Witam wszystkich, z góry przepraszam, jeżeli umieściłam temat w złej kategorii, jednak wydaje mi się, że dużo się nie pomyliłam.
Ostatnio wydarzyło się sporo w moim życiu, w związku z czym zdecydowałam się pójść na terapię. Mam spory bagaż doświadczeń w związku z psychologami, dużo czasu upłynęło, nim trafiłam na fachowca (dodam, że wcześniej chodziłam na spotkania do samych kobiet, co wydaje mi się, że może mieć znaczenie w związku z dalszą częścią tego posta). Pomógł uporać mi się z problemem i jest na pewno lepiej. Trafiłam na młodego mężczyznę (jestem osobą 20+, dzieli nas dziesięć lat). Bardzo szybko złapaliśmy kontakt, rozmawialiśmy na wiele tematów, niekoniecznie o tych bezpośrednio wiążącymi się z problemem, z jakim przyszłam, choć wiadomo, że to główny motyw spotkań.
Po bardzo krótkim okresie czasu zaproponował mi przejście na "Ty" i prosił, byśmy mówili do siebie po imieniu - co, jak mniemam, ma na celu skrócenie dystansu pacjent - terapeuta, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim zachowaniem (wszystkie kobiety, u których gościłam, były również bardzo młode i spotkania miały charakter bardzo formalny, był między nami jakiś taki chłodny dystans). W dodatku poświęcono mi dużo więcej czasu, niż było to standardowo przewidziane, a lekarz sam stwierdził, że skoro tak fajnie nam się rozmawia, to zapraszam tego i tego dnia na niemal dwa razy dłuższy okres czasu - co jest oczywiście fajne i jak najbardziej mi na rękę, ale wcześniej również nie spotkałam się z takim zachowaniem - byłe terapeutki, z którymi współpracowałam, choćby były w połowie swojego wykładu, to przerywały po równej godzinie, bo "następny pacjent czeka", no ale to już nieistotne.
Zastanawia mnie, czy w ogóle wypada zwracać się do swojego lekarza, bo za takiego właśnie go uważam, w ten sposób? Jest to dobrze widziane? Bardzo mi to przypomina sytuację ze studiów, gdzie zagraniczni wykładowcy mieli dużo luźniejszy stosunek do studentów, ba, nawet zdarzyło się parę razy spotkać na piwie
, podczas gdy polscy wykładowcy zachowywali ogromny dystans - co rozumiem, jasne, w końcu nie jesteśmy kolegami. I tak mnie zastanawia w związku z tym, czy to może jakaś moda z zagranicy? Ktoś ma podobne doświadczenia?