Ile warci są nasi przyjaciele z sieci? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Do założenia tematu zainspirował mnie materiał Filipa Chajzera o tym samym tytule. Kilka osób o naprawdę dużej liczbie znajomych na fb napisało, że potrzebuje pilnie pomocy. Pomoc otrzymała jedna osoba i to po długim czasie, warto dodać, że był to partner/ka (płeć bez znaczenia).

Portale społecznościowe, randkowe, fora internetowe, czaty - całe zagadnienie można przenieść na inne internetowe miejsca.

Waszym zdaniem bilans takiej znajomości wychodzi na plus czy na minus? A może po prostu chodzi o to, by zachować umiar w przedzieraniu się przez internetowe chaszcze? Mieliście/macie takich znajomych? A może jakaś pijawka upuściła Wam swojego czasu trochę krwi? ;>

Zapraszam do dyskusji. smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

A co konkretnie napisały te osoby potrzebujące pomocy? Na swoim profilu po prostu zamieściły mniej więcej taką notkę: "potrzebuję pomocy"? Szczerze mówiąc jestem już znieczulona na facebookowe prośby o pomoc, bo jest ich tak dużo, że chyba codziennie musiałabym po kilka przeglądać. Najwięcej jest oczywiście udostępniania stron, gdzie ktoś tam potrzebuje jakiejś pomocy, bo to czyjś znajomy itp. Gdyby ktoś napisał do mnie bezpośrednio w wiadomości prywatnej, że potrzebuje pomocy, to pomogłabym. Niezależnie od tego czy znamy się tylko z widzenia. Jednak na jakieś ogólnikowe posty nie reaguję. Być może podświadomie sądzę, że skoro tyle osób to czyta, to na pewno ktoś pomoże. Może jestem znieczulona, ale ja lubię ludzi konkretnych, którzy pytają konkretnie, zamiast zamieszczać coś bezosobowo i liczyć, że ktoś się odezwie. Chociaż to też sporo zależy od tego o co się prosi i po co. Czasami taka forma jest rzeczywiście najlepsza.Gdybym sama potrzebowała pomocy, to raczej prosiłabym konkretne osoby. Tak samo jak wtedy, gdy jest jakiś wypadek i nie krzyczy się do ludzi: "pomocy, niech ktoś zadzwoni po pogotowie", tylko mówi się do konkretnej osoby, żeby zadzwoniła.

A co do internetowych znajomych, to mam bardzo dobre doświadczenia. Wiele osób poznałam w różnych grupach na facebooku i chociaż nawet nie znaliśmy się z widzenia, to bardzo chętnie dzielili się swoim doświadczeniem, swoimi pasjami itp. Wiadomo, że nie wypłakiwałabym się im, gdyby rzucił mnie chłopak, ale przecież znajomości się stopniują i fajnie jest mieć zarówno internetowych znajomych, jak i kilku oddanych, wieloletnich przyjaciół. Nie oceniałabym internetowych znajomości jako czegoś gorszego.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

3

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Na FB zdecydowanie nie kolekcjonuję znajomych, mam ich stosunkowo niewielu i starannie wybranych. Przypadkowych osób jest może kilka i są w tym gronie wyłącznie dlatego, że gdzieś po drodze skrzyżowały się nasze losy, dostałam zaproszenie, przyjęłam, a potem już danej osoby nie usuwałam. Na dobrą sprawę ile osób jesteśmy w stanie tak naprawdę znać, nawet obracając się w szerokim kręgu ludzi?
Film Filipa Chajzera świetnie pokazuje, że nie ilość, a jakość się liczy. Sama znalazłam się kiedyś w potrzebie i po wrzuceniu informacji na swój profil ilość telefonów, zapytań i propozycji pomocy, jakie przyszły ze strony tych zaledwie kilku dziesiątek osób, które miały możliwość ją przeczytać - szczerze mnie zaskoczyła.


Edit: Cslady, tam było coś w stylu "Potrzebuję pomocy!!!! Skręciłam kostkę, telefon mi się już rozładowuje, czy ktoś mógłby przyjechać (tu podany adres) i mnie stąd zabrać?" Może nie dokładnie tak, ale główną myśl zachowałam smile.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

4

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Jezeli wiadomość byla w tym stylu to się nie dziwię braku odzewu, a pan Chajzer zrobił reportaż o niczym.

Po pierwsze trzeba byc niezłą idiotka zeby w takiej sytuacji rozładowywac telefon na kotrzystanie z facebooka zamiast zadzwonic na pogotowie, czy taksówkę, czy do konkretnej osoby.
Po dugie nawet jak sie ma 500 znajomych to nie oznacza, ze wszyscy sa online w danym momencie.
Po trzecie ci z sasiedniego miasta/województwa/kraju mieli rzucić wszystko i jechac na ratunek?

Na szczescie nie mam tak glupich znajomych - jak ktos jest w potrzebie, to w prawdziwej  potrzebie, a nie lamentuje, że  mu się  obcas urwał

5

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

No to ja też nie przyjechałabym po taką osobę. Skąd miałabym wiedzieć czy nie jadę na próżno i ona nadal tam jest? A głupota ludzka niestety nie zachęca do pomocy. Po co rzucać wszystko i tracić czas na niepoważnych ludzi? Niektórzy może lubią kreować się na ofiary. Co innego gdyby to był sms bezpośrednio do mnie. Wtedy zrobiłabym wszystko, żeby ktoś po tę osobę pojechał, nawet jeśli nie mogłabym osobiście. No ale tak jak zostało powiedziane - można było tę pomoc uzyskać, gdyby ta osoba choć trochę pomyślała. Nie są winni internetowi znajomi, tylko ona sama.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

6

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
Iceni napisał/a:

trzeba byc niezłą idiotka zeby w takiej sytuacji rozładowywac telefon na kotrzystanie z facebooka zamiast zadzwonic na pogotowie, czy taksówkę, czy do konkretnej osoby.

I właśnie dlatego każda rozgarnięta osoba, która zobaczy taką "prośbę" uzna ją za żart i nie zareaguje. Ostatni telefon wykonuje się do konkretnej, pewnej osoby, o której wiadomo, że jak sama nie będzie mogła przyjechać to stanie na uszach, żeby zorganizować pomoc własnym, nierozładowanym telefonem.
Problemem nie jest wiec posiadanie mnóstwa wirtualnych znajopmych, ale ewentualny brak realnych znajomości. I dopisywanie tym wirtualnym większego znaczenia niż mają. Bo to stado "znajomych" na fb naprawdę bywa użyteczne, jeśli ktoś prowadzi jakąś działalność czy ma konkretne zainteresowania. Ma sie wtedy bieżący dostęp do najróżniejszych informacji z interesującej nas dziedziny, o ile owi "znajomi" są z właściwego kręgu. Ale naiwne jest myślenie, że znajomi, którzy trafili do tego grona z uwagi na zainteresowanie szydełkowaniem nagle przylecą jak skręcimy kostkę. Albo będą wysłuchiwać żali po porzuceniu przez faceta. Nikt nie jest uniwersalny smile

Osobną sprawą jest szafowanie słowem "przyjaciel". Jeśli kogoś uznam za przyjaciela to jest on naprawdę dużo wart, bez względu na to czy jest z sieci, czy z bloku obok big_smile Aczkolwiek chyba nigdy nie posiadałam żadnego typowo wirtualnego przyjaciela. Nawet jeśli poznaliśmy sie w sieci, przed wejściem na stopień przyjacielski nastąpiło przeniesienie znajomości do reala smile

7

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Jeśli chodzi konkretnie o ten materiał to zadziałała psychologia tłumu: prośba rzucona w eter zawsze jest mniej skuteczna niż skierowanie jej do kilku konkretnych osób (tyczy się to również pierwszej pomocy) - napisanie na priv do mniejszej liczby mogłoby dać duże lepsze rezultaty.

Trochę dziwi mnie, że piszecie, że nie przyjechalibyście. Do jakiejś tam znajomej też bym się nie fatygowała, ale do najlepszej przyjaciółki i jeszcze ze trzech/czterech osób bym przyjechała. Cóż... gdyby okazał się to pijacki żarcik, to udałabym się z nimi na imprezę, skoro taka dobra. wink

Jednak pytania zawartego w wątku nie chciałam ograniczać jedynie do portali społecznościowych, gwoli przypomnienia.

8

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Zaden z moich dobrych znajomych nie pisuje tego typu próśb "w eter". Może nie to pokolenie big_smile

Mam znajomych, którzy robią dla mnie coś za free - tak właśnie uczę się tego mojego hindi - ludzie (no, faceci, ale to w  koncu też "ludzie" ) uczą, tłumaczą i jakoś tam wspierają - nic w zamian nie oczekując tongue

Wlaściwie nie wiem jakiej pomocy mozna oczekiwac, od ludzi, którrych się osobiście nie zna (niekiedy nawet nazwiska).

Ale jednak da się nawiązać jakąś tam spontaniczną więź, czasem dość nieoczekiwanie tongue Na ile  jest "warta" taka znajomość - nie wiem. U mnie to ma na celu jedynie poszerzenie oglądu świata.

Inna sprawa, że nie znoszę (i nigdy tego nie robię) obarczać moich realnych znajomych moimi prroblemami drogą internetową. Jeeli już to robię to za pośrednictwem telefonu  - konktetny prroblem, konktretna osoba.

9

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Idąc tym tropem zauważyłam, że są osoby, które mają zwyczaj wpisywania czegoś w stylu "smutna" albo "chora" i... nic więcej. Potem zapewne czekają na reakcję użalania się nad bidulą, życzenia zdrowia, dopytywania co się stało. Może jest to zupełnie naturalny odruch, ale ja tego nie ogarniam. Zresztą obserwowałam już nieraz, jak się ktoś na tym przejechał.

P.S. Przypomniało mi się, że w wiadomości z eksperymentu było coś jeszcze o jakiejś zgubionej torebce wink.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

10

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
daenerys7 napisał/a:

Trochę dziwi mnie, że piszecie, że nie przyjechalibyście. Do jakiejś tam znajomej też bym się nie fatygowała, ale do najlepszej przyjaciółki i jeszcze ze trzech/czterech osób bym przyjechała. Cóż... gdyby okazał się to pijacki żarcik, to udałabym się z nimi na imprezę, skoro taka dobra. wink

No ja właśnie nie przyjechałabym do zwykłych znajomych. W przypadku przyjaciółek pomyślałabym po prostu, że miały dobrą imprezę i robią sobie jaja. Bo wiem, że gdyby faktycznie były w potrzebie (czy ktokolwiek z mojej rodziny), to nie wchodziłyby na facebooka, tylko napisałyby wprost. Tym bardziej, że wszystkie najbliższe mi osoby znają mój numer na pamięć (mam bardzo prosty), więc gdyby nawet im bateria padła, to mogłyby zadzwonić od kogokolwiek. No nie wiem, na mnie takie bezosobowe prośby po prostu nie działają. Co innego, gdy ktoś z moich znajomych np. wrzuciłby wiadomość, że jest chory na raka i prosi o zbiórkę pieniędzy. Wtedy to jednak sytuacja innego typu i media społecznościowe są fantastyczne pod tym względem.

Jakiś czas temu widziałam u znajomej na faceeboku, że zmieniła status związku na wolny, a ludzie od razu zaczęli ją pocieszać, komentować i jechać po chłopaku. Moim zdaniem facebook nie jest dobrym miejscem na takie zachowania. Zresztą nie wiem też co kieruje ludźmi, którzy tak afiszują się z podawaniem każdej informacji o związku. Mój facet ma pełnowartościowe konto na FB (ja mam takie założone tylko z określonych względów) i nie chciałabym, żeby zamieszczał na profilu informacje, że jest w związku, a następnie, że wziął ze mną ślub. No ale dobra, ja jestem dziwna pod tym względem.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

11

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
cslady napisał/a:

No ale dobra, ja jestem dziwna pod tym względem.

To ja chyba jeszcze dziwniejsza, bo wśród znajomych nie mam ani męża, ani syna wink. Widujemy się przecież codziennie, wiem co u nich, nie mam potrzeby tego śledzić w serwisach społecznościowych, a jeśli chcę im coś przekazać lub o coś zapytać, to po prostu przychodzę i mówię lub sięgam po telefon. Choć oczywiście rozumiem, że osoby mieszkajace pod jednym dachem dodają się wzajemnie, za to nie ogarniam ostentacyjnego pisania jeden do drugiego, na przykład w Walentynki jak to bardzo się kochają. Naprawdę nie lepiej to sobie po prostu powiedzieć? wink

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

12

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
Olinka napisał/a:
cslady napisał/a:

No ale dobra, ja jestem dziwna pod tym względem.

To ja chyba jeszcze dziwniejsza, bo wśród znajomych nie mam ani męża, ani syna wink. Widujemy się przecież codziennie, wiem co u nich, nie mam potrzeby tego śledzić w serwisach społecznościowych, a jeśli chcę im coś przekazać lub o coś zapytać, to po prostu przychodzę i mówię lub sięgam po telefon. Choć oczywiście rozumiem, że osoby mieszkajace pod jednym dachem dodają się wzajemnie, za to nie ogarniam ostentacyjnego pisania jeden do drugiego, na przykład w Walentynki jak to bardzo się kochają. Naprawdę nie lepiej to sobie po prostu powiedzieć? wink

Ja mam dzieci w gronie znajomych. Powiem więcej, po to założyłam FB, żeby mieć wgląd na to, co małolaty publikują. Małolatom się podrosło, a mój profil na Facebooku pozostał.
Przydaje się w pracy - wymiana istotnych informacji. Przydał się też w pisaniu prac egzaminacyjnych. Nie miałam jeszcze bez odzewu prośby o konsultację.
Co do internetowych znajomości, to prawdopodobnie powielę doświadczenia wielu z Was. Najentuzjastyczniejsze chęci poznania się w realu, są niewypałem. Za to wzajemna motywacja do pielęgnacji zainteresowań i pasji - bezcenne.

13 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2016-07-01 20:19:25)

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Nie da się, by każdy na Facebooku był przyjacielem. Tylu przyjaciół ogólnie nie dałoby się mieć. Niemniej oczywiście smutne, że nikt nie pomógł. Ja nie wiem jak koleżanki, bo pewnie nie każda pomogłaby mi w każdym problemie, bo nie ma co też tego wymagać, ale przyjaciółka pomaga mi jak mam problem jak może. Ja jej tak samo. Tylko, że przyjaciółkę mam jedną. Inne to koleżanki, bo jednak nie są to aż tak bliskie relacje, a nie jest łatwo mieć dużo prawdziwych przyjaciół. Jeżeli nie mogę jej pomóc tak dosłownie w jakimś problemie, choć bym chciała, to chociaż wspieram, rozmawiam i ona tak samo w drugą stronę. Także zawsze możemy na siebie liczyć, nie zostawimy jakiegoś problemu drugiej osoby jak się o nim dowiemy. Z tym, że znam ją od liceum, wcześniej nie miałam takiej osoby. No, ale to już jest zupełnie inna jakość relacji, jak jest możliwość to też przenocujemy siebie, spędzamy dużo czasu razem jak jest możliwość, mamy wiele tematów do rozmów. Ogólnie wiele nas łączy. Z tym, że jeżeli chodzi o prośbę o pomoc, to uważam jak dziewczyny, że lepiej jednak kierować ją do danej osoby. Oczywiście jakbym zobaczyła taki niepokojący post bliskiej osoby, to pomogłabym, ale jednak lepiej zwracać się osobiście.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

14

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
cslady napisał/a:

Co innego, gdy ktoś z moich znajomych np. wrzuciłby wiadomość, że jest chory na raka i prosi o zbiórkę pieniędzy. Wtedy to jednak sytuacja innego typu i media społecznościowe są fantastyczne pod tym względem.

Zgadza się. To chyba najszybszy i najprostszy sposób dotarcia do dużej grupy odbiorców. Sama angażuję się w takie akcje, sama stałam też kiedyś po tej drugiej stronie, przy czym nie chodziło o pieniądze i nie dla mnie, a dla kogoś bardzo mi bliskiego i efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Pomagały i angażowały się nawet zupełnie obce osoby, dostałam też mnóstwo sygnałów, że tu czy tam jest jakiś odzew. To dało mi wówczas wielką wiarę w ludzi.

Obecnie trochę pomagam i śledzę akcję zbierania środków na chorego, młodego mężczyznę, którego sytuacja w pewien sposób mnie poruszyła. Potrzebna kwota jest ogromna, akcja początkowo szła dosyć opornie, ale od kilku dni ruszyła pełną parą i choć do jej końca pozostały jeszcze dwa tygodnie, to myślę, że za trzy, cztery dni cel zostanie osiągnięty. To nie tylko ludzka empatia i chęć bezinteresownego niesienia pomocy, ale i siła Internetu tak działa.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

15

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Można podejśc do tego trochę szerzej niż ten dość idiotyczny "eksperyment".
Ja na fejsie od czasu do czasu jestem proszony o udostępnienie czegoś, przykład - kumpela prosiła o reklamę jej kancelarii prawnej, niedawno otworzyła. Takie udostepnienie w końcu też może być traktowane jako pomoc na starcie biznesu czy jakiejś innej inicjatywy, a nawet przełożyć się na konkretną kasę w realu. Tak się złożyło, że inna kumpela szukała wtedy prawnika i widząc moje udostępnienie zagadała do mnie w tej sprawie. itp. itd
Z dość nietypowych zdarzeń w sieci luźno związanych z tematem- to kiedyś znajoma, którą znałem tylko z sieci zaprosiła mnie na... swój ślub. Oczywiście znaliśmy się wcześniej dość długo, polubiliśmy się i przegadaliśmy sporo godzin na GG, ale pewnie mnie zaprosiła bo nie miała wielu znajomych w realu- młoda prawniczka wiadomo (żart). Oczywiście pojechałem, więc jak coś to można na mnie liczyć ;)

Z zabawnych sytuacji, to do dziś pamiętam jak kiedyś koleś z Sułtanatu Brunei  prawie mnie wkręcił, że tam u nich nie piją i nie znają w ogóle mleka (coś jak Murzyni ze śniegiem). Od razu wiedziałem, że nie można na niego liczyć ;)

16 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-07-04 16:54:51)

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

w sieci nie ma przyjaciół, tylko znajomi i to w większości wirtualni. Kolekcjonowanie znajomych uważam za hobby jakich wiele. Jeden zbiera znaczki, inny kapsle po piwie, to dlaczego nie zbierać znajomych? Równie przydatni, co reszta, ale jak ktoś lubi wink

17

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?
adiaphora napisał/a:

Kolekcjonowanie znajomych uważam za hobby jakich wiele. Jeden zbiera znaczki, inny kapsle po piwie, to dlaczego nie zbierać znajomych? Równie przydatni, co reszta, ale jak ktoś lubi wink

Nie popatrzyłam na to w ten sposób, ale masz absolutną rację. O ile, jak wspomniała Vinnga, w przypadku prowadzenia jakiejś działalności, która opiera się na kontaktach, kolekcjonowanie znajomych, którzy też przecież mają znajomych, co tworzy już całkiem sporą sieć potencjalnych kontaktów, wydaje się całkiem sensowne, o tyle nie pojmuję po co komuś tysiąc, a nierzadko więcej, niemal przypadkowych osób w tym gronie. Choć... można ich sobie grupować, katalogować, obserwować, śledzić - takie hobby big_smile.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

18

Odp: Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

mam konto na portalu filmowym i tam też panuje podobna moda - na tłum znajomych. Dostaję często zaproszenia od obcych ludzi, z którymi nawet wirtualnie slowa nie zamieniłam. Z góry wiem, że to kolekcjonerzy. Odrzucam z zasady takie zaproszenia. Czasem zerkam na ich profile, żeby sobie powiedzieć: jak zwykle mam rację big_smile
Przez parę lat, do znajomych przyjęłam mniej niż 10 osób. Nigdy nie miałam natury kolekcjonera. Może gdybym miała jakieś zacięcie szpiegowskie albo inne podglądactwo to bym się skusiła wink

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Ile warci są nasi przyjaciele z sieci?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021