Witajcie, otóż mam bardzo spory problem. Poznałam dwóch mężczyzn. Jednego trochę wcześniej drugiego później. Obydwoje są różni jak dzień i noc.
Pierwszego znałam z widzenia ze studiów. On uważna ze już wtedy mu się podobałam ale nigdy nie miał odwagi do mnie zagadać, dopiero jakiś czas temu poznaliśmy się przypadkiem. Zaczęliśmy ze sobą pisać i okazało się że mamy bardzo wiele wspólnych zainteresowań. Bardzo mnie pociąga fizycznie. Zauważyłam też że jest strasznie oszczędny. Wiadomo że kasa nie jest najważniejsza i ja sama raczej jestem biedna ale mogę sobie pozwolić na wyście czasem do kina czy na imprezę. Jemu na wszystko szkoda kasy i woli spędzać czas tylko w domu. Często mówi mi ze mu się podobam etc. Jakoś na drugim czy trzecim spotkaniu mnie pocałował i wiem ze ma na mnie ochotę czego wcale jakoś specjalnie tego nie ukrywa. Czasem mam wrażenie ze on dąży zęby się ze mną tylko przespać i to mnie trochę zniechęca. Zdarzały nam się różne nieporozumienia z tego własnie powodu. Przez to ze wg niego jestem taka "niedostępna" zaczął zmieniać o mnie zdanie i raz twierdził że jestem niedojrzała i dziecinna a innym razem ze chce mnie tu i teraz. Przez to wszystko nasze kontakty osłabły, pisaliśmy do siebie sporadycznie i już się nie widywaliśmy. Ostatnio odzywa się do mnie jak by częściej i chyba chce odnowić znajomość.
W między czasie poznałam drugiego który jest całkowitym przeciwieństwem tego pierwszego. Jest cichy i spokojny. Tez mamy o czym gadać ale zdarzają się też chwile niezręcznej ciszy (gdzie przy tym pierwszym nigdy to się nie zdarzyło). Spotkaliśmy się parę razy i mam czasem wrażenie ze go trochę onieśmielam ale też nie znamy się za dobrze bo to dosyć świeża sprawa. Niedawno dowiedziałam się czym się zajmuje i w sumie to powodzi mu się w życiu. Co któryś weekend robi sobie wypady za miasto ze znajomymi. Zaczął mnie podpytywać czy się z nim kiedyś nie wybiorę. Ja nie zarabiam dużo a on nie wie że jestem biedna. Byłoby mi wstyd gdybym miała mu wyznać ze mnie nie stać na wyjazd czy coś innego dla mnie droższego. Z tego powodu zastanawiam się nad sensem tej znajomości. Ani razu nie próbował mnie nachalnie całować jedynie cmokniecie w policzek przy pożegnaniu czy przywitaniu. Coś mnie w nim intryguje ciężko mi go rozgryźć. Przez to mnie do niego ciągnie.
Przy obydwóch czuję się dobrze, oboje są dżentelmenami, traktują mnie jak bym była dla nich ważna i jak by czuli do mnie coś więcej. Nie wiem którego z nich wybrać, a może żadnego? Każdy ma wady i zalety.
Dodatkowo sprawę utrudnia fakt że jakiś czas temu rozstałam się z chłopakiem którego kochałam ponad życie. Był moją wielką miłością ale po burzliwym związku musieliśmy się rozstać. W sumie chyba jeszcze coś do niego czuję. Bardzo trudno było mi się otrząsnąć z tego rozstania. Dopiero niedawno zaczęłam stawać na nogi i nie jestem do końca pewna czy chcę ponownie wchodzić w związek.
Poradźcie mi co robić bo mam straszny mętlik w głowie...