2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

Temat: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Nie wiem od czego zacząć, mam 23 lata i jestem sama z dzieckiem. Z mężem rozstaliśmy się 2,5 roku temu, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, cały czas żyję przeszłością. Źle mi przez to, źle to wpływa na moje życie. On był moją pierwszą miłością, w ogóle pierwszym i jak na razie jedynym chłopakiem. Nie mam komu się wygadać, bo wszyscy uważają mnie za idiotkę, że ja nadal po takim czasie go kocham, może i mają rację, ale nie umiem nic na to poradzić. Moja samoocena spadła poniżej zera.
Jak zacząć żyć na nowo? Jak zamknąć za sobą to co było? Proszę was o jakieś rady, jakiegoś kopa do działania. Pozdrawiam

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

2,5 roku? A ile byliście razem? Bez specjalisty raczej się nie obędzie.

3

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
Jacenty89 napisał/a:

2,5 roku? A ile byliście razem? Bez specjalisty raczej się nie obędzie.

3,5 roku, ale 1,5 roku w sumie odkąd zaszłam w ciążę (nieplanowaną) było już niefajnie między nami.
Wiem, że to długo, może gdybyśmy nie utrzymywali kontaktu to szybciej by poszło. Ale do lutego tego roku byliśmy "prawie" w stałym kontakcie, bo niby chcieliśmy to naprawić, ale w końcu dotarło do mnie, że tylko ja chcę to naprawić, że te jego słowa że kocha to nie prawda, więc zerwałam kontakt. Od lutego rozmawialiśmy tylko raz.

4

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Moim zdaniem to jest kwestia "chcenia". Zwyczajnie nie chcesz o nim zapomnieć, myślisz o nim. Zajmij się czymś innym, zapisz się na jogę, czytaj książki, zacznij spotykać z ludźmi - podejrzewam, ze siedzisz w domu i rozpamiętujesz. Poznaj inne matki małych dzieci, spędzajcie wspólnie czas. Odrzucaj myśli o nim, gdy się pojawiają.

5

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
CatLady napisał/a:

Moim zdaniem to jest kwestia "chcenia". Zwyczajnie nie chcesz o nim zapomnieć, myślisz o nim. Zajmij się czymś innym, zapisz się na jogę, czytaj książki, zacznij spotykać z ludźmi - podejrzewam, ze siedzisz w domu i rozpamiętujesz. Poznaj inne matki małych dzieci, spędzajcie wspólnie czas. Odrzucaj myśli o nim, gdy się pojawiają.

Ja właśnie próbuję, nie siedzę w domu. Pracuję, robię prawojazdy, jak tylko mogę spotykam się z koleżankami czy ogólnie znajomymi. Nie jest też tak, że cały czas o nim myślę i beczę w poduszkę. Ale jak tylko ktoś jakieś "nowości" o nim mi przekaże, to znowu jest źle.
Problem jest też w tym, że ja nie umiem tego pojąć, co jest ze mną nie tak i z naszym dzieckiem, że on na nas wylane ma. W czym my jesteśmy gorsi od innych? Nasz syn mu nigdy nic nie zrobił, to małe dziecko, a on go gdzieś ma. To boli

6

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Zapomnienie o relacji, której już nie ma jest kwestią DECYZJI. Miałam taką ciocię, której historia zawsze mi się przypomina, kiedy mój mózg próbuje się uwiesić na przeszłości.
To była narzeczona brata mojej babci. Byli ze sobą krótko, ale bardzo się kochali; niestety, wpadli za działalność konspiracyjną, brata babci rozstrzelano w Kuropatach, a jej udało się po okresie więzienia jakoś wojnę przetrwać. Przez ten czas zdołała go sobie zmitologizować i uczynić z niego jakąś przedziwną ikonę miłości. Z trupem jeszcze łatwiej, bo już nie zrobi żadnego świństwa, nie utyje, nie dostanie zmarszczek i z biegiem lat mózg jeszcze bardziej i bardziej taki obraz uwielbia. Umarła w wieku 90paru lat, po drodze miała dwóch mężów, dzieci, ale do końca twierdziła, że kochała TYLKO jego. Pisała o nim książki, codziennie przeglądała listy, oczywiście raniła tym swoje bliskie otoczenie (naprawdę wspaniałych ludzi), ale tak się zafiksowała na przeszłości, że całe życie spędziła na tandetnym werterowskim cierpieniu - na własne życzenie.

Jak sobie o niej przypomnę, to zaraz dostaję ciarek na plecach i myślenie o byłych przestaje być jakkolwiek kuszące.

7 Ostatnio edytowany przez Husky (2016-07-05 11:36:49)

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

zdublowałam post niechcący.

8

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Kiedyś przyjdzie taki dzień, że pogodzisz się z rozstaniem i puścisz wolno ten czas. Widocznie jeszcze nie chcesz.

9

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Znam temat. Łatwiej by było gdybyś sie całkiem odcięła ale gdy jest dziecko nie da się. U mnie mijają dwa lata od rozstania, unikam byłego jak ognia, gdy go widzę /chociaz staram się na niego nie patrzeć, bo bydlę przystojne jest jak cholera/ to mam dołek murowany smile Każdy facet wydaje mi się nie taki - bo porównuję.

Co mi pomaga?
Oczywiście - skupienie sie na sobie, dopieszczenie, zajęcia dodatkowe, spotkania ze znajomymi, zajęcie myśli i kontrola myśli /trudne!/ oraz niemyślenie /medytacja/. Warto też poczytać coś o samoświadomości, akceptacji, dystansie... no, wejrzeć trochę bardziej w siebie smile.

Zresztą - miłość: to pragnienie dobra ukochanej osoby /?/ czyli można kochać tę osobę z daleka. A też: miłość niejedno ma imię czyli można kochać siebie /zwłaszcza/, dziecko, bliźniego, zwierzaka i róże. Na przykład.

No to sie nawymądrzałam smile. Nie wiem co jest z tą samotnością, naprawdę człowiek to zwierzę stadne? Czemu ja sama sobie nie wystarczam? Są chwile, że osiągam ten stan nirwany /:)/ jest mi dobrze i kocham cały świat /i nic nie biorę, żeby nie było... smile/. Ale dołki też podejrzanie często sie zdarzają. Nawet teraz siedzę i myślę czy nie zapisać sie na wizytę do pana specjalisty od proszków na wesołość... ale chyba jeszcze poczekam. Pobiegam więcej.

Jestem?

10

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
Husky napisał/a:

Zapomnienie o relacji, której już nie ma jest kwestią DECYZJI. Miałam taką ciocię, której historia zawsze mi się przypomina, kiedy mój mózg próbuje się uwiesić na przeszłości.
To była narzeczona brata mojej babci. Byli ze sobą krótko, ale bardzo się kochali; niestety, wpadli za działalność konspiracyjną, brata babci rozstrzelano w Kuropatach, a jej udało się po okresie więzienia jakoś wojnę przetrwać. Przez ten czas zdołała go sobie zmitologizować i uczynić z niego jakąś przedziwną ikonę miłości. Z trupem jeszcze łatwiej, bo już nie zrobi żadnego świństwa, nie utyje, nie dostanie zmarszczek i z biegiem lat mózg jeszcze bardziej i bardziej taki obraz uwielbia. Umarła w wieku 90paru lat, po drodze miała dwóch mężów, dzieci, ale do końca twierdziła, że kochała TYLKO jego. Pisała o nim książki, codziennie przeglądała listy, oczywiście raniła tym swoje bliskie otoczenie (naprawdę wspaniałych ludzi), ale tak się zafiksowała na przeszłości, że całe życie spędziła na tandetnym werterowskim cierpieniu - na własne życzenie.

Jak sobie o niej przypomnę, to zaraz dostaję ciarek na plecach i myślenie o byłych przestaje być jakkolwiek kuszące.

Husky, ta historia jest tragiczna i piękna, ale inna niż autorki. Ciocia - tak jak mówisz - zmitologizowała sobie swego ukochanego, ale to z powodu tego, co mogło być - mogli być razem, mogli wziąć ślub, mogli mieć dzieci, mogli żyć długo i szczęśliwie. Mogło być tak, jak sobie wymarzyła a nie było. Nie potrafiła zaakceptować tego, co jest, tego dobra, które przyszło.

Natomiast facet autorki to zwykły dupek, który zostawił żonę i dziecko. Nie ma kogo mitologizować.

Jedyne wytłumaczenie to to, że było to jej pierwszy facet, a o pierwszych zawsze za dużo i za dobrze się myśli. Ale to też do czasu.

Może rozwiązaniem byłoby, gdyby autorka zaczęła wychodzić na randki, poznawać innych facetów? Nie w celu szukania kolejnego związku, nawet nie w celu jednorazowego seksu. Po prostu po to by ubrać się ładnie, posiedzieć z facetem przy winku, być adorowaną, dobrze się bawić, czuć się atrakcyjną.

11 Ostatnio edytowany przez Husky (2016-07-05 19:55:42)

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
CatLady napisał/a:
Husky napisał/a:

Zapomnienie o relacji, której już nie ma jest kwestią DECYZJI. Miałam taką ciocię, której historia zawsze mi się przypomina, kiedy mój mózg próbuje się uwiesić na przeszłości.
To była narzeczona brata mojej babci. Byli ze sobą krótko, ale bardzo się kochali; niestety, wpadli za działalność konspiracyjną, brata babci rozstrzelano w Kuropatach, a jej udało się po okresie więzienia jakoś wojnę przetrwać. Przez ten czas zdołała go sobie zmitologizować i uczynić z niego jakąś przedziwną ikonę miłości. Z trupem jeszcze łatwiej, bo już nie zrobi żadnego świństwa, nie utyje, nie dostanie zmarszczek i z biegiem lat mózg jeszcze bardziej i bardziej taki obraz uwielbia. Umarła w wieku 90paru lat, po drodze miała dwóch mężów, dzieci, ale do końca twierdziła, że kochała TYLKO jego. Pisała o nim książki, codziennie przeglądała listy, oczywiście raniła tym swoje bliskie otoczenie (naprawdę wspaniałych ludzi), ale tak się zafiksowała na przeszłości, że całe życie spędziła na tandetnym werterowskim cierpieniu - na własne życzenie.

Jak sobie o niej przypomnę, to zaraz dostaję ciarek na plecach i myślenie o byłych przestaje być jakkolwiek kuszące.

Husky, ta historia jest tragiczna i piękna, ale inna niż autorki. Ciocia - tak jak mówisz - zmitologizowała sobie swego ukochanego, ale to z powodu tego, co mogło być - mogli być razem, mogli wziąć ślub, mogli mieć dzieci, mogli żyć długo i szczęśliwie. Mogło być tak, jak sobie wymarzyła a nie było. Nie potrafiła zaakceptować tego, co jest, tego dobra, które przyszło.

Natomiast facet autorki to zwykły dupek, który zostawił żonę i dziecko. Nie ma kogo mitologizować.


Jedyne wytłumaczenie to to, że było to jej pierwszy facet, a o pierwszych zawsze za dużo i za dobrze się myśli. Ale to też do czasu.

Może rozwiązaniem byłoby, gdyby autorka zaczęła wychodzić na randki, poznawać innych facetów? Nie w celu szukania kolejnego związku, nawet nie w celu jednorazowego seksu. Po prostu po to by ubrać się ładnie, posiedzieć z facetem przy winku, być adorowaną, dobrze się bawić, czuć się atrakcyjną.

Jasne, że to inna historia, moje wzdychanie za byłymi też zawsze miało inny charakter niż historia mojej cioci, ale jedno jest wspólne - uwieszanie się na tej historii. Chodzi o to, że bez własnej stanowczej decyzji można spędzić na tym całe życie, że to nie jest tak, że "na pewno kiedyś przejdzie". Działalnością własnego mózgu możemy oddalać ten moment końca w nieskończoność i to my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby puszczać przeszłość wolno, niezależnie od tego co się dokładnie w tej przeszłości zadziało. Przytoczyłam historię, bo wydaje mi się przestrogą nie w kontekście dosyć "filmowych" wojennych wydarzeń, ale w kontekście życia, jakie moja ciocia wiodła do końca. I jakie grozi ludziom, którzy za długo wzdychają za nieosiągalnymi obiektami. Quite creepy;)

12

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
Palomka napisał/a:

Nie wiem od czego zacząć, mam 23 lata i jestem sama z dzieckiem. Z mężem rozstaliśmy się 2,5 roku temu, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, cały czas żyję przeszłością. Źle mi przez to, źle to wpływa na moje życie. On był moją pierwszą miłością, w ogóle pierwszym i jak na razie jedynym chłopakiem. Nie mam komu się wygadać, bo wszyscy uważają mnie za idiotkę, że ja nadal po takim czasie go kocham, może i mają rację, ale nie umiem nic na to poradzić. Moja samoocena spadła poniżej zera.
Jak zacząć żyć na nowo? Jak zamknąć za sobą to co było? Proszę was o jakieś rady, jakiegoś kopa do działania. Pozdrawiam


Dziewczyno, wiele dziewcząt , a także chłopaków jest w podobnej sytuacji.  Ale nie warto rozpamiętywać , bo Twój mąż to zwykły palant skoro nawet mu nie zależy na kontaktach z dzieckiem. Jeszcze wiele lat przed Tobą. Zacznij żyć, uśmiechaj się do ludzi. Dlaczego tak źle się oceniasz? Pomyśl, że masz fajną dziecinkę, która chce aby jego mama była wesoła, nie zgorzkniała i zapłakana. Pokaż temu palantowi, że sobie radzisz i kwitniesz bez niego. Jak masz okazję , to wysyłaj mu zdjęcia dziecka, niech wie co stracił. Jesteś młoda i na pewno znajdziesz kogoś wartościowego, kto pokocha Ciebie i Twoje maleństwo. Powodzenia .

13

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
CatLady napisał/a:
Husky napisał/a:

Zapomnienie o relacji, której już nie ma jest kwestią DECYZJI. Miałam taką ciocię, której historia zawsze mi się przypomina, kiedy mój mózg próbuje się uwiesić na przeszłości.
To była narzeczona brata mojej babci. Byli ze sobą krótko, ale bardzo się kochali; niestety, wpadli za działalność konspiracyjną, brata babci rozstrzelano w Kuropatach, a jej udało się po okresie więzienia jakoś wojnę przetrwać. Przez ten czas zdołała go sobie zmitologizować i uczynić z niego jakąś przedziwną ikonę miłości. Z trupem jeszcze łatwiej, bo już nie zrobi żadnego świństwa, nie utyje, nie dostanie zmarszczek i z biegiem lat mózg jeszcze bardziej i bardziej taki obraz uwielbia. Umarła w wieku 90paru lat, po drodze miała dwóch mężów, dzieci, ale do końca twierdziła, że kochała TYLKO jego. Pisała o nim książki, codziennie przeglądała listy, oczywiście raniła tym swoje bliskie otoczenie (naprawdę wspaniałych ludzi), ale tak się zafiksowała na przeszłości, że całe życie spędziła na tandetnym werterowskim cierpieniu - na własne życzenie.

Jak sobie o niej przypomnę, to zaraz dostaję ciarek na plecach i myślenie o byłych przestaje być jakkolwiek kuszące.

Husky, ta historia jest tragiczna i piękna, ale inna niż autorki. Ciocia - tak jak mówisz - zmitologizowała sobie swego ukochanego, ale to z powodu tego, co mogło być - mogli być razem, mogli wziąć ślub, mogli mieć dzieci, mogli żyć długo i szczęśliwie. Mogło być tak, jak sobie wymarzyła a nie było. Nie potrafiła zaakceptować tego, co jest, tego dobra, które przyszło.

Natomiast facet autorki to zwykły dupek, który zostawił żonę i dziecko. Nie ma kogo mitologizować.

Jedyne wytłumaczenie to to, że było to jej pierwszy facet, a o pierwszych zawsze za dużo i za dobrze się myśli. Ale to też do czasu.

Może rozwiązaniem byłoby, gdyby autorka zaczęła wychodzić na randki, poznawać innych facetów? Nie w celu szukania kolejnego związku, nawet nie w celu jednorazowego seksu. Po prostu po to by ubrać się ładnie, posiedzieć z facetem przy winku, być adorowaną, dobrze się bawić, czuć się atrakcyjną.

- Husky : Mam nadzieję, że nigdy nie skończę jak Twoja ciocia, mimo że wierzę że istnieje ta tak zwana wielka miłość, jedyna i do końca. (:

Ja wiem, że to dużo czasu, za dużo już, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że on do grudnia ubiegłego roku, cały czas mi nadzieję robił na to że jeszcze się zejdziemy. Teraz wiem, że to głupota z mojej strony była, ale wierzyłam w to co mówił. No ale kocham go, miałam nadzieję, że on w końcu zrozumie co odrzuca/traci i odbudujemy naszą rodzinę.
Na codzień nie jest źle, jakoś mi się udawało nie myśleć o nim, znaczy myślałam i to codziennie choćby dlatego że mój syn to jego chodząca kopia, ale nie w taki sposób żeby się dołować. Ale wystarczyło, że on po 3 miesiącach kwiaty wysłał i znowu się zaczęło. Na dodatek pewna "życzliwa" osoba przekazała mi kilka nowinek z jego życia i na jaw wyszło kilka kłamstw z jego strony. Ja czuję się oszukana, zła na niego, że on sobie tak jakby nigdy nic potrafi układać życie, mimo że 4 miesiące temu jeszcze mówił, że mnie kocha. I jestem zła na siebie, że mnie to tak rusza, że nie potrafię sobie dać spokoju. Przez to jeszcze gorzej o sobie myślę i tym samym źle czuję.

Ja chyba po prostu muszę się wygadać komuś, bo tak normalnie na żywo tego nie potrafię. Dziękuję, że poświęcacie swój czas na czytanie tego i odpisywanie, od razu lżej na sercu. (:

A co do umawiania z facetami, to nie jeszcze za wcześnie. Spróbowałam kilka razy i nie jakoś jeszcze za bardzo tamtego mam w głowie.

Przepraszam też za złą gramatykę i blędy, ale mieszkam w Niemczech pół swojego życia i mało co pamiętam z tego czego uczyłam się w szkole.

14

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
weronka44 napisał/a:

Znam temat. Łatwiej by było gdybyś sie całkiem odcięła ale gdy jest dziecko nie da się. U mnie mijają dwa lata od rozstania, unikam byłego jak ognia, gdy go widzę /chociaz staram się na niego nie patrzeć, bo bydlę przystojne jest jak cholera/ to mam dołek murowany smile Każdy facet wydaje mi się nie taki - bo porównuję.

Co mi pomaga?
Oczywiście - skupienie sie na sobie, dopieszczenie, zajęcia dodatkowe, spotkania ze znajomymi, zajęcie myśli i kontrola myśli /trudne!/ oraz niemyślenie /medytacja/. Warto też poczytać coś o samoświadomości, akceptacji, dystansie... no, wejrzeć trochę bardziej w siebie smile.

Zresztą - miłość: to pragnienie dobra ukochanej osoby /?/ czyli można kochać tę osobę z daleka. A też: miłość niejedno ma imię czyli można kochać siebie /zwłaszcza/, dziecko, bliźniego, zwierzaka i róże. Na przykład.

No to sie nawymądrzałam smile. Nie wiem co jest z tą samotnością, naprawdę człowiek to zwierzę stadne? Czemu ja sama sobie nie wystarczam? Są chwile, że osiągam ten stan nirwany /:)/ jest mi dobrze i kocham cały świat /i nic nie biorę, żeby nie było... smile/. Ale dołki też podejrzanie często sie zdarzają. Nawet teraz siedzę i myślę czy nie zapisać sie na wizytę do pana specjalisty od proszków na wesołość... ale chyba jeszcze poczekam. Pobiegam więcej.

Ja również staram zająć się samą sobą, pokochać siebie, bo niestety przez to rozstanie i przez niego mam niską samoocenę. Staram się ułożyć życie dla siebie i mojego synka, ale jest ciężko.

Może wiesz czy są jakieś książki, które pomagają/motywują do zmiany myślenia o sobie samym, jak znaleźć szczęście w samej sobie z tym co akurat mam?

15 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2016-07-05 22:03:05)

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

np. Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”, Melody Beattie „Koniec współuzależnienia”, Eugenia Herzyk „Nałogowa miłość –
czym jest i jak się z niej wyzwolić”,  Howard M. Halpern „Uzależnienie od partnera –jak skutecznie wyzwolić się z sideł toksycznej miłości?” /ściągnęłam z portalu "kobieceserca" - nie wszystkie czytałam, maja tam darmowe pdf-y/. Anthony de Mello "Wezwanie do miłości" /właśnie czytam/
Medytuję z WCCM.PL /dla katolików/
podczytuję Rozwojduchowy.net, zenforest.

Pełno jest różnych poradników... z każdego coś do człowieka dociera smile. Na tym forum też jest dużo do poczytania smile

aha - i blog "uciekamydoprzodu" - maja tam fajne afirmacje smile

Generalnie - najbardziej mi pomaga: 1. ruch /bieganie i taniec/ 2. medytacja  3. zajęcia dodatkowe /ja sie zapisałam do szkoły smile/

Jestem?

16

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Palomka, znów się okazuje, jak bardzo pomocne jest maksymalne ograniczenie kontaktu z byłym partnerem. Macie dziecko, więc w waszym przypadku będzie trudno tak zupełnie się odciąć. Zgodzę się z Husky, że musi z Twojej strony zapaść decyzja o zamknięciu tego etapu życia. Nie śledź jego poczynań, proś znajomych, aby Ci o nim nie opowiadali, kiedy dopadną Cię myśli o nim, powtarzaj sobie, że to już nie ma znaczenia, że to już zamknięty etap.
Skup się na sobie i swoim synku. Poszukaj jakiejś pasji, czegoś, co zajmie Twoje myśli i da Ci radość.
Jeśli to nie przyniesie ulgi, rozważ kontakt ze specjalistą.

Dar rozstania - http://www.izanowalska.pl/
Zamknij za sobą przeszłość i rusz po szczęście.

17

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
CatLady napisał/a:

Moim zdaniem to jest kwestia "chcenia". Zwyczajnie nie chcesz o nim zapomnieć, myślisz o nim. Zajmij się czymś innym, zapisz się na jogę, czytaj książki, zacznij spotykać z ludźmi - podejrzewam, ze siedzisz w domu i rozpamiętujesz. Poznaj inne matki małych dzieci, spędzajcie wspólnie czas. Odrzucaj myśli o nim, gdy się pojawiają.

Dokładnie też mi sie wydaje ze o to chodzi. Zajmij się soba smile jestes mloda i napewno poznasz nie jednego faceta jak dasz sobie szanse. Skupiaj sie na tym co jest tu i teraz i nie wybiegaj myślami gdzies daleko w przeszłość czy przyszłość. Zaakceptuj to jak jest teraz i tylko na tym się skupiaj. Jak piszesz, masz dziecko. Zajmij się przede wszystkim nim. A jak wrócą myśli o tym facecie to po prostu je odrzucaj i myśl o czymś innym.

18

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
Palomka napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:

2,5 roku? A ile byliście razem? Bez specjalisty raczej się nie obędzie.

3,5 roku, ale 1,5 roku w sumie odkąd zaszłam w ciążę (nieplanowaną) było już niefajnie między nami.
Wiem, że to długo, może gdybyśmy nie utrzymywali kontaktu to szybciej by poszło. Ale do lutego tego roku byliśmy "prawie" w stałym kontakcie, bo niby chcieliśmy to naprawić, ale w końcu dotarło do mnie, że tylko ja chcę to naprawić, że te jego słowa że kocha to nie prawda, więc zerwałam kontakt. Od lutego rozmawialiśmy tylko raz.

Ale jakie to ma znaczenie, jak dlugo byli razem? Czasem właśnie po krótkim związku trudniej się rozstać, bo ten związek się nie rozłożył i dla jednej strony nie wygasł, tylko został gwałtowanie urwany. Czasem jest ławteij rozstać się po 10 latach niż po 10 tygodniach.
Mozesz próbować nie myśleć, ale mi to akurat nie pomaga, bo jak unikam myslenia o moim byłym, to po jakimś czasie pojawia się coś takiego, że te wszystkie odganiane mysli nagle powracają i wybuchają. Musisz sie rozeznać, czy lepiej ten temat rozpracować iprzemysleć czy odsunąć od siebie i starać się zapomnieć. Przede wszyskim musisz mieć wsparcie i motywację od kogoś, nie pozwól, zeby ktoś Cię dobijał jakimiś pseudo dobrymi radami, bo to czasem może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Masz synka, na pewno go bardzo kochasz i cieszysz się, że go masz. Dziecko to miłość i dla niego warto żyć i dbać o swoje życie. Trzymaj się. Przytulam.

19

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Myślcie sobie o mnie co chcecie ale ja uważam, że na tego typu cierpienia i rozterki najlepszy jest facet. I to wcale niekoniecznie inny facet w znaczeniu inna miłość, ale po prostu kumpel, który wyciągnie na spacer, z którym można się powygłupiać i pośmiać, który czasem po kumpelsku ale męskim ramieniem przytuli albo pogłaszcze po włosach, czasem powie jakiś komplement. Nic poza tym. Taki kumpel pomaga odbudować wiarę w swoją kobiecość, pozwala się czasem wypłakać w rękaw ale zwykle nie płacze i nie jojczy razem z Tobą, jak to robią przyjaciólki wzajemnie się nakręcając tylko po męsku pomaga wyjść na prostą. Faceci mają zupełnie inne spojrzenie na świat. Potrafią w miarę szybko pozbierać się z pozycji leżącej i wstają silniejsi. Warto trochę tego uszczknąć, kiedy jest źle bo naprawdę to pomaga rozwinąć skrzydła. Kobiety zwykle zamykaja się w swojej własnej samotności lub w gronie innych bab wałkują ten sam temat ebechdziesiąt razy, nie dając sobie szansy na zapomnienie.

Może masz takiego kumpla a jak nie masz to spróbuj go sobie znaleźć. To wcale nie jest takie trudne.

20

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

I jeszcze jedno. Naprawdę jak kobieta roni łzy za utraconą miłością to najmniej trafioną radą jest "masz synka/córkę dla niej bądź silna i jego/ją kochaj. Się tego nie da moje drogie potraktować jako zamiennik. Czasem własnie ma się to dziecko ochotę zamknąć w szafie by dało w spokoju się utytłać w tęsknocie. Miłości matczynej nijak nie da się potraktować jako zamiennik miłości do mężczyzny bo to komplenie inny rodzaj uczucia. Choćby nie wiem jak się kochało swoje dziecko ta miłość nie umniejszy tęsknoty za facetem, który odszedł. To rada w stylu "nie martw się jutro będzie lepiej". No niby coś gadasz ale nic z tego nie wynika.  Gdyby mi  w takiej sytuacji ktoś coś takiego powiedzial poczułabym się jak bidna matka Polka, której już nic w życiu lepszego nie czeka tylko opieka nad dzieckiem. Przepraszam, ale się zdenerwowałam bo nieraz tu czytam tego typu porady i szlag mnie trafia.

21

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Bardzo Ci wspolczuje. Mam cos podobnego ale niezupelnie. Ja mam obsesje na to ze zmarnowalalm sobie zycie przez moje wybory.... WIEM to przynajmnie: jak poznasz kolejnego partnera, to zapomnisz o bylym. Uwierz mi.

22

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
kivikivi napisał/a:

I jeszcze jedno. Naprawdę jak kobieta roni łzy za utraconą miłością to najmniej trafioną radą jest "masz synka/córkę dla niej bądź silna i jego/ją kochaj. Się tego nie da moje drogie potraktować jako zamiennik. Czasem własnie ma się to dziecko ochotę zamknąć w szafie by dało w spokoju się utytłać w tęsknocie. Miłości matczynej nijak nie da się potraktować jako zamiennik miłości do mężczyzny bo to komplenie inny rodzaj uczucia. Choćby nie wiem jak się kochało swoje dziecko ta miłość nie umniejszy tęsknoty za facetem, który odszedł. To rada w stylu "nie martw się jutro będzie lepiej". No niby coś gadasz ale nic z tego nie wynika.  Gdyby mi  w takiej sytuacji ktoś coś takiego powiedzial poczułabym się jak bidna matka Polka, której już nic w życiu lepszego nie czeka tylko opieka nad dzieckiem. Przepraszam, ale się zdenerwowałam bo nieraz tu czytam tego typu porady i szlag mnie trafia.

A.moze gdyby nie dziecko, to by było gorzej? Ja bym chciała mieć dziecko, przynajmniej bym miała po co żyć.

23

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Haloperidol, nie wiem jak by było. Wiem, że jak miewałam problemu tego kalibru to moje dzieci bywało, że zwyczajnie mi wadziły i czekałam tylko aż pójdą spać bym w spokoju mogła się zająć własnym bólem. W ciągu dnia opieka nad nimi i spędzanie czasu wcale nie sprawiały, że bolało mniej lub przestawałam mysleć. Wręcz przeciwnie. Miałam dodatkowego doła, że zamiast widzieć uśmiechniętą, wyluzowaną matkę, mają przed sobą z krzyża zdjętą babę, która marzy o chwili samotności. No ale to ja. Może inne matki mają inaczej. Nie wiem.

24

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
kivikivi napisał/a:

Haloperidol, nie wiem jak by było. Wiem, że jak miewałam problemu tego kalibru to moje dzieci bywało, że zwyczajnie mi wadziły i czekałam tylko aż pójdą spać bym w spokoju mogła się zająć własnym bólem. W ciągu dnia opieka nad nimi i spędzanie czasu wcale nie sprawiały, że bolało mniej lub przestawałam mysleć. Wręcz przeciwnie. Miałam dodatkowego doła, że zamiast widzieć uśmiechniętą, wyluzowaną matkę, mają przed sobą z krzyża zdjętą babę, która marzy o chwili samotności. No ale to ja. Może inne matki mają inaczej. Nie wiem.

Podpisuję się ręcami i nogami smile posiadanie dzieci nie oznacza, że jest łatwiej - tylko że jest się bardziej zmęczonym i ciężej się ogarnąć. Choćby z powodu braku czasu na porządne wypłakanie się smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

25

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
santapietruszka napisał/a:
kivikivi napisał/a:

Haloperidol, nie wiem jak by było. Wiem, że jak miewałam problemu tego kalibru to moje dzieci bywało, że zwyczajnie mi wadziły i czekałam tylko aż pójdą spać bym w spokoju mogła się zająć własnym bólem. W ciągu dnia opieka nad nimi i spędzanie czasu wcale nie sprawiały, że bolało mniej lub przestawałam mysleć. Wręcz przeciwnie. Miałam dodatkowego doła, że zamiast widzieć uśmiechniętą, wyluzowaną matkę, mają przed sobą z krzyża zdjętą babę, która marzy o chwili samotności. No ale to ja. Może inne matki mają inaczej. Nie wiem.

Podpisuję się ręcami i nogami smile posiadanie dzieci nie oznacza, że jest łatwiej - tylko że jest się bardziej zmęczonym i ciężej się ogarnąć. Choćby z powodu braku czasu na porządne wypłakanie się smile

Ale jak zapytam, czy wolalybyscie nie mieć dzieci, to na pewno odpowiecie, że nie i co to za pytanie. Ja tam się nie cieszę, że nie mam dzieci i mogę sobie ryczeć do woli.

26

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
kivikivi napisał/a:

Myślcie sobie o mnie co chcecie ale ja uważam, że na tego typu cierpienia i rozterki najlepszy jest facet. I to wcale niekoniecznie inny facet w znaczeniu inna miłość, ale po prostu kumpel, który wyciągnie na spacer, z którym można się powygłupiać i pośmiać, który czasem po kumpelsku ale męskim ramieniem przytuli albo pogłaszcze po włosach, czasem powie jakiś komplement. Nic poza tym. Taki kumpel pomaga odbudować wiarę w swoją kobiecość, pozwala się czasem wypłakać w rękaw ale zwykle nie płacze i nie jojczy razem z Tobą, jak to robią przyjaciólki wzajemnie się nakręcając tylko po męsku pomaga wyjść na prostą. Faceci mają zupełnie inne spojrzenie na świat. Potrafią w miarę szybko pozbierać się z pozycji leżącej i wstają silniejsi. Warto trochę tego uszczknąć, kiedy jest źle bo naprawdę to pomaga rozwinąć skrzydła. Kobiety zwykle zamykaja się w swojej własnej samotności lub w gronie innych bab wałkują ten sam temat ebechdziesiąt razy, nie dając sobie szansy na zapomnienie.

Może masz takiego kumpla a jak nie masz to spróbuj go sobie znaleźć. To wcale nie jest takie trudne.


Ok Ok ma to sense. Jakie to nie trudne? Jak to mam zrobic? Wiekszosc kolezanek sa mezatkami to gdzie takiego kumpela spotkac sama?

27

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię
Haloperidol napisał/a:

Ale jak zapytam, czy wolalybyscie nie mieć dzieci, to na pewno odpowiecie, że nie i co to za pytanie. Ja tam się nie cieszę, że nie mam dzieci i mogę sobie ryczeć do woli.

Szczerze? Czasem tak sobie myślę, że bez dzieci byłoby mi znacznie łatwiej. Co nie oznacza jednocześnie, że ich nie kocham i chętnie bym je oddała smile Ale bywają chwile, kiedy się ma ich dość i myślę, że nie tylko ja tak mam, to normalny ludzki odruch smile
Nikt Ci się nie każe cieszyć, że nie masz dzieci. Ale tak samo w drugą stronę - nie można twierdzić, że z dziećmi jest prościej i że jak się ma dzieci, to jest inaczej. Bo dzieci to dzieci, a facet to facet, to są dwie odrębne życiowe sprawy smile
Nie wiesz, jakby było. Gdybyś miała dziecko i 24/7 musiałabyś się nim zajmować, niekoniecznie byłoby Ci łatwiej. Ja czasem naprawdę marzę o chwili spokoju, choćby po to, żeby w ciszy przypomnieć sobie, jak się nazywam smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

28

Odp: 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

O rany Noico, mamy XXI wiek. Ludzie w necie poznają miłość swojego życia (jak ja na przykład smile ) więc Ty spokojnie mozesz poszukać kumpla. Mój mi własnie napisał, jak mu się na coś pożaliłam "pierdol to, jutro zabieram cie na myjnie, jak się pożadnie namachasz karcherem to ci wywietrzeją głupie akcje z głowy". Od razu zrobiło mi się lepiej na duszy. Kumpla można też spotkać np. w siłowni, ale tam jest trochę ciężej bo trudniej pogadać niz w necie. W necie masz tylko słowa więc łatwiej i szybciej możesz rozgryźć czy facet nie szuka tylko seksu albo aż miłości. Rusz głową, coś na pewno Ci do niej przyjdzie smile

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 2,5 roku po rozstaniu a ja nadal cierpię

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018