Tak bardzo boję się momentu, kiedy moje dziecko powie słowa z wiersza: mamo, poszukaj mi taty.... boję się momentu, kiedy o niego zapyta.... boję się, bo ogarnia mnie panika na samą myśl, jakich słów użyć i co powiedzieć maleńkiej niewinnej istotce o ojcu, który nie chce jej znać.... co powiedzieć???......
67 2010-09-24 21:20:20 Ostatnio edytowany przez Julia24 (2010-09-24 21:26:12)
Witam wszystkie Nowe i Stałe bywalczynie, również Witam Panów
Witam po przerwie spowodowanej życiowym zawirowaniem ...
jestem, będę mam nadzieję do końca świata serdeczni i cieplutko Was pozdrawiam wink Julka
witajcie
Od jakiegoś czasu zagladam na na to forum, przeczytałam sporo postów i powiem wam, że zaczęłam wierzyć że są na tym świecie jeszcze normalni ,fajni ludzie .Tak jak wy jestem samotna mamą dwóch chłopców 11 i 6 lat , dręczą mnie te same" koszmary" co was mam nadzieje że ten wątek rozwinie sie i bedziemy mogły sie wzajemnie wspierać wnaszych codziennych smutkach,a takze oczywiście radościach
Witam wszystkie Panie ...
Dzień Kobiet dzisiaj , a ja sobie od rana popłakuje ,a raczej ryczę i chodzę sobie taka zaryczana po domu ,nie mogę znależć sobie miejsca ,przecież zaraz szlag mnie trafi ze złości ,bezsilności ,i sobie tak buczę nad losem ,własna głupotą i nad tym całym parszywym życiem ... DOŚĆ JUŻ MAM ...
Mam wrażenie że jestem dzisiaj w punkcie szczytowym mojej depresji i nawet słońce mnie dzisiaj nie cieszy, choć tak mało go ostatnio
(
Myślę ,że przejdę już do rzeczy ....
Mam dwie córki 15 lat i 2 lata ,pierwszą córkę urodziłam bardzo młodo bo 3 miesiące przed moimi 18-tymi urodzinami , szczęśliwa byłam jak diabli
)Tatuś też był w moim wieku i równie szczęśliwy jak ja ,tylko byłam strasznie młodą kozą i strasznie się zakochałam ,zresztą to był mój pierwszy facet ,jak rodziła nam się córka to byliśmy już ze sobą z cztery lata ,jako młoda koza zupełnie pominęłam fakt ,że czasem mnie uderzył ,jako nastolatek miał problemy z prawem i nie był zbyt dobrym człowiekiem jak Mała skończyła 3 miesiące a ja 18 lat to nas zostawił ,tak po prostu ,później tarfił do więzienia ,wychodził ,wracał do nas ,zamykali go i tak w kółko a w międzyczasie zaczął bić mnie już bardzo regularnie i momentami bardzo dotkliwie ,lista moich obrażeń stawała się coraz się dłuższa , Mała miała 6 lat jak już nie wytrzymałam , w końcu podjęłam decyzję o rozstaniu i moje życie zmieniło się na lepsze ,
Miałam Babcię i swojego Tatę ,bardzo mi pomagali , zajmowali się Małą a ja pracowałam po krakowskich restauracjach ,knajpach pubach momentami nawet na dwa etaty ,skończyłam tylko zawodówkę ale byłam bystra ,inteligentna i ładna więc zaczęłam sobie coraz lepiej radzić , Moim światem była Mała, moja Babcia i mój Tato
miewałam tam jakichś facetów w życiu bardzo różnych ,młodych ,starszych ,bogatych i biednych ,zakochanych we mnie ,zauroczonych ,proponowali mi małżeństwa i takie tam ale ja byłam wewnątrz naprawdę bardzo skrzywdzona i nie wyobrażałam sobie siebie w żadnym związku , wciąż grzmiały mi w uszach słowa mojego eks ,ze do niczego się nie nadaje ,ze jestem beznadziejna ,ze nikt ze mną nie wytrzyma więc trwałam sobie w jakichś tam związkach ,nie angażowałam się w ogóle ,nie zakochiwałam się bo bardzo się pilnowałam żeby nikt mnie nie skrzywdził .Dobrze mi było w życiu .
W październiku 2007 r umarła moja Babcia , a 4 miesiące później mój Tato i przestałam sobie radzić ,emocjonalnie byłam w pełnej rozsypce , miałam trochę oszczędności więc przestałam pracować zresztą nie byłabym w stanie i zaczęłam permanentnie się upijać , tak ze od rana do wieczora ,od wieczora do rana ,butelki walały się po domu w coraz większej ilości a ja byłam coraz bardziej nieobecna ,Mała cały czas w tym wszystkim uczestniczyła ,(wiem ,ze to straszne ale postanowiłam szczerze i chyba o to tutaj chodzi ) patrzyła na mnie jak ciągle leżę w łóżku albo skacowana albo kompletnie pijana a przecież ona też przeżywała śmierć bliskich i do tego jeszcze musiała oglądać upodloną matkę , nie robiłam awantur ,nie biłam jej ja po prostu byłam nieobecna ,trwało to jakieś 3 miesiące i przyśnił mi się mój Tato ,jak wchodzi do domu i pyta mnie - co się tutaj dzieje ? co ja wyprawiam ? ze nie mogę tak ! że przecież Mała jest i trzeba o nią dbać ,muszę jej zapewnić miłość , normalny dom i rodzinę ,trwało to kilka dni ale dotarło do mnie ze tam nie moze być i postanowiłam zabrać się za siebie ,wróciłam do pracy a przez 2007/08 rok spotykałam się z moim facetem numer 2
Nigdy nie traktowałam tej znajomości bardzo poważnie ,ale ważne że był i nagle zaczęły mi się układać w głowie obrazy ,ze super gdybyśmy byli ze sobą tak normalnie ,gdyby zamieszkał ze mną i Małą ,miałam tak silną potrzebę założenia rodziny dla Małej i dla siebie ,że teraz wydaje mi się że zakładaliśmy tą "nową rodzinę " tak troszkę na siłę .... po roku urodziła się Maleńka ,cudny mały cudek ,a ja z facetem nr 2 całą ciążę nie mogłam sie dogadać , nie rozumiałam co się dzieje ,przecież oboje tak bardzo chcieliśmy mieć dziecko ale w końcu do mnie dotarło my chcieliśmy miec dzieci ale nie byliśmy w stanie być z sobą ,a nawet nie chcieliśmy , przestaliśmy się nawet lubić , całą ciążę czułam że jestem traktowana troche jak inkubator , a skutecznie pomagała mi w tym jego Mama to ona z facetem nr2 ustalała jaki kolor pokoju ma mieć MOJE DZIECKO W MOIM DOMU !!! Jak się kłociliśmy nawet o byle bzdurę to on trzaskał drzwiami i jechał do mamusi ,potrafiło go nie być w domu po kilka dni ....... i znów mi się nie udało ...
Kompletnie sobie nie radzę ,jestem w pełnej rozsypce ,Maleńka ma 2 lata a tu nie ma żadnego wolnego miejsca w złobku , nie mam żadnej rodziny którą moglabym poprosić o opieke nad Maleńką ,na opiekunkę nie będzie mnie stać ,do jakiej pracy pójdę z moim wykształceniem ?w jaki sposób mam utrzymać dom i dzieci ? niby mogę wrócić do jakiejś restauracji ale to praca po 12-16 godzin i co wtedy z Maleńką ,brakuje mi ostatnio na wszystko ,rachunki ostatnio płacę w kratkę i nie MAM JUŻ SIŁY ,NIE CHCĘ TAK ZYĆ !!!! CHCĘ ŻLOBKA DLA MALEŃKIEJ I CHCE PÓJŚĆ DO PRACY WTEDY WSZYSTKO POWINNO SIĘ UŁOŻYĆ , a Mała ma teraz 15 lat i najnormalniej w swiecie sie buntuje a ja nie mam siły ,ostatnio jej tato czyli mój facet 1 ,ożenił się z dziewczyną która jest starsza od mojej córki o 6 lat , one mają wspólne koleżanki bo jest z osiedla obok naszego i słabo sobie z tym radzi ...
Strasznie się rozpisałam ,ale chyba tego potrzebowałam , trochę mi lepiej ,wysiąkam nos i zrobię "coś" dobrego ....
Pozdrawiam
Witam ![]()
jestem samotna mamą z wyboru,bo uważałam że lepiej sama wychowam moje dzieci ( Olka lat 11 i Filip lat 9 ) niż z beznadziejnym ojcem.. Jestesmy sami już 6 lat i nigdy nie żałowałam że odeszłam. stworzyliśmy sobie nasz własny świat w którym nam dobrze,mam nadzieję że dalej też tak będzie ![]()
hej kobietki:-) mogę się do Was dołączyć?
co prawda już nie jestem samotną mamą-ale byłam...mi na szczęście udało się znaleźć odpowiedniego partnera i ojca dla mojego dziecka.
mój synek ma 5 latek ( rocznikowo) i powiem,Wam,że ja będąc z jego ojcem czułam sie bardziej samotną mamą niż kiedy się z nim rozstałam...
mam nadzieję,że mnie przyjmiecie-był by mi miło:)
pozdrawiam
Witam wszystkie Nowe i Stałe bywalczynie, również Witam Panów
Witam po przerwie spowodowanej życiowym zawirowaniem ...
jestem, będę mam nadzieję do końca świata serdecznie i cieplutko Was pozdrawiam Julka
73 2011-06-03 23:07:35 Ostatnio edytowany przez bella89 (2011-06-03 23:08:47)
hej
mogę się przyłączyć? bo akurat pasuje do tego wątku w 100%...
jestem samotna matka tak jak wy dziewczyny, wychowuję 7mc córkę, czasem jest trudno wiązać koniec z końcem, ale jakoś daje rade, mam wspaniałych rodziców którzy pomagają mi bardzo, i za to jestem im dozgonnie wdzięczna, oraz dzięki mojej córci ona mnie podtrzymuje na duchu i sprawia, ze potrafię się od czasu do czasu uśmiechnąć
kocham ja nad życie i nie wyobrażam sobie teraz tego, ze mogło by jej nie być!
ona koloruje swoim uśmiecham moje szare życie
jest takim mim małym słoneczkiem w pochmurne dni które świeci tylko dla mnie ![]()
Witam!ja również pragnę się do Was przyłączyć.
jestem samotną mamą 14latki rozwiodłam sie kiedy mała miała 4lata.Długo byłyśmy same,poświęciłam sie pracy i wychowywaniu córci.Było nam razem dobrze nie myslałam o samotności ,uśmiech mojego dziecka wynagradzał mi trudy codziennego dnia,ale minęło 9 lat córka podrosła a ja zapragnęłam zrobić wreszcie coś dla siebie a tym "czymś"miało być poznanie nowego męzczyzny.nie miałam takich planów,ale koleżanki usilnie wmawiały mi,że nie powinnam być całe ,życie sama,( dodam jestem jedynaczką).Poznałam kogoś i zakocha łam sie bez pamięci,mieliśmy tworzyć super rodzinke mój partner sam wychowywał córkę i cieszyłam sie ,że moja córa zyska przyrodnią siostrę.
niestety,nasz związek rozpadł sie a ja przeżyłam to tak bardzo,ze nie byłam w stanie przez jakiś czas normalnie funkcjonować i doszło do tego,ze zamieniłyśmy sie rolami,ja byłam bezbronnym ,wiecznie płaczącym dzieckiem a moja nastolatka stała sie dojrzałą,odpowiedzialną za mnie i za siebie kobietą.Bardzo obwiniam siebie za to co zrobiłam mojemu dziecku ,ze musiała patrzeć na mój upadek,że odebrałam jej radość dorastania ,boję się,że odbije sie to na jej relacjach z męzczyznami w dorosłym życiu.
Chciałabym ,aby nasze życie wróciło znów na spokojne tory,bo zafundowałam nam niezłą jazdę.
Witajcie,
Chciałbym ożywić tą netkafejkę - jeżeli to możliwe. Jestem samotną mamą mojej 3-letniej córeczki, rozwiodłam się rok temu. Brakuję mi kontaktu z ludżmi, w moim gronie każdy zapracowany i nie ma czasu. Zapraszam do dyskusji i rozmów ![]()
widzę, że tu parę wątków samotnych mam..
więc i tu napiszę - jestem mamą 4 letniego łobuziaka i również szukam kogoś do pogawędek, kto, że tak powiem, jedzie na tym samym wózku ...
Witajcie. Ten watek powinien być bardzo "oblegany" , być może są inne...ale nigdy ich za wiele nie będzie, tak jak samotnych matek.
Jestem matką i ...babcią. Ten temat jest mi bardzo bliski, moja córka jest samotną matką. Ma dwie córki,/12 i 5 lat/ każdą z innym ojcem
Zwracam się do wszystkich samotnych matek! Poradźcie....jak pomóc takiej matce, co robić , żeby jej nie urazić tą pomocą. Jak rozmawiać z wnuczkami , co jej radzić....na dalsze życie. Moje finanse są ograniczone - emerytura. Mam do niej żal, że zgotowała dzieciom taki los...wybierając nieodpowiednich partnerów. Nie chcę mówić..."a nie mówiłam". Dzieci urodziła w konkubinacie. Boję się co będzie dalej
Tę pomoc chyba warto zacząć od zmiany nastawienia...
Nie znam Pani córki, ale nie sądzę, żeby "specjalnie zrobiła to" swoim dzieciom. Niestety facet, który porzuca rodzinę nie ma na czole wypisanego, że jest do bani. A to, że w tzw konkubinacie? Teraz wielu ludzi tak żyję i nie jest to nic nadzwyczajnego. Po ślubie ludzie również się rozchodzą - to niczego nie gwarantuje. A że każde dziecko z innym? Skoro jeden okazał się zły to pewnie próbowała ułożyć sobie życie (widać sporą różnicę wieku między dziećmi) - co w tym złego? Też mam kiedyś nadzieję sobie jako tako życie ułożyć,, ale nikt mi nie da gwarancji, że następny spotkany mężczyzna będzie lepszy.
I mnie jako samotną matkę najbardziej bolałoby właśnie jeszcze obwinianie, że "sama sobie winna"...
No chyba, że córka jest skrajną imprezowiczką spędzającą każdą noc z innym facetem - ale nie sądzę bo takim jak na złość się wpadki rzadko zdarzają
albo raczej - na szczęście
Jak najlepiej pomóc córce? wspierając, dając się wyżalić, bez moralizowania, bez oceniania
Skoro najstarsze dziecko ma już 12 lat to znaczy, że córka jakoś sobie jednak radzi - więc lepiej byc z niej dumną niż mieć pretensje, że wybrała nieodpowiedniego partnera... Jakieś pretensje ewentualnie to do tych panów, bo to oni dziecko porzucili, nie ona - ona je wychowuje
79 2011-11-04 01:49:45 Ostatnio edytowany przez Leonka (2011-11-04 01:52:46)
Izydoro, ja bym chciała żeby moja mama powiedziała że mnie kocha taką jaka jestem i żeby zapytała jakiej pomocy potrzebuję. Powodzenia ![]()
Dobry wieczór,jestem mamą 2 córek 12-to i 2-letniej.Oficjalnie jestem mężatką,ale trud w wychowaniu dzieci ponoszę sama,bardzo pomaga mi mama,z którą mieszkam,dzieki niej mogę pracować,bo pomaga mi w opiece nad dziećmi.Tatuś dziewczynek od zawsze nadużywał alkoholu,z czego wywiązywały się awantury,zazdrość,agresja.do wszystkiego ważnego w życiu doszłam sama,za wszelką cenę staram mu udowodnić że daje sobie radę,ale formalnie jestęsmy małżeństwem i jak on to mówi ma "do mnie prawo".Wiem że powinnam cos z tym zrobić,może separacja,albo od razu rozwód?ale ciężko jest zdobyć się na taki krok,no i wiem że nie będzie łatwo z moim mężem-jest zodiakalnym skorpionem