Cześć Wszystkim!
Jakiś czas temu, postanowiliśmy z żoną, że spróbujemy żyć osobno. A tak szczerze mówiąc to była jej decyzja. Na początku była to dla mnie ulga. Bo jej zachowanie było dla mnie trudne do zniesienia. Ciągły płacz, histerie o wszystko. Pierwsze dni po jej wyprowadzce, jakoś się ogarnąłem. Ale zaczęło mi jej strasznie brakować, zacząłem szukać z nią kontaktu w nadziei, że ona również tęskni. Przez telefon była bardzo oficjalna. Pomyślałem, że jak nic ma kogoś. Postanowiłem to sprawdzić. I bingo. Strasznie mnie to zabolało, postanowiłem rozprawić się z owym kimś. Prawda była równie przykra. Ten gość jest psychoterapeutą, moja żona jest jego pacjentką.
Żona podobno cierpi na nerwice. Oczywiście psychoterapeuta zaproponował mi też terapie.
Ale nie wspólną a indywidualną. A raczej gość w roli posłańca przekazał mi to co żona chce mi powiedzieć a nie jest w stanie. Do miłych to nie należało. Ale ok, jestem to w stanie ogarnąć.
Tego nie mogłem przeżyć, że ona ma większe zaufanie do obcego kolesia, opowiada mu o wszystkim. A mnie, dzieci, traktuje z dystansem.
Ten cały psycholog, zalecił mi, żebym dał jej czas i spokój. Niech pobędzie sama to wtedy się uspokoi, żeby nie naciskać. Ok. Ale to się wymknęło spod kontroli, ta cała psychoterapia, są już na ty, spotykają się prywatnie w kawiarni, nawet byli razem w klubie, na basenie.
Ja nie zamierzałem siedzieć w domu przed tv, to, że jest 10 lat młodsza nie znaczy, że jestem starcem. Sam zacząłem ostro imprezować, no i odnowiłem znajomość z pewną kobietą. Stara miłość. Wspólne zainteresowania, wspomnienia odżyły. Miło spędziliśmy czas ale to tyle, ja jej nie obiecywałem, że się rozwiodę ani nic. A już na pewne nie obiecywałem jej związku czy co tam sobie ona myśli. Ostatnio, żona sama do mnie dzwoni pierwsza, nawet wyjechaliśmy razem na weekend. I sama z siebie zaczęła mnie zapewniać, że ją i tego terapeutę nic nie łączy, poza tym, że świetnie im się gada. Muszę powiedzieć, że naprawdę się za nią stęskniłem, ogólnie to doceniłem to, że w dość elegancki spokojny sposób odbyła się ta cała sytuacja, bez większych awantur, kłótni, scen. Nawet nikt nic nie wie. Ale jest tamta kobieta, która jest przeciwieństwem mojej żony, i osobiście się do niej pofatygowała. Wmówiła jej, że ona mnie unieszczęśliwia i że z mojej strony to litość. No szlak by trafił.
Doradźcie ludzie co zrobić żeby tamta kobieta po prostu ZROZUMIAŁA, ŻE MAM ŻONĘ I NIGDY NIE BĘDZIEMY RAZEM!
O rozwodzie nie chce nawet słyszeć.