Cześć, jestem tu nowa. Musiałam napisać, bo nie mogę znieść hipokryzji mojego chłopaka.
Otóż mój chłopak obraził się na mnie, za to, że nie chciałam go zabrać na imprezę z moimi znajomymi. On tam nikogo nie zna, więc będzie "obcy". Ale w czym tkwi sęk? Ano w tym, że ja już nie raz chciałam, żeby on poznał mnie ze swoimi znajomymi i zabrał mnie na imprezę do nich, ale on nigdy tego nie zrobił. A jaki był powód? Bo tam była jego dawna miłość, z która nigdy nie był - mają wspólnych znajomych, dlatego mnie nie zabierał na te ich spotkania, bo tylko bym "przeszkadzała". Teraz kiedy ja nie chcę go zabrać do swoich, on się obraża, mówi, że się na nim mszczę. Pokłóciliśmy się o to w smsach, a mi odechciało się do niego w ogóle odzywać - czysta hipokryzja z jego strony. Teraz to ja jestem ta zła i niedobra. Ja mnie to wkurza... Uważam, ze dobrze zrobiłam.
Poradzicie coś?