Drogie Panie, chciałbym poznać wasze zdanie na temat mojej obecnej sytuacji. Dawno nie zaglądałem na forum, ponieważ długo nie miałem problemów ze swoim związkiem. Jednak to co się ostatnio wydarzyło mnie przerasta i nie jestem do końca pewien jakie zachowanie byłoby w tej sytuacji właściwe.
Jesteśmy razem ponad 2 lata. Obecnie ja mam 24 lata, ona 21. Pod koniec marca moja dziewczyna oznajmiła mi, że nie jest pewna swoich uczuć do mnie. Po dwóch tygodniach stwierdziła, że nadal mnie kocha, ale inaczej. Nie chce już ze mną seksu, lecz uważa, że pocałunki i przytulanie nadal są w porządku. Chciałaby, abyśmy skupili się teraz na przyjaźni, ale nie chce ze mną zrywać. Nie przespałem i przepłakałem wiele nocy, bo ciężko mi się z tym pogodzić. Zawsze starałem się dojrzale traktować kobiety, więc uszanowałem jej wolę. I tak trwa to prawie od 6-ciu tygodni.
Nasza znajomość była wyjątkowa od samego początku. Zawsze świetnie się rozumieliśmy i zawsze mogliśmy ze sobą o wszystkim rozmawiać. Ta przyjaźń z czasem przerodziła się w miłość. Ona jednak od niedawna uważa, że znów pragnie tego, co było przed naszym związkiem. Rani mnie to, że wystarcza jej przyjaźń. Dobrze się czuję, kiedy z nią jestem i miło mi, że chce ze mną przyjaźni, jednak bardzo ją kocham. Chciałbym, by kiedyś została moją żoną i miała ze mną dzieci. Ona kiedyś też tego chciała, choć teraz twierdzi, że nie jest już pewna, czy widzi mnie w takiej roli.
I tutaj drogie Panie chciałbym prosić was o radę. Jak powinienem się w tej sytuacji zachować? Szanuję jej brak chęci na seks ze mną i nie chcę jej nakłaniać wbrew jej woli, ale jednocześnie boję się, że bez niego wygasną jej uczucia i na zawsze wrzuci mnie do szufladki "przyjaciel", a tego bym nie chciał. Chcę być dla niej wyrozumiały i dać jej czas do zastanowienia się nad swoimi uczuciami, ale jednocześnie chciałbym rozbudzić w niej dawne uczucie i obawiam się, że w obecnej sytuacji mogłaby odebrać takie próby jako natręctwo. Powiedziałem jej, że nie będę - ewentualnie - czekał z nią na jej księcia z bajki. Nie dam rady być tylko przyjacielem. Kiedy jej o tym powiedziałem odparła, że jeśli cierpię, to pozwala mi odejść. To mnie zabolało. Czy miałyście kiedykolwiek podobną sytuację? Czy to oznacza koniec związku czy może jest to kryzys, przez który trzeba wspólnie przejść? W takiej sytuacji można mieć nadzieję na coś więcej?
EDIT
Długo się zastanawiałem nad tym dlaczego jej uczucia uległy zmianie. Mogę się mylić, ale myślę, że ma to związek z tym co kiedyś się wydarzyło. Na początku naszej znajomości ona miała bardzo duże problemy emocjonalne, z których pomogłem jej wyjść. Była jednak nie do zniesienia i po ponad pół postanowiłem z nią zerwać, chociaż nie była to łatwa decyzja. Nie odciąłem się jednak od niej zupełnie, ale powiedziałem, żebyśmy zostawili to na stopie przyjaźni i aby szukała innego chłopaka, bo nam już nie wyjdzie. Od tamtej pory bardzo się zmieniła. Była dla mnie bardzo dobra, we wszystkim mi pomagała, a jej problemy odeszły w niepamięć. Spróbowaliśmy ponownie, chociaż uważam, że zerwanie i skupienie się na przyjaźni w przeszłości mogło zniszczyć jej zaufanie do mnie jako partnera i z czasem doprowadziło do tego, co teraz odczuwa.