9 lat, od 6 mieszkaliśmy razem. Miłość ze szkoły średniej. On mnie kochał ponad zycie. Wszystko układało się pomyślnie. On chciał brać ślub, mieć dziecko i świata poza mną nie widział. Nie wiem dlaczego zalogowałam się kiedys na portal internetowy gdzie zaczęłam pisać z jednym chłopakiem. Miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Pojawiła się niesamowita chemia. Zaczęliśmy się spotykać co bardzo szybko bo zaledwie po kilku tygodniach przerodziło się w romans. Oddaliłam się od chłopaka, postanowiliśmy się rozstać. On jednak cały czas miał nadzieję,że do niego wróce. Z nowym było cudownie, zaczęliśmy planować przyszłość, on chce związać się ze mną i wiem, że bardzo mnie kocha ja jednak myślami coraz częściej wracam do byłego chłopaka. Nie potrafię przekreślić tylu wspólnych lat i wspólnie spędzonych chwil. On chce do mnie wrócić, chce żebyśmy znowu zamieszkali razem. Mamy po 30tce i jest to czas, aby się ustatkować. Chciałabym mieć dziecko i założyć rodzinę, problem w tym, że nie wiem z kim... Dla jasności, odkąd jestem z tym drugim, nigdy nic nie było między mną a byłym. Nigdy nie zdradziłam i nie mogłabym zdradzić faceta, z którym teraz jestem. Nasze życie seksualne jest cudownie, dogadujemy się jak stare dobre małżeństwo a jednak myślami wracam do byłego i widzę to czego nie jest w stanie mi dać obecny mężczyzna. Wiem,że nie ma ideałów, każdy ma wady i zalety. Serce podpowiada,że powinnam zostać z obecnym mężczyzną a rozum podpowida, że większą stabilizację da mi mój były. Ponoć warto słuchać serca ale dla mnie to nie jest takie oczywiste. Kocham ich obu na swój sposób. Wiem, że były chłopak nie będzie czekał na mnie wiecznie... Jak miałabym zakończyć obecny związek?? I to wszystko ciągnie się już bardzo długo a ja jestem między młotem a kowadłem...
Ja też kiedyś podobną decyzję podjąłem. Nie ma dobrego rozwiązania, bo musiałabyś przeżyć życie z jednym, a potem z drugim i na końcu powiedzieć które było lepsze. Skoro juz jesteś z tym nowym, to go chociaż dobrze poznaj. Mieszkacie razem? Kłócicie się? Przy którym miałaś więcej wolności? Prawdziwa miłość daje dużo wolności.
Ja też kiedyś podobną decyzję podjąłem. Nie ma dobrego rozwiązania, bo musiałabyś przeżyć życie z jednym, a potem z drugim i na końcu powiedzieć które było lepsze. Skoro juz jesteś z tym nowym, to go chociaż dobrze poznaj. Mieszkacie razem? Kłócicie się? Przy którym miałaś więcej wolności? Prawdziwa miłość daje dużo wolności.
Jestesmy za sobą już 2 lata i pomieszkujemy ze sobą. Kłocimy się, godzimy, rozpieszczamy, wkurzamy nawzajem. Nie ma ludzi idealnych i idealnych związków. Seks jest cudowny... A jednak coś mnie ciągnie do mojego byłego. Oboje są tacy inni...
ecia, sluu, maneka... sorry ale wy jakieś poryp..ne jesteście.
Byłyście w związkach, potem zaczęłyście zdradzać a teraz nie wiecie czy zdradzić obecnego z byłym czy nie...
sorry ale wymiękam nad tą kobiecą logiką.
Niestety ale takie kobiece rozumowanie to już prawie norma ![]()
Cóż, napiszę to do wszystkich kobiet które "kochają" dwóch facetów jednocześnie:
- "najważniejsze jest własne szczęście" - owszem, czy na pewno właściwą drogą do osiągnięcia go jest ranienie innych i zdrada?
- "zrozumieć nas może tylko ktoś ko przeżył to samo" - oczywiście, pierwszy i najważniejszy krok odcinania się od własnych złych uczynków i wybielania się - uznanie że to kwestia sytuacji w której jesteście a nie Waszych decyzji... idąc tym tropem nie dane będzie ocenić nigdy nikomu żadnego złego uczynku, bo przecież nikt nie był w sytuacji innej osoby... a złe rzeczy jakoś się jednak dzieją... i to w skutek Waszych działań...
- "serce nie sługa" - zazwyczaj jest tak że macie jednego faceta, ale coś się nie układa ostatnio, rzadko się widujecie, bądź odezwała się szkolna miłość z przed lat... no i właśnie okazuje się że ten nowy jest taki fajny, zabawny itp... i nawet nie wiecie kiedy się "zakochałyście"... mogę to skomentować tak: zakochanie czy nawet zauroczenie samo się nie przychodzi, trzeba mu trochę pomóc... mając stałego partnera powinnyście ucinać wszystkie nowe znajomości z nowo poznanymi facetami właśnie wtedy jak zauważacie że coś Wam się w nich podoba, bo zainteresowanie innym jest zagrożeniem dla związku - ale nie, Wy wtedy sprawdzacie czy się nadają, czy mają cechy które lubicie, czy mówią komplementy i zabiegają... i nagle zdziwienie że się "zakochałam"...
Spójrzcie na siebie w lustrze i odpowiedzcie sobie - czy naprawdę jesteście bez winy? jesteście ofiarami "nieokiełznanych uczuć"? A mi się wydaje że trudno przyznać się sobie samej że robi się coś co krzywdzi drugą osobę... bo w końcu "uczucie" to coś w imię czego można się zapomnieć, okłamywać i oszukiwać partnera itp...
Jak zrozumiecie że większość sytuacji pojawia się przy Waszym celowym działaniu, że nie jesteście ofiarą która ślepo przyjmuje los, że ranicie kogoś, kto może jeszcze o tym nie wie, ale to już się dzieje... jak to zrozumiecie i pojawią się z Waszej strony zdecydowane działania, Wasza sytuacja się zmieni...
Ale może lepiej po prostu tak tkwić, żywić się emocjami, użalać się nad sobą że jeden przystojny i miły a drugi pewny siebie i bogaty (czy jakiekolwiek inne zestawienia) a trzeba wybrać tylko jednego... ileż w tym emocji... zakłamania, egoizmu i oszukiwania samej siebie...
Pytasz o porade? Sama chciałabym znać odpowiedź... Moja sytuacja jest chyba jeszcze bardziej skomplikowana i nie wiem jak z niej wybrnąć. W skrocie wyglada to nastepujace. Byłam z chłopakiem prawie ponad 9 lat, od 6 mieszkaliśmy razem. Miłość ze szkoły średniej. On mnie kochał ponad zycie. Wszystko układało się pomyślnie. On chciał brać ślub, mieć dziecko i świata poza mną nie widział. Nie wiem dlaczego zalogowałam się kiedys na portal internetowy gdzie zaczęłam pisać z jednym chłopakiem. Miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Pojawiła się niesamowita chemia. Zaczęliśmy się spotykać co bardzo szybko bo zaledwie po kilku tygodniach przerodziło się w romans. Oddaliłam się od chłopaka, postanowiliśmy się rozstać. On jednak cały czas miał nadzieję,że do niego wróce. Z nowym było cudownie, zaczęliśmy planować przyszłość, on chce związać się ze mną i wiem, że bardzo mnie kocha ja jednak myślami coraz częściej wracam do byłego chłopaka. Nie potrafię przekreślić tylu wspólnych lat i wspólnie spędzonych chwil. On chce do mnie wrócić, chce żebyśmy znowu zamieszkali razem. Mamy po 30tce i jest to czas, aby się ustatkować. Chciałabym mieć dziecko i założyć rodzinę, problem w tym, że nie wiem z kim... Dla jasności, odkąd jestem z tym drugim, nigdy nic nie było między mną a byłym. Nigdy nie zdradziłam i nie mogłabym zdradzić faceta, z którym teraz jestem. Nasze życie seksualne jest cudownie, dogadujemy się jak stare dobre małżeństwo a jednak myślami wracam do byłego i widzę to czego nie jest w stanie mi dać obecny mężczyzna. Wiem,że nie ma ideałów, każdy ma wady i zalety. Serce podpowiada,że powinnam zostać z obecnym mężczyzną a rozum podpowida, że większą stabilizację da mi mój były. Ponoć warto słuchać serca ale dla mnie to nie jest takie oczywiste. Kocham ich obu na swój sposób. Wiem, że były chłopak nie będzie czekał na mnie wiecznie... Jak miałabym zakończyć obecny związek?? I to wszystko ciągnie się już bardzo długo a ja jestem między młotem a kowadłem...
Piszesz że,nigdy nie zdradziłaś faceta z którym Jesteś.Hm.To już zapomniałaś jak poznałaś tego obecnego?.
Niestety nie można. Zastanawiałam się nad tym samym, biorąc pod uwagę swoją ówczesną niegdysięjszą sytuację.
Radzę dobrze i mądrze zweryfikować uczucia...
Niestety nie można. Zastanawiałam się nad tym samym, biorąc pod uwagę swoją ówczesną niegdysięjszą sytuację.
Radzę dobrze i mądrze zweryfikować uczucia...
Niestety?.
Żałujesz czegoś?
314 2013-04-05 13:58:03 Ostatnio edytowany przez Kejt777 (2013-04-05 13:59:31)
Kejt777 napisał/a:Niestety nie można. Zastanawiałam się nad tym samym, biorąc pod uwagę swoją ówczesną niegdysięjszą sytuację.
Radzę dobrze i mądrze zweryfikować uczucia...Niestety?.
Żałujesz czegoś?
Niestety to raczej w odpowiedzi na dylemat autorki postu.
Niczego, co się wydarzyło w moim zyciu, nie żałuję. Wszystko było po coś.
Zajęło mi sporo czasu żeby to zrozumieć.
Alterego1 napisał/a:Kejt777 napisał/a:Niestety nie można. Zastanawiałam się nad tym samym, biorąc pod uwagę swoją ówczesną niegdysięjszą sytuację.
Radzę dobrze i mądrze zweryfikować uczucia...Niestety?.
Żałujesz czegoś?Niestety to raczej w odpowiedzi na dylemat autorki postu.
Niczego, co się wydarzyło w moim zyciu, nie żałuję. Wszystko było po coś.
Zajęło mi sporo czasu żeby to zrozumieć.
A tego że,zdradziłaś będąc w związku także nie żałujesz?.
Kejt777 napisał/a:Alterego1 napisał/a:Niestety?.
Żałujesz czegoś?Niestety to raczej w odpowiedzi na dylemat autorki postu.
Niczego, co się wydarzyło w moim zyciu, nie żałuję. Wszystko było po coś.
Zajęło mi sporo czasu żeby to zrozumieć.A tego że,zdradziłaś będąc w związku także nie żałujesz?.
Kiedy się to działo zwiazek wówczas nie istniał, była przerwa.
Każde chciało spróbować co innego z kimś innym się związać.
Więc jeśli już to obustronnie.
Cześć... czy jest tu ktoś, kto chciałby wysłuchać mojej historii?
Wal smialo ![]()
319 2013-05-26 21:06:34 Ostatnio edytowany przez Caravel (2013-05-26 22:51:12)
___________________
Przepraszam was. Tu był mój długi post, który napisałam, bo myślałam, że będzie mi lżej. Nie jest. Kasuję, przepraszam.
Strasznie się wstydzę.
18 lat to chyba odpowiedni wiek, żeby przekonać się, że uczucia, o ile jakieś są, nie mają znaczenia.
Mam 18 lat.
Możecie mnie oceniać. Czuję się dziwką.
Nigdy nie uprawiałam seksu.
Nie chce Cie oceniac ani krytykowac ale caly Twoj post to jeden wielki konwejer bezsensu bez ladu i skladu.
Jestes z G. i myslisz o K. i odwrotnie.
Seksu nie uprawiacie a ladujesz x razy w lozku
![]()
Na ile jestes stala w uczuciach, by ewidentnie odciac sie od jednego i byc z drugim???
Bo z tego co piszesz nie kochasz ani jednego ani drugiego, a w rezultacie kuku emocjonalne z tytulu niespelnionej milosci do partera X robisz nikomu innemu jak wlasnie sobie.
Dlatego to napisałam, żebyście mogli kojarzyć łóżko z pettingiem, a nie penetracją.
Kiedyś byłam stała...
Czesc dziewczyny mam ten sam problem jestem z facetem jakies 8 lat dodam-nie jest on moim mezem ale budujemy wspolny dom planujemy przyszlosc ale .. jest jeszcze ktos Pawel .. znam go jakies 6 5 lat ... dluzo sie przyjaznilismy i moj chlopak o tym wiedzial ale po pewnym czasie kiedy moj chlopak jezdzil za granice spotkania z Pawlem staly sie coraz intensywniejsze .. it on jest cudowny .. ale nie wiedzialam co zrobic ktorego wybrac i tak sie to ciagnelo az do teraz .. a kiedy chcialam to przerwac to rodzina jak to go zostawisz przeciez dom budujecie skad mu oddasz tyle pieniedzy co jego rodzice pomysla itd itd i nie zostawilam go. Pawel wiele razy mi mowil ze bede tego zalowala bo nieraz plakalam przy nim ze nie mozemy byc razem itd .. i on nie szukala sobie dziewczyny czekal na mnie ja mu powiedzialam ze tak dalej byc nie moze i musi kogos znalezc sobie .. i to trwalo i trwalo i wkoncu znalazl sobie dziewczyne .. tak zeby nie zostac sam .. jak ja sie nie zdecyduje mowil mi wyszystko o niej itd .. a jak z zazdrosci o niego napisalam do niej za ja zdradza itd i nie gadamy juz 4 miesiace .. ona pojechala do niego do londynu .. nie mam z nim zadnego kontaktu .. ale wiem ze on mnie naprawde kochal i co teraz mam zrobi walczyc o niego ???????????????????????????? wogole to nie wiem sama co ja czuje obecnego faceta mi szkoda .. o Pawle caly czas mysle .. i wspominam .. z moim obecnym w luzku mi sie nie uklada wogole mi sie nie ukalada .. i on wie bo mu niedawno powiedzialam ze go zdradzilam .. ale mnie nie zostawil nie wiem moze ze wzgledu na dom a moze tak bardzo mnie kocha albo to poprostu przywiazanie .. pomozcie mi bo mi sie juz zyc odniechciewa
:( dodam jeszcze ze mam nr do tej jego panny myslalam zeby zadzwonic i pogadac z nim ale boje sie ze on juz mnie kocha i nie chce mnie znac po tym wszystkim co zrobialam ..:( mam nadzieje ze w grudniu bedzie w polsce i wtedy sie spotkamy :(a i ja z moim facetem tez jestem za granica ale gdzies indziej nie w ladynie.
Dziewczyny!!
Temat, który poruszacie jest mi bliski, znajomy i trudny i wolę oczywiście do niego nie wracać, ale jeśli moje słowa mogą komuś pomóc w podjęciu decyzji to nie zawaham się tego napisać.
Byłam w takiej samej sytuacji. Stały związek - rutyna, brak zaangażowania i starań, brak rozmowy i zrozumienia. Nowy znajomy - zafascynowany mną, a ja nim, motylki w brzuchu, ciągła chęć, żeby go zobaczyć.
Zdradziłam chłopaka, z którym byłam od lat (nie był to wcale dobry związek) i związałam się z tym drugim facetem (ten związek był jeszcze gorszy).
Po pierwsze okazało się, że nowa "miłość" jest totalną odwrotnością starej. Czyli: nowy facet posiada cechy, których wcale nie szukam u mężczyzny, a fascynowały mnie jedynie dlatego, że były odmienne. Po kilku miesiącach był zaś tak nie do wytrzymania, że oczywiście musiałam zakończyć ten "związek", żeby nie ranić faceta ciągłą niechęcią do niego.
Znam doskonale ten smak tego, jaki ktoś jest pociągający, ujmujący... Okazuje się to wszystko iluzją, gdy można już mieć to na wyciągnięcie ręki.
Zdradę przypłaciłam półrocznymi, bezustannymi wyrzutami sumienia, które doprowadziły do okrutnych stanów i myśli samobójczych. Być może dlatego, że o wiele łatwiej jest być ofiarą niż "katem". Ofiara ma prawo do żalu i bólu, kat - może liczyć się tylko z linczem społecznym.
Mi też się wydawało, że nie mogę bez "nowego" żyć, nie chciałam rozstawać się nawet na chwilę. Dziś brzydzę się nim i sobą. Dopiero podnoszę się po tym, co się stało.
Z perspektywy czasu jednak nie żałuję, bo w moim poprzednim związku naprawdę źle się działo, a ja byłam tak uzależniona od tego mężczyzny, że gdyby nie nowy pewnie nigdy bym się od niego nie uwolniła!
Bo to, że pociąga nas ktoś inny jest zawsze wskazaniem na DEFICYT w stałym związku. Jeśli jest możliwe wypełnić ten deficyt, wzajemną rozmową, szacunkiem do siebie, miłością i zrozumieniem to WALCZCIE o tej związek!! Jeśli nie można - odejdźcie, a dopiero potem zacznijcie szukać nowej miłości.
Bo po zdradzie bardzo trudno żyć, także tej zdradzającej stronie.
Polecam poczytać wątki kobiet, które zdradziły swoich mężów - poczytajcie o ich uczuciach. Może strach przed konsekwencjami będzie odpowiednim hamulcem.
Jest też taki film: "Take This Waltz".
Jeśli któraś z Was chciałaby dokładniej porozmawiać o swoich emocjach i doświadczeniach zapraszam do prywatnej konwersacji. ![]()
Czesc dziewczyny mam ten sam problem jestem z facetem jakies 8 lat dodam-nie jest on moim mezem ale budujemy wspolny dom planujemy przyszlosc ale .. jest jeszcze ktos Pawel .. znam go jakies 6 5 lat ... dluzo sie przyjaznilismy i moj chlopak o tym wiedzial ale po pewnym czasie kiedy moj chlopak jezdzil za granice spotkania z Pawlem staly sie coraz intensywniejsze .. it on jest cudowny .. ale nie wiedzialam co zrobic ktorego wybrac i tak sie to ciagnelo az do teraz .. a kiedy chcialam to przerwac to rodzina jak to go zostawisz przeciez dom budujecie skad mu oddasz tyle pieniedzy co jego rodzice pomysla itd itd i nie zostawilam go. Pawel wiele razy mi mowil ze bede tego zalowala bo nieraz plakalam przy nim ze nie mozemy byc razem itd .. i on nie szukala sobie dziewczyny czekal na mnie ja mu powiedzialam ze tak dalej byc nie moze i musi kogos znalezc sobie .. i to trwalo i trwalo i wkoncu znalazl sobie dziewczyne .. tak zeby nie zostac sam .. jak ja sie nie zdecyduje mowil mi wyszystko o niej itd .. a jak z zazdrosci o niego napisalam do niej za ja zdradza itd i nie gadamy juz 4 miesiace .. ona pojechala do niego do londynu .. nie mam z nim zadnego kontaktu .. ale wiem ze on mnie naprawde kochal i co teraz mam zrobi walczyc o niego ???????????????????????????? wogole to nie wiem sama co ja czuje obecnego faceta mi szkoda .. o Pawle caly czas mysle .. i wspominam .. z moim obecnym w luzku mi sie nie uklada wogole mi sie nie ukalada .. i on wie bo mu niedawno powiedzialam ze go zdradzilam .. ale mnie nie zostawil nie wiem moze ze wzgledu na dom a moze tak bardzo mnie kocha albo to poprostu przywiazanie .. pomozcie mi bo mi sie juz zyc odniechciewa
:( dodam jeszcze ze mam nr do tej jego panny myslalam zeby zadzwonic i pogadac z nim ale boje sie ze on juz mnie kocha i nie chce mnie znac po tym wszystkim co zrobialam ..:( mam nadzieje ze w grudniu bedzie w polsce i wtedy sie spotkamy :(a i ja z moim facetem tez jestem za granica ale gdzies indziej nie w ladynie.
Kolejna emocjonalnie upośledzona, pozbawiona empatii istota. Dlaczego jesteś ze swoim obecnym partnerem?? Z przywiązania, bo dom wspólnie budujecie? Przecież go nie kochasz! Spłać to, co masz do spłacenia (rodziny nie słuchaj) i odejdź od niego. Okaż trochę przyzwoitości i podziękuj swojemu obecnemu partnerowi, że zechciał z tobą być i nawet budować ci dom. Niech sobie ułoży życie z kimś bardziej wartościowym. Ty nie jesteś gotowa na żaden poważny związek.
hej mam problem mam meza jestesmy razem 10 lat 6 lat po slubie mamy dziecko 4 letnie maz pracuje w delegacji tam popadla w zle towarzystwo . probowlam nie raz z nim rozmawiac na temat naszego zycia obiecywal poprawe i wogole w lipcu poznalam jego od poczatku cos zaiskrzylo. to brat mojej znajomej wiec czesto sie widywalismy moja corka wprost szalala na jego widok bawil sie z nia poswiecal jej czas ktorego mąż dla niej nie ma. przykro mi bylo ze obcy facet jest dla niej wazniejszy a i dla mnie robil sie kims waznym doszlo do pocalunku pozniej do czegos wiecej wyznal mi ze sie zakochal i chce byc ze mna i moja corka. niestety ja mam meza wyjechal za granice. ja zostalam mija juz pol roku a ja nadal tesknie za nim snie o nim gdy napisze do mnie to az chce mi sie zyc tylko on sprawia ze sie usmiecham slabo go znam a jednak gdyby nie corka juz bym byla tam gdzie on. tak mysle ale jest tez maz duzo mu zawdzieczam ale nie ma dla nas czasu wplatal sie w klopoty z prawem sypiajac z mezem mysle o tamtym jestem w rozterce, tu wiem na czym stoje z tamtym nie wiem jakby sie zylo tak na codzien