Kochani miesiąc temu zmarł mój mąż.
Byliśmy parą 8 lat, po ślubie byliśmy 8 miesięcy (przypadek z tymi ósemkami...?)
I na chwilę obecną czuję się dość dziwnie nie mając jego wsparcia obok..
Czuję wewnętrznie że ogarnia mnie złość, gdy widzę że każdy facet ma jakąś kobietę, że każda koleżanka z pracy opowiada o swoim mężu i dzieciach a ja tylko stoję z boku i klnę pod nosem że jestem sama..
Nie potrafię Mu wybaczyć tego że mnie zostawił - a zostawił bardzo nagle i w bardzo niemiłych okolicznościach (okazało się że chorował a do tego się nie przyznawał..)
Jestem mega zła na pary które są szczęśliwe..
I tutaj pojawia się moje pytanie do was - czy waszym zdaniem ja jakoś podświadomie potrzebuję faceta?
Mnie nawet nie powinny takie myśli póki co przebiegać przez głowę..
Ale jestem osobą bardzo młodą która w ciągu kilku godzin musiała stać się dorosłą kobietą bez męża, bez perspektyw na przyszłość, bez naszego planowanego za jakiś czas dziecka...
Nie umie się pozbierać z myślami..
I wiem że będziecie mnie teraz próbować zrównywać z ziemią że mój mąż dopiero co ode mnie odszedł a ja rozglądam się za facetem - ale to nieprawda..
jeśli kobieta przez ostatnie 8 lat miała wsparcie we własnym facecie to po prostu teraz najzwyczajniej jej brakuje takiej silnej, męskiej ręki - dodam że mój tata też już nie żyje wobec czego czuję się całkowicie osamotniona pod względem "męskiej opieki"
Pomożecie? ![]()