Spór o ... jedzenie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 92 ]

39 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-03-14 12:26:33)

Odp: Spór o ... jedzenie...

A ja dla odmiany myślę, że nie jest to aż takie straszne "dokarmianie" faceta, nie demonizujmy. Przeczytałam, że mamusia posyła np. pierogi, domową wędlinę itp. - czyli smakołyki, których na co dzień nikt nie robi, bo albo nie ma czasu, albo możliwości. Mnie np. "wsiowa" ciocia przysyła codziennie 10 jajek od własnych kur - czy mam uważać, że mnie karmi?
Kiedyś dawniej teściowa dawała - czy to ogórki kiszone własnej roboty, bigos, jajka, czy jakieś tam ichnie swojskie wędliny i sery, które skądś tam miała - mimo, że nieraz były tego spore ilości, traktowałam to jako dodatkowy prezent. Z tym, że nie miałam problemów z tym, żeby sobie wziąć z lodówki i zjeść, nawet jeśli dając to, mówiła "weź, weź, bo G. lubi" smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
GG 66781850
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Spór o ... jedzenie...

Santa, ale przeciez nie o to chodzi, ze mamusia tam mu raz na tydzien przywiezie specjalna kielbaske czy pierogi- to byloby jak najbardziej normalne. Ona go praktycznie ZYWI, tak ze facet nigdy prawie razem z wlasna kobita nie je. Tez bym sie wkurzyla, gdyby moj mezczyzna wolal codziennie jesc sloiczki od mamusi, a nie porzadna kolacje w domu. To jasno wskazuje na to gdzie go pepowina ciagnie...

41 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2017-03-14 13:54:00)

Odp: Spór o ... jedzenie...

A mnie tam nie dziwi ta sytuacja, nie widzę nic złego, że matka dała i daje  synom wałówkę.
Ten jeden mieszka za granicą, nie ma tam takich delicji jak polskie, mamusine pierogi i wędlinki.
Nic dziwnego, że jemu chce się tego domowego jedzenia jeść jak najwięcej.
Matka prawdopodobnie jest osobą, która kocha gotować, kocha karmić innych, sprawia jej to przyjemność gdy widzi, że komuś to co wytworzy w kuchni smakuje. Nie może tego robić wobec tego syna, który jest za granicą często to jednorazowo postarała się aby mu na kilka dni starczyło tych dobroci.
Dlatego też karmi ciągle drugiego syna, partnera autorki.
Są takie matki, które nieba chcą przychylić swoim dzieciom. Tu jest sytuacja 'Niebo w gębie". I wolno im tak postępować, sprawiać przyjemność swoim bliskim.
A syn, partner autorki też ma do tego prawo aby dobrze zjeść.
Niby w imię czego ma się umartwiać i nie korzystać z tego co mama życzliwie  oferuje?
Jedynie to, że niezbyt chętnie dzieli się z autorką to jest jego ogromna wina, zachowanie niedopuszczalne w związku.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

42

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Santa, ale przeciez nie o to chodzi, ze mamusia tam mu raz na tydzien przywiezie specjalna kielbaske czy pierogi- to byloby jak najbardziej normalne. Ona go praktycznie ZYWI, tak ze facet nigdy prawie razem z wlasna kobita nie je. Tez bym sie wkurzyla, gdyby moj mezczyzna wolal codziennie jesc sloiczki od mamusi, a nie porzadna kolacje w domu. To jasno wskazuje na to gdzie go pepowina ciagnie...

No, ale to ja bym się zastanowiła nad umiejętnościami kulinarnymi Autorki, skoro on potrafi sam ugotować, a od niej jakoś nie chce...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
GG 66781850

43

Odp: Spór o ... jedzenie...

Santa, jak tyle lat ze soba sa, to mogl jej przeciez delikatnie dac do zrozumienia, ze moglaby sie kulinarnie podszkolic (jezeli faktycznie to kwestia jej braku umiejetnosci), a nie chamsko codziennie stolowac sie u mamusi.

Bo jak juz napisalam, to nie chodzi o to, ze mamcia cos tam od czasu do czasu podrzuci, tylko, ze notorycznie podkopuje pozycje dziewczyny, w czym jej chlopak jeszcze sekunduje. Na serio, jakbys sie czula gdyby Twoj maz zamiast stolowac sie w domu, codziennie latalby ze sloiczkami od mamusi, kategorycznie odmawiajac dotykania jedzenia, ktore przygotowalas? Mnie by to smiertelnie obrazilo.

Kleoma, ja rozumiem, ze sa kobiety, ktore gotowac lubia i lubia swoim dzieciom, nawet doroslym, czasem sie przymilic z jakims ciastem czy pierogami, ale na Boga, przeciez ten facet ma 30stke na karku i nie jest leworecznym kawalerem bez kuchni. Poza tym on wie, ze jego kobiete to rani I jej przeszkadza, a i tak nic z tym nie robi. To jest klasyczna sytuacja Maminsynek- Zaborcza Mamusia.

44 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-03-14 15:32:12)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Bo jak juz napisalam, to nie chodzi o to, ze mamcia cos tam od czasu do czasu podrzuci, tylko, ze notorycznie podkopuje pozycje dziewczyny, w czym jej chlopak jeszcze sekunduje. Na serio, jakbys sie czula gdyby Twoj maz zamiast stolowac sie w domu, codziennie latalby ze sloiczkami od mamusi, kategorycznie odmawiajac dotykania jedzenia, ktore przygotowalas? Mnie by to smiertelnie obrazilo.

Szczerze? Z początku mnie to faktycznie wkurzało, ale później, jak już np. były dzieci i ogólnie więcej obowiązków, to mnie to bardzo cieszyło, że zostaje mi obiad na następny dzień i mam z głowy big_smile Zwłaszcza, że moja była teściowa używa nieziemskich ilości kminku, którego ja nie cierpię, więc ogólnie nie widziałam żadnego problemu big_smile

Ale ja nie wyczytałam, że on się stołuje u mamusi codziennie? Może źle zrozumiałam, ale wydaje mi się, że to jest raz na jakiś czas? Autorka napisała natomiast, że on potrafi sam coś przygotować i jedzą razem - więc chyba faktycznie problem leży gdzie indziej, o ile to w ogóle problem (pomijając inne kiepskie rzeczy w tym związku), bo ze słów Autorki wynika, że gość faktycznie nie rozumie, o co jej chodzi, nie proponuje jej jedzenia od mamy, bo pewnie wychodzi z takiego samego założenia, co ja - jest w lodówce, masz ochotę, to se weź... Przecież są 6 lat parą, na rany boskie. Herbatę też jej ma "proponować" zamiast po prostu postawić więcej wody?

Wydaje mi się, że z tym jedzeniem to najmniejszy problem... jak dla mnie to oni w ogóle nie są w związku, po prostu wspólnie mieszkają... zero komunikacji, zero seksu, zero bliskości...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
GG 66781850

45

Odp: Spór o ... jedzenie...

Nie no, zaraz... Sięgając pamięcią wstecz to nie pamiętam, aby moj ex mial w zwyczaju wtryniać smakołyki sam tongue Normalną rzeczą jest, że jak się cos przygotowuje to się pyta WSZYSTKICH  w domu czy ktos tez chce trochę (albo wpiernicza wszystko samemu poki nikt sie nie zorientuje) ale wyobrazacie sobie, że ktos stoi przy kuchni i osobę z lewej pyta czy chce, a osobę z prawej ignoruje?

A ja tak zrozumialam to, co autorka opisuje.

Ja rozumiem kiedy ktos cos robi dla siebie bo ma pewnosc, że ta druga osoba jest najedzona czy akurat tego nie lubi ale zeżreć wszystli pierogi z wałówki i nie spytac sie czy osoba, ktora stoi obok tez chce?

To nie chodzi o to, ze autorka moze sama sobie wziac (w sumie ja bym wziela by chociaz przekonac sie jak facet zareaguje) chodzi o to, ze to po prostu prostactwo tongue

Dzieci w przedszkolu uczy sie czestowac cukierkami a tu dwoch typów z pełną gębą i zaden nie zapyta czy osoba obok tez ma ochotę sprobowac.

Nie ma znaczenia, że to jej chlopak, po 20 latach malzenstwa tez bym uwazala takie zachowanie za prostactwo i ignorowanie mnie.

46 Ostatnio edytowany przez planet1988 (2017-03-14 17:27:37)

Odp: Spór o ... jedzenie...

A mogę wiedzieć czemu masz ze względów religijnych niechęć do seksu?

Zachowujecie się jak studenci walczący o jedzenie z lodówki a nie jak para po 6 latach związku;/

47

Odp: Spór o ... jedzenie...
Iceni napisał/a:

Nie no, zaraz... Sięgając pamięcią wstecz to nie pamiętam, aby moj ex mial w zwyczaju wtryniać smakołyki sam tongue Normalną rzeczą jest, że jak się cos przygotowuje to się pyta WSZYSTKICH  w domu czy ktos tez chce trochę (albo wpiernicza wszystko samemu poki nikt sie nie zorientuje) ale wyobrazacie sobie, że ktos stoi przy kuchni i osobę z lewej pyta czy chce, a osobę z prawej ignoruje?

A ja tak zrozumialam to, co autorka opisuje.

Ja rozumiem kiedy ktos cos robi dla siebie bo ma pewnosc, że ta druga osoba jest najedzona czy akurat tego nie lubi ale zeżreć wszystli pierogi z wałówki i nie spytac sie czy osoba, ktora stoi obok tez chce?

To nie chodzi o to, ze autorka moze sama sobie wziac (w sumie ja bym wziela by chociaz przekonac sie jak facet zareaguje) chodzi o to, ze to po prostu prostactwo tongue

Dzieci w przedszkolu uczy sie czestowac cukierkami a tu dwoch typów z pełną gębą i zaden nie zapyta czy osoba obok tez ma ochotę sprobowac.

Nie ma znaczenia, że to jej chlopak, po 20 latach malzenstwa tez bym uwazala takie zachowanie za prostactwo i ignorowanie mnie.

No, ale ja nie wiem, gdzie to jest napisane, że ona stała obok? W pierwszym poście Autorka pisze, że "pierogi zjedli sami", bo po 3 dniach nie było już ich w lodówce, ale nie napisała, że jedli je przy niej... To przez 3 dni chodziła koło tej lodówki i czekała na zaproszenie?

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
GG 66781850

48

Odp: Spór o ... jedzenie...

Zwróćcie uwagę na zdanie z pierwszego postu: autorka twierdzi, że ona zawsze częstuje jak przywiezie coś smacznego. Mam wrażenie, że to słowo podkreśla sedno współlokatorskich układów, jakie panują w tym "związku".
Tu nie ma wspólnej żywności. Tu można co najwyżej poczęstować kogoś, lub czekać na zaproszenie do poczęstowania się.

49

Odp: Spór o ... jedzenie...
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Nie no, zaraz... Sięgając pamięcią wstecz to nie pamiętam, aby moj ex mial w zwyczaju wtryniać smakołyki sam tongue Normalną rzeczą jest, że jak się cos przygotowuje to się pyta WSZYSTKICH  w domu czy ktos tez chce trochę (albo wpiernicza wszystko samemu poki nikt sie nie zorientuje) ale wyobrazacie sobie, że ktos stoi przy kuchni i osobę z lewej pyta czy chce, a osobę z prawej ignoruje?

A ja tak zrozumialam to, co autorka opisuje.

Ja rozumiem kiedy ktos cos robi dla siebie bo ma pewnosc, że ta druga osoba jest najedzona czy akurat tego nie lubi ale zeżreć wszystli pierogi z wałówki i nie spytac sie czy osoba, ktora stoi obok tez chce?

To nie chodzi o to, ze autorka moze sama sobie wziac (w sumie ja bym wziela by chociaz przekonac sie jak facet zareaguje) chodzi o to, ze to po prostu prostactwo tongue

Dzieci w przedszkolu uczy sie czestowac cukierkami a tu dwoch typów z pełną gębą i zaden nie zapyta czy osoba obok tez ma ochotę sprobowac.

Nie ma znaczenia, że to jej chlopak, po 20 latach malzenstwa tez bym uwazala takie zachowanie za prostactwo i ignorowanie mnie.

No, ale ja nie wiem, gdzie to jest napisane, że ona stała obok? W pierwszym poście Autorka pisze, że "pierogi zjedli sami", bo po 3 dniach nie było już ich w lodówce, ale nie napisała, że jedli je przy niej... To przez 3 dni chodziła koło tej lodówki i czekała na zaproszenie?

JA w ogóle nie wiem jak można mieć spór o jedzenie big_smile
Jest lodówka to się je a później kupuje big_smile
Ile razy coś żonie zjadłem a jak miała na to straszną ochotę to leciałem do fracca na rogu;)
Chociaż krokietów mojej mamy nie mogłem tknąć bo moja żona je uwielbiała i były robione specjalnie dla niej big_smile:D:D

50

Odp: Spór o ... jedzenie...

Aż się wypowiem, bo temat mi bliski - wałówę z domu wożę co jakiś czas, faceta mam, doświadczenie jest wink

Jak przywożę coś z domu, to partnerowi mówię, co przywiozłam i pewnie nawet dodaję jakieś "częstuj się, jak masz ochotę". Zawsze przywożę "nam" - wie o tym facet, bo tak mówię, i mama też wie, robi podwójne porcje. Generalnie, jak jem (albo idę tę przysłowiową herbatę robić), to pytam faceta, czy też ma ochotę. Ale z drugiej strony, jak coś leży w lodówce, to on albo sam sobie weźmie, albo ewentualnie zapyta czy się do czegoś może dobrać.

I na bazie tych osobistych doświadczeń mam taką myśl - że nie o żarcie chodzi w problemie Autorki. ono jest tylko symptomem, że ten związek jest ogólnie w kiepskim stanie. Bo w normalnej, dobrej relacji nikt nie robi problemów o wałówkę z domu - ten, co wozi nie ma problemów z częstowaniem i z tym, że druga osoba weźmie sobie sama, a druga osoba nie ma problemu z bramiem lub ewentualnie z pytaniem, czy może. Żadna możliwa konfiguracja nikomu wtedy na honor nie wjeżdża i wszystko jest cacy.

A jak w związku emocjonalna pustynia, jak pretensje, niespełnione oczekiwania, zawody, zero bliskości - to można i z braku zaproszenia do konsumpcji pierogów zrobić potwarz.

Także, Autorko, zamiast fiksować się na tych pierogach, czy nawet na szerzej pojmowanych sprawach żywieniowych, zacznij szukać ŹRÓDEŁ problemów, a nie OBJAWÓW. Bo jak wiadomo, leczenie objawowe to ujdzie przy przeziębieniu - przy poważniejszych sprawach tylko może ewentualnie odsunąć agonię, ale jej nie powstrzyma.

51

Odp: Spór o ... jedzenie...

Jasne, ze samo zarcie jest tylko symptomem. Tylko, ze takie odgradzanie jedzenia jest jasnym sygnalem, ze tu brakuje wspolnoty (podobnie jak brak seksu, szczegolnie jezeli byl wczesniej i nie jest tak, ze czekaja do slubu). Watpie czy facet Autorki jest mocniej zaangazowany w ten zwiazek niz w relacje z mamusia i czy wogole dorosl do zwiazku. Watpie tez czy Autoraka potrafi sie jasno i dojrzale z nim komunikowac.

52

Odp: Spór o ... jedzenie...

Autorka też mi nie wygląda na zbytnio zaangażowaną w związek, jeśli mam być szczera. Nie wiemy, co było wcześniej, czy nagła zmiana religii przez Autorkę, czy oddalanie się faceta - w sensie, że przestał np. proponować jej jedzenie - ale w sumie, czy to ważne, które pierwsze zaczęło... ważne, że teraz żadne z nich nic z tym nie robi i coraz bardziej się oddalają...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
GG 66781850

53

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ja tu widzę dwoje współlokatorów w akademiku, chociaż nawet tam, dzieliłyśmy się z dziewczynami tym, co każda z domu przywiozła...o seksie nie wspomnę, po 6 latach razem to albo im przeszło, zero pożądania i chemii, albo coś gorszego jest na rzeczy i się nie dowiemy...autorka prosi o rady, czy zerwać tę znajomość, czy nie. Ja bym zakończyła, takie jest moje zdanie, mam po prostu inną wizję związku, wspólne gotowanie, wspólne jedzenie, wspólny seks big_smile i tyle.

54

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ja rozumiem samą ideę przygotowywania wałówki. Mieszkam za granicą, jak zajadę do Polski, to moja mama też wypycha moją walizkę pierogami i bigosem. Ja nie umiem ich robić, jak moja mama zrobi ruskie pierogi, to nikt takich nie robi. big_smile ale jak już je przywiozę do UK, to oczywiste jest, że jemy je razem z partnerem, one są dla NAS. Nie ma częstowania, po prostu jemy razem obiad. Nie wyobrażam sobie opychać się pierogami, a jemu kazać by ugotował sobie swój obiad. Absurd jakiś.

A co do seksu, wygląda to tak, jakby autorka na początku związku współżyła, a potem jak juz faceta złapała, zamieszkali razem, to nagle nawrócenie - częsty scenariusz...

55

Odp: Spór o ... jedzenie...

Autorka sama musi nam wyjasnic dlaczego tak nagle stala sie religijna, ale bardziej mi sie wydaje, ze szlaban na lozko zaistnial, bo jak sama napisala poczula, ze facet sie od niej oddala i miala niezle spiny z jego bratem i cala sytuacja ona versus jego rodzina, na ktora on nie reagowal. Tez bym nie chciala sie kochac z partnerem jakbym czula, ze brak z jego strony szacunku, uwagi czy jest pomiedzy nami konflikt.

56

Odp: Spór o ... jedzenie...

W sumie racja, Beyondblackie.
Wszystko rozbija się o komunikację. Gdyby mój facet żałował mi jedzenia, byłaby albo rozmowa, albo awantura - ale zawsze to jakaś forma komunikacji - a u nich tego brak. Gdy piszę komunikacja, nie chodzi mi tylko i wyłącznie o jedzenie, chodzi też o wrogo nastawioną rodzinę, której on nie umie ustawić i o jakąś taką ogólną wzajemną niechęć. Nie wiem, co ich trzyma razem, nie widzę tu tego.

57 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-03-14 22:55:39)

Odp: Spór o ... jedzenie...
CatLady napisał/a:

Wchodzi też o wrogo nastawioną rodzinę, której on nie umie ustawić

A dlaczego on ma ustawiać swoją rodzinę, skoro cały spór zaczęła autorka wątku? Zacytuję:
Pokłóciliśmy się kiedyś [z jego bratem] - w zasadzie o pierdołę. Ja się wobec niego zachowałam nietaktownie.
Ten spór ma ileś etapów, raz zaczyna ona, raz brat. Na jego miejscu też bym się nie angażował w spory między swoim bratem i współlokatorką.

Przyznam, że w całej tej sprawie nie ogarniam tylko jednego - po jakiego grzyba on z nią mieszka. Po co mu roszczeniowa, kłótliwa księżniczka, która nic w związku nie daje.

58

Odp: Spór o ... jedzenie...
EeeTam napisał/a:
CatLady napisał/a:

Wchodzi też o wrogo nastawioną rodzinę, której on nie umie ustawić

A dlaczego on ma ustawiać swoją rodzinę, skoro cały spór zaczęła autorka wątku? Zacytuję:
Pokłóciliśmy się kiedyś [z jego bratem] - w zasadzie o pierdołę. Ja się wobec niego zachowałam nietaktownie.
Ten spór ma ileś etapów, raz zaczyna ona, raz brat. Na jego miejscu też bym się nie angażował w spory między swoim bratem i współlokatorką.

Przyznam, że w całej tej sprawie nie ogarniam tylko jednego - po jakiego grzyba on z nią mieszka. Po co mu roszczeniowa, kłótliwa księżniczka, która nic w związku nie daje.

Nie zajarales jednego- oni sa para. To nie jest przypadkowa kobieta, ktora z nim mieszka, ale jego 6 letnia partnerka.

59

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Nie zajarales jednego- oni sa para. To nie jest przypadkowa kobieta, ktora z nim mieszka, ale jego 6 letnia partnerka.

Ty nie zajarałaś jednego - w związkach jest seks. Tu nie ma. Nie ma seksu, nie ma wspólnego żarcia, są jej kłótnie z jego rodziną, na które on - słusznie - ma wywalone. To nie jest związek, to tylko mieszkanie pod jednym dachem. Ot, jak w internacie.

60

Odp: Spór o ... jedzenie...

Byl seks i zwiazek dopoki jej nie zaczelo wywalac na jego jedzenie mamusinych sloikow i stawianie szlabanow pomiedzy nia i rodzina. Bo tego zadna zdrowa kobita by nie wytrzymala.

On nie potrafi tworzyc wiezi, a ona jest sfrustrowana i do tego ma slabe umiejetnosci komunikacyjne.

61 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-03-14 23:23:06)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Byl seks i zwiazek dopoki jej nie zaczelo wywalac na jego jedzenie mamusinych sloikow i stawianie szlabanow pomiedzy nia i rodzina. Bo tego zadna zdrowa kobita by nie wytrzymala.

Ależ ty jesteś wrogo nastawiona do mężczyzn. Aż ci unika, że po 1. to ONA zaczęła kłótnie z jego rodziną, po 2. że nie ma aż tak bliskiego kontaktu z jego rodziną, żeby to był powód do takich represji, wreszcie po 3. że to nie konflikt z jego rodziną, a nagłe ureligijnienie stoi za brakiem seksu. Widzisz nie to co jest zostało napisane, tylko to co - z niechęci do mężczyzn - chcesz widzieć.

62

Odp: Spór o ... jedzenie...

Tylko idiota skonczony moze napisac, ze mam jakas nieuzasadniona nienawisc do mezczyzn.

Nie napisalam, ze rozpad tego zwiazku to wylacznie jego wina. Napisalam, ze rowniez jego kobieta nie potrafi sie komunikowac i stawia szlaban na seks zamiast gadac o sprawach w ich zwiazku. Tylko, ze on tez nie gada i za to ucieka w mamusie i brata. Oboje sa winni tej sytuacji.

Ludzie, ktorzy planuja ze soba przyszlosc nie odprawiaja takich cyrkow. Oni rozumieja, ze sa razem. Tutaj tego NIE MA.

63 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-03-14 23:51:14)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Tylko idiota skonczony moze napisac, ze mam jakas nieuzasadniona nienawisc do mezczyzn.

Oczywiście, nie jesteś wrogo nastawiona do mężczyzn i jesteś kulturalna, co postanowiłaś udowodnić bluzgając rozmówcę od skończonych idiotów. Gratuluję. Przejeżdżałem sobie inne Twoje posty i podtrzymuję - jesteś wrogo nastawiona do mężczyzn i tutaj dajesz temu upust.

Beyondblackie napisał/a:

Nie napisalam, ze rozpad tego zwiazku to wylacznie jego wina. Napisalam, ze rowniez jego kobieta nie potrafi sie komunikowac i stawia szlaban na seks zamiast gadac o sprawach w ich zwiazku. Tylko, ze on tez nie gada i za to ucieka w mamusie i brata. Oboje sa winni tej sytuacji.

W jaki niby sposób ucieka w mamusię i brata? Raczyłaś przeczytać wątek? Np. to, że z bratem to ONA zaczęła wojnę. A z matką stawał po jej stronie. Przeczytałaś to w ogóle?

Beyondblackie napisał/a:

Ludzie, ktorzy planuja ze soba przyszlosc nie odprawiaja takich cyrkow. Oni rozumieja, ze sa razem. Tutaj tego NIE MA.

Oczywiście, że nie ma. Każdy problem można w związku rozwiązać, ale nie kiedy odstawia się na lata partnera od łóżka, bo księżniczka jest urażona i oświeciło ją religijnie.

64

Odp: Spór o ... jedzenie...
EeeTam napisał/a:

Przyznam, że w całej tej sprawie nie ogarniam tylko jednego - po jakiego grzyba on z nią mieszka. Po co mu roszczeniowa, kłótliwa księżniczka, która nic w związku nie daje.

Dokładnie to samo mnie zastanawia.
manipulacja sexem, roszczeniowość, nadęte ego.....

65

Odp: Spór o ... jedzenie...

Moglabym zapytac w druga strone: po co jej maminsynkowaty, nieczuly sobek, ktory nie rozumie, ze zwiazek to wspolnota, a nie tylko przebywanie w jednym mieszkaniu?

66

Odp: Spór o ... jedzenie...

Proponuję wymixować się z tego układu. Facet ma swoje stado któremu przewodzi mamusia. A że ma też swoje lata, marne szanse na wyplenienie. Ty do stada nie należysz, przyjmą Cię jak uznasz władzę przewodnika- teściowej. Hierarhia ustalona.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

67 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2017-03-15 12:16:25)

Odp: Spór o ... jedzenie...
pannapanna napisał/a:
EeeTam napisał/a:

Przyznam, że w całej tej sprawie nie ogarniam tylko jednego - po jakiego grzyba on z nią mieszka. Po co mu roszczeniowa, kłótliwa księżniczka, która nic w związku nie daje.

Dokładnie to samo mnie zastanawia.
manipulacja sexem, roszczeniowość, nadęte ego.....

Bo nie "on mieszka z nią", tylko ona u niego, przeniosła się,  jeśli dobrze rozumiem,  z innego miasta. Może to jego zachowanie jest jakąś aluzją chęci zakończenia związku, ale ona nie kuma,  a on nie ma serca powiedzieć jej wprost i wyrzucić na bruk.
Beyond, ale ona przecież nie ma problemu z tym, że mamusia daje jedzenie,  tylko z tym, że on jej się z nią tym  jedzeniem nie dzieli. Ale że i  zakazu nie było, mogłaby po prostu się poczęstowac i jego reakcją dopiero ewentualnie się martwić.

"Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego jaki jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało."
Lew Tołstoj

68

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ja sięchyba mogę założyć, jaka by była jego reakcja, gdyby się poczęstowała...
Jak ja przywożę wałówę z Polski, to mówię: Mamy pierogi. Mamy=my mamy. A tu, jak dobrze pamiętam, brat przywozi żarcie dla swojego brata i jej chłopak ani raz nie zaprasza jej do jedzenia, ani raz nie mówi: No to mamy pyszne obiadki przez kilka dni. Zamiast tego siada i żre sam, odrzuca jej kuchnie póki pierożki mamusi są.

Gorzej niż współlokatorzy, bo jak miałam współlokatorkę, z którą się lubiłyśmy, to też zdarzało się podzielić jedzeniem. A u nich wszystko osobno, seksu nie, wspólnego jedzenia nie, zakupy chyba też na nie... Po co oni się męczą?

Nie wiem, dlaczego oni jeszcze są razem, bo ja bym czegoś takiego nie zniosła...

69

Odp: Spór o ... jedzenie...
EeeTam napisał/a:
CatLady napisał/a:

Wchodzi też o wrogo nastawioną rodzinę, której on nie umie ustawić

A dlaczego on ma ustawiać swoją rodzinę, skoro cały spór zaczęła autorka wątku? Zacytuję:
Pokłóciliśmy się kiedyś [z jego bratem] - w zasadzie o pierdołę. Ja się wobec niego zachowałam nietaktownie.
.

Wiesz, jak już cytujesz, to cytuj dokładnie, nie manipuluj faktami, cytując pół zdania. To było tak:

calineczka2 napisał/a:

Ja się wobec niego zachowałam nietaktownie, ale zanim to wyszło, przedstawiłam sprawę i go przeprosiłam. Dało mu to powody, by po mnie jeździć. i pokazywać, tam gdzie mógł, swoją pozycję władzy. Mój K. nie reagował.

Zauważyłeś? Pokłóciła się z jego bratem, przeprosiła, po czym brat poczuł się górą i zaczął po niej jeździć, na co szacowny "chłopak" autorki nie reagował. Kłótnie się zdarzają, ale czy to jest powód, by potem regularnie traktować kogoś jak kupę? Gdybym ja miała problem z rodziną faceta, to też oczekiwałabym, by mój facet starał się łagodzić konflikt, a sama starałabym się traktować wszystkich z szacunkiem. Lubić się nie musimy, ale przez sam fakt, że to mój facet, a to jego rodzina. Tutaj brat nie umiał sobie odpuścić, pomyśleć, że to jest dziewczyna jego brata i dać spokój. Pokłócili się, przeprosiła, koniec sprawy.

70

Odp: Spór o ... jedzenie...

No wlasnie, tez nie rozumiem jak mozna pozwalac na to, zeby ktos z rodziny jezdzil po partnerce. Rozumiem, ze nie kazdy musi sie lubic i zdarza sie, ze ludzie palaja do siebie ewidentna niechecia, ale po pierwsze dorosli, dojrzali ludzie potrafia sie opanowac i zachowywac grzecznie, a po drugie kochajacy partner nie siedzi obojetnie jak jego kobiete obrazaja.

Ja nie lubie swojej szwagierki, z wzajemnoscia zreszta, ale jak jedziemy odwiedzac rodzine, to i prezent przyniesiemy i zawsze gdzies ich zaprosimy. Nie wyobrazam sobie sytuacji, zeby w towarzystwie szwagierka zaczela po mnie jezdzic, a moj facet siedzial jak kloc.

71 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-03-15 14:21:11)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

No wlasnie, tez nie rozumiem jak mozna pozwalac na to, zeby ktos z rodziny jezdzil po partnerce. Rozumiem, ze nie kazdy musi sie lubic i zdarza sie, ze ludzie palaja do siebie ewidentna niechecia, ale po pierwsze dorosli, dojrzali ludzie potrafia sie opanowac i zachowywac grzecznie, a po drugie kochajacy partner nie siedzi obojetnie jak jego kobiete obrazaja.

Ja nie lubie swojej szwagierki, z wzajemnoscia zreszta, ale jak jedziemy odwiedzac rodzine, to i prezent przyniesiemy i zawsze gdzies ich zaprosimy. Nie wyobrazam sobie sytuacji, zeby w towarzystwie szwagierka zaczela po mnie jezdzic, a moj facet siedzial jak kloc.

Można, bo hierarchia jest taka, ze brat jest wyżej niż dziewczyna. To naprawdę nie jest do rozbicia, przepracowania czy obgadania. Dziewczyno , - odejdź, wiem że to głupio tak wprost pisać komuś na forum- ale Ty nie masz szans tego zmienić. Że czasem Ci przygotuje coś do jedzenia?pomoże.. zauważ czy robi to wtedy gdy tego chcesz Ty, czy wg własnego widzimisię? To nie jest żaden spór o jedzenie, to pokazywanie Twojego miejsca w hierarchii. Walczysz jak możesz, może podświadomie seksem- ale to żadne wyjście. Ciesz się , że dostałaś jak na tacy ten jasny symptom waszych układów, bo mogłabyś bezskutecznie walczyć latami i tego nie dostrzec.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

72 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2017-03-15 14:12:11)

Odp: Spór o ... jedzenie...

Po pierwsze: pisała, że czasem ją bronił.
Po drugie: nie jest łatwo być w centrum sporów między partnerką a rodziną, i to też należałoby zrozumieć. Także  gdy spór zaczął się z jej winy. I nawet, gdy zachowanie matki czy brata jest nie w porządku. Bo to dorośli ludzie i niech sami sobie to wyjaśnią lub się po prostu unikają, jeśli są tak trudni, że nie potrafią zachowywać się dojrzale. On chce żyć dobrze i z nimi, i z nią. Nie muszą się lubić, partnera nie wybiera się pod tym kątem, choć idealnie byłoby, gdyby jakoś się między nimi układało.
Ja na jego miejscu też machnelabym na to ręką,  absolutnie w ramach protestu nie posuwalabym się do odmawiania jedzenia mamusi czy niewpuszczania brata do mieszkania :-)   Może jeszcze przekornie zapowiedziałabym obu stronom, że jeśli mnie kochają,  mają zawrzeć pakt o nieagresji, kochać siebie wzajemnie nie muszą.

"Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego jaki jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało."
Lew Tołstoj

73 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-03-15 15:00:10)

Odp: Spór o ... jedzenie...

Ela, juz chyba od pierwszego posta w tym watku pisalam, ze problem jest w tym, ze wiezi tego faceta z mamunia (i generalnie swoja rodzina) sa o wiele silniejsze niz wiez z Autorka. Masz racje piszac o tej hierarchii: na gorze jest mamuska, potem jest brat, a gdzies na szarym koncu dziewczyna. On nawet nie rozumie, ze dla 30letniego konia, to jest porabane. Tak wiec nie widzi dlaczego mialby sie dzielic frykasami z domu, a jezeli juz to robi to jest taki jakis paczek na odczepnego.

Tez to czarno widze, bo ciezko wyobrazic to sobie jako zwiazek.

Gagatka, co do tego, ze nie reaguje na chamskie zachowania brata, to vide co napisalam powyzej i na co jeszcze lepiej zwrocila uwage Ela. Dla niego brat jest bardziej wart szacunku, nawet jak sie zachowuje jak buc, niz jego kobieta. Tu nie chodzi o to, ze powinien zabronic bratu odwiedzin ani robic jakies ostre akcje, ale wypadalo by, zeby JAKOS reagowal. Przynajmniej powinien grzecznie bratu zwrocic uwage, ze nie ma checi znosic ponizania swojej dziewczyny.

74 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-03-16 00:07:10)

Odp: Spór o ... jedzenie...

gagatka0075
Bardzo trafnie, a dodam, że odwet w postaci przymusowego celibatu jest tak durny, że aż w głowie się nie mieści. To jak zabijanie muchy na szybie cegłą. Ona, kiedy podjęła taką decyzję, jednocześnie zadecydowała o zakończeniu ich związku. Pytanie: dlaczego nadal mu siedzi na głowie, nie wyprowadzi się i zamęcza go roszczeniami.

CatLady
A gdzie ty widzisz manipulację? Odniosłem się tylko do tego, kto zaczął awanturę. A że go przeprosiła... Przeprosiny mają to do siebie, że nie muszą być przyjęte. A dlaczego on się słabo (bo nie to, że wcale) za nią wstawia. Ja w sprawie furiatki, która po kłótni z moim bratem mnie odstawiła od łóżka, palcem bym nie kiwnął. Inna rzecz, że po takiej demonstracji odczekałbym może z tydzień i poprosił panią o wyprowadzenie się.

75

Odp: Spór o ... jedzenie...

Eetam, mam szwagierke, ktorej nie trawie: ksiezniczka, ktora mysli, ze jest krolowa intelektu i proboje manipulowac kazdym spotkaniem by byc w centrum zainteresowania. Kobieta wk**wia mnie tak, ze zeby zaciskam jak musze sie z nia zobaczyc. Mimo to, nie wyobrazam sobie, zeby przy okazji tych spotkan po niej jezdzic jak po lysej kobyle. Moj facet tez jak klocek by nie  siedzial gdyby mnie publicznie obrazala. Jestesmy dojrzalymi ludzmi, ktorzy potrafia sie opanowac i co wazniejsze, dbamy o samopoczucie drugiej strony. Tak ze ani ja nie chce sklocic narzeczonego z bratowa ani on nie chce by bratowa miala ze mna spiecia. W koncu widzimy ja dwa razy do roku i nie jestesmy z nia w zwiazku.

Tego wlasnie brakuje u Autorki. Brat sobie hasa i dokopuje, a jej facet siedzi jak pieniek i nic nie robi.

76

Odp: Spór o ... jedzenie...

Nie wyobrażam sobie, tak normalnie technicznie, że przywożę sobie jakies jedzenie, jem je potem a mój partner siedzi i patrzy, a ja go nie częstuję. Dziwne.

Posty [ 39 do 76 z 92 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018