Cześć wszystkim
Od jakiegoś czasu mam poważny problem z partnerem. Sama lubie być w czymś dobra i jestem osobą ambitną. Mój partner niestety chyba przesadził w tej kwestii. Nie ma on wysokiego mniemania o sobie i jest skromny jednak jest pracowity i dużo pracy wkłada w każdą rzecz którą robi. Ostatnio ktoś poznał się na jego umiejętnościach i sam dostał prace. Okazało się ze został losowo przypisany do stanowiska które mu kompletnie nie odpowiada. Kiedy zapytałam jak pierwszy dzień pracy usłyszałam tylko "zostaw mnie w spokoju. Chce być sam" on nigdy nie potrafi się otworzyć i wyrzucić z siebie wszystkiego. Dla mnie to jest też chore bo jestem jego dziewczyna i się martwię, chce pocieszyć i coś doradzić. Dostał histerii z tego powodu, stwiedzil ze życie mu się wali ze ja nie wiem co on czuje. Jak dla mnie to przesada. Odepchnal mnie i stwiedzil ze życie nie ma sensu. Ja czasem twarda ręką musze go sprowadzić na ziemię, bo związek to nie tylko piękne słodkie słówka. Powiedziałam ze życie nie jest sprawiedliwe ale zamiast się załamywać trzeba coś kombinować. To był jak gwóźdź do trumny. Facet niedługo będzie miał 25 lat
. Czy w takiej sytuacji mam na siłę się spotkać i mu pomóc czy faktycznie dać spokój? Ale co będzie w przyszłości? On nie umie sobie radzić z problemami. Kocham go I chce dzielić moje życie z ta osoba ale czasami nie mam siły. Oczywiście sytuacja z ta praca odbiła się mocno na naszym związku. Stwiedzil ze jest zerem ze on mi niczym nie imponuje. Że zapewne mam go za ostatniego "debila" któremu ktoś dał prace a on jej nie chce bo nie po to tyle walczył i się starał na studiach żeby tak skończyć.
Zauważyłam jednak ze on doskonale wie, że mi na nim zależy. Czasem kiedy coś nie idzie po jego myśli przestaje się do mnie odzywać a ja mam za zadanie "błagać" o spotkania.
To bardzo dobry człowiek, ma w sobie wiele ciepła i oddania. Ale trzeba z nim odpowiednio postępować a ja widocznie nie wiem jak ![]()