Potrzebuje pomocy/rady... Od kilku miesięcy spotykam się z facetem, który jest ode mnie 15 lat starszy (co nie stanowi dla mnie żadnego problemu - poprzedni mój związek trwał 7 lat i był z jeszcze starszym ode mnie mężczyzną). Facet na początku od razu chciał, żebym się wprowadziła (dla niego się rozstałam), ale uznałam, że to za szybko. Poza tym on jest po rozwodzie i ma 2 dzieci (młodsze - 4 lata nie rozumie jeszcze, że rodzice się rozstali... Dzieci są z matką). To ja na początku zwracałam uwagę na to że wszystko szybko i że dzieci... Namówiłam go na zmianę pracy (wyjeżdżał bardzo dużo za granicę i praktycznie nie było go w domu - budowanie związku na takich podstawach nie mieści się w moich możliwościach...). Wiem, że dla mnie to zrobił. Wszystko było super i nagle on się zamknął w sobie i odsunął... Ja mu powiedziałam, że się w nim zakochałam (bo taka jest prawda) i nic na to nie poradzę... On stwierdził, że ja bym chciała, żeby się określił a on nie potrafi jeszcze... że to dla niego duża odpowiedzialność, bo nie zmienia zdania co pół roku... że jest mu ze mną dobrze, ale nie potrafi się zadeklarować. Ja powiedziałam, ze nie oczekuję konkretnych deklaracji tylko zwykłej decyzji czy chce spróbować i zobaczyć co z tego będzie... Bo to on nagle przestał naciskać... I po tej rozmowie pojawiła się wymuszona przerwa (dzieci...) i potem wszystko wróciło "do normy..." tzn chciał, żebym została i tak w sumie przez dwa tygodnie... bez nacisków, presji, pytań... chociaż mnie już to strasznie męczy... Bo te nasze rozmowy w których się otwierał bardzo nas zbliżały... a teraz boję się spytać o cokolwiek, żeby nie poczuł się przymuszony... Zaznaczę, że jestem dziewczyną, która potrafi sobie sama poradzić w życiu, a mimo to zawsze znajdzie się w moim otoczeniu kilku facetów chętnych do pomocy, którzy sami z siebie się oferują mimo że nie dostają nic w zamian... Mam własną działalność (która zresztą jest moim i jego wspólnym hobby i pasją w życiu...). Myślałam, że nas scali, że będzie pomagać... A efekt jest taki, że mam wrażenie że przez pomoc mi i wkładanie mnóstwa pracy w rozwój mojej działalności on chce mi coś zrekompensować... Nie mam pojęcia co myśleć... o wspólnym mieszkaniu na stałe mogę na razie zapomnieć, dopóki młodsze dziecko nie ogarnie sytuacji... Jak mam z nim rozmawiać, żeby mi powiedział, co czuje? Co mam robić, żeby się nie odsuwał...
Facet na początku od razu chciał, żebym się wprowadziła (dla niego się rozstałam)
Gdybyś go nie poznała to dalej byłabyś w związku z ex?
tamten związek od 2 lat źle funkcjonował, a właściwie nie funkcjonował... potrzebny był chyba impuls... a z teraźniejszym partnerem znam się już 3 lata... ale w zupełnie innych relacjach... Jakoś tak nagle się przerodziła zwykła znajomość w coś więcej...
4 2016-03-17 16:45:26 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-03-17 16:46:28)
On ci się nie zadeklaruje, ani nie będzie teraz dążył do zaangażowania, bo jest po rozwodzie. Lubi cię, dobrze mu z tobą, ale o niczym więcej nie jest w stanie myśleć. Jeśli jesteś na tyle cierpliwa i wyrozumiała, aby czekać 1-3 lat na konkrety, to bądź, ale zastanów się też, czy to, co otrzymujesz, cię satysfakcjonuje.
on jest już rok po rozwodzie... wydawało mi się, że to już odpowiedni okres czasu... oczywiście, że to co otrzymuję teraz mnie nie satysfakcjonuje... bo ja wiem, że chciałabym z nim spróbować stworzyć coś bardzo dobrego i w momentach kiedy mnie nie odsuwa to to działa... nawet bardzo dobrze... ale przez to odsuwanie się i zamykanie ja tez zaczynam się bać otwierać... a to nie wróży dobrze... nie oczekuję konkretnych deklaracji, chciałabym żeby mi powiedział czy chce spróbować... i ile mniej więcej mam czekać... jak nauczyć go najprostszej komunikacji? takiej podstawowej? Bo do tego nie jest przyzwyczajony....
on jest już rok po rozwodzie... wydawało mi się, że to już odpowiedni okres czasu... oczywiście, że to co otrzymuję teraz mnie nie satysfakcjonuje... bo ja wiem, że chciałabym z nim spróbować stworzyć coś bardzo dobrego i w momentach kiedy mnie nie odsuwa to to działa... nawet bardzo dobrze... ale przez to odsuwanie się i zamykanie ja tez zaczynam się bać otwierać... a to nie wróży dobrze... nie oczekuję konkretnych deklaracji, chciałabym żeby mi powiedział czy chce spróbować... i ile mniej więcej mam czekać... jak nauczyć go najprostszej komunikacji? takiej podstawowej? Bo do tego nie jest przyzwyczajony....
Nie stawaj na rzęsach, żeby go czegoś nauczyć, bo to nie w tym rzecz. Z tego co opisujesz widzę, że jesteście na innych etapach życiowych. A to jest bardzo ważne w związku - mieć podobne cele i patrzeć na pewne rzeczy przez tę samą soczewkę. Rok czasu to niewiele, po prostu on nie jest w stanie dać ci teraz tego, czego oczekujesz.
Nie otwieraj się więcej niż on się otwiera.
Co jeśli minie jeszcze rok i pozna kogoś innego, przed kim nie będzie miał tych oporów?
Ale jak mam się przed nim nie otwierać? Jak mam myśleć, że pozna kogoś przed kim nie będzie miał tych oporów to nic z tego nie będzie... A to spisanie na straty od razu... Poza tym on się nigdy nie otwierał... Przyzwyczajony jest do tego, że wszystko załatwia sam, że nikogo nie interesuje co czuje, co lubi... Co do etapu życiowego... pewnie masz rację... Ale jak normalnie rozmawiamy i generalnie jesteśmy razem w tym dobrym momencie to mamy wspólny język, nadajemy na tych samych falach, rozumiemy się... aż nagle jest jakiś krach... i jestem mega daleko nawet jak jestem tuż obok...
No ale już nie wiem o czym ty mówisz. Przecież nie jesteś w stanie wejść mu do głowy, poszperać i nakręcić żeby chodził tak jak ty chcesz. Odsuwa się, bo nie chce się angażować. To jest jego wybór. Takie są decyzje woli
. Albo go takim akceptujesz, albo nie. Myślisz, że on tyle rozkminia co ty?
.