wyzywa mnie od szmat,dziwek. Popycha ,szarpie
1 2016-03-02 22:50:32 Ostatnio edytowany przez Kinga156 (2016-03-03 00:34:11)
Zakończ to.
Nie da się pomóc, bo trafiłaś na klasycznego przemocowca i jedyną słuszną opcją jest odejście. Nie zbudujesz z nim trwałego związku ani nie założysz normalnej rodziny. On Cię nie szanuje, jesteś dla niego nie partnerką, tylko własnością. I nie martw się, z każdą kolejną dziewczyną będzie dokładnie to samo, staż związku będzie wynikał nie ze szczęścia, a ze stopnia zmanipulowania kobiety. Nie bądź głupia i nie brnij w to dalej, bo im więcej czasu zmarnujesz na tego kretyna, tym trudniej będzie Ci się z tego wyrwać. I nie patrz się na te "cudowne" chwile, one naprawdę nic nie znaczą.
Szczerze ? Nie szanujesz sama siebie będąc z tym człowiekiem. Po jednej takiej odzywce powinnaś go kopnąć w tyłek. Przemoc fizyczna i psychiczna. Ludzie się nie zmieniają, a będzie tylko gorzej. Jeżeli dojdą dzieci to przemoc będzie stosował nie tylko wobec Ciebie.
5 2016-03-02 23:04:10 Ostatnio edytowany przez ale... (2016-03-02 23:04:51)
Jestem z moim chłopakiem juz prawie dwa lata. Wszystko było na poczatku dobrze poki trzymalam dystans i nie pozwolalam mu wchodzić sobie na głowe. Potem zaczelam coraz bardziej go kochać i na coraz więcej jemu pozwalać zaczelo się od zwykłych przezwisk,typu ,ze jestem Idiotka.Nie myślę,ze nie mam mózgu. Później zaczęło się popychanie, ściskanie,obrażanie. Aż w końcu podczas jednej z kłótni zaczął mnie wyzywac od "dziwek " i "szmat" ot tak sobie. Zaczęła się szarpanina, rzucanie na łóżko,odpychanie,popychanie itd. Oczywiście wybaczylam mu ,wina poszła na mnie chociaż nawet z nikim nie pisalam. Od tego czasu takie odzywki jak "zamknij morde " "pierdol sie/spierdalaj " są na porządku dziennym. Gdy się klocimy, cala wina idzie na mnie i to ja w końcu go przepraszam i laze mu w dupie. Uslyszalam od niego tyle przykrych slow,ze mnie nie potrzebuje itd,ze nie mogę juz tego znieść . Bardzo go kocham i nie wyobrazam sobie życia bez niego. Mamy tyle wspólnych planów i gdy się nie klocimy jest cudownie. Chciałabym,żeby się zmienił. Ale to jest taki Typ czlowieka ,ze gdybym mu powiedziala "zmien się,albo to zakonczmy " to by to zakończył.. Pomozcie
.
Sama widzisz, ze wszyscy jedno radzą. Ja nie będę wyjątkiem: czym prędzej to skończ.
Wiesz, tak na marginesie: nazwanie kogoś "idiotką", szczególnie własna partnerkę to nie jest ..."zwykłe przezwisko" tylko obelga sporego kalibru i jako taka zasługiwała na Twoja zdecydowana reakcję. Jaką? To jest zależne od osobowości. Jedni po czyms takim odchodzą, inni tłumaczą, inni stawiają ultimatum a jeszcze inni - jak Ty - ...przełykają i udają że "deszcz pada". Niestety z takim jegomościem tylko wyczerpiesz sie psychicznie a kto wie, czy za jakiś czas nie wyladujesz w szpitalu (po pobiciu). Opisane sytuacje są typowe i schematyczne dla przemocy, która eskaluje od niby niewinnych początków do pobicia a czasem i morderstwa. Ze świrami trzeba krótko, a ten Twój "oblubieniec" do normalnych niestety nie nalezy. Cos dodać jeszcze? Chyba wystarczy. Wywal go ze swego zycia...
Ale on naprawdę nie jest złym człowiekiem. Gdy się nie klocimy jest wszystko dobrze,wtedy jest zupełnie inny taki czuły i kochany.. ale gdy tylko jest jakas kłótnia staje się zupełnie innym człowiekiem. Wiem,ze może jestem głupia i zaslepiona,ale bardzo go kocham. I jakoś nie wyobrazam sobie,żeby miał przy sobie jakąś inna kobietę. Nie poradzilabym sobie teraz bez niego.
Tak jesteś zaślepiona, miłość w końcu się skończy opadną klapki z oczu. Nie wyobrażam sobie żeby facet wyzywał nawet w kłótni od szmat i dziwek, popychał. Za parę lat przyznasz nam rację, ale nie teraz.
8 2016-03-02 23:08:45 Ostatnio edytowany przez ale... (2016-03-02 23:09:19)
Ale on naprawdę nie jest złym człowiekiem. Gdy się nie klocimy jest wszystko dobrze,wtedy jest zupełnie inny taki czuły i kochany.. ale gdy tylko jest jakas kłótnia staje się zupełnie innym człowiekiem. Wiem,ze może jestem głupia i zaslepiona,ale bardzo go kocham. I jakoś nie wyobrazam sobie,żeby miał przy sobie jakąś inna kobietę. Nie poradzilabym sobie teraz bez niego.
A z pewnością złym człowiekiem nie jest. Tylko tak ma czasami...
Ech, ręce opadają jak płetwy.
Widać sama musisz jednak mocniej tą jego "dobroć" poczuć na własnej skórze by coś do Ciebie dotarło.
Życzę powodzenia.
Wszystkie Tu macie racje to wiem,ale nie potrafię dopuścić do siebie myśli,ze moglabym odejść.
Ale on naprawdę nie jest złym człowiekiem. Gdy się nie klocimy jest wszystko dobrze,wtedy jest zupełnie inny taki czuły i kochany.. ale gdy tylko jest jakas kłótnia staje się zupełnie innym człowiekiem. Wiem,ze może jestem głupia i zaslepiona,ale bardzo go kocham. I jakoś nie wyobrazam sobie,żeby miał przy sobie jakąś inna kobietę. Nie poradzilabym sobie teraz bez niego.
Ja rozumiem nerwy, kłótnie każdy czasem coś palnie, ale jeżeli to staje się codziennością to już nie jest normalne,
Za jaki czas tylko tak będzie się do Ciebie zwracał i możliwe, że przemoc fizyczna też będzie codziennością.
W jakim sensie nie poradziłabyś sobie bez Niego?
Odejście to najzdrowsze, najlepsze wyjście. On i tak"Ciebie nie potrzebuje"
Wymien go na kogoś lepszego
Moim zdaniem nie odejdziesz, a on będzie dalej przekraczał granicę. Najpierw popchnięcie, potem szturchnięcie, potem bicie tak , że nie widać. Czasami bicie do nieprzytomności. Tak się to wszystko zaczyna. Gadanie , że go kochasz:) Sama musisz się o tym przekonać niestety. Przerażające jest to wyzywanie od dziwek...
To mu powiedz,żeby zakończył.
Po co się w to pchasz?Chcesz potem chodzić poobijana?
Nie poradzilabym sobie ponieważ dużo nas laczy. Nasze rodziny się znają, każdy myśli ,ze juz to jest na poważnie. Niedługo mieliśmy razem zamieszkać. Potrzebuje go nie kogoś innego. Może po prostu powinniśmy pójść do psychologa.. Juz dawno mieliśmy. przyblize wam mniej więcej jak wygląda nasza kłótnia :Pisał mi ,ze jest w domu i wgl. Gdy zobaczylam go na mieście i powiedzialam ze chyba miał być w domu z tego co wiem to powiedział mi w zartach,żebym zamknęła morde. Gdy przyjechałam napisalsm ze wystarczy powiedzieć,a nie kłamać. przecież bym rozumiała a on na to ze nie moja sprawa,żebym się odpierdolila,ze nie chce takiej dziewczyny..
majkaszpilka Myślę,ze uderzyć by mnie nie uderzył. A te szarpania, i popychanie na łóżko to z powodu nerwow. On tak ma. bardzo szybko się denerwuje,i wtedy nie. panuje. nad sobą ,ale myślę,ze jak każdy normalny człowiek ma jakąś granice.
16 2016-03-02 23:30:23 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-02 23:31:03)
Dziewczyno jak ty go bronisz to , aż mi Ciebie żal. Popychanie, mówienie "zamknij morde" , szarpanie. Myślisz , że za jakiś czas nie uderzy? Dzizas! Normalny człowiek się tak nie zachowuję. Psycholog nic tutaj nie pomoże:) Zostań z nim i wtedy zobaczysz jakie piekło będziesz miała. Czego właściwie od nas oczekujesz?
majkaszpilka Myślę,ze uderzyć by mnie nie uderzył. A te szarpania, i popychanie na łóżko to z powodu nerwow. On tak ma. bardzo szybko się denerwuje,i wtedy nie. panuje. nad sobą ,ale myślę,ze jak każdy normalny człowiek ma jakąś granice.
A tak szczerze, gdyby Ci ktoś powiedział dawno temu, że będzie Cię traktował jak teraz wyzywał, popychał, uwierzyłabyś?
majkaszpilka Myślę,ze uderzyć by mnie nie uderzył. A te szarpania, i popychanie na łóżko to z powodu nerwow. On tak ma. bardzo szybko się denerwuje,i wtedy nie. panuje. nad sobą ,ale myślę,ze jak każdy normalny człowiek ma jakąś granice.
To myśl tak dalej.Ale nie rycz potem na Forum,proszę.
Masz toksyka u boku,i jeszcze mu się wystawiasz.
Jakby mi tak jakiś...sorrki,że użyję tego słowa ...patałach tak powiedział czy wyzywał,to były by ostatnie jego słowa pod moim adresem.
Sama nie wiem.. Chciałam po prostu o tym komuś opowiedzieć,ale komuś nie znajomemu. Nie mogłam juz dłużej dusić tego w sobie. Gdy patrzę na te wszystkie kobiety,za którymi faceci latają to,aż mi jest zal samej siebie. Ze daje się tak traktować,ze pozwalam sobie na to i ,ze nie potrafię niczego z tym zrobić.
Dokładnie:) Potem po laniu i wyzywaniu od dziwek, będzie mówiła , że to "moja wina"
Kinga przepraszam Cię, ale czytając Twój wątek załamałam się. Naprawdę. Gdyby tu można było pisać pogrubioną czcionką 72 pkt najlepiej - i to na czerwono - to bym Ci napisała, że nie warto. Czy Ty nie masz poczucia własnej wartości? Dlaczego, wytłumacz mi logicznie - dlaczego pozwalasz się tak poniżać? Zycie masz jedno, drugiego nie będzie. To co Ty nazywasz miłością do tego chłopaka - ja nazywam psychicznym uzależnieniem.
Jeśli on pozwala sobie na takie teksty - po prostu Cie nie kocha, jesteś dla niego ot tak, bo jesteś. Usprawiedliwiasz jego nerwy? Owszem, jeśli on nie panuje nad emocjami, to terapia mu się przyda na pewno. Bo jeśli zamieszkacie razem, potem ew. pojawi się dziecko - to on to dziecko też będzie szarpał. Chcesz tak żyć?? Naprawdę? Szczerze Ci radzę - nie patrz na nic, miej godność i odejdź od niego jak najszybciej. Pocierpisz trochę, ale później będzie już tylko lepiej.
Sama nie wiem.. Chciałam po prostu o tym komuś opowiedzieć,ale komuś nie znajomemu. Nie mogłam juz dłużej dusić tego w sobie. Gdy patrzę na te wszystkie kobiety,za którymi faceci latają to,aż mi jest zal samej siebie. Ze daje się tak traktować,ze pozwalam sobie na to i ,ze nie potrafię niczego z tym zrobić.
To weź się ogarnij,i przemyśl temat.To jest równia pochyła,teraz są wyzwiska i szarpanie,potem będzie regularne tłuczenie.
Wyjściem jest terapia,ale obawiam się,że Twój "niefacet" raczej problemu u siebie nie widzi.
Dlaczego dajesz się krzywdzić?Jesteś masochistką?
Obawiam się, że tu i terapia nic nie da. Bo facet problemu nie widzi. A może on po prostu nie umie być z kimś w związku? I dalej nie rozumiem - jak można tak głupio kochać kogoś, kto ma Cie dokumentnie za nic. Nie chce takiej dziewczyny - proszę bardzo - ja bym sie migiem na pięcie obróciła. Moja koleżanka zrezygnowała tuż prze ślubem z faceta (mniejsza o powody). Parę miesięcy później dziękowała Bogu za tę decyzję. Gdyby tego nie zrobiła - byłaby pewnie workiem treningowym.
julka36 czytając Twoja odpowiedz,aż się poplakalam. Masz racje. Zresztą wy wszystkie macie racje .. Daje po sobie jeździć jak po głównie. On powie tak jest tak,on zabroni Kinga juz tego nie zrobi. Nie rozumiem dlaczego się tak do mnie zwraca tym bardziej ,ze ja nigdy do niego tak nie mowilam. Pytacie dlaczego się tak daje ? Może dlatego,ze tez parę razy go zranilam.Może tez dlatego,ze oboje popelnilismy parę glupstw kiedyś i może za nie ciągle czuje się wina. Miedzy innymi chodzi o to,ze jeszcze jak nie byliśmy ze sobą tylko się spotykalismy ok 2 lata temu to robilam go w chuj.. i spotykalam się z kimś innym. Potem bardzo zalowalam on mi wybaczył i zaczęliśmy być razem wiec to potem on pisał ze swoja znajoma SMS takie jak "ogrzrje Cie ,kocham Cie " i to była moja wina. I nie powinam zwracać mu uwagi bo kiedyś tez mu wywinelam numer. Od roku jesteśmy w stosunku do siebie fair i wszystko było by dobrze gdyby nie te kłótnie wyzwiska i poniżanie.
julka36 czytając Twoja odpowiedz,aż się poplakalam. Masz racje. Zresztą wy wszystkie macie racje .. Daje po sobie jeździć jak po głównie. On powie tak jest tak,on zabroni Kinga juz tego nie zrobi. Nie rozumiem dlaczego się tak do mnie zwraca tym bardziej ,ze ja nigdy do niego tak nie mowilam. Pytacie dlaczego się tak daje ? Może dlatego,ze tez parę razy go zranilam.Może tez dlatego,ze oboje popelnilismy parę glupstw kiedyś i może za nie ciągle czuje się wina. Miedzy innymi chodzi o to,ze jeszcze jak nie byliśmy ze sobą tylko się spotykalismy ok 2 lata temu to robilam go w chuj.. i spotykalam się z kimś innym. Potem bardzo zalowalam on mi wybaczył i zaczęliśmy być razem wiec to potem on pisał ze swoja znajoma SMS takie jak "ogrzrje Cie ,kocham Cie " i to była moja wina. I nie powinam zwracać mu uwagi bo kiedyś tez mu wywinelam numer. Od roku jesteśmy w stosunku do siebie fair i wszystko było by dobrze gdyby nie te kłótnie wyzwiska i poniżanie.
Zmieniłam zdanie.
Terapia jest Wam potrzebna obojgu.
julka36 czytając Twoja odpowiedz,aż się poplakalam. Masz racje. Zresztą wy wszystkie macie racje .. Daje po sobie jeździć jak po głównie. On powie tak jest tak,on zabroni Kinga juz tego nie zrobi. Nie rozumiem dlaczego się tak do mnie zwraca tym bardziej ,ze ja nigdy do niego tak nie mowilam. Pytacie dlaczego się tak daje ? Może dlatego,ze tez parę razy go zranilam.Może tez dlatego,ze oboje popelnilismy parę glupstw kiedyś i może za nie ciągle czuje się wina. Miedzy innymi chodzi o to,ze jeszcze jak nie byliśmy ze sobą tylko się spotykalismy ok 2 lata temu to robilam go w chuj.. i spotykalam się z kimś innym. Potem bardzo zalowalam on mi wybaczył i zaczęliśmy być razem wiec to potem on pisał ze swoja znajoma SMS takie jak "ogrzrje Cie ,kocham Cie " i to była moja wina. I nie powinam zwracać mu uwagi bo kiedyś tez mu wywinelam numer. Od roku jesteśmy w stosunku do siebie fair i wszystko było by dobrze gdyby nie te kłótnie wyzwiska i poniżanie.
Nawet jeżeli coś tam wywinęłaś w przeszłości to jak Mu nie pasuje to powinien Cię rzucić, a nie wyzywać.
Zrozum, On nie ma prawa Cię tak traktować!!!
Dałyście mi dużo do myślenia.Dziękuje za wasze rady, przespie się z tym. Chciałabym podkreślić tylko,ze to co piszecie to w stu procentach prawda tylko nie bardzo mogę wnieść te słowa w życie.
Dałyście mi dużo do myślenia.Dziękuje za wasze rady, przespie się z tym. Chciałabym podkreślić tylko,ze to co piszecie to w stu procentach prawda tylko nie bardzo mogę wnieść te słowa w życie.
Czemu nie możesz?
29 2016-03-03 00:05:23 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-03-03 00:05:49)
Dziękuje za wasze rady, przespie się z tym.
Eeee, lepiej z nim się prześpij! Przecież ten facet to ideał.
Zajdź w ciążę.
A za parę lat usłyszysz, przepraszam moderację, ''matka, weź spierdalaj, bo mnie wkurwiasz''.
No cóż...
Jak ktoś chce przegrać własne życie,to co można więcej dodać?
Jesteś na dobrej drodze.
Oj dziewczyny , przecież "miłość" jest ważniejsza.
Tia...
A on taki zayebisty, tylko nerwowy.
Kinga wiesz co? Pójdź do psychologa (ale nie pierwszego lepszego - poszukaj, może ktoś Ci kogoś poleci). Akurat sama kiedy miałam problemy zwróciłam się po pomoc do kogoś w innym fachu kiedyś, ale daawno temu też miałam bardzo wartościową dla mnie rozmowę z psychologiem - poukładałam sobie pewne sprawy.
Idź tam sama - bez faceta. Czy Ty nie widzisz, że jesteś tu tylko dodatkiem, urozmaiceniem w jego życiu, etc. Czemu nie zakładasz, że za parę miesięcy możesz spotkać kogoś tysiąc razy lepszego, kto Cie będzie szanował?
Poza tym, jak mogłaś wywinąć mu numer kiedyś, skoro wtedy (jak piszesz) nie byliście jeszcze parą? Nie ogarniam.
Bo jakoś nie potrafię sobie wyobrazić,bycie z kimś innym.
36 2016-03-03 00:19:48 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-03 00:20:59)
Teraz sobie nie wyobrażasz. Dlaczego niektóre kobiety czepiają się byle jakiego "śmiecia" , bo wydaję im się , że sama sobie nie poradzi? Niepojęte. Powinnaś być z kimś kto Cię szanuję, a nie traktuję jak wycieraczkę. Wszystko jest w głowie.
Bo jakoś nie potrafię sobie wyobrazić,bycie z kimś innym.
To bądź sama.
Czy swoje szczęście utożsamiasz z posiadaniem faceta,a raczej jego marnej kopii?
Ile razy słyszałaś w telewizji lub czytałaś w gazetach np. wypowiedzi kobiet "Ale on jest dobrym człowiekiem, tylko jak wypije to mnie bije"? Ile razy prychnęłaś i pomyślałaś "Głupia, widocznie lubi być bita, ma to co chce"? Popatrz, jesteś w praktycznie tej samej sytuacji. Usprawiedliwiasz go, bo się biedaczyna zdenerwował podczas kłótni i Cię trochę poszarpał i poodpychał, no przecież się zdarza, co nie? Następnym razem już będziesz cicho jak trusia, to może będzie zadowolony i nie zasłużysz na karę. Dziewczyno...
Już to pisałam multum razy, niektórzy wiedzą, ja już tym rzygam, ale napiszę raz jeszcze: u mnie też się zaczęło od wyzwisk i popychania, a skończyło na codziennym lańsku. Zamiast przyjąć do siebie oczywistą prawdę, że trafiłam na psychola i powinnam uciekać, to go usprawiedliwiałam dziesiątkami rzeczy i sobie tłumaczyłam, że przecież bywa też dobrze. To spoko facet, tylko się pogubił, ale ja go swoją miłością uleczę. Mhm, tak, g...o za przeproszeniem. Wpadasz we wręcz książkowy standard przemocy domowej. Ale możesz się poszczycić, że trafiłaś na wyjątkową szuję, która urabia sobie Ciebie nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, więc powiedzmy elita wśród psycholi, perełka. Też takie cudo w swoim życiu miałam, wychodzenie z tego g...a zajęło mi 1,5 roku z 7 lat związku. Chociaż przez te 1,5 roku już oficjalnie parą nie byliśmy, ale spotykaliśmy się jak para i nawet razem mieszkaliśmy przez jakiś czas, więc zaliczam do związku ogólnego. Sama mu wchodziłam pod fujarę tłumacząc sobie, że to przecież miłość mojego życia i nie dam rady bez niego, a prawda była taka, że sama z siebie robiłam ścierę, już nawet on nie musiał się wysilać, tak mnie wytresował. Od naszego ostatniego spotkania minęło pół roku i popatrz, żyję, mam się dobrze. Ale ile było takich, które się wpakowały w dzieci, chodziły poobijane całe życie? Ile było tych wyniesionych w czarnych workach, bo ci dobrzy ludzie walnęli w końcu za mocno lub w szale chwycili za nóż? Chcesz być jedną z nich?
Halo, obudź się! Nie bądź ciapą i ciepłą kluchą, bo na pewno jesteś wartościową kobietą, którą stać na więcej niż knur bez honoru.
Polecam lekturę na dobranoc: http://mojedwieglowy.blogspot.com/p/sow … eczny.html i leć po kolei działami z listy po lewej.
Właśnie o tym mówię, niektórym kobietom wydaję się , że jak nie mają faceta to są nic niewarte albo mało warte. Całą swoją wartość budują na posiadaniu faceta.
Kinga, tu nie trzeba sobie niczego wyobrażać. Wyobraź sobie siebie za dwa miesiące - wiosna, a Ty musisz nosić przyciemniane okulary - bo twoja miłość życia się zdenerwowała trochę - no i parę siniaków na twarzy Ci wyskoczyło. Przytocz sobie momenty jego odzywek do Ciebie - jak się wtedy czułaś? Było Ci przykro? Bolało? Owszem.
No to teraz wyobraź sobie - że masz to codziennie - za to, że nie tak staniesz, nie tak spojrzysz, nie tak się odezwiesz, etc. Naprawdę chcesz takiego życia?
nie chce
nie chce
No to jak nie chcesz, to wiesz co musisz zrobić.
Pamiętaj życie masz jedno.
Za jakiś czas będziesz zła na siebie, że tak długo tkwiłaś w tym związku.
Wiem, że nie jest łatwo odejść, ale musisz dla swojego dobra.
No to masz prostą odpowiedź co należy zrobić i dlaczego. Rozstania bolą, ale kiedyś ten ból mija. Poradzisz sobie świetnie - bez niego. I nie patrz na rodzinę, znajomych, to jest Twoje życie. Nie daj sie na kolejne przeprosiny, obiecanki. Nie daj sobą pomiatać.
44 2016-03-03 00:38:27 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-03-03 00:38:56)
nie chce
No to wytatuuj sobie na czole ''ofiara''.
I będzie cacy.
Albo zacznij SIEBIE szanować.
Ile razy słyszałaś w telewizji lub czytałaś w gazetach np. wypowiedzi kobiet "Ale on jest dobrym człowiekiem, tylko jak wypije to mnie bije"? Ile razy prychnęłaś i pomyślałaś "Głupia, widocznie lubi być bita, ma to co chce"? Popatrz, jesteś w praktycznie tej samej sytuacji. Usprawiedliwiasz go, bo się biedaczyna zdenerwował podczas kłótni i Cię trochę poszarpał i poodpychał, no przecież się zdarza, co nie? Następnym razem już będziesz cicho jak trusia, to może będzie zadowolony i nie zasłużysz na karę. Dziewczyno...
Już to pisałam multum razy, niektórzy wiedzą, ja już tym rzygam, ale napiszę raz jeszcze: u mnie też się zaczęło od wyzwisk i popychania, a skończyło na codziennym lańsku. Zamiast przyjąć do siebie oczywistą prawdę, że trafiłam na psychola i powinnam uciekać, to go usprawiedliwiałam dziesiątkami rzeczy i sobie tłumaczyłam, że przecież bywa też dobrze. To spoko facet, tylko się pogubił, ale ja go swoją miłością uleczę. Mhm, tak, g...o za przeproszeniem. Wpadasz we wręcz książkowy standard przemocy domowej. Ale możesz się poszczycić, że trafiłaś na wyjątkową szuję, która urabia sobie Ciebie nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, więc powiedzmy elita wśród psycholi, perełka. Też takie cudo w swoim życiu miałam, wychodzenie z tego g...a zajęło mi 1,5 roku z 7 lat związku. Chociaż przez te 1,5 roku już oficjalnie parą nie byliśmy, ale spotykaliśmy się jak para i nawet razem mieszkaliśmy przez jakiś czas, więc zaliczam do związku ogólnego. Sama mu wchodziłam pod fujarę tłumacząc sobie, że to przecież miłość mojego życia i nie dam rady bez niego, a prawda była taka, że sama z siebie robiłam ścierę, już nawet on nie musiał się wysilać, tak mnie wytresował. Od naszego ostatniego spotkania minęło pół roku i popatrz, żyję, mam się dobrze. Ale ile było takich, które się wpakowały w dzieci, chodziły poobijane całe życie? Ile było tych wyniesionych w czarnych workach, bo ci dobrzy ludzie walnęli w końcu za mocno lub w szale chwycili za nóż? Chcesz być jedną z nich?
Halo, obudź się! Nie bądź ciapą i ciepłą kluchą, bo na pewno jesteś wartościową kobietą, którą stać na więcej niż knur bez honoru.Polecam lekturę na dobranoc: http://mojedwieglowy.blogspot.com/p/sow … eczny.html i leć po kolei działami z listy po lewej.
Moja przyjaciółka miała to samo.Trzynaście lat się męczyła,kiedyś już opisywałam jej historię na Forum.Miała połamane żebra,nos,palce u nóg,ciągle podbite oczy,siniaki na całym ciele.
Wszyscy dookoła jej mówili,żeby uciekała.Miał się zmienić,zaręczyli się...zmienił się na gorsze.Potem ślub,też miał się zmienić,potem dziecko.
Facet abstynent,dla innych dusza człowiek.
Zrozumiała dopiero,jak jej dziecko poszło do przedszkola i tam wyłapano dziecka agresję, w stosunku do innych dzieci.Po tym poszło szybko,nie miała wyboru.
Zabrał jej wszystko co materialne,została z gołymi ścianami...dosłownie.
A przede wszystkim,zabrał jej trzynaście lat życia,dziecku zdrowe dzieciństwo i normalną rodzinę.
Autorko...tak się kończą te scenariusze...i to jest wersja light,uwierz mi.
Cyngli - ostro pojechałaś. Z uzależnienia od drugiej osoby nie tak łatwo wyjść. Ale tu innej opcji nie ma.
Cyngli - ostro pojechałaś. Z uzależnienia od drugiej osoby nie tak łatwo wyjść. Ale tu innej opcji nie ma.
Pojechałam, bo jestem dzieckiem z takiego właśnie związku.
I muszę żyć z tym brzemieniem, z tym piętnem. Bo tego nie tak łatwo się pozbyć.
Cały światopogląd mam skrzywiony właśnie przez to, że moja matka za długo zwlekała z odejściem, bo wierzyła, że ''może się jakoś ułoży''.
NIE UŁOŻY SIĘ.
48 2016-03-03 00:46:20 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-03 00:47:31)
Jak ona chcę się być traktowana jak popychadło do bicia to niech sobie będzie w tym związku.. najgorsze jest jak już pojawią się dzieci. Wtedy matka skazuję dzieci na takiego ojca. Jakim prawem ja się pytam? Maja szpilka - okropna historia.
Okropna.
Tylko wiesz,jak ktoś klepie jak mantrę,żeby człowiek się ogarnął,a widzi,że i tak jego gadanie, czy próba realnej pomocy nie skutkuje...bo ktoś nie chce zwyczajnie,to potem przechodzi.
Żal zamienia się w złość,nie ma empatii.Mnie chwilami nie było jej żal,bo robiła to na własne życzenie.Zniszczył ją całkowicie.
Cyngli - dzięki za szczerość. Może Twoje słowa dadzą Kindze i innym w podobnej sytuacji - trochę do myślenia. Ja starałam się ogarnąć sprawę bardziej tak powiedzmy "delikatnie", by autorka wątku zrozumiała, w czym tkwi rzecz. Nakazem niczego się nie zdziała, ale czasem trzeba do pionu kogoś postawić.
Byla_Narzeczona napisał/a:Ile razy słyszałaś w telewizji lub czytałaś w gazetach np. wypowiedzi kobiet "Ale on jest dobrym człowiekiem, tylko jak wypije to mnie bije"? Ile razy prychnęłaś i pomyślałaś "Głupia, widocznie lubi być bita, ma to co chce"? Popatrz, jesteś w praktycznie tej samej sytuacji. Usprawiedliwiasz go, bo się biedaczyna zdenerwował podczas kłótni i Cię trochę poszarpał i poodpychał, no przecież się zdarza, co nie? Następnym razem już będziesz cicho jak trusia, to może będzie zadowolony i nie zasłużysz na karę. Dziewczyno...
Już to pisałam multum razy, niektórzy wiedzą, ja już tym rzygam, ale napiszę raz jeszcze: u mnie też się zaczęło od wyzwisk i popychania, a skończyło na codziennym lańsku. Zamiast przyjąć do siebie oczywistą prawdę, że trafiłam na psychola i powinnam uciekać, to go usprawiedliwiałam dziesiątkami rzeczy i sobie tłumaczyłam, że przecież bywa też dobrze. To spoko facet, tylko się pogubił, ale ja go swoją miłością uleczę. Mhm, tak, g...o za przeproszeniem. Wpadasz we wręcz książkowy standard przemocy domowej. Ale możesz się poszczycić, że trafiłaś na wyjątkową szuję, która urabia sobie Ciebie nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, więc powiedzmy elita wśród psycholi, perełka. Też takie cudo w swoim życiu miałam, wychodzenie z tego g...a zajęło mi 1,5 roku z 7 lat związku. Chociaż przez te 1,5 roku już oficjalnie parą nie byliśmy, ale spotykaliśmy się jak para i nawet razem mieszkaliśmy przez jakiś czas, więc zaliczam do związku ogólnego. Sama mu wchodziłam pod fujarę tłumacząc sobie, że to przecież miłość mojego życia i nie dam rady bez niego, a prawda była taka, że sama z siebie robiłam ścierę, już nawet on nie musiał się wysilać, tak mnie wytresował. Od naszego ostatniego spotkania minęło pół roku i popatrz, żyję, mam się dobrze. Ale ile było takich, które się wpakowały w dzieci, chodziły poobijane całe życie? Ile było tych wyniesionych w czarnych workach, bo ci dobrzy ludzie walnęli w końcu za mocno lub w szale chwycili za nóż? Chcesz być jedną z nich?
Halo, obudź się! Nie bądź ciapą i ciepłą kluchą, bo na pewno jesteś wartościową kobietą, którą stać na więcej niż knur bez honoru.Polecam lekturę na dobranoc: http://mojedwieglowy.blogspot.com/p/sow … eczny.html i leć po kolei działami z listy po lewej.
Moja przyjaciółka miała to samo.Trzynaście lat się męczyła,kiedyś już opisywałam jej historię na Forum.Miała połamane żebra,nos,palce u nóg,ciągle podbite oczy,siniaki na całym ciele.
Wszyscy dookoła jej mówili,żeby uciekała.Miał się zmienić,zaręczyli się...zmienił się na gorsze.Potem ślub,też miał się zmienić,potem dziecko.
Facet abstynent,dla innych dusza człowiek.Zrozumiała dopiero,jak jej dziecko poszło do przedszkola i tam wyłapano dziecka agresję, w stosunku do innych dzieci.Po tym poszło szybko,nie miała wyboru.
Zabrał jej wszystko co materialne,została z gołymi ścianami...dosłownie.
A przede wszystkim,zabrał jej trzynaście lat życia,dziecku zdrowe dzieciństwo i normalną rodzinę.
Autorko...tak się kończą te scenariusze...i to jest wersja light,uwierz mi.
Dlatego mimo wszystko sądzę po wypowiedziach autorki, że nad naszymi przestrogami się zastanowi, ale koniec nastąpi dopiero wtedy, gdy przeleje się jej osobista czara goryczy - czy to za miesiąc, czy za 10 lat.
Maja szpilka - autorka ma identyczny problem. Też wybiela swojego partnera , próbuję usprawiedliwiać itd. "To moja wina, że wyzywa mnie od dziwek i szmat, bo coś tam"
To norma.
Pamiętam,jak raz byliśmy razem u wspólnych znajomych,za granicą.
Zlał ją w łazience,za to,że zamiast przygotować mu michę w jadalni,poważyła się przynieść do salonu.Choć gospodyni sama zapraszała,bo akurat coś w TV leciało i razem wszyscy oglądaliśmy.
Każdy powód był dobry.
54 2016-03-03 01:25:35 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-03 01:26:34)
Siostrę mojej mamy też lał mąż, jak moja mama zobaczyła ją pobitą podeszła do jej męża i dostał od mojej mamy w gębę z całej siły. Siostra mojej mamy na to mówi tak " Coś ty zrobiła? Za co ja teraz będę żyła, co ja do garnka włoże"? smutne ale prawdziwe...
To dla odmiany,uderzę w pozytywny ton.
Miałam kiedyś sąsiadkę,która tłukł facet.Niemiłosiernie.I drugą,co była kulomiotką.Kiedyś ta bidna bita,wyskoczyła z domu,a jej pan się za nią wypuścił.
Pani duża złapała go za kark,przełożyła przez kolano i zasadziła takiego klapsa,że mu spodnie pękły.Fakt autentyczny.
Obciach i pośmiewisko na całej dzielni.
Pan i władca więcej sie nie odważył,a przynajmniej nic nam o tym nie było wiadomo ![]()
56 2016-03-03 01:38:01 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-03 01:45:23)
hehe
Dla autorki polecam film "Nigdy więcej" z Jennifer Lopez, która załatwiła swojego faceta sadyste w piękny sposób;)
To dla odmiany,uderzę w pozytywny ton.
Miałam kiedyś sąsiadkę,która tłukł facet.Niemiłosiernie.I drugą,co była kulomiotką.Kiedyś ta bidna bita,wyskoczyła z domu,a jej pan się za nią wypuścił.
Pani duża złapała go za kark,przełożyła przez kolano i zasadziła takiego klapsa,że mu spodnie pękły.Fakt autentyczny.
Obciach i pośmiewisko na całej dzielni.Pan i władca więcej sie nie odważył,a przynajmniej nic nam o tym nie było wiadomo
Świetne ![]()
W rodzinie moich znajomych była z kolei taka sytuacja, że brat znajomej bił swoją żonę (po pijaku jak to często bywa, mój też mnie na trzeźwo nigdy nie uderzył). W końcu sprawa się wydała. Moja znajoma z mężem poszła porozmawiać ze swoim bratem, on był akurat podpity i wystartował do niej z łapami. Ta nie była zastraszona jak jego żona i chociaż o wiele drobniejsza od niego - wpadła w szał i natrzaskała go tak, że polała się krew i jej mąż ledwo ją odciągnął od braciszka. Od tamtego czasu przestał pić i się skończyły awantury.
Może to jest jakiś sposób na takich, by inna osoba niż partnerka dała w pysk, ale raczej lepiej nie robić podobnych eksperymentów ![]()
Bo wiesz,z reguły tak jest,że to cienkie bolki są i tyle.
Nie staną w szranki z równym sobie,tylko słabszym.
Oczywiście,po wcześniejszym przygotowaniu odpowiedniego "gruntu",jak w przypadku Autorki.
59 2016-03-03 03:50:14 Ostatnio edytowany przez Śliczna008 (2016-03-03 05:54:32)
Dokładnie! chodzi o tzw. grunt, psychiczne uzależnienie. Teraz autorka , choć twierdzi , że nie może się wycofać, może to zrobić , gdyby była wystarczająco silna. Po ślubie już jest się gorzej uwolnić, jak dojdą dzieci to już z tym człowiekiem zwiąże swój los na bardzo długo. On ma nad Tobą jakąś niezdrową kontrolę i czuję się Twoim Panem i Władcą. Wie , że może zrobić wszystko, bo ty i tak od niego nie odejdziesz.
Dziewczyny przeanalizowalam wasze wszystkie odpowiedzi. Dam mu ostatnia szanse,jeśli jeszcze raz mnie tak potraktuje definitywnie to zakończe. Dziękuje wam za wszelkie rady,naprawdę pomogły mi poukladac parę spraw.
Myślę , że to nic Ci nie dało, a mówienie , że dasz mu "kolejną szansę" , tylko to potwierdza. Nic dziewczyno do Ciebie nie dotarło, ale to twoje życie:) Jeśli chcesz być workiem treningowym, słuchać ciągle wyzwisk i obelg to twoja sprawa:)
Dziewczyny przeanalizowalam wasze wszystkie odpowiedzi. Dam mu ostatnia szanse,jeśli jeszcze raz mnie tak potraktuje definitywnie to zakończe. Dziękuje wam za wszelkie rady,naprawdę pomogły mi poukladac parę spraw.
Cóż, to tylko potwierdza, że niewiele z tego, co napisałyśmy, dotarło do Ciebie.
Trudno, Twoje życie - Twoja sprawa. Tylko na Boga, nie rozmnażaj się.
63 2016-03-03 20:58:44 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-03 23:24:22)
...
Nic sobie nie poukładałaś,skoro mówisz,że dajesz mu ostatnia szansę.Dziwi mnie również to,że nie masz znikąd pomocy?
Widać,Twoja rodzina jest dość dysfunkcyjna,czyli nie jest tak jak twierdzisz,że nie ma patologii.Jest,i to duża,z marnymi szansami na to,że zachowania Twojego brata się zmienią na lepsze.
Teraz jesteś Ty,potem będzie jego dziewczyna,żona...kto wie,może nawet jego dzieci?Twoi rodzice,widząc takie zachowania już dawno powinni reagować.Ciebie,jeszcze jestem w stanie zrozumieć,bo jesteś młodziutka,zapewne zastraszona.
Dlatego dziwi mnie podejście Twojej matki,tak jak gdyby to co się dzieje, było normalne.
Skąd zatem takie przyzwolenie?
Majka , a Tobie się nie pomyliły wątki?
65 2016-03-03 23:20:25 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-03 23:22:35)
Nie Krejzi,a czemu? ![]()
EDIT: chyba jednak mi się pop.....ły,pomyliły w sensie ![]()
Dzięki Krejzi