KW201 napisał/a:A co do tych ofiar matki, ojca i babci jak piszesz to chyba wiesz, że tkanki tłuszczowej nabytej w dzieciństwie , nie da się pozbyć, komórki tłuszczowe zmniejszą swoją objętość ale nie znikną, ci ludzie całe życie już musza uważac na swoja dietę, więc w jakimś stopniu sa ofiarami. Po za tym nawyki zywieniowe często wynosi się z domu. To tak z alkoholikiem, jego syn często nawet negując styl życia idzie w slady ojca. Tak też jest z otyłością
Tak masz racje co do ilosci komorek tluszczowych i tego, ze takie osoby maja wieksze tendencje do utycia i musza sie kontrolowac. Ale o tym wlasnie pisze, ze to powinno byc takie kontrolowanie, ktore w pewnym momencie zycia samoistnie przeksztalci sie w nawyk i juz nie myslimy a robimy. Bo tylko ten styl zywienia bedzie nam odpowiadal.
Przyklad - w domu moich rodzicow zawsze bylo tlusto (smalec, zasmazka, swary, sosik, polewa itp.), z warzyw to wlasciwie zimniak (polany), kapusta tez na tlusto i moze ew. kalafior, mizeria (smietana prawie stojaca). Obiady 3 daniowe (zupa, drugie, deser i kompot - slodki jak cholera).
Jednym slowem, gdybym tak sie karmila w mlodosci i doroslym zyciu to dzis nie chodzilabym a toczyla sie. Jak zreszta wiekszosc pan w mojej rodzinie po kadzieli.
Trudno, jako dzieciak i to dosc okragly, stosowalam nie zawsze fortunne metody wyrzucania, oddawania, chowania po katach, spuszczania w toalecie itp. Nagradzano mnie za to porzadnym laniem.
Ale juz jako nastolatka potrafilam stanowczo odmowic, potrafilam powiedziec, ze zjem zupe ale bez kilograma makaronu i z rosolu oczy pozdejmowac tez umialam. Albo nie slodzic herbaty czy siegac po kolejnego paczka.
Czytalam i uczylam sie jak jesc zeby sie najesc i nie przytyc. Nie tylko jesc ale jak zyc zdrowo.
W swoim domu nawet nie mam w lodowce takich specjalow jak smalec, slonina, smietana tlusta kremowa, sery zolte pelnotluste, slodkie jogurty czy inne takie niewypaly. Nawet mnie w ich kierunku w sklepie nie ciagnie. Ani do chipsow, ani do ciastek, czasem je kupujemy ale bez nalogu. Nad serami musialam zapanowac ale udalo sie.
W zyciu na obiad nie jemy wiecej niz jedno danie i ew. malutkie cos slodkiego na zab. Smaze na oliwie, doprawiam prawie bez soli ale z innymi przyprawami, kure skalpuje (oprocz grillowanej), jemy duzo salat, ryb, makaronow, ryzu, ziemniaki kupuje raz na 2 miesiace i polowa gnije.
O aktywnosci fizycznej nie bede pisac, bo to oddzielny temat a i tak jasny jak slonce.
Rzecz w tym, ze to juz nie jest kontrola, to jest nawyk, wyrobiony i na stale utrwalony. Moja corka jest juz tak uzalezniona od takiego zywienia, ze kazda dluzsza wizyte u babci odchorowuje.
Pisalam o takim wlasnie wyrabianiu w sobie zdrowych nawykow, bo to daje efekty na cale zycie. I daje sie wtedy utrzymac wage na jakims przyzwoitym poziomie bez koniecznosci siegania po radykalne sposoby. Sama z ciekawosci i dla paru kilo Dukana sprobowalam, ale jak pisalam, za groznie to wygladalo juz po paru dniach.