Cześć babeczki. Z racji tego, że znowu miotają mną sprzeczne emocje - chciałabym poprosić Was o poradę.
Troszeczkę powiem o mnie, bo ma to znaczenie.
Jestem osobą chaotyczną, przeważają u mnie cechy ekscentryka - gadatliwa, optymistycznie nastawiona do świata, otwarta na nowe znajomości. Dodatkowo jestem też dość "kumata", ale leniwa.
Niedawno poszłam znowu.. co podkreślę. Znowu na studia. Byłam już dwa razy.
Pierwszy kierunek po prostu mi się nie spodobał. Myślałam, że będę w stanie zarabiać podobnie jak moja zmarła matka, ale nie potrafiłam. Drugi kierunek, cóż.. zostały mi dwa egzaminy letnie. Jakoś na początku czerwca dowiedziałam się o ciąży. Zrezygnowalam z tych egzaminów bo wiem, że jestem dość mocno podatna na stres i bałam się o zdrowie dziecka. Tak więc wraz z nadejściem października nie poszłam nigdzie. Tak mi zleciał rok.
Więc mam już 3 lata w plecy.
Obecnie, jestem na nowym kierunku. Daję sobie świetnie radę, tyle, że chyba nie jestem na to gotowa.
(dodam jeszcze tylko, że ze względu na to jak wiele rzeczy mnie interesuje, te kierunki nie były do siebie nawet zbliżone. Najpierw masażysta, potem informatyka, teraz dietetyka).
Rodziłam bardzo ciężko. Przeszłam cesarskie cięcie, nie karmiła piersią w ogóle. Obecnie z dzieckiem spędzam czas w weekendy i w dni powszednie - 2, 3 h, z czego godzina to usypianie (mniej więcej). Nie nazwiązałam z dzieckiem takiej bliskiej relacji jak matki, które karmiły piersią chociażby. Nie byłam na to przygotowana, bo wszystko zapowiadało się idealnie.
Moje dziecko dużo czasu spędza z nianią. A ja o tym nie mogę przestać myśleć. Nie raz przyłapałam się na smutnych dywagacjach na temat pierwszych słów Olka, pierwszych kroków. Że.. prawdopodobnie nie będzie mnie przy tym. Nie dość, że nie ma między nami tej bliskości, to oddalam się od niego studiując.
Wiem także, że zapewne mocno to koloryzuję, uogólniam. Przecież to nie moja wina, że zaklinowała mu się główka podczas porodu, oraz mleko zniknęło mi w 3 dni tydzień po jego urodzeniu (ze względu na stres i powikłania po ciąży). Ale nie mogę chyba znieść tego, że wypchnę go w pewnym momencie na drugie miejsce, gdzie pierwszym będą studia.
Zaocznych studiów mojego kierunku też niestety nie ma, a to ułatwiłoby sprawę.
I tutaj... proszę Was o poradę. Co zrobiłybyście na moim miejscu? Realizowałybyście się dalej na studiach, czy jednak zostały z dzieckiem w domu? Opieka nad maluchem tak czy siak (nawet mimo znikomej ilości czasu w dni pracujące) w większości jest sprawowana przeze mnie, bo mój niemąż pracuje i studiuje.
Serce mi podpowiada, żebym została z maluchem jeszcze rok. Jednak boję się, że zmarnuję kolejny rok na nic-nie-robieniu, chociaż zapewne pójdę do pracy.
Co o tym myślicie?