Mam problem z moim chłopakiem. Bardzo często wspomina o ślubie, dzieciach, widać, że jest na to gotowy i byłby bardzo szczęśliwy, często podejmujemy ten temat. Były już rozmowy nawet o imionach dla dzieci, o przeznaczeniu pokoju dla dziecka, czasem na poważnie, czasem w żartach.
ALE... Ale oprócz słów nic. Mam na myśli zaręczyny. Nigdy w życiu nie naciskałabym na niego, jeśli miałabym świadomość, że nie jest gotowy, nie chce, itd. Ale jednego nie rozumiem: chce, jest gotowy, wciąż o tym mówi, gdy przechodzimy obok sklepu z biżuterią to sam mnie ciągnie. I nic. Ostatnio wkurzyłam się i powiedziałam mu, że pragnę zakończyć temat dzieci, ślubu, remontów w naszym mieszkaniu, planowaniu, bo potrafi tylko gadać i nie mam ochoty o tym już więcej dyskutować.
Cóż, nie pozostaje mi czekać, trudno, ale zastanawiam się co siedzi w jego głowie i jak to wyjaśnić. Wiem, że kluczem do wszystkiego jest rozmowa, ale ciężko jest powiedzieć komuś 'Wiesz, chodzi mi o to, żebyś się oświadczył', bo ani w tym moja radość ani satysfakcja, a przymuszenie, które nie jest fajne...