Na początku zadam pytanie: czy uważacie, że istnieje coś takiego jak miłość życia (uczucie, które nigdy więcej się nie powtórzy do drugiej osoby)?
Jeśli tak: czy uważacie, że jeśli nie będzie dane Wam żyć z kimś kogo się pokochało taką miłością, to mimo wszystko nadal można kogoś kochać i być szczęśliwym? Czy to tylko udawanie prawdziwej miłości do kogoś? A może każda miłość jest prawdziwa bez względu na to jak bardzo (subiektywnie) jej wielkości byśmy nie oceniali?
(Zaznaczam, że te pytania nie są motywowane moimi poglądami. Nie chcę sugerować Wam żadnych odpowiedzi, stąd skrajnie postawione pytania - specjalnie dla tych co chcieliby próbować zarzucać mi, że wyrażam pytaniami (!) swoje opinie w temacie.)