Malgonia, ta znajoma co to schudła i przytyła,to musiała coś zapierdzielić.Znam kilka osób,które troch sobie olały stabilizacje,a nie przybyły na wadze.Ja podczas stabilizacji miałam bardziej grzeszny okres,kiedy przyjechała moja siostra.Przez dwa tygodnie jakieś ciacho,lody,pierogi...Waga nie drgnęła.Czułam sie jakaś taka bardziej gruba,ale po ciuchach i na wadze było bez zmian.Po jej wyjeździe zaserwowałam sobie 5 dni proteinowych-i waga też nie drgnęła.Teraz jestem już dość długo po diecie i waga wciąż stoi w miejscu.Także chyba ten przypadek znajomej,to raczej odosobniona kwestia.A może poprostu rzuciła się na jedzenie bez umiaru...
Kasia, nie wariuj tylko zmobilizuj wszystkie siły i walcz.Każda z nas przechodziła przez taki kryzys.Grunt,to nie załamywać się.Pomyśl,ile kilogramów możesz jeszcze stracic do końca roku.Nie szkoda ci tego?W tej diecie są kryzysy,są zastoje w spadku wagi.Jedne chudną powoli,inne szybko.Nie ma reguły.Ale nie jesteś sama.Nie rozczulaj sie nad kluchami,tylko walcz w naszym towarzystwie do końca.
Karolina,a jak Ty chcesz wytopić ten swój tłuszczyk bez jedzenia białek?Nie ma co marudzić,tylko łap sie za cycuszki,rybunie,jajca i jogurciki.Jedz 10 razy dziennie po odrobinie.Na koniec dnia uzbiera sie troche protein.W ostateczności możesz jeszcze dołączyć proteiny w proszku.Robi się taki koktail na mleku i pije.Sa różne smaki,nawet czekolada. Niestety, bez białka nie ruszysz na dół...
A w kwestii grzechów- zjadłam wczoraj olbrzymią porcję szarlotki z lodami i polewą karmelową...Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego,gdyby nie fakt,że byłam wczoraj na białku
Ale jakie dobre było...